Cześć. Chciałabym opowiedzieć swoją historię, potrzebuję trochę wsparcia, wysłuchania... Za każdy komentarz będę wdzięczna, pewnie niejednokrotnie przeczytam Wasze wpisy.
Mam 38 lat, dwa tygodnie temu zostawił mnie chłopak po 2,5 letnim związku, nie mogę się podnieść. Wiem, że przede mną perspektywa samotnego życia, mieszkam w małym miasteczku, od wszystkich znajomych słyszę, że ciężko w takim wieku będzie mi kogoś poznać, bo nie ma za bardzo gdzie.
Psuliśmy związek oboje, ja mam wrażenie, że gdybym inaczej się zachowywała, to związek by przetrwał i obwiniam się za to, że odszedł.
Na początku była sielanka i wielkie uczucie, jednak przeszkadzało mi to, że chłopak ogląda się na ulicy za innymi. Pierwsze prosiłam i rozmawiałam, później zaczęły się częste kłótnie. On twierdził, że tego nie robi, że mam obsesję. Do tego doszło to, że za moimi plecami miał przyjaciółkę, która zwierzała mu się ze swoich problemów w związku. Dowiedziałam się o niej po kilku miesiącach i zaczęły się znów prośby, rozmowy, że mnie rani i nowe kłótnie. Mi na początku związku powiedział, że nie chce żebym miała kolegów i ja zerwałam kontakty z płcią przeciwną, on był bardzo zazdrosny, potrafił być zły na to, że dałam komuś ‘like’ na Facebooku. On pracował z wieloma kobietami, które do niego pisały, wysyłały zdjęcia z pracy, z wakacji, robiły mu prezenty na urodziny, on do nich też czasem pisał. Ja jestem osobą zazdrosną i bardzo to przeżywałam. On nie jest kobieciarzem, jest dobrym człowiekiem, wydaje mi się, że chciał być miły i lubiany po prostu, ale mnie to niszczyło od środka.
Po półtora roku zaproponował mi wspólne mieszkanie, jednak jak przyszło co do czego, wycofał się. Na początku nie miał czasu na spotkania, później już nawet nie chciał ze mną rozmawiać. Ja dzwoniłam, prosiłam o rozmowę, rozmawiałam z nim, on na wszystko odpowiadał ‘nie wiem’ albo, że zawsze jak miał podjąć decyzję o kolejnym kroku z dziewczyną, to się wycofywał, powiedział, że boi się odpowiedzialności, że nie jest gotowy. Po dwóch tygodniach proszenia i rozmawiania odeszłam. Po miesiącu odezwał się, prosił o drugą szansę. Po dwóch miesiącach zgodziłam się, myślałam, że zrozumiał, że jednak chce być ze mną.
Po pół roku doszliśmy do wniosku, że on się do mnie wprowadzi. Ale wyglądało to tak, że przychodził późnym popołudniem i czasami zostawał na noc. Znów prośby, rozmowy i kłótnie, pierwsze o spędzanie nocy razem, później o przyniesienie ubrań, później o wspólne obiady i na końcu śniadania. Jego cały czas ciągnęło do domu rodzinnego, rano wstawał i jechał do mamy, a stamtąd do pracy. Po pracy wracał do mamy, a stamtąd do mnie. Jak mnie nie było w naszym mieszkaniu, to jeździł do rodziców, siedział w swoim starym pokoju i grał. U nas mógłby robić to samo, ale wolał tam. Zawsze słyszałam, że on nie widzi w tym nic nienormalnego, że robię problemy z niczego, że mama będzie smutna jak nie przyjedzie. Mama potrafiła pisać codziennie smsy czy jadł, jak wychodził z kolegami, to ze dwa razy potrafiła zadzwonić kiedy wróci itd.
Kilka tygodni temu powiedział mi, że on nie wie co chce, że musi to przemyśleć. Daliśmy sobie 2 tygodnie czasu i wrócił do mamy, jak wychodził, to całował mnie, przytulał. Po 2 tygodniach mieliśmy porozmawiać, ale nie odezwał się. Dzwoniłam, odrzucał moje połączenia. Po kilku dniach napisał sms, że nie mamy już o czym rozmawiać i przyjdzie po swoje rzeczy. Przyszedł jak byłam w pracy, jednak udało mi się go skłonić do rozmowy. Poinformował mnie, że miał zamiar nie odzywać się miesiąc do mnie i po tym czasie powiedzieć mi o swojej decyzji. Dowiedziałam się, że on ma już dosyć stresu związanego z wychodzeniem, bo się boi, że będę się kłócić o patrzenie na inne. Pół roku przed rozstaniem zaczęłam chodzić na terapię, żeby wyleczyć się z zazdrości i kłótnie o oglądanie się nie powtarzały się. On mnie w tym nie wspierał, nigdy nie zapytał o to. Miał też do mnie pretensje, że mam problem z tym, że on je codziennie śniadania u mamy i jedzie grać w gry po południu (u nas mógł grac do woli), że przecież ja w tym czasie śpię, a wcześniejszego wstawania 30 minut, żeby z nim zjeść on nie rozumie. Obiecałam, że się zmienię, że dam mu więcej luzu jeśli chodzi o jeżdżenie do rodziców, mówiłam, że przecież już się go nie czepiam i od pół roku się nie kłócimy o inne kobiety, ale powiedział, że nie chce tak dalej żyć, że ma dosyć. Powiedział też, że jest głupi i że może się odezwie za miesiąc, ale żebym raczej na to nie liczyła.
Obwiniam się, że przez zazdrość i zaborczość zniszczyłam to i cały czas zastanawiam się, czy on zamieszkałby ze mną i chętniej byłby ze mną gdyby nie moja wada.