38 lat i życie od zera... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » 38 lat i życie od zera...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 48 ]

Temat: 38 lat i życie od zera...

Cześć. Chciałabym opowiedzieć swoją historię, potrzebuję trochę wsparcia, wysłuchania... Za każdy komentarz będę wdzięczna, pewnie niejednokrotnie przeczytam Wasze wpisy.

Mam 38 lat, dwa tygodnie temu zostawił mnie chłopak po 2,5 letnim związku, nie mogę się podnieść. Wiem, że przede mną perspektywa samotnego życia, mieszkam w małym miasteczku, od wszystkich znajomych słyszę, że ciężko w takim wieku będzie mi kogoś poznać, bo nie ma za bardzo gdzie.

Psuliśmy związek oboje, ja mam wrażenie, że gdybym inaczej się zachowywała, to związek by przetrwał i obwiniam się za to, że odszedł.

Na początku była sielanka i wielkie uczucie, jednak przeszkadzało mi to, że chłopak ogląda się na ulicy za innymi. Pierwsze prosiłam i rozmawiałam, później zaczęły się częste kłótnie. On twierdził, że tego nie robi, że mam obsesję. Do tego doszło to, że za moimi plecami miał przyjaciółkę, która zwierzała mu się ze swoich problemów w związku. Dowiedziałam się o niej po kilku miesiącach i zaczęły się znów prośby, rozmowy, że mnie rani i nowe kłótnie. Mi na początku związku powiedział, że nie chce żebym miała kolegów i ja zerwałam kontakty z płcią przeciwną, on był bardzo zazdrosny, potrafił być zły na to, że dałam komuś ‘like’ na Facebooku. On pracował z wieloma kobietami, które do niego pisały, wysyłały zdjęcia z pracy, z wakacji, robiły mu prezenty na urodziny, on do nich też czasem pisał. Ja jestem osobą zazdrosną i bardzo to przeżywałam. On nie jest kobieciarzem, jest dobrym człowiekiem, wydaje mi się, że chciał być miły i lubiany po prostu, ale mnie to niszczyło od środka.

Po półtora roku zaproponował mi wspólne mieszkanie, jednak jak przyszło co do czego, wycofał się. Na początku nie miał czasu na spotkania, później już nawet nie chciał ze mną rozmawiać. Ja dzwoniłam, prosiłam o rozmowę, rozmawiałam z nim, on na wszystko odpowiadał ‘nie wiem’ albo, że zawsze jak miał podjąć decyzję o kolejnym kroku z dziewczyną, to się wycofywał, powiedział, że boi się odpowiedzialności, że nie jest gotowy. Po dwóch tygodniach proszenia i rozmawiania odeszłam. Po miesiącu odezwał się, prosił o drugą szansę. Po dwóch miesiącach zgodziłam się, myślałam, że zrozumiał, że jednak chce być ze mną.

Po pół roku doszliśmy do wniosku, że on się do mnie wprowadzi. Ale wyglądało to tak, że przychodził późnym popołudniem i czasami zostawał na noc. Znów prośby, rozmowy i kłótnie, pierwsze o spędzanie nocy razem, później o przyniesienie ubrań, później o wspólne obiady i na końcu śniadania. Jego cały czas ciągnęło do domu rodzinnego, rano wstawał i jechał do mamy, a stamtąd do pracy. Po pracy wracał do mamy, a stamtąd do mnie. Jak mnie nie było w naszym mieszkaniu, to jeździł do rodziców, siedział w swoim starym pokoju i grał. U nas mógłby robić to samo, ale wolał tam. Zawsze słyszałam, że on nie widzi w tym nic nienormalnego, że robię problemy z niczego, że mama będzie smutna jak nie przyjedzie. Mama potrafiła pisać codziennie smsy czy jadł, jak wychodził z kolegami, to ze dwa razy potrafiła zadzwonić kiedy wróci itd.
Kilka tygodni temu powiedział mi, że on nie wie co chce, że musi to przemyśleć. Daliśmy sobie 2 tygodnie czasu i wrócił do mamy, jak wychodził, to całował mnie, przytulał. Po 2 tygodniach mieliśmy porozmawiać, ale nie odezwał się. Dzwoniłam, odrzucał moje połączenia. Po kilku dniach napisał sms, że nie mamy już o czym rozmawiać i przyjdzie po swoje rzeczy. Przyszedł jak byłam w pracy, jednak udało mi się go skłonić do rozmowy. Poinformował mnie, że miał zamiar nie odzywać się miesiąc do mnie i po tym czasie powiedzieć mi o swojej decyzji. Dowiedziałam się, że on ma już dosyć stresu związanego z wychodzeniem, bo się boi, że będę się kłócić o patrzenie na inne. Pół roku przed rozstaniem zaczęłam chodzić na terapię, żeby wyleczyć się z zazdrości i kłótnie o oglądanie się nie powtarzały się. On mnie w tym nie wspierał, nigdy nie zapytał o to. Miał też do mnie pretensje, że mam problem z tym, że on je codziennie śniadania u mamy i jedzie grać w gry po południu (u nas mógł grac do woli), że przecież ja w tym czasie śpię, a wcześniejszego wstawania 30 minut, żeby z nim zjeść on nie rozumie. Obiecałam, że się zmienię, że dam mu więcej luzu jeśli chodzi o jeżdżenie do rodziców, mówiłam, że przecież już się go nie czepiam i od pół roku się nie kłócimy o inne kobiety, ale powiedział, że nie chce tak dalej żyć, że ma dosyć. Powiedział też, że jest głupi i że może się odezwie za miesiąc, ale żebym raczej na to nie liczyła.
Obwiniam się, że przez zazdrość i zaborczość zniszczyłam to i cały czas zastanawiam się, czy on zamieszkałby ze mną i chętniej byłby ze mną gdyby nie moja wada.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: 38 lat i życie od zera...

Monika, a może nie pasowaliście do siebie? Przecież tak mogło być. Daliscie sobie szanse, ale macie inne priorytety. Kontynuuj terapię. Nie słuchaj tych życzliwych, którzy już ci dobrodusznie sugerują, że "w tym wieku" jest trudniej kogoś znaleźć. Jak już dojdziesz do siebie po tym związku szukaj dalej i zanim to się stanie TERAPIA.

3

Odp: 38 lat i życie od zera...
Andrzej Wiśniewski napisał/a:

Jeżeli nie mam wystarczająco wysokiego poczucia wartości i ważności, to ciągle się boję, że mój partner odkryje, jaki jestem naprawdę, i odejdzie. W związku z tym do czego dążę? Żeby ograniczyć jego wolność. Żeby go przypisać do siebie, mieć nad nim władzę.
Ktoś, kto nie wierzy, że można go kochać takiego, jaki jest, dąży do kontroli.
Władza jest substytutem miłości, ale nie pozwala tak jak ona ludziom rosnąć.


Życzę owocnej pracy nad sobą.

4

Odp: 38 lat i życie od zera...
Ajko napisał/a:

Monika, a może nie pasowaliście do siebie? Przecież tak mogło być. Daliscie sobie szanse, ale macie inne priorytety. Kontynuuj terapię. Nie słuchaj tych życzliwych, którzy już ci dobrodusznie sugerują, że "w tym wieku" jest trudniej kogoś znaleźć. Jak już dojdziesz do siebie po tym związku szukaj dalej i zanim to się stanie TERAPIA.

Mieliśmy bardzo podobne charaktery, podobnie lubiliśmy spędzać czas. Nawet zazdrośni byliśmy tak samo, tylko ja wiedziałam co go może zranić i tego nie robiłam. Nie chciałam, żeby miał powody do zazdrości, bo wiem jakie to przykre.

5

Odp: 38 lat i życie od zera...

Jak dla mnie to facet ma nieodcietą pępowinę. Ok - rodzice są ważni, ale przychodzi taki moment w życiu, że na pierwszym miejscu stawiamy swoją drugą połówkę.
Walcz o siebie. To nie prawda że w tym wieku nie da się nikogo znaleźć. Moje koleżanki jeszcze w późniejszym wieku odnajdywały swoich TŻ, Ty też dasz radę.

6

Odp: 38 lat i życie od zera...

No a wiesz, że on faktycznie u mamy cały czas był?
Może Ty masz problem z zazdrością, a może on chce kogoś, kto będzie przymykał oko na romanse. Ja nie oceniam, bo mnie tam nie było. Może miał nieodciętą pępowinę a może była to przykrywka.
Żyj swoim życiem a jak uważasz, że lepiej Ci będzie gdzie indziej to wyjedź.

7

Odp: 38 lat i życie od zera...

Sama widzisz ile problemów na tak krótki związek.
Może to dobrze akurat  że się rozpadło jednak.
A to miasteczko to zaminowane, że nie możesz szukać chłopaka poza nim?

8

Odp: 38 lat i życie od zera...

Dzieciaku toz to palec Boży ciebie dotknął!
Zastanów się po co ci taki facet potrzebny? W tym wieku albo się żyje razem albo osobno ale wtedy już nie jako para - rozumiem bycie rodzinnym i fakt ze nikt nie robi lepszych śniadań niż mama ale zdecydowanie pępowina nie została odcięta. Ktoś tam sugerował ze romans - wydaje mi się ze ten facet jest na tyle niedojrzały ze tutaj nawet nie ma mowy o romansach po prostu on dalej myśli ze ma 20 lat.
Z tym graniem to może się bal ze bedziesz na niego krzyczała ze on gra zamiast coś innego robić itp. Faktycznie się nie dopasowaliscie i tyle nie ma co rozpaczać nad chłopem który zapomniał ze istnieje coś takiego jak jajko.
Nie przejmuj się tez opiniami innych ze będzie ci ciężko znaleść kogoś innego - to wiek w którym ludzie się rozwodzą bo te związku co się miało po 20 pare lat nie wypaliły jednak i szukają dalej. Ty się ciesz ze ten facet nie marnuje więcej twojego czasu - serio.

9 Ostatnio edytowany przez Witold12 (2021-06-06 20:22:11)

Odp: 38 lat i życie od zera...

Spiesz bo zegar biologiczny tyka. Tyk tyk tyk. Zmień dietę, siłownia, tindery, sympatie, fotki, wyjścia na plaże czy do parku, szybkie randki. Zaraz ostatni dzwonek na ślub i dzieciaka, więc naciągnij jakiegoś becia... faceta wink

A tak serio to właśnie nie wychodzi ci, bo zderzyłaś się z tzw. ścianą. Kończy ci się powoli młodość, starość puka do drzwi, znajomi już też coraz mniej czasu mają. Przez to możesz być zbyt zdesperowana i brać byle kogo, kto się nawinie bo już nie ma czasu wybrzydzać. Idealnym rozwiązaniem byłoby wrzucenie na luz, ale z drugiej strony w ten sposób może ci braknąć czasu. Szczerze mówiac to nie wiem co ci poradzić, wszystkie opcje wydają się kiepskie. Ściana dla kobiet jest bezlitosna

10

Odp: 38 lat i życie od zera...
Witold12 napisał/a:

Spiesz bo zegar biologiczny tyka. Tyk tyk tyk. Zmień dietę, siłownia, tindery, sympatie, fotki, wyjścia na plaże czy do parku, szybkie randki. Zaraz ostatni dzwonek na ślub i dzieciaka, więc naciągnij jakiegoś becia... faceta wink

A tak serio to właśnie nie wychodzi ci, bo zderzyłaś się z tzw. ścianą. Kończy ci się powoli młodość, starość puka do drzwi, znajomi już też coraz mniej czasu mają. Przez to możesz być zbyt zdesperowana i brać byle kogo, kto się nawinie bo już nie ma czasu wybrzydzać. Idealnym rozwiązaniem byłoby wrzucenie na luz, ale z drugiej strony w ten sposób może ci braknąć czasu. Szczerze mówiac to nie wiem co ci poradzić, wszystkie opcje wydają się kiepskie. Ściana dla kobiet jest bezlitosna


Wiesz co Witold ta wyżej wspomniana ścianę - mam dla ciebie pomysł - podejdź do niej i za każdym razem jak bedziesz chciał coś napisać to nawet nie zastanów się 5 razy po prostu przywal przednia częścią swojej głowy w nią i powtarzaj do czasu aż nie bedziesz miał ochoty nic pisać bo z twojej wypowiedzi wylewa się chamstwo.
Tak rozumiem ze to forum publiczne i każdy ma prawo wyrazić swoje „przemyślenia” ale sory nigdy nie byłeś i nie bedzies 38 letnia kobieta wiec na pewno nie wiesz jakie ma opcje i czego chce od życia bo autorka ani razu nie wspomniała o dziecku ani o ślubie.

11 Ostatnio edytowany przez Witold12 (2021-06-06 20:45:25)

Odp: 38 lat i życie od zera...

A czego może chcieć 38 letnia kobieta jak nie dziecka i ślubu? Na pewno marzy o lekkim studenckim życiu, zakrapionych alkoholem kilkudniowych imprezach i podróżach autostopem po całej europie.

Nie ma w mojej wypowiedzi za grosz chamstwa jeżeli ktoś rozumie co jest na serio, a co jest hiperbolą.

12

Odp: 38 lat i życie od zera...

No nie popisałeś się Witold

może trochę Ci się przyda z tego wątku kilka myśli Moni.ka8

https://www.netkobiety.pl/t125861.html

13

Odp: 38 lat i życie od zera...

Witold, jak się nie ma rodziny, to da radę zająć czas. Dużo jest czasu dla siebie, na rozwój zainteresowań i poznawanie nowych znajomych. Niech Cię głowa nie boli

14

Odp: 38 lat i życie od zera...
Witold12 napisał/a:

Spiesz bo zegar biologiczny tyka. Tyk tyk tyk. Zmień dietę, siłownia, tindery, sympatie, fotki, wyjścia na plaże czy do parku, szybkie randki. Zaraz ostatni dzwonek na ślub i dzieciaka, więc naciągnij jakiegoś becia... faceta wink

A tak serio to właśnie nie wychodzi ci, bo zderzyłaś się z tzw. ścianą. Kończy ci się powoli młodość, starość puka do drzwi, znajomi już też coraz mniej czasu mają. Przez to możesz być zbyt zdesperowana i brać byle kogo, kto się nawinie bo już nie ma czasu wybrzydzać. Idealnym rozwiązaniem byłoby wrzucenie na luz, ale z drugiej strony w ten sposób może ci braknąć czasu. Szczerze mówiac to nie wiem co ci poradzić, wszystkie opcje wydają się kiepskie. Ściana dla kobiet jest bezlitosna

Witold12 - zapraszam Cię w trybie pilnym do wątku - https://www.netkobiety.pl/t53012.html   zapoznaj się z nim, i stosuj się do zasad, jakie obowiązują mężczyzn na naszym forum.

15

Odp: 38 lat i życie od zera...
Witold12 napisał/a:

A czego może chcieć 38 letnia kobieta jak nie dziecka i ślubu? Na pewno marzy o lekkim studenckim życiu, zakrapionych alkoholem kilkudniowych imprezach i podróżach autostopem po całej europie.

Nie ma w mojej wypowiedzi za grosz chamstwa jeżeli ktoś rozumie co jest na serio, a co jest hiperbolą.

Rozumiem ze tylko takie są dwie opcje w życiu - albo być w małżeństwie i mieć dziecko albo biegać po kilkudniowych imprezach ?

Nie ma nic pomiędzy to są dwa wzorce. Współczucie ci ograniczenia w tym temacie ( i nie tylko). Acha i twierdzisz ze nie ma w twojej wypowiedzi chamstwa ( zostawmy hiperbole na boku bo ewidetnie nie do końca kumasz znacznie  tego słowa i ograniczyłes się do przeczytania pierwszego zdania z Wikipedii) bo jak wspomniałam wcześniej nigdy nie bedziesz 38 letnia kobieta i nie wiesz o czym ona myśli. Możesz jedynie się domyślać ale - uwaga szok- nie każda kobieta jest taka sama i każda ma inne priorytety wiec najpierw jak już pozujesz na takiego znawcę kobiet to doszkol się w tym temacie smile

Autorko - żeby uniknąć bezsensownego offtopu - nie bierz do siębie tego bo to typowy przykład na to jak faceci myślą ze wiedza lepiej od kobiet czego my pragniemy i potrzebujemy w życiu.

16

Odp: 38 lat i życie od zera...

@Bbaselle doskonale wiem co znaczy hiperbola i tutaj została użyta, ale jak nie potrafisz jej znaleźć to nie odbijaj piłeczki, że skoro ty nie widzisz to znaczy, że jej nie ma. Chamstwa tutaj nie ma. Jest tylko prawda, a prawda wyzwoli. Wy wmawiacie sobie kłamstwa, że 40 to przecież bardzo młoda, to druga 30 a nawet 20, no na pewno jej takie kłamstewka pomogą. 40 to już starość, tego nie da się zanegować jeżeli ktoś nie chce się oszukiwać i chce żyć w prawdzie.

Ja bije do tematu gdzie pewien gość w okolicach 40 szukał dziewczyny ... na seks. To był jechany za to, że kobiety w jego wieku oczekują już przede wszystkim zaangażowania, ślubu i dzieci, a on śmie chcieć tylko seksu, bez zobowiązań. Teraz jak wam wygodnie to mówicie, że 40 latki nie chcą poważnych relacji (a skoro nie chcą poważnych i jakichś chcą, drogą dedukcji zostają tylko luźne relacje). Najpierw generalizacja w jedną stronę, teraz w drugą.

Ja rozumiem, że nie zawsze można generalizować, no ale skąd to oburzenie? 90% jak nie 99% kobiet w okolicy 40 marzy o jednym i dobrze wiecie, że tak jest, więc to nie jest nic niepoprawnego politycznie. Wiadomo że od każdej reguły są wyjątki.

17

Odp: 38 lat i życie od zera...

dwa tygodnie po rozstaniu do dziewczyny z takim przesłaniem ,weź przestań .

18 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-06-06 21:27:18)

Odp: 38 lat i życie od zera...

Witold12, a nie bierzesz pod uwagę, że chce po prostu związku partnerskiego, a nie "tylko" seksu i nie zaraz ślubu i pieluch, ale też nie faceta z nieodciętą pępowiną, ciągle przesiadującego u mamusi, grającego w gry i właściwie nie wiedzącego czego chce od życia i relacji z kobietą?
Autorka i tak miała (zbyt) wiele cierpliwości do tego gościa bo jak widać lepiej mu z mamusią. No to niech sobie z nią będzie.
Nie było tu ani słowa o tym, że rozstali się przez wiek Autorki. Nie sądzę też, że facet był 20-stolatkiem. Niektórzy po prostu nigdy nie dorastają.

19

Odp: 38 lat i życie od zera...
paslawek napisał/a:

dwa tygodnie po rozstaniu do dziewczyny z takim przesłaniem ,weź przestań .

Dokładnie ! Reszty komentować nie będę bo nie ma sensu smile

20

Odp: 38 lat i życie od zera...

Ja się wcale nie dziwie, że autorka się podłamała. Myślała, że ma już poukładane życie, wszystko ogarnięte a tu bach, rozstanie. Takie coś może dobić człowieka, rozwalić na drobne kawałeczki.
Daj sobie czas na ochłonięcie, z czasem zobaczysz, że lepiej było się rozstać niż ciągnąć takie coś ... A później wszystko się powolutku poukłada smile

21 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-06-06 22:17:09)

Odp: 38 lat i życie od zera...

Moni.ka, o jakim zaczynaniu od zera ty mówisz? Twój związek trwał 2,5 roku więc do bardzo dlugich nie należał, a przecież przedtem, zanim poznałaś swojego chlopaka żyłaś, pracowałaś, ogarniałaś swoją rzeczywistość i pewnie nawet szczęśliwa byłaś? Nie możesz do tego wrócić? Skończył się związek który był tylko pasmem nieporozumień, szarpaniną i żródłem twoich stresów, a ty rozpaczasz jakbyś straciła w życiu coś wyjątkowego. Naprawdę tak nisko się cenisz? Daj spokój...

To zrozumiałe, że analizujesz, myślisz o powodach przez które twój związek się rozpadł, ale nie dobrze że winy szukasz w sobie. Do tanga trzeba dwojga, jak jedno tańczy a drugie w tym czasie ciągnie w inną stronę to wychodzi dokładnie to, co wam wyszło; szarpanina, niezrozumienie i porażka.

Stan rozpaczy po rozstaniu może trwać dłużej lub krócej, ale mało kogo omija. To zupełnie normalne i naprawdę jesteś jedną z wielu osób, które się czują dokładnie tak, jak ty. Powiem więcej: te osoby są równie przekonane o wyjątkowości swojej sytuacji, popełniają te same błędy i podobnie jak ty, nie wiedzą co dalej ze sobą zrobić.

W pierwszej kolejności wycisz się i daj sobie czas na ochłonięcie. Twój związek nie przetrwał próby czasu, więc raczej nie ma co po nim płakać.
Odszukaj tę dawną Monikę którą byłaś a wszystko znowu zacznie się układać. Nos do góry smile

22 Ostatnio edytowany przez Pronome (2021-06-07 15:55:58)

Odp: 38 lat i życie od zera...
Witold12 napisał/a:

Spiesz bo zegar biologiczny tyka. Tyk tyk tyk. Zmień dietę, siłownia, tindery, sympatie, fotki, wyjścia na plaże czy do parku, szybkie randki. Zaraz ostatni dzwonek na ślub i dzieciaka, więc naciągnij jakiegoś becia... faceta wink

A tak serio to właśnie nie wychodzi ci, bo zderzyłaś się z tzw. ścianą. Kończy ci się powoli młodość, starość puka do drzwi, znajomi już też coraz mniej czasu mają. Przez to możesz być zbyt zdesperowana i brać byle kogo, kto się nawinie bo już nie ma czasu wybrzydzać. Idealnym rozwiązaniem byłoby wrzucenie na luz, ale z drugiej strony w ten sposób może ci braknąć czasu. Szczerze mówiac to nie wiem co ci poradzić, wszystkie opcje wydają się kiepskie. Ściana dla kobiet jest bezlitosna

Jestes prymitywem. Tyle w temacie.

Moni.ka8 napisał/a:

Mam 38 lat, dwa tygodnie temu zostawił mnie chłopak po 2,5 letnim związku, nie mogę się podnieść. Wiem, że przede mną perspektywa samotnego życia, mieszkam w małym miasteczku, od wszystkich znajomych słyszę, że ciężko w takim wieku będzie mi kogoś poznać, bo nie ma za bardzo gdzie.

Mam nadzieje, ze jestes swiadoma tego, ze do 90 troche ci jeszcze lat zostalo i jesli nie podoba ci sie obecne zycie, to warto poczynic kroki, aby zyc tak jak sie chce. Mozesz albo pielegnowac swoje ograniczajace przekonania i sluchac pierdol ludzi, ktorzy zycia za ciebie nie przezyja, albo wziac sie do pracy nad soba i za jakis czas wystrzelic jak gwiazda. Do ciebie nalezy decyzja. Wroc tutaj za 2 lata i napisz jak ci poszlo smile. Wszystkiego dobrego!

23

Odp: 38 lat i życie od zera...

Ech, Witold, takich pierdół to ja już dawno nie czytałam. Ty masz jakieś skrajne myślenie- albo matka Polka, albo wieczna imprezowiczka na kacu-nic pomiędzy. Rozczaruję Cię. Można w "starym" wieku 38 lat znależć partnera, można nie chcieć miec dzieci, można mieć przyjaciół, a nawet można żyć w pojedynkę i to zupelnie szczęśliwie.

Natomiast, w Twoim schemacie, trzeba łapać pierwszego lepszego Gucia, nieważne jaki by nie był, tylko po to, żeby cyferki się zgadzały, bo inaczej to kobita może od razu do trumny sie klaść. Żenua, jednym słowem. Następnym razem jak zaczniesz prawic prawdy objawione o płci pięknej, to się najpierw upewnij, że jestes odpowiedniej plci.

24 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-06-07 19:29:56)

Odp: 38 lat i życie od zera...

Oo, widać, że Witold dalej w "formie" big_smile

Wcześniej jeszcze w niektórych kwestiach bym się zgodził, ale tu to chłopie pojechałeś...

25

Odp: 38 lat i życie od zera...
Beyondblackie napisał/a:

Ech, Witold, takich pierdół to ja już dawno nie czytałam. Ty masz jakieś skrajne myślenie- albo matka Polka, albo wieczna imprezowiczka na kacu-nic pomiędzy. Rozczaruję Cię. Można w "starym" wieku 38 lat znależć partnera, można nie chcieć miec dzieci, można mieć przyjaciół, a nawet można żyć w pojedynkę i to zupelnie szczęśliwie.

Natomiast, w Twoim schemacie, trzeba łapać pierwszego lepszego Gucia, nieważne jaki by nie był, tylko po to, żeby cyferki się zgadzały, bo inaczej to kobita może od razu do trumny sie klaść. Żenua, jednym słowem. Następnym razem jak zaczniesz prawic prawdy objawione o płci pięknej, to się najpierw upewnij, że jestes odpowiedniej plci.

Ale może Autorka dzieci jednak chce mieć, co wtedy..?

26

Odp: 38 lat i życie od zera...
assassin napisał/a:

Ale może Autorka dzieci jednak chce mieć, co wtedy..?

No, okej, może tak być ale nic o dzieciach nie napisala. A nawet jeżeli tak jest, to są metody zamrażania komórek jajowych, które później mozna wykorzystać w metodzie in vitro, kiedy znajdzie odpowiedniego kandydata na męża. Da się jak się chce.

Wkurza mnie raczej, że facet wypowiada sie o tym czego chcą kobiety, jakby mial najmniejsze pojęcie. Oczywiście wiekszość kobiet ma dzieci, ale są takie jak ja, co nie maja z wyboru. Zamężna tez nie jestem i mi to nie przeszkadza, a mam 44 lata. Mialam szczecie znaleźć fajnego partnera,z którym jestem juz dekade, ale jakbym nie znalazła, to też umialabym sobie urzadzić komfortowe życie. Także ten teges...

27

Odp: 38 lat i życie od zera...
Beyondblackie napisał/a:
assassin napisał/a:

Ale może Autorka dzieci jednak chce mieć, co wtedy..?

No, okej, może tak być ale nic o dzieciach nie napisala. A nawet jeżeli tak jest, to są metody zamrażania komórek jajowych, które później mozna wykorzystać w metodzie in vitro, kiedy znajdzie odpowiedniego kandydata na męża. Da się jak się chce.

Wkurza mnie raczej, że facet wypowiada sie o tym czego chcą kobiety, jakby mial najmniejsze pojęcie. Oczywiście wiekszość kobiet ma dzieci, ale są takie jak ja, co nie maja z wyboru. Zamężna tez nie jestem i mi to nie przeszkadza, a mam 44 lata. Mialam szczecie znaleźć fajnego partnera,z którym jestem juz dekade, ale jakbym nie znalazła, to też umialabym sobie urzadzić komfortowe życie. Także ten teges...

Na miejscu autorki zamrozilabym jajeczka i ze spokojna glowa zajelabym sie soba, dojsciem do siebie, rozwojem, praca i zastanowilabym sie dlaczego przez tak dlugi czas inwestowalam emocjonalnie w kogos takiego. Ja jestem 35+ i jajeczka bede mrozic, no chyba ze cos sie zmieni, jednak wolalabym aby nie byloby to za szybko big_smile.

28

Odp: 38 lat i życie od zera...

Pronome, absolutnie sie zgadzam.

Co to za sens gonienie za bylejakim facetem z lapanki, żeby tylko zaklepać ślub i dzidzię? To jest desperacja, a nie sposób na życie. O wiele lepiej doprowadzic się do porządku, zbalansować i dopero wtedy szukaćkogoś odpowiedniego.

29

Odp: 38 lat i życie od zera...

4% szans, że z jajeczka urodzi się dziecko po zamrożeniu, a koszt ogromny. Nie stać mnie na takie coś, ledwo mam na terapię szczerze mówiąc. Pozostało się pogodzić z tym, że nie będę miała dziecka po prostu.

Witold, jesteś straszny 8==D tyle w temacie. Współczuję Ci roli życiowego frustrata na forum.

Ja zawsze się bałam, że resztę życia spędzę sama, często byłam długo sama i szczerze, źle się czuję jak nie jestem w związku. Jest to dla mnie taka wegetacja, życie bez celu, czekanie na 'cud'. Podziwiam osoby, które potrafią być szczęśliwe pomimo swojej samotności. Próbowałam kiedyś skupić się na sobie, wmawiać sobie, że jestem szczęśliwą singielką, słabo to wychodziło, wydaje mi się, że po prostu trzeba być taką osobą, która lubi być sama ze sobą. To tak jakby introwertyk próbował sobie wmówić, że uwielbia tłumy, imprezy itd.

Wiem, że będę musiała się nauczyć żyć sama i 'jakoś to będzie', ale z doświadczenia wiem jak się będę czuć. Szczerze, to tutaj liczę na terapię i to, że jakimś cudem coś mi się poprzestawia w głowie.

30

Odp: 38 lat i życie od zera...
Moni.ka8 napisał/a:

(...) Szczerze, to tutaj liczę na terapię i to, że jakimś cudem coś mi się poprzestawia w głowie.

Samo się nic Ci nie poprzestawia; na cuda też bym nie liczyła. Terapia to szansa, byś dowiedziała się, dlaczego nie lubisz być sama z sobą i czemu  życie bez drugiej osoby u boku uważasz za wegetację.

31 Ostatnio edytowany przez Witold12 (2021-06-07 23:09:47)

Odp: 38 lat i życie od zera...

Jak ktoś pluje to ja mówię - patrzcie, to ślina. Wy mówicie - nie, to deszcz pada. Nie można powiedzieć, że to ślina bo jeszcze ktoś się nie daj Boże obrazi.

Jak chce się coś w życiu poprawić, to trzeba zmierzyć się z brudną prawdą. Niestety nie rozumiem jaki cel mają kobiety same siebie okłamując, np: z tym że 40 to przecież młodość i na wszystko jeszcze jest czas, taa. Tak samo mówicie, że nie ma ani grama jej winy, no nieskazitelna jest.

Kobieta w internecie - potrafi wykryć w 5 minut obrzydliwego, mizoginistycznego incela na podstawie jednego posta.
Kobieta na żywo - spotyka się z gościem 2 lata, który rzuca czerwonymi flagami na prawo i lewo, odpiernicza gruby szajs i nie jest godny zaufania, no ale nie widzi w nim nic złego. Dopiero po rozstaniu klapki spadają z oczu.

Wy ją chcecie klepać dalej po ramieniu - fajnie, ale co to da? Za 5 minut popełni ten sam błąd. Czyż nie jest głupotą robić w kołko to samo i oczekiwać innych rezultatów? Ja mówię to co widzę - jak chce się zmian to trzeba coś zmienić. Przede wszystkim zastanowić się dlaczego dokonuje takich kiepskich wyborów. Być może wystarczy facetów nie wiem, w innym miejscu szukać, poprawić samoocenę. Ale tu jak zwykle podwójne standardy.

Jak facetowi nie wychodzi w związkach - to na pewno coś robi źle, to jego wina. Za słabo się cham stara! Jak kobiecie nie wychodzi - to też wina facetów, no ona nieskazitelna jest i idealna, dupki nie potrafią docenić jej piękna, dupki krzywdzą, dupki zmusiły ją do kiepskiego wyboru. A może po prostu facet to dupek, a ona źle wybiera bo ją ciągnie do takich? Witold, nie mów tak chamie, klep po plecach, nic złego nie zrobiła! Podejrzane conajmniej, wszystko co złe na świecie od faceta pochodzi...

32

Odp: 38 lat i życie od zera...
Wielokropek napisał/a:

Samo się nic Ci nie poprzestawia; na cuda też bym nie liczyła. Terapia to szansa, byś dowiedziała się, dlaczego nie lubisz być sama z sobą i czemu  życie bez drugiej osoby u boku uważasz za wegetację.

Terapia nie dziala na takie osoby i najwet jakby terapeuta zakontenerowal fantastycznie jej leki egzystencjalne, to i tak od pacjenta zalezy, czy rozwiazan swoich blednych przekonan bedzie szukal w sobie i pracowal nad zmiana jakosci swojego zycia, czy stwierdzi po wielu miesiacach: ''ech, na mnie terapia nie dziala'', a sadzac po tym co autorka wypisuje na swoj wlasny temat, nie liczylabym na ''cud''.


Moni.ka8 napisał/a:

Ja zawsze się bałam, że resztę życia spędzę sama, często byłam długo sama i szczerze, źle się czuję jak nie jestem w związku. Jest to dla mnie taka wegetacja, życie bez celu, czekanie na 'cud'. Podziwiam osoby, które potrafią być szczęśliwe pomimo swojej samotności. Próbowałam kiedyś skupić się na sobie, wmawiać sobie, że jestem szczęśliwą singielką, słabo to wychodziło, wydaje mi się, że po prostu trzeba być taką osobą, która lubi być sama ze sobą. To tak jakby introwertyk próbował sobie wmówić, że uwielbia tłumy, imprezy itd.

Wiem, że będę musiała się nauczyć żyć sama i 'jakoś to będzie', ale z doświadczenia wiem jak się będę czuć. Szczerze, to tutaj liczę na terapię i to, że jakimś cudem coś mi się poprzestawia w głowie.

Glupoty wygadujesz, tyle ci powiem. Sama dla siebie jestes zagrozeniem.

33

Odp: 38 lat i życie od zera...

Jedni potrafią i chcą być singlami, drudzy potrzebują do życia drugiej osoby i tyle w temacie.
Wiecie, że po części zgadzam się z Witoldem? Dokładnie chodzi mi o zachowanie kobiet, że nie widzą wad partnera, trzymają się go na siłę, zmieniają się w jego strażnika, a gdy związek się rozpada, to są załamane, bo skończyła się wielka miłość. A jaka to była miłość, toć to była szarpanina i wieczne napięcie z obu stron, ewidentnie wszystko szło w zlą stronę.
Fakt też jest taki, że dziewczyna nie jest już przed 30,a dekadę starsza i poraża ją perspektywa braku partnera i stabilnej przyszłości. Ale akurat ten człowiek raczej od początku nie rokował dobrze, bo sam ograniczał, a sobie tych granic nie stawiał i ogólnie robił jak chciał, wieczny synek mamusi, która upierze mu gacie, posprząta pokój i zawsze zostawi otwarte drzwi. Nie dorósł nigdy, a jak mama odejdzie to znajdzie jej następczynię, która będzie mu usługiwać i nie stawiać wymagań.
Autorka jest więźniem własnych stereotypów i zakładnikiem otoczenia, chce żyć jak oni, choćby to była mordęga.
Moniko6, patrz na siebie z życzliwością. Nic na siłę i przeciw sobie. Nie bądź własnym wrogiem. Dziś świat jest inny, nie kończy się na granicy miejscowości w której mieszkamy.

34 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-06-08 16:50:18)

Odp: 38 lat i życie od zera...
Joohana napisał/a:

Jedni potrafią i chcą być singlami, drudzy potrzebują do życia drugiej osoby i tyle w temacie.

Krótko i na temat smile


Jeśli stabilną przyszłość, rozumianą przede wszystkim jako zapewnienie bezpieczeństwa i opieki, ma stanowić niemal wyłącznie partner, to takie scenariusze będą się mnożyć. Może właśnie dlatego związki mnie zniechęcają, bo nie uśmiecha mi się pełnić w nim w jakikolwiek sposób jakiejś nadrzędnej roli. Na pewno zaś, nie chciałbym być postrzegany PRZEDE WSZYSTKIM jako opoka, gwarancja czyjegoś bezpieczeństwa i stabilności w potocznym tego słowa rozumieniu. Nie uśmiecha mi się być czyimś opiekunem a taką rolę czasami, ma się wrażęnie, kobiety oczekują. Chociaż w wypadku tego gościa ciężko oczekiwac czegokolwiek pozytywnego.
Kolega Witold może nieco się zapędza za daleko, ale chyba próbuje coś przekazać ważnego, tylko nie wie, jak to zrobić, żeby nie dostać rykoszetem smile Albo przekazuje to w sposób zbyt bezpośredni.

Autorka wydaje się po prostu przerażona wizją swojego singielstwa. Ktoś wcześniej ładnie napisał, że ciężko traktować wszystko, jak zaczynanie od zera, bo przecież nie żyje się/ nie żyło się samym związkiem. Każdy czym się zajmował, miał swoją historię, a jeśli związek był, tak, jak w tym przypadku, wieczną przepychanką z ciapowatym maminsynkiem, to dobrze, że się to skończyło? Jak długo jeszcze byś Autorko wytrzymała?

Niedostrzeganie czyichś wad i trzymanie się kogoś, jako strażnika, może wynikać z faktu, że chce się kogoś zmienić, wbrew wszystkiemu i wszelkim logicznym przesłankom, kiedy ta zmiana jest zwyczajnie niemożliwa.

35

Odp: 38 lat i życie od zera...
Witold12 napisał/a:

Jak ktoś pluje to ja mówię - patrzcie, to ślina. Wy mówicie - nie, to deszcz pada. Nie można powiedzieć, że to ślina bo jeszcze ktoś się nie daj Boże obrazi.

Jak chce się coś w życiu poprawić, to trzeba zmierzyć się z brudną prawdą. Niestety nie rozumiem jaki cel mają kobiety same siebie okłamując, np: z tym że 40 to przecież młodość i na wszystko jeszcze jest czas, taa. Tak samo mówicie, że nie ma ani grama jej winy, no nieskazitelna jest.

Kobieta w internecie - potrafi wykryć w 5 minut obrzydliwego, mizoginistycznego incela na podstawie jednego posta.
Kobieta na żywo - spotyka się z gościem 2 lata, który rzuca czerwonymi flagami na prawo i lewo, odpiernicza gruby szajs i nie jest godny zaufania, no ale nie widzi w nim nic złego. Dopiero po rozstaniu klapki spadają z oczu.

Wy ją chcecie klepać dalej po ramieniu - fajnie, ale co to da? Za 5 minut popełni ten sam błąd. Czyż nie jest głupotą robić w kołko to samo i oczekiwać innych rezultatów? Ja mówię to co widzę - jak chce się zmian to trzeba coś zmienić. Przede wszystkim zastanowić się dlaczego dokonuje takich kiepskich wyborów. Być może wystarczy facetów nie wiem, w innym miejscu szukać, poprawić samoocenę. Ale tu jak zwykle podwójne standardy.

Jak facetowi nie wychodzi w związkach - to na pewno coś robi źle, to jego wina. Za słabo się cham stara! Jak kobiecie nie wychodzi - to też wina facetów, no ona nieskazitelna jest i idealna, dupki nie potrafią docenić jej piękna, dupki krzywdzą, dupki zmusiły ją do kiepskiego wyboru. A może po prostu facet to dupek, a ona źle wybiera bo ją ciągnie do takich? Witold, nie mów tak chamie, klep po plecach, nic złego nie zrobiła! Podejrzane conajmniej, wszystko co złe na świecie od faceta pochodzi...

Tyle że ślinę od deszczu można odróżnić w sposób obiektywny, a Twoje opinie i mądrości życiowe są tylko i wyłącznie subiektywne. Nie masz w sobie za grosz empatii, nie masz nawet odrobiny ludzkiej życzliwości. Nie rozumiem czemu masz tak dużą potrzebę wypowiadania się na kobiecym forum wiedząc, że kobiety wcale sobie tego nie życzą. No ale mniejsza z tym.

Autorko, głowa do góry. Na miłość nigdy nie jest za późno. Trzeba tylko wyciągnąć wnioski ze swoich doświadczeń.

36 Ostatnio edytowany przez assassin (2021-06-08 13:52:20)

Odp: 38 lat i życie od zera...
bagienni_k napisał/a:
Joohana napisał/a:

Jedni potrafią i chcą być singlami, drudzy potrzebują do życia drugiej osoby i tyle w temacie.

Krótko i na temat smile


Jeśli stabilną przyszłość, rozumianą przede wszysstkim jako zapewnienie bezpieczeństwa i opieki, ma stanowić niemal wyłącznie partner, to takie scenariusze będą się mnożyć. Mże właśnie dlatego związki mnie zniechęcają, bo nie uśmiecha mi się pełnić w nim w jakikolwiek sposób jakiejś nadrzędnej roli. Na pewno zaś, ni chciałbym być postrzegany PRZEDE WSZYSTKIM jako opoka, gwarancja czyjegoś bezpieczeńśtwa i stabilności w potocznym tego słowa rozumieniu. Nie uśmiecha mi się być czyimś opiekunem a taką rolę czasami, ma się wrażęnie, kobiety oczekują. Chociaż w wypadku tego gościa ciężko oczekiwac czegokolwiek pozytywnego.
Kolega Witold może nieco się zapędza za daleko, ale chyba próbuje coś przekazać ważnego, tylko nie wie, jak to zrobić, żeby nie dostać rykoszetem smile Albo przekazuje to w sposób zbyt bezpośredni.

Autorka wydaje się po prostu przerażona wizją swojego singielstwa. Ktoś wcześniej ładnie napisał, że ciężko traktować wszystko, jak zaczynanie od zera, bo przecież nie żyje się/ nie żyło się samym związkiem. Każdy czym się zajmował, miał swoją historię, a jeśli związek był, tak, jak w tym przypadku, wieczną przepychanką z ciapowatym maminsynkiem, to dobrze, że się to skończyło? Jak długo jeszcze byś Autorko wytrzymała?

Niedostrzeganie czyichś wad i trzymanie się kogoś, jako strażnika, może wynikać z faktu, że chce się kogoś zmienić, wbrew wszystkiemu i wszelkim logicznym przesłankom, kiedy ta zmiana jest zwyczajnie niemożliwa.

Boisz się po prostu odpowiedzialności i tyle wink

37

Odp: 38 lat i życie od zera...

Pronome,
mnie nie musisz przekonywać. Jasnym jest, że "terapia nie działa"; nie działa na nikogo, bo to czas, dla zdeterminowanego człowieka, zdecydowanego na spotkanie z sobą samym, także w tej ciemnej wersji. Psychoterapeuta, nawet najlepszy, niczego nie zrobi wbrew klientowi, na pewno nie pstryknie palcami i nie wypowie tajemnych zaklęć, by jego klient zmienił swe poglądy.
Wiesz to Ty, wiem to ja, wiedzą też niektórzy użytkownicy, ale osoby oczekujące, iż "samo się" cokolwiek zrobi/stanie na skutek ich spotkań w gabinecie psychoterapeutycznym będą zdziwione i, być może, stwierdzą, że "terapia nie dla nich". I będą miały rację, bo terapia nie jest panaceum na wszystko, nie jest też dla wszystkich.

38 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-06-08 14:40:52)

Odp: 38 lat i życie od zera...
Wielokropek napisał/a:

Pronome,
mnie nie musisz przekonywać. Jasnym jest, że "terapia nie działa"; nie działa na nikogo, bo to czas, dla zdeterminowanego człowieka, zdecydowanego na spotkanie z sobą samym, także w tej ciemnej wersji. Psychoterapeuta, nawet najlepszy, niczego nie zrobi wbrew klientowi, na pewno nie pstryknie palcami i nie wypowie tajemnych zaklęć, by jego klient zmienił swe poglądy.
Wiesz to Ty, wiem to ja, wiedzą też niektórzy użytkownicy, ale osoby oczekujące, iż "samo się" cokolwiek zrobi/stanie na skutek ich spotkań w gabinecie psychoterapeutycznym będą zdziwione i, być może, stwierdzą, że "terapia nie dla nich". I będą miały rację, bo terapia nie jest panaceum na wszystko, nie jest też dla wszystkich.

Sam na własnej skórze to zrozumiałem.
Zapisywałem się do psychologów, a dalej popełniałem te same błędy.
Dopiero kilka miesięcy temu zrozumiałem co robiłem nie tak.

Ludzie chodzą do terapeuty latami i nic w ich życiu się nie zmienia.
Dlaczego? Oczekują, że zapłacą i terapeuta ich naprawi. Zapłacone, pochodzą kilka miesięcy i z głowy. Jestem innym człowiekiem i mogę wrócić do byłej. Nie nie i jeszcze raz nie.
Tak nie ma i nigdy nie będzie. Terapeuta przyspiesza proces naprawy, czuwa nad nim, kieruję na dobrą drogę. Ale całą pracę musi wykonać klient. Sam musi analizować, przetwarzać, wyciągać wnioski.

Terapeuta to nie jest złoty środek. Jedynie pomoc w szybszej i bez pomyłkowej drodze do celu.

39 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-06-08 14:59:36)

Odp: 38 lat i życie od zera...

assasin śmieszna teoria, boki zrywać smile

Odpowiedzialnym to ja mogę być z chęcią za coś lub kogoś, kto rzeczywiście sam nie może sobie poradzić i jest na mnie zdany. Ewentualnie za ogarnięcie czegoś czy załatwienie sprawy. Zresztą tu nie chodzi nawet o lęk czy zdolności, ale o chęci. Nie chcę, aby ktoś mnie uważał za gwarancję stabilności w życiu ani kogoś, dzięki któremu tylko jest szczęśliwy.
Powiedz, jest ktoś w stanie Ciebie do czegoś zmusić, jeśli Ciebie to zupełnie nie kręci i MASZ WYBÓR, aby tego nie robić, bo od tego nie zależy Twoje życie/zdrowie/szczęście? Wyjeżdżasz z lękiem przed odpowiedzialnością, kiedy ktoś po prostu podejmuje wybór i ma inny sposób na życie?
Może małżeństwo czy dzieci to jest coś, co niektórym zwyczajnie nie odpowiada? Nie dlatego, że boją się wyzwań, ale mają po prostu inne priorytety w życiu?

Szanujmy swoje życie i swoje wybory, bo wydawanie jakiś osądów na czyjś temat czy motywacji, które niby kimś kierują jest słabe. Tym bardziej, jeśli całkowicie się to mija z prawdą.

Bez odbioru.

40

Odp: 38 lat i życie od zera...
Britan napisał/a:

Terapeuta to nie jest złoty środek. Jedynie pomoc w szybszej i bez pomyłkowej drodze do celu.

Idziesz jak burza Britan fajnie takie rzeczy przeczytać ,
wiem że jest to możliwe ,byle nie przestawać, odkrycia w dalszej drodze mogą być niesamowite
To nie koniec młodzieńcze smile
Trzymaj się .

41

Odp: 38 lat i życie od zera...
assassin napisał/a:
bagienni_k napisał/a:
Joohana napisał/a:

Jedni potrafią i chcą być singlami, drudzy potrzebują do życia drugiej osoby i tyle w temacie.

Krótko i na temat smile


Jeśli stabilną przyszłość, rozumianą przede wszysstkim jako zapewnienie bezpieczeństwa i opieki, ma stanowić niemal wyłącznie partner, to takie scenariusze będą się mnożyć. Mże właśnie dlatego związki mnie zniechęcają, bo nie uśmiecha mi się pełnić w nim w jakikolwiek sposób jakiejś nadrzędnej roli. Na pewno zaś, ni chciałbym być postrzegany PRZEDE WSZYSTKIM jako opoka, gwarancja czyjegoś bezpieczeńśtwa i stabilności w potocznym tego słowa rozumieniu. Nie uśmiecha mi się być czyimś opiekunem a taką rolę czasami, ma się wrażęnie, kobiety oczekują. Chociaż w wypadku tego gościa ciężko oczekiwac czegokolwiek pozytywnego.
Kolega Witold może nieco się zapędza za daleko, ale chyba próbuje coś przekazać ważnego, tylko nie wie, jak to zrobić, żeby nie dostać rykoszetem smile Albo przekazuje to w sposób zbyt bezpośredni.

Autorka wydaje się po prostu przerażona wizją swojego singielstwa. Ktoś wcześniej ładnie napisał, że ciężko traktować wszystko, jak zaczynanie od zera, bo przecież nie żyje się/ nie żyło się samym związkiem. Każdy czym się zajmował, miał swoją historię, a jeśli związek był, tak, jak w tym przypadku, wieczną przepychanką z ciapowatym maminsynkiem, to dobrze, że się to skończyło? Jak długo jeszcze byś Autorko wytrzymała?

Niedostrzeganie czyichś wad i trzymanie się kogoś, jako strażnika, może wynikać z faktu, że chce się kogoś zmienić, wbrew wszystkiemu i wszelkim logicznym przesłankom, kiedy ta zmiana jest zwyczajnie niemożliwa.

Boisz się po prostu odpowiedzialności i tyle wink

W punkt!
Dlatego siedzi tu i podglada ''jak wyglada prawdziwe zycie'' big_smile.

42 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-06-08 16:32:30)

Odp: 38 lat i życie od zera...

Jeśli warunkiem przeżycia "prawdziwego życia" jest posiadanie partnera i kochających dzieciaczków, to może rzeczywiście chce sobie tylko popatrzeć smile I niech tak zostanie smile

Na osobiste wycieczki nie odpowiadam, bo szkoda czasu i nerwów na bezsensowne przepychanki.

Jeśli ktoś nazywa wolny wybór brakiem odpowiedzialności, to już jego problem. Tym bardziej wzorując się jedynie na wypowiedziach na anonimowym forum....

43

Odp: 38 lat i życie od zera...
paslawek napisał/a:
Britan napisał/a:

Terapeuta to nie jest złoty środek. Jedynie pomoc w szybszej i bez pomyłkowej drodze do celu.

Idziesz jak burza Britan fajnie takie rzeczy przeczytać ,
wiem że jest to możliwe ,byle nie przestawać, odkrycia w dalszej drodze mogą być niesamowite
To nie koniec młodzieńcze smile
Trzymaj się .

Dziękuje.
Kręciłem się w kółko od założenia mojego tematu w którym wypowiedziałeś się do maja tego roku.
Dopiero niedawno zacząłem wychodzić na prostą, bo szczerze ruszyłem z pracą nad sobą. Wcześniej były mrzonki, wymówki i poleganie na terapeucie.
Tak jak ktoś wyżej napisał. Bałem się wziąć odpowiedzialność za swoje własne życie.

Z tą dziewczyną z mojego wątku pogodziłem się. Pokazałem jej co o niej napisałem na tym forum i jakie porady dostałem.
Mówiła, że dałeś najlepsze rady. W zasadzie na dniach planuję aktualizację tematu w formie autoterapii.
Działo się dużo i znowu straciłem z nią kontakt z mojej winy.

Pojąłem jak ważne jest danie komuś czasu, spokoju, oddechu.
Dopiero niedawno w pełni w zgodzie ze sobą zaakceptowałem błędy które popełniłem w tej relacji. Zaakceptowałem to, że człowiekiem jakim byłem na pewno by się nie udało. Jakbym w to brnął dalej byłoby dużo więcej toksyny, płaczu, a relacja i tak by się rozpadła.

44

Odp: 38 lat i życie od zera...

A ja powiem że te 4% to dużo. Znam takie pary, które z przyczyn niezależnych od siebie nawet tego nie mają A są przed 30. Nawet in vitro nie wchodzi w grę.
Także każdy przypadek jest inny i nie należy od razu tak łatwo przekreślić swoich szans.

45

Odp: 38 lat i życie od zera...
Moni.ka8 napisał/a:

4% szans, że z jajeczka urodzi się dziecko po zamrożeniu, a koszt ogromny. Nie stać mnie na takie coś, ledwo mam na terapię szczerze mówiąc. Pozostało się pogodzić z tym, że nie będę miała dziecka po prostu.

Wiem, że będę musiała się nauczyć żyć sama i 'jakoś to będzie', ale z doświadczenia wiem jak się będę czuć. Szczerze, to tutaj liczę na terapię i to, że jakimś cudem coś mi się poprzestawia w głowie.

Dlaczego zakładasz taką dramatyczną i pesymistyczną wersję? Masz 38 lat, to naprawdę nie jest koniec świata ani twojego życia. Kobiety coraz później zachodzą w pierwszą ciąże i ten wiek ciągle się obniża. Pisałam już w innym wątku na forum, że matka mojego partnera urodziła dwoje dzieci w wieku 45 i 47 lat i wcale nie bylo in vitro wtedy i żadne "modyfikacje" w grę nie wchodziły.

Zakładasz najgorsze, jakby ten facet z którym się rozstałaś był jakimś ósmym cudem świata i po nim już tylko zgliszcza i czarny dym, gdy tymczasem powinnaś dziękować opatrzności że cię uchroniła od relacji z kimś takim.

Poza tym, czasem lepiej być samemu niż z byle kim.

46 Ostatnio edytowany przez assassin (2021-06-08 20:55:43)

Odp: 38 lat i życie od zera...
bagienni_k napisał/a:

Jeśli warunkiem przeżycia "prawdziwego życia" jest posiadanie partnera i kochających dzieciaczków, to może rzeczywiście chce sobie tylko popatrzeć smile I niech tak zostanie smile

Na osobiste wycieczki nie odpowiadam, bo szkoda czasu i nerwów na bezsensowne przepychanki.

Jeśli ktoś nazywa wolny wybór brakiem odpowiedzialności, to już jego problem. Tym bardziej wzorując się jedynie na wypowiedziach na anonimowym forum....

To nie była żadna wycieczka. Rodzina to wielka odpowiedzialność i tyle, odpowiedzialność której nie podejmiesz i tyle. I żeby nie było, nie jesteś w tym odosobniony wink

47

Odp: 38 lat i życie od zera...
Wielokropek napisał/a:

Pronome,
mnie nie musisz przekonywać. Jasnym jest, że "terapia nie działa"; nie działa na nikogo, bo to czas, dla zdeterminowanego człowieka, zdecydowanego na spotkanie z sobą samym, także w tej ciemnej wersji. Psychoterapeuta, nawet najlepszy, niczego nie zrobi wbrew klientowi, na pewno nie pstryknie palcami i nie wypowie tajemnych zaklęć, by jego klient zmienił swe poglądy.
Wiesz to Ty, wiem to ja, wiedzą też niektórzy użytkownicy, ale osoby oczekujące, iż "samo się" cokolwiek zrobi/stanie na skutek ich spotkań w gabinecie psychoterapeutycznym będą zdziwione i, być może, stwierdzą, że "terapia nie dla nich". I będą miały rację, bo terapia nie jest panaceum na wszystko, nie jest też dla wszystkich.

Nie dość że nie pstryknie palcami, to jeszcze jak klient powie: jestem Kotem- to nie usłyszy: nie, nie jesteś kotem, tylko pytanie: a jaką masz sierść?
terapaeta jest po to tylko by być asekuracją. Klient idzie sam. Kto oczekuje czegoś innego zawiedzie się i zmarnuje kasę.

48

Odp: 38 lat i życie od zera...
Moni.ka8 napisał/a:

Cześć. Chciałabym opowiedzieć swoją historię, potrzebuję trochę wsparcia, wysłuchania... Za każdy komentarz będę wdzięczna, pewnie niejednokrotnie przeczytam Wasze wpisy.

Mam 38 lat, dwa tygodnie temu zostawił mnie chłopak po 2,5 letnim związku, nie mogę się podnieść. Wiem, że przede mną perspektywa samotnego życia, mieszkam w małym miasteczku, od wszystkich znajomych słyszę, że ciężko w takim wieku będzie mi kogoś poznać, bo nie ma za bardzo gdzie.

Psuliśmy związek oboje, ja mam wrażenie, że gdybym inaczej się zachowywała, to związek by przetrwał i obwiniam się za to, że odszedł.

Na początku była sielanka i wielkie uczucie, jednak przeszkadzało mi to, że chłopak ogląda się na ulicy za innymi. Pierwsze prosiłam i rozmawiałam, później zaczęły się częste kłótnie. On twierdził, że tego nie robi, że mam obsesję. Do tego doszło to, że za moimi plecami miał przyjaciółkę, która zwierzała mu się ze swoich problemów w związku. Dowiedziałam się o niej po kilku miesiącach i zaczęły się znów prośby, rozmowy, że mnie rani i nowe kłótnie. Mi na początku związku powiedział, że nie chce żebym miała kolegów i ja zerwałam kontakty z płcią przeciwną, on był bardzo zazdrosny, potrafił być zły na to, że dałam komuś ‘like’ na Facebooku. On pracował z wieloma kobietami, które do niego pisały, wysyłały zdjęcia z pracy, z wakacji, robiły mu prezenty na urodziny, on do nich też czasem pisał. Ja jestem osobą zazdrosną i bardzo to przeżywałam. On nie jest kobieciarzem, jest dobrym człowiekiem, wydaje mi się, że chciał być miły i lubiany po prostu, ale mnie to niszczyło od środka.

Po półtora roku zaproponował mi wspólne mieszkanie, jednak jak przyszło co do czego, wycofał się. Na początku nie miał czasu na spotkania, później już nawet nie chciał ze mną rozmawiać. Ja dzwoniłam, prosiłam o rozmowę, rozmawiałam z nim, on na wszystko odpowiadał ‘nie wiem’ albo, że zawsze jak miał podjąć decyzję o kolejnym kroku z dziewczyną, to się wycofywał, powiedział, że boi się odpowiedzialności, że nie jest gotowy. Po dwóch tygodniach proszenia i rozmawiania odeszłam. Po miesiącu odezwał się, prosił o drugą szansę. Po dwóch miesiącach zgodziłam się, myślałam, że zrozumiał, że jednak chce być ze mną.

Po pół roku doszliśmy do wniosku, że on się do mnie wprowadzi. Ale wyglądało to tak, że przychodził późnym popołudniem i czasami zostawał na noc. Znów prośby, rozmowy i kłótnie, pierwsze o spędzanie nocy razem, później o przyniesienie ubrań, później o wspólne obiady i na końcu śniadania. Jego cały czas ciągnęło do domu rodzinnego, rano wstawał i jechał do mamy, a stamtąd do pracy. Po pracy wracał do mamy, a stamtąd do mnie. Jak mnie nie było w naszym mieszkaniu, to jeździł do rodziców, siedział w swoim starym pokoju i grał. U nas mógłby robić to samo, ale wolał tam. Zawsze słyszałam, że on nie widzi w tym nic nienormalnego, że robię problemy z niczego, że mama będzie smutna jak nie przyjedzie. Mama potrafiła pisać codziennie smsy czy jadł, jak wychodził z kolegami, to ze dwa razy potrafiła zadzwonić kiedy wróci itd.
Kilka tygodni temu powiedział mi, że on nie wie co chce, że musi to przemyśleć. Daliśmy sobie 2 tygodnie czasu i wrócił do mamy, jak wychodził, to całował mnie, przytulał. Po 2 tygodniach mieliśmy porozmawiać, ale nie odezwał się. Dzwoniłam, odrzucał moje połączenia. Po kilku dniach napisał sms, że nie mamy już o czym rozmawiać i przyjdzie po swoje rzeczy. Przyszedł jak byłam w pracy, jednak udało mi się go skłonić do rozmowy. Poinformował mnie, że miał zamiar nie odzywać się miesiąc do mnie i po tym czasie powiedzieć mi o swojej decyzji. Dowiedziałam się, że on ma już dosyć stresu związanego z wychodzeniem, bo się boi, że będę się kłócić o patrzenie na inne. Pół roku przed rozstaniem zaczęłam chodzić na terapię, żeby wyleczyć się z zazdrości i kłótnie o oglądanie się nie powtarzały się. On mnie w tym nie wspierał, nigdy nie zapytał o to. Miał też do mnie pretensje, że mam problem z tym, że on je codziennie śniadania u mamy i jedzie grać w gry po południu (u nas mógł grac do woli), że przecież ja w tym czasie śpię, a wcześniejszego wstawania 30 minut, żeby z nim zjeść on nie rozumie. Obiecałam, że się zmienię, że dam mu więcej luzu jeśli chodzi o jeżdżenie do rodziców, mówiłam, że przecież już się go nie czepiam i od pół roku się nie kłócimy o inne kobiety, ale powiedział, że nie chce tak dalej żyć, że ma dosyć. Powiedział też, że jest głupi i że może się odezwie za miesiąc, ale żebym raczej na to nie liczyła.
Obwiniam się, że przez zazdrość i zaborczość zniszczyłam to i cały czas zastanawiam się, czy on zamieszkałby ze mną i chętniej byłby ze mną gdyby nie moja wada.

Po pierwsze, klamka w tym związku to jeszcze nie zapadła. Oboje jesteście na granicy zachowań toksycznych, tacy ludzie z reguły się schodzą i rozchodzą wracają do siebie, potem sielanka, potem znowu rozstania itp, poza tym to dopiero 2 tygodnie od rozstania...

Jeśli jednak to rzeczywiście koniec to głowa do góry. Jestem w podobnym wieku jeszcze z malutkim dzieckiem na głowie i też na początku myślałam, że moje życie się skończyło, a tu się okazało, że po świecie chodzą dużo fajniejsi ludzie niż mój ex smile i jeszcze coś ci powiem. Czas leci strasznie szybko.  Ja zmarnowałam prawie dwa lata na lamentowanie i już żałuję tego straconego czasu. Oczywiście opłakać swoje trzeba ale potem wszystko się jakoś zaczyna układać. Ja zaczęłam doceniać czas spędzony ze sobą i planować nowe wyzwania więc będzie dobrze.

Posty [ 48 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » 38 lat i życie od zera...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024