Problemy rodzinne i choroba mamy. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Problemy rodzinne i choroba mamy.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1 Ostatnio edytowany przez Mali (2021-05-03 01:57:29)

Temat: Problemy rodzinne i choroba mamy.

Jest późna godzina, a ja zamiast spać przeżywam życiową sytuację mojej mamy.
Piszę to aby się po prostu wygadać, ale również z nadzieją, że znajdzie się ktoś… kto pomoże znaleźć rozwiązanie z tej sytuacji. 



Moja mama to kobieta, która przeszła wiele trudności w życiu oraz udar niedokrwienny mózgu. Następstwem tego wydarzenia jest niesprawność intelektualna i dość wczesne jak na jej wiek (65l.) zachowania starcze. Początki demencji stwierdzone przez lekarza, problemy z inkontynencją, brak chęci do życia, otępienie. 
Przeciętny dzień mojej mamy to oglądanie telewizora na zmianę z paleniem papierosów. Wypala ich około 1,5 paczki. Oprócz tego nie robi w ciągu dnia nic innego. Nie sprząta, nie gotuje, nie chodzi na spacery… 
Po prostu siedzi i gapi się w telewizor albo ścianę przez około 12 godzin. Zmuszona brakiem nikotyny i chleba, wychodzi na krótkie zakupy kilka razy w tygodniu i tak mija jej tydzień. 

Na domiar tego wszystkiego stan jej mieszkania jest tragiczny. Mieszkanie nie było nigdy remontowane, więc pod wpływem czasu po prostu się sypie. Brak ciepłej wody, sypiąca się toaleta i latające mole.

Pewnie czytając to zastanawiacie się gdzie są dzieci i jak tak można? 

Już tłumaczę.

Dzieci są i to troje. I każdy z tych dzieci ma pieniądze, ale nie ma czasu. Troje, którzy się po prostu nie lubią i troje, którzy na swój sposób się martwią lub naiwnie wierzą, że jest dobrze, bo mama tak „wybiera”. Właśnie wybiera ….



Ja wraz z moją siostrą dokładnie w ubiegłym roku chciałyśmy zabrać mamę do siebie. Dokładniej mówiąc do miasta, w którym obie mieszkamy, ale docelowo mama miała mieszkać u niej. Zmęczona samotnością i sytuacją epidemiologiczną mama, wyraziła entuzjazm. Rozmawiałyśmy z nią miesiącami o tym wydarzeniu, ona mimo stresu i zmiany pozytywnie podeszła do całej sytuacji. Entuzjazm nasz został bardzo szybko zgaszony przez najstarszego brata, który dowiadując się o tym fakcie, nie zgodził się na przeprowadzkę mamy. Zabrał mamę na kilka miesięcy do siebie, a ona po powrocie wróciła i powiedziała, że się nie przeprowadzi bo my jej chcemy wszystko zabrać i ona nie będzie miała niczego. 
Spadku nie ma. Domu nie ma i mieszkania też nie ma. Mieszkanie nie jest „nasze” czy „jej”. To nie jest mieszkanie własnościowe, dlatego ojciec przez wiele lat nie chciał nic w nim robić i remontować (nie żyje od 3 lat). Nikt mieszkania nie chce z nas wykupić, bo jest w tragicznym stanie i nie jest żadnym zabezpieczeniem czy inwestycją. To i tak nie rozwiązałoby problemu, ponieważ problemem jest jej choroba, a nie nowe kafelki. W każdym razie od tej pory mama jest nastawiona negatywnie do przeprowadzki i do swoich córek, które chcą jej wszystko zabrać, tylko że mama nie ma nic.



Można pomyśleć zostawcie ją w spokoju niech sobie ta kobiecina żyje u siebie… jak chce.


Żyje jakoś, ale jakość tego życia przyprawie jej córki po prostu zmartwień.
Mama się nie myje, chodzi brudna, nieuczesana. Posikuje w majtki, a jej głównym zajęciem jest palenie papierosów. Żyje jak bezdomny, mimo że ma mieszkanie. Otacza się starymi przedmiotami, gnijącym jedzeniem. Nie wyrzuca śmieci, nie sprząta. Nie gotuje, bo jej się nie chce, więc napycha się chlebem i nie bierze regularnie przepisanych przez lekarza leków. Po prostu przeszła udar, taki człowiek najchętniej nie robiłby nic...tylko siedział najchętniej w piżamie.



Odwiedzamy ją, ale  1-2 dniowe odwiedziny, niczego nie zmienią, dlatego że ona przez kolejne dni, wraca do swojego trybu życia i marnieje gapiąc się w telewizor. Więc od nowa... posikuje w majtki, nie ubiera się, chodzi brudna, nie myje się … do kolejnych odwiedzin. 


Każdy mój przyjazd do mamy jest swojego rodzaju traumą dla mnie. Bo jestem zła na to, że ona tak żyje. Jest mi smutno, że tak wygląda… a z drugiej strony czuje bezsilność, bo dla niej liczy się tylko najstarszy syn i skoro on powiedział, że ma siedzieć w domu, to ona nie chce mieć fajnego życia jako staruszka mimo że nas na to stać. I woli siedzieć w sypiącym się mieszkaniu, brudna.

On mieszka za granicą, bierze mamę do siebie na kilka miesięcy potem odwozi ją i myśli, że jest w porządku, bo on odbębnił swoje miesiące i już go nie obchodzi co dalej dzieje się z mamą. Ja nie jestem w stanie brać jej do siebie na 3 miesiące z wielu względów, chociażby takich że oboje z mężem pracujemy w domu. Ona się denerwuje, że my pracujemy, że rozmawiamy ciągle przez telefon i po dwóch dniach ucieka. Pakuje ubrania lub chce jechać do domu. Bo u nas nie ma telewizora i nie ma dostępu do takiej ilości papierosów, a my zamiast poświęcać jej uwagę, pracujemy i ona przez swoją chorobę jest na nas zła. Zaczyna płakać, wychodzić po cichu na dwór, a na koniec jest zawsze awantura i nas obraża.


Jesteśmy za to w stanie zaoferować jej kawalerkę, w której by mieszkała sama. Na przeciwko mojej siostry, tak by każdego dnia ją doglądać, skoro nie chce mieszkać ani z nami, ani z nią. Tak by dopilnować by wzięła leki, by się umyła. Niestety nie da się tego zrobić na odległość, a odwiedziny niczego nie zmieniają, bo przez kolejne 7 dni i tak nie bierze tabletek i nie je zdrowych posiłków. 


Myślę, że przekonanie jej jest możliwe, ale tylko w przypadku kiedy mój brat byłby po naszej stronie. Nie wiem dlaczego on nie chce by mama żyła w mieście i miała perspektywy. Mogłaby chodzić do klubu seniora, na spotkania do kościoła i mieć blisko nas wszystkich, a do tego nowe, czyste mieszkanie i drugie życie. 



Mój brat to pierwszy i jedyny syn mojej mamy. Najstarszy, najukochańszy… ona nie dzwoni do mnie czy do mojej siostry, tylko do niego.
O nim może rozmawiać godzinami, z niego jest dumna, więc jego zdanie jest dla niej wartością i jest wpływowe. Jednak każda próba rozmowy z nim by mama się przeprowadziła do Wrocławia kończy się słowem „nie!” ” Nie, to nie czas.”” Nie ja się nie zgadzam.”

 Na pewno ma to wpływ fakt, że jestem 15 lat młodsza, więc jak ja w ogóle śmiem!
No tak… lepiej żeby mieszkała sama zaniedbana, niż miała opiekę.



Nie wiem co z tym z faktem zrobić, nie wiem jak to zmienić, nie wiem czy mnie rozumiecie. Ja po prostu nie chce brać odpowiedzialności za to, że kiedyś przyjadę do niej, a ona będzie w tym brudzie leżała już nieżywa, bo nie wzięła tabletek lub zapomniała zgasić papierosa.


Ona po prostu nie może mieszkać już sama, bo jest chora. Jest niezdolna do samodzielnego mieszkania, do dbania o siebie, do życia. Ona WEGETUJE.



Sprzątam jej, pomagam… ale za każdym razem jak przyjeżdżam, jest od nowa to samo. Ona nawet  nie wyrzuca papierosów do śmieć, tylko rzuca na podłogę na balkonie lub  nawet w domu. Czasem mam myśli, że się podpali.
Z drugiej strony nie mogę całe życie poświęcać jej kiedy ona nie docenia kompletnie tego, że chcemy jej pomóc. Mam zrezygnować z siebie i co kilka dni jeździć 200 km by sprawdzić czy żyje i czy wyniosła śmieci i przebrała majtki? 


Czuje smutek, żal do życia, do niej samej i strach przed tym co może się stać… bezsilność i ogromne zmęczenie. Żal do brata, z którym nie da się dogadać.

Nie wiem co w tym przypadku robić. Pozwolić na to wszystko? By powoli umierała w tej norze? Skoro tego chce? Wystarczy, że przez 5 dni nie bierze lekarstw i jest z nią tylko gorzej, a moje telefony "mamo weź lekarstwo" ma w nosie.
Brat zamontował kamerę, ale co z tego. Skoro ja do niej dzwonię, a ona specjalnie nie odbiera telefonów,a jest 13 godzina, a ona w piżamie wypala kolejną fajkę.

Zastanawiam się czy gdyby wysłać ją na sesje do psychologa, czy to by coś zmieniło.
Może tam zrozumiałaby co jest dla niej dobre, że ma szanse mieć nowe lepsze życie, że nikt jej nie zabierze prywatności... że nie musi mieszkać z nami.

Od momentu kiedy ojciec nie żyje mielismy już kilka niemiłych incydentów. Zgubiła się w Monachium u mojego brata gdzie była poszukiwana przez policję, podpisała sąsiadce kredyt na 120 tysięcy, przez dwa dni udawała, że nie ma jej w domu i nie otwierała mojej siostrze drzwi. Wszystko to świadczy jedynie o tym, że jest chora, naiwna i nie może żyć już sama, bo głowa nie tylko przysparza problemów jej, ale również nam.

Wiem, że nie da się uszczęśliwić kogoś na siłę, ale serce mi pęka, że ona woli żyć właśnie tak.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Problemy rodzinne i choroba mamy.
Mali napisał/a:

Jest późna godzina, a ja zamiast spać przeżywam życiową sytuację mojej mamy.
Piszę to aby się po prostu wygadać, ale również z nadzieją, że znajdzie się ktoś… kto pomoże znaleźć rozwiązanie z tej sytuacji. 



Moja mama to kobieta, która przeszła wiele trudności w życiu oraz udar niedokrwienny mózgu. Następstwem tego wydarzenia jest niesprawność intelektualna i dość wczesne jak na jej wiek (65l.) zachowania starcze. Początki demencji stwierdzone przez lekarza, problemy z inkontynencją, brak chęci do życia, otępienie. 
Przeciętny dzień mojej mamy to oglądanie telewizora na zmianę z paleniem papierosów. Wypala ich około 1,5 paczki. Oprócz tego nie robi w ciągu dnia nic innego. Nie sprząta, nie gotuje, nie chodzi na spacery… 
Po prostu siedzi i gapi się w telewizor albo ścianę przez około 12 godzin. Zmuszona brakiem nikotyny i chleba, wychodzi na krótkie zakupy kilka razy w tygodniu i tak mija jej tydzień. 

Na domiar tego wszystkiego stan jej mieszkania jest tragiczny. Mieszkanie nie było nigdy remontowane, więc pod wpływem czasu po prostu się sypie. Brak ciepłej wody, sypiąca się toaleta i latające mole.

Pewnie czytając to zastanawiacie się gdzie są dzieci i jak tak można? 

Już tłumaczę.

Dzieci są i to troje. I każdy z tych dzieci ma pieniądze, ale nie ma czasu. Troje, którzy się po prostu nie lubią i troje, którzy na swój sposób się martwią lub naiwnie wierzą, że jest dobrze, bo mama tak „wybiera”. Właśnie wybiera ….



Ja wraz z moją siostrą dokładnie w ubiegłym roku chciałyśmy zabrać mamę do siebie. Dokładniej mówiąc do miasta, w którym obie mieszkamy, ale docelowo mama miała mieszkać u niej. Zmęczona samotnością i sytuacją epidemiologiczną mama, wyraziła entuzjazm. Rozmawiałyśmy z nią miesiącami o tym wydarzeniu, ona mimo stresu i zmiany pozytywnie podeszła do całej sytuacji. Entuzjazm nasz został bardzo szybko zgaszony przez najstarszego brata, który dowiadując się o tym fakcie, nie zgodził się na przeprowadzkę mamy. Zabrał mamę na kilka miesięcy do siebie, a ona po powrocie wróciła i powiedziała, że się nie przeprowadzi bo my jej chcemy wszystko zabrać i ona nie będzie miała niczego. 
Spadku nie ma. Domu nie ma i mieszkania też nie ma. Mieszkanie nie jest „nasze” czy „jej”. To nie jest mieszkanie własnościowe, dlatego ojciec przez wiele lat nie chciał nic w nim robić i remontować (nie żyje od 3 lat). Nikt mieszkania nie chce z nas wykupić, bo jest w tragicznym stanie i nie jest żadnym zabezpieczeniem czy inwestycją. To i tak nie rozwiązałoby problemu, ponieważ problemem jest jej choroba, a nie nowe kafelki. W każdym razie od tej pory mama jest nastawiona negatywnie do przeprowadzki i do swoich córek, które chcą jej wszystko zabrać, tylko że mama nie ma nic.



Można pomyśleć zostawcie ją w spokoju niech sobie ta kobiecina żyje u siebie… jak chce.


Żyje jakoś, ale jakość tego życia przyprawie jej córki po prostu zmartwień.
Mama się nie myje, chodzi brudna, nieuczesana. Posikuje w majtki, a jej głównym zajęciem jest palenie papierosów. Żyje jak bezdomny, mimo że ma mieszkanie. Otacza się starymi przedmiotami, gnijącym jedzeniem. Nie wyrzuca śmieci, nie sprząta. Nie gotuje, bo jej się nie chce, więc napycha się chlebem i nie bierze regularnie przepisanych przez lekarza leków. Po prostu przeszła udar, taki człowiek najchętniej nie robiłby nic...tylko siedział najchętniej w piżamie.



Odwiedzamy ją, ale  1-2 dniowe odwiedziny, niczego nie zmienią, dlatego że ona przez kolejne dni, wraca do swojego trybu życia i marnieje gapiąc się w telewizor. Więc od nowa... posikuje w majtki, nie ubiera się, chodzi brudna, nie myje się … do kolejnych odwiedzin. 


Każdy mój przyjazd do mamy jest swojego rodzaju traumą dla mnie. Bo jestem zła na to, że ona tak żyje. Jest mi smutno, że tak wygląda… a z drugiej strony czuje bezsilność, bo dla niej liczy się tylko najstarszy syn i skoro on powiedział, że ma siedzieć w domu, to ona nie chce mieć fajnego życia jako staruszka mimo że nas na to stać. I woli siedzieć w sypiącym się mieszkaniu, brudna.

On mieszka za granicą, bierze mamę do siebie na kilka miesięcy potem odwozi ją i myśli, że jest w porządku, bo on odbębnił swoje miesiące i już go nie obchodzi co dalej dzieje się z mamą. Ja nie jestem w stanie brać jej do siebie na 3 miesiące z wielu względów, chociażby takich że oboje z mężem pracujemy w domu. Ona się denerwuje, że my pracujemy, że rozmawiamy ciągle przez telefon i po dwóch dniach ucieka. Pakuje ubrania lub chce jechać do domu. Bo u nas nie ma telewizora i nie ma dostępu do takiej ilości papierosów, a my zamiast poświęcać jej uwagę, pracujemy i ona przez swoją chorobę jest na nas zła. Zaczyna płakać, wychodzić po cichu na dwór, a na koniec jest zawsze awantura i nas obraża.


Jesteśmy za to w stanie zaoferować jej kawalerkę, w której by mieszkała sama. Na przeciwko mojej siostry, tak by każdego dnia ją doglądać, skoro nie chce mieszkać ani z nami, ani z nią. Tak by dopilnować by wzięła leki, by się umyła. Niestety nie da się tego zrobić na odległość, a odwiedziny niczego nie zmieniają, bo przez kolejne 7 dni i tak nie bierze tabletek i nie je zdrowych posiłków. 


Myślę, że przekonanie jej jest możliwe, ale tylko w przypadku kiedy mój brat byłby po naszej stronie. Nie wiem dlaczego on nie chce by mama żyła w mieście i miała perspektywy. Mogłaby chodzić do klubu seniora, na spotkania do kościoła i mieć blisko nas wszystkich, a do tego nowe, czyste mieszkanie i drugie życie. 



Mój brat to pierwszy i jedyny syn mojej mamy. Najstarszy, najukochańszy… ona nie dzwoni do mnie czy do mojej siostry, tylko do niego.
O nim może rozmawiać godzinami, z niego jest dumna, więc jego zdanie jest dla niej wartością i jest wpływowe. Jednak każda próba rozmowy z nim by mama się przeprowadziła do Wrocławia kończy się słowem „nie!” ” Nie, to nie czas.”” Nie ja się nie zgadzam.”

 Na pewno ma to wpływ fakt, że jestem 15 lat młodsza, więc jak ja w ogóle śmiem!
No tak… lepiej żeby mieszkała sama zaniedbana, niż miała opiekę.



Nie wiem co z tym z faktem zrobić, nie wiem jak to zmienić, nie wiem czy mnie rozumiecie. Ja po prostu nie chce brać odpowiedzialności za to, że kiedyś przyjadę do niej, a ona będzie w tym brudzie leżała już nieżywa, bo nie wzięła tabletek lub zapomniała zgasić papierosa.


Ona po prostu nie może mieszkać już sama, bo jest chora. Jest niezdolna do samodzielnego mieszkania, do dbania o siebie, do życia. Ona WEGETUJE.



Sprzątam jej, pomagam… ale za każdym razem jak przyjeżdżam, jest od nowa to samo. Ona nawet  nie wyrzuca papierosów do śmieć, tylko rzuca na podłogę na balkonie lub  nawet w domu. Czasem mam myśli, że się podpali.
Z drugiej strony nie mogę całe życie poświęcać jej kiedy ona nie docenia kompletnie tego, że chcemy jej pomóc. Mam zrezygnować z siebie i co kilka dni jeździć 200 km by sprawdzić czy żyje i czy wyniosła śmieci i przebrała majtki? 


Czuje smutek, żal do życia, do niej samej i strach przed tym co może się stać… bezsilność i ogromne zmęczenie. Żal do brata, z którym nie da się dogadać.

Nie wiem co w tym przypadku robić. Pozwolić na to wszystko? By powoli umierała w tej norze? Skoro tego chce? Wystarczy, że przez 5 dni nie bierze lekarstw i jest z nią tylko gorzej, a moje telefony "mamo weź lekarstwo" ma w nosie.
Brat zamontował kamerę, ale co z tego. Skoro ja do niej dzwonię, a ona specjalnie nie odbiera telefonów,a jest 13 godzina, a ona w piżamie wypala kolejną fajkę.

Zastanawiam się czy gdyby wysłać ją na sesje do psychologa, czy to by coś zmieniło.
Może tam zrozumiałaby co jest dla niej dobre, że ma szanse mieć nowe lepsze życie, że nikt jej nie zabierze prywatności... że nie musi mieszkać z nami.

Od momentu kiedy ojciec nie żyje mielismy już kilka niemiłych incydentów. Zgubiła się w Monachium u mojego brata gdzie była poszukiwana przez policję, podpisała sąsiadce kredyt na 120 tysięcy, przez dwa dni udawała, że nie ma jej w domu i nie otwierała mojej siostrze drzwi. Wszystko to świadczy jedynie o tym, że jest chora, naiwna i nie może żyć już sama, bo głowa nie tylko przysparza problemów jej, ale również nam.

Wiem, że nie da się uszczęśliwić kogoś na siłę, ale serce mi pęka, że ona woli żyć właśnie tak.

A zatrudnienie jakiejś opiekunki, która ugotowałaby coś zdrowego, przypilnowała mycia, podania leków, pogadałaby z mama, jakoś ja zaktywizowała, poszła na spacer?

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

3

Odp: Problemy rodzinne i choroba mamy.

Był taki pomysł. Jedną sąsiadkę moja mam pogoniła, a na zamieszkanie u niej nie ma mowy , mama się nie zgadza na obcą babę to jeden, dwa te warunki tego mieszkania... nikt nie wytrzymałby dłużej niż 2 dni.W tej kuchni też, naznoszone po kątach wszystkiego, nie ma tam czystości, no jak u starych zbiedzonych ludzi. Ojciec zbierał latami wszystko co się dało, upychał po kontach. Słoiki po naście lat pod stołem, jak chce to wyrzucić, to się drze, więc nawet nie dotykam. Musiałaby się przeprowadzić do nowego mieszkania i tam musielibyśmy kombinować opiekunkę, na siłę? Prosiłam znajome co dalej tam mieszkają u nas na wiosce czy nie mogłyby doglądać za pieniądze mamę, to jedna dziewczyna się nie podjęła, a druga mi powiedziała, że od tego jest MOPS. Brat nie zgadza się na takie rzeczy, bo twierdzi, że od tego ma nas...a nie MOPS. Pewnie boi się, że wyjdzie na jaw, jak mieszka. A to zniszczyłoby jego reputację. Chociaż myślę, że ludzie na pewno wiedzą, jak to wygląda, widzą ją z balkonów czy na zakupach. To wszystko jest tak bez sensu, że ja nie mam kompletnie siły, dzięki za pomysł, ale te dyskusje też już u nas były i oczywiście zakończyły się awanturą. Była nadzieja jak zgodziła się na przeprowadzkę, nawet wybrała meble, które weźmie ze sobą, no ale brat namącił jej w głowie i wszystko wróciło do punktu wyjścia.

4 Ostatnio edytowany przez R_ita (2021-05-03 12:21:13)

Odp: Problemy rodzinne i choroba mamy.
Mali napisał/a:

Moja mama to kobieta, która przeszła wiele trudności w życiu oraz udar niedokrwienny mózgu. Następstwem tego wydarzenia jest niesprawność intelektualna i dość wczesne jak na jej wiek (65l.) zachowania starcze. Początki demencji stwierdzone przez lekarza, problemy z inkontynencją, brak chęci do życia, otępienie.

(...)

Od momentu kiedy ojciec nie żyje mielismy już kilka niemiłych incydentów. Zgubiła się w Monachium u mojego brata gdzie była poszukiwana przez policję, podpisała sąsiadce kredyt na 120 tysięcy, przez dwa dni udawała, że nie ma jej w domu i nie otwierała mojej siostrze drzwi. Wszystko to świadczy jedynie o tym, że jest chora, naiwna i nie może żyć już sama, bo głowa nie tylko przysparza problemów jej, ale również nam.

Autorko, pozwolę sobie przytoczyć oba te fragmenty. Twoja mama stanowi dla siebie samej zagrożenie, czy zasięgaliście rady wśród stowarzyszeń lub fundacji, które mogłyby was nakierować jakie kroki najlepiej prawnie podjąć aby zadbać o jej bezpieczeństwo? Podpisanie kredytu na kogoś to nie przelewki. Wiem, że ludzie reagują alergicznie na hasło ubezwłasnowolnienia, sam RPO i eksperci od praw człowieka apelowali o interwencję w kwestii regulacji prawnej dotyczących tej kwestii bo liczba takich wyroków w Polsce mocno wzrosła, ale miej na uwadze, że oprócz ubezwłasnowolnienia całkowitego funkcjonuje też ubezwłasnowolnienie częściowe. Polecam Tobie publikację "Jeśli nie ubezwłasnowolnienie, to co? Prawne formy wsparcia osób z niepełnosprawnością intelektualną" wydane przez Polskie Towarzystwo Antydyskryminacyjne, może na coś Ciebie nakieruje. Rozumiem, że tu największym problemem jest brak porozumienia z bratem i brak chęći współpracy dla dobra waszej matki, ale i tutaj można zasięgnąć porady prawnej. To ty z siostrą jak rozumiem jesteście na miejscu, wy macie zasoby i gotowe rozwiązania by jej pomagać (wspomniana kawalerka), nie wasz brat. Może warto sięgnąć po takie rozwiązania dla dobra waszej mamy?

Nie widzimy rzeczy takimi, jakie są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy.

5 Ostatnio edytowany przez Mali (2021-05-03 15:23:59)

Odp: Problemy rodzinne i choroba mamy.

Cześć, cieszę się, że ktoś taki jak Ty odpisał. Temat ubezwłasnowolnienia pojawił się u nas po wspomnianej sytuacji. W sądzie udało się wygrać, ale kosztowała nas to nie tylko dużo pieniędzy co przede wszystkim emocji, zmartwień, a mnie stanów depresyjnych. Usiedliśmy jak nigdy przy stole i chcieliśmy mamę ubezwłasnowolnić, no ale na dyskusji się skończyło. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że żadne z nas niestety nie chce wziąć całkowitej odpowiedzialności za mamę. Wiąże się to przede wszystkim brakiem zaufania do siebie samych jak i braku dobrej relacji z rodzicami. Moja mama jest po prostu starą, niedobrą, zgorzkniałą kobietą i myślę, że każdy z nas ma wyrzuty sumienia, ale nie chce poświęcić swojego życia dla niej - bo na to nie załguje jakkolwiek to brzmi sad

Ja osobiście nie skończyłam nawet 30 lat... niedawno wyszłam za mąż, powoli staram się budować swój dom i życie. Szczerze odpowiadając, boje się brać tej odpowiedzialności na swoje barki. Z wielu powodów, bo nie lubię swojej mamy, bo ona całe życie mnie nie szanowała i z jednego najważniejszego powodu, bo boje się że siostra i brat zostawią mnie z tym samą, a ja będę musiała opłacać wszystko sama i zajmować się mamą również sama. Nie ufam im. W obecnej sytuacji, każdy daje mamie tyle ile chce. Czy zrobi jej zakupy, czy da pieniądze. Do tego zawsze się na coś składamy. W przypadku kawalerki każdy płaciłby jakąś część razem z nią. Nie zostawiłabym dla niej pracy czy męża, nie chcę się nią opiekować, jeśli wydarzyłoby się, że już kompletnie nie będzie samodzielna. Wolałabym by była pod opieką medyczną. Pewnie dla czytających może to być straszne co piszę, ale ja od nastego roku życia, zamiast skupiać się na nauce, koleżankach i życiu nastolatki niańczyłam rodziców, a oni nie szanowali mnie, nie wyrażali wdzięczności. Mam 29 lat, a czuje się jakbym miała 50. Zmęczona życiem, nie mam na nie za bardzo ochoty. Po prostu żyję, bo żyję, ale bardzo nie wiele mnie w życiu cieszy, oprócz mojego męża i nowo zaczętego życia.

Wiem, że ubezwłasnowolnienie na tym nie polega, ale jestem świadoma, że mogłoby to prowadzić w skutkach do spychania wszystkich odpowiedzialności np. na mnie.

Mimo to,  skupię się dzisiaj na wymienionej publikacji i być może poruszę ten temat ponownie z siostrą. Gdyby ona zgodziła się na częściowe ubezwłasnowolnienie i wzięła to na swoje barki nie miałabym nic przeciwko, ale pewnie nasz brat już TAK. Przeprowadzka i kawalerka, to jej pomysł, chciała początkowo sama zaopiekować się mamą (jest medykiem). Ja z siostrą mamy poprawne relacje, ale jej również do końca nie ufam. Podczas gdy mama dała się omamić i podpisała kredyt, siostra odsunęła się od nas na pół roku i nie pomagała nam. Najwięcej pieniędzy wpakował mój brat, a czasu i łażenia z mamą po sądach ja. Wszystko jest tak skomplikowane poprzez złe relacje między nami i ja jestem tego po prostu świadoma. Gdyby nie jakieś wewnętrzne konflikty między moją siostrą, a bratem, pewnie sytuacja byłaby już dawno wyjaśniona.

Pozdrawiam

6

Odp: Problemy rodzinne i choroba mamy.

Nie wiem czy to ma sens ale skoro brat ma na mamę duży wpływ to może by tak skorzystać z czyjejś pomocy, jakiegoś mediatora czy coś by wspólnie dojść do porozumienia co robić. Ty nie rozumiesz o co chodzi bratu, on pewnie też nie rozumie o co Tobie chodzi. Może udałoby się Wam przy pomocy kogoś porozumieć.
Najlepiej jakby mama mieszkała osobno i miała pomoc osoby, która by jej sprzątnęła, zadbała o jedzenie.. Temat terapii w tym wieku bym odpuściła..

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

7

Odp: Problemy rodzinne i choroba mamy.

Mali przede wszystkim daj znać, czy polecona publikacja podsunęła jakieś rozwiązanie albo chociaż kierunek działań. Rozumiem niechęć do brania na siebie pełnej odpowiedzialności za osobę, do której nie żywisz żadnych dobrych uczuć, kwestie moralne myślę, że nie są tu w ogóle istotne.

Ja bym tu przede wszystkim zwróciła uwagę na fakt kredytów i szans, że zaciągnie kolejne. Przy ubezwłasnowolnieniu częściowym w odróżnieniu od ubezwłasnowolnienia całkowitego przydzielany jest nie opiekun, a kurator. Orzeczenie ubezwłasnowolnienia częściowego powoduje ograniczenie zdolności do czynności prawnych twojej mamy i spadłaby na was opieka nad majątkiem i sprawami życiowymi osoby ubezwłasnowolnionej częściowo a nie spraw codziennych (duży skrót myślowy, do zweryfikowania w myśl ustawy). Po czymś takim jakiekolwiek umowy ona nie zawrze, to ona  jest z mocy prawa nieważna. Co do już zaciągniętego kredytu to i tu sprawa nie musi być przegrana, mimo zaciągnięcia przed ubezwłasnowolnieniem. Od siebie dorzucę jeszcze abyś pamiętała, że pożyczkodawca może dochodzić spłaty wyłącznie od tego, kto zaciągnął kredyt, nawet jeśli jest on ubezwłasnowolniony albo chory. Ani opiekun prawny, ani rodzina nie odpowiadają za dług własnym majątkiem. Chyba, że macie już ten temat ogarnięty i sytuacja jest czysta?

Więc ja przede wszystkim dla samej siebie a nie dla mamy, w celu zadbania o swój własny interes wszystko poweryfikowała, usiadła z rodzeństwem i takie kwestie pozabezpieczała, udała się do kogoś specjalizującego w takich tematach. Miej jednak na uwadze, że sprawy związane z ubezwłasnowolnieniem choćby częściowym należą do jednych z trudniejszych spraw z zakresu prawa cywilnego hmm

Poza tym zerknęłabym też na kwestie jak wygląda sprawa umiejscowienia osoby ubezwłasnowolnionej cześciowo w DPS, bo to przecież też jest jedno z rozwiązań, niejako kompromis między zabezpieczeniem mamy a niechęcią do poświęcania życia przy opiece nad nią.

Proponowane mediacje z bratem to nie jest też złe rozwiązanie.

Nie widzimy rzeczy takimi, jakie są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy.

8

Odp: Problemy rodzinne i choroba mamy.

Piszesz o konfliktach pomiędzy bratem A siostrą- może udało by się coś wskurać gdybyś sama z bratem porozmawiała. Ja bym podała argumentację, którą tu przedstawiasz: mama może stanowić zagrożenie sama dla siebie, nie masz ani Ty ani siostra fizycznej możliwości być u mamy codziennie czy co drugi dzień itp. itd. Powiedz że jesteś na skraju wytrzymania.
Może to głupie, ale wiem z własnego doświadczenia jak mało wiemy o przeżyciach, uczuciach tych nawet nam najbliższych A co mówić o osobach z którymi widujeny się od czasu do czasu. Być może twój brat nie zdaje sobie sprawy jak wiele energii i wysiłku kosztuje was opieka nad rodzicielką.

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Problemy rodzinne i choroba mamy.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021