Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :( - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 58 z 65 ]

Temat: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Czesc. Jestem tu nowa, ale podgladam  watki juz od kilku tygodni. Jestem w szoku, ilu ludzi spotkalo w zycie tak straszne przezycie jakim jest zdrada i zawiedzenie sie na najukochanszej osobie. Ja w zeszlym roku w listopadzie dolaczylam do tego kregu i krece sie w kolko, nie wiedzac co mam teraz robic. Dodam ze zdrada byla dla mnie zawsze jednoznaczna z zakonczeniem zwiazku. Nie wiedzialam wtedy, ze istnieje cos takiego, jak zdrada emocjonalna...Znalam w kregu znajomych sytuacje, kiedy mezowie szli na bok z kolezankami z pracy. Na dwa tygodnie przed zapoznaniem sie mojego meza z nia, byl wlasnie temat sasiadow, ktorych zwiazek rozpadl sie przez sasiada zdrade i ona musi mu splacic czesc domu. Prosilam wtedy wrecz mojego meza, zeby nigdy nie zrobil mi takiego swinstwA, bo tego nie przezyje. No i chyba sobie wykrakalam... Jestesmy razem 25 lat, mamy dwie corki. Malzenstwo z obrazka- para i przyjaciele w jednym. Mieszkajac z dala od rodziny, zawsze samowystarczalni i liczacy na siebie w kazdej sytuacji. 4 lata temu kupilismy dom, kazdego roku mielismy minimum 2 projekty, zeby go ulepszyc i wyremomtowac. No i przyszedl rok korony- tak bardzo balam sie, ze zachorujemy, ze ktores z nas umrze, ze choroba zabierze nam siebie i nasze szczescie. Od dluzszego czasu maz byl niezadowolony z wszystkiego, wszystko go denerwowalo. Wspominal mi, ze nie ma celu, ze ma uczucie ze nie spotka go juz nic dobrego w zyciu. Ja czulam sie podobnie, z ta roznica, ze ja tonelam w obowiazkach- wozenie dzieci do szkoly, praca, zakupy, dom. On mial tylko prace. I moze gdybym wtedy wiedziala co sie z nim dzieje, nie doszloby do tego wszystkiego z czym teraz musze sie spierac. Moze gdybym zamiast powiedziec "kochanie zobacz jak mamy dobrze, jakie mamy cudowne dzieci itd. " on potrzebowal ode mnie " kocham cie, jestes mi wazny i cudowny". Bo po fakcie, przeczytajac sobie o kryzysie wieku sredniego to wiem. No i przyszedl dzien, kiedy potrzebowalam, zeby byl przy telefonicznej rozmowie z nauczycielka, bo corka w nowej szkole miala problemy. Umowieni bylismy o 19. I nagle slysze, ze niestety on ma akurat dzien serwisowy i musi zostac dluzej w pracy. Poniewaz nigdy mnie nie zawiodl i oklamal, a wiedzialam, ze dla rodziny zrobi wszystko, nie mialam cienia zamyslu, ze moglby mnie oszukac. No i dzwonil do mnie jeszcze o 16, ze idzie do innego biurowca i jakos sie zdzwonimy kiedy skonczy. Nie zdarzyl na rozmowe,  odbierajac go z kolejki, pytalam, czy siedzial kolo jakiejs babci, bo smierdzi niemozliwie jakimis perfumami. On tlumaczyl, ze to chyba krem do rak bo kremowal. Przyjelam bez watpliwosci. W domu przytulajac sie siedzac na szyji znow te perfumy...i jego reakcja, wstal, uciekl, na moje pytanie co sie dzieje, cos odburknal. Nie spalam cala noc. Na drugi dzien mial Home Office,  wyrwalam sie szybciej z pracy- wyciagnelam go na spacer zeby pogadac. No i dostalam informacje, ze on byl wczoraj cos zakonczyc. Krew odplynela mi do piet. Pytalam co sie dzieje. On mi, ze kolezsnka z pracy sie w nim zauroczyla. Pytam czy on cos czuje, odparl, ze nie wie, ale musi wszystko poukladac sobue w glowie. Pytalam ile to trwa- okazalo sie, ze poznali sie i przegadali 2h w pracy tydzien wczesniej. Czyli po jednym spotkaniu i kilku dniach czatowania. Zaczelam go pytac, czy zdaje sobie sprawe co robi, mamy dzieci, wspolne cele itd. Wieczorem moje emocje siegaly zenitu, takiego wachlarza emocji nie przezylam nigdy w zyciu. I tych slow od niego, ze ze mna juz nic go nie czeka, ze mial juz ze mna wszystko, ze jestem przezroczysta, ze nie mamy nic ze soba wspolnego, ze nie mam dla niego czasu itd. Przyjelam do wiadomosci, i stwierdzilam ze ma racje i biore sie od razu za naprawienie tego co zawalilam. Schowalam bol i rozczarowanie do kieszeni, nawet nie wiedzac naprawde co sie wydarzylo miedzy nimi. Wiedzislam tylko, po przysiakl mi ze nie mieli fizycznego kontaktu- ale i tak nie wierzylam na ile mnie nie oszukuje. Pojechalismy ma drugi dzien kupic rower, caly weekend jezdzilismy na rowerze, wieczorem kominek, winko, upojne noce. Moj wymog byl jeden- calkowite zerwanie z nia kontaktow. Przytaknal i skasowal jej numer.  I zaczal sie czas naprawiania i spedzania czasu razem. On byl caly czas dziwny, nieobecny, jakby w letargu. Dwa tygodnie ja tez bylam w letargu, pozniej juz zaczelo brakowac mi sil, bo on niby mi mowil, ze nie ma kontaktu, ale caly czas byl nieswoj. Na moje pytanie, czy chcemy zrobic terapie malzenska, odpowiedzial mi, ze nie, bo to moze jeszcze bardziej zepsuc. I tu przebrala sie miarka i doszlo do mnie, ze to koniec. Nie chcialam jednak zostawiac go samego w tym stanie, zadzwonilam do jego mamy i przedstawilam sytuacje, z prosba, zeby kontaktowala sie z nim czesciej, bo jest w zlym stanie psychicznym. Zadzwonilam tez do znajomego terapeuty, bo chcialam, zeby dal mu wsparcie psychologiczne. A terapeuta powiedzial- przyjdzcie razem na pierwsze spotkanie i zobaczymy co da sie zrobic. Po tym spotkaniu moj maz jakby wrocil na ziemie- zaczal o mnie walczyc, byc soba, zalowac co sie stalo, nie rozumiec co bylo i jak mogl do tego dopuscic. Od grudnia zaczelo sie ukladac, on opowiedzial mi o tym wieczorze w biurze, ze sam nie wiedzial czego tam chcial, wie, ze byl gotowy na wszelka ewentualnosc, ale byl jakby nie soba, jakby ktos nim sterowal, jednak kiedy ona zaczela sie do niego dobierac, on przerwal i wstal, bo zapalila mu sie czerwona lampka. Wyszedl, zostawiajac ja w placzu i zlosci. Ja cieszylam sie, ze odwazyl sie mi to opowiedziec, gadalismy jak kiedys, za dobrych czasow. Pytalam go, czy zerwal kontakt, czy ona dala mu spokoj. Przytakiwal. Az tydzien przed swietami, przychodzi do mnie i mowi ze ma problem i potrzebuje mojej pomocy. Okazalo sie ze jej maz napisal do mojego z pretensjami, ze dlaczego on nie odpisuje jego zonie i w czym ma problem zeby kontynuowac przyjazn i spotkac sie z nia na kawe czy spacer. Dla mnie ten sam mail byl chory, ale zdradzil, ze ona dalej pisze do mojego meza a on to przede mna ukrywa. Zaczela sie awantura, kolejne klamstwo i chcialam zrobic koniec od razu, widzialam jego oczy, placz, strach i proszenie. On nie chcial mnie denerwowac i nie mowil, ale ignorowal te maile. Okazalo sie ze stworzyl specjalna skrzynke, zeby nie bombardowala go na sluzbowy, pokazal mi wszystkie maile, przyznal sie do najmniejszych detali, co bylo, zeby nic juz przede mna nie miec do ukrycia. Ale od tego czasu cos we mnie umarlo. Mimo tego, ze maile nie mialy podtekstow milosnych. To byla korespondencja jakby dzieci z podstawowki, wlaczajac tylko cytaty z ulubionych filmow. Bo to byl ich wspolny temat- filmy fantastyczne. I ona nazywala mojego meza jednym z bohaterow- zenujace. Wyszlo tez na jaw, ze wted  kiedy go przylapalam i spedzilismy upojny weekend, w poniedzialek na przerwie spotkal sie z nia na spacerze, zeby obgadac, bo jej maz sie tez zorientowal ze cos sie dzieje. Niby chcial wybadac, jak ona to widzi, bo bal sie ze zrobi mu syf w pracy skoro jej bohater nie dal jej tego co chciala. Nie wiem jak to wszystko potraktowac. On mowi mi, ze byl w tym czasie w duzym dolku, i trafil sie impuls. Dodam, ze tamta byla starsza ode mnie, brzydka, gruba i prawdopodobnie niedojrzala emocjonalnie. Tymi argumentami maz probuje mi wyjasnic, jak musial byc zdesperowany, ze udalo mu sie wejsc w ta manipulacje osoby ktora nie pociagala go fizycznie, tylko mial z nia wspolny temat i ona czas dla niego, ktorego nie mialam ja. Teraz sam brzydzi sie tego i wstydzi. A ja zasnanawiam sie, czy po tym wszystkim wogole moge mu dac szanse. Niby probuje, bo jestesmy nadal razem, jednak caly czas patrzac na niego przypomina mi sie co mi zrobil, jak mnie zawiodl, oszukal, zdradzil. Chodzimy na terapie malzenska, ja szukam indywidualnej dla siebie, bo moja psychika jest na dnie. Brak zaufania, poczucia bezpieczenstwa, uczucie nienawisci i pogardy, a tylko czasem przeblyski jskiegos dobrego odczucia. Nie wiem czy go kocham i on o tym wie. Ja wiem teraz, z perspektywy, ze kochalam go za bardzo, zapomonajac o sobie samej. Jemu jest obojetne, bedzie walczyc o mnie i moja milosc. Przejal tez wiekszosc obowiazkow, poniewaz ja nie jestem w stanie. Ja jednak nie chce teraz podejmowac ostatecznej decyzji, bo wiem, ze nie jestem w psychicznej mocy i moge zalowac. I tak krece sie w kolko jak pies za ogonem. Niby chce dac szanse, ale nie bede chyba umiala zyc z tym obciazeniem. Jsk po tym wszystkim zapomniec, smiac sie razem beztrosko, swietowac kolejne rocznice...nie wyobrazam sobie tego wszystkiego. Nie moge znalesc definicji tego, co sie wydarzylo. Czy moze przekolorowalam to wszystko? Pomozcie prosze. Jak wyglada ta sytuacja dla was z objektywnego punktu widzenia?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

myślę, że musisz po prostu dać czasowi czas.
To ciągle bardzo świeża sprawa i normalne jest to, że musisz ją przepracować. Przecież nie musisz podejmować decyzji już teraz natychmiast. Skoro oboje chcecie walczyć i spróbować dalej razem żyć, to po prostu próbujcie. Nic nie tracisz, możesz zyskać.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

3

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Myślę, że postawiłaś przed sobą cel niemożliwy do osiągnięcia. Tym nierealnym celem jest zapomnienie o sytuacji. Reszta, beztroski śmiech, świętowanie jest możliwe, choć nie od razu.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

4 Ostatnio edytowany przez Badas (2021-02-21 21:33:33)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Czas, czas, czas.
Teraz pewnie czujesz upokorzenie, niezrozumienie całości, a przede wszystkim bombarduje Cię pytanie "dlaczego"??? Źle śpisz, rozpamiętujesz, powracasz, krok w przód, dwa do tyłu. Wszystko wydaje się kłamstwem, nawet to co mówi teraz. Nawet nie szukaj odpowiedzi na pytanie dlaczego.
Nie będzie to łatwe, ale jeżeli dla Ciebie brak zdrady fizycznej jest ważny to od tego zacznij. Opamiętał się, przyznał. A to naprawdę wiele. Za kilka miesięcy to wydarzenie nie będzie już takie jaskrawe. Wyblaknie. Teraz czujesz do niego niechęć. Ale to też minie. Jesteście razem kawał czasu. Tyle wspomnień, przeżyć, wypitych kaw.
Z jego strony jest ogromny żal tego co zrobił. Wstyd. To dobrze. Zdaje sobie sprawę z tego co złe. A to daje dużą nadzieję na lepsze jutro.
Teraz Ty musisz czekać aż minie czas. Będzie dobrze. Tylko jeszcze nie dziś.

5 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-22 10:28:17)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Czas?  Twój mąż jest akurat w ostrym kryzysie wieku średniego.  To nie jest jednorazowa przygoda. pomyłka na którą  potrzeba czasu by zapomnieć. 
Nawet i tabuny romansow  można zapomnieć. 
Gorzej słowa że jesteś  dla niego przezroczystą że z Tobą  już nic go nie czeka.
Plynęliscie razem łodzią  On teraz nią  chwieje to nie jest głupota typu Jasiu przeleciał Marysie po pijaku na zjeździe korpo A nawet takie rzeczy rozbijają małżeństwa.
Jesteście na terapii i bardzo dobrze. Pod warunkiem że mąż jest na tej terapii szczery i faktycznie mu zależy.
Dobrze byłoby ocalić  rodzinę  wieloletni związek te wszystkie więzy  co Was łączą. 
Ale nie możesz skupiać  całej uwagi na tym.. myśl też o sobie swoich zasobach niezależnych od niego. Buduj plan B.
Bardzo mi przykro.
Tu na forum są różne historie. Również takie o parach  które zostały razem. Może się ktoś  odezwie. A może jakiś  Pan szczerze.cos napisze..

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

6 Ostatnio edytowany przez Miroon (2021-02-22 10:40:06)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Ela210 napisał/a:

Czas?  Twój mąż jest akurat w ostrym kryzysie wieku średniego.  To nie jest jednorazowa przygoda. pomyłka na którą  potrzeba czasu by zapomnieć. 
Nawet i tabuny romansow  można zapomnieć. 
Gorzej słowa że jesteś  dla niego przezroczystą że z Tobą  już nic go nie czeka.
Plynęliscie razem łodzią  On teraz nią  chwieje to nie jest głupota typu Jasiu przeleciał Marysie po pijaku na zjeździe korpo A nawet takie rzeczy rozbijają małżeństwa.

też tak uważam. Skoro Ela pisze, że może jakiś Pan szczerze coś napisze, to ja napisze.

Razem z żoną ustaliliśmy, że jeśli staniemy się dla siebie obojętni i przestaniemy widzieć w tym związku rozwój i chęć towarzyszenia sobie w życiu to się rozejdziemy.
Zdradziliśmy się wzajemnie. Po zdradzie mojej żony po prostu jej zapytałem, czy to był tylko seks czy coś więcej, czy wciąż mnie kocha, czy widzi ze mną dalsze życie, czy dalej budujemy codzienność i czy dalej się razem rozwijamy. Odpowiedziała, że tak. Więc dalej to wszystko robimy. Gdyby powiedziała, że jestem przezroczysty i nic ją ze mną nie czeka- położyłbym papiery rozwodowe na stół.

Edit: ja się żonie do zdrady nie przyznałem. Bo takie mieliśmy ustalenia przed ślubem. Jeśli ja się jej dopuszczę i nie będzie miała znaczenia i będzie to tylko seks, to mam zrobić wszystko by to nigdy nie wyszło na jaw- taka była jej wola. Moja byla taka, że wiedzieć chciałem. Więc powiedziała.

7

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Lady Loka napisał/a:

myślę, że musisz po prostu dać czasowi czas.
To ciągle bardzo świeża sprawa i normalne jest to, że musisz ją przepracować. Przecież nie musisz podejmować decyzji już teraz natychmiast. Skoro oboje chcecie walczyć i spróbować dalej razem żyć, to po prostu próbujcie. Nic nie tracisz, możesz zyskać.

Dziekuje za twoja odpowiedz. U mnie jest poprostu taka burza mysli, nad ktora nie panuje. Z jednej strony nie umiem wyobrazic sobie zycia bez niego, z drugiej, nie ma juz dla mnie tego samego jego. On umarl w listopadzie, kiedy mnie zdradzil. Teraz jest ktos, kto staje na glowie, zeby odkupic swoje winy, przerazony, teskniacy za dawna mna, a ja patrze na to z boku, bezuczuciowo, niby doceniam a z drugiej strony mam gdzies. I taka jestem teraz niestabilna w glowie.

8

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Miroon napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Czas?  Twój mąż jest akurat w ostrym kryzysie wieku średniego.  To nie jest jednorazowa przygoda. pomyłka na którą  potrzeba czasu by zapomnieć. 
Nawet i tabuny romansow  można zapomnieć. 
Gorzej słowa że jesteś  dla niego przezroczystą że z Tobą  już nic go nie czeka.
Plynęliscie razem łodzią  On teraz nią  chwieje to nie jest głupota typu Jasiu przeleciał Marysie po pijaku na zjeździe korpo A nawet takie rzeczy rozbijają małżeństwa.

też tak uważam. Skoro Ela pisze, że może jakiś Pan szczerze coś napisze, to ja napisze.

Razem z żoną ustaliliśmy, że jeśli staniemy się dla siebie obojętni i przestaniemy widzieć w tym związku rozwój i chęć towarzyszenia sobie w życiu to się rozejdziemy.
Zdradziliśmy się wzajemnie. Po zdradzie mojej żony po prostu jej zapytałem, czy to był tylko seks czy coś więcej, czy wciąż mnie kocha, czy widzi ze mną dalsze życie, czy dalej budujemy codzienność i czy dalej się razem rozwijamy. Odpowiedziała, że tak. Więc dalej to wszystko robimy. Gdyby powiedziała, że jestem przezroczysty i nic ją ze mną nie czeka- położyłbym papiery rozwodowe na stół.

Edit: ja się żonie do zdrady nie przyznałem. Bo takie mieliśmy ustalenia przed ślubem. Jeśli ja się jej dopuszczę i nie będzie miała znaczenia i będzie to tylko seks, to mam zrobić wszystko by to nigdy nie wyszło na jaw- taka była jej wola. Moja byla taka, że wiedzieć chciałem. Więc powiedziała.

Moze tez wyjasnilam niejasno, bo przepraszam, ale nawet po stylu pisania widac, jak chaotycznie mam teraz w glowie. On mi to powiedzial, od razu kiedy rozmawialismy po odkryciu, ze mnie oszukal. Po kilku dniach, mowil, ze byl w tak psychicznym stanie, ze nie pamieta nawet tych slow. I ze chyba musial mowic o sobie, ale mnie jakby tymi slowami chcisl ukarac i zwalic wine za to, co zrobil. Tak mysle. Wiem ze to nie mislo dla niego znsczenia i zadnych uczuc moze oprocz krotka fascynacja wyrwania sie z letargu, w ktorym aktualnie sie znajdowal. Tak jak pisalam, od spotksnia z terapeuta wrocil taki, jaki byl wczesniej- czuly, kochajacy, walczacy o mnie. Opiekujacy sie i swiadom, ile spieprzyl i ile moze stracil. Wie tez, ze ja mam ta decyzje, czy zostane z nim czy nie. On wie, ze sie pomylil, nawet powtarza, ze nie byl soba, nie poznaje sie w tym co zrobil i co mowil. Ja szczerze mowiac tez go tak nigdy nie znalam. Teraz pisze jakbym go chciala usprawiedliwic, bo szukam caly czas tego znaku na niebie, ktory mi powie co mam robic.

9

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Wielokropek napisał/a:

Myślę, że postawiłaś przed sobą cel niemożliwy do osiągnięcia. Tym nierealnym celem jest zapomnienie o sytuacji. Reszta, beztroski śmiech, świętowanie jest możliwe, choć nie od razu.

Wszystko mozliwe. 25 lat zylam w takim poczuciu bezpieczenstwa i szczescia, ze zawalil sie caly moj swiat. I kazdy dzien budze sie, z nadzieja, ze to byl tylko zly sen. Albo, ze nic takiego sie nie wydarzylo, tylko w mojej glowie uroslo to do takiej rangi sad

10

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Badas napisał/a:

Czas, czas, czas.
Teraz pewnie czujesz upokorzenie, niezrozumienie całości, a przede wszystkim bombarduje Cię pytanie "dlaczego"??? Źle śpisz, rozpamiętujesz, powracasz, krok w przód, dwa do tyłu. Wszystko wydaje się kłamstwem, nawet to co mówi teraz. Nawet nie szukaj odpowiedzi na pytanie dlaczego.
Nie będzie to łatwe, ale jeżeli dla Ciebie brak zdrady fizycznej jest ważny to od tego zacznij. Opamiętał się, przyznał. A to naprawdę wiele. Za kilka miesięcy to wydarzenie nie będzie już takie jaskrawe. Wyblaknie. Teraz czujesz do niego niechęć. Ale to też minie. Jesteście razem kawał czasu. Tyle wspomnień, przeżyć, wypitych kaw.
Z jego strony jest ogromny żal tego co zrobił. Wstyd. To dobrze. Zdaje sobie sprawę z tego co złe. A to daje dużą nadzieję na lepsze jutro.
Teraz Ty musisz czekać aż minie czas. Będzie dobrze. Tylko jeszcze nie dziś.

Dziekuje Ci bardzo za dodanie otuchy. Moze tak bedzie. Ja narazie jestem tak zablokowana, ze nie umiem sobie tego wyobrazic.

11 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2021-02-22 11:04:10)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Mimimi123 napisał/a:

(...) On wie, ze sie pomylil, nawet powtarza, ze nie byl soba, nie poznaje sie w tym co zrobil i co mowil. Ja szczerze mowiac tez go tak nigdy nie znalam. Teraz pisze jakbym go chciala usprawiedliwic, bo szukam caly czas tego znaku na niebie, ktory mi powie co mam robic.

Zawsze jesteśmy sobą, wtedy gdy zalewają nas feromony - także.
Rozumiem, że ani mąż, ani Ty nie spodziewaliście się takich jego decyzji. Teraz znacie go bardziej i nie tylko z jasnej strony. Z tą wiedzą można zdecydować o dalszym wspólnym życiu, można też zdecydować o życiu osobnym. Nikt przy zdrowych zmysłach nie powie co masz zrobić, którą z tych decyzji podjąć.
Usprawiedliwianie do niczego dobrego nie prowadzi, zrozumienie przyczyn - owszem.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

12

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Ela210 napisał/a:

Czas?  Twój mąż jest akurat w ostrym kryzysie wieku średniego.  To nie jest jednorazowa przygoda. pomyłka na którą  potrzeba czasu by zapomnieć. 
Nawet i tabuny romansow  można zapomnieć. 
Gorzej słowa że jesteś  dla niego przezroczystą że z Tobą  już nic go nie czeka.
Plynęliscie razem łodzią  On teraz nią  chwieje to nie jest głupota typu Jasiu przeleciał Marysie po pijaku na zjeździe korpo A nawet takie rzeczy rozbijają małżeństwa.
Jesteście na terapii i bardzo dobrze. Pod warunkiem że mąż jest na tej terapii szczery i faktycznie mu zależy.
Dobrze byłoby ocalić  rodzinę  wieloletni związek te wszystkie więzy  co Was łączą. 
Ale nie możesz skupiać  całej uwagi na tym.. myśl też o sobie swoich zasobach niezależnych od niego. Buduj plan B.
Bardzo mi przykro.
Tu na forum są różne historie. Również takie o parach  które zostały razem. Może się ktoś  odezwie. A może jakiś  Pan szczerze.cos napisze..

Cale zycie planuje i nie lubie byc zaskoczona. Moj plan byl spedzic cale zycie z moim mezem, odczekac az pisklaki wyfruna z gniazda, zaczac podrozowac, spelniac nasze marzenia. Zawsze byly cele w zyciu i nie bylo rzeczy, ktorej razem nie dalismy rady ogarnac. Teraz wiem ze z mojej strony wszystko sie skonczylo. Pracuje, nie ma dla mnie rzeczy nie do zalatwienia, i buduje sobie w glowie plan b. Ale podswiadomie wiem, ze nawet jesli bedziemy razem, to tylko do momentu, az dzieci pokoncza szkoly. Zeby nie zabierac im poczucia stabilnosci. Choc staram sie odgonic te mysli, jednak one ciagle wracaja...

13 Ostatnio edytowany przez prego (2021-02-22 11:15:42)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Prawdę mówiąc kompletnie nie rozumiem o co ci chodzi. Zdaje się, że żyłaś w jakimś wyimaginowanym i idealistycznym świecie, który zawalił ci się z hukiem. A niestety prawda jest taka, że chyba każdemu takie sytuacje, jak twojemu mężowi mogą się przytrafić. Nie do końca jest to racjonalne, ale jakieś takie oczarowanie, czy ogłupienie zdarza się i tyle. Tu jest sprawa granic, które mogą być przekroczone. Przekroczenie ich powoduje, że nie da się się już utrzymać związku i trzeba się rozstać. Kłopot jest taki, że każdy te granice, może mieć gdzie indziej postawione.

14 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2021-02-22 11:21:40)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Czyli decyzję już podjęłaś. Już wiesz, że rozstaniesz się za czas jakiś. [Jeżeli wiesz o czymś i piszesz o tym, to łączenie tego z podświadomością jest - wybacz - niepoważne.]

Czy jesteś na tyle dobrą aktorką, by przez kilka lat udawać przed domownikami, że było, minęło? Grać tak, by dorastające dzieci, będące bystrymi obserwatorami, nie zorientowały się, że biorą udział w spektaklu? Myślisz, że będą wdzięczne za to poświęcenie?



***

Heraklit z Efezu napisał/a:

Panta rhei kai ouden menei.

Zmienia się każdy związek, bo zmieniają się osoby go tworzące, warunki, it.d. A z myślami jest tak, że możemy je obserwować i pozwalać na to, by minęły, albo na nie chuchamy, pozwalamy im rosnąć i je zatrzymujemy. My. Nikt inny. Mamy na to wpływ.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

15 Ostatnio edytowany przez josz (2021-02-22 11:41:42)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Trudno uwierzyć, że jego zauroczenie koleżanką trwało tylko tydzień.

Mimimi123 napisał/a:

Od dluzszego czasu maz byl niezadowolony z wszystkiego, wszystko go denerwowalo. Wspominal mi, ze nie ma celu, ze ma uczucie ze nie spotka go juz nic dobrego w zyciu.

Obawiam się, że zaczęło się już wtedy j.w.

Mimimi123 napisał/a:

No i dostalam informacje, ze on byl wczoraj cos zakonczyc. Krew odplynela mi do piet. Pytalam co sie dzieje. On mi, ze kolezsnka z pracy sie w nim zauroczyla. Pytam czy on cos czuje, odparl, ze nie wie, ale musi wszystko poukladac sobue w glowie. Pytalam ile to trwa- okazalo sie, ze poznali sie i przegadali 2h w pracy tydzien wczesniej. Czyli po jednym spotkaniu i kilku dniach czatowania.

I tych slow od niego, ze ze mna juz nic go nie czeka, ze mial juz ze mna wszystko, ze jestem przezroczysta, ze nie mamy nic ze soba wspolnego, ze nie mam dla niego czasu itd.

Tylko tydzień zauroczenia i aż takie emocje, oficjalne rzekome zakończenie po tygodniu "szaleństwa", a następnie tak okrutne słowa do Ciebie?

Mimimi123 napisał/a:

Moj wymog byl jeden- calkowite zerwanie z nia kontaktow. Przytaknal i skasowal jej numer.  I zaczal sie czas naprawiania i spedzania czasu razem. On byl caly czas dziwny, nieobecny, jakby w letargu.
Pytalam go, czy zerwal kontakt, czy ona dala mu spokoj. Przytakiwal.
... ale zdradzil, ze ona dalej pisze do mojego meza a on to przede mna ukrywa. Zaczela sie awantura, kolejne klamstwo i chcialam zrobic koniec od razu, widzialam jego oczy, placz, strach i proszenie. On nie chcial mnie denerwowac i nie mowil, ale ignorowal te maile. Okazalo sie ze stworzyl specjalna skrzynke, zeby nie bombardowala go na sluzbowy, pokazal mi wszystkie maile, przyznal sie do najmniejszych detali, co bylo, zeby nic juz przede mna nie miec do ukrycia. Ale od tego czasu cos we mnie umarlo. Mimo tego, ze maile nie mialy podtekstow milosnych. To byla korespondencja jakby dzieci z podstawowki, wlaczajac tylko cytaty z ulubionych filmow. Bo to byl ich wspolny temat- filmy fantastyczne. I ona nazywala mojego meza jednym z bohaterow- zenujace.

Czyli nie tylko nie zaprzestał kontaktu, ale ukrył go i nadal korespondował, mimo, że na tematy neutralne.
Także uważam, że potrzebny Ci czas, ale także szczerość męża. Tymczasem co jakiś czas wychodzą kolejne "rewelacje". To z pewnością nie ułatwia dochodzenia do równowagi.
Nie obawiasz się tego, że gdy za jakiś czas będzie wydawało Ci się, że wychodzicie na prostą, znowu dowiesz się czegoś zaskakującego?
Jeżeli mąż walczy o odzyskanie Ciebie, to bez tajemnic, które zrujnują dotychczasowe Wasze wysiłki.

16

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Miron, mądrą masz żonę. Ale nie sądzę, by ona nie wiedziała o Twojej zdradzie. Ty zdradziłeś pierwszy?

Uważam jak Josz- jesli mąż nie zdąbędzie się na szczerość zmarnuje wasz czas na terapiach. A vhyba nie ma odwagi bo jest przerażony koniecznością zmiany życia, której niby chciał. I myślę, że to kochanka się wycofała jak jej mąż się dowiedział.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

17

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Wielokropek napisał/a:
Mimimi123 napisał/a:

(...) On wie, ze sie pomylil, nawet powtarza, ze nie byl soba, nie poznaje sie w tym co zrobil i co mowil. Ja szczerze mowiac tez go tak nigdy nie znalam. Teraz pisze jakbym go chciala usprawiedliwic, bo szukam caly czas tego znaku na niebie, ktory mi powie co mam robic.

Zawsze jesteśmy sobą, wtedy gdy zalewają nas feromony - także.
Rozumiem, że ani mąż, ani Ty nie spodziewaliście się takich jego decyzji. Teraz znacie go bardziej i nie tylko z jasnej strony. Z tą wiedzą można zdecydować o dalszym wspólnym życiu, można też zdecydować o życiu osobnym. Nikt przy zdrowych zmysłach nie powie co masz zrobić, którą z tych decyzji podjąć.
Usprawiedliwianie do niczego dobrego nie prowadzi, zrozumienie przyczyn - owszem.

Przyczyny tez znam. Wiem ze zawalona obowiazkami i tymi cholernymi koronowymi obostrzeniami, ktore tych obowiazkow dodaly, poprostu zostawilam go samemu sobie. A on sie oddalal i oddalal i zatracil siebie. Zerwal wszelkie kontakty z kumplami, rodzina. Ja nie mialam sily na nic.  I nagle pojawil sie mu ktos z kim mogl pogadac o wspolnym temacie. Do tego, co wyszlo niedawno, maz przyznal sie o chorobliwa zazdrosc o mojego szefa, z ktorym naprawde mam swietna relacje, ale tylko  na stopie dobrego rozmowcy w pracy. A maz sobie wmowil, ze skoro od niego nic nie chce, to musze miec kogos na boku. Naprawde jak z nim gadam i on mi szczerze opowiada swoje odczucia z tamtego czasu, to moge uwierzyc, ze psychika byla na dnie, skoro on, zawsze tak pewny siebie, stracil to wszystko, i pomyslal, ze skoro ja mam szefa, to on sobie tez kogos bedzie mial. Ale mowie,  to sa hipotezy ktore teraz omawiamy, zeby zrozumiec, co sie stalo, ze sie zesr...lo. A mimo ze to wszystko moge zrozumiec, i nawet wam tu wytlumaczyc, to przeze mnie to nie przemawia i mam uparcie ta blokade. Choc moja przyjaciolka uwaza, ze jak odejde, to bede zalowac...

18

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Ela210 napisał/a:

I myślę, że to kochanka się wycofała jak jej mąż się dowiedział.

Ta historia z wiadomością od męża owej pani, wydaje mi się zupełnie niewiarygodna. Jaki mąż, który podejrzewa nielojalność żony, pisze do jej "kolegi", wciskając mu swoją połowicę na kawki i spacery? Bardziej prawdopodobne jest to, że pisała to ona sama. Raczej nie wycofała się z własnej woli, jeśli po tym perfumowym spotkaniu, rzekomo zareagowała histerycznie na zakończenie relacji, a potem nadal do niego wypisywała.

19

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
josz napisał/a:

Trudno uwierzyć, że jego zauroczenie koleżanką trwało tylko tydzień.

Mimimi123 napisał/a:

Od dluzszego czasu maz byl niezadowolony z wszystkiego, wszystko go denerwowalo. Wspominal mi, ze nie ma celu, ze ma uczucie ze nie spotka go juz nic dobrego w zyciu.

Obawiam się, że zaczęło się już wtedy j.w.

Mimimi123 napisał/a:

No i dostalam informacje, ze on byl wczoraj cos zakonczyc. Krew odplynela mi do piet. Pytalam co sie dzieje. On mi, ze kolezsnka z pracy sie w nim zauroczyla. Pytam czy on cos czuje, odparl, ze nie wie, ale musi wszystko poukladac sobue w glowie. Pytalam ile to trwa- okazalo sie, ze poznali sie i przegadali 2h w pracy tydzien wczesniej. Czyli po jednym spotkaniu i kilku dniach czatowania.

I tych slow od niego, ze ze mna juz nic go nie czeka, ze mial juz ze mna wszystko, ze jestem przezroczysta, ze nie mamy nic ze soba wspolnego, ze nie mam dla niego czasu itd.

Tylko tydzień zauroczenia i aż takie emocje, oficjalne rzekome zakończenie po tygodniu "szaleństwa", a następnie tak okrutne słowa do Ciebie?

Mimimi123 napisał/a:

Moj wymog byl jeden- calkowite zerwanie z nia kontaktow. Przytaknal i skasowal jej numer.  I zaczal sie czas naprawiania i spedzania czasu razem. On byl caly czas dziwny, nieobecny, jakby w letargu.
Pytalam go, czy zerwal kontakt, czy ona dala mu spokoj. Przytakiwal.
... ale zdradzil, ze ona dalej pisze do mojego meza a on to przede mna ukrywa. Zaczela sie awantura, kolejne klamstwo i chcialam zrobic koniec od razu, widzialam jego oczy, placz, strach i proszenie. On nie chcial mnie denerwowac i nie mowil, ale ignorowal te maile. Okazalo sie ze stworzyl specjalna skrzynke, zeby nie bombardowala go na sluzbowy, pokazal mi wszystkie maile, przyznal sie do najmniejszych detali, co bylo, zeby nic juz przede mna nie miec do ukrycia. Ale od tego czasu cos we mnie umarlo. Mimo tego, ze maile nie mialy podtekstow milosnych. To byla korespondencja jakby dzieci z podstawowki, wlaczajac tylko cytaty z ulubionych filmow. Bo to byl ich wspolny temat- filmy fantastyczne. I ona nazywala mojego meza jednym z bohaterow- zenujace.

Czyli nie tylko nie zaprzestał kontaktu, ale ukrył go i nadal korespondował, mimo, że na tematy neutralne.
Także uważam, że potrzebny Ci czas, ale także szczerość męża. Tymczasem co jakiś czas wychodzą kolejne "rewelacje". To z pewnością nie ułatwia dochodzenia do równowagi.
Nie obawiasz się tego, że gdy za jakiś czas będzie wydawało Ci się, że wychodzicie na prostą, znowu dowiesz się czegoś zaskakującego?
Jeżeli mąż walczy o odzyskanie Ciebie, to bez tajemnic, które zrujnują dotychczasowe Wasze wysiłki.

Naprawde tylko tydzien. Zauwazylabym od razu, poza tym czytalam korespondencje i ona tez tylko przypomina ten dzien, kiedy fajnie pogadali. Jak wspominalam juz wczesniej- nie bylo milosnych watkow w tym. I scalam to, co on opowiada, z tym co widze w korespondencji. Bo wierzyc na slowo mu nie moge. I mysle, ze to ona bardziej sie nakrecila,  jemu tym podnoszac ego. Chora sytuacja sad

20

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Ela210 napisał/a:

Miron, mądrą masz żonę. Ale nie sądzę, by ona nie wiedziała o Twojej zdradzie. Ty zdradziłeś pierwszy?

Uważam jak Josz- jesli mąż nie zdąbędzie się na szczerość zmarnuje wasz czas na terapiach. A vhyba nie ma odwagi bo jest przerażony koniecznością zmiany życia, której niby chciał. I myślę, że to kochanka się wycofała jak jej mąż się dowiedział.

Nie, bo wypisywala do niego do stycznia. Z ta roznica, ze wtedy juz mi wszystko pokazal i wystosowalismy razem odpowiedz grozaca jej skutkami prawnymi...

21

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Czuję, że nie za bardzo mam prawo by coś radzić ze względu na brak adekwatnego doświadczenia, ale.. Jak to jest, że Ty jesteś zawalona obowiązkami, bierzesz na siebie jak się wydaje większość obowiązków, masz wyrzuty, że nie masz czasu dla męża a mąż ma ten czas i mu się nudzi.. Domyślam się, że może już poruszyliście ten problem na terapii bo pisałaś coś w stylu, że wiesz że zaniedbałaś swoje potrzeby. To się wydaje bardzo istotne. Przecież jakbyście dzielili się obowiązkami, to mielibyście pewnie podobną ilość czasu dla siebie. Oboje chyba jesteście odpowiedzialni za waszą rodzinę.
Wydaje mi się, że lepiej abyś dała sobie czas i poczekała z decyzją nie aż dzieci dorosną, ale aż emocje trochę opadną i zobaczysz co z tej terapii wyjdzie i nabędziesz przekonania co na prawdę chcesz zrobić.

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

22

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Zdziwiona byłabym, gdybyś teraz z wdzięcznością rzuciła się mężowi na szyję i podskakiwała z radości. Reaktywacja związku potrzebuje czasu. Jeśli jednak, powtórzę, planujesz rozstanie, to, mym zdaniem, nie warto łudzić kogokolwiek, z dziećmi na czele. Bo to, czy ta sytuacja paradoksalnie stanie się spoiwem waszego małżeństwa, zależy od was obojga. Od Ciebie także.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

23

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Wielokropek napisał/a:

Zdziwiona byłabym, gdybyś teraz z wdzięcznością rzuciła się mężowi na szyję i podskakiwała z radości. Reaktywacja związku potrzebuje czasu. Jeśli jednak, powtórzę, planujesz rozstanie, to, mym zdaniem, nie warto łudzić kogokolwiek, z dziećmi na czele. Bo to, czy ta sytuacja paradoksalnie stanie się spoiwem waszego małżeństwa, zależy od was obojga. Od Ciebie także.

A moze tez tak mam dlatego, ze zawsze lubie byc gotowa na kazda ewentualnosc. I plan odejscia i zaczecia nowego zycia osobno przyslania mi probe ratowania co mam? Ale zycie pokazalo mi, ze nie mozna jednak byc na wszystko przygotowanym. Mysle sobie, teraz wiedzac, co go do tego pchnelo, wiem, ze powinnam dac mu tez psychiczne wsparcie. A nie umiem obdarowac go zadnym dobrym slowem. Tylko awantury, wypominanie, moja agresja...a on bierze wszystko i mowi, ze jak sie wykrzycze a bede chciala sie przytulic to jest przy mnie sad bo on tez potrzebuje sie przytulic.

24

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Skoro zdecydowałaś się na terapię, to może podczas którejś z sesji przyjrzyj się temu, dlaczego nie lubisz zmian i chcesz być przygotowana na każdą ewentualność.


Poza tym nic Ci niczego nie przesłania, bo to Ty decydujesz o tym, na co poświęcasz swą energię.
Wiem, że wszystko jest jeszcze gorące, jeszcze nie poradziłaś sobie z uczuciami kłębiącymi się w Tobie, ale wyładowywanie złości na mężu, do niczego dobrego nie prowadzi. Może więc znajdź inny (nie odreagowywanie na mężu, nie ukrywanie) sposób poradzenia sobie z niełatwymi uczuciami?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

25 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-22 14:03:42)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

przecież dzieci póki co nie są wciągnięte- więc dlaczego autorka ma nie łudzić dzieci czy natychmiast podejmować decyzję?
mi chodzi natoimiast o to, że sa 3 sposoby działania:
akceptacja niewierności- ale tu mamy więcej niż niewierność
zamiatanie pod dywan
całkowita szczerość

ludzie maja różnie poustawaiane- ale dla mnie bez szczerości nie ma związku. chociaż były tu Panie co zamiotły pod dywan i chyba ocaliły małżeństwo- nie wiem bo dalej nie piszą tu.
ma to większą sazansę gdy ludzie są bliżek emerytury pewnie- między 40 a 50 niekoniecznie..
i zdgadzam się że plan ratowania i odejścia nie muszą być ze sobą sprzeczne.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

26

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Ela210 napisał/a:

Miron, mądrą masz żonę. Ale nie sądzę, by ona nie wiedziała o Twojej zdradzie. Ty zdradziłeś pierwszy?

Drugi. Może z dwa lata później to było. Nie w żadnym odwecie i niczym podobnym bo i po co, z głupoty po prostu, alkohol plus dawna znajoma spotkana po latach. Czy żona wie, nie wiem. Może i wie, bo źle mi po tym było, wyrzuty straszne miałem, nawet poszedłem do specjalisty to przerobić, więc może wie, bo tylko spojrzy na mnie i niemal wszystko wie. Może uznała, że skoro zgodnie z umową nie powiedziałem, to nie było ważne. Ciężko powiedzieć.

27

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Ela210 napisał/a:

przecież dzieci póki co nie są wciągnięte- więc dlaczego autorka ma nie łudzić dzieci czy natychmiast podejmować decyzję? (...)

Nie napisałam ani słowa o tym, by autorka z mężem lub bez niego "wciągała" dzieci do sprawy między rodzicami. Wiem jednak, że dzieci - wbrew opinii wielu dorosłych - nie są ślepe i głuche, lecz bacznie obserwują to, co się wokół nich dzieje. Wątpię, by nie zauważyły zmiany w zachowaniu rodziców względem siebie. A że o tym nie mówią... .

Nie namawiałam (i nie namawiam) też autorki ani od niej nie wymagałam (i nie wymagam) podjęcia szybkiej decyzji dotyczącej odbudowy lub zakończenia małżeństwa. To autorka napisała, że

Mimimi123 napisał/a:

(...) Teraz wiem ze z mojej strony wszystko sie skonczylo. Pracuje, nie ma dla mnie rzeczy nie do zalatwienia, i buduje sobie w glowie plan b. Ale podswiadomie wiem, ze nawet jesli bedziemy razem, to tylko do momentu, az dzieci pokoncza szkoly. Zeby nie zabierac im poczucia stabilnosci. (...)

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

28

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

jeśli mieliby małe dzieci to zgadzam się że dla nich nie warto utrzymywać fikcyjnego związku. ale mam problem z tymi dorastającymi. po tym jak przeszła to wszystko moja córka z perspektywy czasu.. dla niej bym chyba dała radę w tym wytrwać, tym bardziej że nie mam planów związkowych. poukładało się inaczej, ale uważam że oberwała najbardziej. w momencie wyprowadzki exa miała 16 lat. z tym że On używa jej jako narzędzia do walki ze mną bo to taki typ człowieka. Moze autorka miałaby inaczej.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

29

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
aniuu1 napisał/a:

Czuję, że nie za bardzo mam prawo by coś radzić ze względu na brak adekwatnego doświadczenia, ale.. Jak to jest, że Ty jesteś zawalona obowiązkami, bierzesz na siebie jak się wydaje większość obowiązków, masz wyrzuty, że nie masz czasu dla męża a mąż ma ten czas i mu się nudzi.. Domyślam się, że może już poruszyliście ten problem na terapii bo pisałaś coś w stylu, że wiesz że zaniedbałaś swoje potrzeby. To się wydaje bardzo istotne. Przecież jakbyście dzielili się obowiązkami, to mielibyście pewnie podobną ilość czasu dla siebie. Oboje chyba jesteście odpowiedzialni za waszą rodzinę.
Wydaje mi się, że lepiej abyś dała sobie czas i poczekała z decyzją nie aż dzieci dorosną, ale aż emocje trochę opadną i zobaczysz co z tej terapii wyjdzie i nabędziesz przekonania co na prawdę chcesz zrobić.

Masz racje. To tez wymknelo sie spod kontroli. Podzialu obowiazkow nie bylo- ja ogarnialam wszystko- on "tylko"pracowal. Wiem ze to chore, ale zawsze tlumaczylam sobie, ze on pelny etat, ja tylko 3/4, no i on dalej dojezdza...

30

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Wielokropek napisał/a:

Skoro zdecydowałaś się na terapię, to może podczas którejś z sesji przyjrzyj się temu, dlaczego nie lubisz zmian i chcesz być przygotowana na każdą ewentualność.

Niestety odezwaly sie duchy z dziecinstwa sad

31

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Ela210 napisał/a:

przecież dzieci póki co nie są wciągnięte- więc dlaczego autorka ma nie łudzić dzieci czy natychmiast podejmować decyzję?
mi chodzi natoimiast o to, że sa 3 sposoby działania:
akceptacja niewierności- ale tu mamy więcej niż niewierność
zamiatanie pod dywan
całkowita szczerość

ludzie maja różnie poustawaiane- ale dla mnie bez szczerości nie ma związku. chociaż były tu Panie co zamiotły pod dywan i chyba ocaliły małżeństwo- nie wiem bo dalej nie piszą tu.
ma to większą sazansę gdy ludzie są bliżek emerytury pewnie- między 40 a 50 niekoniecznie..
i zdgadzam się że plan ratowania i odejścia nie muszą być ze sobą sprzeczne.

Ciekawi mnie co masz na mysli od wiecej niz niewiernosci- chodzi o klamstwa?
Zamistanie pod dywan jest kompletnie nie w moim stylu.
Calkowita szczerosc- niby jest szczery, tylko jaka mam miec gwarancje, ze to prawda.

Co do dzieci, niestety sa wciagniete- 16,5 i 14 lat. Jak ukryc, kiedy sytuacja zsmienila rodzine w dom wariatow. Do niedawna radosna i szczesliwa rodzine, teraz klotnie, agresja i wszystko co nsjgorsze...

32

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Mimimi123, nie pisz proszę kolejnych postów pod swoimi poprzednimi wpisami.
Jest to niezgodne z regulaminem naszego forum.
Możesz odpowiedzieć kilku osobom w jednym poście, nie musisz rozbijać wypowiedzi na atomy.
Z góry dziękuję za stosowanie się do naszych zasad.
Moderator IsaBella77

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

33

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Tak Mimi. Kłamstwa i wypisanie się  z MY..
To jest zdrada.
Wg mnie mąż nie jest z Tobą  szczery tylko rozwazyl że nie opłaca się mu z Tobą  teraz rozwodzić. 
Może Tobie też się przez najbliższe 3, 4 lata nie opłaca.
Rozważ to na chłodno. Budowalabym swoją  tratwę obok niego.
Przepraszam jeśli nie poprawiam Ci nastroju mogę  też się mylić.
Na Twoim miejscu dyskretnie bym się spotkała z mężem tamtej.
Bo ta historyjka o jego pozwoleniu to może być bajka byś się właśnie nie skontaktował z nim albo mu nie uwierzyła.
Pisze to bo być  może przyda Ci się to przy rozwodzie.
Bo sytuacja może się zmienić i mąż  za pół roku zachcieć rozwodu i to na ostrych warunkach.
Wybacz ale sytuację  że On nagle zrozumiał że bardzo Ciebie kocha i z glebi serca żałuję oceniam na mniej niż 1 procent..
Potraktuj go jak obcego mężczyznę  zobaczymy czy zdobędzie  twoje serce.  Ale miej plan B. A raczej plan A 0 
Jak mąż  zdobędzie Twoje serce i zakochasz się w nim na nowo to super.  Życzę Ci tego ale wybacz mój sceptycyzm po kilometrach postów tutaj..

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

34

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Mimimi123 napisał/a:

Niestety odezwaly sie duchy z dziecinstwa sad

Tego się spodziewałam. Skoro wychyliły nosy, to może jest to dobry czas, by z nimi się w bezpiecznych warunkach zmierzyć? Po co? By dalej negatywnie nie interweniowały w Twą (i nie tylko) teraźniejszość i przyszłość.


(...) niby jest szczery, tylko jaka mam miec gwarancje, ze to prawda. (...)

Gwarancji nigdy nie ma.


(...) Co do dzieci, niestety sa wciagniete- 16,5 i 14 lat. Jak ukryc, kiedy sytuacja zsmienila rodzine w dom wariatow. Do niedawna radosna i szczesliwa rodzine, teraz klotnie, agresja i wszystko co nsjgorsze...

Jak napisałam wcześniej dzieci, niezależnie od wieku, są bystrymi obserwatorami i niełatwo jest je zwieść. Poza tym, jaki cel miałoby ich okłamywanie? [pytanie retoryczne] Może to najwyższy czas, jeśli dotąd zmieniona sytuacja była tematem tabu, na rozmowę z nimi? Nie po to, by używać ich do rozgrywek między dorosłymi, ale po to, by wiedziały (temu służy informacja) co się między wami dzieje.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

35 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-23 13:14:43)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Ale każde z rodziców będzie mieć swoją prawdę  a one postawione między młotem a kowadłem. 
Po prostu takie dyskusje należy przeprowadzać poza domem. Nie jest to żadne oklamywanie ich chociaż oczywiście wyczuja zmianę atmosfery. Ale nie muszą  być wciagane. Po co?? Wydaje mi się okropny ten pomysł.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

36

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Mimimi123 napisał/a:

Masz racje. To tez wymknelo sie spod kontroli. Podzialu obowiazkow nie bylo- ja ogarnialam wszystko- on "tylko"pracowal. Wiem ze to chore, ale zawsze tlumaczylam sobie, ze on pelny etat, ja tylko 3/4, no i on dalej dojezdza...

Ostatnio u mnie w pracy była mama z synem, załatwiać mu praktyki ze szkoły. Syn chłop prawie 190 cm, 17 lat. Mama nawet nie dała mu dojść do słowa. Jeszcze powiedziała, że musi iść za niego do szkoły, żeby wybrać papiery, które przyniesie do nas (umowa o praktykę). Nie ma szans, żeby syn sam mógł cokolwiek zrobić, bez jej kontroli, a najlepiej to ona sama wszystko załatwi.
Od razu mi się skojarzyło z Tobą. smile

37 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2021-02-23 13:42:23)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Elu210,
ależ nie napisałam nigdzie o tym, że dyskusje rodziców dotyczące ich małżeństwa mają odbywać się w obecności kogokolwiek, z dziećmi włącznie. Między wciąganiem dzieci w konflikt a informacją o nim jest olbrzymia różnica.

Warto wspólnie ustalić to, co dzieci usłyszą (i nie myślę tutaj o przekazywaniu szczegółów, wchodzeniu w rolę kata/ofiary). Moim zdaniem dzieci zasługują na to, by im powiedzieć wprost o niesnaskach między rodzicami a nie skazywać ich na "wyczuwanie" czegokolwiek.
Ukrywanie przed dziećmi prawdy, brak informacji o tak potężnym konflikcie rodziców, to prosta nauka, że o trudnych sprawach nie rozmawia się, że są one w rodzinie n-tej kategorii.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

38

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

To załozenie jest utopijne moim zdaniem. że wyprodukuje sie jedna spójną informację która zadowoli nastolatki. bo to nie o 3 latki chodzi.
że oboje są odpowiedzialni tak samo też bym nie zakładała. że ktoś nie będzie lobbował za swoją opcją.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

39

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

To nie utopia, lecz rzecz sprawdzona. smile

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

40 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-23 14:26:49)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Kasuję tu bo opisałam za wiele prywatnych faktów, moze zdązyłaś przeczytać Wielokropek może nie: konkluzja niżej.
Może Wy tak oznajmiliście dorośle wszystko dzieciom, może miałaś dojrzałego partnera albo rodziców, jeśli sprawa dotyczyła dziecka które czuło się niepewnie.
Czy mąż Mimi "brzmi" dojrzale? wg mnie nie.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

41 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2021-02-23 14:45:04)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Nie przeczytałam. hmm

Moje opinie nie są prawdą objawioną, nie są też jedynym możliwym sposobem działania. Wiem, że sposób postępowania zależy od obojga rodziców, od ich dojrzałości, ich świadomości i odpowiedzialności.
Nie wiem, czy i bohater wątku, i jego autorka są czy też nie są zdolni do szczerej rozmowy ze swymi dziećmi. My, użytkownicy, możemy różne rzeczy proponować, przedstawiać swój punkt widzenia, a decyzje i tak do nich należą.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

42

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Dzieciaki sa wtajemniczone. 2 miesiace widzaly co sie dzieje i dopytywaly. W koncu maz im wytlumaczyl ze zranil mame i co sie wydarzylo. Wysluchaly, zaczely dawac rady, stwierdzily, ze teraz jest czas dla nas na wypuszczenie powietrza i mozemy sie klocic, ale nie bic. Zreszta dzieciaki zawsze duzo czasu spedzaly z nami wiec zmiane odczuly od razu, no i czasem tez braly udzial w roznych tematach, bo mamy fajna relacje z nimi.

43

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Gratuluję. smile

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

44

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Wielokropek napisał/a:

Gratuluję. smile

Dziekuje. Dodam jeszcze, ze u terapeuty padlo pytanie jak z dziecmi. Kiedy odpowiedzielismy podobnie, terapeuta ze zzdziwieniem zapytal "jak daliscie rade takie cos osiagnac". My na siebie, i pytamy co? A on do nas, ze skoro dzieci nie sa w tej sytuacji stronnicze, znaczy ze maja dobry grunt i poczucie bezpieczenstwa i odczucie, ze poradzicie sobie z tym.

45 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-23 15:09:19)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

tak  z ciekawosci: jakie rady daja w takich okolicznosciach 14-16 latki?
ciekawy terapeuta.. smile od większości dostalibyście pytanie o okoliczności i co chcieliście osiągnąć.
jesteście na terapii czy mediacji?

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

46

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Czapki z głów.
I trzymam kciuki za was wszystkich. Życzę, byście wyszli z tego wszystkiego z tarczą, nieżalenie od podjętych decyzji.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

47

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Mimimi123 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Gratuluję. smile

Dodam jeszcze, ze u terapeuty padlo pytanie jak z dziecmi. Kiedy odpowiedzielismy podobnie, terapeuta ze zzdziwieniem zapytal "jak daliscie rade takie cos osiagnac". My na siebie, i pytamy co? A on do nas, ze skoro dzieci nie sa w tej sytuacji stronnicze, znaczy ze maja dobry grund i poczucie bezpieczenstwa i odczucie, ze poradzicie sobie z tym.

Widać wasze dzieci są bardziej dojrzałe emocjonalnie od rodziców, a już na pewno od ojca, który swoim postępowaniem wykazał się całkowitą niedojrzałością emocjonalną, egoizmem i brakiem odpowiedzialności za własne czyny. Wiadomo, można robić różne rzeczy ale konsekwencji swoich wyborów nie unikniemy.

Ciekawa jestem, czy mąż powiedział Ci co go tak zaślepiło w koleżance, że aż przestał Cię dostrzegać. Czy idąc na spotkanie z nią w celu jednoznacznym wiązał z nią jakieś dalsze plany, czy po prostu szukał przygody na która psychicznie nie był przygotowany i dlatego zrezygnował z ciągu dalszego.

48 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-02-23 21:59:06)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Ela210,
Jestesmy na terapi, spotkania raz na 2-3 tygodnie.
Co do rad- oczywiscie na poziomie 16 latki, bazowane na lekcjach psychologii, ktore ma juz 3 lata. Chodzilo bardziej o nasza komunikacje o problemie a nie rady co mamy zrobic oczywiscie.

Wielokropek, bardzo dziekuje za Twoje wsparcie.

49 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-02-23 22:12:03)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Czas leczy ale w którą stronę to musisz wiedzieć sama. Jeśli was więcej łączy niz dzieli oddziel gruba krecha i zacznij zyc od nowa! Zacznij odkrywać siebie i jego .wychodźcie często razem moze wyjedzcie w wasze specjalne miejsce sami. I zadaj sobie pytanie, gdzie widzisz siebie za 10 lat? Ciesz się kochana ze w ogole Ci powiedzial ze ma na tyle odwagi i ze szanuje teraz Twoje wypowiedzi on cierpi razem z Toba ze Ci krzywdę wyrzadzil . Ciężko cokolwiek doradzić ponieważ zapewne rozsypałas sie na milion kawałków. Musisz je najpierw wszystkie pozbierać a na to trzeba czasu ale nie podejmuj pochopnych decyzji

50

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Mimi, wyłączam się z Twojego tematu bo nie podzielam entuzjazmu ani gratulacji ani koleżanek z forum, ani terapeuty ws dzieci, a Ty chyba tego teraz potrzebujesz, więc nie będę wprowadzać zbędnego zamieszania. pozdrawiam.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

51 Ostatnio edytowany przez prego (2021-02-24 09:22:07)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Jasminn napisał/a:

Ciekawa jestem, czy mąż powiedział Ci co go tak zaślepiło w koleżance, że aż przestał Cię dostrzegać. Czy idąc na spotkanie z nią w celu jednoznacznym wiązał z nią jakieś dalsze plany, czy po prostu szukał przygody na która psychicznie nie był przygotowany i dlatego zrezygnował z ciągu dalszego.

Przepraszam, a ty nigdy nie czułaś do kogoś tzw. chemii, albo jakiegoś dziwacznego oczarowania? A jeśli tak, to jak to wytłumaczysz? Życie nie jest idealne, przebieg związku najczęściej nie jest bajkowy, że żyją długo i szczęśliwie. Na każdego czyhają różne pokusy i demony. Każdy ma odkryte, czy ukryte deficyty, które mogą wyleźć w najmniej oczekiwanym momencie. Kwestia jak sobie z tym radzimy. Czy odpłyniemy, czy jednak damy rade utrzymać się na powierzchni. Dla Ciebie to karygodne, dla mnie ludzkie.

52

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Ela210 napisał/a:

Mimi, wyłączam się z Twojego tematu bo nie podzielam entuzjazmu ani gratulacji ani koleżanek z forum, ani terapeuty ws dzieci, a Ty chyba tego teraz potrzebujesz, więc nie będę wprowadzać zbędnego zamieszania. pozdrawiam.

W zasadzie zgadzam się z Elą.
Przestrzegam przed hurraoptymizmem, bo po jakimś czasie może okazać się to poprostu ułudą.
Dobrze, że jesteście na terapii, ale tam nie ma wykrywacza kłamstw i każdy mówi co chce, nie jest terapeuta czarodziejem i nie prześwietli waszych dusz.

53

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Wywołana, odpowiem.

Hurraoptymizm jest mi obcy, do niego nie namawiam i o nim, gratulując autorce i jej mężowi, nie napisałam ani słowa. Gratulowałam obojgu traktowania swych dzieci jak... ludzi i poinformowania ich o konflikcie istniejącym od jakiegoś czasu. Tylko tyle i aż tyle. By porozmawiać z dziećmi, powiedzieć o tym czego są świadkami, i czego odpryski zbierają, nie pozwalać na snucie domysłów potrzeba i odwagi, i odpowiedzialności, i szacunku wobec nich. A podstawą - wzajemna, wypracowana relacja.

Jeszcze raz. Chapeau bas.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

54 Ostatnio edytowany przez Mimimi123 (2021-02-24 15:24:47)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Ela210 dziekuje za szczerosc i rowniez uczestnictwo i rady z twojej strony.

Prego- tobie dziekuje za jasny z perspektywy meskiego oka obraz sytuacji. To tez pomoglo mi ocenic to z innej perspektywy i znalazlam odpowiedzi na swoje pytania. Na te pytania taz maz nie umial mi odpowiedziec i czul sie zagubiony w temacie. Mysle, ze nie dlatego, ze nie chcial. Sam tego nie rozumial. Bo gdyby nie chcial, to nie przyznawalby sie do wszystkiego, nie opowiadal ze szczegolami pokazujac korespondencje.

Wielokropek- trafnie ujelas, ze traktujemy i zawsze traktowalismy dzieci jak ludzi. Nawet ostatnio starsza corka mi to mowila, ze mamy fajne relacje, bo one zawsze czuly sie brane powaznie i nigdy nie bylo niewygodnych tematow...az do tego wydarzenia. Nie powiedzielismy dzieciom od razu, ja nie sadzilam, ze ta sytuacja az tak sie rozbucha i wywola az takie spustoszenia. Myslalam ze uda nam sie oszczedzic tego dzieciom, zwlaszcza, ze nie ukrywam, balam sie, ze osadza tate i sie odwroca od niego. Naprawde zaskoczyly nas obydwie swoja dojrzaloscia. Nawet ostatnio przy rozmowie mowilam, ze tak ciezko mi uwierzyc w to co sie stalo, ze wierzylam bezgranicznie, a teraz boje sie zaufac. Skad mam miec pewnosc, ze wszystko zakonczone. Wtedy tez mogl wszystko ukryc, bo nigdy nie bylam zona- kontrolerka. A wtedy starsza cora mi powiedziala " mamo, tata sie pomylil, zrobil blad, nie sadze ze to powtorzy. Wtedy skrzywdzil i oszukal ciebie. Teraz wiemy o tym i my. Gdyby dalej robil cos zlego, oszukiwalby i ciebie i nas. A nie sadze, ze by to chcial, bo zna konsekwencje". I tak sobie pomyslalam z duma- dziecko madrzejsze od matki wink ale nie mam z tym problemu. To tez i moja zasluga smile

55

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Dlaczego zwracam uwagę na jego skruchę i gorzkie żale? Dlaczego zalecam ostrożność?
Mmimimi, mój mąż bardzo, ale to bardzo kajał się i przepraszał, błagał o wybaczenie, wyspowiadał się jak na świętej spowiedzi. Zamienił się w cudownego człowieka o jakim nawet nie marzyłam. Po sześciu tygodniach pozwoliłam zaprosić się na pierwszy wyjazd i stawał na rzęsach, abym tylko była zadowolona. Wszystko na wierzchu, nic do ukrycia. Wróciliśmy do domu i spytałam córkę, czy można odzyskać dane z telefonu, które zostały usunięte. Jakiś pierwszy lepszy program z neta wzięła, podpięła przez laptop do telefonu i wybuch bomby atomowej. Dodatkowo jeszcze oś czasu na Google i miałam czarno na białym,ze nawciskał mi bzdur na temat długości zdrady, ich relacji i pikantnych szczegółów. Nie skłamał tylko w jednym, że zerwał całkowicie relację z kochani ą w chwili, gdy powiedziałam, że wiem i z kopniakiem wyleciał z domu.
On też zapisał się na terapię, ja nie chciałam, bo nie mnie trzeba było naprawić, zresztą chciałam odejść, mentalnie byłam na to gotowa, tylko nie miałam żadnych oszczędności. Z czasem jakoś się ułożyło, a w zasadzie dalej się układa i jesteśmy razem, ale na moich warunkach. Nic mu się nie upiekło, wiem co zrobił, wiem co mam do przetrawienia. Da się z tym żyć, ale jest to inna rzeczywistość.
Chodzi mi tylko o to, żebyś naprawdę miała przed sobą szczerego faceta, który jak najbardziej może zasługuje na drugą szansę.

56 Ostatnio edytowany przez Kubuś_Puchatek (2021-02-24 22:48:28)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Droga Autorko,
Wiem jakie odczucia zaprzątają teraz Twoją głowę.
Nie wierz w te bajki, że „tak zgodne małżeństwo” mogła zachwiać tygodniowa znajomość.
Wspólnie spędzone 25 lat to kawał czasu.
Nikt o zdrowych zmysłach nie porzuci bliskiej rodziny po „2 godzinnej rozmowie” z inną kobietą. Nawet gdyby to była Miss World...
Tak wiec mówiąc krótko - ten romansik trwał znacznie dłużej.

I proszę mi wybaczyć, ale nie przekonują mnie teksty w stylu „każdemu w życiu może się przytrafić”. Nie może i nie powinno się przytrafiać. A dorosły facet - mąż i zarazem ojciec - powinien wiedzieć, że „może się poparzyć bawiąc się zapałkami”. On, czyli Twój mąż podjął to ryzyko. Odpłynął emocjonalnie. I na pewno spodobało mu się to czego zaznał.
Mój dobry znajomy powiedział mi kiedyś, że najtrudniej jest przełamać granice, gdy robi się to po raz pierwszy. A potem - już wszystko samo leci. Poczucie winy czy strach zanika. Zdrajca wszystko jest w stanie sam sobie przetłumaczyć. I winną zawsze będzie druga strona. Choćbyś i świętą była. Choćbyś była „damą w salonie” i „sex robotem w sypialni”. Tego nie zmienisz.

Jest mi Autorko tak po ludzku Ciebie żal. Twój mąż nawet jeśli szczerze odczuwa skruchę wobec tego co zrobił - to czasu już nie cofnie. Tego nie da się „odzobaczyć”.
Dla mnie, ale jak widzę i dla Ciebie również „potłuczony i posklejany talerz” zawsze będzie już „produktem drugiej kategorii”. Pewnych spraw nie da się wymazać z pamięci.
Teraz życie zmusza Cię do podjęcia decyzji o którą się nie prosiłaś i którą musisz podjąć samodzielnie. Nikt tego za Ciebie nie zrobi.

Tragiczne w tym wszystkim jest to, że zdajesz sobie sprawę, że jakakolwiek to nie będzie decyzja - to dla Ciebie skończył się pewien etap w życiu. Skończył się, bo to Twój mąż podjął tą decyzje za Was obydwoje w momencie, gdy świadomie i jawnie wdał się w romans z „koleżanką”. To była jego decyzja, ale teraz to będą Wasze konsekwencje. Pytanie tylko czy Ty będziesz chciała dalej uczestniczyć w czymś, co kiedyś uważałaś za związek „pokrewnych dusz i ciał”

Pozdrawiam Cię i życzę sił i wytrwałości,

"Prawdziwą miarą człowieka jest to, jak traktuje kogoś, kto nie może mu się w żaden sposób odwdzięczyć" - Ann Landers

57 Ostatnio edytowany przez authority (2021-02-25 02:06:20)

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
Joohana napisał/a:

Dlaczego zwracam uwagę na jego skruchę i gorzkie żale? Dlaczego zalecam ostrożność?
Mmimimi, mój mąż bardzo, ale to bardzo kajał się i przepraszał, błagał o wybaczenie, wyspowiadał się jak na świętej spowiedzi. Zamienił się w cudownego człowieka o jakim nawet nie marzyłam. Po sześciu tygodniach pozwoliłam zaprosić się na pierwszy wyjazd i stawał na rzęsach, abym tylko była zadowolona. Wszystko na wierzchu, nic do ukrycia. Wróciliśmy do domu i spytałam córkę, czy można odzyskać dane z telefonu, które zostały usunięte. Jakiś pierwszy lepszy program z neta wzięła, podpięła przez laptop do telefonu i wybuch bomby atomowej. Dodatkowo jeszcze oś czasu na Google i miałam czarno na białym,ze nawciskał mi bzdur na temat długości zdrady, ich relacji i pikantnych szczegółów. Nie skłamał tylko w jednym, że zerwał całkowicie relację z kochani ą w chwili, gdy powiedziałam, że wiem i z kopniakiem wyleciał z domu.
On też zapisał się na terapię, ja nie chciałam, bo nie mnie trzeba było naprawić, zresztą chciałam odejść, mentalnie byłam na to gotowa, tylko nie miałam żadnych oszczędności. Z czasem jakoś się ułożyło, a w zasadzie dalej się układa i jesteśmy razem, ale na moich warunkach. Nic mu się nie upiekło, wiem co zrobił, wiem co mam do przetrawienia. Da się z tym żyć, ale jest to inna rzeczywistość.
Chodzi mi tylko o to, żebyś naprawdę miała przed sobą szczerego faceta, który jak najbardziej może zasługuje na drugą szansę.

Czy on na twoim miejscu dal by ci szansę twierdzę że nie. Oby to się nie powtórzyło. Wśród nas facetów aktorów jest nie mało.

"Księża będą zawsze wykorzystywać ciemnotę i przesądy ludu. Będą posługiwać się religią jak maską, pod którą kryje się obłuda i zbrodniczość ich poczynań"
Tadeusz Kościuszko
"Religia jest dla ludzi bez rozumu"
Józef Piłsudski

58

Odp: Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(
authority napisał/a:

Czy on na twoim miejscu dal by ci szansę twierdzę że nie. Oby to się nie powtórzyło. Wśród nas facetów aktorów jest nie mało.

Tak szczerze, to nie wiem, bo i ja jestem zaskoczona swoim postępowaniem. Czytając forum widzę, że zdradzeni często usiłują zatrzymać przy sobie zdrajcę, są gotowi wybaczyć nawet straszne traktowanie i upokorzenie. Mówimy tu dużo o stawianiu granic, a jak znajdziemy się w takim układzie, to okazują się one psu na budę, bo jednak uczucia górują nad rozsądkiem.
Zostałam że zdrajcą, ale wiem, że wszystko może się zdarzyć. I jest to inna rzeczywistość, inny związek, inne uczucia.

Posty [ 1 do 58 z 65 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Niby chce dac szanse ale chyba nie umiem :(

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018