Cześć,
czuję się bardzo nieszczęśliwa w moim małżeństwie (7 lat stażu). Nie czuję żadnego wsparcia, nie potrafimy rozmawiać. Od dawna nie czuje miłości do męża, nie mamy wspólnych zainteresowań, mam wrażenie że w ogóle się nie stara. Jak łapałam go za rękę idąc ulicą to za chwilę wykorzystując wymówki typu muszę znaleźć coś w kieszeni, wyswobadzał się. Jak chciałam się przytulić to na żarty robił to w taki sposób że moja głowa lądował np pod jego pachą, albo również na żarty przenosił cały ciężar ciała na mnie. W końcu przestałam zabiegać o przytulanie i stałam sie wręcz oziębła. Mówię mu co czuje, czego potrzebuje wprost. Jakaś reakcja jest - mówię, że chciałabym żeby mnie zaprosił na kolacje - robi to, powiedziałam że nie daje mi kwiatków - dostałam bukiet z supermarketu, była awantura i w przypływie emocji powiedziałam że nic dla mnie nie robi- nawet śniadania nigdy mi nie przygotował - więc następnego dnia zrobił... i koniec zero własnej inicjatywy. gdyby nie fakt że postawiłam sprawę na ostrzu noża nadal wynajmowalibyśmy 1 pokój... jak na spokojnie mówię ze coś jest nie tak to mam wrażenie że w ogóle nie słucha, jak robię awanturę to mam wrażenie że dotarło ale nic poza tym, jak go stawiam pod ścianą i mówię albo tak albo tak to dopiero wtedy coś się dzieje ( tak sie dzieje w tematach różnego kalibru od tych najdrobniejszych po naprawę poważne). Pól roku temu powiedziałam że chce iść na terapię, powiedział że się zmieni- widzę że jest inaczej ale mi to nie wystarcza (po prostu nie czepia sie o każde wydane 2 złote - dodam że nigdy nie mieliśmy wspólnego konta) . 3 miesiące temu powiedziałam mu o tym- nadal twierdził że coś się zmieni- nadal nic. Dodatkowo bardzo o siebie nie dba, ma nadwagę i kompletnie nic nie che z tym zrobić. Niestety ma to wpływ na to że w łóżku ostatni raz byliśmy ze sobą ponad rok temu.
Myślę, że jak nie postawie sprawy kolejny raz na ostrzu noża, czyli albo terapia albo separacja, to nic się nie zmieni.
Pytanie czy jest sens...?
Nie wiem już co mam zrobić, chciałabym naprawić nasze małżeństwo ale sama nic nie zdziałam. Czy ktoś z was miał podobne problemy? Może macie jakieś rady?