Mam 23 lata. Niestety tak się ułożyło, że nie byłam nigdy w bardziej poważnym związku. Mam niestety pecha, bo Ci, którzy mi się podobają są albo zajęci albo niezainteresowani (choć przeważnie zajęci).
Spotykałam się, ale krótko z wieloma chłopakami, ale to dlatego, że to ja im się spodobałam, chciałam być miła i liczyłam, że może coś do nich poczuję, ale przekonałam się, że to tak nie działa i po kilku spotkaniach dziękowałam, żeby nie dawać fałszywych nadziei komuś, bo tylko skrzywdzę dużo mocniej.
Wielu też chciało mnie zaciągnąć tylko do łóżka, ale no nie byłam na tyle naiwna, żeby się nabrać na te tanie teksty.
Czasem mi przeszkadza ten brak faceta. Nawet nie sam brak, tylko świadomość tego, że nie mam praktycznie żadnego doświadczenia w trochę bardziej poważnej relacji. Nawet gdybym miała być w przyszłości sama, ale miałabym tą świadomość, jak wygląda związek, jak to jest być z kimś, kto nam się choć trochę podoba to też inaczej bym na to wszystko patrzyła, a tak to się karmię tylko złudzeniami. Jednak nie to jest problemem. Jak siedzę sama w mieszkaniu studenckim, mam trochę wolnego czasu sama ze sobą to czuję się na prawdę dobrze. Problemem u mnie są naciski rodziny. Nie są one nagminne, ale siedzę w domu od końca marca (potem zajęcia online, bo pandemia, więc musiałam wrócić do domu rodzinnego) i mam już serdecznie dosyć. Rodzice niby w dobrej wierze coś tam zasugerują, rzucą, ale mnie to denerwuje. Przykładowo moja mama ma w pracy koleżankę, która ma syna 4 lata starszego ode mnie. Ta jej koleżanka też by najchętniej znalazła synowi żonę. Mama oczywiście już sugerowała, że fajny chłopak, dobry zawód (lekarz), ma dużo pieniędzy itp. i nie lubi Baśki (tej koleżanki z pracy), ale dla mnie może się poświęcić i zaprosi ją z synem na grilla. Dla mnie w ogóle sytuacja z kosmosu. Nawet sobie tego nie wyobrażam, bo jak by to wyglądało? Siedzą wszyscy i się na nas gapią- jak nam idzie, czy już jest gorący flirt, czy mają nam może pomóc? Obrzydza mnie sama myśl o tym. I to nie tak, że ja im nie mówiłam. Na początku myślałam, że rodzice z tym grillem żartują, ale wiercili mi o to dziurę w brzuchu kilka dni pod rząd, aż nie wytrzymałam i dosłownie wybuchnęłam płaczem. Wiem, że to bardzo złe, ale ja na prawdę bym chciała kogoś mieć, ale też nie jestem taką desperatką, żeby godzić się na takie swatanie. Przeprosili mnie, ale znów to samo. Tak samo znowu mama "Pokłóciłam się z Dorotą (koleżanka mamy), ale mogę odnowić z nią kontakt, bo syna ma fajnego" i puściła mi oczko. W telewizji zapowiadali film "Jak poderwać faceta" to mama do mnie "O, to coś dla ciebie". Najgorsze jest to, że moja siostra, która ma w tym roku 18 lat spotyka się od niedawna z jednym chłopakiem. Niby nie są razem, ale widzę, że to na dobrej drodze jest. I tu znowu- ten chłopak ma starszego brata z mojego rocznika. I mama do mojej siostry "A nie możesz zagadać do jego brata, może był dla twojej siostry dobry?" Czy coś takiego. Z jednej strony mam wrażenie, że sobie tylko żartują, mimo że mnie to boli, ale z drugiej- po co żartować na takie tematy? Dla mnie to logiczne, że drugiej osobie może być nieprzyjemnie, ja już nawet ryczałam z tego powodu, a oni dalej swoje "żarty". I ja w mieście studenckim się czuję w miarę dobrze, bo przecież dzisiaj jest dużo młodych singli, a w domu ciemnogród. A teraz jestem w domu prawie cały czas, więc co zrobić, żeby się nie wykończyć?
Ja jestem prawie pewna, że gdybym poznawała wielu nowych chłopaków, to w końcu bym kogoś fajnego znalazła. Problem w tym, że na studiach chłopaki to mniejszość na większości kierunków. Na moim to 20, max 30% w porywach. Z mojego roku podobał mi się jeden, ale ma dziewczynę. Zakochałam się w chłopaku z równoległego kierunku, ale no niestety nie wpasowałam się w jego gust. Zapisałam się do ośrodka sportowego, ponieważ trenuję pływanie od wielu lat- widuję tam albo dzieci albo ludzi 40+. Znalazłam pracę, taką typowo studencką i tam już było trochę chłopaków, ze dwóch mi wpadło w oko, tak z widzenia, z jednym mi się udało parę zdań wymienić i polubiłam go. Jednak praca dość energiczna, cały czas coś trzeba robić i rzadko kiedy da się porozmawiać. W dodatku mnóstwo osób zatrudnionych, więc co zmiana to z kimś innym. Do tego przyszła pandemia, potem koniec roku, wyprowadziłam się z miasta studenckiego, więc musiałam się też zwolnić. Jestem też na 2 kierunku studiów, zaocznym, ale to już jest typowo kobiecy kierunek.
Tak więc zostaje mi tylko chyba jakaś aplikacja randkowa jak Tinder, ale i z tym niełatwo, bo do najbliższego dużego miasta mam trudny dojazd (w mojej okolicy znam większość młodzieży)
Tak więc samo bycie singielką mnie aż tak nie boli, jak jestem wśród rówieśników. Jednak te przytyki w domu powodują, że chce mi się płakać, czuję się brzydka a przede wszystkim jak jakaś upośledzona, której jak rodzice męża nie znajdą to sama sobie rady nie da.
Przepraszam, że tak długo, ale musiałam się komuś wygadać ![]()
Każdy potrzebuje się czasem wygadać ![]()
Na pewno brawo za to, że nie byłaś naiwna w stosunku do podrywaczy.
Rozumiem to, że dołuje Cię brak bliskiej osoby. Szczerze mówiąc nie wiem co jest gorsze, nigdy nie posiadanie nikogo, czy posiadanie kogoś i późniejsze odrzucenie. Nie będę zaprzeczał, że dogryzanie ze strony rodziny jest niezbyt miłe, ale prawda jest taka, że starsi ludzie nie zrozumieją tego jak jest teraz i jak się teraz ludzie zachowują, bo zostali wychowani w innych czasach i wtedy obowiązywał trochę inny system wartości. Mam wrażenie, że młodzi ludzie teraz są jacyś nieporadni i w ogóle, wiadomo chyba o co chodzi.
Z jednej strony możesz się umówić z tymi chłopakami w jakimś miejscu sam na sam, żebyś nie czuła presji innych. Z drugiej strony, skoro mamusia szuka synkowi kogoś, to obawiałbym się, czy nie jest on maminsynkiem. Tu już musisz się sama zastanowić.
Aplikacje randkowe bym odradził. Próbowałem i widząc co tam jest to mnie odrzuca.
Każdy potrzebuje się czasem wygadać
Na pewno brawo za to, że nie byłaś naiwna w stosunku do podrywaczy.
Rozumiem to, że dołuje Cię brak bliskiej osoby. Szczerze mówiąc nie wiem co jest gorsze, nigdy nie posiadanie nikogo, czy posiadanie kogoś i późniejsze odrzucenie. Nie będę zaprzeczał, że dogryzanie ze strony rodziny jest niezbyt miłe, ale prawda jest taka, że starsi ludzie nie zrozumieją tego jak jest teraz i jak się teraz ludzie zachowują, bo zostali wychowani w innych czasach i wtedy obowiązywał trochę inny system wartości. Mam wrażenie, że młodzi ludzie teraz są jacyś nieporadni i w ogóle, wiadomo chyba o co chodzi.Z jednej strony możesz się umówić z tymi chłopakami w jakimś miejscu sam na sam, żebyś nie czuła presji innych. Z drugiej strony, skoro mamusia szuka synkowi kogoś, to obawiałbym się, czy nie jest on maminsynkiem. Tu już musisz się sama zastanowić.
Aplikacje randkowe bym odradził. Próbowałem i widząc co tam jest to mnie odrzuca.
Właśnie wtedy byłam z siebie dumna, bo podrywał mnie jeden z ratowników (i zarazem instruktorów) w mojej szkole pływania. Starszy o 15-20 lat, rozwiedziony z dzieckiem. Stałego związku raczej nie chciał, a dał mi do zrozumienia, że jest napalony, co we mnie tylko budziło wstręt
Właśnie mój dziadek i babcia nie naciskają. Czasem zapytają, ale to raz na czas, nie szukają nikogo na siłę, nie gadają głupot. Po prostu mówię, że nie mam i koniec. Sami przyznają, że nie warto się wiązać z pierwszym lepszym.
Natomiast rodzice uważają, że teraz dla mnie to najwyższa pora na chłopaka. Nie karzą mi od razu wychodzić za mąż, ale sami powiedzieli, żeby "poćwiczyć", bo potem desperacko się będę łapać pierwszego lepszego. Czasem mam ochotę im wykrzyczeć, że spotykałam się z wieloma chłopakami, ale nie na tyle poważnie, żeby im przedstawić, ale zaczęliby coś insynuować i dopytywać i się tak łobuzersko uśmiechać (co mnie bardzo denerwuje)
I nie mam jak się umówić na osobności, bo syna tej koleżanki mamy nawet nie znałam.
Właśnie ja bardzo nie chcę zakładać aplikacji randkowej, ale opisałam już wcześniej, że nie poznaję prawie wcale nowych facetów. Otaczam się w większości kobietami, a czas mam zajęty na maksa, więc to nie tak, że siedzę, płaczę i nic z tym nie robię. W ciągu roku akademickiego nawet bym nie miała czasu na takie aplikacje, myślałam o tym luźno teraz, ale no dużo osób odradza. Chociaż znam 2 pary, które się poznały na tinderze. Jedna dziewczyna też ostatnio chwaliła, że wcale nie ma tam samych dziwnych ludzi, więc mam mętlik w głowie
W każdym razie nie chciałabym zakładać, tylko że no facet sam z nieba nie spadnie, trzeba zwiększyć prawdopodobieństwo poznania go. Nie widzę na ten moment innej opcji niż aplikacje randkowe, ale mogę się mylić
Właśnie ja bardzo nie chcę zakładać aplikacji randkowej, ale opisałam już wcześniej, że nie poznaję prawie wcale nowych facetów. Otaczam się w większości kobietami, a czas mam zajęty na maksa, więc to nie tak, że siedzę, płaczę i nic z tym nie robię. W ciągu roku akademickiego nawet bym nie miała czasu na takie aplikacje, myślałam o tym luźno teraz, ale no dużo osób odradza. Chociaż znam 2 pary, które się poznały na tinderze. Jedna dziewczyna też ostatnio chwaliła, że wcale nie ma tam samych dziwnych ludzi, więc mam mętlik w głowie
W każdym razie nie chciałabym zakładać, tylko że no facet sam z nieba nie spadnie, trzeba zwiększyć prawdopodobieństwo poznania go. Nie widzę na ten moment innej opcji niż aplikacje randkowe, ale mogę się mylić
Też czytałem o ludziach, którzy się poznali przez aplikacje/portale randkowe, po prostu osobiście mam złe doświadczenia. Jak widziałem dziewczynę, która wydawała się interesująca to po napisaniu do niej otrzymywałem ciekawe odpowiedzi. A konkretnie cennik usług, co było żenujące, a nie pisałem wcale do wytapetowanych itp. Jak czytam to obleśnych facetów też tam nie brakuje. W każdym razie spróbować możesz, tylko po prostu uważaj.
Osobiście próbowałem na facebooku na portalach typu spotted itp. z moich okolic. Co prawda też nie miałem szczęścia, ale atmosfera wydawała się lepsza. Może warto pójść w tę stronę?
Niestety, ale mieszkanie w niedużej miejscowości pod tym względem jest do bani, wiem bo sam w takiej mieszkam. Jak trafi się ktoś interesujący to niestety jest zajęty, a wybór prawie żaden
Też czytałem o ludziach, którzy się poznali przez aplikacje/portale randkowe, po prostu osobiście mam złe doświadczenia. Jak widziałem dziewczynę, która wydawała się interesująca to po napisaniu do niej otrzymywałem ciekawe odpowiedzi. A konkretnie cennik usług, co było żenujące, a nie pisałem wcale do wytapetowanych itp. Jak czytam to obleśnych facetów też tam nie brakuje. W każdym razie spróbować możesz, tylko po prostu uważaj.
Osobiście próbowałem na facebooku na portalach typu spotted itp. z moich okolic. Co prawda też nie miałem szczęścia, ale atmosfera wydawała się lepsza. Może warto pójść w tę stronę?
Niestety, ale mieszkanie w niedużej miejscowości pod tym względem jest do bani, wiem bo sam w takiej mieszkam. Jak trafi się ktoś interesujący to niestety jest zajęty, a wybór prawie żaden
Wiem, wiem, rozumiem, że masz złe doświadczenia. Tak tylko rzuciłam na luzie.
Cennik usług...brak mi słów. Bardzo współczuję
Wiem, mieszkanie w małej miejscowości to jakaś katastrofa. Mnie wakacje nie kojarzą się dobrze tylko źle, bo przeważnie siedzę i się nudzę. Pracy tu nie ma (tylko jako elektryk, hydraulik, nic dla studentów), miasto się starzeje, młodzi wyjeżdżają, nie ma ośrodków sportowych. Bieda totalna.
A najgorsze te komentarze rodziny. Na prawdę czasem jest mi smutno, że jestem sama, ale to jeszcze do przeżycia, ale jak słyszę docinki typu "Fajny kolega? Może warto do niego zagadać?" to już mi niedobrze, bo nawet nie mogę mówić, że mam kumpli, bo od razu jakieś podteksty, że może fajny na chłopaka
A najgorsze te komentarze rodziny. Na prawdę czasem jest mi smutno, że jestem sama, ale to jeszcze do przeżycia, ale jak słyszę docinki typu "Fajny kolega? Może warto do niego zagadać?" to już mi niedobrze, bo nawet nie mogę mówić, że mam kumpli, bo od razu jakieś podteksty, że może fajny na chłopaka
Mi się wydaje, że tych ludzi nic by nie zadowoliło. Podejrzewam, że jakbyś kogoś znalazła to pewnie rzucaliby tekstami, że ktoś tam byłby lepszy itd. Choć to trudne to musisz ich raczej po prostu ignorować, bo dyskusje z nimi raczej nie mają sensu.
Czytając Twoje posty mam głupie wrażenie jakbyśmy mieszkali w tej samej okolicy. Nie mieszkasz może w pobliżu skarżyska-kam. +-10 km ?
Rin Trine napisał/a:A najgorsze te komentarze rodziny. Na prawdę czasem jest mi smutno, że jestem sama, ale to jeszcze do przeżycia, ale jak słyszę docinki typu "Fajny kolega? Może warto do niego zagadać?" to już mi niedobrze, bo nawet nie mogę mówić, że mam kumpli, bo od razu jakieś podteksty, że może fajny na chłopaka
Mi się wydaje, że tych ludzi nic by nie zadowoliło. Podejrzewam, że jakbyś kogoś znalazła to pewnie rzucaliby tekstami, że ktoś tam byłby lepszy itd. Choć to trudne to musisz ich raczej po prostu ignorować, bo dyskusje z nimi raczej nie mają sensu.
Czytając Twoje posty mam głupie wrażenie jakbyśmy mieszkali w tej samej okolicy. Nie mieszkasz może w pobliżu skarżyska-kam. +-10 km ?
Oj nie nie ja zupełnie z innych okolic
Wiem, muszę ignorować. Jak wyjadę na studia i nikt mi nie suszy głowy to jest super. Wbrew pozorom jako singielka czuję się dobrze sama ze sobą, ale no nikt mi nie może dogryzać. Koleżanki mnie rozumieją, nikt niczego chamskiego nie powie tylko ewentualnie słyszę "Na pewno gdybyś miała chłopaka to nie stresowałabyś się tak, miałabyś jakąś odskocznię od uczelni", ale mówią to w trosce i mają rację. Jakby mi ktoś rzucał "No musisz sobie kogoś znaleźć, bo już najwyższy czas" to też bym się czuła dosłownie jak śmieć, czyli tak jak w domu rodzinnym. A jakoś rówieśnik rówieśnika lepiej zrozumie
Ach, cały urok "cudownych możliwości", jakie oferują portale, czy w ogóle nawiązywanie znajomości w sieci..
Też miałem wątpliwą przyjemność dostawać seksualne oferty, z obietnicą sowitej zapłaty, niektóre zresztą okraszone zdjęciami pewnych części ciała i/lub soczystym językiem. Biorąc pod uwagę, że niektóre oferty były imponujące, to raczej są to kobiety między 30 a 40 r.ż. Ale wiecie co? Nawet specjalnie się tym nie przejąłem, po prostu za każdym razem, ogarniał mnie pusty śmiech. Jakaś 1/3 z tych ofert, to były oferty od zajętych/zamężnych kobiet, więc poza zażenowaniem człowiek tylko wzruszał ramionami. Wszystkie były tak zdesperowane, żeby tylko z kimś pobyć blisko( w tym przeżyć przygodę w łóżku), żę gotowe były zapłacić kilka stów obcemu człowiekowi, aby tylko im dogodził.
Co do rodziców do powiem szczerze, że to jakaś zaraza z tym narzucaniem czy namawianiem do związku: kogo oni chcą ku**a uszczęśliwić? Chyba przede wszystkim siebie..Chyba bym się już totalnie wkurzył i zwyczajnie odciął na dłuższy czas, żeby tylko nikt mi nie wiercił dziury w brzuchu. Zresztą dotyczy to wszystkich aspektów mojego życia: jak oni chcą o czymś decydować, co mnie dotyczy, to ja mówię: "Do widzenia!"
Siema też mam 23 jak chcesz możemy popisać :d
Ach, cały urok "cudownych możliwości", jakie oferują portale, czy w ogóle nawiązywanie znajomości w sieci..
Też miałem wątpliwą przyjemność dostawać seksualne oferty, z obietnicą sowitej zapłaty, niektóre zresztą okraszone zdjęciami pewnych części ciała i/lub soczystym językiem. Biorąc pod uwagę, że niektóre oferty były imponujące, to raczej są to kobiety między 30 a 40 r.ż. Ale wiecie co? Nawet specjalnie się tym nie przejąłem, po prostu za każdym razem, ogarniał mnie pusty śmiech. Jakaś 1/3 z tych ofert, to były oferty od zajętych/zamężnych kobiet, więc poza zażenowaniem człowiek tylko wzruszał ramionami. Wszystkie były tak zdesperowane, żeby tylko z kimś pobyć blisko( w tym przeżyć przygodę w łóżku), żę gotowe były zapłacić kilka stów obcemu człowiekowi, aby tylko im dogodził.
Co do rodziców do powiem szczerze, że to jakaś zaraza z tym narzucaniem czy namawianiem do związku: kogo oni chcą ku**a uszczęśliwić? Chyba przede wszystkim siebie..Chyba bym się już totalnie wkurzył i zwyczajnie odciął na dłuższy czas, żeby tylko nikt mi nie wiercił dziury w brzuchu. Zresztą dotyczy to wszystkich aspektów mojego życia: jak oni chcą o czymś decydować, co mnie dotyczy, to ja mówię: "Do widzenia!"
No ja bardzo się boję różnych zboczeńców na tego typu portalach, jednak moja koleżanka z roku znalazła sobie ostatnio chłopaka właśnie tak. Powiedziała, że jest tam dużo napaleńców, ale że poznała też np. studentów politechniki czy medycyny. Teraz z chłopaka jest zadowolona. W sumie może spróbuję, a jaki będzie efekt to tego nie wiadomo
Ale żeby komuś płacić? I to przez portal randkowy? To już jest dziwne
No ja już w innych wątkach pisałam, jak to potrafią mną rządzić rodzice. Niby mam tyle lat co mam, ale czuję się jak dziecko, które nie ma własnego zdania.
Chciałam się odciąć, na prawdę, ale przez pandemię od końca marca siedzę w domu rodzinnym i zmieni się to w październiku (chyba że znowu wybuchnie pandemia) i mam szczerze dosyć. Cały czas takie przywalanie się, aluzje swatania, dziwne uśmieszki. Oni chcą dobrze, ale robią źle. Raz wybuchłam i mnie przepraszali. Był spokój na trochę. Żaden ze znajomych mi nie mówi "Znajdź faceta, choćby na próbę, bo najwyższy czas", a słyszę to od rodziny.
I tak samo mówię, że nie chcę mieć dzieci. Często mi rodzice zarzucali, że czegoś nie mówiłam (co było nie prawdą, po prostu oni mnie nie słuchali), to teraz wielokrotnie powtarzam, że nie chcę dzieci. Rodzice wtedy stwierdzili, że zachowuję się jak 12-latka (no tak, bo przecież tylko wielce dorośli ludzie mają dzieci, a ci, którzy ich nie chcą to są dziecinni). Mama nawet machała ręką mówiąc "Teraz tak mówisz, ale na pewno ci się zmieni" co jest takie totalnie lekceważące moje zdanie.
Ostatnio mama z siostrą niby w żartach, ale zaczęły mi dogadywać "No proszę, miej chociaż jedno". Ja je zwrzeszczałam, że nie chcę nawet o tym słyszeć, a one zdziwione, że przecież to nie jest serio, nikt mi teraz nie karze mieć dzieci i nie zmusza. A ja mówię, że nie lubię poruszać tego tematu. Siostra wypaliła nawet "Ale to powiedz na spokojnie, bo to wygląda tak, jakbyś chciała mieć dzieci a nie miała z kim"- owszem zgadzam się, ale jak mówię spokojnie to nikt mnie nie słucha.
Mam tokofobię (paniczny lęk przed ciążą i porodem), która jest też jakimś przeciwwskazaniem do tego, żeby zachodzić w ciążę. Nawet gdybym zachciała mieć kiedyś dziecko to tylko adoptowane, bo na samą myśl o porodzie robi mi się słabo, obrzydza mnie widok kobiet w ciąży. Normalnej osobie ciężko to zrozumieć, ale to właśnie fobia. Dlatego jak ktoś o tym gada, to ja sobie automatem wyobrażam siebie w ciąży i mam wręcz odruch wymiotny i aż mi ciśnienie skacze.
Ale oni sobie i tak z tego żartują
Czuję się fatalnie, bo moje zdanie jest kompletnie nieszanowane w tym domu. Tak, jakbym mówiła do ściany. Mam przed sobą jeszcze 3 lata studiów i 2 wakacje, więc te 2 wakacje muszę przeboleć, a po studiach już totalne usamodzielnienie, wyjeżdżam daleko od domu i nie wracam zbyt prędko, bo dopiero wtedy się zacznie swatanie, bo teraz to mam wymówkę, że mam naukę, a po studiach będzie katastrofa. Poza tym jestem studentem, który rzadko wraca do domu. Rodzice chyba zakładają, że nigdy im nie przyprowadziłam faceta, więc na pewno nigdy nikogo nie miałam. A spotykałam się z wieloma, tylko no nie było to na tyle nic poważnego, ale no przecież nie będę się z takich rzeczy tłumaczyć rodzicom, bo przecież to chyba oczywiste, że dziecko nie musi o każdej randce informować rodziców.
I ja już nie mam po prostu siły. Nawet moi dziadkowie ze 2 razy do roku zapytają, czy kogoś mam. Mówię, że nie, nie wtrącają się i mówią, że nie warto się wiązać z byle kim. Rodzicom nie mówiłam, a im tak, że się kiedyś z kimś spotykałam. Nie dopytywali, tylko się uśmiechnęli. Rodzice by robili łobuzerskie uśmieszki, podśmiewywali się, że prawie zięcia dostali, wypytywaliby kto to. Oni twierdzą, że to moje życie i niby dają mi swobodę, ale ja się czuję jak na smyczy, więc chyba jednak coś robią nie tak. Przy dziadkach czuję się świetnie, taka wolna, bo nikt nie naciska, nikt nie swata. A mówi się, że najgorsze są te starsze pokolenia...
Siema też mam 23 jak chcesz możemy popisać :d
Spoko ![]()
Możesz napisać na mojego maila przez forum?
Napisałem ![]()
W takich wypadkach, odnosi się nieodparte wrażenie, że rodzice jednak kopią dołki pod swoim dzieckiem. Przecież średnio kumaty człowiek, widząc, że to, czego oczekuje od dziecka lub go do tego zachęca, nie sprawia temu dziecku żadnej przyjemności, to zwyczajnie odpuszcza i pozwala mu układać życie po swojemu, czego przykładem są akurat tutaj Twoi dziadkowie. Nie wiem zresztą, czy masz inne wyjście, jak odcięcie się, bo jak widać, nic do nich nie przemawia.
Moi drodzy, nie demonizujcie proszę tak aplikacji randkowych, myślę że do nich trzeba mieć po prostu zdrowe podejście.
Mówię to jako osoba, która bywała na weselach par które poznały się na Tinderze ( niektóre doczekały się już dzieci:)) oraz jako szczęśliwa dziewczyna mężczyzny pozwanego przez portal randkowy.
I żeby nie było cukierkowo - wiem , że można się strasznie zniechęc I spotkać mnóstwo nieciekawych osob na takich portalach (sama miałam dużo nazwijmy to delikatnie niezbyt uroczych doświadczeń) , ale moim zdaniem warto próbować.
Mój obecny facet jest z Tindra, mój poprzedni facet był z Badoo ( nie wyszło nam, bo mieliśmy inne oczekiwania , ale obiektywnie fajny porządny facet, nadal mamy przyjacielski kontakt) , jeden z moich najlepszych kumpli to również facet z tindera ( poszliśmy na randkę, chemii między nami nie było totlanie, Ale tak się świetnie gadalo , że od 3 lat się przyjaznimy).
O moich porażkach tinderowych pisać nie będę- były sytuacjie I śmieszne I straszne I czasami żenujące.
Chciałam pokazać tylko że warto daj sobie szansę w ten sposób I się nie zrażać od razu do portali ![]()
zdecydowanie polecam serwisy randkowe ![]()
Jedna kwestia, która zwyczajnie mnie zniechęca w portalach( choć może w samej idei znajomości wirtualnych), jest to, że ciężko mi nawiązać więź i poczuć jakąś nić sympatii do kogoś, kto tylko się objawia w postaci napisów na ekranie czy ewentualnie zdjęcia lub obrazka. Poza tym, wszystko to, co mogę opowiedzieć czy zwierzyć się w sieci, mogę zrobić na żywo. Dlatego tym bardziej, nie rozumiem tak długo nieraz przedłużających się relacji w sieci, które trwają po kilka tygodni albo i miesięcy. O zauroczeniu czy zakochiwaniu się w sieci nawet nie wspomnę. Żywy człowiek to żywy człowiek ![]()
16 2020-07-13 10:12:09 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2020-07-13 10:12:48)
Dla mnie jest taki problem z tym przejmowaniem sie naciskami.
Bo najpierw rodzina naciska, ze edukacja i ok, robisz co mowia. Nie beda marudzic.
Pozniej, ze chlopak. Pozniej, ze slub. Pozniej, ze dziecko. Pozniej, ze drugie dziecko...
I tak w kolko? Na koniec masz cale zycie ulozone przez kogos innego i nic tylko wypic codziennie kilka kieliszkow wina i udawac, ze zycie marzen masz.
Portale randkowe... nie mam dobrych doswiadczen. Jezeli jestes atrakcyjna to tym bardziej.
Jako eksperyment robilam portale, przez chyba rok czy dwa lata. Ja i przyjaciel. Co tam sie dzialo, to plac Pigalle wysiada.
Zabawa byla dobra, ale jacy tam artysci sa.
Odnośnie portali randkowych, to z mojej strony mogę tylko polecić, bo dzięki takiemu mam dwójkę dzieci
Chociaż jak czytam, to obecnie jest w nich więcej syfu, niż było 15 lat temu. Jednak wierzę, że można tam poznać wartościowych ludzi. Ja szukałem tą drogą z powodu zwyczajnego braku czasu na spotykanie ludzi np. po klubach i imprezach. Fakt, że trzeba uważać i nie jestem zwolennikiem spotykania się od razu, ale żeby trochę się "przegadać" i dotrzeć, czy charakterem Cię nie osłabi. Wbrew pozorom dzięki słowom, stylu pisania można określić z jakim człowiekiem ma się do czynienia.
Odnośnie rodziców. Tacy typowi "na wnuczka". Weź się ożeń i dzieci rób, bo wnuka chcemy i co sobie ludzie pomyślą. Wiem, że to nie jest proste, ale z takimi krótko. Twoje życie i Twoja sprawa. Poprosiłbym stanowczo, aby nie napierali i dali oddychać, bo tylko smrodzą atmosferę swoim dociekaniem o chłopaka. Na szczęście moja matka jest mądrą kobietą i powiedziała mi kiedyś fajne słowa, gdy rozmawialiśmy o tym: ona gdzieś tam chodzi, tylko jeszcze się nie spotkaliście, ale przyjdzie czas.
Na Ciebie też przyjdzie czas. Portal randkowy może to przyśpieszyć, wbrew pozorom.
U mnie w domu podziałało jak się rozpłakałam i nagadałam rodzicom, jak bardzo czuję się samotna, jak bardzo bym chciała kogoś znaleźć, że jestem taka nieszczęśliwa, sama, zestarzeję się i nigdy nikogo nie będę miała, a oni mi o tym ciągle przypominają.
Pomogło, od tamtej pory ani słowa ![]()
U mnie pomogło niewchodzenie w dyskusje, skoro już znają moje zdanie. Nieprzejmowanie się.
W końcu się znudzili, albo stwierdzili, że i tak mi nie przegadają. Albo jedno i drugie ;p
Napisałem na priv Rin Trine ![]()
Napisałem
Napisałam na maila, którego podałeś, ale od wielu dni nie ma odzewu ![]()
W takich wypadkach, odnosi się nieodparte wrażenie, że rodzice jednak kopią dołki pod swoim dzieckiem. Przecież średnio kumaty człowiek, widząc, że to, czego oczekuje od dziecka lub go do tego zachęca, nie sprawia temu dziecku żadnej przyjemności, to zwyczajnie odpuszcza i pozwala mu układać życie po swojemu, czego przykładem są akurat tutaj Twoi dziadkowie. Nie wiem zresztą, czy masz inne wyjście, jak odcięcie się, bo jak widać, nic do nich nie przemawia.
Nieee no coś Ty. Jak pisałam wcześniej długo trenowałam pływanie, bo mnie do tego zagajali rodzice, mimo że w pewnym momencie czułam wręcz obrzydzenie do tego. Potem dałam się namówić, żeby robić kurs instruktorski, potem, żeby szukać pracy w tym. Spróbowałam i nie spodobało mi się i w ogóle się do tego nie nadaję- nie umiem uczyć ludzi, nie mam siły do tego ani chęci, wkurza mnie to i denerwuje. Mówiłam o tym rodzicom. Niedawno nawet wykrzyczałam, że przez nich tylko zmarnowałam pieniądze na ten kurs, którego nawet nie chciałam robić. I wykrzyczałam to bardzo głośno kilka razy. Minął tydzień, może dwa i zaś mnie rodzice zaczęli zachęcać, że w przerwie od uczelni powinnam zająć się pływaniem, bo to robię dobrze od wielu lat i poćwiczyć to będę dobrą instruktorką. No jak do ściany, a im krzyczałam, że nie znoszę dzieci i prowadzić z nimi zajęć (a takie zajęcia są głównie z dziećmi)- to była odpowiedź na to, że powiedziałam, że w przerwie od uczelni zapiszę się na zumbę, to usłyszałam "po co zumba, której będziesz musiała uczyć się od nowa, skoro tyle trenowałaś pływanie?"
Moi drodzy, nie demonizujcie proszę tak aplikacji randkowych, myślę że do nich trzeba mieć po prostu zdrowe podejście.
Mówię to jako osoba, która bywała na weselach par które poznały się na Tinderze ( niektóre doczekały się już dzieci:)) oraz jako szczęśliwa dziewczyna mężczyzny pozwanego przez portal randkowy.
Super ![]()
Dobre wieści
]I z tym kolegą też ciekawie- fajny sposób, żeby poznać znajomych
Jedna kwestia, która zwyczajnie mnie zniechęca w portalach( choć może w samej idei znajomości wirtualnych), jest to, że ciężko mi nawiązać więź i poczuć jakąś nić sympatii do kogoś, kto tylko się objawia w postaci napisów na ekranie czy ewentualnie zdjęcia lub obrazka.
Waśnie mam podobnie. Takie przeczucie, że wystawiasz swoje zdjęcia, opis i jak towar w sklepie "kupujcie mnie" w postaci przesunięcia w prawo
Ale no muszę się jednak przełamać, jeśli chcę kogoś nowego poznać
Dla mnie jest taki problem z tym przejmowaniem sie naciskami.
Bo najpierw rodzina naciska, ze edukacja i ok, robisz co mowia. Nie beda marudzic.
Pozniej, ze chlopak. Pozniej, ze slub. Pozniej, ze dziecko. Pozniej, ze drugie dziecko...
I tak w kolko? Na koniec masz cale zycie ulozone przez kogos innego i nic tylko wypic codziennie kilka kieliszkow wina i udawac, ze zycie marzen masz.
Dokładnie. Taki łańcuch zdarzeń mnie przerważa.
Najpierw kiedy znajdziesz sobie faceta, potem kiedy ślub, potem kiedy dziecko, potem kiedy drugie dziecko, jeśli 2 tej samej płci to kiedy braciszek/siostrzyczka dla odmiany, kiedy są 3 to "nie umiecie się zabezpieczać?" i tak cały czas
Ja nie wiem, czy chcę dzieci. Teraz ich serdecznie nie znoszę, może w przyszłości mi się włączy instynkt i adoptuję jakieś (mam bardzo silną tokofobię, która jest przeciwwskazaniem w takim przypadku), ale nigdy dzieci nie lubiłam, z roku na rok nie chcę ich coraz bardziej, ale boję się, że w przyszłości ulegnę naleganiom rodziców/męża/teściowej ze strachu przed samotnością i zajdę w ciążę, a potem będę nieszczęśliwa do końca życia
Co do portali- dużo moich koleżanek tak właśnie mówi
Odnośnie portali randkowych, to z mojej strony mogę tylko polecić, bo dzięki takiemu mam dwójkę dzieci smile Chociaż jak czytam, to obecnie jest w nich więcej syfu, niż było 15 lat temu.
Super gratuluję ![]()
Właśnie tak, kiedyś dostęp do interneru był ograniczony, nie mieli go wszyscy, a dzisiaj nawet w telefonie można sobie przewijać ludzi.
Co do rodziców to tak. Oni chcieliby, żebym już miała faceta, po studiach ślub i dziecko. Tylko ja nawet nie wiem, czy dzieci chcę, bo z roku na rok ich nie chcę coraz bardziej. Jednak rodzice mnie nie traktują poważnie. Jak powiedziałam, że nie chcę mieć dzieci, to raz powiedzieli, że jestem dziecinna (no tak, przecież każdy, kto zdecydował się nie mieć dzieci jest dziecinny, tyle bezdzietnych małżeństw dzisiaj jest dziecinnych...), że ja tak mówię, a kiedyś mi się zmieni, a raz, niby dla żartów zaczęli prosić, że oni chcą chociaż jedno i byli zdziwieni tym, że się wkurzyłam
U mnie w domu podziałało jak się rozpłakałam i nagadałam rodzicom, jak bardzo czuję się samotna, jak bardzo bym chciała kogoś znaleźć, że jestem taka nieszczęśliwa, sama, zestarzeję się i nigdy nikogo nie będę miała, a oni mi o tym ciągle przypominają.
Pomogło, od tamtej pory ani słowa
Powiem Ci, że też się raz rozpłakałam, ale nie na pokaz sztucznie, tylko kilka dni z rzędu naciskali, matka chciała mnie poznać z synem swojej koleżanki z pracy. Najpierw mówiłam, że nie chcę, ona drążyła coraz bardziej, że może jednak ich przyprowadzi na grilla, żebyśmy się poznali, potem mówiła, żebym poszukała go na fejsie. Po kilku dniach się wkurzyłam i powiedziałam, że nie życzę sobie tego. Nie podziałało i następnym razem wybuchnęłam płaczem, ale już z bezsilności i bezradności. I to nie dlatego, że jestem sama i jest mi z tym tak źle- ja lubię być sama. Jestem w mieszkaniu studenckim to świetnie mi samej ze sobą, ale jak mi ktoś to cały czas wypomina i usiłuje na siłę swatać to czuję się jak jakiś brzydal i życiowy przegryw, który nie potrafi sobie znaleźć faceta. A ja spotykałam się z wieloma chłopakami w moim życiu, nie mówiłam o tym rodzicom, bo to nie było nic poważnego, więc oni uważają, że jak się im nie zwierzam, że np. straciłam dziewictwo z moim ówczesnym chłopakiem (z którym byłam krótko bo tylko pół roku) to na pewno nikogo nie miałam. Tylko kto normalny by się zwierzał z czegoś takiego rodzicom?
Ja im kiedyś powiedziałam, że miałam chłopaka, ale już zdążyli o tym zapomnieć. Poza tym oni mogliby nawet takiego odstraszyć
Więc oni myślą, że ja jestem czysta jak łza i nigdy nie byłam nawet na randce, a no bez przesady, najdłużej się spotykałam z jednym chłopakiem- pół roku, z innymi krócej, ale jednak się spotykałam, ale no nie będę się zwierzać z tego dokładnie rodzicom, dla mnie to takie fuuu
Więc wybuchnęłam płaczem, przeprosili mnie, był spokój na chwilę, a teraz mama stwierdziła, że jej jakaś koleżanka, z którą nie miała dawno kontaktu ma syna w moim wieku i może by ją z tym synem zaprosić- no żenada
U mnie pomogło niewchodzenie w dyskusje, skoro już znają moje zdanie. Nieprzejmowanie się.
W końcu się znudzili, albo stwierdzili, że i tak mi nie przegadają. Albo jedno i drugie ;p
Mogłabyś opisać dokładnie? Bo nie mogę sobie tego wyobrazić: oni na mnie naciskają, a ja mam udać, że nie słyszę? To na nich nie działa, bo to ten typ ludzi, którzy wiercą dziury w brzuchu
Możesz poćwiczyć na nich asertywne odpowiedzi. Pogoogluj na ten temat
Możesz poćwiczyć na nich asertywne odpowiedzi. Pogoogluj na ten temat
Jest to ciężkie, ponieważ rodzina albo wyśmiewa to co mówię, albo próbuje mnie na siłę przekonać. Czuję się, jak zamknięta w klatce, jak pozbawiona prawa do własnych decyzji
Ja dziś matce powiedziałam pięć razy z rzędu "nie będę z Tobą o tym rozmawiać" ona dalej, więc ja znów "nie będę z Tobą o tym rozmawiać" a ona znów. Gdyby jeszcze chwile to przekomarzanie potrwało, to bym zwyczajnie odłożyła słuchawkę. Gdyby to się działo na żywo, wyszłabym z pokoju, domu.
Możesz tak zrobić?
Wiesz, piszesz, że to ciężkie. No i owszem, jakby było łatwe, to już byś dawno sobie z tą sytuacją poradziła, nie? Polecam spróbować, nawet jeśli to będzie ciężkie, bo łatwe rozwiązania już wypróbowałaś i nie zadziałały.
Możesz też pozostać na poziomie tylko narzekania, że jest trudno i nic nie robić.
Terapia, anyone? Serio potrafi zdziałać cuda jak się ma trudne relacje z rodzicami i problem z uniezależnieniem się.
Autorko jesli bedziesz chciala pogadac badz wyzalic sie to odezwij sie do mnie na e-maila. Serdecznie pozdrawiam