Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

Temat: Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant

To mój pierwszy post i z góry przepraszam, jeśli będzie przydługi, ale potrzebuję obiektywnej opinii. Mianowicie chodzi o moje małżeństwo, albo szkielet małżeństwa, który ledwo się trzyma. Pokładam w tym forum nadzieję, że pomoże mi znaleźć odpowiedzi na kwestie siedzące w mojej głowie, a że w normalnym życiu nie mam z kim o tym porozmawiać to tych emocji i żalu zebrało się we mnie bardzo dużo.

Ale może zacznę od początku.

K. poznałam w 2015r., przyjechał tutaj na studia zza granicy. Od razu wpadł mi w oko i zaczęliśmy rozwijać naszą znajomość. Spotykaliśmy się przez 3 miesiące do momentu podjęcia decyzji o wejście w związek. W tym momencie zapalała mi się lampka i wielu znajomych mnie ostrzegało, że to przecież obcokrajowiec, pewnie przyjechał tutaj na chwilę, wykorzysta mnie i zostawi. Bardzo długo miałam wątpliwości, ale coraz bliższe poznawanie się z K. utwierdzało mnie w przekonaniu, że to myślenie jest błędne. K. stracił dla mnie głowę. Byłam dla niego najważniejsza i przyznaję, że po serii zawodów po poprzednich znajomościach uwiodło mnie jego zachowanie. Był bardzo szarmancki i kulturalny (do dzisiaj jest, czasem aż za bardzo), odnosił się do mnie z szacunkiem, poświęcał mi bardzo dużo uwagi, no właśnie, dużo za dużo. Tutaj zaczynają się pierwsze problemy w naszym związku. Przed poznaniem go byłam osobą niezależną, mającą zawsze swoje zdanie, zdecydowaną, wiedzącą co chcę od życia i też umiejącą walczyć o swoje. Byłam również osobą wolną, lubiącą swobodę (w pozytywnym sensie), szaloną, korzystającą z życia. I właśnie.. K. zaczął mnie bardzo kontrolować. Zaczęło się od tego, że non stop do mnie pisał, chciał wiedzieć wszystko, od tego co robię, po to co się zmieniło po godzinie od robienia ostatniej rzeczy itd. Wtedy wydawało mi się to dziwne, ale próbowałam to sobie jakoś usprawiedliwić, że się o mnie troszczy, że go ciekawię i nawet mi to schlebiało na początku, że tak się mną interesuje. Zaczęło mi to przeszkadzać w momencie, gdy wychodziłam gdzieś ze znajomymi lub gdy przez dłuższą chwilę nie odpisywałam. Gdy otrzymywał informację, że gdzieś wychodzę to automatycznie stawał się “przyduszony”, zimny w stosunku do mnie. Już przed wyjściem zaczynała się kontrola: a gdzie idę, z kim, po co, na co, o której wyjdę, co ubieram, nie zapomnij do mnie pisać blabla. W trakcie spotkania, gdy nie odpisywałam dłużej zaczynał swoje “jazdy”: kilkanaście wiadomości, dzwonienie, zły humor, wymuszanie na mnie podporządkowania się, pełna manipulacja. Początkowo uważałam to za fajne, że kurde facet jak się o mnie troszczy, pyta cały czas gdzie jestem i z kim, co robię. Dostawać tyle uwagi od faceta - BAJKA. Ale byłam wtedy głupia i naiwna, lecz na swoje usprawiedliwienie mam to, że już wtedy moja intuicja podpowiadała mi, że to nie jest okej. Mimo to próbowałam jakoś to zaakceptować, pomyslałam - a może ma taki charakter? Zaczęło się o to kłótnie, pokazywałam mu i dawałam do zrozumienia, że takie zachowanie mi się nie podoba. Później były próby rozmowy, bez emocji, w trakcie czego tłumaczył się, że on się po prostu o mnie martwi i nie chciałby, żeby coś mi się stało, a jakby mi się coś stało to chociaż wie, gdzie jestem i z kim blabla. Okej, myślę sobie, że to mega słodkie. Kupił mnie tym. Co nie zmienia faktu, że to jego kontrolowanie doprowadzało do wielokrotnych kłótni, ale żyliśmy jakoś dalej. Hm, żyliśmy.. ciężko to nazwać życiem, bo nawet nie zauważyłam kiedy wpadłam w ręce manipulanta.. Jego kontrola stała się dla mnie normą. Do takiego stopnia, że stałam się taką samą osobą kontrolującą jak on. Zaczęłam go kontrolować, wypytywać, stawać się nerwowa, jeśli szybko nie uzyskałam od niego informacji zwrotnej (np. już po 10 minutach od mojej wiadomości byłam nerwowa, że nie odpisuje..). Stało się dla mnie to tak normalne, że widząc wśród znajomych przeciwieństwo - rzadkie pisanie ze sobą, nie dopytywanie się o szczegóły, częste kontakty itd. - wysuwałam wnioski, że pewnie w ich związku jest źle, nie są szczęśliwi, nie kochają się tak bardzo jak my. Idealnie prawda? Ptaszek wleciał do klatki i sam się w niej zamknął. Dodam, że pomimo naszego 5 letniego stażu, on nie zmienił się. Nadal mnie kontroluje, wypytuje. Np. ostatnio jak byłam na piwie z koleżanką i nie odpisywałam przez 2 godziny, bo tak nam się dobrze rozmawiało i też przyznaję, chciałam od niego odpocząć i skupić się tylko na koleżance, ten wydzwaniał do mnie co minutę, co dało mu w sumie 25 połączeń do momentu mojego odpisania. Ja z tego błędnego koła kontroli się wydostałam, całe szczęście. Nie czuję już tak silnej potrzeby kontaktowania się z nim i kontrolowania jego. Ale ta historia nie kończy się tylko na tym, bo manipulant wykończył mnie psychicznie o wiele bardziej, niż tylko tym co powyżej. Ale to w dalszej części historii.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant

Przeczytałam całość i trochę nie rozumiem twojego wątku chcesz opisać swoje życie prywatne i mamy czekać na ciąg dalszy ? Czy z jakimś konkretnym pytaniem/problemem tu piszesz ?
Bo problem w Twoim związku ewidentnie jest właściwie zdziwiłam się że po przeczytaniu na końcu nie było że się rozstaliście .

3

Odp: Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant
GwiezdnyPył napisał/a:

Przeczytałam całość i trochę nie rozumiem twojego wątku chcesz opisać swoje życie prywatne i mamy czekać na ciąg dalszy ? Czy z jakimś konkretnym pytaniem/problemem tu piszesz ?
Bo problem w Twoim związku ewidentnie jest właściwie zdziwiłam się że po przeczytaniu na końcu nie było że się rozstaliście .

Też nie rozumiem tego tematu.  Wygląda tylko na chęć opisania historii, zamiast szukania rady.
Nie lubię takich przerywanych historyjek, jakby autor szukał poklasku, chciał wzbudzić w czytelnikach niecierpliwość. Bez sensu.

4

Odp: Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant

Przepraszam Was najmocniej za tak ucięty wątek, po prostu nie byłam w stanie go dokończyć na tamtą chwilę, a byłam pewna, że post mogę później edytować i dodać dalszą część. Zależy mi na Waszej opinii i zdaniu w związku z moją historią.


Po roku czasu w Polsce mój partner musiał wrócić do swojego kraju. W tamtym czasie byłam pewna, że będzie kontynuował studia u nas i mówiłam mu, że są takie opcje, ale nic z tym nie zrobił. Nieważne, wrócił do siebie. Od tamtego czasu przez 2 lata żyliśmy w związku na odległość. Była to miłość niesamowicie romantyczna. Co 2-3 miesiące spotkania, które obfitowały wielką namiętnością, emocjonalnością po późniejsze czekanie i tęsknienie do kolejnego spotkania. Codziennie pisaliśmy ze sobą, często rozmawialiśmy. Była ogólnie sielanka. Przyznaję, że mimo tak dużego zakochania przeze mnie, potrafiłam dostrzec wady mojego partnera, ale kto ich nie ma prawda? Ale problem zaczął się pojawiać, gdy zaczynałam powoli dostrzegać, że jednak różnimy się od siebie i że nasze wyobrażenia dotyczące życia są troszkę rozbieżne. Przez to pojawiały się kłótnie, w których mój partner wygrywał, bo był osobą niesamowicie upartą i zaborczą. Czasem już nie walczyłam o swoje zdanie dla świętego spokoju. I tutaj mój błąd, bo w tym momencie mój partner zaczął robić mi pranie mózgu. Może nie zaczął, tylko kontynuował to co zaczął już wcześniej. Powoli zaczął mnie zmieniać, a najbardziej wdrożył to, gdy zaczęliśmy być na swoim.

Otóż K. przyjechał do Polski. Bardzo chcieliśmy mieszkać razem, czekaliśmy na to odkąd wrócił do swojego kraju. Mieliśmy wiele marzeń z tym związanych. I tutaj zaczęły pojawiać się pierwsze schody - pobyt w Polsce obcokrajowca. Nie chcę się rozwijać za bardzo na ten temat, bo jest to dość mocno skomplikowany proces więc pominę szczegóły. W tym czasie K. szukał pracy, ale bez posiadanka pobytu nikt nie chciał go zatrudnić. Musieliśmy postawić na małżeństwo (byliśmy zaręczeni już wtedy 3 lata). Z jednej strony bardzo chciałam z nim być, chciałam się ustabilizować i zacząć żyć razem. Z drugiej wciąż nie byłam pewna po tych wielu akcjach o których pisałam wcześniej i miał też cechy charakteru, które mi przeszkadzały. Ale to była kwestia tego - albo ślub i jesteśmy razem, albo K. Wraca do siebie i nadal nie mamy nic pewnego. (ja nie chciałam jechać do jego kraju). Więc zostałam postawiona pod ścianą i z wielkimi wątpliwościami wyszłam za niego. W tym okresie mieszkaliśmy przez jakiś czas z moją mamą. Ona go bardzo polubiła, zresztą jak cała moja rodzina. Ale to dlatego, że manipulant potrafi się zaprezentować świetnie w świetle z poza naszego prywatnego życia. Mama wciąż mi mówiła i dalej mówi, że jest świetnym facetem, pomocnym, i że bardzo jemu zależy na mnie. I fakt w tym okresie mieszkania z mamą też tak myślałam, bo zawsze prezentował się dobrze. I tutaj zaczynają się nasze problemy, bo tak naprawdę wtedy poznałam jaki on jest naprawdę. Początkowo myślałam, że jest to spowodowane tym, że nie ma nadal pracy i na kartę pobytu czekał bezczynnie 9 miesięcy, a jest młodym chłopakiem (miał wtedy 26 lat), więc go to frustrowało. Podchodziłam wtedy do niego z miłością i wspierałam go. Ale K. Zaczął mnie coraz bardziej olewać. Wyglądało to tak, że mieszkaliśmy razem, ale osobno. On cały czas siedział zawieszony w komputerze i na telefonie. To gierki, to yt, to filmy. Ale robił wszystko sam. Nie proponował mi wspólnego obejrzenia filmu nigdy. Zawsze ta inicjatywa wychodziła ode mnie. Wtedy też zaczął pić dużo alkoholu i weekend wyglądał tak, że siedzieliśmy obok siebie i on się upijał będąc cały czas wpatrzony obok, a ja siedziałam obok zapomniana. Nie o to chodzi, że nie potrafiłam sobie zorganizować sama czasu, po prostu chciałam spędzić ten czas z nim, a on nie podejmował żadnych kroków. Nie wychodziliśmy nigdzie z domu, K. nie proponował żadnych wyjść. Początkowo mówił, że to przez to że nie mamy pieniędzy, co jest nieprawdą, bo odłożyliśmy oboje sumę na czas naszej stagnacji. Nie miałam w tym mieście żadnych przyjaciół, tylko znajomych ze studiów w innym mieście, więc nikt mnie nigdzie nie wyciągał. Dla niego zmieniłam też tryb studiów na zaoczne na ostatnim kierunku, bo nie byłoby nas stać na wynajem czegoś samemu w dużym mieście, stąd taka decyzja o zamieszkaniu z mamą.

Przez ten czas nic się nie zmieniło, była ciągła stagnacja, wielki pesymizm mojego partnera i ciągłe oczekiwanie na kartę pobytu. W końcu ten dzień nadszedł i była wielka radość, przenosimy się do innego miasta. Byłam wtedy bardzo szczęśliwa, że K. zacznie w końcu pracę i zaczniemy nowe życie. Dupa. K. jaki był taki już pozostał. Nie spędzaliśmy razem czasu. On cały czas wpatrzony w ekran. Moje próby zaktywizowania go kończyły się klęską. Po prostu jest on osobą, która nie jest nauczona spędzania wolnego czasu. Przed związkiem byłam bardzo aktywna, uprawiałam wtedy dużo sportu i chciałam go tym zarazić. Ale jakiekolwiek jego podejście do aktywności było z góry wpisane w klęskę i często, nawet jeśli się czegoś podjął, to od razu się poddawał lub po prostu mu się nie chciało. Zaczęłam przyzwyczajać się do tego stanu i niestety ale... 'wchłonęłam go'. Straciłam swojego życie na rzecz jego. Moja wcześniejsza aktywność przemieniła się w całkowitą bierność podobną do niego. Stałam się taka sama jak on. Dodam, że jest on osobą bardzo poważną, pesymistyczną, ma w sobie dużo złej energii, nie ma poczucia humoru lub znikome, ogólnie taki typ melancholika. Co zabiło moją osobowość, która była jego przeciwieństwem. Zawsze byłam osoba otwartą, spontaniczną, ceniącą życie i pragnąca bycia szczęśliwą. Lecz jak to w powiedzeniu, kto z kim przystaje, ten taki się staje. I tak było w moim przypadku, że cały jego życiowy pesymizm przelał się na mnie. Jeszcze chcę dodać, że gdy zaczęliśmy mieszkać bez mojej mamy to K. z pracowitego i pomocnego partnera stał się śmierdzącym nierobem. Dosłownie śmierdzącym. Przestał o siebie dbać, nie zmieniał często ciuchów, nie sprzątał w mieszkaniu. Cały czas próbowałam z nim o tym rozmawiać i stworzyć jakieś zasady tak, żeby żyło nam się wygodniej i lepiej. Ale jak to on otwiedził "nie widzi że jest brudno", w co nie wierzę, bo jego matka była pedantką, więc wie z pewnością co oznacza czystość. Moje próby wytworzenia jakiegokolwiek kompromisu nie powiodły się. Musiałam sprzątać sama. Wtedy też wpadłam na pomysł, że może jak przestanę sprzątać i ten zauważy, że jest już dość brudno to się za to weźmie. Znowu jaka byłam naiwna.. Dzięki niemu żyłabym chyba wśród robali, bo nawet ogromny brud nie zrobił na nim wrażenia. Mieliśmy wiele kłótni o to.

Kolejnym tematem jest to, że K. Niczego nie potrafi, dosłownie. Nie wie jak coś naprawić, co zrobić, kogo wezwać. Ze wszystkim jestem pozostawiona sama,bo ten nawet nie podejmuje próby rozwiązania problemu. Leciało z kranu? A w dupie to mam niech cieknie, to odkręcił kran i używał tylko węża ze zlewu. Sama naprawiłam. Coś się w domu zepsuło, zatkało to muszę dzwonić do brata lub naprawiać sama, bo ten je#&ny leń niczego nie ruszy. Nigdy nie ugotował obiadu, bo nie potrafi, bo mu się nie chce, bo niczego nie lubi jeść. Najchętniej to jadłby cały czas frytki. Każdy dzień i weekend wyglądają tak samo. Cały czas siedzi na laptopie i coś ogląda, śmieje się. Nie zaprosi mnie do obejrzenia. Mówi żebym sama sobie coś znalazła. Mimo, że mamy pieniądze nigdzie nie wychodzimy, bo ten nie podejmuje żadnej inicjatywy. Z mojej strony wychodziło dużo pomysłów, inicjatyw które w 100% musiałam organizować sama, bez jego wsparcia.

Ogólnie nasza sytuacja jest o wiele gorsza, ale już nie chce opisywać naprawdę wszystkiego. Do tego muszę jeszcze dodać, że popadłam w depresję i nerwicę lękową. Od roku jestem na lekach i dopiero teraz znajduje w sobie siłę, żeby to gówno zakończyć. Nie chcę tak żyć i naprawdę jestem tym zmęczona, mimo że mam dopiero 24 lata. Ten dupek zniszczył mi życie. Uzależnił od siebie, zmanipulował, zmienił moją osobowość. Przyczynił się do tego, że pomijałam swoje potrzeby, pasje. Nie okazuje mi w ogóle miłości, zero nic. Jestem w naprawdę złym stanie, ale gromadzę siły, żeby rozpocząć nowe życie.

5 Ostatnio edytowany przez ulle (2020-07-05 09:11:25)

Odp: Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant
onceagain napisał/a:

Przepraszam Was najmocniej za tak ucięty wątek, po prostu nie byłam w stanie go dokończyć na tamtą chwilę, a byłam pewna, że post mogę później edytować i dodać dalszą część. Zależy mi na Waszej opinii i zdaniu w związku z moją historią.


Po roku czasu w Polsce mój partner musiał wrócić do swojego kraju. W tamtym czasie byłam pewna, że będzie kontynuował studia u nas i mówiłam mu, że są takie opcje, ale nic z tym nie zrobił. Nieważne, wrócił do siebie. Od tamtego czasu przez 2 lata żyliśmy w związku na odległość. Była to miłość niesamowicie romantyczna. Co 2-3 miesiące spotkania, które obfitowały wielką namiętnością, emocjonalnością po późniejsze czekanie i tęsknienie do kolejnego spotkania. Codziennie pisaliśmy ze sobą, często rozmawialiśmy. Była ogólnie sielanka. Przyznaję, że mimo tak dużego zakochania przeze mnie, potrafiłam dostrzec wady mojego partnera, ale kto ich nie ma prawda? Ale problem zaczął się pojawiać, gdy zaczynałam powoli dostrzegać, że jednak różnimy się od siebie i że nasze wyobrażenia dotyczące życia są troszkę rozbieżne. Przez to pojawiały się kłótnie, w których mój partner wygrywał, bo był osobą niesamowicie upartą i zaborczą. Czasem już nie walczyłam o swoje zdanie dla świętego spokoju. I tutaj mój błąd, bo w tym momencie mój partner zaczął robić mi pranie mózgu. Może nie zaczął, tylko kontynuował to co zaczął już wcześniej. Powoli zaczął mnie zmieniać, a najbardziej wdrożył to, gdy zaczęliśmy być na swoim.

Otóż K. przyjechał do Polski. Bardzo chcieliśmy mieszkać razem, czekaliśmy na to odkąd wrócił do swojego kraju. Mieliśmy wiele marzeń z tym związanych. I tutaj zaczęły pojawiać się pierwsze schody - pobyt w Polsce obcokrajowca. Nie chcę się rozwijać za bardzo na ten temat, bo jest to dość mocno skomplikowany proces więc pominę szczegóły. W tym czasie K. szukał pracy, ale bez posiadanka pobytu nikt nie chciał go zatrudnić. Musieliśmy postawić na małżeństwo (byliśmy zaręczeni już wtedy 3 lata). Z jednej strony bardzo chciałam z nim być, chciałam się ustabilizować i zacząć żyć razem. Z drugiej wciąż nie byłam pewna po tych wielu akcjach o których pisałam wcześniej i miał też cechy charakteru, które mi przeszkadzały. Ale to była kwestia tego - albo ślub i jesteśmy razem, albo K. Wraca do siebie i nadal nie mamy nic pewnego. (ja nie chciałam jechać do jego kraju). Więc zostałam postawiona pod ścianą i z wielkimi wątpliwościami wyszłam za niego. W tym okresie mieszkaliśmy przez jakiś czas z moją mamą. Ona go bardzo polubiła, zresztą jak cała moja rodzina. Ale to dlatego, że manipulant potrafi się zaprezentować świetnie w świetle z poza naszego prywatnego życia. Mama wciąż mi mówiła i dalej mówi, że jest świetnym facetem, pomocnym, i że bardzo jemu zależy na mnie. I fakt w tym okresie mieszkania z mamą też tak myślałam, bo zawsze prezentował się dobrze. I tutaj zaczynają się nasze problemy, bo tak naprawdę wtedy poznałam jaki on jest naprawdę. Początkowo myślałam, że jest to spowodowane tym, że nie ma nadal pracy i na kartę pobytu czekał bezczynnie 9 miesięcy, a jest młodym chłopakiem (miał wtedy 26 lat), więc go to frustrowało. Podchodziłam wtedy do niego z miłością i wspierałam go. Ale K. Zaczął mnie coraz bardziej olewać. Wyglądało to tak, że mieszkaliśmy razem, ale osobno. On cały czas siedział zawieszony w komputerze i na telefonie. To gierki, to yt, to filmy. Ale robił wszystko sam. Nie proponował mi wspólnego obejrzenia filmu nigdy. Zawsze ta inicjatywa wychodziła ode mnie. Wtedy też zaczął pić dużo alkoholu i weekend wyglądał tak, że siedzieliśmy obok siebie i on się upijał będąc cały czas wpatrzony obok, a ja siedziałam obok zapomniana. Nie o to chodzi, że nie potrafiłam sobie zorganizować sama czasu, po prostu chciałam spędzić ten czas z nim, a on nie podejmował żadnych kroków. Nie wychodziliśmy nigdzie z domu, K. nie proponował żadnych wyjść. Początkowo mówił, że to przez to że nie mamy pieniędzy, co jest nieprawdą, bo odłożyliśmy oboje sumę na czas naszej stagnacji. Nie miałam w tym mieście żadnych przyjaciół, tylko znajomych ze studiów w innym mieście, więc nikt mnie nigdzie nie wyciągał. Dla niego zmieniłam też tryb studiów na zaoczne na ostatnim kierunku, bo nie byłoby nas stać na wynajem czegoś samemu w dużym mieście, stąd taka decyzja o zamieszkaniu z mamą.

Przez ten czas nic się nie zmieniło, była ciągła stagnacja, wielki pesymizm mojego partnera i ciągłe oczekiwanie na kartę pobytu. W końcu ten dzień nadszedł i była wielka radość, przenosimy się do innego miasta. Byłam wtedy bardzo szczęśliwa, że K. zacznie w końcu pracę i zaczniemy nowe życie. Dupa. K. jaki był taki już pozostał. Nie spędzaliśmy razem czasu. On cały czas wpatrzony w ekran. Moje próby zaktywizowania go kończyły się klęską. Po prostu jest on osobą, która nie jest nauczona spędzania wolnego czasu. Przed związkiem byłam bardzo aktywna, uprawiałam wtedy dużo sportu i chciałam go tym zarazić. Ale jakiekolwiek jego podejście do aktywności było z góry wpisane w klęskę i często, nawet jeśli się czegoś podjął, to od razu się poddawał lub po prostu mu się nie chciało. Zaczęłam przyzwyczajać się do tego stanu i niestety ale... 'wchłonęłam go'. Straciłam swojego życie na rzecz jego. Moja wcześniejsza aktywność przemieniła się w całkowitą bierność podobną do niego. Stałam się taka sama jak on. Dodam, że jest on osobą bardzo poważną, pesymistyczną, ma w sobie dużo złej energii, nie ma poczucia humoru lub znikome, ogólnie taki typ melancholika. Co zabiło moją osobowość, która była jego przeciwieństwem. Zawsze byłam osoba otwartą, spontaniczną, ceniącą życie i pragnąca bycia szczęśliwą. Lecz jak to w powiedzeniu, kto z kim przystaje, ten taki się staje. I tak było w moim przypadku, że cały jego życiowy pesymizm przelał się na mnie. Jeszcze chcę dodać, że gdy zaczęliśmy mieszkać bez mojej mamy to K. z pracowitego i pomocnego partnera stał się śmierdzącym nierobem. Dosłownie śmierdzącym. Przestał o siebie dbać, nie zmieniał często ciuchów, nie sprzątał w mieszkaniu. Cały czas próbowałam z nim o tym rozmawiać i stworzyć jakieś zasady tak, żeby żyło nam się wygodniej i lepiej. Ale jak to on otwiedził "nie widzi że jest brudno", w co nie wierzę, bo jego matka była pedantką, więc wie z pewnością co oznacza czystość. Moje próby wytworzenia jakiegokolwiek kompromisu nie powiodły się. Musiałam sprzątać sama. Wtedy też wpadłam na pomysł, że może jak przestanę sprzątać i ten zauważy, że jest już dość brudno to się za to weźmie. Znowu jaka byłam naiwna.. Dzięki niemu żyłabym chyba wśród robali, bo nawet ogromny brud nie zrobił na nim wrażenia. Mieliśmy wiele kłótni o to.

Kolejnym tematem jest to, że K. Niczego nie potrafi, dosłownie. Nie wie jak coś naprawić, co zrobić, kogo wezwać. Ze wszystkim jestem pozostawiona sama,bo ten nawet nie podejmuje próby rozwiązania problemu. Leciało z kranu? A w dupie to mam niech cieknie, to odkręcił kran i używał tylko węża ze zlewu. Sama naprawiłam. Coś się w domu zepsuło, zatkało to muszę dzwonić do brata lub naprawiać sama, bo ten je#&ny leń niczego nie ruszy. Nigdy nie ugotował obiadu, bo nie potrafi, bo mu się nie chce, bo niczego nie lubi jeść. Najchętniej to jadłby cały czas frytki. Każdy dzień i weekend wyglądają tak samo. Cały czas siedzi na laptopie i coś ogląda, śmieje się. Nie zaprosi mnie do obejrzenia. Mówi żebym sama sobie coś znalazła. Mimo, że mamy pieniądze nigdzie nie wychodzimy, bo ten nie podejmuje żadnej inicjatywy. Z mojej strony wychodziło dużo pomysłów, inicjatyw które w 100% musiałam organizować sama, bez jego wsparcia.

Ogólnie nasza sytuacja jest o wiele gorsza, ale już nie chce opisywać naprawdę wszystkiego. Do tego muszę jeszcze dodać, że popadłam w depresję i nerwicę lękową. Od roku jestem na lekach i dopiero teraz znajduje w sobie siłę, żeby to gówno zakończyć. Nie chcę tak żyć i naprawdę jestem tym zmęczona, mimo że mam dopiero 24 lata. Ten dupek zniszczył mi życie. Uzależnił od siebie, zmanipulował, zmienił moją osobowość. Przyczynił się do tego, że pomijałam swoje potrzeby, pasje. Nie okazuje mi w ogóle miłości, zero nic. Jestem w naprawdę złym stanie, ale gromadzę siły, żeby rozpocząć nowe życie.

Przeczytałam wszystko i faktycznie z twoich postów aż zieje poczuciem beznadziei i frustracji. Na pewno nie jesteś w dobrym stanie psychicznym.
W tak młodym wieku już bierzesz antydepresanty i męczysz się z nerwica lękowa. Złe to drzewo, skoro daje tak złe owoce. Powinnaś być radosna i szczęśliwa młoda mężatką, a tymczasem kwasniejesz i usychasz na gałęzi. Powoli zaczyna docierać do ciebie, że aby znowu zacząć żyć i być taką, jaką byłaś kiedyś musisz odbić się od rzeczywistości, w której żyjesz, czyli rozwieść się z Panem minimalistą.
Na podstawie twojego opisu wnioskuję, że z tym facetem nigdzie nie dojdziesz. Jest leniwy, gnusny i ma takie cechy charakteru, które sprawiają, że każdy człowiek żyjący z nim pod jednym dachem też staje się leniwy, gnusny, żyje z dnia na dzień, zero ambicji, dziadostwo, infantylizm i jakby tego było mało, to jeszcze absurdalna kontrola i jeszcze większe zakleszczanie drugiego człowieka w swojej beznadziei. Nie wiem z jakiego kraju on pochodzi, ale może to nawet nie ma znaczenia, bo ten człowiek prawdopodobnie taki właśnie jest. Ciężko mu będzie z takim charakterem zaaklimatyzować się w Polsce. Dziwi mnie tylko, że twoja mama ciągle go lubi, że mieszkając z nim pod jednym dachem nie zauważyła tak oczywistych cech jego charakteru. Matki mają raczej dobra intuicję, ale zostawmy to.
Tak więc nigdy niczego nie osiągnięcie w sensie materialnym, zawsze będziecie żyli na zasadzie JAKOŚ TO BĘDZIE. Jeśli pojawi się dziecko wtedy polegniecie na całej linii, bo facet jest infantylny i leniwy. Nie wiem jakim cudem miałoby udać Ci się prowadzenie normalnego domu, gdzie przy wspólnym stole jada się posiłki, co właściwie miałabyś na tym stole podawać, skoro on niczego nie lubi i non stop jadłby frytki, nie chce mu się uczestniczyć w życiu rodzinnym, syfi wokół siebie, chodzi po domu niechlujny i posępny i wśród tego marazmu miałoby gdzieś plątać się jeszcze dziecko. Leciałoby zapewne na frytkach, kebabach, na całym tym modnym wśród młodzieży żarciu. Szybko miałabyś dość.
Na twojej głowie byłoby wszystko, czyli sprzątanie, gotowanie, remonty, praca zawodowa, ogarnięcie dziecka i dorosłego chłopa i jeszcze myślenie, żeby zabezpieczyć rodzinę materialnie. Twój mąż natomiast przychodziłby w pracy, coś by tam zarobił i dał Ci trochę grosza, a potem rozwaliłby się na kanapie i wisiał na telefonie oglądając filmiki i jedząc frytki. Podałabyś mu zupę (przy dziecku zupy raczej się gotuje), jakieś normalne jedzenie, a on odsunalby talerz, bo wolałby frytki. Ile tych ziemniorow musiałabyś się nadzwigac, żeby zaspokoić jego głód?
Daj spokój z takim mężem.
Jeśli więc czujesz, że faktycznie nie wytrzymujesz już tego dziadostwa, to nie czekaj, tylko się rozwiedź, bo szkoda życia.

Jeszcze jedno. Jesteś osobą, która łatwo jest zmanipulować, łatwo jest przesunąć Twoje granice i tak jak napisałaś odebrać ci sama siebie, czyli okrasc z życia. Nigdy nie byłaś osoba niezdrowo kontrolującą, ale przy nim taka się stałaś, przynajmniej przez jakiś czas. Zawsze byłaś aktywna, a przy nim stałaś się gnusna, leniwa i mało w stosunku do siebie wymagająca itd, pewnie znalazłoby się więcej takich przykładów.
Widać więc wyraźnie, że to nie Ty nadajesz barwę i smak waszego życia, jego tempo, tylko on jest ta osoba wiodącą, a do czego prowadzą jego rządy, to sama widzisz. Już masz plony w postaci nerwicy i depresji.
A będzie coraz gorzej, bo nie wierz w to, że on nagle stanie się ogarniętym silnym i dojrzałym mężczyzną. Wiele kobiet czekało i nadal czeka na cud, który to sprawi, że ich partner, mąż nagle się zmieni, ale niestety nic takiego nie dzieje się i nigdy nie zadzieje.
Wpadłaś w ten związek niczym śliwka w kompot. Od ciebie zależy czy uciekniesz od tego, czy dalej będziesz czekała na zmiłowanie boskie.
Glowa do góry, pierś do przodu i do dzieła.

6

Odp: Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant

Dziękuję za odpowiedź ulle. Potrzebowałam takiego pstryczka w nos.

Masz rację, powoli to do mnie dociera co w ogóle wydarzyło się w moim życiu. Wszystko dzięki grupie o toksycznych związkach, na którą trafiłam przypadkiem. To właśnie tam odnalazłam cechy swojego partnera i wszystko zebrało się w całość. Było to dla mnie szokiem, że dałam się wciągnąć w coś takiego. I wciąż nie wierzę, że moje ostatnie 5 lat tak wyglądało..

Zaczęłam dostrzegać swoje emocje w końcu, zwróciłam się ku sobie i powoli zbieram siły, żeby się rozwieść. Jednak co mój partner zaczął robić.. Zauważył, że stałam się o wiele chłodniejsza w stosunku do niego, że nie wypytuje, nie rozmawiam z nim i ten zaczął nagle się starać, zaczął inicjować rozmowy, jakieś wyjścia.. Robi mi mętlik w głowie. Nie wierzę, że się zmienił nagle. Po prostu czuje, że zaczął palić mu się grunt pod nogami.

Co do mojej mamy to ona nic nie zauważyła, bo K. Jest idealnym aktorem w co wciągnął też mnie. Udaję przy wszystkich, że jest wszystko w porządku.
Nawet ostatnio była taka sytuacja, że wyszłam z koleżanką do pubu i wróciłam późno, a ten napisał do mojej mamy wiadomość, że nadal nie ma mnie w domu i w dodatku nie odbieram od niego telefonów... Nie wierzę, że odważył się naruszyć moją relację z mamą. Ale nie to jest w tym najgorsze, bo moja mama wystosunkowala w moim kierunku teksty typu "biedny K. Całą noc się denerwował, gdzie jesteś, nie mógł spać". Rzyg po prostu.

I masz doskonałą rację, że jego podejście do wszystkiego opiera się właśnie na myśleniu "jakoś to będzie". Najlepiej jeszcze jakby wszystko było podsunięte pod nos, żeby nie musieć się wysilać.

Tak się cieszę, że nie mamy żadnych zobowiązań ani dzieci i tak naprawdę jedyne co muszę zrobić to złożyć pozew o rozwód.

7

Odp: Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant

Już dawno powinnaś to zrobić - odejść. Masz pracę to sama sobie wynajmij kawalerkę i złóż papiery rozwodowe. Tylko nie wracaj do mamusi gdyż ona będzie go broniła.
A tak z ciekawości to jakiej on jest narodowości? Turek?

8

Odp: Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant
maku2 napisał/a:

Już dawno powinnaś to zrobić - odejść. Masz pracę to sama sobie wynajmij kawalerkę i złóż papiery rozwodowe. Tylko nie wracaj do mamusi gdyż ona będzie go broniła.
A tak z ciekawości to jakiej on jest narodowości? Turek?


Wiem o tym i ta decyzja jest we mnie od dawna, jednak przy depresji i lękach jest mi niezwykle trudno podjąć takie kroki. Umysł płata mi figla.

Co do narodowości to zgadłeś. Skąd taki wniosek?

9

Odp: Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant
onceagain napisał/a:
maku2 napisał/a:

Już dawno powinnaś to zrobić - odejść. Masz pracę to sama sobie wynajmij kawalerkę i złóż papiery rozwodowe. Tylko nie wracaj do mamusi gdyż ona będzie go broniła.
A tak z ciekawości to jakiej on jest narodowości? Turek?


Wiem o tym i ta decyzja jest we mnie od dawna, jednak przy depresji i lękach jest mi niezwykle trudno podjąć takie kroki. Umysł płata mi figla.

Co do narodowości to zgadłeś. Skąd taki wniosek?

Ty mnie naprowadziłaś, obcokrajowiec, student(pewnie wymiana studencka) inna kultura – pewnie religia a to oznacza inne wartości i sposób wychowania.
Dlatego on może mieć problem z asymilacją gdyż ona oznacza akceptacje ludzi i środowiska jakie go otacza.
Jak siedzi w sieci to pewnie strony Tureckie/arabskie?

10 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-07-06 20:54:06)

Odp: Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant

Akurat nie był wychowany w duchu islamu i od zawsze stronił od religijnych wartości. Jest to raczej nowoczesny Turek, niz typowy Mustafa. Co do sposobu wychowania to jest odmienny od naszego, bo tam nadal panuje wychowanie twardą ręką i z wymuszonym szacunkiem do starszych. Sam zresztą doświadczał przemocy w domu i w szkole. Co też odbiło się na nim, że teraz reaguje w wybuchowy sposób, potrafi coś zniszczyć, kopnąć, czy uderzyć w ścianę. Akurat na mnie nigdy ręki nie podniósł i nie wierzę, że by to zrobił, bo tego nie toleruje. Zresztą gdyby nawet coś takiego zrobił, to prędzej ja wywiozłabym go do lasu, niż zrobiłby to drugi raz

szkoda tylko, że nie jest świadomy swojej przemocy psychicznej wobec mnie.

Co do asymilacji to jest wręcz przeciwnie, bo z tym nie ma problemu. Zna polski, nasz tradycje i szanuje nasz kraj i nigdy nie pozwala by ktoś o Polsce źle mówi. Wręcz Polska stała się jego ojczyzna, a nie Turcja której nienawidzi.

Z reguły strony i filmy Tureckie, czasem po angielsku. Ale wiesz nie o to chodzi, że miałabym problem ze zrozumieniem, tylko ile można wpatrywać się w ekran? Pracuje przy laptopie, później odpoczywa przed laptopem, a wieczorem jak przychodzi do łóżka do jeszcze w coś gra.

11

Odp: Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant

Nie wiem co jest nie tak, nie załącza się cała wiadomość i mnóstwo odpowiedzi się wysłało po edycji.. Jest tu jakiś moderator?

12

Odp: Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant
onceagain napisał/a:

Nie wiem co jest nie tak, nie załącza się cała wiadomość i mnóstwo odpowiedzi się wysłało po edycji.. Jest tu jakiś moderator?

Jest.
Jeśli masz problem z wysyłaniem jakiegokolwiek posta, prześlij proszę jego treść do mnie na maila: Isabella.Netkobiety@wp.pl, zdiagnozujemy w czym problem smile

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Historia miłości idealnie nieidealnej. Manipulant

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024