Nakreślę na początek swoja sytuacje ogólną, aby było łatwiej zrozumieć Wam o co mi chodzi i być moze będzie to miało jakiś wpływ na zrozumienie tego.
Pochodzę z normalnej rodziny, miałem normalne dzieciństwo, rodzice żyli i żyja ze sobą w zgodzie, w bliższej jak i w dalszej rodzinie nic się tez nigdy ciekawgo nie działo, moi znajomi z podwórka tez byli normalni, nikt nie żyl w domu gdzie była przemoc, alkohol, rozwody. Więc załózmy, ze do 18 roku życia, momentu gdzie poszedłem na studia, wszystko było takie ‘’czyste’’.
Na studiach poznałem swoją pierwsza dziewczynę. Byliśmy ze sobą kilka lat. Z jej strony ciagłe problemy emocjonalne, wachania nastrojów, tzw sinusoida, albo szczęscie, albo płacz. Wydaje mi się, ze duzy wpływ na jej zachowanie mieli jej rodzice, którzy mimo powiedział bym dojrzałości, tez ciagle strzelali fochy, plus mniejsze większe problemy rodzinne. Zostawiła mnie dla innego, bo nie potrafiłem sprostać jej oczekiwaniom, uważała że byłem za mało rozrywkowy, nudny, niczym się nie wyróżniajacy. W sumie chyba to było raczej przyzwyczajenie, jak miłość.
Moja druga dziewczyna, to już całkowicie skocznia w dół. Stany depresyjne, lęki, ciemne towarzystwo, narkotyki, rodzina patologiczna. Milion rozstań i powrotów, ciagłe wydaje mi się z jej strony szukanie duzych emocji, uzależnienie się jej od mojej osoby, ciągła potrzeba bycia z nią i przy niej, potrzebs silnych impulsów emocjonalnych – nie wiem dokładnie jak to nazwać. Zostawiła ona i mnie ze względu na to, ze nie potrafiła sobie poradzić z częstymi wyjazdami ze wględu na charakter mojej pracy. Bardzo ją kochałem i minęła chwia póki się z niej wyleczylem.
Okej przerobiłem sobie to wzystko, nie mam już 18 lat, wiem czego i kogo oczekuje w swoim życiu, powiedziałem sobie nigdy więcej takich związków i takich kobiet. No i jak raz...
Poznałem po jakimś czasie kogoś. Ciągłe super wrażenie, itp wszystko na dobrej drodze, no ale... z biegiem czasu znów wychodzą z jej strony problemy emocjonalne, czasami brak ochoty do życia, poniekąd bym powiedział nawet zachowania agresywne. Jestem w kropce, bo niby dogaduje się z nią świetnie, ale czasem zapala mi się lampka, gdy pokazuje właśnie swoje drugie oblicze. Na nic się nie nastawiam, ani nie napalam, jestem o wiele ostrożniejszy po poprzednich swoich doświadczeniach.
I teraz pytanie, dlaczego wybieram sobie takie partnerki? Dlaczego jestem z kims komu wyjaśniam, doradzam, wspieram a pozniej z biegiem czasu zawsze zostaje olany i kopnięty w tyłek?
Nigdy nie miałem, ze tak powiem problemu z dziewczynami, powiedziałbym ze zawsze bardziej obracałem sie w takim towarzystwie damskim, wydaje mi się, ze jestem bardzo lubiany, duzo ludzi mówi, ze przystojny. Mam świetną pracę, dobrze zarabiam, mam swoje mieszkanie, bez rodziców mieszkam juz parę lat, jestem samodzielny.
Co ze mną jest nie tak, ze jak już kogoś poznaje to pakuje się zawsze w takie coś? Dlaczego nie mogę mieć normalnej dziewczyny, dlaczego spotykam się z kimś kto ma duze problemy emocjonalne, wachania nastrojów brnę dalej w to i na siłę proboje wyrwac tę osoby z opresji, pocieszyć, a nie po protu zwyczanie powiedzieć narazie, to nie moja bajka?
Skądś się Twoja potrzeba naprawiania kogoś wzięła. Najlepiej by było pójść do psychoterapeuty, który naprowadzi Cię na to, skąd wziął się ten szkodliwy schemat. Myślę że warto byłoby to przepracować, skoro nie była to pojedyncza partnerka z tego typu problemami. Może Ci się wydawać, że wiesz czego lub kogo chcesz do związku na poziomie racjonalnym, ale emocjonalnie dalej angaujesz się w relacje z "trudnymi" dziewczynami, gdzie zapewniony masz ten haj emocjonalny.
Może jednak Twoje dzieciństwo nie było takie kolorowe? To wcale nie musi być patologia czy widoczne gołym okiem zaniedbania. Nasz umysł potrafi nieźle wypierać pewnale braki i błędy rodziców, bo go to chroni w dzieciństwie, a potem ciężko samemu dojść skąd mamy spaprany schemat miłości.
Do czegoś tej adrenaliny, haju, emocji i dramatów jednak potrzbujesz, odgrywasz jakiś znany schemat, próbujesz kogoś naprawić - może nie byłeś zdolny kiedyś tego zrobić i próbujesz to "nadrobić" w kółko mieląc to z nowymi partnerkami.
To tylko oczywiście moje gdybanie, bo nie znam Cię dokładnie ani psychologiem nie jestem. Za to przerobiłam kilkuletni związek z borderem (haj, hustawki emocji, problemy, dramaty) i dwie psychoterapie, które pomogły mi zrozumieć, czemu usilnie próbowałam go naprawić nawet kosztem zniszczenia samej siebie. Dlategoz całego serca polecam terapię i wgląd w siebie - nic tak dobrze nie smakuje jak późniejsza wolność od błędnego koła i odzyskanie kontroli nad własnym życiem.
dlaczego młody chłopak bawi się w księcia na białym koniu ratującym księżniczkę?
Bo to widział. Niekoniecznie w formie jawnie patologicznej. W relacjach rodziców lub był małym księciem mamy.