Jak mam poradzić sobie z matką, która okazuje agresję i usiłuje mi ją przypisać? Matka nie znosi sprzeciwu, nie da się z nią normalnie rozmawiać. Musi być tak, jak ona chce. Już kilka lat temu zachowywała się w podobny sposób (a właściwie jeszcze gorzej). Jestem miła- wkurza ją to. Usiłuję jej przemówić do rozsądku, wytłumaczyć irracjonalność zachowania- wkurza się. Ma być, jak ona chce, natychmiast. Jeśli robię, co chce, również nie jest zadowolona, a wręcz mam wrażenie, że jest niezadowolona tym bardziej. Potrafi na przykład udawać, że mnie nie słyszy (na 90% jest to udawanie). Mówię głośniej i wyraźniej- również udaje, że mnie nie słyszy. Mówię jeszcze wyraźniej- wtedy zwraca mi uwagę, że na nią krzyczę. Wychodzi na to, że po prostu nie da się z nią dojść do porozumienia, bo cokolwiek zrobię, lub powiem, jest źle. Kiedyś (może z miesiąc temu) nawet zagroziła, że mi przyleje pasem (serio). Nie wiem, co to ma znaczyć i staram się jej unikać, bo zachowuje się jak osoba niezrównoważona. Jak mam z nią postępować? Czy ona ma alzheimera (czytałam trochę o tej chorobie jakiś czas temu). Najgosza jest agresja występująca wtedy, kiedy staram się być dla niej szczególnie miła i wyrozumiała; zrozumieć ją i okazać życzliwość. Nie działa. Wszystko źle, musi być dominacja za każdą cenę ze strony matki. Jak sobie z tym poradzić? Ludzie raczej nie zmieniają się z upływem czasu. Ojciec jest pod pantoflem i wszelkie próby rozmowy z nim spełzają na niczym- udaje, że nie widzi zachowań matki, chyba dlatego, że jest mu tak wygodnie. Co robić? Na razie muszę z nimi mieszkać (sytuacja życiowa + pandemia).
Nie mam ochoty "iść wojenną ścieżką" z matką i staram się jej unikać, jak już napisałam, ale po prostu nie wiem, jak mam się do niej odnosić wobec jej zachowania. Oczywiście nie zawsze jest agresywna i nie zawsze zachowuje się w opisany sposób, ale po prostu nigdy nie wiem, jak się zachowa, bo jest to zupełnie niezwiązane z tym, co robię i jak się do niej odnoszę. Przeważnie ustępuję i staram się po prostu schodzić jej z oczu, bo nie da się normalnie rozmawiać etc., tak jak już wcześniej napisałam. Ciężko się ustosunkować do takiej irracjonalnej tyranii. Jak sobie z nią poradzić?
Może tak jest w większości rodzin? Nie jest to jakieś mega- super- hardkorowe, bo może się tak wydawać z opisu, ale jest męczące.