Witam. Jesteśmy parą z ponad 20 letnim doświadczeniem. Ja nie lubię seksu, bo nie sprawia mi przyjemności (z resztą, jak ma być przyjemnie, skoro grą wstępną jest aplikacja lubrykantu i do przodu...
Dlaczego wiec robisz cos czego nie lubisz?
Witam. Jesteśmy parą z ponad 20 letnim doświadczeniem. Ja nie lubię seksu, bo nie sprawia mi przyjemności (z resztą, jak ma być przyjemnie, skoro grą wstępną jest aplikacja lubrykantu i do przodu...
I przez 20 lat nie zdobyłaś się na to, żeby mężowi powiedzieć, że nie podoba Ci się tak jak jest?
Ja nie lubię seksu, bo nie sprawia mi przyjemności
Rozmawiałaś o tym z partnerem, jeśli tak to co on na to? A tak po za tym co trzyma was razem.
(z resztą, jak ma być przyjemnie, skoro grą wstępną jest aplikacja lubrykantu i do przodu...
Może lubrykant nie taki?
6 2019-12-17 13:09:13 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-12-17 13:45:22)
Dlaczego wiec robisz cos czego nie lubisz?
Bo to, że ja tego nie lubię, nie znaczy, że on tego nie potrzebuje. Tyle lat związku zobowiązuje....
Kika76 napisał/a:Witam. Jesteśmy parą z ponad 20 letnim doświadczeniem. Ja nie lubię seksu, bo nie sprawia mi przyjemności (z resztą, jak ma być przyjemnie, skoro grą wstępną jest aplikacja lubrykantu i do przodu...
I przez 20 lat nie zdobyłaś się na to, żeby mężowi powiedzieć, że nie podoba Ci się tak jak jest?
Kiedyś było inaczej. On się starał, ja cieszyłam się bliskością, a w sumie zabawa była fajna...... Ale życie, ale czas, ale dzieci, ale doświadczenia.... Próbowałam z nim rozmawiać, ale on albo nie rozumie o czym mówię, albo zaczyna mnie obwiniać. Ja natomiast nie chcę mu tego przedstawiać w sposób chamski i dosadny, żeby jego nie urazić... Wiesz.... Męski honor itp.
W czym zatem problem?
Kika76 napisał/a:Ja nie lubię seksu, bo nie sprawia mi przyjemności
Rozmawiałaś o tym z partnerem, jeśli tak to co on na to? A tak po za tym co trzyma was razem.
On wie, ale raczej się tym nie przejmuje. Ma dość egoistyczne usposobienie. Rozmowy o seksie ani nam za bardzo nie wychodzą, ani żadnych skutków nie mają... Wszystko inne trzyma nas razem.
9 2019-12-17 13:23:11 Ostatnio edytowany przez Janix2 (2019-12-17 13:24:16)
Ale seks przecież można uprawiać na różne sposoby, zamiast lubrykantu można używać np. wilgotnego języka zamiast nieprzyjemnej penetracji, próbowaliście?
Lady Loka napisał/a:Kika76 napisał/a:Witam. Jesteśmy parą z ponad 20 letnim doświadczeniem. Ja nie lubię seksu, bo nie sprawia mi przyjemności (z resztą, jak ma być przyjemnie, skoro grą wstępną jest aplikacja lubrykantu i do przodu...
I przez 20 lat nie zdobyłaś się na to, żeby mężowi powiedzieć, że nie podoba Ci się tak jak jest?
Kiedyś było inaczej. On się starał, ja cieszyłam się bliskością, a w sumie zabawa była fajna...... Ale życie, ale czas, ale dzieci, ale doświadczenia.... Próbowałam z nim rozmawiać, ale on albo nie rozumie o czym mówię, albo zaczyna mnie obwiniać. Ja natomiast nie chcę mu tego przedstawiać w sposób chamski i dosadny, żeby jego nie urazić... Wiesz.... Męski honor itp.
Męski honor? Męskim honorem powinno być sprawienie, żeby kobiecie było dobrze. Daj spokój, to nie jajko, żeby miało się rozbić jak powiesz, że Ci się nie podoba.
To z nim musisz porozmawiać, jemu musisz powiedzieć, co Ci nie pasuje. A jak się nie zmieni to ja bym po prostu przestała seks uprawiać. 20 lat do niczego Cię nie zobowiązuje.
Kika76 napisał/a:(z resztą, jak ma być przyjemnie, skoro grą wstępną jest aplikacja lubrykantu i do przodu...
Może lubrykant nie taki?
Co mam odpowiedzieć....? Mam gdzieś, jaki lubrykant, gumową lalę też się chyba tym smaruje.... Jednak ja jestem żywą osoba i potrzebuję "przygotowania mojego ciała", czyli gry wstępnej, bo sprawia mi to czasami ból.
Seks z mężem nie sprawia Ci przyjemności. Powinnaś powiedzieć o tym mężowi, pokazać mu, co sprawia Ci przyjemność i nie robić z siebie męczennicy, bo to nic nie da. Sama siebie zmuszasz do seksu, to bez sensu.
W czym zatem problem?
Moim zdaniem w braku szacunku, egoizmie, głupocie? Coraz ciężej mi to znieść, a nie potrafię mu wyjaśnić, co czuję, bo zawsze wynika awantura...
Ale seks przecież można uprawiać na różne sposoby, zamiast lubrykantu można używać np. wilgotnego języka zamiast nieprzyjemnej penetracji, próbowaliście?
Oczywiście, jakiś czas temu to była norma, ale już nie jest. Mój Pan chyba się rozleniwił, bo po co się starać skoro kupił sobie preparat....
14 2019-12-17 13:38:03 Ostatnio edytowany przez Janix2 (2019-12-17 13:40:32)
Moim zdaniem w braku szacunku, egoizmie, głupocie? Coraz ciężej mi to znieść, a nie potrafię mu wyjaśnić, co czuję, bo zawsze wynika awantura...
Po tym co piszesz myślę że tu leży totalny rozpad związku, uczuć, potrzeb, komunikacji itp. Seks to już tylko pestka po wisience na torcie.
Oczywiście, jakiś czas temu to była norma, ale już nie jest. Mój Pan chyba się rozleniwił, bo po co się starać skoro kupił sobie preparat....
Nie możesz zasugerować że masz uczulenie na ten preparat albo że lekarz Ci nie zaleca bo infekcja itp?
Wielokropek napisał/a:W czym zatem problem?
Moim zdaniem w braku szacunku, egoizmie, głupocie? Coraz ciężej mi to znieść, a nie potrafię mu wyjaśnić, co czuję, bo zawsze wynika awantura...
Wybacz, mój post wprowadził zamieszanie. Wiem, jakie są powody wymuszania seksu. Wiem też, że godzisz się na taki kontakt od lat, twierdząc, że a) rozmowy z mężem są bezskuteczne, b) kolejna urazi jego honor, c) 20 lat stażu małżeńskiego zobowiązuje Cię do kontaktów seksualnych.
Z Twych postów wynika, że decyzję masz za sobą. Jaki jest więc powód założenia wątku? Jaki cel chcesz osiągnąć?
Seks z mężem nie sprawia Ci przyjemności. Powinnaś powiedzieć o tym mężowi, pokazać mu, co sprawia Ci przyjemność i nie robić z siebie męczennicy, bo to nic nie da. Sama siebie zmuszasz do seksu, to bez sensu.
Nie jest największym moim problemem seks, traktuję go po prostu jak obowiązek małżeński. Nie mogę natomiast sobie poradzić z jego reakcjami na moją odmowę (od czasu do czasu albo nie mogę, albo nie mam ochoty ). Rozmawiałam już nie raz na ten temat, ale nie ma efektu
Skoro seks traktujesz jako obowiązek, to Twoja ochota lub jej brak nie ma nic do rzeczy. Mąż potrzebuje, Ty - masz obowiązek jego potrzebę zaspokoić.
Według wielu, i kobiet, i mężczyzn, to gwałt.
Kika76 napisał/a:Moim zdaniem w braku szacunku, egoizmie, głupocie? Coraz ciężej mi to znieść, a nie potrafię mu wyjaśnić, co czuję, bo zawsze wynika awantura...
Po tym co piszesz myślę że tu leży totalny rozpad związku, uczuć, potrzeb, komunikacji itp. Seks to już tylko pestka po wisience na torcie.
Kika76 napisał/a:Oczywiście, jakiś czas temu to była norma, ale już nie jest. Mój Pan chyba się rozleniwił, bo po co się starać skoro kupił sobie preparat....
Nie możesz zasugerować że masz uczulenie na ten preparat albo że lekarz Ci nie zaleca bo infekcja itp?
Hahaha. Odpowiem Ci tak. Kiedyś miałam infekcję intymną. Lekarz powiedział, że kuracja, którą zalecił w postaci tabletek musi być stosowana przez oboje partnerów, żeby jedno drugiego nie zarażało. Mój Pan powiedział, że nie będzie się faszerował żadną chemią....
Cyngli napisał/a:Seks z mężem nie sprawia Ci przyjemności. Powinnaś powiedzieć o tym mężowi, pokazać mu, co sprawia Ci przyjemność i nie robić z siebie męczennicy, bo to nic nie da. Sama siebie zmuszasz do seksu, to bez sensu.
Nie jest największym moim problemem seks, traktuję go po prostu jak obowiązek małżeński. Nie mogę natomiast sobie poradzić z jego reakcjami na moją odmowę (od czasu do czasu albo nie mogę, albo nie mam ochoty ). Rozmawiałam już nie raz na ten temat, ale nie ma efektu
Więc zmuszaj się dalej, albo odejdź.
Potrzebujesz pomocy, psycholog lub psychoterapeuta.
Forum nie rozwiąże Twojego problemu, może dać wsparcie, ale pierwszy krok musisz zrobić Ty.
Wielokropku, to żaden gwałt. Autorka sama się zmusza.
Janix2 napisał/a:Kika76 napisał/a:Moim zdaniem w braku szacunku, egoizmie, głupocie? Coraz ciężej mi to znieść, a nie potrafię mu wyjaśnić, co czuję, bo zawsze wynika awantura...
Po tym co piszesz myślę że tu leży totalny rozpad związku, uczuć, potrzeb, komunikacji itp. Seks to już tylko pestka po wisience na torcie.
Kika76 napisał/a:Oczywiście, jakiś czas temu to była norma, ale już nie jest. Mój Pan chyba się rozleniwił, bo po co się starać skoro kupił sobie preparat....
Nie możesz zasugerować że masz uczulenie na ten preparat albo że lekarz Ci nie zaleca bo infekcja itp?
Hahaha. Odpowiem Ci tak. Kiedyś miałam infekcję intymną. Lekarz powiedział, że kuracja, którą zalecił w postaci tabletek musi być stosowana przez oboje partnerów, żeby jedno drugiego nie zarażało. Mój Pan powiedział, że nie będzie się faszerował żadną chemią....
Takiego "Pana" sobie wzięłaś. Na tyle mu pozwalasz.
Ja bym powiedziała mojemu partnerowi, że dopóki się nie przeleczy to seks może pooglądać na ekranie komputera. Asertywność...
(...) Wielokropku, to żaden gwałt. Autorka sama się zmusza.
Pozostanę przy swoim zdaniu.
22 2019-12-17 13:54:00 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-12-17 14:02:25)
Kika76 napisał/a:Wielokropek napisał/a:W czym zatem problem?
Moim zdaniem w braku szacunku, egoizmie, głupocie? Coraz ciężej mi to znieść, a nie potrafię mu wyjaśnić, co czuję, bo zawsze wynika awantura...
Wybacz, mój post wprowadził zamieszanie. Wiem, jakie są powody wymuszania seksu. Wiem też, że godzisz się na taki kontakt od lat, twierdząc, że a) rozmowy z mężem są bezskuteczne, b) kolejna urazi jego honor, c) 20 lat stażu małżeńskiego zobowiązuje Cię do kontaktów seksualnych.
Z Twych postów wynika, że decyzję masz za sobą. Jaki jest więc powód założenia wątku? Jaki cel chcesz osiągnąć?
Może któraś Pani ma lub miała podobną sytuację. Nie wiem jak sobie poradzić z szantażem i negatywną krytyką, żeby nie odziaływały negatywnie na moje funkcjonowanie
Uświadomić sobie, że jesteś człowiekiem i masz prawo do swego zdania, także odmiennego od swego męża. Uświadomić sobie, że nie jesteś niewolnicą.
24 2019-12-17 14:01:02 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-12-17 14:02:43)
Cyngli napisał/a:(...) Wielokropku, to żaden gwałt. Autorka sama się zmusza.
Pozostanę przy swoim zdaniu.
Akurat ja też się zgadzam z Wielokropkiem.
To, że facet nie używa siły fizycznej o niczym nie świadczy, bo facet ewidentnie ma nad żoną przewagę psychiczną, której używa zamiast siły fizycznej.
Wystarczy post, w którym pisze o szantażu, krytyce. Toć to nic innego jak manipulacje.
Kika, polecam Tobie książkę „Szantaż emocjonalny” S.Forward. Znajdziesz tam dużo opisów dlaczego i jak działają szntażyści oraz sposoby na poradzenie sobie z ich manipulacjami.
Jedno jest pewne, nie musisz godzić się na nic, na co nie masz ochoty.
Skoro seks traktujesz jako obowiązek, to Twoja ochota lub jej brak nie ma nic do rzeczy. Mąż potrzebuje, Ty - masz obowiązek jego potrzebę zaspokoić.
Według wielu, i kobiet, i mężczyzn, to gwałt.
Chyba zbyt mocno uogólniona wypowiedź. To jak ja do tego podchodzę, to mój sposób na wytłumaczenie sobie moich problemów łóżkowych. Jednak nie zależnie od tego nie jestem niczyją niewolnicą! Mam prawo decydować, co w danym momencie będę robić. A może mojemu Panu L4 mam przedstawiać, gdy źle się czuję?
Mamipulacja to nie gwałt. Każdego dnia miliardy ludzi manipuluje innymi z różnych powodów. Autorka sama zmusza się do seksu. Jesli ma problem z asertywnością, to może iść po pomoc i nad tym popracować.
Jednak nie zależnie od tego nie jestem niczyją niewolnicą! Mam prawo decydować, co w danym momencie będę robić. A może mojemu Panu L4 mam przedstawiać, gdy źle się czuję?
Więc skoro wiesz, że nie jesteś niewolnicą i, że masz prawo decydować, to dlaczego tego nie robisz? Obudź się, otrząśnij, postaw się, żyj.
Chyba zbyt mocno uogólniona wypowiedź. To jak ja do tego podchodzę, to mój sposób na wytłumaczenie sobie moich problemów łóżkowych. Jednak nie zależnie od tego nie jestem niczyją niewolnicą! Mam prawo decydować, co w danym momencie będę robić. A może mojemu Panu L4 mam przedstawiać, gdy źle się czuję?
Nie można być trochę w ciąży.
Skoro według Ciebie masz prawo do decydowania o sobie, czemu z niego nie korzystasz? <pytanie retoryczne>
28 2019-12-17 14:11:41 Ostatnio edytowany przez Janix2 (2019-12-17 14:14:40)
Hahaha. Odpowiem Ci tak. Kiedyś miałam infekcję intymną. Lekarz powiedział, że kuracja, którą zalecił w postaci tabletek musi być stosowana przez oboje partnerów, żeby jedno drugiego nie zarażało. Mój Pan powiedział, że nie będzie się faszerował żadną chemią....
Odpowiem tak. Jestem M ale rzygać mi się chce na Twojego chłopa. Będąc na forum parę lat, miałem aby raz podobny odruch wymiotny, gdy facet który zdradzał żonę opisywał jak po seksie z kochanką przychodził do domu i nawet nie myjąc się kochał się z żoną. Podkreślał że szczególnie pilnował się żeby nie myć sobie wacka, miał taką i radochę i był dumny z siebie. Normalna obrzydliwość. Przypuszczam że te infekcje to jego sprawka. Nie daj się poniżać, zawalcz o siebie w jakiś sposób. Nie masz jakiegoś wsparcia w rodzinie lub wśród przyjaciół? Po Twoich postach widzę że tłumaczysz się podobnie jak moja znajoma: daję obleśnemu szefowi bo wywali mnie z pracy i gdzie ja pracę znajdę?
Jesli ma problem z asertywnością, to może iść po pomoc i nad tym popracować.
Z tym się zgadzam i na tym warto się skupić, doradzając komuś, kto jest uwikłany w relację, w której jest wykorzystywany.
Manipulacja to nie gwałt. Każdego dnia miliardy ludzi manipuluje innymi z różnych powodów. Autorka sama zmusza się do seksu.
A z tym się nie zgadzam i od razu przypomniały mi się czytane w różnych źródłach opisy, gdzie np. podczas okupacji matki oddawały siebie, żeby uchronić córki przed gwałtem, a nie musiały, to tylko był rodzaj manipulacji i szantażu.
Nie jesteś w głowie tej kobiety, nie wiesz w co jest uwikłana, to mniej osądów a więcej pomocy się przydałoby.
Wielokropek napisał/a:Cyngli napisał/a:(...) Wielokropku, to żaden gwałt. Autorka sama się zmusza.
Pozostanę przy swoim zdaniu.
Akurat ja też się zgadzam z Wielokropkiem.
To, że facet nie używa siły fizycznej o niczym nie świadczy, bo facet ewidentnie ma nad żoną przewagę psychiczną, której używa zamiast siły fizycznej.
To ja tak z ciekawości, bo nigdy nic nie wiadomo. Jak jedno powie drugiemu - jak nie będziesz skora do seksu, to się z tobą rozwiodę, czy to szantaż emocjonalno-psychiczny tudzież gwałt? Bo nie wiem o co kaman. Kobieta nie musi się zmuszać do seksu ale facet nie musi się zmuszać do małżeństwa. Ewentualnie czy zmuszanie faceta do tkwienia w małżeństwie, w którym kobieta nie będzie się zmuszać się do seksu nie jest gwałtem na tym facecie?
Nie jesteś w głowie tej kobiety, nie wiesz w co jest uwikłana, to mniej osądów a więcej pomocy się przydałoby.
To samo samo mogłabym napisać Tobie.
Nie oceniam jej, uważam, że Autorka powinna skorzystać z porady specjalisty, to dla niej najlepsza forma pomocy.
Ponadto uważam, że powtarzanie jej, że padła ofiarą gwałtu (z czym się nie zgadzam) może tylko pogorszyć jej stan i wpędzić w gorsze problemy natury emocjonalnej.
Nie twierdzę, że zachowanie jej męża jest ok. Wręcz przeciwnie. Ale tylko Autorka może się mu sprzeciwić. My nie mamy takiej mocy.
MagdaLena1111 napisał/a:Wielokropek napisał/a:Pozostanę przy swoim zdaniu.
Akurat ja też się zgadzam z Wielokropkiem.
To, że facet nie używa siły fizycznej o niczym nie świadczy, bo facet ewidentnie ma nad żoną przewagę psychiczną, której używa zamiast siły fizycznej.To ja tak z ciekawości, bo nigdy nic nie wiadomo. Jak jedno powie drugiemu - jak nie będziesz skora do seksu, to się z tobą rozwiodę, czy to szantaż emocjonalno-psychiczny tudzież gwałt? Bo nie wiem o co kaman. Kobieta nie musi się zmuszać do seksu ale facet nie musi się zmuszać do małżeństwa. Ewentualnie czy zmuszanie faceta do tkwienia w małżeństwie, w którym kobieta nie będzie się zmuszać się do seksu nie jest gwałtem na tym facecie?
To zależy.
Jak facet jest jedynym żywicielem rodziny, właścicielem domu itp. i wie, że rozwód dla tej kobiety oznacza poniewierkę i ogólnie życiową rewolucję, której ona się obawia, to jest to wg mnie szantaż. Albo, gdy ta kobieta jest głęboko wierząca i rozwód to dla niej coś nawet nie do pomyślenia, to mamy do czynienia z szantażem
A jak ktoś grozi rozwodem osobie świadomej innych możliwości, niezależnej, to wtedy mamy chyba małą prowokację ;-)
Innymi słowy i podsumowując, gdy jest równowaga stron, to brakuje „środka represji” i trudno o szantaż, a jak ktoś ma przewagę i ją wykorzystuje, żeby zmusić druga osobę do działania niezgodnego z jej chęciami, to jest to szantaż.
(...) Ponadto uważam, że powtarzanie jej, że padła ofiarą gwałtu (z czym się nie zgadzam) może tylko pogorszyć jej stan i wpędzić w gorsze problemy natury emocjonalnej. (...)
tylko Autorka może się mu sprzeciwić. My nie mamy takiej mocy.
Idąc w ślad za tym nie uświadamiajmy nikogo na forum, że np. jest ofiarą przemocy. I każdej osobie, która ma problem z samą sobą, a której kolejne problemy wynikają z problemu podstawowego, doradzajmy kontakt z psychoterapeutą i na tej radzie kończmy, bo tylko autor (bez względu na płeć) wątku może cokolwiek w swej sytuacji zrobić. My, jak słusznie stwierdziłaś, nie mamy takiej mocy.
Idąc dalej warto, by administracja forum zlikwidowała możliwość powstawania nowych wątków około-związkowych i rodzinnych i wstawiła napisane dużymi literami zdanie "Podejmij psychoterapię".
Kika76 napisał/a:Chyba zbyt mocno uogólniona wypowiedź. To jak ja do tego podchodzę, to mój sposób na wytłumaczenie sobie moich problemów łóżkowych. Jednak nie zależnie od tego nie jestem niczyją niewolnicą! Mam prawo decydować, co w danym momencie będę robić. A może mojemu Panu L4 mam przedstawiać, gdy źle się czuję?
Nie można być trochę w ciąży.
Skoro według Ciebie masz prawo do decydowania o sobie, czemu z niego nie korzystasz? <pytanie retoryczne>
Korzystam i wtedy rozpętuje się piekło.... On mnie wyzywa i szantażuje, a ja nie pozostaję mu dłużna. Potem kilka dni cichych i znów on próbuje wleźć do łóżka, jak gdyby nigdy nic...
35 2019-12-17 16:17:14 Ostatnio edytowany przez 12miecio12 (2019-12-17 16:18:42)
Moim zdaniem problem nie jest w tym ze ty nie chcesz, czy tez ty nie lubisz, problemem jest to w jaki sposob on sie do tego zabiera, bo podejrzewam ze gdyby podszedl do sprawy delikatniej, to bys to pewnie polubila. A tak on cie sprowadza do roli gumowej lalki, ty sie spinasz I jest problem. Sprawa jest o tyle skomplikowana ze facet wydaje sie byc przypadkiem o mocno przerosnietym ego, odpornym na jakiekolwiek pouczenia. Moja rada, poszukaj dobrej terapi, psychologa specjalizujacego sie w seksuologi par, idz po porade jak masz postepowac ze swoim mezam aby nauczyc go jak ma ze swoim mezem aby on nauczyl sie dbac o twoje zadowolenie seksualne, moze fachowiec jest w stanie ci podpowiedziec, moze istnieje jakas droga naprawy, ale to ty musisz tego przede wszystkim chciec
Poniżej instytucje, w której możesz znaleźć profesjonalną pomoc:
* Centrum Praw Kobiet
* Niebieska Linia i Ogólnopolski Telefon dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”
* Feminoteka
* Centrum Interwencji Kryzysowej
* Telefon Zaufania dla Osób Dorosłych w Kryzysie Emocjonalnym
Wpisz w internetową wyszukiwarkę, odnajdziesz informacje (także prawne), numery telefonów.
Moim zdaniem problem nie jest w tym ze ty nie chcesz, czy tez ty nie lubisz, problemem jest to w jaki sposob on sie do tego zabiera, bo podejrzewam ze gdyby podszedl do sprawy delikatniej, to bys to pewnie polubila. A tak on cie sprowadza do roli gumowej lalki, ty sie spinasz I jest problem. Sprawa jest o tyle skomplikowana ze facet wydaje sie byc przypadkiem o mocno przerosnietym ego, odpornym na jakiekolwiek pouczenia. Moja rada, poszukaj dobrej terapi, psychologa specjalizujacego sie w seksuologi par, idz po porade jak masz postepowac ze swoim mezam aby nauczyc go jak ma ze swoim mezem aby on nauczyl sie dbac o twoje zadowolenie seksualne, moze fachowiec jest w stanie ci podpowiedziec, moze istnieje jakas droga naprawy, ale to ty musisz tego przede wszystkim chciec
A seksuolog-terapeuta to taki cudotwórca, który dobierze magiczny zestaw słów (kiedyś to się nazywało zaklęcie), który sprawi, że chamski pastuch zamiast smagać krowę rózgą delikatnie wymasuje jej łechtaczkę.
Jedyna rada: pogoń dziada.
A seksuolog-terapeuta to taki cudotwórca, który dobierze magiczny zestaw słów (kiedyś to się nazywało zaklęcie), który sprawi, że chamski pastuch zamiast smagać krowę rózgą delikatnie wymasuje jej łechtaczkę.
Jedyna rada: pogoń dziada.
Uśmiechnęłam się ![]()
Terapeuta pomoże Autorce uświadomić sobie samej, że jeśli nic się nie zmieni, to warto tego dziada pogonić.
uzytkownik444 napisał/a:A seksuolog-terapeuta to taki cudotwórca, który dobierze magiczny zestaw słów (kiedyś to się nazywało zaklęcie), który sprawi, że chamski pastuch zamiast smagać krowę rózgą delikatnie wymasuje jej łechtaczkę.
Jedyna rada: pogoń dziada.
Uśmiechnęłam się
Terapeuta pomoże Autorce uświadomić sobie samej, że jeśli nic się nie zmieni, to warto tego dziada pogonić.
Jak se uświadomi i będzie próbować egzekwować to małżonek przywlecze się na forum i będzie jęczał, że ona nie chce kiedy on chce, a wcześniej taki fajny, satysfakcjonujący seks mieli z żonką!
Jaki ja durny, oni 20 lat razem, nie wnikam bo nic nie wyczytalem, ale pewnie dzieci, jakies wspomnienia za te 20 lat, ale skoro on seksualnie namolny to jedyna rada - pogonic dziada. No miod mailna a nie doradzanie
Jaki ja durny, oni 20 lat razem, nie wnikam bo nic nie wyczytalem, ale pewnie dzieci, jakies wspomnienia za te 20 lat, ale skoro on seksualnie namolny to jedyna rada - pogonic dziada. No miod mailna a nie doradzanie
Jeśli się nic nie zmieni i mąż Autorki nadal będzie jej używał, będąc jednocześnie nastawionym tylko na własne potrzeby, to nie będzie innej możliwości, jak zakończyć taką relację.
12miecio12 napisał/a:Jaki ja durny, oni 20 lat razem, nie wnikam bo nic nie wyczytalem, ale pewnie dzieci, jakies wspomnienia za te 20 lat, ale skoro on seksualnie namolny to jedyna rada - pogonic dziada. No miod mailna a nie doradzanie
Jeśli się nic nie zmieni i mąż Autorki nadal będzie jej używał, będąc jednocześnie nastawionym tylko na własne potrzeby, to nie będzie innej możliwości, jak zakończyć taką relację.
Ja oczywiscie rozumiem frustracje piszacych, I rozumiem ze ten facet to ciezki przypadek, ale szczerze, rozwalac wszystko w drzazgi 20 lat, to mi sie w glowie nie miesci, moze nich dziewczyna szklanki w domu wytlucze, a nie zaczyna od razu od papierow rozwodowych. Nie przeczytalem czy u nich sa dzieci, ale na Boga, niech zrobi awanture, wytlumaczy temu narwancowi ze niech zacznie moze od nasmarowania jej ciala oliwka dla niemowlat, bo to ze sam sobie nasmaruje lubrykantem jej nie wystarcza
Cyngli napisał/a:12miecio12 napisał/a:Jaki ja durny, oni 20 lat razem, nie wnikam bo nic nie wyczytalem, ale pewnie dzieci, jakies wspomnienia za te 20 lat, ale skoro on seksualnie namolny to jedyna rada - pogonic dziada. No miod mailna a nie doradzanie
Jeśli się nic nie zmieni i mąż Autorki nadal będzie jej używał, będąc jednocześnie nastawionym tylko na własne potrzeby, to nie będzie innej możliwości, jak zakończyć taką relację.
Ja oczywiscie rozumiem frustracje piszacych, I rozumiem ze ten facet to ciezki przypadek, ale szczerze, rozwalac wszystko w drzazgi 20 lat, to mi sie w glowie nie miesci, moze nich dziewczyna szklanki w domu wytlucze, a nie zaczyna od razu od papierow rozwodowych. Nie przeczytalem czy u nich sa dzieci, ale na Boga, niech zrobi awanture, wytlumaczy temu narwancowi ze niech zacznie moze od nasmarowania jej ciala oliwka dla niemowlat, bo to ze sam sobie nasmaruje lubrykantem jej nie wystarcza
Autorka już próbowała rozmów ma spokojnie i awantur chyba też...
Jak facet jest jedynym żywicielem rodziny, właścicielem domu itp. i wie, że rozwód dla tej kobiety oznacza poniewierkę i ogólnie życiową rewolucję, której ona się obawia, to jest to wg mnie szantaż. Albo, gdy ta kobieta jest głęboko wierząca i rozwód to dla niej coś nawet nie do pomyślenia, to mamy do czynienia z szantażem.
Aaaa, no to jak się jest na czyimś utrzymaniu, to się pilnuje warunków umowy. Jedną z przesłanek do rozwodu jest brak pożycia.
45 2019-12-17 20:52:35 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-12-17 20:55:58)
MagdaLena1111 napisał/a:Jak facet jest jedynym żywicielem rodziny, właścicielem domu itp. i wie, że rozwód dla tej kobiety oznacza poniewierkę i ogólnie życiową rewolucję, której ona się obawia, to jest to wg mnie szantaż. Albo, gdy ta kobieta jest głęboko wierząca i rozwód to dla niej coś nawet nie do pomyślenia, to mamy do czynienia z szantażem.
Aaaa, no to jak się jest na czyimś utrzymaniu, to się pilnuje warunków umowy. Jedną z przesłanek do rozwodu jest brak pożycia.
Seks w zamian za utrzymanie - jest coś takiego zawarte w kontrakcie małżeńskim? 'W przypadku, gdy jedno z małżonków znajdzie się na utrzymaniu drugiego, zobowiązuje się tym samym do uprawiania seksu na żądanie tegoż'?
Co za nowości, pozmieniało się.
Zdawało mi się, że seks za pieniądze bądź pieniądze za seks to jest element zupełnie innych umów niż małżeńska.
46 2019-12-17 20:53:22 Ostatnio edytowany przez 12miecio12 (2019-12-17 20:53:44)
MagdaLena1111 napisał/a:Jak facet jest jedynym żywicielem rodziny, właścicielem domu itp. i wie, że rozwód dla tej kobiety oznacza poniewierkę i ogólnie życiową rewolucję, której ona się obawia, to jest to wg mnie szantaż. Albo, gdy ta kobieta jest głęboko wierząca i rozwód to dla niej coś nawet nie do pomyślenia, to mamy do czynienia z szantażem.
Aaaa, no to jak się jest na czyimś utrzymaniu, to się pilnuje warunków umowy. Jedną z przesłanek do rozwodu jest brak pożycia.
Nie wiem ale gdzies kiedys, ,,skoro namawianie do wspolzycia kobiety to szantaz, to czy w takim razie robione przez nia zakupy za kase partnera to nie grabiez?"
Czasem mam wrażenie że ludzie zapominają że związek to, owszem, swego rodzaju układ w którym ustalamy jakieś zasady ale nie jest to umowa o pracę że jak nie wyrobię danych godzin w miesiącu to szef mnie może zwolnić. Małżeństwo to wspólne życie, w życiu bywa różnie, są różne etapy, różne sytuacje i nie zawsze będzie dokładnie tak samo. Przykład seksu - nie zawsze będzie on jak w zegarku ileś razy w tyg, koniecznie bez odstępstw,czasem coś się może popsuć i wtedy trzeba to ogarnąć, naprawić, zmienić 'zasady gry'. A jak ktoś postrzega wspólne życie właśnie jako zimny kontrakt na papierze to współczuję.
Seks w zamian za utrzymanie - jest coś takiego zawarte w kontrakcie małżeńskim? 'W przypadku, gdy jedno z małżonków znajdzie się na utrzymaniu drugiego, zobowiązuje się tym samym do uprawiania seksu na żądanie tegoż'?
Co za nowości, pozmieniało się.
Zdawało mi się, że seks za pieniądze bądź pieniądze za seks to jest element zupełnie innych umów niż małżeńska.
Widocznie żyłaś do tej pory w niewiedzy
Małżeństwo, to nic innego jak umowa, gdzie obie strony przyrzekają sobie żyć razem, dbać o siebie i takie tam. To także umowa na seks. Oczywiście od dawien dawna znane są też związki bez seksu. W chrześcijaństwie nazwano to białym małżeństwem czy jakoś tak. Znaczy się małżonkowie w imię czegoś tam postanawiają razem powstrzymywać się od seksu. To są jednak wyjątki, dla niektórych nawet chlubne. Nie mniej tradycje różne mówiły, że związek nie skonsumowany seksualnie traktować należy jako nie zawarty. W takim kościele katolickim jest to chyba wystarczająca podstawa i dziś do stwierdzenia nieważności takiego małżeństwa. Brak fizycznego pożycia małżeńskiego jest jedną z przesłanek do rozwodu w prawie cywilnym. Znaczy brak seksu prawo cywilne uznaje za formę złamania umowy jaką jest małżeństwo. Co oczywiście nie znaczy, że prawo nakazuje do seksu w małżeństwie
Znaczy jedynie, że uporczywie i w sposób długotrwały odmawiając seksu nie chcesz już kontynuować małżeństwa lub nie masz prawa zmuszać drugą stronę umowy do trwania w niej.
niepodobna napisał/a:Seks w zamian za utrzymanie - jest coś takiego zawarte w kontrakcie małżeńskim? 'W przypadku, gdy jedno z małżonków znajdzie się na utrzymaniu drugiego, zobowiązuje się tym samym do uprawiania seksu na żądanie tegoż'?
Co za nowości, pozmieniało się.
Zdawało mi się, że seks za pieniądze bądź pieniądze za seks to jest element zupełnie innych umów niż małżeńska.Widocznie żyłaś do tej pory w niewiedzy
Małżeństwo, to nic innego jak umowa, gdzie obie strony przyrzekają sobie żyć razem, dbać o siebie i takie tam. To także umowa na seks. Oczywiście od dawien dawna znane są też związki bez seksu. W chrześcijaństwie nazwano to białym małżeństwem czy jakoś tak. Znaczy się małżonkowie w imię czegoś tam postanawiają razem powstrzymywać się od seksu. To są jednak wyjątki, dla niektórych nawet chlubne. Nie mniej tradycje różne mówiły, że związek nie skonsumowany seksualnie traktować należy jako nie zawarty. W takim kościele katolickim jest to chyba wystarczająca podstawa i dziś do stwierdzenia nieważności takiego małżeństwa. Brak fizycznego pożycia małżeńskiego jest jedną z przesłanek do rozwodu w prawie cywilnym. Znaczy brak seksu prawo cywilne uznaje za formę złamania umowy jaką jest małżeństwo. Co oczywiście nie znaczy, że prawo nakazuje do seksu w małżeństwie
Znaczy jedynie, że uporczywie i w sposób długotrwały odmawiając seksu nie chcesz już kontynuować małżeństwa lub nie masz prawa zmuszać drugą stronę umowy do trwania w niej.
A co to jest "seks"? Czy jeśli małżonkowie robią sobie skutecznie i satysfakcjonująco 69 to jest seks, czy liczy się tylko obecność penisa w kanale rodnym? Pytanie jest ogólne, nie tyczy się nauk kościoła.
A co to jest "seks"? Czy jeśli małżonkowie robią sobie skutecznie i satysfakcjonująco 69 to jest seks, czy liczy się tylko obecność penisa w kanale rodnym?
Według definicji prezydenckiej w niektórych miejscach świata zapewne nie jest to seks. Natomiast u nas przyjęło się uważać, że pożycie w aspekcie fizycznym sprowadza się po prostu do tzw. intymnych kontaktów. Ponieważ rozwodowo ocenia to sąd, a sądy są niezawisłe i mają swobodę oceny, to być może jakiś skład sędziowski jest w stanie uznać, że zrobienie mężowi loda, to nie jest przejaw intymnego kontaktu, bo za taki należy uważać penetrację. Kto wie...
Korzystam i wtedy rozpętuje się piekło.... On mnie wyzywa i szantażuje, a ja nie pozostaję mu dłużna. Potem kilka dni cichych i znów on próbuje wleźć do łóżka, jak gdyby nigdy nic...
Dużo wiesz, jakie masz prawa i obowiązki, ale jakbyś nie rozumiała tej wiedzy
.
Na ogół zmiana oznacza, że na początku jest gorzej! Jeśli rzucasz palenie, czy odchudzasz się, twój organizm wyje za starymi przyzwyczajeniami, a dopiero po jakimiś czasie zaczynasz odczuwać, że wysiłek był wart swojej ceny. Z relacją jest tak samo - przez 20 lat przyzwyczajałaś męża, że on ma prawa, a ty obowiązek obsłużyć go niezależnie czy masz chęć czy nie, czy jesteś zdrowa czy nie... no to czego się teraz spodziewasz, że facet na twoje "nie" powie "dobrze kochanie"?
Są różne rozwiązania sytuacji. Czy ty sama wiesz czego chcesz?
Możesz zacząć czerpać przyjemność z seksu, tak kierować sytuacją, by tobie również było przyjemnie
możesz mu odmówić - bo jak sama twierdzisz nie jesteś jego niewolnicą, czyli masz prawo do szacunku i swojego komfortu
możesz...
... ale zdajesz sobie sprawę, że cała robota jest po twojej stronie? cały wysiłek zmiany jest po twojej stronie? Nie ma magicznego środka - tobie jest źle w łóżku, to mąż nagle stanie się przyjemny w obsłudze.
niepodobna napisał/a:Seks w zamian za utrzymanie - jest coś takiego zawarte w kontrakcie małżeńskim? 'W przypadku, gdy jedno z małżonków znajdzie się na utrzymaniu drugiego, zobowiązuje się tym samym do uprawiania seksu na żądanie tegoż'?
Co za nowości, pozmieniało się.
Zdawało mi się, że seks za pieniądze bądź pieniądze za seks to jest element zupełnie innych umów niż małżeńska.Widocznie żyłaś do tej pory w niewiedzy
Małżeństwo, to nic innego jak umowa, gdzie obie strony przyrzekają sobie żyć razem, dbać o siebie i takie tam. To także umowa na seks. Oczywiście od dawien dawna znane są też związki bez seksu. W chrześcijaństwie nazwano to białym małżeństwem czy jakoś tak. Znaczy się małżonkowie w imię czegoś tam postanawiają razem powstrzymywać się od seksu. To są jednak wyjątki, dla niektórych nawet chlubne. Nie mniej tradycje różne mówiły, że związek nie skonsumowany seksualnie traktować należy jako nie zawarty. W takim kościele katolickim jest to chyba wystarczająca podstawa i dziś do stwierdzenia nieważności takiego małżeństwa. Brak fizycznego pożycia małżeńskiego jest jedną z przesłanek do rozwodu w prawie cywilnym. Znaczy brak seksu prawo cywilne uznaje za formę złamania umowy jaką jest małżeństwo. Co oczywiście nie znaczy, że prawo nakazuje do seksu w małżeństwie
Znaczy jedynie, że uporczywie i w sposób długotrwały odmawiając seksu nie chcesz już kontynuować małżeństwa lub nie masz prawa zmuszać drugą stronę umowy do trwania w niej.
Nie o tym pisałam. Tylko o związku seksu z utrzymaniem. Dobrze wiesz ![]()
Snake napisał/a:niepodobna napisał/a:Seks w zamian za utrzymanie - jest coś takiego zawarte w kontrakcie małżeńskim? 'W przypadku, gdy jedno z małżonków znajdzie się na utrzymaniu drugiego, zobowiązuje się tym samym do uprawiania seksu na żądanie tegoż'?
Co za nowości, pozmieniało się.
Zdawało mi się, że seks za pieniądze bądź pieniądze za seks to jest element zupełnie innych umów niż małżeńska.Widocznie żyłaś do tej pory w niewiedzy
Małżeństwo, to nic innego jak umowa, gdzie obie strony przyrzekają sobie żyć razem, dbać o siebie i takie tam. To także umowa na seks. Oczywiście od dawien dawna znane są też związki bez seksu. W chrześcijaństwie nazwano to białym małżeństwem czy jakoś tak. Znaczy się małżonkowie w imię czegoś tam postanawiają razem powstrzymywać się od seksu. To są jednak wyjątki, dla niektórych nawet chlubne. Nie mniej tradycje różne mówiły, że związek nie skonsumowany seksualnie traktować należy jako nie zawarty. W takim kościele katolickim jest to chyba wystarczająca podstawa i dziś do stwierdzenia nieważności takiego małżeństwa. Brak fizycznego pożycia małżeńskiego jest jedną z przesłanek do rozwodu w prawie cywilnym. Znaczy brak seksu prawo cywilne uznaje za formę złamania umowy jaką jest małżeństwo. Co oczywiście nie znaczy, że prawo nakazuje do seksu w małżeństwie
Znaczy jedynie, że uporczywie i w sposób długotrwały odmawiając seksu nie chcesz już kontynuować małżeństwa lub nie masz prawa zmuszać drugą stronę umowy do trwania w niej.
Nie o tym pisałam. Tylko o związku seksu z utrzymaniem. Dobrze wiesz
O tym pisałaś tylko demagogicznie wprowadzasz w to wątek utrzymania jednego małżonka przez drugiego. Instytucja małżeństwa nie zakłada przymusowego uprawiania seksu z żadnego powodu, bo niby dlaczego ma to robić? Zakłada za to, że w związku małżonkowie utrzymują dobrowolnie kontakty seksualne, które stanowią o fizycznej więzi między nimi. Ta zaś obok więzi ekonomicznej i emocjonalnej składa się na pożycie małżeńskie.
Stąd kobieta unikając seksu powoduje zanik więzi fizycznej, składowej pożycia małżeńskiego. Jeśli jest przy tym całkowicie zależna finansowo od małżonka, to określiłbym takie postępowanie jako niepełnosprytne. Te pełnosprytne zamykają oczy i od czasu do czasu "się poświęcają". Wtedy co najwyżej ich szanowni małżonkowie trafią na takie forum jak to z jęczeniem, że czemu tylko raz w miesiącu lub co bardziej prawdopodobne zaczną szukać realizacji potrzeb seksualnych poza związkiem małżeńskim. Tyle, że i w tym przypadku pełnosprytne są "do przodu", bo jak zdobędą dowody realizacji potrzeb seksualnych przez małżonka poza domem, to one mają przesłankę do rozwodu i to z winy małżonka. Mogą wywalczyć alimenty na siebie, bo rozwód przy dysproporcji dochodów obniży ich standard życia itd. No i jakaś kasa będzie, a one nie będą musiały już "zamykać oczu i się poświęcać".
Te niepełnosprytne mogą liczyć tylko na to, że w przypadku gdyby o rozwód wystąpił małżonek, to sąd nie udzieli rozwodu ze względu na ważne względy społeczne, to jest np. to, że one pozostaną bez środków do życia. No i tu oczywiście pojawia się pytanie czy to etyczne i sprawiedliwe aby małżonek, który chce się uwolnić od żony, bo ta nie chce z nim uprawiać seksu może być zmuszany do tkwienia z nią w małżeństwie i dalszego jej utrzymywania?
niepodobna napisał/a:Snake napisał/a:Widocznie żyłaś do tej pory w niewiedzy
Małżeństwo, to nic innego jak umowa, gdzie obie strony przyrzekają sobie żyć razem, dbać o siebie i takie tam. To także umowa na seks. Oczywiście od dawien dawna znane są też związki bez seksu. W chrześcijaństwie nazwano to białym małżeństwem czy jakoś tak. Znaczy się małżonkowie w imię czegoś tam postanawiają razem powstrzymywać się od seksu. To są jednak wyjątki, dla niektórych nawet chlubne. Nie mniej tradycje różne mówiły, że związek nie skonsumowany seksualnie traktować należy jako nie zawarty. W takim kościele katolickim jest to chyba wystarczająca podstawa i dziś do stwierdzenia nieważności takiego małżeństwa. Brak fizycznego pożycia małżeńskiego jest jedną z przesłanek do rozwodu w prawie cywilnym. Znaczy brak seksu prawo cywilne uznaje za formę złamania umowy jaką jest małżeństwo. Co oczywiście nie znaczy, że prawo nakazuje do seksu w małżeństwie
Znaczy jedynie, że uporczywie i w sposób długotrwały odmawiając seksu nie chcesz już kontynuować małżeństwa lub nie masz prawa zmuszać drugą stronę umowy do trwania w niej.
Nie o tym pisałam. Tylko o związku seksu z utrzymaniem. Dobrze wiesz
O tym pisałaś tylko demagogicznie wprowadzasz w to wątek utrzymania jednego małżonka przez drugiego. Instytucja małżeństwa nie zakłada przymusowego uprawiania seksu z żadnego powodu, bo niby dlaczego ma to robić? Zakłada za to, że w związku małżonkowie utrzymują dobrowolnie kontakty seksualne, które stanowią o fizycznej więzi między nimi. Ta zaś obok więzi ekonomicznej i emocjonalnej składa się na pożycie małżeńskie.
Stąd kobieta unikając seksu powoduje zanik więzi fizycznej, składowej pożycia małżeńskiego. Jeśli jest przy tym całkowicie zależna finansowo od małżonka, to określiłbym takie postępowanie jako niepełnosprytne. Te pełnosprytne zamykają oczy i od czasu do czasu "się poświęcają". Wtedy co najwyżej ich szanowni małżonkowie trafią na takie forum jak to z jęczeniem, że czemu tylko raz w miesiącu lub co bardziej prawdopodobne zaczną szukać realizacji potrzeb seksualnych poza związkiem małżeńskim. Tyle, że i w tym przypadku pełnosprytne są "do przodu", bo jak zdobędą dowody realizacji potrzeb seksualnych przez małżonka poza domem, to one mają przesłankę do rozwodu i to z winy małżonka. Mogą wywalczyć alimenty na siebie, bo rozwód przy dysproporcji dochodów obniży ich standard życia itd. No i jakaś kasa będzie, a one nie będą musiały już "zamykać oczu i się poświęcać".
Te niepełnosprytne mogą liczyć tylko na to, że w przypadku gdyby o rozwód wystąpił małżonek, to sąd nie udzieli rozwodu ze względu na ważne względy społeczne, to jest np. to, że one pozostaną bez środków do życia. No i tu oczywiście pojawia się pytanie czy to etyczne i sprawiedliwe aby małżonek, który chce się uwolnić od żony, bo ta nie chce z nim uprawiać seksu może być zmuszany do tkwienia z nią w małżeństwie i dalszego jej utrzymywania?
Aaaa, no to jak się jest na czyimś utrzymaniu, to się pilnuje warunków umowy. Jedną z przesłanek do rozwodu jest brak pożycia.
Małżeństwo to nie jest umowa: utrzymanie za seks.
Tylko o tym pisałam.
Małżeństwo to umowa na bycie razem we wszystkich tego aspektach. Równie dobrze możesz napisać, że małżeństwo to nie umowa na utrzymywanie darmozjada.
56 2019-12-18 12:26:15 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-12-18 12:31:14)
Małżeństwo to umowa na bycie razem we wszystkich tego aspektach. Równie dobrze możesz napisać, że małżeństwo to nie umowa na utrzymywanie darmozjada.
No pewnie, dlaczego w ogóle ktoś kogoś ma utrzymywać?
(Edit) nie licząc dzieci i niepełnosprawnych.
Ale czemu jedna zdrowa dorosła osoba ma utrzymywać drugą zdrową dorosłą osobę? Zupełnie się zgadzam ![]()
I z tego samego powodu czemu ktoś ma tkwić w związku, w którym druga strona odmawia seksu? Bo tu pojawił się zaraz argument o szantażu.
58 2019-12-18 12:52:29 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-12-18 12:57:45)
I z tego samego powodu czemu ktoś ma tkwić w związku, w którym druga strona odmawia seksu? Bo tu pojawił się zaraz argument o szantażu.
Nie chodzi o to, że ma tkwić, tylko że traktuje małżenstwo jak umowę z prostytutką.
On daje kasę, więc żona ma dawać d...
No sorry, tak nie wygląda relacja oparta na szacunku.
A presja: jak nie będzie seksu, to nie będziesz miała za co żyć, to jest coś innego niż szantaż? Więc tak, dochodzi jeszcze element szantażu.
A nikt pana męża chyba nie trzyma na łańcuchu.
59 2019-12-18 12:52:46 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-12-18 12:55:06)
I z tego samego powodu czemu ktoś ma tkwić w związku, w którym druga strona odmawia seksu? Bo tu pojawił się zaraz argument o szantażu.
Szantażem jest zawieszanie groźby, żeby wymusić coś na drugiej stronie.
Choćby takie, jakie sam przytoczyłeś:
jak nie będziesz skora do seksu, to się z tobą rozwiodę,
Niech się taka niezadowolona z pożycia lub innej sfery małżeństwa osoba po prostu rozwiedzie, jeśli nie umie się dogadać i posuwa się do szantażu, używając gróźb, wpędzając w poczucie winy, odwołując się do poczucia obowiązku, do poczucia lęku i sprawiając, że druga osoba czuje się zobowiązana do świadczenia usług lub winna, gdy tego nie robi.
Takie to obrzydliwe, bleee....ale widać niektórzy faceci nie umieją wspólnie stworzyć atmosfery sprzyjającej intymności, w której można cieszyć się seksem a wolą grożbami.
Przeczytałem jeszcze raz temat. Z tego co zrozumiałem to sam seks jako taki dla autorki nie jest czyś złym ale chciała by aby uprawiać go na zasadach obopólnie ustalonych, czyli np. jeśli się kochamy to oboje mamy z tego przyjemność, ty masz orgazm i ja też mam z tym że oboje się o to staramy. I w jakimś sensie na coś się umawiamy. Jak się mylę to proszę mnie poprawić.
W pierwszym poście autor(ka) napisał(a), że nie lubi seksu, bo nie sprawia jej przyjemności.
Tak szczerze, to myślę, że temat jest dziełem trolla-prowokatora. Wystarczy poobserwować, na jakie posty i w jaki sposób odpowiada, ale to nieważne, bo jak zwykle wątek poszedł już swoją drogą :-D
A presja: jak nie będzie seksu, to nie będziesz miała za co żyć, to jest coś innego niż szantaż? Więc tak, dochodzi jeszcze element szantażu.
Nie, to jest stwierdzenie faktu jaki wynika z rozwodu. Można to zamienić na "będziesz musiała pójść do roboty żeby mieć co do garnka włożyć".
Szantażem jest zawieszanie groźby, żeby wymusić coś na drugiej stronie.
Jak wyżej. To jest prognoza konsekwencji.
Niech się taka niezadowolona z pożycia lub innej sfery małżeństwa osoba po prostu rozwiedzie, jeśli nie umie się dogadać i posuwa się do szantażu, używając gróźb, wpędzając w poczucie winy, odwołując się do poczucia obowiązku, do poczucia lęku i sprawiając, że druga osoba czuje się zobowiązana do świadczenia usług lub winna, gdy tego nie robi
Czyli ten niezadowolony małżonek powinien milczeć i nagle z cicha pęk wręczyć pozew rozwodowy? Bo jak będzie ostrzegał o konsekwencjach takiego stanu, to szantaż, wpędzanie w poczucie winy i takie tam...
Takie to obrzydliwe, bleee....ale widać niektórzy faceci nie umieją wspólnie stworzyć atmosfery sprzyjającej intymności, w której można cieszyć się seksem a wolą grożbami.
Doszliśmy wreszcie do właściwej konkuzji - to wina tych facetów. Co należało dowieść! Spocznij! Rozejść się!
63 2019-12-18 14:07:31 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-12-18 14:09:31)
Doszliśmy wreszcie do właściwej konkuzji - to wina tych facetów. Co należało dowieść! Spocznij! Rozejść się!
Chyba Ty doszedłeś :-D
Bo wg mnie do tanga trzeba dwojga. Bez pomocy drugiej osoby szantaż nie miałby szansy na zakorzenienie się w związku.
Szantaż to jest ...hm...transakcja. Do niego potrzeba dwojga. Każdy w nas nosi w sobie jakiś wyzwalacz (przeważnie lęki), na czym druga strona może „grać”, czyli wykorzystywać to do własnych celów.
Dlatego też osoby pokroju autorki wątku powinny zmieniać zachowanie i przechodzić od roli ofiary, która nic nie może do momentu, w którym biorą odpowiedzialność za własne życie.
Snake napisał/a:Doszliśmy wreszcie do właściwej konkuzji - to wina tych facetów. Co należało dowieść! Spocznij! Rozejść się!
Chyba Ty doszedłeś :-D
Bo wg mnie do tanga trzeba dwojga. Bez pomocy drugiej osoby szantaż nie miałby szansy na zakorzenienie się w związku.
Szantaż to jest ...hm...transakcja. Do niego potrzeba dwojga. Każdy w nas nosi w sobie jakiś wyzwalacz (przeważnie lęki), na czym druga strona może „grać”, czyli wykorzystywać to do własnych celów.
Pewnie.
Tylko to ani trochę nie zmienia wydxwięku zachowania drugiej strony ![]()
MagdaLena1111 napisał/a:Snake napisał/a:Doszliśmy wreszcie do właściwej konkuzji - to wina tych facetów. Co należało dowieść! Spocznij! Rozejść się!
Chyba Ty doszedłeś :-D
Bo wg mnie do tanga trzeba dwojga. Bez pomocy drugiej osoby szantaż nie miałby szansy na zakorzenienie się w związku.
Szantaż to jest ...hm...transakcja. Do niego potrzeba dwojga. Każdy w nas nosi w sobie jakiś wyzwalacz (przeważnie lęki), na czym druga strona może „grać”, czyli wykorzystywać to do własnych celów.Pewnie.
Tylko to ani trochę nie zmienia wydxwięku zachowania drugiej strony
W takiej relacji oboje mają coś do przerobienia. Nic tam się samo nie zadzialoby.