Koniec studiow za granica - co dalej? Rodzina a dalsza droga. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » EMIGRACJA I ŻYCIE ZA GRANICĄ » Koniec studiow za granica - co dalej? Rodzina a dalsza droga.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

1

Temat: Koniec studiow za granica - co dalej? Rodzina a dalsza droga.

Bez zbednych wstepow i szczerze do bolu.

Mam 26 lat. Studentka. To moj ostatni semestr. Wlasnie zrezygnowalam z akademika i od lutego nie bede miala kata w miescie, w ktorym mieszkam od 2012 roku. Przeraza mnie to. Czuje, ze to koniec jakiejs epoki, przede mna jakas przepasc i nie wiem, zupelnie nie wiem, jaki bedzie ten kolejny rozdzial. Boje sie podjac zla decyzje.

Zapytacie pewnie "jak mozna tak dlugo studiowac? 7 lat?" Powinno mnie to gryzc. I gryzlo. Ale juz nie, bo musialam  wziac pod uwage, co to byly za studia i jakie warunki. Mialam 19 lat, wyjechalam do naszych zachodnich -ale NIE-anglojezycznych - sasiadow na studia. Mialam wymagany egzamin jezykowy, ale tak naprawde nie potrafilam poprowadzic jakiejs glebszej rozmowy, nie bylam jeszcze osluchana, czesto musialam prosic o powtorzenie..no i mialam potezna blokade jezykowa. Mialam dobry angielski, ale od poczatku probowalam "dukac" w ich jezyku.

To byla duza przeszkoda, rzadko sie odzywalam, a jak juz mowilam, to bardzo sie stresowalam. Zamiast w miare wyluzowanego zycia studenckiego mialam codzienna nerwowke, potezne poklady skupienia nie tylko na zapamietaniu tego, co mowia profesorzy, ale tez by w ogole ich zrozumiec.

Do tego nie mialam pieniedzy. Wyruszylam w swiat z jakims 1000 euro w kieszeni, ktore rozeszly sie (jak to juz jest na poczatku przeprwadzki ze wszystkimi oplatami) w 2-3 miesiace. Liczylam kazdy grosz, kazdy posilek, cholera. Wszystko. I nie bylo latwo o prace, bo wszedzie wymagali ich jezyka, a ja jeszcze ze swoim wiecznym "jeszcze nie umiem tego jezyka wystarczajaco dobrze/jeszcze nie jestem gotowa/jeszcze musze sie poduczyc) wcale sobie znalezienia pracy nie ulatwialam.

Mama zachorowala. A ja tutaj. A tata tez za granica, jeszcze gdzies indziej. Mialam 20 lat i dostalam siwych wlosow
Babcia umarla.  Mama przeprowadzila sie do taty. Tam tez jej sie nie polepszylo. U mnie jeszcze jakies turbulencje milosne. (Jeden jedyny raz w zyciu naprawde POTRZEBOWALAM chlopaka, chcialam sie po prostu o kogos miec przytulic. A trafilam na jakies bydle. Niewazne. Po prostu ciezko mi bylo.  Bardzo.) 
Ja wiem, ze ludzie maja wieksze problemy, ja wiem. Ale tego bylo tak duzo i to wszystko naraz... I sobie nie dawalam rady.

I potem poznalam chlopaka, z ktorym bylam ok. 3 lat. I chociaz rozstalismy sie w 2016 i po duzej awanturze nadal uwazam, ze w tamtym momencie mojego zycia on byl prezentem od Pana Boga. Byl  bardzo madry, pomagal mi, zawsze byl w pogotowiu. I dal mi poczucie bezpieczenstwa, ktorego nie moglam nigdzie znalezc.  Po rozstaniu on wyjechal a ja akurat konczylam licencjata.

Umarl dziadek. Ciezko bylo. czulam, ze nie wyrabiam psychicznie. Poszlam do lekarza pierwszego kontaktu. Ta cos przepisala. Kupilam. Przeczytalam o mozliwych skutkach ubocznych.  Odlozylam. Nie chcialam. Wystraszylam sie.

I wtedy cos sie zmienilo.

Pomyslalam "czy ta szkola, wszystko co mnie spotkalo naprawde jest warte tego stresu?" Po raz pierwszy uznalam, ze sama soba sie zaopiekuje. Ze pie***** wszystko. Wrocilam z Polski do akademika. Ale nie zapisalam sie na zajecia. Caly zimowy semestr sobie "przebimbalam". Nie robilam nic. Zylam oszczednie i probowalam sie pozbierac. Magistra zaczelam z ogromnym zapalem, studia jeszcze nigdy nie szly mi tak jak wtedy. I naprawde sprawialy przyjemnosc. Uznalam, ze chce sie ubiegac o stypendium za granice. Dostalam. Wyjechalam 10 000 km. To byl na pewno najintensywniejszy rok mojego zycia. Smaki, zapachy, szok kulturowy (czasem ataki paniki, nie chcialabym tam mieszkac), ludzie z calego swiata, wycieczki, nawet udalo mi sie dostac kilka praktyk. I poznalam mojego chlopaka (teraz niestety jest to zwiazek na odleglosc) i...

po roku wrocilam na stare smieci, zeby zdac ostatni semestr i napisac magisterke. I miasto, w ktorym spedzilam 6 lat nie wyglada juz tak, jak przed tym rocznym wyjazdem.. Nic mi sie tutaj nie podoba, 19-wieczne budynki, ktore mnie zachwycaly, wydaja sie brudne, zaniedbane.. Ludzie kiedys mili, wydaja sie najwiekszymi burakami.. I jest to jedno z najlepszych miast Europy a jednak.. ja nie chce tu zyc. Ale nie chce tez mieszkac tam, 10 000 km dalej. Chcialabym znalezc nowe miejsce do zycia.. Mysle, ze z moim wyksztalceniem jakos dalabym rade znalezc prace, ale...

jestem jedynaczka. Moi rodzice maja po 53 lata (to chyba jeszcze nie duzo, nie wiem..) i mama bardzo chce, zebym po studiach wrocila do domu. Opcja kuszaca, bo przynajmniej czynsz niski a miejsca duzo i zawsze na swoim, ale.. Jestem z - no, moze nie malego - miasta, ale Wroclaw czy Krakow to to nie jest.. i bardzo watpie, ze znalazlabym prace odpowiadajaca moim kwalifikacjom (nie zadzieram nosa, po prostu duzo mnie studia kosztowaly -doslownie i w przenosni). Poza tym uwielbiam pracowac z ludzmi z roznych krajow.. Mama mowi, ze moglabym u nas zalozyc wlasna firme... Ale tego boje sie bardzo. Nie chce sie bic z urzednikami, byc pod telefonem 24/7, nie znam sie na cyferkach ani podatkach... No i nawet gdybym te firme zalozyla, to i tak zostalabym w moim miescie. Miescie o "starowce", ktora mozna przejsc w 5 minut. Nie mowie, ze nie chcialabym sie przylozyc do rozbudowania mojego regionu (urzeka mnie tekst Dawida Podsiadlo z Malomiasteckowego "..moje marzenia buduja Twoje ulice"), ale boje sie kruczkow prawnych, urzednikow, niezrozumialych przepisow.. Chcialabym pracowac w fajnym teamie, o rownych godzinach wychodzic z biura i miec "czysta glowe" po pracy. (O,  piszac to do Was tyle mi sie chociaz wyklarowalo! )

Duzo napisalam. To podsumuje. Mam 26 lat, koncze studia zagraniczne, duzo przezylam, duzo widzialam, duzo sie nuczylam (i jestem za to bardzo wdzieczna, chociaz kilka momentow bylo raczej o odcieniu czerni. Jak to w zyciu. Yin i yang.) Nie chce mieszkac w miescie/panstwie, w ktorym studiowalam, ale do miasta rodzinnego w Polsce tez nie chce wracac (wlasciwie to nie mialabym nic przeciwko, tylko ze z praca byloby ciezko i jakos nie umiem sie dogadac z Polakami.. Jako dzieciak zylam za granica i to tez mi troche inaczej mentalnosc ustawilo..) a z drugiej strony mojej Mamie bardzo zalezy, zebym wrocila. I nie wiem co mam zrobic. Bo z jednej strony ciagnie mnie w inne strony swiata (ale raczej i tak w obrebie Europy) a z drugiej zal mi zostawiac rodzicow samych w domu. Tata to jeszcze spoko, bo pracuje, ma hobby, zajecia, kolegow; ale mama siedzi w domu i tylko sprzata, gotuje i do mnie pisze.

Moglybyscie / Moglibyscie mi cos poradzic? bylabym naprawde wdzieczna. Bo czuje sie w rozkroku pomiedzy rodzina a zyciem osobistym.

Pozdrawiam cieplutko
Allla

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Koniec studiow za granica - co dalej? Rodzina a dalsza droga.

Skoro nie widzisz się w Polsce, to dlaczego chcesz się do czegos zmuszać? Rodzice tęsknią, ja wiem.. ale takie poświęcenie? Z czasem gdy się tam nie odnajdziesz znienawidzisz to miejsce, ludzi, a do rodzicow będziesz mieć wieczny żal, że się zgodziłas, że wrócilaś, że teraz wszystko jest nie tak. Jesteś dorosła i powinnaś robić w życiu to, do czego jestes przekonana i w co wierzysz. Włożyłas wiele wysiłku w to, aby się ukształtować na kogoś kim jesteś; wykształcona, samodzielną osobę o otwartym umyśle i pogladach. Zbudowałaś swoją tożsamość, która jest nieco inna niż mentalnośc ludzi w Polsce i będzie ci bardzo trudno, przynajmniej na początku. Ty nie wrócisz "do domu" tylko udasz sie na emigrację i będziesz swoje życie budować od nowa w Polsce. Czy dasz radę?

3 Ostatnio edytowany przez Winter.Kween (2019-11-29 23:04:58)

Odp: Koniec studiow za granica - co dalej? Rodzina a dalsza droga.

Moim zdaniem problem lezy w nie odcietej od rodziny pepowinie.
Wyobraz sobie gdyby ta pepowina byla odcieta? Ile Twoich problemow z miejsca by odpadlo.
Twoje zycie bardzo przypomina moje.
Robimy podobne rzeczy, tylko, ze moje zycie to wspaniala przygoda. Twoje z kolei to siwe wlosy w wieku 20 lat.
Wyjechalam z domu za granice majac lat 18. Jestem jedynaczka. Trzech czlonkow mojej rodziny zmarlo, kiedy bylam za granica.
Moja matka chce mnie blisko domu. Moj ojciec pracuje, a moja mama jest w domu i pisze do mnie.
Moj facet pochodzi z kraju odleglego o 10 tysiecy kilometrow. Nie chce wracac do kraju, w ktorym zylam przez cale dorosle zycie (UK).
Duzo podobienstw, prawda?

Jednak moje zycie to bajka. Z kolei Twoje to meczarnia. Dlaczego? Bo nie istnieje inna rzeczywistosci ponad interpretacje i podejscie. Tam gdzie Ty widzisz zamkniete drzwi, ja widze okno. Zmien nastawienie i zmieni sie wszystko.

'Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba,jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła.'

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » EMIGRACJA I ŻYCIE ZA GRANICĄ » Koniec studiow za granica - co dalej? Rodzina a dalsza droga.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018