Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 54 ]

Temat: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Cześć. Jakiś czas temu udzielałam się trochę w wątku Beyondblackie, ponieważ nasze historie były do pewnego momentu bardzo zbliżone. Historia z cyklu: zauroczenie inną osobą, kiedy jednocześnie jest się w długoletnim, fajnym związku.

Podobnie jak BB, również i ja dałam w odpowiednim czasie ostro po hamulcach, czyli wtedy, kiedy zorientowałam się, że za dużo fantazjuję. Samo  podejrzenie, że mogłoby to pójść w złą stronę, stało się dostatecznym sygnałem alarmowym. Podejrzenie, przypuszczenie, umiejętność przewidywania, chęć zapobiegania... Ponieważ jeśli chodzi o czyny i słowa, to nie zdarzyło się nic, czego musiałabym się wstydzić. Czyli zawsze było grzecznie.

Nazwałabym ten stan: zauroczeniem, zachwytem daną osobą, radością ze spotkania jej w swoim życiu. Statusu zakochania stanowczo bym temu nie dała. Pewnie również dlatego, że należę do osób, które nieprędko tracą głowę i udaje mi się zachowywać zimną krew nawet w dość emocjonujących sytuacjach. Znaczy – emocje mną w prawdzie szarpią, ale jestem równocześnie jakby ponad nimi – kto zna ten stan, ten mnie zrozumie.

I teraz tak... Chciałabym zachować tę znajomość mimo wszystko. Lubię tego człowieka, jego myśli, charakter, czuję czułość, kiedy o nim myślę. Gdy go nie widzę „nie wzdycham, nie płaczę”.
Jednak co tu dużo mówić – istnieje między nami ten rodzaj chemii, która aż strzela w powietrzu, kiedy gdzieś tam się przypadkiem spotkamy. To jest wręcz nieznośne i jak się domyślam, zauważalne dla otoczenia: dwoje ludzi zachowuje się normalnie i swobodnie, a kiedy to drugie wchodzi do pomieszczenia, to oboje zaczynają szybować na różowych obłoczkach. Nie wiem, co to jest, odurzenie chemią, feromonami?

Nie widziałam się z nim niemal od roku, ale kontaktujemy się ze sobą od czasu do czasu mailowo. Maile te dotyczą najczęściej jakichś poleceń książek, filmów, dyskusji na tematy psychologiczne, filozoficzne, religijne, światopoglądowe. Nie ma w nich flirtu, są utrzymane bardzo neutralnie, choć zawierają dużo elementów wzajemnego wsparcia i okazywania sobie sympatii.

Raz zapytał mnie, czy miałabym ochotę pójść z nim na kawę. Ale go zbyłam. Bo co... bo się waham. Może chodzi tu głównie o to, że ja raczej nie mam męskich przyjacół, z którymi ot tak sobie kawkuję. Mam dobrych znajomych, wśród nich również mężczyzn bardzo atrakcyjnych, którzy jednak nie działają na mnie tak jak on i to jeszcze z wzajemnością.

Moje pytanie do Was: czy da się tego typu znajomość jakoś konstruktywnie i mądrze kontynuować? O dziwo ten mój znajomy podchodzi do tematu chyba dość na luzie. Jako inteligentna osoba oczywiście zauważył, co się dzieje. Rok temu pociągnął sam ten temat i powiedział do mnie coś w tym stylu; „Przecież można się tym (w znaczeniu: chemią między nami) po prostu delektować i tyle”. Spaliłam buraka. Wiem, że on wie i vice versa. Ale nie jestem przekonana do jego teorii i czy on dobrze kombinuje.

Czy faktycznie może być tak, że niektórym udaje się „delektować tak tylko”, bez żadnych oczekiwań, bez chęci pójścia dalej? W myśl zasady: w prawdzie jesteśmy dla siebie atrakcyjni, ale jesteśmy także ponad to? Da się tak?

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:

Moje pytanie do Was: czy da się tego typu znajomość jakoś konstruktywnie i mądrze kontynuować? (...)
Czy faktycznie może być tak, że niektórym udaje się „delektować tak tylko”, bez żadnych oczekiwań, bez chęci pójścia dalej? W myśl zasady: w prawdzie jesteśmy dla siebie atrakcyjni, ale jesteśmy także ponad to? Da się tak?

Moim zdaniem nie da się, bo to tylko grzebanie w otwartej ranie.
Jeśli pojawia się fascynacja drugą osobą, na którą nie możemy sobie pozwolić, to najgorszym, co można zrobić, to ją pielęgnować.
Chyba, że ktoś lubi sobie i innym robić kuku. Wystawianie dużego palca u nogi za pewne granice często źle się kończy, nie polecam.

3

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

On z cala pewnoscia dobrze kombinuje. Dobrze dla niego samego. Pytanie czy rownie dobrze dla swojej partnerki i dla Ciebie.

Zadaj sobie pytabie czy bedac na miejscu jego partnerki chcialabys aby Twoj jedyny pielegnowal chemie z kolezanka

4

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Zgadzam się z tym, że on kombinuje bardzo dobrze, ale dla samego siebie.

Zapytaj mężczyznę, z którym jesteś w związku, o poradę w opisanych wyżej kwestiach. A dostaniesz odpowiedź na wszystkie nurtujące Cię pytania.

5

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:

Da się tak?

Pewnie się da ,a może nie - teoretyzowanie nic tu nie da .
Pytanie czy Ty dasz radę,czego chcesz i pragniesz pożądasz w tej relacji konkretnie i precyzyjne to określ dla siebie?
Do czego jesteś się w stanie przyznać przed sobą, czego się boisz ?
Utraty panowania nad sobą,wstydu,utraty status quo.Tajemnice,sekrety - obrona czego będziesz bronić.Co jest niebezpiecznego w tej relacji - emocje oczywiście .
Co skrywasz przed samą sobą intencje,motywy , chaos . niejasności niepewność siebie.
Co odkładasz na później,jaka furtkę zostawiasz za sobą otwartą?W co wierzysz a w co chcesz wierzyć.Do czego możesz się posunąć?
Co już jest przymusowe w myśleniu i z czym walczysz w swych uczuciach i myślach ? Co takiego odurza najbardziej czego brakuje i co chcesz tą relacją regulować w życiu i związku.Czegoś za mało czy za dużo ? Może chcesz jeszcze więcej ale czego ? Emocje,emocje ach te emocje .
Jaki masz cel ?

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

6

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:

Moje pytanie do Was: czy da się tego typu znajomość jakoś konstruktywnie i mądrze kontynuować? O dziwo ten mój znajomy podchodzi do tematu chyba dość na luzie. Jako inteligentna osoba oczywiście zauważył, co się dzieje. Rok temu pociągnął sam ten temat i powiedział do mnie coś w tym stylu; „Przecież można się tym (w znaczeniu: chemią między nami) po prostu delektować i tyle”. Spaliłam buraka. Wiem, że on wie i vice versa. Ale nie jestem przekonana do jego teorii i czy on dobrze kombinuje.

Czy faktycznie może być tak, że niektórym udaje się „delektować tak tylko”, bez żadnych oczekiwań, bez chęci pójścia dalej? W myśl zasady: w prawdzie jesteśmy dla siebie atrakcyjni, ale jesteśmy także ponad to? Da się tak?

Moja odpowiedź brzmi: NIE
W podobnych sytuacjach często pojawia się tzw "czerwona linia", którą bardzo łatwo przekroczyć. Przed nią każdemu się wydaje, że panuje nad sytuacją, że jest ponad to.
Jednak nie obejrzysz się, a za jakiś czas waszą zdradę będziesz/będziecie tłumaczyć słowami: "„Przecież można się tym (w znaczeniu: ROMANSEM między nami) po prostu delektować i tyle".
Też uważam, że on próbuje Cię urobić. Zapewne ma w tej kwestii doświadczenie bo w romansie/zdradzie nie tyle chodzi by jak najszybciej skonsumować, co się nim delektować. Najpierw chemią, potem schadzkami itd. Zdrajcom nie zależy na czasie bo w domu mają stałych partnerów. Dlatego te podchody mogą trwać jeszcze tygodnie czy nawet miesiące. W końcu dojdziecie w tym wzajemnym nakręceniu na siebie do takiego momentu, że wystarczy tylko sprzyjająca okazja, a oboje popłyniecie.
A Ty będziesz zachodzić w głowę, jak do tego doszło?
Według mnie Twoje obecne wątpliwości, to ostatni ostrzegający dzwonek przed ewakuacją, jeśli nie chcesz by Twój kolejny wątek tutaj miał tytuł "zniszczyłam życie sobie i moim bliskim".

7 Ostatnio edytowany przez Lovelynn (2019-11-01 14:48:36)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Istotny szczegół w tej historii - on jest wolny, czyli nie ma partnerki. (A przynajmniej tak twierdzi, bo dziś to trzeba kogoś naprawdę dobrze poznać i się osobiście przekonać, czy nie ma jakichś trupów w szafie.)
Jednak czuję, że to nie jest rodzaj odpowiedzialności, która rozkłada się po 50% dla każdego, tylko że moja wynosi jakieś 75% - bo to ja jestem w związku i w ten sposób odpowiadam za obie relacje.
Ja jemu życzę, żeby sobie kogoś znalazł, to wtedy nasz kontakt byłby łatwiejszy dla wszystkich stron.
Próbowałam wielu sposobów na znormalizowanie tej znajomości, np. pomyślałam, że fajnym rozwiązaniem byłoby, gdyby poznali się i polubili z moim partnerem, więc zapoznałam ich ze sobą. Wtedy zazwyczaj powstaje bariera: to kobieta kumpla, więc dam spokój. Tylko cóż, obaj panowie nie zapałali zbytnio do siebie sympatią.

Nie wiem, jak to dalej ma wyglądać. Mój partner jak do tej pory nie ma nic przeciwko tej znajomości, bo w sumie obiektywnie patrząc "nic się niby nie dzieje".
A mnie jest ciężko stwierdzić, czy to jest jeszcze w porządku, albo czy może już od dawna balansuję na granicy.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

8

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Faktycznie, to Ty jestes w zwiazku. Zle przeczytalem. Wiec jest jeszcze gorzej.

To teraz wpierw proste pytania
Czy chcialabys aby partber byl w takiej relacj8
Czy chcialabys aby partner mial taks kolezanke z taka chemia

Teraz proste zadanie
Pokaz pierwszy tekst partnerowi, czy on o tym wie. Jak nie to juz mamy pierwsze tajemnice i zalazek romansu, zdrady ekocjonalnej na chwile obecna.
W sumie roznisz sie od innych zdradzajacych ekocjonalnie pod tym wsglwdem, ze ladniej to opisalas. Wcale jedbak nie masz nad tym takiej kontroli o jakiej piszesz i zapewne myslisz. 2-3 spotkania z tym kiks i bedziesz tu pisac emocjonalne teksty jaka to was polaczyla kilosc, ze to nie zdrada, ze to wybor tej jednej jedynej na cale zycie wiec to nie moze byc nic zlego.

Nie, dziewczyna po drugiej str9nie niczego nie zmieni

9 Ostatnio edytowany przez Roxann (2019-11-01 15:40:10)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:

Nie wiem, jak to dalej ma wyglądać. Mój partner jak do tej pory nie ma nic przeciwko tej znajomości, bo w sumie obiektywnie patrząc "nic się niby nie dzieje".
A mnie jest ciężko stwierdzić, czy to jest jeszcze w porządku, albo czy może już od dawna balansuję na granicy.

To może spróbuj odpowiedzieć sama przed sobą szczerze na dwa pytania:
1. Czy ta jego atrakcyjność powoduje, że masz o nim fantazje erotyczne?
2. Jak byś się czuła, gdybyś wiedziała, że Twój mąż ma taką koleżankę? Czy uznałabyś, że to już emocjonalna zdrada?
Jeżeli odpowiedzi na powyższe pytania są pozytywne to oznacza, że ta Wasza przyjaźń (już) nie jest w porządku a granica bardzo cienka i śliska.

ja86 napisał/a:

W sumie roznisz sie od innych zdradzajacych ekocjonalnie pod tym wsglwdem, ze ladniej to opisalas. Wcale jedbak nie masz nad tym takiej kontroli o jakiej piszesz i zapewne myslisz. 2-3 spotkania z tym kiks i bedziesz tu pisac emocjonalne teksty jaka to was polaczyla kilosc, ze to nie zdrada, ze to wybor tej jednej jedynej na cale zycie wiec to nie moze byc nic zlego.

Słuszna uwaga. Autorka opisuje tą sytuację w taki sposób bo jeszcze jest przed tą przysłowiową "czerwoną linią", wszystko wydaje się jeszcze takie niewinne, w zasadzie niby nic się nie dziej, to tylko kolega, a ta "chemia" to tylko taki miły dodatek, nic co powoduje realne zagrożenie.

10 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-11-01 15:49:33)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
paslawek napisał/a:

Pytanie czy Ty dasz radę

Zadałeś kluczowe pytanie Paslawku. Człowiek zazwyczaj myśli, że da, tak jak napisała Roxann. Mnie też przecież się wydaje w tej chwili, że dam, spoooko! Tym bardziej, że jak do tej pory faktycznie nie miało miejsca nic szkodliwego.
Przeciwnie, zbieram same pozytywne owoce, faktycznie, delektuję się bo: mam więcej energii, lepiej wyglądam, w związku mi się paradoksalnie również układa lepiej (!), bo czuję się doceniana, atrakcyjna. Szkoda, że ten rodzaj docenienia przychodzi akurat z zewnątrz. Obiektywnie to jest właśnie dziwnie, bo polepszyły nam się nawet relacje ze stałym partnerem - jestem mniej marudna i niezadowolona choćby ;-)

A moje obawy – po prostu boję się, że ten trzeci okaże się lepszy niż przypuszczałam i że wtedy mogłabym pójść na całość. "Na całość" nie oznacza romansu w tle, przypuszczam, że najprędzej bym się rozwiodła, po prostu. Mimo to z pewnością poszło by to po linii seksualności, bo czuję, że w tej dziedzinie po prostu najbardziej kuleje w związku. Ja w sumie dość dobrze orientuję się w swoich cieniach i ciemnych stronach, dlatego jestem w stanie do bardzo wielu spraw przyznać się przed sobą, przed mężem. Zdefiniowałabym siebie jako osobę wysoce intensywną i seksualną, w przeciwieństwie do męża, który twierdzi, że "orgazm to orgazm" i nie bardzo rozumie, jak można przeżywać seks za każdym razem nieco inaczej. To jest bolączka w naszym związku, niestety, ten brak porozumienia seksualnego. Bo poza tym jednym, to mamy naprawdę świetny związek. A jaki mam cel - chyba to co wszyscy. Zobaczyć co we mnie jest i gdzie są moje granice.

Roxann - możliwe, że próbuje mnie urobić, nie wykluczam tego, że po prostu lubi gonić króliczka. Bo on kręci się wokół mnie od ponad dwóch lat! Niczego nie można wykluczyć (czytałam Twoją historię, więc wiem, że rozumiesz...), może ma sobie tych króliczków nawet kilka . Choć trochę dziwne jest to, że mając "kwiatu pół światu" uparł się akurat tak bardzo na mnie. To mi również pochlebia, wiadomo...

ja86 - w sumie zadaliście bardzo podobne pytania z Roxann, więc patrz poniżej ;-)

Roxann napisał/a:
Lovelynn napisał/a:

Nie wiem, jak to dalej ma wyglądać. Mój partner jak do tej pory nie ma nic przeciwko tej znajomości, bo w sumie obiektywnie patrząc "nic się niby nie dzieje".
A mnie jest ciężko stwierdzić, czy to jest jeszcze w porządku, albo czy może już od dawna balansuję na granicy.

To może spróbuj odpowiedzieć sama przed sobą szczerze na dwa pytania:
1. Czy ta jego atrakcyjność powoduje, że masz o nim fantazje erotyczne?
2. Jak byś się czuła, gdybyś wiedziała, że Twój mąż ma taką koleżankę? Czy uznałabyś, że to już emocjonalna zdrada?
Jeżeli odpowiedzi na powyższe pytania są pozytywne to oznacza, że ta Wasza przyjaźń (już) nie jest w porządku a granica bardzo cienka i śliska.

1. Tak, mam fantazję erotyczne z nim w roli głównej.
2. Gdyby mój mąż miał taką koleżankę to uznałabym, że w naszym związku coś jest coś grubo nie tak i starałabym się dociec, co nie gra i to naprawić. Albo bym go puściła wolno bo uznałabym, że nie jestem w stanie mu tego dać.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

11 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-11-01 15:51:43)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:

Roxann - możliwe, że próbuje mnie urobić, nie wykluczam tego, że po prostu lubi gonić króliczka. Bo on kręci się wokół mnie od ponad dwóch lat! Niczego nie można wykluczyć (czytałam Twoją historię, więc wiem, że rozumiesz...), może ma sobie tych króliczków nawet kilka . Choć trochę dziwne jest to, że mając "kwiatu pół światu" uparł się akurat tak bardzo na mnie. To mi również pochlebia, wiadomo...

Uparł się bo wydajesz się niedostępna, a z drugiej strony przejrzał Cię i wie, że chemia jest również z Twojej strony - to kręci podwójnie.

Lovelynn napisał/a:

1. Tak, mam fantazję erotyczne z nim w roli głównej.
2. Gdyby mój mąż miał taką koleżankę to uznałabym, że w naszym związku coś jest coś grubo nie tak i starałabym się dociec, co nie gra i to naprawić. Albo bym go puściła wolno bo uznałabym, że nie jestem w stanie mu tego dać.

W takim razie wróć do pytań paslawka i spróbuj na nie odpowiedzieć, czego Ty naprawdę chcesz? Co teraz?
Bo to, że ta znajomość ma już znamiona zdrady emocjonalnej, już wiesz.

12

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Czyli jednak brak bolca i zdrada meza. Standardowa historia jakich wiele i standardowo dorabiana filozofia aby nie bylo wyrzutow sumienia.

13 Ostatnio edytowany przez Lovelynn (2019-11-01 16:10:21)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Roxann napisał/a:

W takim razie wróć do pytań paslawka i spróbuj na nie odpowiedzieć, czego Ty naprawdę chcesz? Co teraz?
Bo to, że ta znajomość ma już znamiona zdrady emocjonalnej, już wiesz.

Tak, ta znajomość na znamiona zdrady emocjonalne. Wiem.

Czuję, że jak tego nie przepracuję, to znajdzie się ktoś inny, bo mój problem leży głębiej, niż na to początkowo wygląda.
Faktem jest, że:
1. Nie chcę zdradzać ani kłamać.
2. Chcę zmienić swoje życie, swój związek na lepsze. Jeśli oznaczałoby to, że muszę w związku z tym zmienić związek, to również to zrobię.
3. Priorytetem jest dla mnie obecny związek, ale nie za cenę umartwiania się w nim i pozbawiania się najistotniejszych dla mnie elementów.
4. Chcę przez to wszystko przejść jak przez próbę ogniową. Nawet przez nieprzyjemny fakt, że pragnę tamtego faceta i że nie mam na tow sumie wpływu.

Dlatego zdecydowałam się tu opisać to doświadczenie, może w formie swoistego pamiętnika.
Nie nastawiam się na konkretny wynik, pełen open end.


Być może jutro okaże się, że facet jest beznadziejny, że nie jest wart mojego szacunku - a wtedy odkochanie następuje u mnie błyskawicznie.

ja86 napisał/a:

Czyli jednak brak bolca i zdrada meza. Standardowa historia jakich wiele i standardowo dorabiana filozofia aby nie bylo wyrzutow sumienia.

Spoko, możemy to nazwać brakiem bolca cool . Nie potrzebuję filozofii, a wyrzuty sumienia mam. Jak najbardziej.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

14

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:

Być może jutro okaże się, że facet jest beznadziejny, że nie jest wart mojego szacunku - a wtedy odkochanie następuje u mnie błyskawicznie.

Jak niby chcesz to sprawdzić, skoro bujacie się tak już 2 lata?
Chcesz pójść na całość?

15

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Chcesz próby ogniowej? Pokaż dzisiaj swój temat mężowi. Moim zdaniem juz przekroczyła granicę. Cytując klasyka: "Nie nazywajmy szamba perfumerą.".

16

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Roxann napisał/a:
Lovelynn napisał/a:

Być może jutro okaże się, że facet jest beznadziejny, że nie jest wart mojego szacunku - a wtedy odkochanie następuje u mnie błyskawicznie.

Jak niby chcesz to sprawdzić, skoro bujacie się tak już 2 lata?
Chcesz pójść na całość?

Nie, nie pójdę na całość.
Ja często najpierw obserwuję, jak ludzie zachowują się wobec innych, jaką mają przeszłość, opinię w społeczeństwie, to dużo o nich mówi.
Z tym że to nie jest tutaj najistotniejsze. Problem istnieje tak naprawdę w moim związku, albo we mnie samej, a nie kim jest lub nie jest tamten facet i czy warto puścić jedną gałąź, zanim chwycę następną.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

17 Ostatnio edytowany przez Roxann (2019-11-01 16:35:53)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:

Nie, nie pójdę na całość.
Ja często najpierw obserwuję, jak ludzie zachowują się wobec innych, jaką mają przeszłość, opinię w społeczeństwie, to dużo o nich mówi.
Z tym że to nie jest tutaj najistotniejsze. Problem istnieje tak naprawdę w moim związku, albo we mnie samej, a nie kim jest lub nie jest tamten facet i czy warto puścić jedną gałąź, zanim chwycę następną.

To w takim razie, jeśli jesteś pewna, że nie chcesz kłamać/zdradzać, a Twój związek jest dla Ciebie wciąż priorytetem i chcesz o niego zawalczyć, to wiesz co musisz w pierwszej kolejności zrobić?
Tak. Całkowicie odciąć się od tego "przyjaciela". CAŁKOWICIE! Inaczej próżny trud.

EDIT: Gdyby jednak naszła Cię chwila słabości, to Cię przestrzegę - to, że on okaże się kiepskim kochankiem (i wtedy w nim odkochasz) jest raczej mało prawdopodobne, bo przy takim nakręceniu zapewne będzie ogień ALE... pamiętaj jedno! Nie da się zaspokoić "na zapas". Jak zdradzisz raz, gwarantuję, że zrobisz to kolejny i kolejny, który za każdym razem będzie tym ostatnim. To jest jak nałóg. A potem już wiesz co będzie, czytałaś różne watki. Schemat jest zwykle ten sam.

18 Ostatnio edytowany przez Lovelynn (2019-11-01 16:41:06)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
BEKAśmiechu napisał/a:

Chcesz próby ogniowej? Pokaż dzisiaj swój temat mężowi. Moim zdaniem juz przekroczyła granicę. Cytując klasyka: "Nie nazywajmy szamba perfumerą.".

Prawda!
Co do tego co wie mój mąż - w zasadzie od dawna, ba, od samego początku, uczulałam go na ten temat. Czyli, że jeśli się tą kwestią nie zajmiemy, to konsekwencje będą jakie będą - czyli takie, że w końcu zacznę się rozglądać. Znam siebie i tę część swojej natury.
W tej chwili mogłabym mu nawet powiedzieć o wszystkim. Bardziej obawiam się o jego uczucia niż o siebie.

Roxann napisał/a:
Lovelynn napisał/a:

Nie, nie pójdę na całość.
Ja często najpierw obserwuję, jak ludzie zachowują się wobec innych, jaką mają przeszłość, opinię w społeczeństwie, to dużo o nich mówi.
Z tym że to nie jest tutaj najistotniejsze. Problem istnieje tak naprawdę w moim związku, albo we mnie samej, a nie kim jest lub nie jest tamten facet i czy warto puścić jedną gałąź, zanim chwycę następną.

To w takim razie, jeśli jesteś pewna, że nie chcesz kłamać/zdradzać, a Twój związek jest dla Ciebie wciąż priorytetem i chcesz o niego zawalczyć, to wiesz co musisz w pierwszej kolejności zrobić?
Tak. Całkowicie odciąć się od tego "przyjaciela". CAŁKOWICIE! Inaczej próżny trud.

Roxann, nie uwzględniasz wszystkich rozwiązań...
Bo teoretycznie: mogłabym nawet sypiać z tamtym za przyzwoleniam męża - nie musiałabym nawet kłamać i zdradzać ;-)
Nie jest to kusząca myśl?
Nie no, nie sądzę, żeby takie rozwiązanie przeszło... ;-), ale jakaś możliwość to jest. Wilk syty i owca cała.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

19

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Autorko, to, czy ten drugi ma dziewczynę, czy nie, nie ma absolutnie żadnego znaczenia.

Ponadto, teraz sobie myślisz, że gdyby okazał się świetny, dopuszczasz nawet myśl o rozwodzie. Musisz jednak wziąć pod uwagę jedną, podstawową sprawę: że to, jak ten drugi zachowuje się teraz, wcale a wcale nie znaczy, że tak samo będzie się zachwywał po Twoim rozwodzie.

Prosta sprawa: są ludzie, których podnieca dodatkowa trudność. Na przykład poderwanie cudzego męża / mężatki. A potem, gdy cel się osiąga, nagle dodatkowa podnieta znika, sprawy stają się poważne i... kochanek / kochanka znika.

Tak czy owak, robisz sobie kuku. Już jesteś w tym romansie zanurzona po uszy. Ten drugi może się tym delektuje, Ty krzywdzisz męża. Ja bym się na jego miejscu czuła już teraz zdradzona.

Ale są różni ludzie. Jedni mają skłonność do zdrady, inni nie. Z naturą ludzką się nic nie zrobi. Więc jeśli "taka jesteś", to zabrniesz w to dalej. Jestem bardzo ciekawa, czy będziesz po tym wszystkim szczęśliwa.

20

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:

W tej chwili mogłabym mu nawet powiedzieć o wszystkim. Bardziej obawiam się o jego uczucia niż o siebie.

Lovelynn napisał/a:

Roxann, nie uwzględniasz wszystkich rozwiązań...
Bo teoretycznie: mogłabym nawet sypiać z tamtym za przyzwoleniam męża - nie musiałabym nawet kłamać i zdradzać ;-)
Nie jest to kusząca myśl?
Nie no, nie sądzę, żeby takie rozwiązanie przeszło... ;-), ale jakaś możliwość to jest. Wilk syty i owca cała.

No to próbuj! Może mąż się rzeczywiście na to zgodzi, jeśli mu przedstawisz teraz całą prawdę, w czym tkwi problem i jeśli on nie będzie chciał niczego w swoim podejściu do seksu zmienić, to jest to jakieś rozwiązanie. Choć trochę z kosmosu wink
Ale wtedy będziesz uczciwa i wobec siebie i wobec męża, jakkolwiek by to nie zabrzmiało.

21

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Czekam na post twojego męża: "Kolega z pracy. Mam się czego obawiać?". Zobaczyłabyś co wielu forumowiczów sądzi o "motylkach", "chemii", "stratosferycznej energii", "magii w powietrzu" i tym podobnych bzdetach. Oczywiście ten Harry Potter nie ma nic do stracenia, on chce poczarować różdżką, bo jest wolny. Też byłem na jego miejscu, było ćwiczenie wszystkich możliwych pozycji, ale jak pojawiła się normalna laska, to z mojej strony było krótkie "do widzenia" i koniec z mężatką.

22 Ostatnio edytowany przez Lovelynn (2019-11-01 17:13:47)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Roxann napisał/a:
Lovelynn napisał/a:

W tej chwili mogłabym mu nawet powiedzieć o wszystkim. Bardziej obawiam się o jego uczucia niż o siebie.

Lovelynn napisał/a:

Roxann, nie uwzględniasz wszystkich rozwiązań...
Bo teoretycznie: mogłabym nawet sypiać z tamtym za przyzwoleniam męża - nie musiałabym nawet kłamać i zdradzać ;-)
Nie jest to kusząca myśl?
Nie no, nie sądzę, żeby takie rozwiązanie przeszło... ;-), ale jakaś możliwość to jest. Wilk syty i owca cała.

No to próbuj! Może mąż się rzeczywiście na to zgodzi, jeśli mu przedstawisz teraz całą prawdę, w czym tkwi problem i jeśli on nie będzie chciał niczego w swoim podejściu do seksu zmienić, to jest to jakieś rozwiązanie. Choć trochę z kosmosu wink
Ale wtedy będziesz uczciwa i wobec siebie i wobec męża, jakkolwiek by to nie zabrzmiało.

wink Wiesz co, ja już chyba wszystkich innych rozwiązań próbowałam. Znaczy - i prośby, i groźby, i rozmowy. Teraz pan mąż będzie musiał zmierzyć się z tym, że ja nie tylko sobie tak gadam. Jeśli będę miała ochotę spotkać się z tamtym, to się spotkam. Ale go o tym powiadomię ( z resztą do tej pory był powiadamiany o każdym spotkaniu). Obawiam się bowiem, że jak z tamtym zerwę kontakt, to się zaczną tęsknoty i inne pierdy, albo go zacznę idealizować i płakać, że taka miiiiłość mnie ominęła. Więc już lepsze taka jawność.

BEKAśmiechu - rozumiem, że chcesz mnie ostrzec. Tak, pan zapewne pragnie użyć różdżki tongue , jego prawo. Moje prawo i obowiązek wobec siebie to przede wszystkim dbać o siebie i swoje emocjonale i fizyczne bezpieczeństwo. Więc aż tak bardzo znowu to nie jestem ciekawa tych jego czarów.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

23

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Lovelynn, wg. mnie się nie da.

Jak jest chemia, to jest pozamiatane. Ja musiałam się całkowicie odciąć od mężczyzny w którym się zauroczyłam, bo pomimo tego, że do niczego fizycznego pomiędzy nami nie doszło, to byłaby to kwestia tylko czasu, żeby stracić kontrolę i zrobić coś głupiego.

24 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-11-01 18:49:11)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Ale ja cie broń Boże przed niczym nie ostrzegam! Ty chyba nie do końca rozumiesz... Napiszę jak do prostaka: dla ciebie to jakieś magiczne uniesienia z innej planety, a dla innych to po prostu chęć puszczenia się z innym. Historia jakich wiele, z tym, że jeszcze nie skonsumowana fizycznie. Napalony koleś, napalona mężatka, później żale, że mąż cie nie doceniał, albo coś w ten deseń.

P.s. "Jeśli będę miała ochotę spotkać się z tamtym, to się spotkam."
Nie zapomnij tylko kilku standardowych tekstów, jak jednak mąż będzie miał problem:
1. Nie możesz mnie ograniczać.
2. To tylko mój kolega.
3. Za kogo ty mnie masz?!
4. Mam swoje prawa.
i najlepsze na koniec:
5. Ty chyba sam chcesz, żebym cie zdradziła!
Działają niezawodnie i wzmagają w odbiorcy poczucie winy.

25 Ostatnio edytowany przez Roxann (2019-11-01 17:37:58)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:

Obawiam się bowiem, że jak z tamtym zerwę kontakt, to się zaczną tęsknoty i inne pierdy, albo go zacznę idealizować i płakać, że taka miiiiłość mnie ominęła. Więc już lepsze taka jawność..

Lovelynn napisał/a:

Moje prawo i obowiązek wobec siebie to przede wszystkim dbać o siebie i swoje emocjonale i fizyczne bezpieczeństwo. Więc aż tak bardzo znowu to nie jestem ciekawa tych jego czarów.

Nawet nie wiesz, jak możesz się mylić. Jak dla mnie te dwie wypowiedzi się wykluczają, choć może Ci się w tej chwili wydawać inaczej.
Ty już "popłynęłaś" i z tej sytuacji dobrego wyjścia nie ma. To czy się z nim prześpisz, ma teraz już tak naprawdę drugorzędne znaczenie. Naprawę.
Ty już wiesz, że z niego ciężko Ci będzie zrezygnować, nie dopuszczasz nawet do siebie takiej opcji bo jesteś w tą znajomość najzwyczajniej świecie emocjonalnie zaangażowana.
Zasłaniasz transparentnością, ale to tylko pozory mające na celu zagłuszenie wyrzutów sumienia.
Po tym co piszesz, jesteś o krok od zdrady fizycznej. A co będzie potem chyba sama wiesz.
Oczywiście jest taka opcja, że się rozstajesz z mężem i zaczynasz wszystko od nowa z przyjacielem, tylko czy to się uda, czy o to mu chodzi. Różnie z tym bywa. Mózisz, że nie chcesz testować drugiej gałęzi, ale tak naprawdę robisz to od 2 lat. Tylko na razie w białych rękawiczkach. Skutki tego mogą być różne.
Jedną z opcji opisałam ja, drugą BEKAśmiechu. W sumie one obie się nie wykluczają. Facet być może chce się zabawić z mężatką, a jak przetestuje wszystkie możliwe pozycje na wszystkie możliwe sposoby, to się zawinie. A Ty zostaniesz ze złamanym sercem, rozwalonym małżeństwem, totalnie rozjechana emocjonalnie.
Sama przyznaj, że zostawienie teraz męża by dać szansę drugiemu, bez "przetestowania go" to duże ryzyko.
Dlatego napisałam wyżej, że z tej sytuacji dobrego wyjścia już nie ma.

26

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Beyondblackie napisał/a:

Lovelynn, wg. mnie się nie da.

Jak jest chemia, to jest pozamiatane. Ja musiałam się całkowicie odciąć od mężczyzny w którym się zauroczyłam, bo pomimo tego, że do niczego fizycznego pomiędzy nami nie doszło, to byłaby to kwestia tylko czasu, żeby stracić kontrolę i zrobić coś głupiego.

Beyondblackie - no hej. Tak, pamiętam, w Twojej sytuacji  zerwanie kontaktu było rozwiązaniem najlepszym z możliwych, szczególnie, że tamten jasno i konkretnie się określił. U mnie trochę inaczej to wygląda - tamten działa bardzo subtelnie i nienachalnie. Na pewno nie zaproponuje romansu, choć pewnie ma ochotę. Dodatkowo mój partner mi do tego stopnia osiadł na laurach samozadowolenia, że ciężko go wybudzić ze snu śpiącego królewicza.
Dlatego czuję, że nie powinnam póki co zrywać tej relacji. Zrobiłabym to wtedy, gdybym miała poczucie, że tracę głowę (potrafię rozpoznać ten moment), a w tej chwili tak nie jest.

Ja chciałabym takiej sytuacji, że odcięcie myśli od tamtego mężczyzny i skierowanie ich w stronę męża będzie czymś łatwym, a nie mozolnym i okraszonym łzami.
Wierna żona powinna chcieć być wierna, a nie musieć.
A ja fantazjuję o tamtym, tak, i jest mi z tym bardzo, bardzo źle. Wolałabym te fantazje realizować w życiu, w związku.
Dlatego jeśli zerwę tamten kontakt, to tylko wtedy, jeśli nie będę czuła żalu ani smutku w związku z tym tylko pewność, że to wspaniała decyzja.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

27 Ostatnio edytowany przez Roxann (2019-11-01 18:01:24)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:

Dlatego jeśli zerwę tamten kontakt, to tylko wtedy, jeśli nie będę czuła żalu ani smutku w związku z tym tylko pewność, że to wspaniała decyzja.

W takim zawieszeniu, kiedy on gra pierwsze skrzypce w twoich erotycznych fantazjach jest to nierealne. Mam wrażenie, że ten Twój wątek to jest desperacja próba "rozgrzeszenia siebie" przed zbliżającą się wielkimi krokami zdradą fizyczną. Ty doskonale wiesz, że kontynuując z nim znajomość, do tego w końcu dojdzie. To, że dzieje się to na oczach i za cichym przyzwoleniem męża niczego tu nie zmienia.

EDIT:
Poza tym już zaczynasz się gubić w zeznaniach:

Lovelynn napisał/a:

Bardziej obawiam się o jego uczucia niż o siebie..

(red. męża)
vs

Lovelynn napisał/a:

Obawiam się bowiem, że jak z tamtym zerwę kontakt, to się zaczną tęsknoty i inne pierdy, albo go zacznę idealizować i płakać, że taka miiiiłość mnie ominęła.

Lovelynn napisał/a:

Moje prawo i obowiązek wobec siebie to przede wszystkim dbać o siebie i swoje emocjonale i fizyczne bezpieczeństwo.

wink
Teraz jesteś na takim etapie "oczadzenia", że zawsze znajdziesz jakiś powód by nie zrywać z "przyjacielem", a to wiadomo do czego doprowadzi. Ty o tym dobrze wiesz.

28

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
BEKAśmiechu napisał/a:

P.s. "Jeśli będę miała ochotę spotkać się z tamtym, to się spotkam."
Nie zapomnij tylko kilku standardowych tekstów, jak jednak mąż będzie miał problem:
1. Nie możesz mnie ograniczać.
2. To tylko mój kolega.
3. Za kogo ty mnie masz?!
4. Mam swoje prawa.
i najlepsze na koniec:
5. Ty chyba sam chcesz, żebym cie zdradziła!
Działają niezawodnie i wzmagają w odbiorcy poczucie winy.

No to zobaczmy:

1. Mąż ma pełne prawo mnie ograniczać, jak robię głupoty i ja jego też. To jest dla nas obu jasne, więc nie.
2. No, to już prędzej.
3. On wie, że ja zawsze przezornie zakładam, że się puszczę. W związku z tym pewnie dlatego do tej pory tego nie zrobiłam. Gdybym naiwnie zakładała odwrotną możliwość, to może byłoby inaczej.
4. To akurat jest oczywistość? No ale w tym tonie też bym tego nie rozegrała, ponieważ nie ze wszystkich praw chcę korzystać.
5. Eeee... że co?

Czyli w sumie możliwość 2, jak siebie znam.

"Napiszę jak do prostaka: dla ciebie to jakieś magiczne uniesienia z innej planety, a dla innych to po prostu chęć puszczenia się z innym." - tak, ale trzeba być świadomym, że umysł będzie chciał się trzymać wyjątków od reguły i to w moim przypadku się dzieje. Pewnie, gdybym była PEWNA, że to pospolity je--ka, to bym sobie darowała, ale dasz mi GWARANCJE? Fakty są takie, że gość dwa lata przy mnie trwa. Tak, dla mnie to całkiem magiczne i romantyczne.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

29

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

"Fakty są takie, że gość dwa lata przy mnie trwa. Tak, dla mnie to całkiem magiczne i romantyczne." - bitch please!

30

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Roxann napisał/a:

Mam wrażenie, że ten Twój wątek to jest desperacja próba "rozgrzeszenia siebie" przed zbliżającą się wielkimi krokami zdradą fizyczną.

Ja niczego nie wykluczam, może jest i tak jak piszesz.
Po prostu musiałam to z siebie wywalić, posłuchać opinii innych.
Jednak trudno mi uwierzyć w nadchodzącą zdradę fizyczną, bo jedyny nasz bliższy kontakt cielesny był wtedy, jak zaczęło siarczyście lać i szliśmy przez chwilę pod jedną parasolką, a ja, o zgrozo, trzymałam go wtedy przez moment pod ramię. Zazwyczaj przed seksem są jakieś całowanki, dotykanki itp. Więc to byłby spory przeskok jednak. Ale tak jak mówię, wolę i ten wariant uwzględniać i np. nie golić nóg i pozostałych części ciała (skuteczna metoda, serio!) , GDYBY miało dojść do jakiegokolwiek spotkania z nim (a na razie się na to nie zanosi, jaby co.)

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

31

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
BEKAśmiechu napisał/a:

"Fakty są takie, że gość dwa lata przy mnie trwa. Tak, dla mnie to całkiem magiczne i romantyczne." - bitch please!

Mam pomysł, powiedz swojemu przyjacielowi, że odchodzisz od męża DLA NIEGO, jego reakcja powinna Ci rozjaśnić sytuację.

32 Ostatnio edytowany przez Lovelynn (2019-11-01 18:20:12)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:
Roxann napisał/a:

Mam wrażenie, że ten Twój wątek to jest desperacja próba "rozgrzeszenia siebie" przed zbliżającą się wielkimi krokami zdradą fizyczną.

Ja niczego nie wykluczam, może jest i tak jak piszesz.
Po prostu musiałam to z siebie wywalić, posłuchać opinii innych.
Jednak trudno mi uwierzyć w nadchodzącą zdradę fizyczną, bo jedyny nasz bliższy kontakt cielesny był wtedy, jak zaczęło siarczyście lać i szliśmy przez chwilę pod jedną parasolką, a ja, o zgrozo, trzymałam go wtedy przez moment pod ramię. Zazwyczaj przed seksem są jakieś całowanki, dotykanki itp. Więc to byłby spory przeskok jednak. Ale tak jak mówię, wolę i ten wariant uwzględniać i np. nie golić nóg i pozostałych części ciała (skuteczna metoda, serio!) , GDYBY miało dojść do jakiegokolwiek spotkania z nim (a na razie się na to nie zanosi, jaby co.)

BEKAśmiechu napisał/a:

"Fakty są takie, że gość dwa lata przy mnie trwa. Tak, dla mnie to całkiem magiczne i romantyczne." - bitch please!

Rozwiń swoją wypowiedź, gdyż Twój przekaz jakoś do mnie nie dotarł roll

Roxann napisał/a:
BEKAśmiechu napisał/a:

"Fakty są takie, że gość dwa lata przy mnie trwa. Tak, dla mnie to całkiem magiczne i romantyczne." - bitch please!

Mam pomysł, powiedz swojemu przyjacielowi, że odchodzisz od męża DLA NIEGO, jego reakcja powinna Ci rozjaśnić sytuację.

Roxann, ja Tobie już teraz powiem, jaka byłaby jego reakcja. Posłałby mnie do psychiatryka, ponieważ nie ma między nami nic opócz tej przyjaźni, na ogół mailowej, oraz tego obopólnego zainteresowania sobą nawzajem i dziwnej fascynacji. Stanowczo za wcześnie, stanowczo!

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

33

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:
Roxann napisał/a:

Mam wrażenie, że ten Twój wątek to jest desperacja próba "rozgrzeszenia siebie" przed zbliżającą się wielkimi krokami zdradą fizyczną.

Ja niczego nie wykluczam, może jest i tak jak piszesz.
Po prostu musiałam to z siebie wywalić, posłuchać opinii innych.
Jednak trudno mi uwierzyć w nadchodzącą zdradę fizyczną, bo jedyny nasz bliższy kontakt cielesny był wtedy, jak zaczęło siarczyście lać i szliśmy przez chwilę pod jedną parasolką, a ja, o zgrozo, trzymałam go wtedy przez moment pod ramię. Zazwyczaj przed seksem są jakieś całowanki, dotykanki itp. Więc to byłby spory przeskok jednak. Ale tak jak mówię, wolę i ten wariant uwzględniać i np. nie golić nóg i pozostałych części ciała (skuteczna metoda, serio!) , GDYBY miało dojść do jakiegokolwiek spotkania z nim (a na razie się na to nie zanosi, jaby co.)

Moze po prostu ten twój cudak to zwykły pizduś-plastuś, dlatego ciągnie to przez dwa lata. Jakbym miał ochotę, to te twoje nieogolone nogi nie byłyby problemem:)

34 Ostatnio edytowany przez Lovelynn (2019-11-01 18:22:46)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
BEKAśmiechu napisał/a:
Lovelynn napisał/a:
Roxann napisał/a:

Mam wrażenie, że ten Twój wątek to jest desperacja próba "rozgrzeszenia siebie" przed zbliżającą się wielkimi krokami zdradą fizyczną.

Ja niczego nie wykluczam, może jest i tak jak piszesz.
Po prostu musiałam to z siebie wywalić, posłuchać opinii innych.
Jednak trudno mi uwierzyć w nadchodzącą zdradę fizyczną, bo jedyny nasz bliższy kontakt cielesny był wtedy, jak zaczęło siarczyście lać i szliśmy przez chwilę pod jedną parasolką, a ja, o zgrozo, trzymałam go wtedy przez moment pod ramię. Zazwyczaj przed seksem są jakieś całowanki, dotykanki itp. Więc to byłby spory przeskok jednak. Ale tak jak mówię, wolę i ten wariant uwzględniać i np. nie golić nóg i pozostałych części ciała (skuteczna metoda, serio!) , GDYBY miało dojść do jakiegokolwiek spotkania z nim (a na razie się na to nie zanosi, jaby co.)

Moze po prostu ten twój cudak to zwykły pizduś-plastuś, dlatego ciągnie to przez dwa lata. Jakbym miał ochotę, to te twoje nieogolone nogi nie byłyby problemem:)

Ale dla mnie by były  :-P. Jestem estetką i dla mnie to bariera nie do przejścia.
Aha, "pizduś-plastuś" - uwielbiam takich wrażliwych mężczyzn, ech... wink

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

35

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:
Roxann napisał/a:

Mam wrażenie, że ten Twój wątek to jest desperacja próba "rozgrzeszenia siebie" przed zbliżającą się wielkimi krokami zdradą fizyczną.

Ja niczego nie wykluczam, może jest i tak jak piszesz.
Po prostu musiałam to z siebie wywalić, posłuchać opinii innych.
Jednak trudno mi uwierzyć w nadchodzącą zdradę fizyczną, bo jedyny nasz bliższy kontakt cielesny był wtedy, jak zaczęło siarczyście lać i szliśmy przez chwilę pod jedną parasolką, a ja, o zgrozo, trzymałam go wtedy przez moment pod ramię. Zazwyczaj przed seksem są jakieś całowanki, dotykanki itp. Więc to byłby spory przeskok jednak. Ale tak jak mówię, wolę i ten wariant uwzględniać i np. nie golić nóg i pozostałych części ciała (skuteczna metoda, serio!) , GDYBY miało dojść do jakiegokolwiek spotkania z nim (a na razie się na to nie zanosi, jaby co.)

Sama siebie oszukujesz. Te pocałunki, dotykanki itd. są zwykle owszem, ale w normalnych związkach. Romanse ze zdradą w tle rządzą się jednak trochę innymi prawami. I wierz mi nieogolone nogi nic nie pomogą jak Cię któregoś razu, zupełnie niespodziewanie, obejmie w pasie i przyciśnie do ściany tongue
Stąpasz po bardzo kruchym lodzie kobieto!

36

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Roxann napisał/a:
Lovelynn napisał/a:
Roxann napisał/a:

Mam wrażenie, że ten Twój wątek to jest desperacja próba "rozgrzeszenia siebie" przed zbliżającą się wielkimi krokami zdradą fizyczną.

Ja niczego nie wykluczam, może jest i tak jak piszesz.
Po prostu musiałam to z siebie wywalić, posłuchać opinii innych.
Jednak trudno mi uwierzyć w nadchodzącą zdradę fizyczną, bo jedyny nasz bliższy kontakt cielesny był wtedy, jak zaczęło siarczyście lać i szliśmy przez chwilę pod jedną parasolką, a ja, o zgrozo, trzymałam go wtedy przez moment pod ramię. Zazwyczaj przed seksem są jakieś całowanki, dotykanki itp. Więc to byłby spory przeskok jednak. Ale tak jak mówię, wolę i ten wariant uwzględniać i np. nie golić nóg i pozostałych części ciała (skuteczna metoda, serio!) , GDYBY miało dojść do jakiegokolwiek spotkania z nim (a na razie się na to nie zanosi, jaby co.)

Sama siebie oszukujesz. Te pocałunki, dotykanki itd. są zwykle owszem, ale w normalnych związkach. Romanse ze zdradą w tle rządzą się jednak trochę innymi prawami. I wierz mi nieogolone nogi nic nie pomogą jak Cię któregoś razu, zupełnie niespodziewanie, obejmie w pasie i przyciśnie do ściany tongue
Stąpasz po bardzo kruchym lodzie kobieto!

Ja sobie żartuję i pajacuję, ale w gruncie rzeczy wiem, że możesz mieć rację sad
Dlatego czytam uważnie każdą opinię i biorę sobie bardzo do serca to, co mi piszecie.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

37

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:

Roxann, ja Tobie już teraz powiem, jaka byłaby jego reakcja. Posłałby mnie do psychiatryka, ponieważ nie ma między nami nic opócz tej przyjaźni, na ogół mailowej, oraz tego obopólnego zainteresowania sobą nawzajem i dziwnej fascynacji. Stanowczo za wcześnie, stanowczo!

Czyli tu jest pies pogrzebany. Nie jesteś go pewna, jego intencji… bo Wasz romans od dawna już trwa, z tymże póki co w Twojej głowie. wink

38

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Roxann napisał/a:
Lovelynn napisał/a:

Roxann, ja Tobie już teraz powiem, jaka byłaby jego reakcja. Posłałby mnie do psychiatryka, ponieważ nie ma między nami nic opócz tej przyjaźni, na ogół mailowej, oraz tego obopólnego zainteresowania sobą nawzajem i dziwnej fascynacji. Stanowczo za wcześnie, stanowczo!

Czyli tu jest pies pogrzebany. Nie jesteś go pewna, jego intencji… bo Wasz romans od dawna już trwa, z tymże póki co w Twojej głowie. wink

Dlaczego miałabym być czegokolwiek pewna w tej sytuacji, ja w ogóle nie jestem wcale uświadomiona w temacie jego intencji. Przecież on mi nigdy niczego nie obiecywał, nic nie powiedział, oprócz tego, że mnie cholernie lubi i podziwia.

[Notabene, gdyby sztywno trzymać się samych suchych faktów, to nawet mogłaby istnieć tu i taka możliwość, że on jest gejem i faktycznie mnie "kocha tak jak siostrę", a tylko ja czuję chemię.]

Ja naprawdę nic konkretnego o nim nie wiem, nie robiłam researchu na jego temat, nie wnikałam.
Tu cały czas bardziej chodzi o mnie, niż o niego. Dla mnie ta relacja to okazja, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o sobie, czego mi brakuje w związku, w życiu, w sobie.
Gdyby ten człowiek jutro zniknął z mojego życia, to byłoby to dla mnie całkowicie OK.
Nie kocham, nie tęsknię, bo go najzwyczajniej nie znam.

Dobra, na dzisiaj to tyle. Odezwę się jeszcze.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

39

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Mały update.
Chyba mi przeszło.

A stało się to po mojej ostatniej rozmowie telefonicznej z nim. Ale po kolei.

Dostałam tutaj wiele rad w stylu, że to trzeba koniecznie uciąć, jak naszybciej zakończyć, bo w przeciwnym razie zakończy się ta cała znajomość jakimś niekontrolowanym, spontanicznym i szalonym seksem...

Intuicja podpowiadała mi jednak odwrotne rozwiązanie. Z jednej strony chciałam lepiej poznać tamtego mężczyznę, wybadać, jakim jest człowiekiem, lepiej go poznać. Miałam podejrzenie, że wiele scenariuszy na jego temat podpowiada mi tylko moja wyobraźnia oraz fakt, że ów mężczyzna jest niezwykle zręcznym sprzedawcą marzeń. Psychologicznym wirtuozem, który widzi braki i niedostatki w moim własnym życiu i potrafi się pod moje nieuświadomione potrzeby odpowiednio podpiąć, pokazując mi kolorowe fantazje, których tak bardzo brakowało ostatnio w moim życiu. Z drugiej strony chciałam się również faktycznie przekonać, co on takiego mi (teoretycznie) "oferuje", a czego brakuje mi w związku oraz w życiu.

Nie zerwałam tej znajomości również dlatego, że wydawało mi się to niczym nieuzasadnione, nie poparte żadnymi konkretnym wydarzeniami. Może, gdyby padła propozycja seksu, gdyby miały miejsce dotykanko-całowanki, jakieś schadzki, zwierzanie się z problemów małżeńskich. Ale przecież tu nic takiego nie miało miejsca. Dla mnie byłoby to jednak śmieszne i niedorzeczne: kategorycznie zrywać znajomość tylko ze względu na ową "chemię", która mimo wszystko w relacjach damsko-męskich nie jest niczym niezwykłym... tacy po prostu jesteśmy, że na siebie działamy - jedni mniej, inni bardziej. Czułam i nadal czuję, że ta osoba na mnie bardzo działa, ale wiem też, że fizyczność nie jest mi w stanie przysłonić wysokich standardów i oczekiwań, jakie mam w stosunku do kandydatów do życia i łóżka.

Umówiłam się z nim na ową rozmowę telefoniczną, gdyż tak jak tu pisałam - wcześniej nasz kontakt ograniczał się w dużej mierze do maili. A tam wiadomo - można łatwo kontrolować, co się chce przekazać, w jaki sposób ubrać swój przekaz w słowa tak, aby przypodobać się drugiej stronie i tak dalej. W rozmowie telefonicznej (która trwała kilka ładnych godzin) starałam się go wybadać, przetestować, celowo budując myślowe pułapki i zasadzki, w które on niestety lecz... głupio wpadał. I cóż - mam wrażenie, że ten człowiek ma bardzo niestabilny i chwiejny "kręgosłup moralny", że jest osobą, na której nie można polegać, że potrafi wywołać wokół siebie mnóstwo emocjonalnego chaosu i bałaganu, którego później sam nie ogarnia. To znacznie ostudziło moje zainteresowanie nim. Nie potrafię pożądać mężczyzny, którego szczerze nie podziwiam za to, jakim jest człowiekiem.

Czuję się na ten moment usatysfakcjonowana. Większość mojego "miłosnego" uniesienia skutecznie opadła. Natomiast wiele dowiedziałam się o sobie, o tym, czego mi w życiu brakuje, nie tylko w małżeństwie. Wiem, że "tego czegoś" nie da mi tego żaden partner, żaden kochanek.

Czy to koniec tej historii? Nie wiem. W tej chwili jestem pewna, że w czasie tej rozmowy on wyraźnie odczuł, że trafił na twardą osobę oraz, że ja też nie do końca jestem taka słodka, jaką on mnie sobie może z kolei on wyobraził ;-). Cieszę się, że miałam okazję lepiej poznać jego oraz dać się sama poznać taka, jaka jestem, już bez tego hormonalnego zaczadzenia.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

40

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:

Mały update.
Chyba mi przeszło.

A stało się to po mojej ostatniej rozmowie telefonicznej z nim. Ale po kolei.

Dostałam tutaj wiele rad w stylu, że to trzeba koniecznie uciąć, jak naszybciej zakończyć, bo w przeciwnym razie zakończy się ta cała znajomość jakimś niekontrolowanym, spontanicznym i szalonym seksem...

Intuicja podpowiadała mi jednak odwrotne rozwiązanie. Z jednej strony chciałam lepiej poznać tamtego mężczyznę, wybadać, jakim jest człowiekiem, lepiej go poznać. Miałam podejrzenie, że wiele scenariuszy na jego temat podpowiada mi tylko moja wyobraźnia oraz fakt, że ów mężczyzna jest niezwykle zręcznym sprzedawcą marzeń. Psychologicznym wirtuozem, który widzi braki i niedostatki w moim własnym życiu i potrafi się pod moje nieuświadomione potrzeby odpowiednio podpiąć, pokazując mi kolorowe fantazje, których tak bardzo brakowało ostatnio w moim życiu. Z drugiej strony chciałam się również faktycznie przekonać, co on takiego mi (teoretycznie) "oferuje", a czego brakuje mi w związku oraz w życiu.

Nie zerwałam tej znajomości również dlatego, że wydawało mi się to niczym nieuzasadnione, nie poparte żadnymi konkretnym wydarzeniami. Może, gdyby padła propozycja seksu, gdyby miały miejsce dotykanko-całowanki, jakieś schadzki, zwierzanie się z problemów małżeńskich. Ale przecież tu nic takiego nie miało miejsca. Dla mnie byłoby to jednak śmieszne i niedorzeczne: kategorycznie zrywać znajomość tylko ze względu na ową "chemię", która mimo wszystko w relacjach damsko-męskich nie jest niczym niezwykłym... tacy po prostu jesteśmy, że na siebie działamy - jedni mniej, inni bardziej. Czułam i nadal czuję, że ta osoba na mnie bardzo działa, ale wiem też, że fizyczność nie jest mi w stanie przysłonić wysokich standardów i oczekiwań, jakie mam w stosunku do kandydatów do życia i łóżka.

Umówiłam się z nim na ową rozmowę telefoniczną, gdyż tak jak tu pisałam - wcześniej nasz kontakt ograniczał się w dużej mierze do maili. A tam wiadomo - można łatwo kontrolować, co się chce przekazać, w jaki sposób ubrać swój przekaz w słowa tak, aby przypodobać się drugiej stronie i tak dalej. W rozmowie telefonicznej (która trwała kilka ładnych godzin) starałam się go wybadać, przetestować, celowo budując myślowe pułapki i zasadzki, w które on niestety lecz... głupio wpadał. I cóż - mam wrażenie, że ten człowiek ma bardzo niestabilny i chwiejny "kręgosłup moralny", że jest osobą, na której nie można polegać, że potrafi wywołać wokół siebie mnóstwo emocjonalnego chaosu i bałaganu, którego później sam nie ogarnia. To znacznie ostudziło moje zainteresowanie nim. Nie potrafię pożądać mężczyzny, którego szczerze nie podziwiam za to, jakim jest człowiekiem.

Czuję się na ten moment usatysfakcjonowana. Większość mojego "miłosnego" uniesienia skutecznie opadła. Natomiast wiele dowiedziałam się o sobie, o tym, czego mi w życiu brakuje, nie tylko w małżeństwie. Wiem, że "tego czegoś" nie da mi tego żaden partner, żaden kochanek.

Czy to koniec tej historii? Nie wiem. W tej chwili jestem pewna, że w czasie tej rozmowy on wyraźnie odczuł, że trafił na twardą osobę oraz, że ja też nie do końca jestem taka słodka, jaką on mnie sobie może z kolei on wyobraził ;-). Cieszę się, że miałam okazję lepiej poznać jego oraz dać się sama poznać taka, jaka jestem, już bez tego hormonalnego zaczadzenia.

Foxy Lady smile

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

41

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
paslawek napisał/a:

Foxy Lady smile

Paslawek - ???


W niedzielę jestem zaproszona. Do niego. W jego mieszkaniu będziemy razem...

... świętować spotkanie adwentowe w grupie ;-).
Będą świeżo pieczone wafle, kawa, choinka. Od 14:00 do 17:00, dla mnie to przyzwoita pora, przyzwoity powód. Zgodziłam się przyjść.

Rozmawialiśmy z mężem - zachwycony nie jest, tak jak nie jest zachwycony całą tą moją znajomością. Zwrócił mi uwagę na to, że ten gość robi sobie nadzieje i żebym to też wzięła pod uwagę.
(Biorę.)
Zaapelował również, żebym poznała swoje prawdziwe motywy mojej wizyty tam.
(Staram się to robić, ale oczywiście nie jestem w stanie wyłapać każdego podświadomego motywu - to jasne.)
Również pytał, jak ja bym się czuła, gdyby w jego życiu pojawiła się taka "przyjaciółka".
(Jak bym zareagowała - pewnie byłabym wściekła, bo jestem osobą lubiącą mieć partnera albo na wyłączność, albo wcale.)

W chwili przyjęcia zaproszenia akurat byłam pewna swego - chemia ostygła, temperatura uczuć spadła.
Pójdę, poznam ludzi, wypijemy kawe, pogadamy, zmyję się wcześnie.

Jednak jest we mnie jakaś resztka niepokoju, mimo wszystko.
Najbardziej ze względu na to, że zostałam zaproszona sama, bez partnera...
Z jednej strony nie dziwi mnie to, bo pisałam, że panowie poznali się i nie przypadli sobie do gustu.
Z drugiej strony jest mi to całe spotkanie na rękę, bo to mimo wszystko większy komfort dla mnie spotkać się w większej grupie, niż we dwójkę. On sugerował jakieś tam "przyjacielskie kawy na mieście", ale wywinęłam się. Więcej mnie o to już potem nie pytał.

Jest mi z tym wszystkim jednocześnie i ciężko i lekko na sercu.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

42

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:
paslawek napisał/a:

Foxy Lady smile

Paslawek - ???

No że sprytna kobieta z Ciebie jak lisiczka z  piosenką J.Hendrixa to niewiele raczej wspólnego miło mieć w zamierzeniu mym.
Raczej coś jak komplement i uznanie dla swego rodzaju przebiegłości .

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

43

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Absolutnie bym tam nie szła na Twoim miejscu.
Wkładasz palce między drzwi.

44 Ostatnio edytowany przez Lovelynn (2019-12-12 20:51:36)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
paslawek napisał/a:
Lovelynn napisał/a:
paslawek napisał/a:

Foxy Lady smile

Paslawek - ???

No że sprytna kobieta z Ciebie jak lisiczka z  piosenką J.Hendrixa to niewiele raczej wspólnego miło mieć w zamierzeniu mym.
Raczej coś jak komplement i uznanie dla swego rodzaju przebiegłości .

Aaa, to w porządku, bo pomyślałam, że po raz kolejny jestem brana za jakąś inną użytkowniczkę, tym razem o nicku Foxy Lady big_smile
Wiesz, bardzo chciałabym na końcu okazać się tą sprytna i rezolutną lisiczką i po latach pogratulować sobie obecnych wyborów i decyzji.
Wiem, że sposób w jaki działam, jest dla wielu zbyt ryzykowny, kilka linijek niżej Cyngli ostrega: "Wkładasz palce między drzwi".
A ja mimo tego sobie ufam, choć mi się tu nagminnie pisze, że nie powinnam.
Tylko że ja sobie nie ufam naiwnie i infantylnie wierząc, że jestem "inna niż inni". Ale znowu takim zupełnie niekumatym cielęciem też nie jestem, pracowałam i pracuję nad charakterem i jeśli pod pewnymi względami sobie ufam to tylko dlatego, że wystawiałam się już w życiu na różne próby i do wielu już moich granic udało mi się dotrzeć.

I ja te głosy rozumiem, doceniam rady, biorę sobie do serca ostrzeżenia i jestem świadoma potencjalnego ryzyka swoich działań. Ale ostatecznie jestem zdana tylko na siebie i świadoma tego, że pretensje będę mogła mieć również tylko do siebie.
Pretensje albo o to, że nie zerwałam zawczasu tej relacji, albo o to, że właśnie ją zerwałam zawczasu ;-).

Od kiedy "to" trwa, to paradoksalnie  zacieśniła się relacja z moim partnerem. Więcej rozmawiamy, poruszamy głębsze tematy, które wcześniej były wmiatane pod dywan, bo wygodniej było o nich nie mówić. On zaczyna częściej zwracać się do mnie jak do atrakcyjnej osoby, kobiety, partnerki, a nie siostry czy współlokatorki.

Jasne, zawsze mogę zerwać tą znajomość. Ale tak jak mówiłam gdzieś na początku - ja chcę się dowiedzieć i dotrzeć do tego, o co w tym wszystkim chodzi. Gdzie jest manko - we mnie, w partnerze, w naszym związku, w moich przeszłych wyborach, czy nie wiem gdzie jeszcze. Czuję, że jeśli się tego nie dowiem, to nawet jeśli taraz odetnę się od Kandydata A, to za rok pojawi się Kandydat B, od którego się znowu odetnę i tak będę uciekać od siebie i swoich problemów do śmierci.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

45

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:
paslawek napisał/a:
Lovelynn napisał/a:

Paslawek - ???

No że sprytna kobieta z Ciebie jak lisiczka z  piosenką J.Hendrixa to niewiele raczej wspólnego miło mieć w zamierzeniu mym.
Raczej coś jak komplement i uznanie dla swego rodzaju przebiegłości .

Aaa, to w porządku, bo pomyślałam, że po raz kolejny jestem brana za jakąś inną użytkowniczkę, tym razem o nicku Foxy Lady big_smile
Wiesz, bardzo chciałabym na końcu okazać się tą sprytna i rezolutną lisiczką i po latach pogratulować sobie obecnych wyborów i decyzji.
Wiem, że sposób w jaki działam, jest dla wielu zbyt ryzykowny, kilka linijek niżej Cyngli ostrega: "Wkładasz palce między drzwi".
A ja mimo tego sobie ufam, choć mi się tu nagminnie pisze, że nie powinnam.
Tylko że ja sobie nie ufam naiwnie i infantylnie wierząc, że jestem "inna niż inni". Ale znowu takim zupełnie niekumatym cielęciem też nie jestem, pracowałam i pracuję nad charakterem i jeśli pod pewnymi względami sobie ufam to tylko dlatego, że wystawiałam się już w życiu na różne próby i do wielu już moich granic udało mi się dotrzeć.

I ja te głosy rozumiem, doceniam rady, biorę sobie do serca ostrzeżenia i jestem świadoma potencjalnego ryzyka swoich działań. Ale ostatecznie jestem zdana tylko na siebie i świadoma tego, że pretensje będę mogła mieć również tylko do siebie.
Pretensje albo o to, że nie zerwałam zawczasu tej relacji, albo o to, że właśnie ją zerwałam zawczasu ;-).

Od kiedy "to" trwa, to paradoksalnie  zacieśniła się relacja z moim partnerem. Więcej rozmawiamy, poruszamy głębsze tematy, które wcześniej były wmiatane pod dywan, bo wygodniej było o nich nie mówić. On zaczyna częściej zwracać się do mnie jak do atrakcyjnej osoby, kobiety, partnerki, a nie siostry czy współlokatorki.

Jasne, zawsze mogę zerwać tą znajomość. Ale tak jak mówiłam gdzieś na początku - , w moich przeszłych wyborach, czy nie wiem gdzie jeszcze. Czuję, że jeśli się tego nie dowiem, to nawet jeśli taraz odetnę się od Kandydata A, to za rok pojawi się Kandydat B, od którego się znowu odetnę i tak będę uciekać od siebie i swoich problemów do śmierci.

"Choć to szaleństwo, lecz jest w nim metoda""  smile
No i to niewątpliwe zamiłowanie do eksperymentów - ostatnio napisałem to jednej z moich ulubionych forumowiczek  miałem to samo teraz chyba nieco mniej. znaczy więcej takich cudaków na świecie jest smile Ta ciekawość.
Dobrze że powiedziałaś partnerowi duży plus.
Wchodzenie w takie sytuacje faktycznie wymaga zaufania do siebie ale usprawiedliwianie się delikatne niepokoi "ja chcę się dowiedzieć i dotrzeć do tego, o co w tym wszystkim chodzi. Gdzie jest manko - we mnie, w partnerze, w naszym związku" - znasz pytanie już do odpowiedzi niedaleko a czy doświadczenie jest w tym konieczne ? Przecież już widzisz co z oczekiwaniami się robi w Twoim związku .
Ważna może być umiejętność samoobserwacji i wykorzystanie takiego eksperymentalnego dystansu tylko to odrobinę może zniekształcać uczucia i emocje co może nie dopuścić do pełnej refleksji coś jak błąd pomiaru.
Jak pojawi się pulsowanie skroni dobrze jest zapanować nad oddechem i nie robię sobie żartów z tego nie raz pomogło mi to zapanować nad sobą w różnych okolicznościach i sytuacjach.

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

46

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Nie zerwiesz znajomości tak łatwo. Jesteś już zaangażowana. Inaczej odmówiłabyś. Będą z tego tylko problemy, uwierz mi.

47 Ostatnio edytowany przez Lovelynn (2019-12-15 18:58:07)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
paslawek napisał/a:

"Choć to szaleństwo, lecz jest w nim metoda""  smile
No i to niewątpliwe zamiłowanie do eksperymentów - ostatnio napisałem to jednej z moich ulubionych forumowiczek  miałem to samo teraz chyba nieco mniej. znaczy więcej takich cudaków na świecie jest smile Ta ciekawość.
Dobrze że powiedziałaś partnerowi duży plus.
Wchodzenie w takie sytuacje faktycznie wymaga zaufania do siebie ale usprawiedliwianie się delikatne niepokoi "ja chcę się dowiedzieć i dotrzeć do tego, o co w tym wszystkim chodzi. Gdzie jest manko - we mnie, w partnerze, w naszym związku" - znasz pytanie już do odpowiedzi niedaleko a czy doświadczenie jest w tym konieczne ? Przecież już widzisz co z oczekiwaniami się robi w Twoim związku .
Ważna może być umiejętność samoobserwacji i wykorzystanie takiego eksperymentalnego dystansu tylko to odrobinę może zniekształcać uczucia i emocje co może nie dopuścić do pełnej refleksji coś jak błąd pomiaru.
Jak pojawi się pulsowanie skroni dobrze jest zapanować nad oddechem i nie robię sobie żartów z tego nie raz pomogło mi to zapanować nad sobą w różnych okolicznościach i sytuacjach.

Szaleństwo, w którym jest metoda... ja rozumiałabym to jako połączenie serca (szaleństwo) i rozumu (metoda).
Dokładnie tak Paslawku - zamiłowanie do eksperymentów, ale nie jakieś tam "idę na żywioł, niech się dzieje co chce, bo: o jeju, jaka ja jestem szalooooona"...
Tylko: idę, ale wiem kim jestem, wiem co robię, wiem czego chcę, a nade wszystko: wiem czego nie chcę.
Kiedy jest się jednocześnie eksperymentatorem, królikiem doświaczczalnym oraz jeszcze trzecią, obiektywną instancją - to jest właśnie ten stan.
Tak, kilka takich cudaków się ostało, ale to rzadkość...
(Aha, ćwiczenia oddechowe też czasem stosuję.)

A teraz do rzeczy.

Na spotkaniu było jakieś 15 osób.
Było dziwnie: niby niezobowiązująco, ale jak na moje standardy również w nieprzyjemny sposób... chaotycznie. Samo przyjęcie było bez ładu i składu, na odpierdziel, bez pomyślunku...
Miałam jednak świetną okazję do poznania otoczenia gospodarza (czyli głównego bohatera tego wątku), poznać jak działa w realnym, codziennym, zwykłym życiu. Bo do tej pory były raczej te pitu-pitu maile, gdzie pole do autokreacji było niemal nieograniczone.

Wrażenia?
Na tyle negatywno-neutralne, że nastąpił ponowny, gwałtowny spadek zainteresowania jego osobą...
Podejrzewam nawet na chwilę obecną, że był to już ostatni gwóźdź do trumny tej znajomości.

Podsumowanie?

Słyszałam (także od męża): nie idź tam, puścisz się, skomplikujesz sobie życie, zdradzisz.
Tymczasem wróciłam do domu, dziękując bogom za to co mam i co mogłabym stracić. Zyskałam też bardziej namacalny punkt odniesienia, coś innego od fantazji i majaczeń podyktowanych samą chemią hormonalną.
Nie żałuję swojej decyzji. Co więcej: zanim się do tego człowieka nie zbliżyłam w realu, to przelewałam na niego wiele własnych projekcji: bo on taki świetny, że nic tylko się rozwodzić. Rzeczywistość mnie otrzeźwiła!
Wyśniony książe po dokładniejszych oględzinach okazał się tylko zwykłą, pospolitą ropuchą, jakich wiele... smile


Veni, vidi, vici.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

48 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-12-15 20:54:53)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:
paslawek napisał/a:

"Choć to szaleństwo, lecz jest w nim metoda""  smile
No i to niewątpliwe zamiłowanie do eksperymentów - ostatnio napisałem to jednej z moich ulubionych forumowiczek  miałem to samo teraz chyba nieco mniej. znaczy więcej takich cudaków na świecie jest smile Ta ciekawość.
Dobrze że powiedziałaś partnerowi duży plus.
Wchodzenie w takie sytuacje faktycznie wymaga zaufania do siebie ale usprawiedliwianie się delikatne niepokoi "ja chcę się dowiedzieć i dotrzeć do tego, o co w tym wszystkim chodzi. Gdzie jest manko - we mnie, w partnerze, w naszym związku" - znasz pytanie już do odpowiedzi niedaleko a czy doświadczenie jest w tym konieczne ? Przecież już widzisz co z oczekiwaniami się robi w Twoim związku .
Ważna może być umiejętność samoobserwacji i wykorzystanie takiego eksperymentalnego dystansu tylko to odrobinę może zniekształcać uczucia i emocje co może nie dopuścić do pełnej refleksji coś jak błąd pomiaru.
Jak pojawi się pulsowanie skroni dobrze jest zapanować nad oddechem i nie robię sobie żartów z tego nie raz pomogło mi to zapanować nad sobą w różnych okolicznościach i sytuacjach.

Szaleństwo, w którym jest metoda... ja rozumiałabym to jako połączenie serca (szaleństwo) i rozumu (metoda).
Dokładnie tak Paslawku - zamiłowanie do eksperymentów, ale nie jakieś tam "idę na żywioł, niech się dzieje co chce, bo: o jeju, jaka ja jestem szalooooona"...
Tylko: idę, ale wiem kim jestem, wiem co robię, wiem czego chcę, a nade wszystko: wiem czego nie chcę.
Kiedy jest się jednocześnie eksperymentatorem, królikiem doświaczczalnym oraz jeszcze trzecią, obiektywną instancją - to jest właśnie ten stan.
Tak, kilka takich cudaków się ostało, ale to rzadkość...
(Aha, ćwiczenia oddechowe też czasem stosuję.)

A teraz do rzeczy.

Na spotkaniu było jakieś 15 osób.
Było dziwnie: niby niezobowiązująco, ale jak na moje standardy również w nieprzyjemny sposób... chaotycznie. Samo przyjęcie było bez ładu i składu, na odpierdziel, bez pomyślunku...
Miałam jednak świetną okazję do poznania otoczenia gospodarza (czyli głównego bohatera tego wątku), poznać jak działa w realnym, codziennym, zwykłym życiu. Bo do tej pory były raczej te pitu-pitu maile, gdzie pole do autokreacji było niemal nieograniczone.

Wrażenia?
Na tyle negatywno-neutralne, że nastąpił ponowny, gwałtowny spadek zainteresowania jego osobą...
Podejrzewam nawet na chwilę obecną, że był to już ostatni gwóźdź do trumny tej znajomości.

Podsumowanie?

Słyszałam (także od męża): nie idź tam, puścisz się, skomplikujesz sobie życie, zdradzisz.
Tymczasem wróciłam do domu, dziękując bogom za to co mam i co mogłabym stracić. Zyskałam też bardziej namacalny punkt odniesienia, coś innego od fantazji i majaczeń podyktowanych samą chemią hormonalną.
Nie żałuję swojej decyzji. Co więcej: zanim się do tego człowieka nie zbliżyłam w realu, to przelewałam na niego wiele własnych projekcji: bo on taki świetny, że nic tylko się rozwodzić. Rzeczywistość mnie otrzeźwiła!
Wyśniony książe po dokładniejszych oględzinach okazał się tylko zwykłą, pospolitą ropuchą, jakich wiele... smile


Veni, vidi, vici.

"Mała" rzecz a cieszy niezłe zwycięstwo nad  sobą gratuluje.
Przez dwadzieścia parę lat związku z moją żoną miałem podobnie dwie takie akcje wyszedłem zwycięsko i bez poczucia że "TO COŚ" mnie ominęło żadna strata .Za każdym razem to był sygnał żeby zadbać o siebie i relacje spojrzeć uważnie i wnikliwie na to co jest.
Bycie przytomnym i trzeźwym się przydaje w życiu.
Pozdrowienia .

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

49

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
paslawek napisał/a:

"Mała" rzecz a cieszy niezłe zwycięstwo nad  sobą gratuluje.
Przez dwadzieścia parę lat związku z moją żoną miałem podobnie dwie takie akcje wyszedłem zwycięsko i bez poczucia że "TO COŚ" mnie ominęło żadna strata .Za każdym razem to był sygnał żeby zadbać o siebie i relacje spojrzeć uważnie i wnikliwie na to co jest.
Bycie przytomnym i trzeźwym się przydaje w życiu.
Pozdrowienia .

Dzięli paslawek. Tak, chyba najciężej byłoby o tej relacji myśleć w ten sposób, że nie dało się szansy czemuś wyjątkowemu.

Dziś natomiast jest mi smutno, ale chyba należało się z tym liczyć. ODWYK! Od jakichś dwóch lat jechałam na dopaminie i było mi z tym conajmniej przyjemnie. Motywacja do działania, do wzmożonego dbania o siebie i tak dalej. Teraz widzę, jak byłam od tej relacji uzależniona i  jak mi ona dodawała skrzydeł. Od dwóch dni chodzę przygaszona i oklapnięta.

No i została sprawa mojego związku. Symptomy zostały usubięte, ale pozostała przyczyna. Jest nam ze sobą dobrze, stanowimy wspaniałą parę kompanów. Czuję się kochana i wspierana. Ale nie pożądana.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

50 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-12-17 19:47:10)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
Lovelynn napisał/a:
paslawek napisał/a:

"Mała" rzecz a cieszy niezłe zwycięstwo nad  sobą gratuluje.
Przez dwadzieścia parę lat związku z moją żoną miałem podobnie dwie takie akcje wyszedłem zwycięsko i bez poczucia że "TO COŚ" mnie ominęło żadna strata .Za każdym razem to był sygnał żeby zadbać o siebie i relacje spojrzeć uważnie i wnikliwie na to co jest.
Bycie przytomnym i trzeźwym się przydaje w życiu.
Pozdrowienia .

Dzięli paslawek. Tak, chyba najciężej byłoby o tej relacji myśleć w ten sposób, że nie dało się szansy czemuś wyjątkowemu.

Dziś natomiast jest mi smutno, ale chyba należało się z tym liczyć. ODWYK! Od jakichś dwóch lat jechałam na dopaminie i było mi z tym conajmniej przyjemnie. Motywacja do działania, do wzmożonego dbania o siebie i tak dalej. Teraz widzę, jak byłam od tej relacji uzależniona i  jak mi ona dodawała skrzydeł. Od dwóch dni chodzę przygaszona i oklapnięta.

No i została sprawa mojego związku. Symptomy zostały usubięte, ale pozostała przyczyna. Jest nam ze sobą dobrze, stanowimy wspaniałą parę kompanów. Czuję się kochana i wspierana. Ale nie pożądana.

Za miesiąc Ci objawy "odstawienia" miną raczej nie będą trwać dwa lata to nie heroina , podobnie minie to "zejście" dołek jeżeli będziesz dbać o siebie,ale uwaga inaczej pozmieniaj coś np dietę teraz będziesz trochę wypłukana z pewnych substancji a innych jest nadmiar tym się może zainteresuj ale bez presji i nerwowo - odpoczywaj aktywnie i leniwie na przemian.
Czujesz się kochana i wspierana znaczy kochasz i wspierasz też ?
Nie czujesz się pożądana. A czy pożądasz męża i on o tym wie ?
Co miałby zrobić mąż żebyś poczuła się jeszcze dodatkowo pożądana i wiedziałabyś o tym co ma się stać lub nie .
Po trudniejszych rozmowach "czar" wcale nie musi prysnąć ważne jak takie rozmowy przeprowadzać bez jojczenia pretensji i infantylnych uroszczeń tym też możesz się zająć.
Czujesz się tak jak myślisz i odwrotnie wiele też może być projekcji i błędnych mylnych założeń w myśleniu i ocenach no chyba że przenikasz męża na wylot zawsze i wszędzie nieomylnie.

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

51 Ostatnio edytowany przez Lovelynn (2019-12-18 17:34:43)

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
paslawek napisał/a:

Za miesiąc Ci objawy "odstawienia" miną raczej nie będą trwać dwa lata to nie heroina , podobnie minie to "zejście" dołek jeżeli będziesz dbać o siebie,ale uwaga inaczej pozmieniaj coś np dietę teraz będziesz trochę wypłukana z pewnych substancji a innych jest nadmiar tym się może zainteresuj ale bez presji i nerwowo - odpoczywaj aktywnie i leniwie na przemian..

Tak, tutaj o to akurat najmniej się martwię. Zajmę czymś umysł i ciało, szybko przejdzie... Prawdziwie problematyczne jest to, o czym piszę poniżej...

paslawek napisał/a:

Czujesz się kochana i wspierana znaczy kochasz i wspierasz też ?
Nie czujesz się pożądana. A czy pożądasz męża i on o tym wie ?

Kocham, wspieram i pożądam. Mogę śmiało powiedzieć, że mąż jest miłością mojego życia i żaden z poznanych przeze mnie do tej pory mężczyzn, nawet jeśli wywoływał we mnie przelotną fascynajcę czy zauroczenie, nie był w stanie mu dorównać. Jest to mój ideał mężczyzny w każdej dziedzinie - oprócz jednej...
Bo w kwestiach łóżkowych niestety zupełnie się nie dobraliśmy. Nie chodzi tu o jakieś wypalenie się czy osłabnięcie chemii w długoletnim związku, co przecież na pewnym etapie jest zrozumiałe i naturalne. Tu chodzi o sytuację, kiedy od początku temperamenty seksualne diametralnie się rozmijają. Najczęściej "poszkodowani" zdają się być mężczyźni, którzy zazwyczaj skarżą się na niewystarczającą ilość seksu w związku. Ale w naszym przypadku jest dokładnie na odwrót. Osobą o dużym temperamencie, ochocie na eksperymenty i dużej wyobraźni seksualnej jestem właśnie ja.

Wyobraź sobie, że demon seksu (to ja wink) spotyka grzecznego anioła, który nie potrafi wyjść poza ramy tzw. "vanillasex", a i to już jest dużo! Czasem myślę, że mój mąż mógłby zapomnieć o seksie niemal całkowicie. Latami, pomimo próśb i gróźb nie inicjował seksu ze swojej strony. Dla niego po prostu zawsze istnieje wytłumaczenie, dlaczego nie mógł w danej sytuacji zrobić "pierwszego kroku": bo nie ta pora, bo samopoczucie nie to, bo nie był pewien, czy ja będę chciała... Natomiast jeśli ja inicjuję seks, to nigdy nie odmawia.

Długo się na to godziłam, pomimo, że jest to zupełnie niezgodne z moimi preferencjami. Lubię, kiedy mężczyzna mnie uwodzi i lubię być zdobywana. Tymczasem przypadła mi rola zgoła odwrotna i nie potrafię się z tym pogodzić...


paslawek napisał/a:

Co miałby zrobić mąż żebyś poczuła się jeszcze dodatkowo pożądana i wiedziałabyś o tym co ma się stać lub nie .

Wiesz co, niedługo będziemy ze sobą 10 lat. I dopiero od niedawna tak sobie myślę, że tu się już nie da wiele zrobić. Ten typ chyba tak ma.
Perfekcjonista, intelektualista, silny charakter - taki jest w życiu. Pociąga mnie to w mężczyznach, fascynuje, kręci.
Natomiast w łóżku zupełne przeciwieństwo - zakompleksiony, mały chłopiec, który nie wie, czego chce, jaki powinien być jego kolejny ruch.
Ciągle prosi o kolejną szansę zapewniając, że nad sobą pracuje, że będzie lepiej. Wiem, że ten stan wywodzi się z jego negatywnych i przykrych doświadczeń w przeszłości, ale... jak długo można czekać?
I jeszcze się skutecznie opierać pokusom, tak jak w ostatnim przypadku?

Zaznaczę, że nie chodzi o osobę aseksualną ani o kryptogeja, bo już to wszystko rozważałam i wałkowałam. On po prostu pakuje swoją energię w inne dziedziny. Po prostu taki jest.
Wiem też, że jestem w jego typie, jeśli chodzi o wygląd, figurę. Generalnie jestem obiektywnie patrząc znacznie atrakcyjniejsza od niego (na tej zasadzie, że ludzie oceniając tylko po wyglądzie dziwią się, że to akurat z nim jestem), ale dla niego to nie jest powód do jakiejś wielkiej dumy. Mnie byłoby miło, gdyby tą dumę czuł, okazywał. A u niego to jest takie - jesteś zgrabną, atrakcyjną kobietą... a teraz przejdźmy do ważniejszych kwestii...

paslawek napisał/a:

Po trudniejszych rozmowach "czar" wcale nie musi prysnąć ważne jak takie rozmowy przeprowadzać bez jojczenia pretensji i infantylnych uroszczeń tym też możesz się zająć.
Czujesz się tak jak myślisz i odwrotnie wiele też może być projekcji i błędnych mylnych założeń w myśleniu i ocenach no chyba że przenikasz męża na wylot zawsze i wszędzie nieomylnie.

Rozmów było całe mnóstwo, szczerych do bólu.
W sumie zawsze dochodzę do punktu, w którym stwierdzam, że nie mogę go winić, że jest jaki jest. Ja też przecież nie jestem w stanie się zmienić.
Nie chcę rozstania, ale czasem po prostu boję się, że nie wytrzymam, że w końcu potrzeba zakosztowania nieokiełznanej namiętności zwycięży...

Ech, ulało mi się. Może za jakiś tydzień, dwa spojrzę na to wszystko z innej perspektywy. Obecnie mam totalny zjazd.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

52

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Sytuacja się unormowała - jeśli chodzi o moje odczucia oraz... hormony.
Nie wiem, jak u drugiej strony, ale mnie amory zdecydowanie przeszły.
Natomiast od tamtej pory dostałam od niego łącznie 3 maile (ostatni dzisiaj) - zdawkowe, kurtuazyjne, neutralne.
Odpisałam w tym samym tonie.

Widzę, że jemu nadal zależy na tej znajomości.
Mnie w sumie również, bo szczerze lubię z nim o pewnych sprawach rozmawiać, ale nadal nie wiem, w jaki sposób to wszystko ugryźć. Nie mam planu, a bez planu działać nie lubię i nie chcę.
Tutaj moim zdaniem musi stać się jasne, na czym ta znajomość może, a na czym nie może polegać. Musi stać się jasne, że na pierwszym miejscu jestem ja i mój mąż, jak również, że na kolejnych wolnych 10 miejscach nadal znajduje się mój mąż. Później dopiero jest miejsce dla przyjaciół, znajomych... i (być może) dla niego.

Fajnie byłoby móc się z nim kiedyś szczerze rozmówić. Ale czuję, że w tej chwili jest na to stanowczo za wcześnie, że mogę niepotrzebnie rozpalić płomień, który sobie sam z siebie ładnie przygasa.

Może kiedyś uda nam się ten kontakt reanimować - na uczciwszych warunkach. W tej chwili nie widzę ku temu powodu.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

53

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Przeczytałam cały ten temat.
Fajnie analizujesz Autorko swoje małżeństwo. Jednak każda sytuacja w jakiej znajdujemy się najwięcej mówi o naszych niezaspokojonych potrzebach. I dobrze jest tak na nią spojrzeć.
Sądzę, że skoro nie czujesz potrzeby reanimacji tej relacji, nie powinnaś tego robić. Może pan ma wiele takich mailowych koleżanek? I jakoś przerzuci się na inną po prostu. Bo jakieś swoje potrzeby tez zaspokaja w taki sposób.
W sumie zawsze zastanawiam się czego brakuje panom, którzy mają partnerki, nawet mówią o wielkiej miłości do nich, a jednak czują potrzebę utrzymywania innych relacji(np. mailowych) z innymi koleżankami. Chcą być kolegami, przyjaciółmi itd. Wydaje mi się, że nie kochają tych swoich drugich połówek.
Wiem, opisywany tu pan jest wolny, ale jakoś tak w taką stronę poszły moje przemyślenia. I może ktoś rozwinie temat smile

54

Odp: Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku
słaba kobietka napisał/a:

Przeczytałam cały ten temat.
Fajnie analizujesz Autorko swoje małżeństwo. Jednak każda sytuacja w jakiej znajdujemy się najwięcej mówi o naszych niezaspokojonych potrzebach. I dobrze jest tak na nią spojrzeć.
Sądzę, że skoro nie czujesz potrzeby reanimacji tej relacji, nie powinnaś tego robić. Może pan ma wiele takich mailowych koleżanek? I jakoś przerzuci się na inną po prostu. Bo jakieś swoje potrzeby tez zaspokaja w taki sposób.
W sumie zawsze zastanawiam się czego brakuje panom, którzy mają partnerki, nawet mówią o wielkiej miłości do nich, a jednak czują potrzebę utrzymywania innych relacji(np. mailowych) z innymi koleżankami. Chcą być kolegami, przyjaciółmi itd. Wydaje mi się, że nie kochają tych swoich drugich połówek.
Wiem, opisywany tu pan jest wolny, ale jakoś tak w taką stronę poszły moje przemyślenia. I może ktoś rozwinie temat smile

Nie mam pojęcia, czego on szuka. Może po prostu jest samotny, może mnie lubi, może liczy na coś więcej, może działa na kilka frontów. Wszystko jest możliwe.
Nigdy otwarcie nie zdeklarował się, czego konkretnie oczekuje po tej znajomości. Widać tylko, że chce nadal utrzymywać kontakt.

Przy czym... teraz, po "otrzeźwieniu" i nabraniu dystansu do sytuacji nawet mnie jego motywy już tak bardzo nie frapują. Miło mi, ale nie rozkminiam.

Co do tych panów i pań, którzy koniecznie muszą mieć jakieś koleżanki/kolegów na boku - mam podobe zdanie. Może nie aż tak radykalnie, że nie kochają swoich drugich połówek, tylko takie, że szukają przygód, potwierdzenia swojej atrakcyjności, wrażeń. Moim zdaniem takie "przyjaźnie" rzadko dobrze się kończą, nie mówię, że są całkowicie niemożliwe, ale jednak doświadczenie uczy, że ciężko tu o całkowicie "neutralne" sytuacje.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

Posty [ 54 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kiedy w fajnej znajomości pojawia się chemia - analiza przypadku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018