Co robic dalej? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

1

Temat: Co robic dalej?

Nie wiem od czego zaczac, jestem troche w rozsypce.

Moj chlopak nie chce rozmawiac ze mna o wspolnej przyszlosci pod jednym dachem.

Poznalismy sie jak mielismy 18 lat. To byla wakacyjna milosc a jednak przerodzila sie w cos powaznego. Przeprowadzil sie dla mnie do innego kraju, zamieszkalismy razem, jednak po jakims czasie uznalam, ze to za szybko dla mnie takie zycie 'na powaznie' i rozstalismy sie w zgodzie.

Ciagle utrzymywalismy ze soba kontakt, kilka razy bylismy na kawie az po 7 latach rozlaki postanowilismy, ze nie mozemy bez siebie zyc. To byla jego propozycja aby sprobowac jeszcze raz. Tak wiec jestesmy od 2 lat znow razem - roznica jest taka, ze nie mieszkamy razem, bardzo dobrze zarabiamy, mozemy pozwolic sobie na wszystko, ciagle urlopujemy a mimo tego, mam wrazenie, ze jak wspominam o wspolnym zyciu on sie tego boi i unika tematu. Pozniej jest klotnia i kilka dni nie odzywania. I to facet, powiedzmy dorosly, w koncu przed 30stka, ktory sam mnie namawial abysmy dali sobie szanse. Prowadzi w Polsce firme, wiec wyjazd do mnie odpada i rozumiem to, jednak ja moge i chce wrocic do kraju ale nie ma z jego strony propozycji ani wyrazu checi zamieszkania razem.

Ciagle mowi mi, ze jestem najwazniejsza dla niego i nigdy nikogo tak nie kochal ale wydaje mi sie, ze nie kocha mnie na tyle aby mieszkac razem?

Mam bardzo wiele sprzecznych sygnalow. Zaproponowal abym odstawila antykoncepcje, bo za dlugo wedlug niego faszerowalam sie tabletkami, a jak zajde w ciaze to zadna tragedia. Wysyla mi projekty domow ktory chce zbudowac. Raz mowi ze ze mna, raz mowi ze jeden bedzie jego a jeden moj (mamy dwie dzialki). Nie rozumiem. Czy czas przestac sie ludzic, ze cos sie zmieni i z honorem odejsc, kiedy serce peka? Moj chlopak od wielu miesiecy choruje na depresje i ma stany lekowe. Bierze psychotropy, na poczatku myslalam, ze to przez nie ma takie dziwne podejscie ale wydaje mi sie, ze moze nie dorosl do powaznego zwiazku albo poprostu ja nie jestem jeszcze ta, ktora pokocha na tyle, aby isc przez zycie razem. Nie chce byc juz dziewczyna tylko na wakacje.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Co robic dalej?

On jest psychiczny.....to juz wiemy.....z kąd ta niby depresja???rozmawiałąś z nim o tym????
Po tym jak sytuacje przedstawiasz to juz gościa skreśliłaś, teraz tylko czekać na wciśniecie spłuczki, żeby go spuścić w toalecie.......i to zrobisz. Przy pierwszym waszym rozstaniu strzelam, żę ktoś cie bardzo szybko pocieszył??? plus pewnie chciałaś zakosztować życia, czyt. poskakać na tym i na tamtym....yada yada jak to mowią.

Ogolnie chlop sie zachowuje jak beta do potęgi, ciebie takie zachowanie irytuje, no i  potem piszesz tu posta by potwiedzić swoje zdanie...fin

3

Odp: Co robic dalej?
Miloo1 napisał/a:

Nie wiem od czego zaczac, jestem troche w rozsypce.

Moj chlopak nie chce rozmawiac ze mna o wspolnej przyszlosci pod jednym dachem.

Poznalismy sie jak mielismy 18 lat. To byla wakacyjna milosc a jednak przerodzila sie w cos powaznego. Przeprowadzil sie dla mnie do innego kraju, zamieszkalismy razem, jednak po jakims czasie uznalam, ze to za szybko dla mnie takie zycie 'na powaznie' i rozstalismy sie w zgodzie.

Ciagle utrzymywalismy ze soba kontakt, kilka razy bylismy na kawie az po 7 latach rozlaki postanowilismy, ze nie mozemy bez siebie zyc. To byla jego propozycja aby sprobowac jeszcze raz. Tak wiec jestesmy od 2 lat znow razem - roznica jest taka, ze nie mieszkamy razem, bardzo dobrze zarabiamy, mozemy pozwolic sobie na wszystko, ciagle urlopujemy a mimo tego, mam wrazenie, ze jak wspominam o wspolnym zyciu on sie tego boi i unika tematu. Pozniej jest klotnia i kilka dni nie odzywania. I to facet, powiedzmy dorosly, w koncu przed 30stka, ktory sam mnie namawial abysmy dali sobie szanse. Prowadzi w Polsce firme, wiec wyjazd do mnie odpada i rozumiem to, jednak ja moge i chce wrocic do kraju ale nie ma z jego strony propozycji ani wyrazu checi zamieszkania razem.

Ciagle mowi mi, ze jestem najwazniejsza dla niego i nigdy nikogo tak nie kochal ale wydaje mi sie, ze nie kocha mnie na tyle aby mieszkac razem?

Mam bardzo wiele sprzecznych sygnalow. Zaproponowal abym odstawila antykoncepcje, bo za dlugo wedlug niego faszerowalam sie tabletkami, a jak zajde w ciaze to zadna tragedia. Wysyla mi projekty domow ktory chce zbudowac. Raz mowi ze ze mna, raz mowi ze jeden bedzie jego a jeden moj (mamy dwie dzialki). Nie rozumiem. Czy czas przestac sie ludzic, ze cos sie zmieni i z honorem odejsc, kiedy serce peka? Moj chlopak od wielu miesiecy choruje na depresje i ma stany lekowe. Bierze psychotropy, na poczatku myslalam, ze to przez nie ma takie dziwne podejscie ale wydaje mi sie, ze moze nie dorosl do powaznego zwiazku albo poprostu ja nie jestem jeszcze ta, ktora pokocha na tyle, aby isc przez zycie razem. Nie chce byc juz dziewczyna tylko na wakacje.

On żyje tak, jak mu pasuje, a ty zmuszasz się do tego, by tańczyć, jak on ci zagra, czyli robisz coś wbrew sobie. On pilnuje swoich granic i jest w tym konsekwentny.
Przyklad- wybucha między wami awantura o to, że związek nie rozwija się w kierunku waszego wspólnego życia, potem jest kilka dni ciszy, która któreś z was przerywa, wracacie do siebie, tyle tylko że ty wracasz do starych realiów, czyli do tego modelu związku, który pasuje jemu, a on po raz kolejny stawia na swoim i daleko mu do twoich celów. Tak więc on potrafi zadbać o swoje interesy, bo broni swoich granic, a ty idziesz jak cma do światła. Nic dziwnego, że jesteś coraz bardziej zniesmaczona i sfrustrowana. To droga donikąd.
Skoro jesteś pewna, że nie możecie bez siebie żyć, to przestań się bać i postaw w końcu swoje granice. Nie chcesz być pania do towarzystwa, jak to chyba nazwalas urlopowa umilaczka, to nie bądź nią. Bierz przykład z niego- on nie chce żyć z tobą na co dzień, więc nie robi tego. Dlaczego więc i w imię czego ty miałabyś robić rzeczy, których nie chcesz? Postaw wszystko na jedną kartę i niech będzie wóz albo przewóz. Jeśli on rzekomo nie może bez ciebie żyć, to w końcu przelamie się i za jakiś czas odezwie, jednak z pełną ofertą dla ciebie. Jeśli tego nie zrobi, to znaczy, że on może bez ciebie żyć. Nie bój się radykalnych kroków, bo na tym facecie świat nie zaczyna się i nie kończy.

4

Odp: Co robic dalej?
Miloo1 napisał/a:

Nie wiem od czego zaczac, jestem troche w rozsypce.

Moj chlopak nie chce rozmawiac ze mna o wspolnej przyszlosci pod jednym dachem.

Poznalismy sie jak mielismy 18 lat. To byla wakacyjna milosc a jednak przerodzila sie w cos powaznego. Przeprowadzil sie dla mnie do innego kraju, zamieszkalismy razem, jednak po jakims czasie uznalam, ze to za szybko dla mnie takie zycie 'na powaznie' i rozstalismy sie w zgodzie.

Ciagle utrzymywalismy ze soba kontakt, kilka razy bylismy na kawie az po 7 latach rozlaki postanowilismy, ze nie mozemy bez siebie zyc. To byla jego propozycja aby sprobowac jeszcze raz. Tak wiec jestesmy od 2 lat znow razem - roznica jest taka, ze nie mieszkamy razem, bardzo dobrze zarabiamy, mozemy pozwolic sobie na wszystko, ciagle urlopujemy a mimo tego, mam wrazenie, ze jak wspominam o wspolnym zyciu on sie tego boi i unika tematu. Pozniej jest klotnia i kilka dni nie odzywania. I to facet, powiedzmy dorosly, w koncu przed 30stka, ktory sam mnie namawial abysmy dali sobie szanse. Prowadzi w Polsce firme, wiec wyjazd do mnie odpada i rozumiem to, jednak ja moge i chce wrocic do kraju ale nie ma z jego strony propozycji ani wyrazu checi zamieszkania razem.

Ciagle mowi mi, ze jestem najwazniejsza dla niego i nigdy nikogo tak nie kochal ale wydaje mi sie, ze nie kocha mnie na tyle aby mieszkac razem?

Mam bardzo wiele sprzecznych sygnalow. Zaproponowal abym odstawila antykoncepcje, bo za dlugo wedlug niego faszerowalam sie tabletkami, a jak zajde w ciaze to zadna tragedia. Wysyla mi projekty domow ktory chce zbudowac. Raz mowi ze ze mna, raz mowi ze jeden bedzie jego a jeden moj (mamy dwie dzialki). Nie rozumiem. Czy czas przestac sie ludzic, ze cos sie zmieni i z honorem odejsc, kiedy serce peka? Moj chlopak od wielu miesiecy choruje na depresje i ma stany lekowe. Bierze psychotropy, na poczatku myslalam, ze to przez nie ma takie dziwne podejscie ale wydaje mi sie, ze moze nie dorosl do powaznego zwiazku albo poprostu ja nie jestem jeszcze ta, ktora pokocha na tyle, aby isc przez zycie razem. Nie chce byc juz dziewczyna tylko na wakacje.


On  ma depresje i stany lekowe.
Jak byl bardzo mlody przeprowadzil sie do Ciebie i zamieszkal z Toba w innym kraju.
Na co Ty stwierdzilas, ze nie, ze to za powazne dla Ciebie.
On jest teraz starszy wiec czym wiecej ma do stracenia.
On Ci mowi, ze jak w ciaze zajdziesz to zadna tragedia.

Naprawde nie widzisz co moze byc na rzeczy? On nie chce wlazic w cos z Toba bo sie wczesniej na Tobie przejechal, jak ma depresje i stany LEKOWE  i nie jest juz smarkaczem nastoletnim to oczywiscie, ze ma czarne mysli. Moze mu by latwiej bylo miec pewnosc, ze znowu tak nie powiesz jak wczesniej jezeli mielibyscie wpadke . Stad gada o dziecku nie o domu.

Ma depresje i powodow tej depresji moze byc wiele i on moze ich nie znac. Moga to byc problemy chemicznego balansu w mozgu lub inne bardziej nieswiadome rzeczy. Leczy sie na swoje problemy co jest dobrym znakiem poniewaz bierze odpowiedzialnosc za wlasne zdrowie i nie wstydzi sie szukac pomocy lekarskiej.
Czy jego leki sa juz dopasowane czy jeszcze nie? Jak powazna jest ta depresja? Bo zgaduje, ze skoro jezdzi na wakacje i pracuje to jest w stanie funkcjonalnym wiec radzi sobie jakos oraz ma mysli o budowie domu co tez jest dobrym znakiem jesli chodzi o chorobe.

Musisz pomowic z nim szczerze poniewaz nie ma tutaj innych opcji za bardzo.
Na Twoim miejscu powiedzialabym mu jaka jest moja teoria co do jego zachowania i wtedy zobaczyla co on na to. Poniewaz co on na to powie daloby mi odpowiedz na to co robic i co jest na rzeczy.

'Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba,jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła.'

5

Odp: Co robic dalej?
Bonzo napisał/a:

On jest psychiczny.....to juz wiemy.....z kąd ta niby depresja???rozmawiałąś z nim o tym????
Po tym jak sytuacje przedstawiasz to juz gościa skreśliłaś, teraz tylko czekać na wciśniecie spłuczki, żeby go spuścić w toalecie.......i to zrobisz. Przy pierwszym waszym rozstaniu strzelam, żę ktoś cie bardzo szybko pocieszył??? plus pewnie chciałaś zakosztować życia, czyt. poskakać na tym i na tamtym....yada yada jak to mowią.

Ogolnie chlop sie zachowuje jak beta do potęgi, ciebie takie zachowanie irytuje, no i  potem piszesz tu posta by potwiedzić swoje zdanie...fin

Depresja jest w sumie nie wiadomo jeszcze skad dokladnie. Tabletki bierze od 4 miesiecy ale psychiatra mowi ze mozna juz zaczac terapie u psychologa ale moj chlopak ciagle odklada to 'na jutro'.
Oczywiscie w drugiej czesci posta masz racje poniekad - mialam wtedy tylko 19 lat i chcialam dowiedziec sie co ten swiat moze jeszcze zaoferowac.

6

Odp: Co robic dalej?
Winter.Kween napisał/a:
Miloo1 napisał/a:

Nie wiem od czego zaczac, jestem troche w rozsypce.

Moj chlopak nie chce rozmawiac ze mna o wspolnej przyszlosci pod jednym dachem.

Poznalismy sie jak mielismy 18 lat. To byla wakacyjna milosc a jednak przerodzila sie w cos powaznego. Przeprowadzil sie dla mnie do innego kraju, zamieszkalismy razem, jednak po jakims czasie uznalam, ze to za szybko dla mnie takie zycie 'na powaznie' i rozstalismy sie w zgodzie.

Ciagle utrzymywalismy ze soba kontakt, kilka razy bylismy na kawie az po 7 latach rozlaki postanowilismy, ze nie mozemy bez siebie zyc. To byla jego propozycja aby sprobowac jeszcze raz. Tak wiec jestesmy od 2 lat znow razem - roznica jest taka, ze nie mieszkamy razem, bardzo dobrze zarabiamy, mozemy pozwolic sobie na wszystko, ciagle urlopujemy a mimo tego, mam wrazenie, ze jak wspominam o wspolnym zyciu on sie tego boi i unika tematu. Pozniej jest klotnia i kilka dni nie odzywania. I to facet, powiedzmy dorosly, w koncu przed 30stka, ktory sam mnie namawial abysmy dali sobie szanse. Prowadzi w Polsce firme, wiec wyjazd do mnie odpada i rozumiem to, jednak ja moge i chce wrocic do kraju ale nie ma z jego strony propozycji ani wyrazu checi zamieszkania razem.

Ciagle mowi mi, ze jestem najwazniejsza dla niego i nigdy nikogo tak nie kochal ale wydaje mi sie, ze nie kocha mnie na tyle aby mieszkac razem?

Mam bardzo wiele sprzecznych sygnalow. Zaproponowal abym odstawila antykoncepcje, bo za dlugo wedlug niego faszerowalam sie tabletkami, a jak zajde w ciaze to zadna tragedia. Wysyla mi projekty domow ktory chce zbudowac. Raz mowi ze ze mna, raz mowi ze jeden bedzie jego a jeden moj (mamy dwie dzialki). Nie rozumiem. Czy czas przestac sie ludzic, ze cos sie zmieni i z honorem odejsc, kiedy serce peka? Moj chlopak od wielu miesiecy choruje na depresje i ma stany lekowe. Bierze psychotropy, na poczatku myslalam, ze to przez nie ma takie dziwne podejscie ale wydaje mi sie, ze moze nie dorosl do powaznego zwiazku albo poprostu ja nie jestem jeszcze ta, ktora pokocha na tyle, aby isc przez zycie razem. Nie chce byc juz dziewczyna tylko na wakacje.


On  ma depresje i stany lekowe.
Jak byl bardzo mlody przeprowadzil sie do Ciebie i zamieszkal z Toba w innym kraju.
Na co Ty stwierdzilas, ze nie, ze to za powazne dla Ciebie.
On jest teraz starszy wiec czym wiecej ma do stracenia.
On Ci mowi, ze jak w ciaze zajdziesz to zadna tragedia.

Naprawde nie widzisz co moze byc na rzeczy? On nie chce wlazic w cos z Toba bo sie wczesniej na Tobie przejechal, jak ma depresje i stany LEKOWE  i nie jest juz smarkaczem nastoletnim to oczywiscie, ze ma czarne mysli. Moze mu by latwiej bylo miec pewnosc, ze znowu tak nie powiesz jak wczesniej jezeli mielibyscie wpadke . Stad gada o dziecku nie o domu.

Ma depresje i powodow tej depresji moze byc wiele i on moze ich nie znac. Moga to byc problemy chemicznego balansu w mozgu lub inne bardziej nieswiadome rzeczy. Leczy sie na swoje problemy co jest dobrym znakiem poniewaz bierze odpowiedzialnosc za wlasne zdrowie i nie wstydzi sie szukac pomocy lekarskiej.
Czy jego leki sa juz dopasowane czy jeszcze nie? Jak powazna jest ta depresja? Bo zgaduje, ze skoro jezdzi na wakacje i pracuje to jest w stanie funkcjonalnym wiec radzi sobie jakos oraz ma mysli o budowie domu co tez jest dobrym znakiem jesli chodzi o chorobe.

Musisz pomowic z nim szczerze poniewaz nie ma tutaj innych opcji za bardzo.
Na Twoim miejscu powiedzialabym mu jaka jest moja teoria co do jego zachowania i wtedy zobaczyla co on na to. Poniewaz co on na to powie daloby mi odpowiedz na to co robic i co jest na rzeczy.

Tak, najbardziej wlasnie dziwi mnie to, ze mieszkanie razem to temat tabu ale wspolne dziecko to juz nie ma problemu. Przeciez musi zdawac sobie sprawe z tego, ze bedzie ze mna jakby 'polaczony' do konca zycia tym dzieckiem a nawet nie wyraza checi mieszkania wspolnego.

7

Odp: Co robic dalej?
ulle napisał/a:
Miloo1 napisał/a:

Nie wiem od czego zaczac, jestem troche w rozsypce.

Moj chlopak nie chce rozmawiac ze mna o wspolnej przyszlosci pod jednym dachem.

Poznalismy sie jak mielismy 18 lat. To byla wakacyjna milosc a jednak przerodzila sie w cos powaznego. Przeprowadzil sie dla mnie do innego kraju, zamieszkalismy razem, jednak po jakims czasie uznalam, ze to za szybko dla mnie takie zycie 'na powaznie' i rozstalismy sie w zgodzie.

Ciagle utrzymywalismy ze soba kontakt, kilka razy bylismy na kawie az po 7 latach rozlaki postanowilismy, ze nie mozemy bez siebie zyc. To byla jego propozycja aby sprobowac jeszcze raz. Tak wiec jestesmy od 2 lat znow razem - roznica jest taka, ze nie mieszkamy razem, bardzo dobrze zarabiamy, mozemy pozwolic sobie na wszystko, ciagle urlopujemy a mimo tego, mam wrazenie, ze jak wspominam o wspolnym zyciu on sie tego boi i unika tematu. Pozniej jest klotnia i kilka dni nie odzywania. I to facet, powiedzmy dorosly, w koncu przed 30stka, ktory sam mnie namawial abysmy dali sobie szanse. Prowadzi w Polsce firme, wiec wyjazd do mnie odpada i rozumiem to, jednak ja moge i chce wrocic do kraju ale nie ma z jego strony propozycji ani wyrazu checi zamieszkania razem.

Ciagle mowi mi, ze jestem najwazniejsza dla niego i nigdy nikogo tak nie kochal ale wydaje mi sie, ze nie kocha mnie na tyle aby mieszkac razem?

Mam bardzo wiele sprzecznych sygnalow. Zaproponowal abym odstawila antykoncepcje, bo za dlugo wedlug niego faszerowalam sie tabletkami, a jak zajde w ciaze to zadna tragedia. Wysyla mi projekty domow ktory chce zbudowac. Raz mowi ze ze mna, raz mowi ze jeden bedzie jego a jeden moj (mamy dwie dzialki). Nie rozumiem. Czy czas przestac sie ludzic, ze cos sie zmieni i z honorem odejsc, kiedy serce peka? Moj chlopak od wielu miesiecy choruje na depresje i ma stany lekowe. Bierze psychotropy, na poczatku myslalam, ze to przez nie ma takie dziwne podejscie ale wydaje mi sie, ze moze nie dorosl do powaznego zwiazku albo poprostu ja nie jestem jeszcze ta, ktora pokocha na tyle, aby isc przez zycie razem. Nie chce byc juz dziewczyna tylko na wakacje.

On żyje tak, jak mu pasuje, a ty zmuszasz się do tego, by tańczyć, jak on ci zagra, czyli robisz coś wbrew sobie. On pilnuje swoich granic i jest w tym konsekwentny.
Przyklad- wybucha między wami awantura o to, że związek nie rozwija się w kierunku waszego wspólnego życia, potem jest kilka dni ciszy, która któreś z was przerywa, wracacie do siebie, tyle tylko że ty wracasz do starych realiów, czyli do tego modelu związku, który pasuje jemu, a on po raz kolejny stawia na swoim i daleko mu do twoich celów. Tak więc on potrafi zadbać o swoje interesy, bo broni swoich granic, a ty idziesz jak cma do światła. Nic dziwnego, że jesteś coraz bardziej zniesmaczona i sfrustrowana. To droga donikąd.
Skoro jesteś pewna, że nie możecie bez siebie żyć, to przestań się bać i postaw w końcu swoje granice. Nie chcesz być pania do towarzystwa, jak to chyba nazwalas urlopowa umilaczka, to nie bądź nią. Bierz przykład z niego- on nie chce żyć z tobą na co dzień, więc nie robi tego. Dlaczego więc i w imię czego ty miałabyś robić rzeczy, których nie chcesz? Postaw wszystko na jedną kartę i niech będzie wóz albo przewóz. Jeśli on rzekomo nie może bez ciebie żyć, to w końcu przelamie się i za jakiś czas odezwie, jednak z pełną ofertą dla ciebie. Jeśli tego nie zrobi, to znaczy, że on może bez ciebie żyć. Nie bój się radykalnych kroków, bo na tym facecie świat nie zaczyna się i nie kończy.

I to wlasnie wydaje mi sie najbardziej prawdopodobny stan rzeczy - chec bycia 'wolnym ptakiem' a nizeli choroba. Moze jak mu pokaze, ze ja tez potrafie bez niego zyc to obudza sie w nim jakies pragnienia?

8

Odp: Co robic dalej?

Powinnaś zaryzykować, bo taki stan rzeczy nie może przecież dalej się utrzymywać. Facet wpedza cię w lata za twoją zgoda oczywiście i za chwilę do kogo będziesz miała pretensje?
Patrz na swoje plany i marzenia, bo jak sama o siebie nie zadbasz, to nie licz na to, że zrobi to ktoś inny. Ten facet dba o swoje interesy, jak pisałam wyżej, więc ty też dbaj. Każdy sobie rzepke skrobie- niestety doszło do tego i nie ztwojej winy, więc pozbądź się skrupułów.
To że on ma nerwice, depresję i nie wiadomo co jeszcze nie jest żadnym powodem do tego, by nie chcieć ułożyć sobie życia z kobietą bez której to rzekomo nie można żyć. To zwykle wymówki i tyle.
On doskonale wie, czego ty oczekujesz, a mimo to upiera się przy swoim. W pewnym sensie już zaczynacir syndrom przechodzonego związku, a jaki jest finał takich związków powszechnie wiadomo.
Przerwij to i niech czas pokaże czy warto było angażować swoj czas oraz marzenia w tego faceta.
Bądź Panią swojego życia.

9

Odp: Co robic dalej?
ulle napisał/a:

Powinnaś zaryzykować, bo taki stan rzeczy nie może przecież dalej się utrzymywać. Facet wpedza cię w lata za twoją zgoda oczywiście i za chwilę do kogo będziesz miała pretensje?
Patrz na swoje plany i marzenia, bo jak sama o siebie nie zadbasz, to nie licz na to, że zrobi to ktoś inny. Ten facet dba o swoje interesy, jak pisałam wyżej, więc ty też dbaj. Każdy sobie rzepke skrobie- niestety doszło do tego i nie ztwojej winy, więc pozbądź się skrupułów.
To że on ma nerwice, depresję i nie wiadomo co jeszcze nie jest żadnym powodem do tego, by nie chcieć ułożyć sobie życia z kobietą bez której to rzekomo nie można żyć. To zwykle wymówki i tyle.
On doskonale wie, czego ty oczekujesz, a mimo to upiera się przy swoim. W pewnym sensie już zaczynacir syndrom przechodzonego związku, a jaki jest finał takich związków powszechnie wiadomo.
Przerwij to i niech czas pokaże czy warto było angażować swoj czas oraz marzenia w tego faceta.
Bądź Panią swojego życia.

Tak wlasnie zrobilam. Napisal mi wczoraj, ze w przyszlym tygodniu do mnie przyjedzie a pozniej pojedziemy razem do mojego domu rodzinnego na tydzien. Odpisalam mu, ze mam nadzieje, iz w takim razie rozumiem, ze jest gotow przedstawic mi swoj plan jak zapatruje sie na przyszlosc naszego zwiazku. Odpowiedzial, ze narazie sie nie zastanawial nad tym bo cieszy sie na nadchodzace dni razem poki co - po czym ja odpowiedzialam, zeby sie w takim razie odezwal dopiero wtedy kiedy bedzie juz wiedzial czego chce, zobaczymy!

10

Odp: Co robic dalej?
Miloo1 napisał/a:
ulle napisał/a:

Powinnaś zaryzykować, bo taki stan rzeczy nie może przecież dalej się utrzymywać. Facet wpedza cię w lata za twoją zgoda oczywiście i za chwilę do kogo będziesz miała pretensje?
Patrz na swoje plany i marzenia, bo jak sama o siebie nie zadbasz, to nie licz na to, że zrobi to ktoś inny. Ten facet dba o swoje interesy, jak pisałam wyżej, więc ty też dbaj. Każdy sobie rzepke skrobie- niestety doszło do tego i nie ztwojej winy, więc pozbądź się skrupułów.
To że on ma nerwice, depresję i nie wiadomo co jeszcze nie jest żadnym powodem do tego, by nie chcieć ułożyć sobie życia z kobietą bez której to rzekomo nie można żyć. To zwykle wymówki i tyle.
On doskonale wie, czego ty oczekujesz, a mimo to upiera się przy swoim. W pewnym sensie już zaczynacir syndrom przechodzonego związku, a jaki jest finał takich związków powszechnie wiadomo.
Przerwij to i niech czas pokaże czy warto było angażować swoj czas oraz marzenia w tego faceta.
Bądź Panią swojego życia.



Tak wlasnie zrobilam. Napisal mi wczoraj, ze w przyszlym tygodniu do mnie przyjedzie a pozniej pojedziemy razem do mojego domu rodzinnego na tydzien. Odpisalam mu, ze mam nadzieje, iz w takim razie rozumiem, ze jest gotow przedstawic mi swoj plan jak zapatruje sie na przyszlosc naszego zwiazku. Odpowiedzial, ze narazie sie nie zastanawial nad tym bo cieszy sie na nadchodzace dni razem poki co - po czym ja odpowiedzialam, zeby sie w takim razie odezwal dopiero wtedy kiedy bedzie juz wiedzial czego chce, zobaczymy!

Bardzo dobrze zrobiłaś, bo ileż można mówić o swoich zamiarach i wysluchiwac non stop tych samych tekstów. Ryzyk fizyk i raz kozie śmierć.
Facet nauczył się, że ma fajny układ, żyje jak wolny ptak, praktycznie bez zobowiązań, super spędza czas wolny, a wierna Penelopa czeka na wyrok, zawsze uśmiechnięta, steskniona i oddana.
Tak nie może być.
Jesli on uzna, że nie warta skórka za wyprawkę, to trudno, a może w końcu coś ruszy?
Podejrzewam, że jego pierwsza reakcja będzie sxok i niedowierzanie, będzie zły i wielce obrażony. Ponieważ miał sporo dowodów na to, że jesteś bardzo cierpliwa oraz wyrozumiala, więc weźmie cię na przeczekanie, ciężko powiedzieć, jak długo będzie to w sobie przetrawial. Skoro do tej pory po klotniach milczał tylko kilka dni, to wydaje mi się, że nie będzie przeciagal milczenia całymi tygodniami, chyba że jest nauczony, że to zazwyczaj ty byłaś osoba inicjujaca ciąg dalszy. Potem gdy ochlonie zacznie myśleć i za jakiś czas będziesz miała odpowiedź.
Nie bój się jego odpowiedzi. Będzie, co ma być.
Osobiście radzę Ci, żebyś w żadnym wypadku nie odzywał się teraz do niego. Ty powiedziałaś swoje, on to usłyszał i zrozumiał więc następny ruch należy do niego.
Najważniejsze, żebyś nie ustąpiła, czyli po raz kolejny nie dopuściła do przekroczenia twoich granic, bo jeśli to zrobisz, to tylko go rozwydrzysz, a on jeszcze bardziej rozpanoszy się w twoim zyciu. Miłe chwile, jakie z nim spędzasz nie są warte tego, ile przez tego faceta tracisz.

11 Ostatnio edytowany przez Miloo1 (2019-08-15 16:37:00)

Odp: Co robic dalej?
ulle napisał/a:
Miloo1 napisał/a:
ulle napisał/a:

Powinnaś zaryzykować, bo taki stan rzeczy nie może przecież dalej się utrzymywać. Facet wpedza cię w lata za twoją zgoda oczywiście i za chwilę do kogo będziesz miała pretensje?
Patrz na swoje plany i marzenia, bo jak sama o siebie nie zadbasz, to nie licz na to, że zrobi to ktoś inny. Ten facet dba o swoje interesy, jak pisałam wyżej, więc ty też dbaj. Każdy sobie rzepke skrobie- niestety doszło do tego i nie ztwojej winy, więc pozbądź się skrupułów.
To że on ma nerwice, depresję i nie wiadomo co jeszcze nie jest żadnym powodem do tego, by nie chcieć ułożyć sobie życia z kobietą bez której to rzekomo nie można żyć. To zwykle wymówki i tyle.
On doskonale wie, czego ty oczekujesz, a mimo to upiera się przy swoim. W pewnym sensie już zaczynacir syndrom przechodzonego związku, a jaki jest finał takich związków powszechnie wiadomo.
Przerwij to i niech czas pokaże czy warto było angażować swoj czas oraz marzenia w tego faceta.
Bądź Panią swojego życia.



Tak wlasnie zrobilam. Napisal mi wczoraj, ze w przyszlym tygodniu do mnie przyjedzie a pozniej pojedziemy razem do mojego domu rodzinnego na tydzien. Odpisalam mu, ze mam nadzieje, iz w takim razie rozumiem, ze jest gotow przedstawic mi swoj plan jak zapatruje sie na przyszlosc naszego zwiazku. Odpowiedzial, ze narazie sie nie zastanawial nad tym bo cieszy sie na nadchodzace dni razem poki co - po czym ja odpowiedzialam, zeby sie w takim razie odezwal dopiero wtedy kiedy bedzie juz wiedzial czego chce, zobaczymy!

Bardzo dobrze zrobiłaś, bo ileż można mówić o swoich zamiarach i wysluchiwac non stop tych samych tekstów. Ryzyk fizyk i raz kozie śmierć.
Facet nauczył się, że ma fajny układ, żyje jak wolny ptak, praktycznie bez zobowiązań, super spędza czas wolny, a wierna Penelopa czeka na wyrok, zawsze uśmiechnięta, steskniona i oddana.
Tak nie może być.
Jesli on uzna, że nie warta skórka za wyprawkę, to trudno, a może w końcu coś ruszy?
Podejrzewam, że jego pierwsza reakcja będzie sxok i niedowierzanie, będzie zły i wielce obrażony. Ponieważ miał sporo dowodów na to, że jesteś bardzo cierpliwa oraz wyrozumiala, więc weźmie cię na przeczekanie, ciężko powiedzieć, jak długo będzie to w sobie przetrawial. Skoro do tej pory po klotniach milczał tylko kilka dni, to wydaje mi się, że nie będzie przeciagal milczenia całymi tygodniami, chyba że jest nauczony, że to zazwyczaj ty byłaś osoba inicjujaca ciąg dalszy. Potem gdy ochlonie zacznie myśleć i za jakiś czas będziesz miała odpowiedź.
Nie bój się jego odpowiedzi. Będzie, co ma być.
Osobiście radzę Ci, żebyś w żadnym wypadku nie odzywał się teraz do niego. Ty powiedziałaś swoje, on to usłyszał i zrozumiał więc następny ruch należy do niego.
Najważniejsze, żebyś nie ustąpiła, czyli po raz kolejny nie dopuściła do przekroczenia twoich granic, bo jeśli to zrobisz, to tylko go rozwydrzysz, a on jeszcze bardziej rozpanoszy się w twoim zyciu. Miłe chwile, jakie z nim spędzasz nie są warte tego, ile przez tego faceta tracisz.

Potrzebowalam chyba w zyciu takiego glosu rozsadku jak Ty Ulle - dziekuje za to.
Oczywiscie przed nim jest teraz ciezki orzech do zgryzienia, poniewaz ja na swoj urlop jade juz za rowny tydzien - do miejsca ktore oboje bardzo kochamy i nigdy od lat nie bylam tam jeszcze bez niego, a teraz jest to bardzo prawdopodobne i nie bedzie mogl przezyc tego, ze swietnie sie tam bawie smile zawsze stalam u jego boku i naprawde uwazalam i nadal uwazam, ze jestesmy najlepszymi przyjaciolmi. Za kazdym razem jak sie poklucimy ostatnio to on przelamuje cisze, ale tak jak wczesniej pisalas kontunuujemy jakby nie bylo tematu.
Powiedzial mi jakos niedawno, ze nie mogl sobie nigdy ulozyc zycia z inna kobieta podczas naszej rozlaki, bo tylko ze mna sie tak dobrze czul i kochal prawdziwie.. no i co z tego? Jak jeszcze lepiej trzeba sie dogadywac i kochac, zeby miec chec wspolnego zycia?

Oczywiscie zawsze kiedy upominam sie o swoje i znow sa ciche dni, to pozniej mam wyrzuty sumienia, ze denerwuje go w chorobie itd, dzis nie czuje wcale abym zalowala tego, w koncu postawilam na swoim i chyba bardzo sie zdziwil, bo napisal tylko 'ok to sie odezwe'.
Teraz wszystko w jego rekach, ja pije drinka i pakuje walizki na urlop

12 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-08-15 16:54:21)

Odp: Co robic dalej?

Wygląda na to, że faktycznie doszłas już do takiego punktu, że lawina ruszyła. I bardzo dobrze.
Napisałaś, że ciche dni po klotniach przeważnie przerywal on, jednak wracał jak gdyby nigdy nic? No proszę, jak wygodnie się urządził. Każdy by tak chciał, żeby po słusznej krytyce drugiej osoby wrócić sobie ot tak sobie, bo o czym tu gadać, skoro najważniejsze że mamy siebie. Normalnie i zdrowo powinno być tak, że po jakimś konflikcie ludzie rozmawiają ze sobą, wyjaśniają sobie różne rzeczy i chociaż takie rozmowy potrafią być nieprzyjemne, to przecież dojrzały człowiek powinien umieć zmierzyć się z czymś takim. Ten natomiast stworzył sobie super układ, zero stresu, bo on ma depresję oraz nerwice i ma do czynienia z kobietą o gołębim sercu.

Coraz wyraźniej widzę wasz związek i niestety mogłabyś sobie tak czekać tatka latka.
Jedz na urlop nie po to, by coś mu tak udowodnić, lecz po to, by wypocząć i na spokojnie ułożyć sobie wszystko w głowie.
On przez ten czas i tak będzie zły, obrażony i będzie myślał głównie o sobie, czyli o tym, że pali mu się pod doopa, a nie o tym, co robisz ty. Nie marnuj więc na niego urlopu.

Do tej pory miałaś dobrego nauczyciela w jego osobie, który nauczył cię, jak należy dbać o swoje interesy. Niech nauka nie idzie w las.

A to że on naprawdę jest twoim dobrym przyjacielem jest super sprawa, ale żadnym powodem do tego, byś miała godzić się na jego warunki. Czas pokazał, że tobie nie odpowiada to, co on ma do zaoferowania i w związku z tym teraz zachowujesz się tak, jak uważasz za stosowne i dobre dla ciebie.
Teraz czas na niego i niech on zdecyduje czy chce tego samego, co ty, czy też woli żyć bez ciebie. To musi być jego decyzja i wolny wybór. Ty do niczego go nie zmuszasz- ty zakomunikowalas tylko i po raz kolejny zresztą, że nie odpowiada Ci bycie jego urlopowy czasoumilaczem.

13 Ostatnio edytowany przez Miloo1 (2019-08-15 17:00:10)

Odp: Co robic dalej?
ulle napisał/a:

Wygląda na to, że faktycznie doszłas już do takiego punktu, że lawina ruszyła. I bardzo dobrze.
Napisałaś, że ciche dni po klotniach przeważnie przerywal on, jednak wracał jak gdyby nigdy nic? No proszę, jak wygodnie się urządził. Każdy by tak chciał, żeby po słusznej krytyce drugiej osoby wrócić sobie ot tak sobie, bo o czym tu gadać, skoro najważniejsze że mamy siebie. Normalnie i zdrowo powinno być tak, że po jakimś konflikcie ludzie rozmawiają ze sobą, wyjaśniają sobie różne rzeczy i chociaż takie rozmowy potrafią być nieprzyjemne, to przecież dojrzały człowiek powinien umieć zmierzyć się z czymś takim. Ten natomiast stworzył sobie super układ, zero stresu, bo on ma depresję oraz nerwice i ma do czynienia z kobietą o gołębim sercu.

Coraz wyraźniej widzę wasz związek i niestety mogłabyś sobie tak czekać tatka latka.
Jedz na urlop nie po to, by coś mu tak udowodnić, lecz po to, by wypocząć i na spokojnie ułożyć sobie wszystko w głowie.
On przez ten czas i tak będzie zły, obrażony i będzie myślał głównie o sobie, czyli o tym, że pali mu się pod doopa, a nie o tym, co robisz ty. Nie marnuj więc na niego urlopu.

Do tej pory miałaś dobrego nauczyciela w jego osobie, który nauczył cię, jak należy dbać o swoje interesy. Niech nauka nie idzie w las.

Oczywiscie. Ja chyba przez ten caly czas juz nauczylam sie cieszyc kazdym malym okruszkiem uczucia jakie strzepnal w moja strone.
Wiem, ze moze peknac mi serce w razie rozczarowania ale teraz juz nie mam odwrotu. Najwazniejszy krok zrobilam i musze mu pokazac, ze jego obrazanie sie nie rusza mnie juz nic a nic. Jesli chce zyc jak wolny facet, prosze bardzo, tylko nie rozumiem w takim razie po co sam namawial mnie na zwiazek i ogolnie oprocz tego ignorowania moich potrzeb porozmawiania o tej relacji, we wszystkim innym moge absolutnie na nim polegac.

Bardzo sie ciesze, ze trafilam na to forum. Moglam spojrzec na ta sytuacje oczami kogos innego i przestac dawac sobie wchodzic na glowe. W rodzinie nie bardzo mam z kim tak porozmawiac, bo mowia mi ze sie czepiam, ze to dobry chlopak i musze przeczekac az minie choroba. Poprostu chyba juz tak sie do niego przyzwyczaili, ze to jest normalne.

14 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-08-15 17:16:54)

Odp: Co robic dalej?
Miloo1 napisał/a:
ulle napisał/a:

Wygląda na to, że faktycznie doszłas już do takiego punktu, że lawina ruszyła. I bardzo dobrze.
Napisałaś, że ciche dni po klotniach przeważnie przerywal on, jednak wracał jak gdyby nigdy nic? No proszę, jak wygodnie się urządził. Każdy by tak chciał, żeby po słusznej krytyce drugiej osoby wrócić sobie ot tak sobie, bo o czym tu gadać, skoro najważniejsze że mamy siebie. Normalnie i zdrowo powinno być tak, że po jakimś konflikcie ludzie rozmawiają ze sobą, wyjaśniają sobie różne rzeczy i chociaż takie rozmowy potrafią być nieprzyjemne, to przecież dojrzały człowiek powinien umieć zmierzyć się z czymś takim. Ten natomiast stworzył sobie super układ, zero stresu, bo on ma depresję oraz nerwice i ma do czynienia z kobietą o gołębim sercu.

Coraz wyraźniej widzę wasz związek i niestety mogłabyś sobie tak czekać tatka latka.
Jedz na urlop nie po to, by coś mu tak udowodnić, lecz po to, by wypocząć i na spokojnie ułożyć sobie wszystko w głowie.
On przez ten czas i tak będzie zły, obrażony i będzie myślał głównie o sobie, czyli o tym, że pali mu się pod doopa, a nie o tym, co robisz ty. Nie marnuj więc na niego urlopu.

Do tej pory miałaś dobrego nauczyciela w jego osobie, który nauczył cię, jak należy dbać o swoje interesy. Niech nauka nie idzie w las.

Oczywiscie. Ja chyba przez ten caly czas juz nauczylam sie cieszyc kazdym malym okruszkiem uczucia jakie strzepnal w moja strone.
Wiem, ze moze peknac mi serce w razie rozczarowania ale teraz juz nie mam odwrotu. Najwazniejszy krok zrobilam i musze mu pokazac, ze jego obrazanie sie nie rusza mnie juz nic a nic. Jesli chce zyc jak wolny facet, prosze bardzo, tylko nie rozumiem w takim razie po co sam namawial mnie na zwiazek i ogolnie oprocz tego ignorowania moich potrzeb porozmawiania o tej relacji, we wszystkim innym moge absolutnie na nim polegac.

Jest taki, bo wypracował sobie, że w stosunku do ciebie może sobie na to pozwolić. To żadna sztuka ani wysiłek, by wspierać ciebie w każdej innej trudnej dla ciebie sytuacji, jednak najważniejsze, żeby nie dotykać tego, co naprawdę jest problemem. On tak cię nauczył, a ty że strachu, że wszystko się rozwali przystalas na jego warunki. Zobrazuje ci to na przykładzie matki, która juz chyba setny raz strofuje swoje niegrzeczne dziecko mówiąc " uspokuj się bo zaraz ci wleje", jednak oczywiście na gadaniu rzecz się kończy, jak zwykle zresztą. Matka przechodzi przez różne stany emocjonalne, bo jest i zła, i zniecierliwona, i sfrustrowana, i na koniec po prostu bezradna, a dziecko bimba sobie na jej uczucia.
Tak samo jest w waszym przypadku. Facet bimba sobie na to, co ty do niego gadasz i chociaż dotyczy to tylko sfery waszej wspólnej przyszłości (w innych kwestiach jest super przyjacielem), to w niczym nie umniejsza faktu, że do kitu z takim facetem i związkiem.

A to że w razie spełnienia czarnego scenariusza pęknie ci serce, to trudno, niech pęknie wcześniej niż później, ale zapewniam cię, że serce tak łatwo nie pęka i przeżyjesz ewentualne wasze rozstanie.

Jeśli on ze swoją depresja i nerwica nie będzie bal się tego, że znikniesz z jego życia, to ty tym bardziej niczego się nie bój.
Bo niby jaka masz alternatywę? Dalej miałabyś robić za damę do towarzystwa, bo jemu jest z tym wygodnie?
Najwyżej dasz sobie szansę na poznanie faceta, który ma takie same cele i wartości jak ty i on nie będzie miał wątpliwości, żeby ułożyć sobie z tobą życie. A tamten niech dalej szuka wiatru w polu, jego wybór i decyzja.

15

Odp: Co robic dalej?
ulle napisał/a:
Miloo1 napisał/a:
ulle napisał/a:

Wygląda na to, że faktycznie doszłas już do takiego punktu, że lawina ruszyła. I bardzo dobrze.
Napisałaś, że ciche dni po klotniach przeważnie przerywal on, jednak wracał jak gdyby nigdy nic? No proszę, jak wygodnie się urządził. Każdy by tak chciał, żeby po słusznej krytyce drugiej osoby wrócić sobie ot tak sobie, bo o czym tu gadać, skoro najważniejsze że mamy siebie. Normalnie i zdrowo powinno być tak, że po jakimś konflikcie ludzie rozmawiają ze sobą, wyjaśniają sobie różne rzeczy i chociaż takie rozmowy potrafią być nieprzyjemne, to przecież dojrzały człowiek powinien umieć zmierzyć się z czymś takim. Ten natomiast stworzył sobie super układ, zero stresu, bo on ma depresję oraz nerwice i ma do czynienia z kobietą o gołębim sercu.

Coraz wyraźniej widzę wasz związek i niestety mogłabyś sobie tak czekać tatka latka.
Jedz na urlop nie po to, by coś mu tak udowodnić, lecz po to, by wypocząć i na spokojnie ułożyć sobie wszystko w głowie.
On przez ten czas i tak będzie zły, obrażony i będzie myślał głównie o sobie, czyli o tym, że pali mu się pod doopa, a nie o tym, co robisz ty. Nie marnuj więc na niego urlopu.

Do tej pory miałaś dobrego nauczyciela w jego osobie, który nauczył cię, jak należy dbać o swoje interesy. Niech nauka nie idzie w las.

Oczywiscie. Ja chyba przez ten caly czas juz nauczylam sie cieszyc kazdym malym okruszkiem uczucia jakie strzepnal w moja strone.
Wiem, ze moze peknac mi serce w razie rozczarowania ale teraz juz nie mam odwrotu. Najwazniejszy krok zrobilam i musze mu pokazac, ze jego obrazanie sie nie rusza mnie juz nic a nic. Jesli chce zyc jak wolny facet, prosze bardzo, tylko nie rozumiem w takim razie po co sam namawial mnie na zwiazek i ogolnie oprocz tego ignorowania moich potrzeb porozmawiania o tej relacji, we wszystkim innym moge absolutnie na nim polegac.

Jest taki, bo wypracował sobie, że w stosunku do ciebie może sobie na to pozwolić. To żadna sztuka ani wysiłek, by wspierać ciebie w każdej innej trudnej dla ciebie sytuacji, jednak najważniejsze, żeby nie dotykać tego, co naprawdę jest problemem. On tak cię nauczył, a ty że strachu, że wszystko się rozwali przystalas na jego warunki. Zobrazuje ci to na przykładzie matki, która juz chyba setny raz strofuje swoje niegrzeczne dziecko mówiąc " uspokuj się bo zaraz ci wleje", jednak oczywiście na gadaniu rzecz się kończy, jak zwykle zresztą. Matka przechodzi przez różne stany emocjonalne, bo jest i zła, i zniecierliwona, i sfrustrowana, i na koniec po prostu bezradna, a dziecko bimba sobie na jej uczucia.
Tak samo jest w waszym przypadku. Facet bimba sobie na to, co ty do niego gadasz i chociaż dotyczy to tylko sfery waszej wspólnej przyszłości (w innych kwestiach jest super przyjacielem), to w niczym nie umniejsza faktu, że do kitu z takim facetem i związkiem.

A to że w razie spełnienia czarnego scenariusza pęknie ci serce, to trudno, niech pęknie wcześniej niż później, ale zapewniam cię, że serce tak łatwo nie pęka i przeżyjesz ewentualne wasze rozstanie.

Jeśli on ze swoją depresja i nerwica nie będzie bal się tego, że znikniesz z jego życia, to ty tym bardziej niczego się nie bój.
Bo niby jaka masz alternatywę? Dalej miałabyś robić za damę do towarzystwa, bo jemu jest z tym wygodnie?
Najwyżej dasz sobie szansę na poznanie faceta, który ma takie same cele i wartości jak ty i on nie będzie miał wątpliwości, żeby ułożyć sobie z tobą życie. A tamten niech dalej szuka wiatru w polu, jego wybór i decyzja.

Dokladnie tak jest. Tak to wlasnie wyglada... czy to w takim razie moze byc milosc w jakiejkolwiek formie? Bo przeciez do czego w takim razie jestem mu potrzebna? Ani nie mieszkam w poblizu, ani nie chce ze mna zamieszkac, to dlaczego nie znajdzie sobie poprostu kogos kto bedzie mu bardziej odpowiadal? Czemu tak sie mnie uczepil od tylu lat skoro mial wiecej niz tysiace dogodnych szans to zakonczyc? Jest mega przystojny i zaradny, kandydatek napewno nie brakuje.

16

Odp: Co robic dalej?

Dobry chłopak i masz poczekać aż choroba mu minie. No rzeczywiście niezła perspektywa dla ciebie. Może on i dobry, ale niestety lubiący się na kimś uwiesic, by z kogoś czerpać wszystko co dla niego najlepsze. O takich ludziach mówi się, że rany nie zrobi, a krwi upije.
A jeśli faktycznie jest taki dobry i szczery, to tym bardziej niczego się nie bój. Jeśli z tymi jego przymiotami w parze idzie u niego także rozum, to nie sądzę, by on tak po prostu odpuścił sobie ciebie. Stój tylko za swoim słowem i spokojnie czekaj. Nie oczekujesz od niego czegoś, co dla niego miałoby być szkodliwe, niebezpieczne albo nierealbe do spełnienia. Ty kochasz go i chcesz z nim zamieszkać, by żyć z nim na co dzień i budować wspólne życie, a nawet rodzinę. Czy jest to czymś nuenormalnym albo na tyle szalonym, by nie móc tego pojąć?

17

Odp: Co robic dalej?
ulle napisał/a:

Dobry chłopak i masz poczekać aż choroba mu minie. No rzeczywiście niezła perspektywa dla ciebie. Może on i dobry, ale niestety lubiący się na kimś uwiesic, by z kogoś czerpać wszystko co dla niego najlepsze. O takich ludziach mówi się, że rany nie zrobi, a krwi upije.
A jeśli faktycznie jest taki dobry i szczery, to tym bardziej niczego się nie bój. Jeśli z tymi jego przymiotami w parze idzie u niego także rozum, to nie sądzę, by on tak po prostu odpuścił sobie ciebie. Stój tylko za swoim słowem i spokojnie czekaj. Nie oczekujesz od niego czegoś, co dla niego miałoby być szkodliwe, niebezpieczne albo nierealbe do spełnienia. Ty kochasz go i chcesz z nim zamieszkać, by żyć z nim na co dzień i budować wspólne życie, a nawet rodzinę. Czy jest to czymś nuenormalnym albo na tyle szalonym, by nie móc tego pojąć?

Jeszcze lepiej - ja nawet nie wymagam od niego deklaracji wspolnego zamieszkania teraz, juz. Ja tylko powiedzialam, ze oczekuje aby przedstawil mi swoja wizje na przyszlosc tego zwiazku i tyle. Aby sie okreslil mniej wiecej czego on chce i do czego on chcialby aby to dazylo docelowo (przepraszam, przez brak polskich znakow na klawiaturze okropnie moj tekst wyglada).
Jesli jest to szczera milosc z jego strony, mysle ze postara sie o cokolwiek. Nie moze byc przeciez az tak trudno szczerze z kims porozmawiac? Kiedys potrafilismy o swoich planach i emocjach rozmawiac dniami i nocami a nagle cos sie w nim jakby zacielo i mozna o wszystkim byle nie o sprawach intymnych. Dziwne i tyle.

Szkoda, ze nie mam w swoim otoczeniu w swiecie realnym takich ludzi jak Ty ulle - napewno czasem w wirze pracy i stresu fajnie byloby pogawedzic z kims calkiem twardo stapajacym po ziemi smile

18 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-08-15 18:00:55)

Odp: Co robic dalej?

Do czego jesteś mu potrzebna? No dokładnie do tego, co masz z tej znajomości.
Gdyby on chciał od ciebie czegoś innego niż mu dajesz, to dawno już byś o tym wiedziała, bo powiedziałby ci o tym i w przeciwieństwie do ciebie raczej nie miałby zahamowań ani lęków, że cię straci.
On jest po prostu asertywny i bierze od życia to, co jemu pasuje.
Czy to w ogóle jest miłość? Uważam, że tak, chociaż waszym materacem nie jestem i bazuje tylko na tym, co przeczytałam. Z całą pewnością podobasz mu się jako kobieta, pociagasz go i on na pewno tęskni za tobą i chce twojego dobra itd. Jest do ciebie przywiązany, bo zna cię na wylot, lata znajomości robią swoje, na pewno jest uczucie.
Jednak co z tego?
Liczy się to, że tobie nie wystarcza coś takiego i jako kobieta jesteś zmuszona do tego, by stawiać kogoś pod murem i robić za siłę napędowa w tym związku. To ja dziękuję za taką przyjemność.
Jest mega przystojny, zaradny itd więc bez problemu mógłby znaleźć sobie kogoś w pobliżu. No pewnie, że mógłby, ale póki co nie musi, bo ma ciebie i ty spełniasz wszystkie jego oczekiwania. Bywasz od czasu do czasu upierdliwa z tym wspólnym zamieszkaniem, ale dla niego jest to do przeskoczenia, bo on wie, że lubisz sobie pogadać, powsciekac się a jak przyjdzie co do czego, to wracasz do pionu i jest ok. Jeśli on poczuje, że robi się naprawdę dla niego za gorąco, bo będzie musiał się zadeklarować i wykonać konkretne ruchy, to wtedy może poderwie jakąś inną mając nadzieję, że rzecz odwlecze w czasie i znowu poczuje się tak fajnie jak z tobą albo zdecyduje się na życie z Tobą.
Nie wiadomo jak będzie.
Przestań przejmować się nim, bo on da sobie radę, naprawdę uwierz mi. On nie zrobi niczego, co dla niego byłoby niewygodne.
Tak robiłaś tylko ty.
On, jak czas pokazał, potrafi o siebie zadbać.
Przejmuj się tylko i wyłącznie sobą i nie obniżaj poprzeczki swoich wymagań, bo już widzę, że wymiekkasz. Rację masz ty, bronisz swoich granic, chronisz siebie i masz do tego prawo, a jeśli jemu to nie odpowiada, to niech da ci święty spokój.

Spójrz na to tak- jeśli jemu nie podpasuja twoje oczekiwania, to ja zapewniam cię, że on jasno ci to powie albo da ci to do zrozumienia i żadnych obaw on nie będzie miał. On nie zrobi niczego, co jemu nie będzie odpowiadało.
Dlaczego więc ty miałabyś robić coś, co nie pasuje tobie? Myśl po prostu o sobie, bo w związku trzeba być zdrowym egoista, inaczej kończy się jako czyjś podnóżek.

19 Ostatnio edytowany przez Miloo1 (2019-08-15 18:58:39)

Odp: Co robic dalej?

W żadnym wypadku nie zmiękne. Czuje, że dopiero nabrałam wiatr w żagle teraz, po kuble zimnej wody na łeb.
Napisał mi teraz, że rozumie sytuacje ale nic oprócz tego jak narazie. Więc i ja nic nie odpisuje i czekam na konkrety, albo na nic.
Dobrze, że jade na ten urlop

20 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-08-15 19:58:10)

Odp: Co robic dalej?
Miloo1 napisał/a:

W żadnym wypadku nie zmiękne. Czuje, że dopiero nabrałam wiatr w żagle teraz, po kuble zimnej wody na łeb.
Napisał mi teraz, że rozumie sytuacje ale nic oprócz tego jak narazie. Więc i ja nic nie odpisuje i czekam na konkrety, albo na nic.
Dobrze, że jade na ten urlop

Myślę, że za jakiś czas dostaniesz odpowiedź, jaka by ona nie była, bo on chyba nie należy do takich osób, które ot tak po prostu sobie znikną. Bo tacy ludzie też są i nie jest ich wcale tak mało, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy możesz zablokować kogoś, wiadomo kto dzwoni, więc nie odbierasz  telefonu i generalnie zanika coś takiego jak honor.
Tak więc mam nadzieję i prawie pewność, że on da ci odpowiedź.
Jedz spokojnie na urlop i postaraj się jak najlepiej wypocząć. Na nic się nie nastawiaj, nie nakrecaj, bo tylko się umeczysz, a i tak nie będzie to miało wpływu na jego decyzję.
Ważne, że nie rozstaliscie się w nerwach, w kłótni, tylko rzeczowo powiedziałaś mu, czego oczekujesz.
Myślę, że skoro on tak ci odpowiedział, to znaczy, że tym razem wyczuł, iż faktycznie dzieje się z tobą coś innego niż do tej pory. Wcześniej mógł traktować twoje słowa jako kolejne trucie, jednak wyczuwal , że nie ma czego się obawiać, że za kilka dni odezwie się do ciebie, coś tam zagada, sprawa przyschnie i na jakiś czas będzie miał spokój.
Tym razem wyczuł, że jest inaczej.
Może być tak, że za kilka dni odezwie się, żeby wyczuć na czym stoi- bądź więc ostrożna. Rozmawiaj z nim wtedy normalnie, w ogóle nie pytaj go o jego decyzję, jednak gdy on zachęcony twoim spokojem znowu zaproponuje ci spotkanie albo odezwie się do ciebie jak do swojej kobiety, ty od razu przerwij jego zapędy. Będzie wiedział dlaczego i może dopiero wtedy coś do niego dotrze i zacznie glowkowac, co z tobą zrobić.

Jeśli masz u niego swoje rzeczy albo on ma coś swojego u ciebie, to na razie nie poruszaj tego tematu, chyba że on zacznie. Sprawę rzeczy zostaw sobie na finał obojętne jaki by on miał nie być. Masz po prostu czas na te sprawy. Teraz nie zaogniaj sytuacji, niech on zobaczy, że jesteś stanowczo, spokojna i doskonale wiesz, czego chcesz. Nie pokazuj mu żadnych emocji. Rozumiesz?

21

Odp: Co robic dalej?

Oczywiście, że rozumiem. Czuje, że jak teraz nie postawie na swoim to kiedy? Kiedy mu pokaże swoje ostateczne stanowisko? Nie mam swoich rzeczy u niego ale on ma u mnie, w tym dość drogi zegarek. Nie raz mówiłam mu, żeby go zabrał do domu ale nigdy nie chciał. Wiem, że mój absolutny spokój teraz może mu pokazać, że jestem poprostu gotowa na rozstanie ostateczne. Potrzebowałam takiego kopa od kogoś aby otworzyć oczy i zawalczyć o siebie, a nie ciągle martwić się czy jemu jest dobrze

22

Odp: Co robic dalej?

Zegarek, w razie czego, zawsze zdążysz mu oddać.
Tak, też uważam, że teraz jest dobry moment, bo jak nie teraz, to kiedy? Znacie się już na tyle długo, że bez przesady nie ma na coś czekać. Ile jeszcze miałabyś się tak bujac?
Strasznie jestem ciekawa, co on zrobi z tym fantem, bo faktycznie łatwo mu nie będzie. Oby tylko nie wpadł na pomysł uczynienia z ciebie ściany płaczu albo worka treningowego, gdy nie będzie sobie radził z podjęciem decyzji. Nie znam go, ale wiem, że ludzie których niby dobrze znamy potrafią nieźle zaskakiwać w trudnych sytuacjach.
Tak czy siak bez względu na jego zachowanie ty trwaj przy swoim.
Powtarzaj sobie, że nie można stracić czegoś, czego nigdy się nie miało, więc jeśli on odejdzie, to znaczy, że tak naprawdę nigdy go nie miałaś, toteż niczego nie straciłas, nie licząc oczywiście straconych lat i emocji. Jednak trudno, a poza tym wszystko można przełożyć na swoją korzyść, jeśli czlowiek włączy rozum. Zawsze możesz potraktować to jako niezła lekcje życia i danie sobie szansy na związek z innym facetem, może przyszłym mężem i ojcem własnych dzieci.
Tak więc spokojnie i bądź dobrej myśli. Już czuj się wygraną, bo chronisz siebie.

23

Odp: Co robic dalej?

Dziś czuje się wygraną, bo jeśli tym nie wygram jego, to wygram siebie spowrotem. Myśle również, że musiał się nieźle zdziwić ale nie będzie sobie tym narazie zaprzątał głowy, tak jak wtedy gdy mu powiedziałam, że rozumiem, że ma dla mnie plan naszego związku a on powiedział, że jeszcze się nad tym nie zastanawiał. Jednak każdy mój kolejny dzień stawiania bariery może dać do zdrowego myślenia. Narazie myśli, że da mi ochłonąć pare dni i będzie jak dawniej. Tak zawsze było. Tylko dlaczego skoro wie napewno czego ja oczekuje nie powiedział dziś odrazu, że on nie jest w stanie tego mi dać? Gra na zwłoke a nuż znów się zamknę czy sam nie wie czego chce? Ale jak można mówić komuś, że jest całym światem (a wiem, że słow na wiatr nie rzuca) a jednak pozwolić tej osobie walczyć samej ze swoimi emocjami i nie chcieć ich przedyskutować?
Jakiś czas temu w ogromnej niemocy pomodliłam się do Boga, żeby dał mi siłe albo coś co da mi siłę walki o to czego pragnę i oto dziś to dostałam. Wiem, że to może głupio brzmieć ale wierzę, że coś w tym jest

24

Odp: Co robic dalej?
Miloo1 napisał/a:

Dziś czuje się wygraną, bo jeśli tym nie wygram jego, to wygram siebie spowrotem. Myśle również, że musiał się nieźle zdziwić ale nie będzie sobie tym narazie zaprzątał głowy, tak jak wtedy gdy mu powiedziałam, że rozumiem, że ma dla mnie plan naszego związku a on powiedział, że jeszcze się nad tym nie zastanawiał. Jednak każdy mój kolejny dzień stawiania bariery może dać do zdrowego myślenia. Narazie myśli, że da mi ochłonąć pare dni i będzie jak dawniej. Tak zawsze było. Tylko dlaczego skoro wie napewno czego ja oczekuje nie powiedział dziś odrazu, że on nie jest w stanie tego mi dać? Gra na zwłoke a nuż znów się zamknę czy sam nie wie czego chce? Ale jak można mówić komuś, że jest całym światem (a wiem, że słow na wiatr nie rzuca) a jednak pozwolić tej osobie walczyć samej ze swoimi emocjami i nie chcieć ich przedyskutować?
Jakiś czas temu w ogromnej niemocy pomodliłam się do Boga, żeby dał mi siłe albo coś co da mi siłę walki o to czego pragnę i oto dziś to dostałam. Wiem, że to może głupio brzmieć ale wierzę, że coś w tym jest

To nie jest wcale głupie i może rzeczywiście coś w tym jest? Ja wierzę w takie rzeczy i gdy przeczytałam z czym masz problem jakos podskornie poczułam, że trzeba Ci pomóc. Czasem tak mam w stosunku do jakiegoś autora wątku i wtedy taka osobę traktuje z dużą uwaznoscia.
Jeśli przyczyniłam się do tego, byś nabrała wiatru w żagle, to tylko się z tego cieszę.
Osobiście życzę ci, żebyś została właśnie z tym facetem, ale nie jako kumpela na wyjazdy i do seksu oraz fajnych pogaduszek, tylko jako jego żona, partnerka życiową i mama jego dzieci.
To jednak czas pokaże, co będzie dalej.

Myślę, że jesteś dla niego całym światem, że on wcale nie kłamał, a fakt, że już dzisiaj nie dał ci ostatecznej odpowiedzi dowodzi tego, że naprawdę jesteś dla niego bardzo ważna. Na ten moment on może mieć jeszcze nadzieję, że jak zwykle przejdzie ci, ale z drugiej strony może wyczuł, że tym razem to nie przelewki, więc chce dać sobie czas, by nie popełnić błędu.
Sądzę, że teraz jest bardzo skupiony na sobie i uzala się nad sobą, bo taki biedny z depresja itd a ty rzucasz mu takie kłody pod nogi. Jest zaskoczony i rozczarowany. Jeśli dalej będziesz stała za swoim słowem, to w końcu włączy mu się myślenie i wtedy zobaczymy.
Dałaś mu nieźle do wiwatu.

25

Odp: Co robic dalej?

Wczoraj wieczorem poplakalam troche na balkonie - entuzjazm troche mi opadl dlatego, ze zawsze obiecywalam sobie, ze jak tylko bede sie kiedykolwiek zle czuc w zwiazku to pakuje manatki i nawet nie ogladam sie za siebie. Szkoda, ze tak latwo sie to mowi w sytuacji, w ktorej sie obecnie nie znajduje a jak przyjdzie co do czego to sie pomocy szuka na forum przykladowo i liczy na cud. Dzis tez nie czuje sie najlepiej, ale poczytalam ten watek jeszcze raz i zrobilo sie jakby lepiej. Bede to czytac codziennie na wzmocnienie smile nie dostalam jak narazie zadnej wiadomosci. Czy uczucia jakos sie da wylaczyc?

26

Odp: Co robic dalej?

"Poznalismy sie jak mielismy 18 lat. To byla wakacyjna milosc a jednak przerodzila sie w cos powaznego. Przeprowadzil sie dla mnie do innego kraju, zamieszkalismy razem, jednak po jakims czasie uznalam, ze to za szybko dla mnie takie zycie 'na powaznie' i rozstalismy sie w zgodzie."

Bałbym się, że po zamieszkaniu razem czy po ślubie znowu ci się odwidzi. Dlatego to tak jak z zaufaniem czy pierwszym wrażeniem. Możesz to osiągnąć tylko raz w życiu w stosunku do danej osoby.

27

Odp: Co robic dalej?
Wraith napisał/a:

Bałbym się, że po zamieszkaniu razem czy po ślubie znowu ci się odwidzi. Dlatego to tak jak z zaufaniem czy pierwszym wrażeniem. Możesz to osiągnąć tylko raz w życiu w stosunku do danej osoby.

Oczywiscie tak tez moze byc, jednak gdyby to bylo powodem do wstrzymywania sie przed podjeciem tej decyzji, to dlaczego nie powiedzialby mi poprostu o tym jak prosilam wiele razy o rozmowe tylko wykreca sie innymi wymowkami?

28 Ostatnio edytowany przez Wraith (2019-08-16 12:31:19)

Odp: Co robic dalej?
Miloo1 napisał/a:
Wraith napisał/a:

Bałbym się, że po zamieszkaniu razem czy po ślubie znowu ci się odwidzi. Dlatego to tak jak z zaufaniem czy pierwszym wrażeniem. Możesz to osiągnąć tylko raz w życiu w stosunku do danej osoby.

Oczywiscie tak tez moze byc, jednak gdyby to bylo powodem do wstrzymywania sie przed podjeciem tej decyzji, to dlaczego nie powiedzialby mi poprostu o tym jak prosilam wiele razy o rozmowe tylko wykreca sie innymi wymowkami?

Bo my jesteśmy tchórzami i choćby związek wisiał na włosku nie dowiesz się tego. A po drugie chociaż brutalne...lepiej mieć kobietę do rozkoszy niż nie mieć i szukać. Jesteś na miejscu jesteś dostępna więc z braku laku....

29 Ostatnio edytowany przez Miloo1 (2019-08-16 12:33:48)

Odp: Co robic dalej?
Wraith napisał/a:
Miloo1 napisał/a:
Wraith napisał/a:

Bałbym się, że po zamieszkaniu razem czy po ślubie znowu ci się odwidzi. Dlatego to tak jak z zaufaniem czy pierwszym wrażeniem. Możesz to osiągnąć tylko raz w życiu w stosunku do danej osoby.

Oczywiscie tak tez moze byc, jednak gdyby to bylo powodem do wstrzymywania sie przed podjeciem tej decyzji, to dlaczego nie powiedzialby mi poprostu o tym jak prosilam wiele razy o rozmowe tylko wykreca sie innymi wymowkami?

Bo my jesteśmy tchórzami i choćby związek wisiał na włosku nie dowiesz się tego. A po drugie chociaż brutalne...lepiej mieć kobietę do rozkoszy niż nie mieć i szukać. Jesteś na miejscu jesteś dostępna więc z braku laku....

Wlasnie o to chodzi, ze nie jestem na miejscu, dzieli nas 2000 km i widujemy sie mniej wiecej co dwa tygodnie smile dlaczego wiec do tej rozkoszy nie znajdzie sobie kogos, kto mieszka blizej?

30

Odp: Co robic dalej?
Miloo1 napisał/a:
Wraith napisał/a:
Miloo1 napisał/a:

Oczywiscie tak tez moze byc, jednak gdyby to bylo powodem do wstrzymywania sie przed podjeciem tej decyzji, to dlaczego nie powiedzialby mi poprostu o tym jak prosilam wiele razy o rozmowe tylko wykreca sie innymi wymowkami?

Bo my jesteśmy tchórzami i choćby związek wisiał na włosku nie dowiesz się tego. A po drugie chociaż brutalne...lepiej mieć kobietę do rozkoszy niż nie mieć i szukać. Jesteś na miejscu jesteś dostępna więc z braku laku....

Wlasnie o to chodzi, ze nie jestem na miejscu, dzieli nas 2000 km i widujemy sie mniej wiecej co dwa tygodnie smile dlaczego wiec do tej rozkoszy nie znajdzie sobie kogos, kto mieszka blizej?

Już dawno znalazł nie jesteś jedyną w jego życiu i nawet nie drugą. Ale jak tamte zawiodą to zawsze jest do czego wrócić.

31

Odp: Co robic dalej?
Wraith napisał/a:
Miloo1 napisał/a:
Wraith napisał/a:

Bo my jesteśmy tchórzami i choćby związek wisiał na włosku nie dowiesz się tego. A po drugie chociaż brutalne...lepiej mieć kobietę do rozkoszy niż nie mieć i szukać. Jesteś na miejscu jesteś dostępna więc z braku laku....

Wlasnie o to chodzi, ze nie jestem na miejscu, dzieli nas 2000 km i widujemy sie mniej wiecej co dwa tygodnie smile dlaczego wiec do tej rozkoszy nie znajdzie sobie kogos, kto mieszka blizej?

Już dawno znalazł nie jesteś jedyną w jego życiu i nawet nie drugą. Ale jak tamte zawiodą to zawsze jest do czego wrócić.

A to dopiero jest pocieszajace..

32

Odp: Co robic dalej?
Miloo1 napisał/a:
Wraith napisał/a:
Miloo1 napisał/a:

Wlasnie o to chodzi, ze nie jestem na miejscu, dzieli nas 2000 km i widujemy sie mniej wiecej co dwa tygodnie smile dlaczego wiec do tej rozkoszy nie znajdzie sobie kogos, kto mieszka blizej?

Już dawno znalazł nie jesteś jedyną w jego życiu i nawet nie drugą. Ale jak tamte zawiodą to zawsze jest do czego wrócić.

A to dopiero jest pocieszajace..

To mimo wszystko dobre wieści. Bo odetchniesz z ulgą gdy już się o tym przekonasz osobiście i wtedy powiesz sobie: nareszcie wiem na czym stoję i dokąd chce iść.

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018