netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Historia pewnej miłości

5 odpowiedzi2 230 wyświetleńzałożony przez Joasia1991, 06.08.2019

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Historia pewnej miłości

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: Historia pewnej miłości

Cześć,

chciałabym podzielić się z Wami moją historią. Taką z kategorii tych, które rozpoczyna wielki wybuch, a kończy zderzenie ze ścianą, które rozwala na milion drobnych kawałków, które teraz próbuję pozbierać. Być może to, co napiszę, będzie dla mnie autoterapią, być może potrzebuję Waszych doświadczeń, być może potrzebuję kogoś, kto mi powie, żebym przestała się łudzić.



Historia zaczęła się blisko dwa lata temu. Znajomi sprzed lat spotkali się na nowo po latach. I zupełnie nie spodziewali się, że tak wiele ich połączy. Tak, że nie zdążyli nawet zamknąć na dobre swojej przeszłości, a już powoli zanurzali się w pisanie nowych historii. To przysłoniło wszystko. Wcześniej rozmawiali wirtualnie i wydawało się, że tylko tak będą w stanie rozumieć się - tak w punkt. Okazało się, że w rzeczywistości też działa to tak, by czytać sobie w myślach, by mówić to samo, by rozumieć się jak nigdy dotąd. Nie wierzyłam, że mam taką osobę obok. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, mimo mieszkania w miastach oddalonych o 100 km, pisaliśmy od rana do nocy. Piękno.

Po kilku miesiącach postanowiłam przeprowadzić się do jego miejscowości i codziennie dojeżdżać do pracy. Tak, byśmy mogli budować codzienność. Tu chyba popełniłam błąd nr jeden, bo zrobiłam to zbyt szybko. To zrozumiałam po czasie. On wtedy powiedział, że nie jest gotowy, by że mną zamieszkać, że czuję pustkę i chyba nie to samo, co dotąd. Rozwaliło mnie to na łopatki, bo zdążyłam już odwrócić życie do góry nogami. Patrzyłam jednak na niego i widziałam, że i chce, i boi się. Teraz myślę, że nie radził sobie z emocjami, może nie zamknął przeszłości (był w kilkuletnim związku - jak ja zresztą), nie był gotowy na odpowiedzialność. Pewnie było mu dobrze tak, jak było - spotkania weekendowe, wspólne wypady, odległość, brak zobowiązań.

Ja jednak zostałam i powiedziałam, zeby się nie spieszył. Że ja poczekam. Po kilku tygodniach się wprowadził. Nasze mieszkanie było oddalone o 10 minut od jego domu rodzinnego, więc zabrał tylko potrzebne rzeczy. Przez cały - blisko rok - naszego mieszkania wciąż wpadał do domu rodziców, gdy tylko go o to poprosili. Z czasem zauważyłam, że ma niezdrową relację z matką, od której jest niejako uzależniony. Jest na każde skinienie, na każde wezwanie, na każdą pomoc. Mama miała raka, a on ja wtedy ogarniał. Ponadto jest dzieckiem DDA - ojciec w dzieciństwie pił.

Nasza codzienność mimo wszystko była dobra. Nie chciałam go ograniczać, nie chciałam się narzucać, nie chciałam deklaracji. Choć powiedział, że mnie kocha po blisko roku od pierwszego spotkania. Niby wszystko było dobrze, ale ja czułam dystans - on miał swój świat, miał rodzinę i znajomych i miał mnie. Rozumiałam to i liczyłam, że z czasem to sobie poukłada. Mówił, że nigdy czegoś takiego nie czuł, mówił, że nie wyobraża sobie życia beze mnie, zastanawiał się, dlaczego tak długo zwlekaliśmy ze spotkaniem.

I mimo, że było dobrze - ja cały czas czułam niepewność - co będzie, co on czuje, czy nie kreci, że to zbyt piękne. Myślę, że w dużej mierze dlatego, że nie mieliśmy czasu na wykształcenie zaufania. Były sytuację, że o pewnych rzeczach mi nie mówił - na przykład o tym, że jego była ma raka. Że mnie to nie dotyczy i uznał, że tak będzie lepiej.

Cały czas grał bohatera - pomagał wszystkim, którzy prosili go o pomoc, a wewnątrz miał mnóstwo - skumulowanych chyba jeszcze od dzieciństwa stanów, emocji i mechanizmów. Miesiąc temu znalazłam na tablecie, którego nie używał, jego stare zdjęcia - była tam ona. Zapytałam, dlaczego nie usunął, on że nawet nie wiedział, że tam je ma... I tak od słowa do słowa, powiedziałam, że skoro po takim czasie cały czas wraca przeszłość, to niech się wyprowadzi. Powiedziałam to w złości i za chwilę wytłumaczyłam, że czuję się bezsilna. Że chcę, żebyśmy pewne rzeczy zostawili za sobą i poszli dalej. Że to mnie boli. Po tym zdarzeniu on budził się codziennie i nie mógł spać, walczył ze sobą, czy się wyprowadzić, mówił, że czuję lęk, obojętność, ból, niepokój i sam już nie wie co. Jak ktoś, z kim planuje się życie mógł zrobić coś takiego. Pewnego dnia się spakował. Wróciłam z pracy i zobaczyłam spakowane torby. Próbowałam rozmawiać. Ustaliliśmy, że zostawi te rzeczy i złapie oddech na parę dni - tyle, ile potrzebuje. Wrócił do rodziców. Miotał się, cały czas dzwonił i pisał. Jeździł bezczynnie po mieście. Wylądował w Częstochowie. Powiedział, że nie wiedział, co ze sobą zrobić, więc pokonał 400 km, by się pomodlić. Powtarzał, że musi dogadać się ze sobą, że musi się odnaleźć. I ze mnie kocha. Wrócił w nocy, kochaliśmy się. Następnego dnia rano wyszedł i powiedział, że musi popracować nad sobą. Dał sobie termin, że do poniedziałku musi się ogarnąć. Żebyśmy obydwoje nie cierpi. Wrócił, a ja wciąż się bałam, bo nie wierzyłam, że się ogarnął. Niby wszystko normalnie, ale ja czułam że w środku wciąż to samo. I miałam rację. Kilka dni temu powiedział, że nie ma siły wracać do naszego mieszkania, do mnie, że to go boli. Że chce się spakować. Powiedział, że jeśli kiedyś mamy być dla siebie, to będziemy.

Czułam, że tak będzie. Postanowiłam wrócić do miasta, w którym mam pracę. Za dwa tygodnie się przeprowadzam. Poprosiłam, byśmy wyprowadzili się z tego mieszkania razem - ja w swoją stronę, on w swoją.

To cholernie boli. Jak nigdy dotąd nic. Choć wiem, że to, czego się bałam, w końcu mnie spotkało.

Najlepsze jest to, że mimo wszystko śpimy w jednym łóżku, on chce się do mnie przytulać, calowac, nawet kochac. Mówi, że czuję się dziwnie, bo z jednej strony wie, że to dobry krok, a z drugiej widzi mój ból.

Ja jestem już tak psychicznie skołowana, że nie wiem, jak mam iść dalej. Czuję, że on sam ze sobą się nie ogarnie - że nie pójdzie to w dobrą stronę. Jestem przekonana, że potrzebuje spacjalisty, który go poprowadzi. Tylko jak powiedziec mu to, co ja już wiem?





Z góry dziękuję za każdą podpowiedź i słowo

2

Odp: Historia pewnej miłości

Piękna i romantyczna historia, jak to dwoje ludzi rozwaliło sobie rodziny, w przypływie wielkiej miłości. Prawdopodobnie facet próbuje wrócić do swojej rodziny, a Ty ciągle nie chcesz zrozumieć, że nie jesteś jego kobietą życia, a jedynie kochanką.

3

Odp: Historia pewnej miłości
balin napisał/a:

Piękna i romantyczna historia, jak to dwoje ludzi rozwaliło sobie rodziny, w przypływie wielkiej miłości. Prawdopodobnie facet próbuje wrócić do swojej rodziny, a Ty ciągle nie chcesz zrozumieć, że nie jesteś jego kobietą życia, a jedynie kochanką.


Jakie rodziny? Ja zerwałam ze swoim facetem zanim zaczęliśmy się spotykać. On też twierdzi, że u niego to się zbiegło.
Jeśli wrócić, to do rodziców - gdzie czuję się bezpiecznie. Z była nawet nie mieszkał i po prostu się spotykali - pewnie to było dla niego wygodne, bo poza domem mieszkał tylko kilka miesięcy dotąd, gdy studiował - musiał wrócić do domu że względu na chorobę matki.

Zawsze nazywał mnie swoją partnerką. I nigdy nie czułam się jak kochanka. Prędzej jak druga po mamie. To bardziej ten typ.

4 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2019-08-06 14:29:00)

Odp: Historia pewnej miłości
Joasia1991 napisał/a:

To cholernie boli. Jak nigdy dotąd nic. Choć wiem, że to, czego się bałam, w końcu mnie spotkało.

Najlepsze jest to, że mimo wszystko śpimy w jednym łóżku, on chce się do mnie przytulać, calowac, nawet kochac. Mówi, że czuję się dziwnie, bo z jednej strony wie, że to dobry krok, a z drugiej widzi mój ból.

Ja jestem już tak psychicznie skołowana, że nie wiem, jak mam iść dalej. Czuję, że on sam ze sobą się nie ogarnie - że nie pójdzie to w dobrą stronę. Jestem przekonana, że potrzebuje spacjalisty, który go poprowadzi. Tylko jak powiedziec mu to, co ja już wiem?

Jaki ładny przykład masochizmu! Studenci trzeciego roku psychiatrii - szybko do mnie! Patrzcie ino i czerpcie garściami wiedzę z przykładu krystalicznej formy autodestrukcji. Długo będziecie musieli czekać na kolejną taką okazję!


No a teraz detalicznie:

Choć wiem, że to, czego się bałam, w końcu mnie spotkało.

To się nazywa samospełniającą przepowiednią. Warto zatem mieć kontrolę nad tym, czego się obawiamy i jaką bestię hodujemy w naszym umyśle. Już lepiej bać się myszy i pająków, nie?

Najlepsze jest to, że mimo wszystko śpimy w jednym łóżku, on chce się do mnie przytulać, calowac, nawet kochac

"Nihil novi sub sole" - jak powiadają rdzenni mieszkańcy Zanzibaru. Takie pożegnalne bzykanko, to niemal standard : - )
Czy najlepsze, jak piszesz? - wątpię, skoro Cię skręca zaraz po...  A jeśli już takie dobre, to z prostego powodu: każda silna emocja, (a Ty przecież jesteś na granicy rozstania, rozwalona psychicznie na milion kawałów) sprawia, że skóra staje się wrażliwsza, podatniejsza na dotyk, stąd może wrażenie lepszego czuciowo zbliżenia niż zwykle. Przecież taki seks np. po gniewie, po kłótni, na pocieszenie, bywa bardzo płomienny.
A poza tym... Niską masz wiedzę o męskim popędzie, Joasiu...

Ja jestem już tak psychicznie skołowana, że nie wiem, jak mam iść dalej.

To nie Ty masz iść. Wspomniałaś, że jego dom znajduje się w odległości 10 minut drogi od Twojego mieszkania. On tam nawet nie powinien iść, ale lecieć lotem koszącym, którego kierunek Ty nadałaś... Dlaczego uparłaś się, aby robić "roller coaster" ze swojego życia?

Czuję, że on sam ze sobą się nie ogarnie - że nie pójdzie to w dobrą stronę. Jestem przekonana, że potrzebuje spacjalisty, który go poprowadzi. Tylko jak powiedziec mu to, co ja już wiem?

Ależ to rzewne: on się nie ogarnie, on nie pójdzie w dobrą stronę, on potrzebuje specjalisty...
Masz w tym domu jakieś lustro? Przejrzyj się w nim i zapisz czym prędzej na wizytę!

5 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-08-06 14:52:33)

Odp: Historia pewnej miłości

Autorko, jeśli dobrze ci się żyje w tym "jego" mieście, jakoś się tam zakorzeniłas, to dlaczego miałabyś wracać do rodziców, czyli znowu zaczynać od punktu wyjścia? O ile dobrze zrozumiałam, to ty swego czasu wychodząc przed szereg znalazłaś to mieszkanie, a on dopiero do ciebie dołączył, więc jakby nie patrzył spokojnie mogłabyś tam sobie zostać, chyba że nie żyje ci się fajnie na nowym, to rzeczywiście wróć do rodziców.
Nie szukaj problemów psychicznych u tego faceta, lecz raczej u siebie i przede wszystkim o siebie się martw. Poważnie. Musisz mieć problem ze sobą, skoro stać cię było na to, by aż tak przewrócić swoje życie do góry nogami i iść w niepewne. Mało która dziewczyna zrobiłaby coś takiego. Ten facet musiał być nieźle zszokowany widząc twoje poczynania. I tak długo wytrzymał.
Facetowi na pewno było wygodniej mieszkać z tobą i mieć 10 minut do rodziców, czyli bawić się w dom i udawać dorosłego oraz odpowiedzialnego człowieka. Podobalas się mu, pewnie zaangażował się uczuciowo, to i z tobą zamieszkał. Przez chwilę pobawiliscie się w małżeństwo, ale cały ten wasz związek nie wytrzymał próby czasu i zwyczajnie zaczął się rizlazic. Bywa, tak to już jest w tym naszym życiu.
Zastanów się czy faktycznie chcesz wrócić do rodziców.

6

Odp: Historia pewnej miłości

Twoja definicja związku nie sprawdziła się autorko.
Bo nie mieści się w niej ani opieka nad chorą matką, ani posiadanie przeszłości. Ciasna znaczy się jest.
O miłości nie wspominając..

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Historia pewnej miłości

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026