Nie wiem co mam robić. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Nie wiem co mam robić.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 ]

1

Temat: Nie wiem co mam robić.

Witam. To jest mój pierwszy post, zarejestrowałam się przed chwilą na tym forum, ponieważ nie mam już chyba sił dalej w tym tkwić. Z nim jesteśmy 2 lata. Oboje mamy po 20 pare lat więc jeszcze jesteśmy młodzi, jest albo i był moją pierwszą miłością. Z początku układało nam się jak w bajce - jak to na samych początkach. Gdy po roku z przyczyn losowych zamieszkaliśmy razem, wszystko zaczęło się psuć. Zderzały się nasze charaktery, problemy rodziły się bez powodu. Dla niego normalnym było to, że nie jest nic złego w siedzeniu na komputerze 24h z przerwą na seks jeśli on tego chciał. Musiałam wszystko robić sama. Sprzątać, gotować, zajmować się innymi rzeczami, kiedy on nie widział nic poza komputerem.  Potrafił zrobić mi awanturę o to, dlaczego w jakimś tam miejscu nie posprzątałam dokładniej. Ja głupia, godziłam się na wszystkie jego warunki. Poniżałam się, błagałam z płaczem, przepraszałam(nie miałam za co) go, kucając obok komputera by przestał być na mnie "obrażony". (Gdy coś mu nie pasowało, przestawał się odzywać, robił ciągle na złość). Nawet nie ściągał słuchawek z głowy, cały czas wpatrzony był w monitor. Takich sytuacji było wiele. Moje "czepianie się" o spędzenie razem choć 20 minut, jego atak, że on stawia siebie na pierwszym miejscu i zamykanie się obrażonym w komputerze. To jest oczywiste, że każdy ma prawo do chwili dla siebie, ale ja czułam się jak sprzątaczka i pani do towarzystwa dla księcia. Kiedy spadłam ze schodów i złamałam kostkę, on obraził się na mnie i nie odzywał 4 dni, ponieważ przesadzam, udaję i nie można złamać nogi spadając z 3 schodka.Napluł mi w twarz. Oczywiście sprawę załagodziłam ja, przepraszając nie wiem za co. Z charakteru jestem bardzo wrażliwa, potrzeby innych stawiam na swoje. Z całych sił chciałam żeby między nami było dobrze, bałam się jego straty mimo, że byłam poniżana i pomiatana. Po pół roku mieszkania razem on zdecydował, że musi przemyśleć czy dalej chce być ze mną, ponieważ był zmęczony moim "wymaganiem" do spędzania czasu razem. Wyprowadziłam się do rodziców, miesiąc czekałam na jego odzew co do nas. Prosiłam go, żeby się określił, ponieważ z dnia na dzień stawałam się coraz większym wrakiem człowieka czekającym w niepewności. Przez ten czas schudłam 20 kg. On nie raczył ani razu odebrać telefonu czy odpisać sms. Wkońcu pojechałam do niego, powiedział, że był zbyt zmęczony po pracy, żeby mi odpisać. Serce mi pękało, był zbyt zmęczony po pracy, żeby odpisać głupiego smsa? Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie obchodzi go nawet moje zdrowie psychiczne. Powiedział, że już mnie nie kocha. Godziłam się z tym, mimo, że było ciężko. Po 2 tygodniach napisał czy możemy się spotkać. Spotkałam się z nim, płacząc mi na kolanach krzyczał jak bardzo mnie kocha, nie może beze mnie żyć. Żebym do niego wróciła. Wróciłam, bo go cholera kochałam nad życie. Przez następny niecały rok, było nam bardzo dobrze. Nasze obietnice zmiany naprawdę się spełniały. On był inny. Traktował mnie dobrze, spędzał ze mną czas - a ja przestałam na niego naciskać. Problem pojawił się może z miesiąc temu. Kupił sobie nowy komputer i życia po za nim nie widzi. W dni wolne nie ma go wcale. Liczy się dla niego tylko komputer. Nie pomoże mi z wniesieniem zakupów, mimo, że mam obfite "te dni", siatki cięższe niż ja. Jest zmęczony i nie może przerwać gry.  Kolejny raz przestałam się czuć, jakbym była w związku. Podam jedzenie pod nos, poprawię po nim, pozamiatam, posprzątam, wypiorę mu gacie. Kiedy pytam się, czy możemy spędzić trochę chwili razem - obraza, słuchawki na uszy. Wiele razy próbowałam z nim rozmawiać. W skrócie: "wiem, że źle robie, poprawię się" Nabieram się na jego obiecanki. Jeden dzień, tydzień jest wszystko ok. Póżniej znowu to samo. Ostatnio ma problemy z plecami. NIe może chodzić, siedzi na l4 2 tydzien. Stęka, płacze jak mu źle. Na papierosa wychodzi normalnie. Kiedy prosiłam go, czybyśmy nie wyszli na ławkę przed blok, krzyczał jak bardzo go plecy bolą. Przed chwilą wyszedł na piwo z kolegą, obrażony bo poprosiłam go o spędzenie czasu. Kocham go nad życie, nie mam nikogo oprócz niego. Z drugiej strony nienawidzę go z całego serca, wiem, że mnie niszczy. Z jednej strony chciałabym zakończyć tą toksyczną relację, ale z drugiej nie chce go stracić. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie wiem czy proszę o pomoc, czy po prostu chciałam się wygadać. Po prostu mam już dość.

Zobacz podobne tematy :
Odp: Nie wiem co mam robić.
Kiso napisał/a:

Witam. To jest mój pierwszy post, zarejestrowałam się przed chwilą na tym forum, ponieważ nie mam już chyba sił dalej w tym tkwić. Z nim jesteśmy 2 lata. Oboje mamy po 20 pare lat więc jeszcze jesteśmy młodzi, jest albo i był moją pierwszą miłością. Z początku układało nam się jak w bajce - jak to na samych początkach. Gdy po roku z przyczyn losowych zamieszkaliśmy razem, wszystko zaczęło się psuć. Zderzały się nasze charaktery, problemy rodziły się bez powodu. Dla niego normalnym było to, że nie jest nic złego w siedzeniu na komputerze 24h z przerwą na seks jeśli on tego chciał. Musiałam wszystko robić sama. Sprzątać, gotować, zajmować się innymi rzeczami, kiedy on nie widział nic poza komputerem.  Potrafił zrobić mi awanturę o to, dlaczego w jakimś tam miejscu nie posprzątałam dokładniej. Ja głupia, godziłam się na wszystkie jego warunki. Poniżałam się, błagałam z płaczem, przepraszałam(nie miałam za co) go, kucając obok komputera by przestał być na mnie "obrażony". (Gdy coś mu nie pasowało, przestawał się odzywać, robił ciągle na złość). Nawet nie ściągał słuchawek z głowy, cały czas wpatrzony był w monitor. Takich sytuacji było wiele. Moje "czepianie się" o spędzenie razem choć 20 minut, jego atak, że on stawia siebie na pierwszym miejscu i zamykanie się obrażonym w komputerze. To jest oczywiste, że każdy ma prawo do chwili dla siebie, ale ja czułam się jak sprzątaczka i pani do towarzystwa dla księcia. Kiedy spadłam ze schodów i złamałam kostkę, on obraził się na mnie i nie odzywał 4 dni, ponieważ przesadzam, udaję i nie można złamać nogi spadając z 3 schodka.Napluł mi w twarz. Oczywiście sprawę załagodziłam ja, przepraszając nie wiem za co. Z charakteru jestem bardzo wrażliwa, potrzeby innych stawiam na swoje. Z całych sił chciałam żeby między nami było dobrze, bałam się jego straty mimo, że byłam poniżana i pomiatana. Po pół roku mieszkania razem on zdecydował, że musi przemyśleć czy dalej chce być ze mną, ponieważ był zmęczony moim "wymaganiem" do spędzania czasu razem. Wyprowadziłam się do rodziców, miesiąc czekałam na jego odzew co do nas. Prosiłam go, żeby się określił, ponieważ z dnia na dzień stawałam się coraz większym wrakiem człowieka czekającym w niepewności. Przez ten czas schudłam 20 kg. On nie raczył ani razu odebrać telefonu czy odpisać sms. Wkońcu pojechałam do niego, powiedział, że był zbyt zmęczony po pracy, żeby mi odpisać. Serce mi pękało, był zbyt zmęczony po pracy, żeby odpisać głupiego smsa? Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie obchodzi go nawet moje zdrowie psychiczne. Powiedział, że już mnie nie kocha. Godziłam się z tym, mimo, że było ciężko. Po 2 tygodniach napisał czy możemy się spotkać. Spotkałam się z nim, płacząc mi na kolanach krzyczał jak bardzo mnie kocha, nie może beze mnie żyć. Żebym do niego wróciła. Wróciłam, bo go cholera kochałam nad życie. Przez następny niecały rok, było nam bardzo dobrze. Nasze obietnice zmiany naprawdę się spełniały. On był inny. Traktował mnie dobrze, spędzał ze mną czas - a ja przestałam na niego naciskać. Problem pojawił się może z miesiąc temu. Kupił sobie nowy komputer i życia po za nim nie widzi. W dni wolne nie ma go wcale. Liczy się dla niego tylko komputer. Nie pomoże mi z wniesieniem zakupów, mimo, że mam obfite "te dni", siatki cięższe niż ja. Jest zmęczony i nie może przerwać gry.  Kolejny raz przestałam się czuć, jakbym była w związku. Podam jedzenie pod nos, poprawię po nim, pozamiatam, posprzątam, wypiorę mu gacie. Kiedy pytam się, czy możemy spędzić trochę chwili razem - obraza, słuchawki na uszy. Wiele razy próbowałam z nim rozmawiać. W skrócie: "wiem, że źle robie, poprawię się" Nabieram się na jego obiecanki. Jeden dzień, tydzień jest wszystko ok. Póżniej znowu to samo. Ostatnio ma problemy z plecami. NIe może chodzić, siedzi na l4 2 tydzien. Stęka, płacze jak mu źle. Na papierosa wychodzi normalnie. Kiedy prosiłam go, czybyśmy nie wyszli na ławkę przed blok, krzyczał jak bardzo go plecy bolą. Przed chwilą wyszedł na piwo z kolegą, obrażony bo poprosiłam go o spędzenie czasu. Kocham go nad życie, nie mam nikogo oprócz niego. Z drugiej strony nienawidzę go z całego serca, wiem, że mnie niszczy. Z jednej strony chciałabym zakończyć tą toksyczną relację, ale z drugiej nie chce go stracić. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie wiem czy proszę o pomoc, czy po prostu chciałam się wygadać. Po prostu mam już dość.

To nie jest miłość, to jest uzależnienie. Jesteś młodą Kobietą, przed Tobą całe życie, a niszczysz je sobie na własne życzenie.
Co na to Twoi Rodzice? Nie wspierają Cię? Przecież widzieli co się z Tobą działo, że schudłaś, odeszłaś i nie reagowali na Twój powrót?

Zastanów się czy chcesz tak żyć? Uwierz mi, że tak się nie da i można z tego się ewakuować. On nie jest Ciebie wart, zacznij wierzyć w siebie.

Kobieta jest organizmem ultradoskonałym.
Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach.
Przetrwa wszystko.

Posty [ 2 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Nie wiem co mam robić.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018