Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 55 ]

Temat: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Długo zbierałam się do napisania tutaj. Mam problem a mianowicie chyba nie potrafię zidentyfikować kim jestem. Nie wiem jak mam się zachowywać wśród ludzi. Ciągle wydaje mi się, że jestem sztuczna, nieprawdziwa, że nie mam osobowości, że nie wiem jak reagować i wyrażać emocje/słowa. Ciągle czytam lub słyszę „bądź sobą”. Ale co to tak właściwie znaczy? Nie czuję się swobodnie przy ludziach.

Kiedy tak na dobre się zastanowię co to znaczy „być sobą” dla mnie samej, to na myśl przychodzi mi zachowanie swobodne/naturalne na co dzień w domu kiedy jestem sama (nigdy nie miałam wielu znajomych, zawsze zamykałam się w domu). To znaczy – być ciągle poważna – czytaj. sztywna, ciągle milcząca, spokojna, mina poważna jakby obrażona lub smutna, roztrzepana (czytaj. przyjebana) na każdym kroku, otępiała. Tak właśnie zachowuję się na co dzień i to jest mój naturalny stan. Gdy jestem sama czuję się w nim okej.

Z racji, że moimi naturalnymi zachowaniami narobiłabym sobie wrogów – wolę udawać miłą, przyjazną (naprawdę mam dobre intencje i nie jestem złą osobą). Kiedyś gdy byłam młodsza, chodziłam do szkoły – nikt mnie przez to nie lubił. Właśnie dlatego, że mówiłam to co myślałam, robiłam to co mi się podobało, wyglądałam na wiecznie obrażoną/smutną (ludzie wciąż mnie pytali co się stało..). Czasem wydaje mi się, że nie jest mi dane mieć przyjaciół przez to jaka jestem. Muszę przybierać maski.. ale teraz w sumie i tak nie mam za bardzo znajomych. Wydaje mi się, że ludzie wyczuwają, że jestem sztuczna. Sama też tak czuję.. Nie czuję się z tym dobrze.. no ale chyba taka jestem.. a udawać nie chcę. I jak to pogodzić?

Ludzie z tego co widzę często żartują między sobą, śmieją się, cieszą się sobą, są pogodni, uśmiechnięci , błyskotliwi, mają refleks, wyczucie sytuacji– taka też chciałabym być. Ludzie często żartują (łapię aluzję, znam się na żartach) ale nie wiem co odpowiadać przez co wychodzę wśród ludzi na sztywniarę, mało ciekawą osobowość. Nie potrafię mieć pogodnego wyrazu twarzy, to mnie męczy, boli mnie głowa(nie jest to mój naturalny stan). Staram się natomiast dużo mówić, pytać o wszystko, zagadywać (choć może przez to nadrobię moje braki charakteru). Mam koleżanki, które są obiektywnie lubiane – przez to, że są sobą, zachowują się naturalnie, mają duże poczucie humoru, przez co przebywanie z nimi jest przyjemnością.

Dodam, że zawsze przejmowałam się tym co powiedzą i pomyślą inni. Zawsze, gdy pozwalałam sobie na śmielsze zachowanie (od dzieciństwa) i gdy ktoś wtedy na mnie spojrzał/śmiał się do mnie – zawsze się wycofywałam do siebie, kuliłam się, miałam poczucie winy. Od zawsze zdanie innych jest ważniejsze, od mojego. Chyba jestem wplątana w jakiś emocjonalny węzeł gordyjski, którego nie rozumiem i chyba nie rozumiem siebie. A może po prostu taki ze mnie mruk (nie mam złych intencji wobec ludzi) i powinnam się z tym pogodzić… Chciałabym mieć łatwiej w życiu a tak ciągle się przejmuję jak jestem postrzegana. A jak będę sobą to nikt do mnie nie podejdzie, nikt mnie nie będzie lubił. A może wystarczy być bardziej uśmiechniętą i to nie będzie podchodzić za niebycie sobą?

Nie piszcie mi oczywistości typu „nie przejmuj się co powiedzą inni” albo nie przybieraj masek, bo to problemu nie rozwiąże. Ja o tym wiem. Chciałabym bardziej wiedzieć co to obiektywnie znaczy być sobą w odniesieniu do mnie? Może powinnam tępić swoją naturę i pójść na terapię by się zmienić? Dla mnie kluczowym pytaniem jest - gdzie jest ta granica bycia sobą a udawania?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Sasanka30 (2019-06-04 12:48:37)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

EDIT: dodam, że od zawsze miałam też problem z asertywnością, zwracaniem uwagi innym że czasem przeginają. Tak jest do dziś. NIgdy mnie tego nie uczono w domu. Nie miałam też rówieśników gdy byłam młodsza. Nie mam w tym temacie praktyki i boję się takich zachowań...

3

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Tu tkwi źródło problemu:

Sasanka30 napisał/a:

(...) zawsze przejmowałam się tym co powiedzą i pomyślą inni. (...)



(...) gdzie jest ta granica bycia sobą a udawania?

Zawsze jesteś sobą. Wtedy, gdy udajesz - także.



(...) od zawsze miałam też problem z asertywnością, zwracaniem uwagi innym że czasem przeginają. (...)

Asertywność nie polega na zwracaniu uwagi innym.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

4

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Wielokropek napisał/a:

Zawsze jesteś sobą. Wtedy, gdy udajesz - także.

.

Wiem, o co Ci chodzi, tzn rozumiem, ale chyba się z tym nie zgadzam (wiem, nie muszę wink).
Być sobą to być w zgodzie z własnymi emocjami, i tym co się myśli, - udawanie, przeciwnie, to przybieranie maski. Jeśli przybieram maskę, to nie jestem sobą (prawdziwą)(chyba, ze robie to swiadomie- bo np. uznam, ze nie warto się otwierac - wtedy jestem sobą w głębi duszy, kim innym - na zewnątrz).

5

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Nie musisz się zgadzać. big_smile

Skoro autorka przejmuje się tym co myślą o niej inni (skąd przekonanie, że o niej myślą - pytanie retoryczne), to udaje taką, jaką wedle jej wyobrażeń ci "inni" chcą ją widzieć. I, jak wiele osób, ma dwie twarze: na własny użytek i dla świata.

Autorka ma dylemat: jak zachować się wśród ludzi. Może zachowywać się tak, jak chce, bo inni sobie z każdą jej wersją poradzą.
Rzecz w tym, że autorka chce być lubiana zawsze, wszędzie, przez wszystkich, a takie ciągłe przebieranki męczą. Innych - także.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

6 Ostatnio edytowany przez Sasanka30 (2019-06-04 13:31:43)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Wielokropek napisał/a:

Nie musisz się zgadzać. big_smile

Skoro autorka przejmuje się tym co myślą o niej inni (skąd przekonanie, że o niej myślą - pytanie retoryczne), to udaje taką, jaką wedle jej wyobrażeń ci "inni" chcą ją widzieć. I, jak wiele osób, ma dwie twarze: na własny użytek i dla świata.

Autorka ma dylemat: jak zachować się wśród ludzi. Może zachowywać się tak, jak chce, bo inni sobie z każdą jej wersją poradzą.
Rzecz w tym, że autorka chce być lubiana zawsze, wszędzie, przez wszystkich, a takie ciągłe przebieranki męczą. Innych - także.

Niee to nie tak, że chce być lubiana przez wszystkich, ale przez ludzi ogólnie. Wielokropko nie Generalizuj proszę, wiesz dobrze o co mi chodzi wink Chcę sobie ułatwić życie, sprawiać dobre wrażenie tak jak robią to inni (moi znajomi) właśnie. To oczywista oczywistość, ze nie wszyscy muszą nas lubić,liczę się z tym. To dla mnie jasne smile

7 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-06-04 13:34:03)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Faktycznie. Twoje "chcę być lubiana przez ludzi ogólnie" jest całkowitym zaprzeczeniem tego, co napisałam.




Zamiast zastanawiać się nad tym "kim jestem", rozwiąż swój podstawowy problem - ten drugi wówczas zniknie.


Edytowałaś, więc i ja to czynię.
Skoro chcesz sprawiać wrażenie, to musisz zakładać maski. Ale to Twoja - świadoma - decyzja. Można też zmienić swoje myślenie o sobie, innych, świecie. Można. Nie trzeba.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

8 Ostatnio edytowany przez Sasanka30 (2019-06-04 13:36:49)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

rzecz w tym, że chyba większość ludzi mnie nie lubi niż lubi z tego powodu jaka jestem.. Mają jakiś dziwny dystans, mur. Jestem uprzejma, więc oni są uprzejmi więc to wszytsko. Nie dziwię się sobie więc, że przejmuję się tym co pomyślą inni..

9

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

"Oni", w przeciwieństwie do Ciebie, mają dziwny dystans. Ty jesteś wylewna, szczera, otwarta.

I... dlaczego mieliby Cię lubić? Ty "ich" lubisz? Jeśli tak, jak to "im" okazujesz?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

10

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Wielokropek napisał/a:

Faktycznie. Twoje "chcę być lubiana przez ludzi ogólnie" jest całkowitym zaprzeczeniem tego, co napisałam.




Zamiast zastanawiać się nad tym "kim jestem", rozwiąż swój podstawowy problem - ten drugi wówczas zniknie.


Edytowałaś, więc i ja to czynię.
Skoro chcesz sprawiać wrażenie, to musisz zakładać maski. Ale to Twoja - świadoma - decyzja. Można też zmienić swoje myślenie o sobie, innych, świecie. Można. Nie trzeba.

Kochana dziękuję za odzew ale za bardzo nie rozumiem co masz na myśli. Piszesz zagadkami,  to brzmi trochę enigmatycznie wink Co złego jest w chęci bycia lubianym? Dzięki temu życie jest znacznie prostsze i lżejsze. Uwierz mi przebrnęłam przez etap bycia wytykaną i nielubianą. To nic przyjemnego. Chcę tego uniknąć - ale nie ma chyba w tym nic złego? Rzecz w tym, czy udawać miłą i wesołą czy być trochę taka mrukliwa. A może i jedno i drugie.. sama nie wiem.. nic z tego nie rozumiem hmm

11 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-06-04 13:50:49)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Możesz być mrukliwą, możesz udawać - każda ta decyzja niesie konsekwencje.

Lubisz ludzi nieszczerych? Lubisz ludzi, którzy nie są mili a tylko takich udają?
Rzadko, jeśli w ogóle, spotkać można kogoś, kto nawiąże bliski kontakt z nieszczerym człowiekiem.


***
I jeszcze jedno. Tak jak napisałam wyżej: możesz zmienić też swe myślenie o sobie, o innych. Możesz, nie musisz.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

12

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Wielokropek napisał/a:

"Oni", w przeciwieństwie do Ciebie, mają dziwny dystans. Ty jesteś wylewna, szczera, otwarta.

I... dlaczego mieliby Cię lubić? Ty "ich" lubisz? Jeśli tak, jak to "im" okazujesz?

Staram się być zawsze pomocna, uprzejma, zagadywać do innych. Zakładam uśmiech na twarz i z nimi rozmawiam. Staram się interesować tym co mówią, słuchać, zadawać pytania, uśmiechać się, gdy powiedzą coś śmiesznego. Nie jest to jakies super naturalne zachowanie dla mnie. Na chwilę okej, ale gdybym tak musiała np przez 8 godzin dziennie w pracy - zmęczyłoby mnie to i niesamowicie (dośwaidczyłam tego na praktykach, pracy dorywczej). Kiedy jestem mrukliwa, poważna czuję dyskomfort wśród ludzi. Nie chcę być poważna czy wyglądać na niezadowoloną albo nią być, bo na kogo ja wyjdę? Zrobię na maksa złe wrażenie a pracować z ludźmi trzeba całe życie.

Ja w sumie nie jestem za bardzo przyzwyczajona do obcowania z ludźmi, bo z racji miejsca zamieszkania (odległości, braku znajomych na miejscu) często przebywam sama bądź z rodzicami w domu. Rodzice też są raczej poważni - tę cechę wyniosłam z domu i często ją praktykuję w swoich zachowaniach. Wybacz za zawiły esej, ale chciałabym najbardziej jak się tylko da wyjaśnić całą sytuację i uzyskać poradę, bardzo jej potrzebuję..

13

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Wielokropek napisał/a:

Możesz być mrukliwą, możesz udawać - każda ta decyzja niesie konsekwencje.

Lubisz ludzi nieszczerych? Lubisz ludzi, którzy nie są mili a tylko takich udają?
Rzadko, jeśli w ogóle, spotkać można kogoś, kto nawiąże bliski kontakt z nieszczerym człowiekiem.


***
I jeszcze jedno. Tak jak napisałam wyżej: możesz zmienić też swe myślenie o sobie, o innych. Możesz, nie musisz.

Tylko kochana Wielokropko , ja chcę być miła w stosunku do innych, bo nie mam złych intencji w stosunku do ludzi. Jeśli tylko oni są dla mnie mili, mam szczerą chęć to odwzajemnić wink Rezcz tkwi po prostu w sposobie wyrażania emocji (właściwie braku), byciu zablokowaną, poważną, zdystansowaną, lękliwą. Jestem poważna ale jednocześnie uprzejma. Chciałabym to robić szczerze się uśmiechając, szczerze będąc otwartą ale z tym szczerym sposobem wyrażania siebie jest ciężko. Szczerość to dla mnie bycie poważną

14

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Jak tylko mogę, to szerokim łukiem omijam osoby, które starają się być pomocne, uprzejme, itd. Omijam te, które ze strachu przed ewentualną mą oceną przywdziewają maski. Gdy chcę mieć kontakt z aktorem, idę do teatru.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

15

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Sasanka30 napisał/a:

Chcę sobie ułatwić życie, sprawiać dobre wrażenie tak jak robią to inni (moi znajomi) właśnie.)

Może za bardzo wlasnie na tym (wrazeniu) Ci zależy, a za mało na byciu autentycznym?

16

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

A próbowałaś diagnozować się pod kątem depresji, nerwicy? Bo czytając Twój temat czułem się jak gdyby ktoś pisał o żeńskiej wersji mnie. Z tym, że ja skutecznie wynajdywałem sobie bliskich znajomych w dużej ilości, a taki całkiem nieciekawy stan mam od niecałego roku. Aktualnie próbuję z tym walczyć, żeby wrócić do względnej normalności. Otępienie najgorsze, była na mnie klątwę rzuciła ewidentnie tongue. Dodam, że psychoterapia nie bardzo mi pomagała. Literatura... trochę, ale to wszystko zaraz wraca z automatu gdy pojawia się nowy problem (a mam ich aż za dużo na ten moment). Nie masz takiego wrażenia czasem, że... pomógłby Ci wyjazd np w zupełnie inne miejsce w Polsce? Tak żeby się odciąć od tego co było i zacząć sobie od nowa.

-

17

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Burzowy napisał/a:

(...) Nie masz takiego wrażenia czasem, że... pomógłby Ci wyjazd np w zupełnie inne miejsce w Polsce? Tak żeby się odciąć od tego co było i zacząć sobie od nowa.

Przed samym sobą nie uciekniesz.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

18

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Problem polega na tym, że Ty starasz się UDAWAĆ, że lubisz innych ludzi, a nie faktycznie ich lubisz. Nie dziw się więc, że ludzie trzymają dystans. Oni wyczuwają, że tak naprawdę wogóle Cię nie interesują.

Poza tym, zupełnie nie rozumiem dlaczego potrzebujesz by wszyscy Cię lubili??? Po pierwsze- to niemożliwe. Po drugie- nie wolalabyś by kilku ludzi lubiło Cię taką jaką jesteś, bez ściemy, zamiast męczyć się i dopasowywać do przypadkowych ludzi?

19

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Wielokropek napisał/a:

Jak tylko mogę, to szerokim łukiem omijam osoby, które starają się być pomocne, uprzejme, itd. Omijam te, które ze strachu przed ewentualną mą oceną przywdziewają maski. Gdy chcę mieć kontakt z aktorem, idę do teatru.

Nie wiem za bardzo jak się do tego odnieść. Nie jestem zawsze w 100 % miła i "mizdrząca się" bo by mnie to zmęczyło, ale na ogól staram się. Widzisz, w obecności rodziców czy chłopaka jestem szczera do bólu, ale i miła, kochająca. Ale to moi bliscy. Mnie by chyba jakaś fala wstydu i upokrzenia zalała gdybym miała być szczera w stosunku do innych (ludzie nie lubią osób oceniających, krytykujących innych). Poza tym nie potrafiłabym uzasadnić swojego stanowiska na jakiś temat, bo musiałabym się wytłumaczyć dlaczego tak a nie inaczej uważam (moje otępienie umysłowe, asertywność). Lubię sobie w głowie krytykować innych, ale rzecz jasna, że tego nie mówię. Czasem wyrażę własne zdanie mówiąc, że "według mnie tak czy siak byłoby lepiej", "może lepiej byloby tak a tak.." - oczywiście grzecznie.

Podam przykład. Jestem w pracy i z kimś rozmawiam. I to np jest przełożony. I ta osoba non stop gada, chce żartować a ja po prostu chciałabym się skupić na pracy ( bo np. jestem nowa i dopiero wdrażam się w swoje obowiązki a takie gadki szmatki mnie rozpraszają, boli mnie głowa itd). Nie powiem tej osobie, że chciałabym się skupić, żeby nie mówiła już itd -no bo jak to by wyglądało.. Tylko zamiast tego rozmawiam na siłę, boli mnie głowa, żartuję choć nie mam na to ochoty (i tutaj rodzi się sztuczne zachowanie - nie czuję tego). Potem jestem na siebie zła, że byłam sztuczna. Z kolei gdybym się postawiła - czułabym napięcie i stres, że ktoś mnie wygryzie, że coś mi zrobią...

Ja wiem, ze takie analizowanie jest wręcz absurdalne.. ale to właśnie czuję w srodku, taki konflikt.. poczucie winy, każde rozwiązanie jest złe jakie by nie było .. nie wiem kim jestem

20

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Burzowy napisał/a:

A próbowałaś diagnozować się pod kątem depresji, nerwicy? Bo czytając Twój temat czułem się jak gdyby ktoś pisał o żeńskiej wersji mnie. Z tym, że ja skutecznie wynajdywałem sobie bliskich znajomych w dużej ilości, a taki całkiem nieciekawy stan mam od niecałego roku. Aktualnie próbuję z tym walczyć, żeby wrócić do względnej normalności. Otępienie najgorsze, była na mnie klątwę rzuciła ewidentnie tongue. Dodam, że psychoterapia nie bardzo mi pomagała. Literatura... trochę, ale to wszystko zaraz wraca z automatu gdy pojawia się nowy problem (a mam ich aż za dużo na ten moment). Nie masz takiego wrażenia czasem, że... pomógłby Ci wyjazd np w zupełnie inne miejsce w Polsce? Tak żeby się odciąć od tego co było i zacząć sobie od nowa.

Szczerze? O niczym innym nie marzę, jak się wyrwać, wyjechać i zacząć wszystko z "czystą kartą". Miałam plan, by jak tylko wyjadę i tam ułożę sobie życie - spróbować wizyt u psychologa, może terapia, zdiagnozować jakąs przypadłość. Bo jedno jest pewne, nie czuję się do końca normalna.. Czuję się tak jakby mi coś ciągle dolegalo, na duszy, ale sama nie wiem do konca co..

21 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-06-04 14:36:00)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Sasanka30 napisał/a:

(...) Mnie by chyba jakaś fala wstydu i upokrzenia zalała gdybym miała być szczera w stosunku do innych (ludzie nie lubią osób oceniających, krytykujących innych). (...)

Wiele mówiąca zbitka. Skąd pomysł, że szczerość równoznaczna jest z krytykowaniem i ocenianiem kogoś?

Lubisz krytykować innych (kiepsko myślisz o nich). Ci "inni' to wyczuwają mimo przylepionego przez Ciebie uśmiechu



***

(...) Czuję się tak jakby mi coś ciągle dolegalo, na duszy, ale sama nie wiem do konca co..

To, co Tobie dolega nazwałaś wyżej: tak chcesz być lubiana przez ludzi, że przywdziewasz maski. Twoje zachowanie jest typowe dla osób kiepsko myślących o... innych.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

22 Ostatnio edytowany przez Sasanka30 (2019-06-04 14:35:50)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Beyondblackie napisał/a:

Problem polega na tym, że Ty starasz się UDAWAĆ, że lubisz innych ludzi, a nie faktycznie ich lubisz. Nie dziw się więc, że ludzie trzymają dystans. Oni wyczuwają, że tak naprawdę wogóle Cię nie interesują.

Poza tym, zupełnie nie rozumiem dlaczego potrzebujesz by wszyscy Cię lubili??? Po pierwsze- to niemożliwe. Po drugie- nie wolalabyś by kilku ludzi lubiło Cię taką jaką jesteś, bez ściemy, zamiast męczyć się i dopasowywać do przypadkowych ludzi?

Po części masz rację. Nie wszystkich lubię i nie wszyscy mnie interesują. Zawsze byłam wybredna w stosunku do wyboru znajomych - tak jakbym wyczuwała ludzi wink No ale z drugiej strony w takim razie jak żyć? Mam ich traktować jawnie wrogo, olewać? Z niektorymi ludźmi trzeba np współpracować, nie mamy wyboru. Poza tym ja nie mam powodu, by tych ludzi nie lubić czy źle traktować wink Jak traktować/obchodzić się z ludźmi do których czujemy jakieś dziwne podświadome uprzedzenia?? Poza tym ja się naprawdę kiepsko czuje gdy ktoś traktuje mnie olewczo, chłodno, nie jest dla mnei mily itd, dlatego staram się sama być  miła.

23 Ostatnio edytowany przez Sasanka30 (2019-06-04 14:44:19)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Wielokropek napisał/a:
Sasanka30 napisał/a:

(...) Mnie by chyba jakaś fala wstydu i upokrzenia zalała gdybym miała być szczera w stosunku do innych (ludzie nie lubią osób oceniających, krytykujących innych). (...)

Wiele mówiąca zbitka. Skąd pomysł, że szczerość równoznaczna jest z krytykowaniem i ocenianiem kogoś?

Lubisz krytykować innych (kiepsko myślisz o nich). Ci "inni' to wyczuwają mimo przylepionego przez Ciebie uśmiechu



***

(...) Czuję się tak jakby mi coś ciągle dolegalo, na duszy, ale sama nie wiem do konca co..

To, co Tobie dolega nazwałaś wyżej: tak chcesz być lubiana przez ludzi, że przywdziewasz maski. Twoje zachowanie jest typowe dla osób kiepsko myślących o... innych.

Rozumiem. W takim razie jak żyć? (nie piszę tego prześmiewczo, naprawdę mnie to zastanawia).

Czy kiepsko myślę o innych? Hmm. Ja myślę, że ludzie mnie męczą. Mam przed nimi blokadę, boję się ich osądu. Gdybym usłyszała o sobie jakąś krytykę nie wiedziałabym jak zareagować (płakać, śmiać się, dowalić - nie wiem). Potem miałabym pczucie winy, że nie zareagowałam albo zareagowałam źle.. Mało kiedy czuję się swobodnie przy innych. Z reguły są to osoby "lubiane przez wszystkich", które mają to coś. Wtedy wiedzą jak ze mną rozmawiać i jak sprawić, bym poczuła się przy nich dobrze. Oczywiście nie wywyższam się, nie uważam za najlepszą itp. Po porstu tak mam. Ale nie mam złych intencji wobec ludzi.. naprawdę. Sama nie wiem co mi jest. Naprawdę chciałabym interesować się innymi, podświadomie lubić ludzi itd by nie musieć mieć się kamuflować... Nie wiem co mam z tym zrobić.. Chcę dobrze, ale dobrymi chęciami .. sami wiecie co ..

24 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-06-04 14:42:52)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Dojść do przyczyn swej chęci bycia lubianą za, niemal, wszelką cenę i poradzić sobie - być może przy pomocy psychoterapeuty - ze związanymi z tym, skrzętnie ukrywanymi, uczuciami. Zmienić, po raz kolejny powtarzam, swe myślenie na swój temat, na temat innych.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

25

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Słuchajcie a przyczyna tego, że podświadomie mogę nie przepadać za ludźmi może leżeć w domu rodzinnym/dzieciństwie/środowisku?

26

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Może. smile

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

27

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

No bo ja często widzę to po rodzicach. Rodzice często krytykują osoby w telewizji, znajomych, czasem rodzinę (np. "jaka ona jest głupia bo.. coś tam coś tam np. wytatuowała sobie całe ciało albo zrobiła kolczyk w pępku itp.)Sama łapię się na tym, że myślę o innych krytycznie (bo np. prowadzi taki styl życia a nie inny) Często narzekają na różne sytuacje w życiu. Często widzę po innych osobach, że ich rodziny są wesołe, korzystają z życia, lubią żartować, prowadzą życie rodzinne. U nas nie ma życia rodzinnego praktycznie, każdy jest sam dla siebie. Z rodzicami mam dobry kontakt, ale z rodzeństwem już słaby. Nigdy nie budowaliśmy więzi rodzinnych. Często u nas w domu były kłótnie i awantury np. o brak pieniędzy itp. Dodatkowo ciężki charakter ojca, który nie rozumie innych. Krytykuje, uważa, że tylko on ma ciężko a inni nie. Jest pracoholikiem. Nie potrafi słuchać innych, jak grochem o ścianę. Nie mieszkaliśmy z nim przez długi czas, więc byc może nie przesiaknęłam jego charakterem aż tak. Dodatkowo całe życie spędzam sama, bez innych praktycznie. BYć może więc nie mam okazji by "trenować" te braki, które spędzają mi sen z powiek.. Czy to wszystko może mieć wpływ na to jaka jestem? Czy ja taka jestem naprawdę czy może po prostu tak mnie wychowano a w srodku jestem inna?

28

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Wydaje mi się,że w dzieciństwie mialaś mało wsparcia emocjonalnego, a za to dużo krytyki, dlatego dziś wszędzie widzisz wrogów, którzy mają jak najgorsze zdanie na Twój temat, jak i sama wewnetrznie ciągle wszystkich oceniasz. No, a ponieważ masz niskie poczucie własnej wartości i strasznie przejmujesz się zdaniem innych, to nie ma w Tobie za grama asertywności.

Słuchaj, bycie kimś introwertycznym nie jest problemem. Sama nie lubię pracować w grupie (na szczęście nie muszę) i wolę spędzać czas sama ze sobą. Gdybym miała godzinami przebywać z ludźmi, to bym kręćka dostała tongue Problem leży w tym, że Ty łakniesz od osób wkoło Ciebie by potwierdzali Twoja wartość, dlatego za wszelką cenę chcesz się im przypodobać.

Gdybyś wewnętrznie wierzyła w to, że jesteś kimś fajnym, kogo da się polubić i pokochać, to by Ci zwisało co przypadkowa Kasia czy Wacek o Tobie myślą i nie miałabyś problemu z wyrażaniem własnego zdania, bo ich krytyka nie byłaby dla Ciebie bronią maksymalnego rażenia.

29

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Dzieci widzą siebie, świat i innych tak, jak ich rodzice. Będąc dorosłymi możemy odrzucić sposób widzenia i myślenia swych rodziców.


Dorothy Nolte napisał/a:

Dzieci wciąż krytykowane - uczą się potępiać.
Dzieci wychowywane w atmosferze wrogości - uczą się walczyć.
Dzieci wzrastające w strachu - uczą się bać.
Dzieci, które spotykają się wciąż z politowaniem - uczą się użalać nad sobą.
Dzieci ciągle ośmieszane - uczą się nieśmiałości.
Dzieci wzrastające pośród zazdrości - uczą się, czym jest zawiść.
Dzieci bezustannie zawstydzane - uczą się poczucia winy.
Dzieci otoczone tolerancją - uczą się cierpliwości.
Dzieci otrzymujące dość zachęty - uczą się śmiałości.
Dzieci, którym nie szczędzi się pochwał - uczą się uznawać wartość.
Dzieci w pełni aprobowane - uczą się lubić samych siebie.
Dzieci akceptowane - uczą się odnajdywać w świecie miłość.
Dzieci, które często słyszą słowa uznania - uczą się stawiać sobie cele.
Dzieci wzrastające w atmosferze wspólnoty - uczą się hojności.
Dzieci otaczane rzetelnością i uczciwością - uczą się, czym jest prawda i
sprawiedliwość.
Dzieci wychowywane w poczuciu bezpieczeństwa - uczą się ufać sobie i
innym.
Dzieci dorastające w klimacie przyjaźni - uczą się, jak wspaniale jest żyć.
Dzieci otoczone łagodnością - uczą się spokoju ducha.

Czym żyją Twoje dzieci?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

30

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Beyondblackie napisał/a:

Wydaje mi się,że w dzieciństwie mialaś mało wsparcia emocjonalnego, a za to dużo krytyki, dlatego dziś wszędzie widzisz wrogów, którzy mają jak najgorsze zdanie na Twój temat, jak i sama wewnetrznie ciągle wszystkich oceniasz. No, a ponieważ masz niskie poczucie własnej wartości i strasznie przejmujesz się zdaniem innych, to nie ma w Tobie za grama asertywności.

Słuchaj, bycie kimś introwertycznym nie jest problemem. Sama nie lubię pracować w grupie (na szczęście nie muszę) i wolę spędzać czas sama ze sobą. Gdybym miała godzinami przebywać z ludźmi, to bym kręćka dostała tongue Problem leży w tym, że Ty łakniesz od osób wkoło Ciebie by potwierdzali Twoja wartość, dlatego za wszelką cenę chcesz się im przypodobać.

Gdybyś wewnętrznie wierzyła w to, że jesteś kimś fajnym, kogo da się polubić i pokochać, to by Ci zwisało co przypadkowa Kasia czy Wacek o Tobie myślą i nie miałabyś problemu z wyrażaniem własnego zdania, bo ich krytyka nie byłaby dla Ciebie bronią maksymalnego rażenia.

W sumie jeśli chodzi o krytykę to nie było tak źle. Mama mnie chwaliła, doceniała, broniła, gdy ktoś mi dokuczał (jako dziecko), brała moją stronę (jak to mama). Tata ciągle pracował, więc kontakt takii sobie. Z rodzeństwem słaby.

Mi się wydaje, że doznałam urazu w szkole. Tam byłam bez przerwy krytykowana, czasami wyśmiewana (nie umiałam się bronić za grosz), popadałam w konflikty z innymi (bo w końcu wybuchałam), doznałam odrzucenia ze strony rówiesników a za każdą moją próbę zbuntowania się/obrony byłam ze strony równieśników karana śmiechem, wyszydzaniem, nastawianiem innych przeciwko mnie. Byłam ta zła, najgorsza, "kretynka". Nie pamiętam już ile dni przepłakałam z powodu szkoły, ile smutku doznałam.. Teraz wiem, że powinnam była wtedy albo zmienić szkołę, albo udac sie do psychologa.. No ale to już nie ma znaczenia.

Dlatego dziś boję się ludzi. Wolę ich skrytykować. To jest bezpieczne. Boję się postawić, powiedzieć co myślę ze strachu. To nie jest życie.. to wegetacja. Jak jazda na zaciągniętym hamulcu ręcznym.

Skąd wziąć pewność, takie przekonanie że postawienie się innym, asertywność, bycie czasem niemiłym jest okej i jak najbardziej zdrowe? Jak pokonać te lęki? Może jakaś hipnoza? Wydaje mi się, że sama ani nawet z psychologiem nigdy nie uda mi się tego przepracować. W końcu psycholog daje tylko rady (narzędzia) ale pracę i tak my musimy wykonać nad sobą... a lek paraliżuje hmm

31 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-06-04 16:03:44)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Będąc ukrytą za kolczastą zaporą, czujesz się bezpieczna. Bezpieczna, ale... samotna, bo konia z rzędem temu, kto ma ochotę i/lub zdecyduje się pokonać te zasieki.

Zastanawiałaś się nad tym, jaką jesteś. Teraz wiesz: marzysz o byciu wśród ludzi, ufną, szczęśliwą, żartującą, ale też smutną i złą, czyli... prawdziwą.

Jak pokonać lęki? Swoją pracą, kontaktując się z doświadczeniami, dzięki którym schowałaś się do skorupy. Boisz się. To... normalne i powszechne. Masz do wyboru: albo ulec tym lękom i pozwolić, by to one kierowały Twym życiem, albo wziąć lęki pod rękę i zmierzyć się z trudnymi doświadczeniami.

Zapewniam Cię, że warto jest walczyć z samą sobą o siebie.
A Ty... jesteś odważną osobą. smile

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

32

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Wielokropek napisał/a:

Będąc ukrytą za kolczastą zaporą, czujesz się bezpieczna. Bezpieczna, ale... samotna, bo konia z rzędem temu, kto ma ochotę i/lub zdecyduje się pokonać te zasieki.

Zastanawiałaś się nad tym, jaką jesteś. Teraz wiesz: marzysz o byciu wśród ludzi, ufną, szczęśliwą, żartującą, ale też smutną i złą, czyli... prawdziwą.

Jak pokonać lęki? Swoją pracą, kontaktując się z doświadczeniami, dzięki którym schowałaś się do skorupy. Boisz się. To... normalne i powszechne. Masz do wyboru: albo ulec tym lękom i pozwolić, by to one kierowały Twym życiem, albo wziąć lęki pod rękę i zmierzyć się z trudnymi doświadczeniami.

Zapewniam Cię, że warto jest walczyć z samą sobą o siebie.
A Ty... jesteś odważną osobą. smile

Całkiem prawdziwe spostrzeżenie.. Jeśli będę się konfrontować, narażać na te lęki, doświadczać ich to nie zrażę tym do siebie ludzi? Gdzie jest granica "dobrego smaku" w byciu sobą, szczerą, asertywną? Podasz jakiś przykład, który mógłby mi to zobrazować?

33

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Asertywność to, w wielkim skrócie, dbanie o swe prawa bez naruszania praw innych.


5 praw człowieka według Herberta Fensterheima:

Masz prawo do wyrażania siebie, swoich opinii, potrzeb, uczuć – tak długo, dopóki nie ranisz innych.

Masz prawo do wyrażania siebie – nawet, jeśli rani to kogoś innego – dopóki twoje intencje nie są agresywne.

Masz prawo do przedstawiania innym swoich próśb – dopóki uznajesz, że oni mają prawo odmówić.

Są sytuacje, w których kwestia praw poszczególnych osób nie jest jasna. Zawsze jednak masz prawo do przedyskutowania tej sytuacji z drugą osobą.

Masz prawo do korzystania ze swoich praw.

Od siebie dodam, że masz prawo zrezygnować z bycia asertywnym (np. w z przytoczonej przez Ciebie sytuacji z przełożonym) smile



Część osób lubi ludzi miłych, część woli mieć kontakt ze szczerymi.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

34

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Weźmy ten przykład kiedy byłaś zajęta, a ktoś Ci nad uchem brzęczał. Wystarczyło grzecznie, z uśmiechem powiedzieć, że chętnie byś porozmawiała, ale właśnie dużo masz na głowie. Tylko tyle. I zająć się swoją robotą smile

35

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Wielokropek napisał/a:

Asertywność to, w wielkim skrócie, dbanie o swe prawa bez naruszania praw innych.


5 praw człowieka według Herberta Fensterheima:

Masz prawo do wyrażania siebie, swoich opinii, potrzeb, uczuć – tak długo, dopóki nie ranisz innych.

Masz prawo do wyrażania siebie – nawet, jeśli rani to kogoś innego – dopóki twoje intencje nie są agresywne.

Masz prawo do przedstawiania innym swoich próśb – dopóki uznajesz, że oni mają prawo odmówić.

Są sytuacje, w których kwestia praw poszczególnych osób nie jest jasna. Zawsze jednak masz prawo do przedyskutowania tej sytuacji z drugą osobą.

Masz prawo do korzystania ze swoich praw.

Od siebie dodam, że masz prawo zrezygnować z bycia asertywnym (np. w z przytoczonej przez Ciebie sytuacji z przełożonym) smile



Część osób lubi ludzi miłych, część woli mieć kontakt ze szczerymi.


Beyondblackie napisał/a:

Weźmy ten przykład kiedy byłaś zajęta, a ktoś Ci nad uchem brzęczał. Wystarczyło grzecznie, z uśmiechem powiedzieć, że chętnie byś porozmawiała, ale właśnie dużo masz na głowie. Tylko tyle. I zająć się swoją robotą smile

Słuchajcie, dziękuje wam za porady, w pewnym sensie ulżyło mi wink Mogłybyście polecić jeszcze jakieś np. kursy, książki, stronki cokolwiek dotyczącego asertywności? Może jest coś takiego jak odpłatny (albo darmowy wink ) kurs online lub na żywo. Być może one są organizowane wink

36 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-06-04 16:55:59)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Asertywność jest świetna, ale zajmij się najpierw... zmianą myślenia o sobie i innych. Klepanie wykutych formułek niczego nie zmieni, bo przyczyny braku asertywności leżą w Twym kiepskim myśleniu o sobie i innych.


Godna uwagi jest książka Marii Król-Fijewskiej, Trening asertywności.



***
Chcesz zacząć pracę nad sobą? Zacznij od treningu interpersonalnego (prowadzonego przez trenerów Grupy Trop) lub Grupy Otwarcia (Laboratorium Psychoedukacji).

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

37 Ostatnio edytowany przez Kjara (2019-06-04 20:21:36)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Jest mi znane to o czym piszesz, choć nie jest mi już bliskie. Długo jednak funkcjonowałam w dość podobny sposób - choć ja miałam przyjaciół przy których czułam się  bardziej swobodnie. Utrudniało mi to funkcjonowanie w świecie i z samą sobą na tyle, że wybrałam się na terapię. Ilość przeczytanych książek czy otrzymanych porad niewiele zmieniła. Bardziej rozumiałam innych, siebie nie. A to jest klucz. Bycie w prawdziwym kontakcie ze sobą - wówczas możesz być w prawdziwym kontakcie z innymi, czyli w tym nieudawanym. Och ile mi zajęło przyjęcie (ale takie prawdziwe przyjęcie - do serca, do emocji a nie tylko do głowy - przyswojenie informacji jest łatwe, gorzej z jej realnym przetworzeniem) - że naprawdę nie jest możliwe żeby każdy mnie lubił. Jak już to we mnie się dobrze osadziło, to właściwie przestałam się nad tym tak zastanawiać w codziennych kontaktach - a co ten ktoś mógł pomyśleć w odpowiedzi na moje zachowanie, a co mógł zrozumieć przez to co powiedziałam, a czy go nie uraziłam żartem, a dlaczego mnie pominął, a dlaczego kogoś lepiej potraktował niż mnie itd. Bleah. Nagle zrobiło sie tyyyle przestrzeni w moim życiu i uwagę zaczęłam skupiać na rzeczach ważnych. Pomogło mi w tym takie słowo "odpowiedzialność". Za co jestem odpowiedzialna w relacji? Czy jeśli ktoś się na mnie obraził ale  nie wyraził się z tym wprost a to jedynie moje domysły - to czy jestem odpowiedzialna za jakość tej relacji? Czy jeśli nie miałam złych intencji a ktoś się obraził - to czy ja jestem za to odpowiedzialna? Itp. Takie poszerzanie pola świadomości i mojej odpowiedzialności dużo wniosło. Właściwie mogłabym tu trzasnąć małą rozprawę na ten temat ale to o mnie.
To co widzę u Ciebie to hamowanie spontaniczności - podejrzewam, że głównie złości/niezadowolenia/dyskomfortu. Nic dziwnego, że to prowadzi do "otępienia". Blokujesz naturalne impulsy (emocje) co zaburza Twój układ nerwowy, Twoją świadomość ciała i burzy jasność myślenia i osądu sytuacji. Jesteś poblokowana z powodu hamowania naturalnych emocji.
Poza tym - tak, przekazy rodzinne są ważne. Jak ktoś wyżej napisał - jako dorosły człowiek masz w to wgląd, możesz zadecydować jakim myśleniem się kierować. To domena dorosłości.
No i mam wrażenie, że myślisz w kategoriach czarno-białych. Albo kogoś lubię albo nie. Albo komuś walę prawde między oczy albo udaje miłą. Nic pośrodku. A świat ma też odcienie szarości.
Dużo zajmujesz się innymi, mało sobą.
Moja rada - poszerzyć wgląd w siebie. Pomocna jest psychoterapia humanistyczna i jej wszelkie odłamy. Moją terapią była terapia Gestalt.
Pozdrawiam

"Nic cenniejszego nad wątpliwość w odpowiednim czasie"
G.Marquez
"I klęska może być zwycięstwem, jeśli przyjdzie w porę"
D.Opolski

38

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Nie ma recepty na cos takiego jak granica. Możesz yć sobą i być szczerą, ale po prostu mysleć racjonalnie i wiedzieć kiedy mozesz cos powiedzieć a kiedy wyjdziesz po prostu na buca.

39

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Wyjdź do ludzi, Po prostu. Twórz Koło znajomych. Jedni będą przychodzić, drudzy odchodzić...
Zajmij się równocześnie swoim rozwojem.

Może wyprowadzka od rodziców, na pokój do dużego miasta będzie dobrym pomysłem ?

40

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Ja mysle, ze rada typu "wyjście do ludzi" jest okej, ale tylko przy zmianie nastawienia do innych - w przeciwnym wypadku będzie tylko powielenie tego samego błędu. Jeśli zle mysle o innych, mam zle nastawienie , to kontaktowanie się z innymi, przebywanie wśród ludzi, tego nie zmieni.

41

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Każdy się trochę inaczej zachowuje w towarzystwie, szczególnie nieznanym. Dla mnie to nic dziwnego. To bycie sobą raczej rozumiem jako dbanie o swoje interesy, nierobienie niczego wbrew sobie itd.

42

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Kochani a czy można się "wyuczyć" przebywania wśród ludzi? By polubić ich towarzystwo? W tym co piszecie jest trochę prawdy. Nie to, że ich nie lubię - bardziej chodzi o to, że towarzystwo ludzi mnie męczy... Zwłaszcza towarzystwo ludzi dynamicznych, wesołych, przebojowych. Tak jestem introwertyczką, ale wiem tez, że introwertyzm/nieśmiałość nie musi w niczym przeszkadzać.

Niedługo będę szukać pracy, wszędzie wymagają komunikatywności, otwartości, bycia dynamicznym, energicznym. MI tego brakuje.. Jestem typem osoby raczej zgaszonej, apatycznej, wiecznie bez energii - to efekt trybu życia jaki prowadziłam całe życie. Mało wychodziłam do ludzi, ciągle siedziałam w domu sama, nie miałam zbyt wielu obowiązków, wciąż cierpie na samotność i nie mam gdzie tych znajomych znaleźć..

43

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Wyuczyć przebywania wśród ludzi by polubić ich towarzystwo? Co masz na myśli?
Przecież to się czuje w środku - albo z kimś Ci po drodze albo nie. Jak się coś robi na siłę to i tak to sie sypnie a i dyskomfort ogromny.
Z jakimi ludźmi jest Tobie po drodze?

"Nic cenniejszego nad wątpliwość w odpowiednim czasie"
G.Marquez
"I klęska może być zwycięstwem, jeśli przyjdzie w porę"
D.Opolski

44

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Mam problem z okazywaniem radości. Smutna chodzę całe życie a uśmiechnięta, zakręcona? Miałam krótki okres kiedy tak było. Ale tylko dlatego, że znalazłam wtedy koleżankę, która była tak samo zakręcona jak ja. Śmiałyśmy się z głupot. Teraz nie mamy kontaktu. Teraz mało co mnie cieszy...

Kurcze taki marazm mam już od chyba 5-6 lat.. długo z tym chodzę. Chciałabym coś zmienić w swoim życiu, ale tyle razy już próbowałam cokolwiek zmieniać. Nawet małymi krokami nie potrafię wytrwać, bo coś w głowie podpowiada mi, że "i tak się poddasz, więc nawet nie próbuj".. Jestem w złym stanie psychicznym od tylu lat mimo, że jestem młoda...

Może dlatego inni ludzie mnie nie obchodzą? Bo może gdyby realnie mnie obchodzili, cieszyłabym się z kontaktu z nimi.. Teraz to modlę się, żeby się ode mnie odczepili.. Ale podświadomie boję się kompromitacji, że coś powiem nie tak, zrobię..

Chciałabym być wesolutka, cieszyć się naturalnie życiem.. Niestety wiem, że mój sposób myślenia i styl życia pozostawiają wiele do życzenia.. ale nie potrafię tego zmienić. Od lat próbuję i nic. Zacznę zdrowiej jeść, cokolwiek cwiczyc, zdrowiej myśleć. Poddaję się po 1 dniu. Czuję się jak przegryw.. Cała prawda o mnie. Plotę 3 po 3 jak potłuczona.. ale jestem totalnie zdesperowana swoim życiem, tak bardzo potrzebuję jakiejś konstruktywnej porady.. pomocy, jak z tego błędnego koła wyjść.. To jakiis dramat..

45 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2019-06-07 14:51:24)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Jeżeli uważasz, że Twój styl życia nie jest za zdrowy, zmień go smile Strasznie polecam, szczególnie, wysiłek fizyczny. Regularne uprawianie sportu niesamowicie poprawia nastrój. Cokolwiek to jest: siłownia, rower, pływanie czy nawet robienie ćwiczeń do filmików z youtuba podnosi poziom endorfin odpowiadających za mega samopoczucie i energię. Mogę po sobie zauważyć, że jak mi coś tam w życiu wypadnie i nie mogę zrobić regularnego treningu, to zaraz spada mi poziom zadowolenia życia. I to wcale nie musi być dużo- nawet pół godziny dziennie czyni cuda big_smile Poza tym, jeżeli zdecydujesz się na ćwiczenie na siłowni, to możesz spotkać ludzi z którymi połączy Cię pasja, a nie tylko konieczność jakiejś gadki- szmatki, na którą nie masz żadnej ochoty.

Celem jest skupianie się na jednym dniu, a nie jakimś wielkim planie. Plan sobie zrób, jak najbardziej, z różnymi ćwiczeniami na każdy dzień, ale koncentruj się na "tu i teraz". Bardzo pomocne jest też ćwiczenie zawsze o tej samej godzinie. Wyrabiasz w ten sposób nawyk.

Polecałabym też udać się do lekarza i zrobić badania krwi, bo za Twoją apatię i zmęczenie mogą być odpowiedzialne jakieś zaburzenia hormonalne, albo niedobory.

46

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Sasanka30 napisał/a:

(...) tak bardzo potrzebuję jakiejś konstruktywnej porady.. pomocy, jak z tego błędnego koła wyjść.. To jakiis dramat..

Skoro sama nie potrafisz rozwiązać swych problemów (zmienić sposobu myślenia o sobie i innych, okazywania uczuć), zdecyduj się na psychoterapię.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

47

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Kjara napisał/a:

Wyuczyć przebywania wśród ludzi by polubić ich towarzystwo? Co masz na myśli?
Przecież to się czuje w środku - albo z kimś Ci po drodze albo nie. Jak się coś robi na siłę to i tak to sie sypnie a i dyskomfort ogromny.
Z jakimi ludźmi jest Tobie po drodze?

Problem w tym, że przy mało kim czuję się swobodnie i naturalnie.. Mam blokadę, dystans do większości ludzi. Jeśli już, to swobodniej czuję się w towarzystwie spokojnych, miłych ludzi lub w towarzystwie ludzi których lubią wszyscy (w takim sensie, że większość).

Z każdym trzeba się jakoś dogadywać, czuć w miarę naturalnie dobrze, by mieć łatwiejsze życie. Nie twierdzę , że wszyscy muszą mnie lubić, no ale kurcze wszyscy znamy ludzi - których lubią "wszyscy" wink I można smile

48

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Wielokropek napisał/a:
Sasanka30 napisał/a:

(...) tak bardzo potrzebuję jakiejś konstruktywnej porady.. pomocy, jak z tego błędnego koła wyjść.. To jakiis dramat..

Skoro sama nie potrafisz rozwiązać swych problemów (zmienić sposobu myślenia o sobie i innych, okazywania uczuć), zdecyduj się na psychoterapię.

Wszyscy mnie wysyłają na terapię... Koniec końców i tak nikt za mnie tych problemów nie rozwiąże, nawet psycholog.

49

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Sasanka30 napisał/a:
Wielokropek napisał/a:
Sasanka30 napisał/a:

(...) tak bardzo potrzebuję jakiejś konstruktywnej porady.. pomocy, jak z tego błędnego koła wyjść.. To jakiis dramat..

Skoro sama nie potrafisz rozwiązać swych problemów (zmienić sposobu myślenia o sobie i innych, okazywania uczuć), zdecyduj się na psychoterapię.

Wszyscy mnie wysyłają na terapię... Koniec końców i tak nikt za mnie tych problemów nie rozwiąże, nawet psycholog.

Ale terapeuta czy psycholog nie jest od rozwiązywania problemów za Ciebie. Oni są od przyjrzenia się Twojemu sposobowi myślenia, od zauważenia patologicznych schematów, od znalezienia sposobu na pokonanie ich i nakierowaniu Cię na nową drogę.

50

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Sasanka30 napisał/a:

Wszyscy mnie wysyłają na terapię... Koniec końców i tak nikt za mnie tych problemów nie rozwiąże, nawet psycholog.

Skoro wszyscy, to może coś w tym jest?

To oburzające, że jedyną osobą, która może zmienić swój sposób myślenia jesteś Ty. Bronisz się rękoma i nogami przed dokonaniem zmian; nie broń się. Nie musisz niczego zmieniać.

Na szczęście nie ma obowiązku bycia szczęśliwym.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

51

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Szczerze mówiąc - nie znam ludzi, których wszyscy lubią.  Wydaje mi się też niesamowicie męczące staranie się o coś takiego.


Bardzo chcesz żeby wszyscy Cię lubili ale to niemożliwe więc musisz ich przestać lubić żeby zachować resztki dobrego myślenia o sobie. Wszak ciężko ciągle źle o sobie myśleć, dlatego ich nie lubisz. Nie lubisz ludzi, bo nie wszyscy dają Ci to czego oczekujesz od nich otrzymać (zainteresowanie, uśmiech, przyjazne nastawienie itp...). Więc nie przyznajesz przed sobą tak do końca, ze zależy Ci na tym żeby wszyscy Cię lubili (choć czasem przyznajesz). Więc chcesz żeby się od Ciebie odczepili.

Masz w sobie dużo złości - kierujesz ją często wobec siebie = Twoja opinia o sobie i dbałość o jakość Twojego życia jest raczej kiepska.
Trochę magicznie myślisz, że gdybyś się dogadywała z ludźmi to by Ci było lepiej. A że nie zawsze się potrafisz z nimi dogadać to złość kierujesz w ich stronę i wtedy chcesz żeby się odczepili, bo w sumie to Ci nie zależy na nich, bo introwertyczka itp.

Zrób porządek z samą sobą. Od siebie zacznij a nie od innych. Terapia.

"Nic cenniejszego nad wątpliwość w odpowiednim czasie"
G.Marquez
"I klęska może być zwycięstwem, jeśli przyjdzie w porę"
D.Opolski

52 Ostatnio edytowany przez Excop (2019-06-07 15:55:09)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Wielokropek napisał/a:
Sasanka30 napisał/a:

Wszyscy mnie wysyłają na terapię... Koniec końców i tak nikt za mnie tych problemów nie rozwiąże, nawet psycholog.

Skoro wszyscy, to może coś w tym jest?

To oburzające, że jedyną osobą, która może zmienić swój sposób myślenia jesteś Ty. Bronisz się rękoma i nogami przed dokonaniem zmian; nie broń się. Nie musisz niczego zmieniać.

Na szczęście nie ma obowiązku bycia szczęśliwym.

Granica jest w naszej świadomości.
Jeśli zdasz sobie sprawę, że odgrywasz rolę, a na to wygląda,  granicę właśnie osiągnęłaś, Sasanko.
Natomiast, co z tym zrobisz, to już wyłącznie od Ciebie zależy. Wyłącznie od Ciebie.
Wszyscyśmy aktorami jesteśmy. Taka prawda. Niewygodna niekiedy. smile

facet po przejściach

53 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2019-06-07 18:01:02)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Excop napisał/a:

Wszyscyśmy aktorami jesteśmy. Taka prawda. Niewygodna niekiedy. smile

Oj. Takie stwierdzenia od zawsze budza mój sprzeciw. Nie dlatego, ze czasem czegos nie udaję, bo być może, ale dlatego, ze ktoś chce na mnie (bez mojej zgody) rozciągnąć swoje projekcje. Może niech każdy mowi za siebie, Excopie wink.
Poza tym, nie każdy udaje w rownym stopniu. Jedni ludzi sa bardziej szczerzy, inni mniej. Hipokryzja należy do cech stopniowalnych, moim zdaniem big_smile

54 Ostatnio edytowany przez Excop (2019-06-07 19:58:05)

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?
Benita72 napisał/a:
Excop napisał/a:

Wszyscyśmy aktorami jesteśmy. Taka prawda. Niewygodna niekiedy. smile

Oj. Takie stwierdzenia od zawsze budza mój sprzeciw. Nie dlatego, ze czasem czegos nie udaję, bo być może, ale dlatego, ze ktoś chce na mnie (bez mojej zgody) rozciągnąć swoje projekcje. Może niech każdy mowi za siebie, Excopie wink.
Poza tym, nie każdy udaje w rownym stopniu. Jedni ludzi sa bardziej szczerzy, inni mniej. Hipokryzja należy do cech stopniowalnych, moim zdaniem big_smile

Potwierdzam. W związku z tym, że bycie sobą, nie zawsze popłaca. Oprócz wolności osobistej, życie wśród innych pozostaje jednocześnie . Jedno z drugim, da się pogodzić. Zapolskiej, Dulski Felicjan, niech będzie przykładem. smile

facet po przejściach

55

Odp: Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Sama możesz sobie pomóc. Tylko Ty. A jeśli decydujesz się odrzucić proponowane tu pomysły, to jest Twoja decyzja. Nie idąc na terapię podejmujesz wybór zostania w tym, w czym jesteś.

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

Posty [ 55 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Gdzie jest granica bycia sobą a udawania tego kim się nie jest?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018