ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Witajcie,
Nie rozmawiałam jeszcze z nikim o moim problemie.
Jestem rozwiedzioną matką 10-letniego chłopca. Miałam kilka związków za sobą w międzyczasie. Wszystkie się posypały, jak mniemam ponieważ żaden nie był wystarczająco odpowiedzialny na związek z matką.
Pierwszy mnie bił, był alkoholikiem, choć wykształcony i mądry...
Drugi Nas olewał. Artysta. Nigdy go nie było. Po 3 latach ani myślał o zamieszkaniu razem.
Teraz jest trzeci... kiedy go poznałam, byłam niemal przekonana, że to tym razem powinno się udać. Jesteśmy razem od roku a ja już załamuję ręce.
Mieszkamy od kilku miesięcy i kłócimy się dzień w dzień. Powody? Pierdoły, ale rozgrywa się wszystko o mojego syna. Niby mają dobry kontakt...ale coś tu jest nie tak...
Mój partner jest uosobieniem ideału. Przystojny, wykształcony, empatyczny, skupiony na mnie i wylewny. Od 3 miesięcy jesteśmy zaręczeni. Problem polega na tym, że wszystko jest dobrze, dopóki ja nie mam jakiegoś "ale".
Podam przykład z dzisiaj rano:
Mój syn się rozchorował. Biegunka, wymioty, gorączka. Nie chcę go zostawiać ani na moment samego, mimo, że jest duzy. Różnie może być, kiedy byłam mała prawie zemdlałam w takim stanie i gdyby nie było dorosłych mogłabym sobie zrobić krzywdę.
Partner tego nie rozumie. Uważa, że powinnam jechać do sklepu i się nie przejmować.
Kiedy widzę jego brak wyobrazni w stosunku do mojego syna to mnie skręca, bo na swojego psa uważa z nadgorliwością.
Miałam jechać dziś do pracy i zostawić syna z nim, więc zmartwiłam się czy umie się zająć chorym dzieckiem. Kiedy przedstawiłam moje wątpliwości i dodała do tego, że jakiś od 2 dni jest wobec niego mało kontaktowy, bo nie wita się z nim rano, nie mówi mu dobranoc wieczorem i że się martwię...odpowiedział:

"przecież wiesz, że mam w tym tygodniu mnóstwo roboty i nie mam czasu na wiele rzeczy. wiedziałem, że ten związek jest bez sensu. wyprowadzam się po skończeniu mojego projektu w pracy. Ten związek się nigdy nie uda"
...
Grzecznie przytaknęłam i poczekałam aż wyjdzie z domu. Rozpłakałam się. Po raz kolejny. Znowu ze mną zrywa. Znowu popełniłam błąd dzieląc się z nim moimi wątpliwościami. Czuję, że już też zaczyna mi brakować sił na to wszystko.

Mój partner jest idealistą. Wszystko musi być bez zastrzeżeń. Nie rozumie, że jak są dzieci to nie zawsze tak się da. Wychował się z samotną matką i rozumie wiele spraw, ale kiedy dorastał, postanowił sobie, że założy rodzinę i w niej wszystko będzie grało. Dlatego też za każdym razem kiedy się ostrzej kłócimy, on mi zabiera pierścionek zaręczynowy, albo zrywa, wyprowadza się... raz się serio cały spakował i kiedy wróciłam z pracy zobaczyłam tylko pudła.
Szybko mu mija i już nie patrzę serio na te zrywania i obrażanie... ale to nie zmienia faktu, że cholernie mnie to boli. Jest ogólnie wspaniałym człowiekiem i muchy by nie skrzywdził z premedytacją, ale nie widzi tego jak mi jest trudno. Mój syn to dla mnie najważniejszy człowiek na świecie i już tak na zawsze pozostanie, dlatego będę zawsze się wypowiadała w jego imieniu i broniła jego dobra. Mój partner chyba nigdy tego nie zrozumie. A jeśli nie on to już nie chcę więcej się z nikim wiązać, bo to tylko oznacza, że żaden związek gdy się posiada dziecko nie jest możliwy do zrealizowania.

A może to ja jestem zbyt czepialska? Na pewno mam problem z tym, że się wszystkim zamartwiam i za dużo myślę. Szczególnie o moim synu. Im jest starszy tym bardziej się o niego martwię. Moje związki mogą go ranić i ta myśl nie daje mi spokoju. Chciałabym wychować go bez deficytów i problemów emocjonalnych, ale moje usilne próby niczego dobrego nie przynoszą. A może poświęcić się tylko macierzństwu? Tylko czy syn będzie szczęśliwy z matką, która nie ma swoich spraw poza nim, pracą, domem?

czy macie może jakieś refleksje na temat mojej sytuacji?
pozdrawiam
Lotta.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-05-14 10:36:22)

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Wydaje mi się, że chory 10-latek może zostać sam przez pół godziny-godzinę, żebyś Ty w tym czasie mogła zrobić zakupy czy skoczyć do apteki. Do łazienki sam chyba trafi żeby się załatwić i do kuchni też, żeby wziąć sobie wody.

Wydajesz mi się odrobinę przewrażliwiona, może dlatego, że syna wychowujesz sama.

Co do partnera... nie wydaje się być dobrym materiałem na towarzysza życia i potencjalnego opiekuna dla Twojego syna. Nie przepada za Twoim dzieckiem, a Ciebie też nie traktuje z szacunkiem, skoro ciagle z Tobą zrywa praktycznie bez powodu, a potem wraca.

Daj sobie czas, pobądź trochę sama. Twojej wartości nie określa fakt, że masz faceta przy sobie, tylko raczej to, ile już przeżyłaś, jaką jesteś kobietą i matką. Bez pośpiechu, ktoś to w końcu doceni i pokocha Cię właśnie za to.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

3

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Dziękuję za odpowiedź.
Paradoksalnie, mam wrażenie, że jestem bardziej wrażliwa na punkcie swojego syna odkąd jestem w związku. Oczywiście poszłam do sklepu i zostawiałam syna na chwilę. Przełamuję moje lęki i wcale nie uchodzę za nadopiekuńczą matkę. Ja z kolei miałam nadopiekuńczych rodziców i mimo, że uważam to za krzywdę to trochę brakuje mi od strony partnera tej opiekuńczości w kierunku mojego dziecka. Bo z tego co zauwazylam, on bardziej się o mnie martwi, a nie o dziecko.
Fasadowo - bo o mój ból przez to rozstawanie się już się mniej martwi.
Chciałabym dać sobie czas sama, naprawdę chciałabym. Tylko my mieszkamy razem i to by się wiązało z przeprowadzką - sama nie utrzymam wynajmu.

4

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Więc jesteś od niego zależna?

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

5

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Raczej on ode mnie wink
Po prostu wynajmujemy mieszkanie, na ktore samej nie byloby mnie stać. Musiałabym wynajac mniejsze i tansze. On by wrocil do swojej mamy, bo tylko sie dorzuca do opłat. To wynika z tego, że jest na stażu słabo płatnym.
Wyprowadzka to by było rozwiązanie, ale ja nie chcę juz fundowac mojemu synowi tylu zmian. Dopiero sie wprowdzilismy....

6 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-05-14 11:50:54)

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Nie chcesz fundować synowi tylu zmian, a chcesz mu zafundować opiekuna, który go ledwo akceptuje i nieszczęśliwą matkę...

Zastanów się i podlicz, co będzie lepsze, a co gorsze dla Twojego dziecka, ale również dla Ciebie samej.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

7

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

W moim odczuciu to twój facet jest toksyczny i zabiera tylko tobie radość życia Jest niestabilny emocjonalnie ale ty mu pozwalasz na wprowadzanie się i wyprowadzanie i jego fochy Myślę że właśnie dla dobra twojego dziecka powinnaś zakończyć tą znajomość Nie szukaj faceta na siłę bo to bez sensu Lepiej być samotnym i wieść spokojne życie niż znosić upokorzenia jakiegoś faceta który chce cię od siebie uzależnić

8

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Autorko, twój facet jest osobą, która lubi, by wszystko i wszyscy tańczyli, jak on zagra. Mieszkał sam z matką i tam pewnie nauczył się, że zawsze ktoś musi być kierownikiem. Jeśli w jego domu rodzinnym kierownikiem była matką , to on znane mi wzorce postępowania przenosi na wasz dom i w waszym związku jest po prostu swoją matką. Jeśli natomiast on rządził w domu rodzinnym, to chce, żeby tak było dalej i w waszym stadku.
Wy dopiero zaczynacie wspólne życie i nie macie jeszcze wypracowanych swoich pozycji wobec siebie i ról.
Wygląda na to, że w dość przykry sposób docueracue się po prostu i jeśli ty zrezygnujesz z marzeń o partnerskim związku i całkowicie mu się poddasz, wtedy być może on będzie zadowolony, bo będzie miał władzę nad matką i twoim synem.
Te jego zrywania, straszenie cię odejściem od ciebie są zwykłym szantazowaniem ciebie, żebyś wreszcie nauczyła się z nim rozmawiać, by nie działać mu na nerwy. Czyli czeka cię całkowite podporządkowanie w każdych kwestiach waszego życia.
On do kobiety z dzieckiem absolutnie się nie nadaje. Nie wiadomo czy za jakiś czas on znienawidzi twojego chłopca, bo znając ciebie on wie doskonale, że syn jest i będzie dla ciebie najważniejszy.

9

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Znam to jak przy każdej kłótni o byle pierdołę on pakuje walizki i mówi że to koniec i że się wyprowadza. To po pierwsze jest dziecinne a po drugie to jest szantaż żebyś zrobiła tak jak on chce. I tak jak ci inni piszą - w każdej dziedzinie tak będzie. Jak człowiek chce to się psiego ogona przyczepi i może szantażować o wszystko. Dorośli zdrowi ludzie nie wpadają w histerię i nie pakują walizy przy każdym nieporozumieniu tylko siadają i kulturalnie rozwiązują problem przez rozmowę. I dają sobie spokój z szantażami, manipulacjami, odwracaniem kota ogonem i innymi takimi zagrywkami. Uważaj na niego. Może usiądźcie i powiedz mu żeby spokojnie ci powiedział jak się czuje i co potrzebuje w tym konkretnym momencie kiedy już widzisz że znowu się zaczyna pakować. Ale jeżeli to dłużej potrwa to zwariujesz, przecież nie wiesz kiedy na prawdę się wyprowadzi...ciężko żyć w takiej niepewności. Myślę, że twojemu synowi też.

10 Ostatnio edytowany przez SaraS (2019-05-19 08:55:03)

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Zagrywki z wyprowadzaniem się, zrywaniem i obrażaniem - dziecinne i żałosne. Jeśli on tak reaguje na większość problemów, słabo to widzę.

Z drugiej strony wydaje mi się, że do pewnego stopnia można go zrozumieć (nie to, co robi, ale - dlaczego to robi). Piszesz, że Twoje dziecko jest dla Ciebie najważniejsze, sprawiasz wrażenie osoby nieco nadopiekuńczej (dziesięciolatek z biegunką, który nie może zostać na chwilę sam?), do tego chciałabyś, żeby partner okazywał więcej troski względem Twojego syna; stwierdziłaś, że on się bardziej martwi o Ciebie niż o niego.
Rozumiem, że chciałabyś idealnej rodziny, w której partner kocha i troszczy się o Twoje dziecko tak samo, jak Ty. Z drugiej strony - w związkach, gdzie żadna ze stron dzieci nie ma - naturalnym jest, że to partnerzy stają się dla siebie najważniejszymi osobami. Zgaduję, że dla Twojego partnera to nie jest najwygodniejsza na początku sytuacja - bo raczej nikt, wyobrażając sobie potencjalny związek, nie myśli "poznam miłą panią z dzieckiem, które będzie dla niej ważniejsze ode mnie, i ja o to dziecko przede wszystkim będę się troszczył" - a tu nie dość, że musi się z tym oswoić (co innego nie mieć nic przeciwko "na sucho", w rozmowie, a co innego - przekonywać się, jak to wygląda w praktyce), to jeszcze Ty życzysz sobie/wymagasz/chcesz, żeby on przejawiał więcej, powiedzmy, ojcowskich zachowań. Choćby z tą troską: musi się pogodzić, że Ty będziesz się bardziej troszczyła o dziecko niż o niego, podczas gdy u niego Ty będziesz na pierwszym miejscu... a Ty, zamiast już w tej kwestii zauważyć, że to nie jest dla partnera idealna sytuacja, chciałabyś jeszcze więcej, chciałabyś, żeby i on większą uwagę przykładał do Twojego dziecka. Przecież wy mieszkacie razem dopiero od paru miesięcy. To trochę krótko, żeby oczekiwać większej zażyłości na linii partner - dziecko. On nie miał jeszcze czasu, żeby się przywiązać i zacząć przejmować (a obawiam się, że takie próby narzucania mu tego, tylko pogarszają sytuację). Ot, generalnie brakuje mi tutaj zrozumienia z Twojej strony względem sytuacji, w której znalazł się partner, i jego emocji.

11

Odp: ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Cyngli zapytała, czy jesteś zależna od niego finansowo:

Koko88 napisał/a:

Raczej on ode mnie wink
Po prostu wynajmujemy mieszkanie, na ktore samej nie byloby mnie stać. Musiałabym wynajac mniejsze i tansze. On by wrocil do swojej mamy, bo tylko sie dorzuca do opłat. To wynika z tego, że jest na stażu słabo płatnym.
..

To znaczy, że częściowo go dofinansowujesz. Czy tylko w opłatach? A jaki ma współudział finansowy w prowadzeniu gospodarstwa domowego?
Może stąd jego powroty, bo rozstanie z tobą, po prostu mu się  nie kalkuluje.

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » ciągłe kłótnie - czy ten związek ma jakieś szanse?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018