Opuszczona przez wszystkich - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Opuszczona przez wszystkich

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 ]

Temat: Opuszczona przez wszystkich

Cześć,

Czuję się kompletnie opuszczona przez całe moje otoczenie. Tydzień temu straciłam pracę, nie ma sensu rozpisywać się o tej sytuacji - prawda jest taka, że szefowa potrzebowała wolnego wakatu, żeby umieścić w firmie swoją przyjaciółkę z poprzedniej firmy no i padło na mnie, jako na najmłodszą. Prawdę mówiąc, miałam już plany odejścia, więc nie żałuję ani trochę tej pracy i tego miejsca. Ale sposób, w jaki mnie potraktowano - niesłuszne zarzuty, plotki, chamstwo najwyższej próby - podłamały mnie strasznie.

Wiele osób z firmy do mnie pisało z bardzo przyjaznymi słowami - że nie rozumieją, że świetnie im się ze mną współpracowało, że mogę ich zawsze prosić o referencje itp. Byłam umówiona na ten tydzień na piwo z koleżankami z zespołu, ale wszystko się rozmyło, bo "brak czasu", bo "mąż, dziecko" itp. Sprawa przełożona, zobaczymy.

Ale ostatnio nie tylko utrata pracy na mnie spadła. Zerwałam kontakt z moją najlepszą przyjaciółką, znałyśmy się od 6 lat i byłyśmy zawsze bardzo, bardzo blisko. We wrześniu zmarła jej babcia, wcześniej długo chorowała i zawsze byłam pod telefonem - nieważne czy dzień czy noc, zawsze M. mogła na mnie liczyć. Pomagałam jej w najtrudniejszych chwilach - robiłam zakupy, rozmawiałam, wyciągałam ją z domu, żeby odgonić ponure myśli. No i jakoś się udało, zaczęła się miewać lepiej i... nagły brak kontaktu z jej strony. Postanowiłam zrobić eksperyment - do tej pory zawsze ja wychodziłam z kontaktem, więc pomyślałam że zaczekam, aż ona się odezwie, po jakim czasie to nastąpi. Minął MIESIĄC bez słowa. I znów odezwałam się jako pierwsza, tym razem kiedy mój Dziadek nagle zmarł. Był starszą osobą, rodzina była w pewnym sensie przygotowana na Jego odejście, ale to zawsze straszny cios i odejście bliskiej osoby. Wtedy tak bardzo mi zabrakło tej przyjaciółki... I przypomniałam sobie wtedy o tym, jakie wsparcie ona otrzymywała ode mnie, kiedy jej babcia przez pół roku odchodziła. I odezwałam się do niej sama z zapytaniem, o co chodzi i dlaczego ten kontakt tak się urwał. To wyleciała do mnie "z buzią" że minął miesiąc i ona mi może zadać to samo pytanie. Powiedziałam jej wtedy, co się stało. Nie stać ją było nawet na słowa "przykro mi" czy cokolwiek w tym stylu. Po prostu koniec rozmowy. Poczułam się wykorzystana, jak śmieć po tylu latach "przyjaźni", chociaż trudno chyba to tak nazwać w tym świetle. Więc powiedziałam, że nie chcę jej znać i od tamtej pory to był koniec. Nie mogę powiedzieć, że tego żałuję. Ale niesmak pozostał.

Ona była druhną na moim ślubie jeszcze na początku września, od tamtej pory jakby się nadąsała, moje pytania zbywała milczeniem. Nie wiem, może w grę wchodzi jakaś zazdrość?

Mam jeszcze drugą przyjaciółkę, z którą byłam w stałym kontakcie zawsze, może nie tak intensywnie, jak z M. ale jednak zawsze spotykałyśmy się od czasu do czasu. Ale ostatnio to też ja dopytywałam o spotkania. A kiedy powiedziałam jej o utracie pracy, dostałam lakoniczną odpowiedź że jej przykro i od tamtej pory też milczenie. Zero jakiegoś zaproszenia na kawę, czy nawet dobrego słowa pociechy. To było już jakiś czas temu i zero kontaktu z jej strony.

Ja rozumiem, że każdy ma swoje życie, swoją prace i własne problemy, ale ja zawsze byłam dla wszystkich, kiedy coś się działo. Dlatego teraz tak strasznie mi przykro, że nie mogę liczyć na wsparcie osób, o których myślałam, że są mi bliskie.

Mam kochającego męża i to jest moja podpora. Ale nie zastąpi mi przyjaźni.

Czy naprawdę w życiu możemy liczyć tylko na siebie? Chyba dochodzę do takiego wniosku. Jeśli jest wszystko ok, to masz wokół siebie wielu ludzi. A w drugą stronę - radź sobie sam. Ponure wnioski.

Z jednej strony dochodzą mnie kolejne "rewelacje" z byłej pracy - że szefowa non stop szczuje na mnie ludzi, kopie leżącego można powiedzieć. Nie miała żadnych formalnych powodów do zwolnienia mnie, więc na wszelki wypadek rozpuszcza nieprawdziwe plotki. Ludzie mi radzą iść do sądu pracy, ale to nie na moje nerwy i wiem, że mnie to po prostu psychicznie wykończy. Muszę znaleźć sposób, żeby się od tego odciąć i zapomnieć a po drodze nie zgubić poczucia własnej wartości. Ale dołuje mnie też ten brak kontaktu z "przyjaciółkami", urywające się kontakty z ludźmi z pracy. Czuję się samotna i przegrana.

Nie mam ochoty wstawać z łóżka, nic nie jem. Za to alkohol coraz bardziej mi smakuje. Muszę się wziąć w garść. Liczę na Wasze wsparcie, Kochani. Czy mieliście już tak w życiu? Co w takiej sytuacji zrobić?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Opuszczona przez wszystkich
duszaczłowiek napisał/a:

Cześć,

Czuję się kompletnie opuszczona przez całe moje otoczenie. Tydzień temu straciłam pracę, nie ma sensu rozpisywać się o tej sytuacji - prawda jest taka, że szefowa potrzebowała wolnego wakatu, żeby umieścić w firmie swoją przyjaciółkę z poprzedniej firmy no i padło na mnie, jako na najmłodszą. Prawdę mówiąc, miałam już plany odejścia, więc nie żałuję ani trochę tej pracy i tego miejsca. Ale sposób, w jaki mnie potraktowano - niesłuszne zarzuty, plotki, chamstwo najwyższej próby - podłamały mnie strasznie.

Wiele osób z firmy do mnie pisało z bardzo przyjaznymi słowami - że nie rozumieją, że świetnie im się ze mną współpracowało, że mogę ich zawsze prosić o referencje itp. Byłam umówiona na ten tydzień na piwo z koleżankami z zespołu, ale wszystko się rozmyło, bo "brak czasu", bo "mąż, dziecko" itp. Sprawa przełożona, zobaczymy.

Ale ostatnio nie tylko utrata pracy na mnie spadła. Zerwałam kontakt z moją najlepszą przyjaciółką, znałyśmy się od 6 lat i byłyśmy zawsze bardzo, bardzo blisko. We wrześniu zmarła jej babcia, wcześniej długo chorowała i zawsze byłam pod telefonem - nieważne czy dzień czy noc, zawsze M. mogła na mnie liczyć. Pomagałam jej w najtrudniejszych chwilach - robiłam zakupy, rozmawiałam, wyciągałam ją z domu, żeby odgonić ponure myśli. No i jakoś się udało, zaczęła się miewać lepiej i... nagły brak kontaktu z jej strony. Postanowiłam zrobić eksperyment - do tej pory zawsze ja wychodziłam z kontaktem, więc pomyślałam że zaczekam, aż ona się odezwie, po jakim czasie to nastąpi. Minął MIESIĄC bez słowa. I znów odezwałam się jako pierwsza, tym razem kiedy mój Dziadek nagle zmarł. Był starszą osobą, rodzina była w pewnym sensie przygotowana na Jego odejście, ale to zawsze straszny cios i odejście bliskiej osoby. Wtedy tak bardzo mi zabrakło tej przyjaciółki... I przypomniałam sobie wtedy o tym, jakie wsparcie ona otrzymywała ode mnie, kiedy jej babcia przez pół roku odchodziła. I odezwałam się do niej sama z zapytaniem, o co chodzi i dlaczego ten kontakt tak się urwał. To wyleciała do mnie "z buzią" że minął miesiąc i ona mi może zadać to samo pytanie. Powiedziałam jej wtedy, co się stało. Nie stać ją było nawet na słowa "przykro mi" czy cokolwiek w tym stylu. Po prostu koniec rozmowy. Poczułam się wykorzystana, jak śmieć po tylu latach "przyjaźni", chociaż trudno chyba to tak nazwać w tym świetle. Więc powiedziałam, że nie chcę jej znać i od tamtej pory to był koniec. Nie mogę powiedzieć, że tego żałuję. Ale niesmak pozostał.

Ona była druhną na moim ślubie jeszcze na początku września, od tamtej pory jakby się nadąsała, moje pytania zbywała milczeniem. Nie wiem, może w grę wchodzi jakaś zazdrość?

Mam jeszcze drugą przyjaciółkę, z którą byłam w stałym kontakcie zawsze, może nie tak intensywnie, jak z M. ale jednak zawsze spotykałyśmy się od czasu do czasu. Ale ostatnio to też ja dopytywałam o spotkania. A kiedy powiedziałam jej o utracie pracy, dostałam lakoniczną odpowiedź że jej przykro i od tamtej pory też milczenie. Zero jakiegoś zaproszenia na kawę, czy nawet dobrego słowa pociechy. To było już jakiś czas temu i zero kontaktu z jej strony.

Ja rozumiem, że każdy ma swoje życie, swoją prace i własne problemy, ale ja zawsze byłam dla wszystkich, kiedy coś się działo. Dlatego teraz tak strasznie mi przykro, że nie mogę liczyć na wsparcie osób, o których myślałam, że są mi bliskie.

Mam kochającego męża i to jest moja podpora. Ale nie zastąpi mi przyjaźni.

Czy naprawdę w życiu możemy liczyć tylko na siebie? Chyba dochodzę do takiego wniosku. Jeśli jest wszystko ok, to masz wokół siebie wielu ludzi. A w drugą stronę - radź sobie sam. Ponure wnioski.

Z jednej strony dochodzą mnie kolejne "rewelacje" z byłej pracy - że szefowa non stop szczuje na mnie ludzi, kopie leżącego można powiedzieć. Nie miała żadnych formalnych powodów do zwolnienia mnie, więc na wszelki wypadek rozpuszcza nieprawdziwe plotki. Ludzie mi radzą iść do sądu pracy, ale to nie na moje nerwy i wiem, że mnie to po prostu psychicznie wykończy. Muszę znaleźć sposób, żeby się od tego odciąć i zapomnieć a po drodze nie zgubić poczucia własnej wartości. Ale dołuje mnie też ten brak kontaktu z "przyjaciółkami", urywające się kontakty z ludźmi z pracy. Czuję się samotna i przegrana.

Nie mam ochoty wstawać z łóżka, nic nie jem. Za to alkohol coraz bardziej mi smakuje. Muszę się wziąć w garść. Liczę na Wasze wsparcie, Kochani. Czy mieliście już tak w życiu? Co w takiej sytuacji zrobić?

Jak widać to nie były prawdziwe przyjaciółki tylko jedynie znajome czy koleżanki.
Może w nowej pracy trafisz na lepszych ludzi.
Masz męża, z nim się możesz jeszcze bardziej zaprzyjaźnić.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

Posty [ 2 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Opuszczona przez wszystkich

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018