Rozważam(y) rozwód... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozważam(y) rozwód...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

Temat: Rozważam(y) rozwód...

Cześć 1
Jesteśmy 8 lat po ślubie, mamy 2 dzieci (4 i 6 lat). Od przynajmniej dwóch lat wszystko się sypie, nie umiemy się dogadać... Nasz długoletni związek (jesteśmy parą od 2001 roku, z jedną poważną przerwą) zawsze był burzliwy. Oboje mamy trudne charaktery, ja jestem romantyczką - dla niego mówienie ‚kocham cię’ to bzdura (cytat: naoglądałaś się seriali...). Mimo to wyszłam za niego, bo go zwyczajnie kochałam. Dziś uświadomiłam sobie, że zrobiłam to również dlatego, że był jedynym facetem, jakiego kiedykolwiek miałam, mój jedyny związek... i kiedy równo 10 lat temu, z dnia na dzień zostawił mnie dla innej, bo coś mu odbiło, wszyscy próbowali mnie otrzeźwić mówiąc - zapomnij o nim, on nie jest ciebie wart, skrzywdził cię..., ja szalałam z rozpaczy i postawiłam na swoim - walczyłam o niego jak nigdy i osiągnęłam swój cel - wrócił do mnie, 2 lata później wzięliśmy ślub. Niestety z czasem zaczęło się psuć, przestaliśmy się dogadywać, w łóżku też zawsze było tak sobie... aż w końcu złapałam się na tym, że zwyczajnie go nie kocham. Brak jakiejkolwiek bliskości od kilku miesięcy, ostatni seks (bo bardzo nalegał) - ze łzami w oczach i zaciśniętymi zębami... Nie chcę, żeby mnie dotykał, całował, bywa, że wyprowadza się do innego pokoju i tam śpi...
Cześć 2
2,5 roku temu, kiedy w moim małżeństwie już się źle działo, odnowiłam znajomość z dawnym znajomym. Kontakt wyłącznie przez internet, bo on jest bardzo daleko. Oczywiście znajomość szybko przerodziła się w zażyłą przyjaźń, aż w końcu zaczęłam o nim marzyć... i na odwrót. Zna moją sytuację, wiele razy skarżyłam mu się na swoje problemy, a on cierpliwie starał się doradzić, nigdy nie powiedział wprost - odejdź od niego. Ale cały czas gdzieś tam podświadomie wiem, że on czekał i liczył na to po cichu, że będę wreszcie sama... Kilka miesięcy temu poskarżyłam mu się, że mąż kazał mi się wyprowadzić (po kolejnej kłótni). Ostatecznie stanęło na tym, że zostałam, bo się jakoś dogadaliśmy... jednak znajomemu więcej nie wspominałam o tej sprawie i on cały czas myślał, że jestem sama... Gdy go niedawno uświadomiłam, że jednak jestem dalej z mężem, był wyraźnie zaskoczony i zbity z tropu... Zmienił się, stał się z dnia na dzień jakiś taki obojętny, aż w końcu kilka dni później dowiedziałam się, że kogoś poznał, że ma dziewczynę...
Serce mi pękło, załamałam się już całkowicie - z jednej strony małżeństwo, które wisi na włosku i nie wiem, co zrobić, z drugiej - człowiek, z którym już zaczęłam wyobrażać sobie wspólne życie... po dwóch tygodniach traumy i ciągłego płaczu postanowiłam się odizolować i zerwać z nim kontakt, przynajmniej na razie. Próbuję poukładać sobie w głowie, ale tęsknię za nim potwornie. Nie mogę znieść myśli, że jest z kimś innym, z kolei mąż jest mi niestety obojętny... Czuję się z tym okropnie, ale nie potrafię się przemóc, nie potrafię się zmusić do uczucia, próbowałam wiele razy... Do tej pory obwiniałam po części znajomego, bo w końcu to on skutecznie zawrócił mi w głowie... ale teraz, gdy się nie kontaktujemy, okazało się, że to niczego nie zmienia - brak uczucia w moim małżeństwie... Czy jest sens ciągnąć coś takiego? Rozwód mnie przeraża... mąż przyznał się, że też myślał o tym, ale chce jeszcze próbować, twierdzi, że mnie kocha... niestety ja jego od dawna już nie... Co robić...?

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez balin (2018-10-21 18:04:10)

Odp: Rozważam(y) rozwód...

Z Twojego postu wynika, że historia kołem się toczy. Wcześniej gdy mąż zostawił Cię dla innej szalałaś, żeby był z Tobą. Teraz gdy ten koleś z netu związał się z inną dziewczyną, też robisz to samo. Mam nadzieję, że dostrzegasz automacik. smile Ty kochasz romantyczną i przede wszystkim to słomiany ogień, który w rzeczywistości ulatuje i pęka tak szybko jak bańka mydlana.

Nie czynię dobra którego chce, ale czynię to zło, którego nie chcę.

3

Odp: Rozważam(y) rozwód...

Odejdź od męża, pobądź trochę sama.
Gwarantuję, że nie zatęsknisz ani za mężem, ani za tym drugim.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa
Reklama

4

Odp: Rozważam(y) rozwód...
balin napisał/a:

Z Twojego postu wynika, że historia kołem się toczy. Wcześniej gdy mąż zostawił Cię dla innej szalałaś, żeby był z Tobą. Teraz gdy ten koleś z netu związał się z inną dziewczyną, też robisz to samo. Mam nadzieję, że dostrzegasz automacik. smile Ty kochasz romantyczną i przede wszystkim to słomiany ogień, który w rzeczywistości ulatuje i pęka tak szybko jak bańka mydlana.

No nie do końca... Dlatego właśnie zerwałam z nim kontakt, żeby się odizolować, żeby „przypadkiem” nie pisać do niego, jaka to jestem rozżalona... On ma prawo być szczęśliwy i nic mi do tego... Boli mnie tylko sposób, w jaki to zrobił. Chwilę wcześniej byliśmy naprawdę blisko, aż tu nagle bach! mam dziewczynę - tak jakby cała nasza ponad 2 letnia relacja nic dla niego nie znaczyła... Wygarnęłam mu to wszystko, jak paskudnie się czuję itd - wkurzył się i nazwał mnie cyniczną, że przecież sama mam męża i jakim prawem w ogóle prawię mu morały... W sumie ma rację, z tym że on od początku znał moją sutyację, wiedział o mężu, a mimo to nie przeszkodziło mu to, żeby wchodzić ze mną w taką dziwną relację. A teraz kiedy sam kogoś ma, nagle traktuje mnie jak powietrze...

5

Odp: Rozważam(y) rozwód...

Bo najbardziej boli jak inni traktują nas tak jak my ich hehehehe

Reklama

6

Odp: Rozważam(y) rozwód...
nostromo20 napisał/a:
balin napisał/a:

Z Twojego postu wynika, że historia kołem się toczy. Wcześniej gdy mąż zostawił Cię dla innej szalałaś, żeby był z Tobą. Teraz gdy ten koleś z netu związał się z inną dziewczyną, też robisz to samo. Mam nadzieję, że dostrzegasz automacik. smile Ty kochasz romantyczną i przede wszystkim to słomiany ogień, który w rzeczywistości ulatuje i pęka tak szybko jak bańka mydlana.

No nie do końca... Dlatego właśnie zerwałam z nim kontakt, żeby się odizolować, żeby „przypadkiem” nie pisać do niego, jaka to jestem rozżalona... On ma prawo być szczęśliwy i nic mi do tego... Boli mnie tylko sposób, w jaki to zrobił. Chwilę wcześniej byliśmy naprawdę blisko, aż tu nagle bach! mam dziewczynę - tak jakby cała nasza ponad 2 letnia relacja nic dla niego nie znaczyła... Wygarnęłam mu to wszystko, jak paskudnie się czuję itd - wkurzył się i nazwał mnie cyniczną, że przecież sama mam męża i jakim prawem w ogóle prawię mu morały... W sumie ma rację, z tym że on od początku znał moją sutyację, wiedział o mężu, a mimo to nie przeszkodziło mu to, żeby wchodzić ze mną w taką dziwną relację. A teraz kiedy sam kogoś ma, nagle traktuje mnie jak powietrze...

Nie ma co zrzucać odpowiedzialności za Twój obecny stan emocjonalny na kochanka, bo bez Twojej zgody, nie tokowałby, nieprawdaż?
Nie kochasz męża, który zranił Cię jakiś czas temu.
Tyle, że nie ten fakt jest powodem rozterek, bo od dwóch lat masz go z tyłu i to dość głęboko.
Pytanie podstawowe: obawiasz się samotności, gdy się rozwiedziesz, czy przeżywasz raczej porażkę z tym drugim i to przede wszystkim (przy całej serii półprawd wzajemnie serwowanych), miłość własna, każe Ci zastanowić się, czy rozwód to dobra decyzja?
Zwłaszcza, że mąż chce o Ciebie walczyć ponoć?

facet po przejściach

7

Odp: Rozważam(y) rozwód...

Autorko, przecież to tylko zwykła wirtualna znajomość, nie masz tak na prawdę zielonego pojęcia jaki ten Twój obiekt westchnień jest. Sama zresztą napisałaś, że wyobraziłaś sobie coś tam coś tam, więc pozostaje spojrzeć prawdzie w oczy i uznać to za chwilę słabości.
Natomiast Twoje małżeńskie problemy to zupełnie inna bajka. Będący w odstawce ślubny prędzej czy później sobie kogoś na boku znajdzie.

Odp: Rozważam(y) rozwód...

Szukasz bezpiecznej przystani w razie odejścia od męża. Wkurza Cię, że ten drugi Cię wystawił, więc znając życie, odłożysz decyzję o rozstaniu, aż znów pojawi się ktoś, pod którego skrzydła się wślizgniesz, kiedy  zdecydujesz się na rozwód. A to nie tędy droga.

Piszesz, że przyjaciel znał Twoją sytuację, ale ani razu nie powiedział Ci byś wzięła rozwód. Bierzesz to za takt, uważasz, że on nie mógłby powiedzieć Ci wprost co powinnaś zrobić i tu się mylisz. Facet, który kocha i chce być z kobietą zrobi wszystko, by z nią być. Wiedział, że jesteś nieszczęśliwa, że w Twoim małżeństwie są kłótnie, ale nie wyciągnął do Ciebie ręki. Wiesz dlaczego? bo nie miał związanych z Tobą planów, i nie chciał brać odpowiedzialności za Twoje decyzje. Gdyby Cię kochał, powiedziałby byś odeszła od męża ze wszystkimi tego konsekwencjami, a on zapewni Ci schronienie.

Jesteś rozżalona, nieszczęśliwa i zła. Uważam, że powinnaś podjąć decyzję dot. małżeństwa. Skoro nie kochasz męża, odejdź i zacznij swoje życie od nowa. Nie wpadaj z jednego związku w drugi, bo gwarantuje Ci, że nic dobrego z tego nie wyjdzie.

"Kobieta jest organizmem ultradoskonałym. Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach. Przetrwa wszystko. " - K. Nosowska

9

Odp: Rozważam(y) rozwód...

Porozmawiaj z nim.
Powiedz mu to samo, co napisałaś tu na forum.
Tak szczerze, do bólu. To, że go nie kochasz, a przede wszystkim porozmawiajcie o seksie, a raczej jego braku. Z czego to wynika.
Bądź łagodna.

10

Odp: Rozważam(y) rozwód...

Ja nie widzę, żeby tu było co ratować. Myślę, że powinnaś zostać sama i poukładać sobie wszystko w głowie. Na razie się tylko miotasz i widać, że nie wiesz, czego tak naprawdę chcesz.

11

Odp: Rozważam(y) rozwód...
Excop napisał/a:

Pytanie podstawowe: obawiasz się samotności, gdy się rozwiedziesz, czy przeżywasz raczej porażkę z tym drugim i to przede wszystkim (przy całej serii półprawd wzajemnie serwowanych), miłość własna, każe Ci zastanowić się, czy rozwód to dobra decyzja?
Zwłaszcza, że mąż chce o Ciebie walczyć ponoć?

Obawiam się wszystkiego. Boję się rozbijać własną rodzinę. Boję się o nasze dzieci, co z nimi będzie, o to, jaki to będzie miało na nie wpływ w przyszłości. Boję się zostać sama - wcale nie zakładam, że „z tamtym” mi się ułoży, chociaż bardzo bym chciała. Boję się - chociaż to akurat powinno mieć najmniejszy wpływ ma moją decyzję - reakcji otoczenia, naszych rodzin... Mieszkamy na wsi, w malutkim społeczeństwie, tutaj życie rządzi się innymi prawami, tutaj każdy Cię ocenia...

12

Odp: Rozważam(y) rozwód...
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Piszesz, że przyjaciel znał Twoją sytuację, ale ani razu nie powiedział Ci byś wzięła rozwód. Bierzesz to za takt, uważasz, że on nie mógłby powiedzieć Ci wprost co powinnaś zrobić i tu się mylisz. Facet, który kocha i chce być z kobietą zrobi wszystko, by z nią być. Wiedział, że jesteś nieszczęśliwa, że w Twoim małżeństwie są kłótnie, ale nie wyciągnął do Ciebie ręki. Wiesz dlaczego? bo nie miał związanych z Tobą planów, i nie chciał brać odpowiedzialności za Twoje decyzje. Gdyby Cię kochał, powiedziałby byś odeszła od męża ze wszystkimi tego konsekwencjami, a on zapewni Ci schronienie.

A to źle, że nie powiedział wprost „rozwiedź się „?  Bo ja do tej pory właśnie myślałam, że to dobrze o nim świadczy. Ja sama też nie chciałabym, żeby ktoś obwiniał mnie za rozpad swojego związku. I gdybym faktycznie się rozwiodła - on nie chce, żeby go za to obwiniać.
Co do wyciągania ręki - zawsze mogłam na niego liczyć. Tysiące razy cierpliwie wysłuchiwał mojego biadolenia, jaka to jestem nieszczęśliwa, mimo że dobrze wiem, że miał dość (każdy by miał...) - nigdy nie powiedział „ weź już skończ, bo nie mogę słuchać...” Wręcz przeciwnie - za każdym razem starał się pomóc, doradzić, pytał „co mogę zrobić? Jak ci pomóc” itd. Odnośnie rozwodu, odejścia od męża jedyne, na co się zdecydował, to „ zrób coś z tym, ja bym tak nie mógł żyć...” powiedział tak kilka razy, aż w końcu przestał, bo chyba zorientował się, ze to i tak nic nie da, bo ja zwyczajnie nie mam odwagi. Chyba doszedł do wniosku, że nie warto czekać i liczyć na cud - no i odpuścił i znalazł sobie inną... Tak ja to sobie tłumaczę.

13

Odp: Rozważam(y) rozwód...

Hm, jak na mój gust powinnas się trochę "ogarnąć", bo żyjesz mrzonkami, i sama nie wiesz, czego chcesz. Troche tym dzieciom Twoim wspolczuję.

Odpowiadam za to, co piszę, nie za to, co komuś sie wydaje.
Odp: Rozważam(y) rozwód...
nostromo20 napisał/a:

A to źle, że nie powiedział wprost „rozwiedź się „?  Bo ja do tej pory właśnie myślałam, że to dobrze o nim świadczy. Ja sama też nie chciałabym, żeby ktoś obwiniał mnie za rozpad swojego związku. I gdybym faktycznie się rozwiodła - on nie chce, żeby go za to obwiniać. .

Czyli, jeśli odeszłabyś od męża do niego, on nie byłby niczemu winny, tak? Bo nie powiedział byś się rozwiodła, tylko otworzył Ci drzwi?
No to jest wygodnictwo.  Podejście, "ja jestem w porządku, ja Ci niczego nie kazałem" faktycznie dobrze o nim świadczy.

nostromo20 napisał/a:

Co do wyciągania ręki - zawsze mogłam na niego liczyć. Tysiące razy cierpliwie wysłuchiwał mojego biadolenia, jaka to jestem nieszczęśliwa, mimo że dobrze wiem, że miał dość (każdy by miał...) - nigdy nie powiedział „ weź już skończ, bo nie mogę słuchać...” Wręcz przeciwnie - za każdym razem starał się pomóc, doradzić, pytał „co mogę zrobić? Jak ci pomóc” itd. Odnośnie rozwodu, odejścia od męża jedyne, na co się zdecydował, to „ zrób coś z tym, ja bym tak nie mógł żyć...” powiedział tak kilka razy, aż w końcu przestał, bo chyba zorientował się, ze to i tak nic nie da, bo ja zwyczajnie nie mam odwagi. Chyba doszedł do wniosku, że nie warto czekać i liczyć na cud - no i odpuścił i znalazł sobie inną... Tak ja to sobie tłumaczę.

Słuchał czy czytał? Bo może Tobie się wydaje, że "tysiące razy wysłuchiwał", ale myślami był zupełnie gdzieś indziej?
Oczywiście, że się zorientował,  że nie masz odwagi i to jest prawda. Masz odwagę zdradzać męża emocjonalnie, uklepywać sobie grunt i bezpieczne legowisko, ale nie masz odwagi powiedzieć mężowi prosto w oczy, że go nie kochasz. To jest trudne, zgadza się, ale nie jest chyba trudniejsze od życia z człowiekiem, którego nie darzy się uczuciem i się go okłamuje.

Nostromo, daj mu spokój, znalazł sobie realną dziewczynę, która nie ma problemów, bez zawirowań i męża. Niech układa swoje życie tak jak chce. Ty zajmij się sobą. Co chcesz zrobić, jak żyć, jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość?

"Kobieta jest organizmem ultradoskonałym. Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach. Przetrwa wszystko. " - K. Nosowska
Odp: Rozważam(y) rozwód...
nostromo20 napisał/a:

Cześć 1
Jesteśmy 8 lat po ślubie, mamy 2 dzieci (4 i 6 lat). Od przynajmniej dwóch lat wszystko się sypie, nie umiemy się dogadać... Nasz długoletni związek (jesteśmy parą od 2001 roku, z jedną poważną przerwą) zawsze był burzliwy. Oboje mamy trudne charaktery, ja jestem romantyczką - dla niego mówienie ‚kocham cię’ to bzdura (cytat: naoglądałaś się seriali...). Mimo to wyszłam za niego, bo go zwyczajnie kochałam. Dziś uświadomiłam sobie, że zrobiłam to również dlatego, że był jedynym facetem, jakiego kiedykolwiek miałam, mój jedyny związek... i kiedy równo 10 lat temu, z dnia na dzień zostawił mnie dla innej, bo coś mu odbiło, wszyscy próbowali mnie otrzeźwić mówiąc - zapomnij o nim, on nie jest ciebie wart, skrzywdził cię..., ja szalałam z rozpaczy i postawiłam na swoim - walczyłam o niego jak nigdy i osiągnęłam swój cel - wrócił do mnie, 2 lata później wzięliśmy ślub. Niestety z czasem zaczęło się psuć, przestaliśmy się dogadywać, w łóżku też zawsze było tak sobie... aż w końcu złapałam się na tym, że zwyczajnie go nie kocham. Brak jakiejkolwiek bliskości od kilku miesięcy, ostatni seks (bo bardzo nalegał) - ze łzami w oczach i zaciśniętymi zębami... Nie chcę, żeby mnie dotykał, całował, bywa, że wyprowadza się do innego pokoju i tam śpi...
Cześć 2
2,5 roku temu, kiedy w moim małżeństwie już się źle działo, odnowiłam znajomość z dawnym znajomym. Kontakt wyłącznie przez internet, bo on jest bardzo daleko. Oczywiście znajomość szybko przerodziła się w zażyłą przyjaźń, aż w końcu zaczęłam o nim marzyć... i na odwrót. Zna moją sytuację, wiele razy skarżyłam mu się na swoje problemy, a on cierpliwie starał się doradzić, nigdy nie powiedział wprost - odejdź od niego. Ale cały czas gdzieś tam podświadomie wiem, że on czekał i liczył na to po cichu, że będę wreszcie sama... Kilka miesięcy temu poskarżyłam mu się, że mąż kazał mi się wyprowadzić (po kolejnej kłótni). Ostatecznie stanęło na tym, że zostałam, bo się jakoś dogadaliśmy... jednak znajomemu więcej nie wspominałam o tej sprawie i on cały czas myślał, że jestem sama... Gdy go niedawno uświadomiłam, że jednak jestem dalej z mężem, był wyraźnie zaskoczony i zbity z tropu... Zmienił się, stał się z dnia na dzień jakiś taki obojętny, aż w końcu kilka dni później dowiedziałam się, że kogoś poznał, że ma dziewczynę...
Serce mi pękło, załamałam się już całkowicie - z jednej strony małżeństwo, które wisi na włosku i nie wiem, co zrobić, z drugiej - człowiek, z którym już zaczęłam wyobrażać sobie wspólne życie... po dwóch tygodniach traumy i ciągłego płaczu postanowiłam się odizolować i zerwać z nim kontakt, przynajmniej na razie. Próbuję poukładać sobie w głowie, ale tęsknię za nim potwornie. Nie mogę znieść myśli, że jest z kimś innym, z kolei mąż jest mi niestety obojętny... Czuję się z tym okropnie, ale nie potrafię się przemóc, nie potrafię się zmusić do uczucia, próbowałam wiele razy... Do tej pory obwiniałam po części znajomego, bo w końcu to on skutecznie zawrócił mi w głowie... ale teraz, gdy się nie kontaktujemy, okazało się, że to niczego nie zmienia - brak uczucia w moim małżeństwie... Czy jest sens ciągnąć coś takiego? Rozwód mnie przeraża... mąż przyznał się, że też myślał o tym, ale chce jeszcze próbować, twierdzi, że mnie kocha... niestety ja jego od dawna już nie... Co robić...?

Powiem Ci z wlasnego doswiadczenia. Ludzie mi mówili walcz, szkoda dzieci, tyle razem przeszliście... A ja nie potrafiłam w sobie wykrzesić choć malutkiego ziarenka uczucia do ex męża.
Co dzień patrzylam na niego i zmuszalam sie do kontaktu z nim. Zmuszałam się by coś poczuć. Chociaż każdy jego dotyk wywoływał skurcz w brzuchu w pewnym sensie jakas odrazę. Miałam okropną blokadę i dlugo ki zajeło by sobie uzmysłowić że z tego juz nic nie wyjdzie, że już z tej mąki chleba nie będzie... Odeszłam wbrew rodzinie i nie żałuję. Walcz o swoje szczescie, nie hoj sie odejsc z zwiazku który Cie nie satysfakcjonuje. Czasami zdarza się za dużo i już nie potrafimy.

16

Odp: Rozważam(y) rozwód...
nostromo20 napisał/a:

2,5 roku temu, kiedy w moim małżeństwie już się źle działo, odnowiłam znajomość z dawnym znajomym.

Kto był inicjatorem odnowienia tego kontaktu? Niech zgadnę - to Ty szukałaś odskoczni, a że w małżeństwie nie działo się dobrze, to chętnie z obecności przyjaciela i tej uwagi, którą od niego otrzymałaś, skorzystałaś. I niby wydaje się to zupełnie naturalne, bo każdy z nas potrzebuje kogoś, kto go zrozumie, ale z drugiej strony to Cię odciągnęło od małżeństwa jeszcze bardziej i zamiast tam próbować coś zmieniać, to coraz mocniej angażowałaś się z tę odnowioną znajomość. 

nostromo20 napisał/a:

Kilka miesięcy temu poskarżyłam mu się, że mąż kazał mi się wyprowadzić (po kolejnej kłótni). Ostatecznie stanęło na tym, że zostałam, bo się jakoś dogadaliśmy... jednak znajomemu więcej nie wspominałam o tej sprawie i on cały czas myślał, że jestem sama... Gdy go niedawno uświadomiłam, że jednak jestem dalej z mężem, był wyraźnie zaskoczony i zbity z tropu... Zmienił się, stał się z dnia na dzień jakiś taki obojętny, aż w końcu kilka dni później dowiedziałam się, że kogoś poznał, że ma dziewczynę...

Nie wiem co prawda jak daleko posunęliście się w swoich rozmowach i na ile miał prawo oczekiwać i liczyć, że odejdziesz od męża, ale kiedy uznał, że tego nie zrobisz, to zaczął układać sobie życie gdzieś indziej. Zresztą moim zdaniem słusznie. Dystans zapewne wynika z potrzeby wyhamowania, a nawet zaoszczędzenia sobie dalszych rozczarowań. Pomijając przy tym kwestię, że skoro podjął jakąś decyzję, to być może doszedł do wniosku, że lepiej dla wszystkich będzie kiedy się od Ciebie odsunie.

nostromo napisał/a:

Serce mi pękło, załamałam się już całkowicie - z jednej strony małżeństwo, które wisi na włosku i nie wiem, co zrobić, z drugiej - człowiek, z którym już zaczęłam wyobrażać sobie wspólne życie...

Nie potrafiłaś podjąć żadnej konkretnej decyzji, a teraz chyba najbardziej cierpi Twoje ego.
I perełka:

nostromo20 napisał/a:

Do tej pory obwiniałam po części znajomego, bo w końcu to on skutecznie zawrócił mi w głowie...

Chyba nie wymaga komentarza?

Jest dokładnie tak, jak napisała Benita72 - powinnaś się ogarnąć, bo chyba sama nie wiesz czego chcesz, a ponadto żyjesz wyobrażeniami o wielkiej, romantycznej miłości, a że książę na białym koniu zamiast czekać na coś, co być może nigdy miało się nie zdarzyć, poszedł swoją drogą, to bajka nie ma niestety bajkowego zakończenia.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 
Dobry zwyczaj mówi: wypowiadając się w nowym wątku jako pierwsza/y, zacytuj cały post opisujący problem.

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

17 Ostatnio edytowany przez nostromo20 (2018-10-23 14:44:43)

Odp: Rozważam(y) rozwód...

Co do odnowienia znajomości, to ja odezwałam się do niego pierwsza, nie mając żadnych złych zamiarów ani planów, nie miałam pojęcia, że to pójdzie w tą stronę. To on pierwszy zaczął prowokować rozmowy, które nigdy nie powinny mieć miejsca, a ja mu na to niestety pozwoliłam. Sprawy zaszły bardzo daleko (jak dla mnie), i na tyle, na ile pozwolił nam internet, jednak gdy się spotkaliśmy kilka miesięcy temu - do niczego nie doszło, bo oboje byliśmy zbyt zestresowani sytuacją, sama nie wiem, jak to nazwać.
Dzisiaj jest z kimś innym i - choć z trudem mi to przez gardło przechodzi - życzę mu jak najlepiej i mam nadzieję, że jest szczęśliwy, bo zwyczajnie na to zasługuje. I tak jak pisałam - zerwałam z nim kontakt, bo stwierdziłam, że tak będzie mi łatwiej. Muszę zaakceptować fakty takimi, jakie są.
ALE
to niczego nie zmienia, jeśli chodzi o moje małżeństwo. W dalszym ciągu się nie dogadujemy, nie czuję nic poza przyzwyczajeniem. Wątpię żeby to się miało zmienić, bo jest coraz gorzej. Więc pytanie, czy warto jeszcze czekać? Marnować czas, mój i jego? Oszukiwać się?

SamotnaMamaPoRozwodzie napisał/a:

Powiem Ci z wlasnego doswiadczenia. Ludzie mi mówili walcz, szkoda dzieci, tyle razem przeszliście... A ja nie potrafiłam w sobie wykrzesić choć malutkiego ziarenka uczucia do ex męża.
Co dzień patrzylam na niego i zmuszalam sie do kontaktu z nim. Zmuszałam się by coś poczuć. Chociaż każdy jego dotyk wywoływał skurcz w brzuchu w pewnym sensie jakas odrazę. Miałam okropną blokadę i dlugo ki zajeło by sobie uzmysłowić że z tego juz nic nie wyjdzie, że już z tej mąki chleba nie będzie... Odeszłam wbrew rodzinie i nie żałuję. Walcz o swoje szczescie, nie hoj sie odejsc z zwiazku który Cie nie satysfakcjonuje. Czasami zdarza się za dużo i już nie potrafimy.

Czuję się dokładnie tak, jak opisujesz... od dawna.

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozważam(y) rozwód...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018