Hej, nurtuje mnie pewien problem i potrzebuję spojrzenia z boku na sytuację.
Dwa m-ce temu poznałam faceta starszego 11 lat. Jest po czterdziestce. Ja mam Syna z pierwszego małżeństwa.
Bardzo szybko określił naszą relację jako związek twierdząc że jego ineteresuje jedynie taka forma znajomości.
Jakoś tak wyszło, że uznałam że nie ma co zapierać się rękami i nogami i w ten związek weszłam. Ponieważ jestem z Synem sama, ewentualne nasze spotkania spowodowały, że obaj bardzo szybko się poznali i polubili.
Mój Syn co prawda jest zazdrosny, ale akceptuje mojego Partnera, chętnie się z Nim spotyka, nawet chce u Niego sypiać, mój Partner natomiast bardzo dobrze Go traktuje, kupuje Mu prezenty, zabiera nas na wycieczki...
Problem w tym, że On zbudował dom i w tej chwili ogarnia teren wokół domu, rozwozi ziemię, grabi, sieje trawę, kończy ogrodzenie i z tego powodu nie ma dla mnie czasu.
Spotykamy się praktycznie raz w tygodniu na parę godzin. Kiedy ja myślę że spedzimy razem cały dzień i może noc, On nagle mówi że musi coś pomalować, dokończyć. Jest zmęczony itp. Ja wszystko rozumiem, bo też mam dom, sprzątanie, koszenie trawy, grabienie liści, a do tego sama wychowuję Dziecko i jakoś umiem się tak zorganizować, że znajduję dla Niego czas.
Rozmawiałam z Nim, twierdzi, że jak tylko skończy wokół domu, będzie miał więcej czasu, ale do cholery, pracuje na terenie codzień po pracy, całe soboty, to chyba nie jestem zbyt wymagająca chcąc aby niedzielę poświęcił dla mnie.
Bardziej ten "związek " wygląda mi na koleżeństwo i tak to określiłam w rozmowie z Nim, On zdecydowanie zaprzecza, mówi że dla Niego to związek dwojga ludzi, ale ma mało czasu.
Wkurzam się, bo cały tydzień za Nim tęsknię i naprawdę chciałabym móc chociaż spędzić z Nim ten jeden dzień, nie miałabym nawet nic przeciwko temu, żebym posiedziała u Niego kiedy pracuje, a nawet zebym pomogła Mu w tych pracach, skosiła trawę, umyła okna itd. On nie chce, dla Niego spotkanie na kilka godzin i On wraca do pracy.
A ja? Chciałabym móc wracając z pracy wpaść do Niego, dać Mu buziaka i pojechać dalej. Przyjechać w tą nd i poleżeć w łóżku bo wiem, że haruje, ale nie.... "Gdyby człowiek miał więcej czasu..."
Kiedy dziś to usłyszałam pojechałam do domu, bo poczułam się kolejny raz jak persona non grata , a On?
Ignoruje mnie kiedy się denerwuje, kiedy piszę Mu o co mi chodzi, nic- po prostu cisza...
Jak Wy to widzicie, bo mnie się wydaje, że chyba nie jestem tym czego On chce/oczekuje...
Hej, nurtuje mnie pewien problem i potrzebuję spojrzenia z boku na sytuację.
Dwa m-ce temu poznałam faceta starszego 11 lat. Jest po czterdziestce. Ja mam Syna z pierwszego małżeństwa.
Bardzo szybko określił naszą relację jako związek twierdząc że jego ineteresuje jedynie taka forma znajomości.
Jakoś tak wyszło, że uznałam że nie ma co zapierać się rękami i nogami i w ten związek weszłam. Ponieważ jestem z Synem sama, ewentualne nasze spotkania spowodowały, że obaj bardzo szybko się poznali i polubili.
Mój Syn co prawda jest zazdrosny, ale akceptuje mojego Partnera, chętnie się z Nim spotyka, nawet chce u Niego sypiać, mój Partner natomiast bardzo dobrze Go traktuje, kupuje Mu prezenty, zabiera nas na wycieczki...
Problem w tym, że On zbudował dom i w tej chwili ogarnia teren wokół domu, rozwozi ziemię, grabi, sieje trawę, kończy ogrodzenie i z tego powodu nie ma dla mnie czasu.
Spotykamy się praktycznie raz w tygodniu na parę godzin. Kiedy ja myślę że spedzimy razem cały dzień i może noc, On nagle mówi że musi coś pomalować, dokończyć. Jest zmęczony itp. Ja wszystko rozumiem, bo też mam dom, sprzątanie, koszenie trawy, grabienie liści, a do tego sama wychowuję Dziecko i jakoś umiem się tak zorganizować, że znajduję dla Niego czas.
Rozmawiałam z Nim, twierdzi, że jak tylko skończy wokół domu, będzie miał więcej czasu, ale do cholery, pracuje na terenie codzień po pracy, całe soboty, to chyba nie jestem zbyt wymagająca chcąc aby niedzielę poświęcił dla mnie.
Bardziej ten "związek " wygląda mi na koleżeństwo i tak to określiłam w rozmowie z Nim, On zdecydowanie zaprzecza, mówi że dla Niego to związek dwojga ludzi, ale ma mało czasu.
Wkurzam się, bo cały tydzień za Nim tęsknię i naprawdę chciałabym móc chociaż spędzić z Nim ten jeden dzień, nie miałabym nawet nic przeciwko temu, żebym posiedziała u Niego kiedy pracuje, a nawet zebym pomogła Mu w tych pracach, skosiła trawę, umyła okna itd. On nie chce, dla Niego spotkanie na kilka godzin i On wraca do pracy.
A ja? Chciałabym móc wracając z pracy wpaść do Niego, dać Mu buziaka i pojechać dalej. Przyjechać w tą nd i poleżeć w łóżku bo wiem, że haruje, ale nie.... "Gdyby człowiek miał więcej czasu..."
Kiedy dziś to usłyszałam pojechałam do domu, bo poczułam się kolejny raz jak persona non grata , a On?
Ignoruje mnie kiedy się denerwuje, kiedy piszę Mu o co mi chodzi, nic- po prostu cisza...
Jak Wy to widzicie, bo mnie się wydaje, że chyba nie jestem tym czego On chce/oczekuje...
Początki relacji, a temperatura poniżej zera...
Sam dążył do jak najszybszej deklaracji i do związku, co nie byłoby dziwne, jeśliby w budowę tegoż związku rzeczywiście się angażował. Tymczasem wychodzi, że "zaklepał" i już. Śmierdzi to chęcią ustatkowania się, bo lata lecą, a nie chęcią ustatkowania się z tą konkretną osobą. Z takiego dążenia do zacieśnienia relacji, ale jedynie na poziomie deklaracji przebija też niepewność.
O ile nieobecność można wytłumaczyć natłokiem zajęć, o tyle brak kontaktu już nie, bo napisanie wiadomości to kilka sekund. O wiele bardziej niepokojąca jest cisza w eterze po tym jak piszesz o co Ci chodzi. Tu wychodzi olewczy stosunek, "pogada i przestanie". Nie konfrontuje w żaden sposób Twojego i swojego postrzegania, odczuwania. Po prostu nie odzywa się, temat nie istnieje. Następnym razem jak rozmawiacie podejrzewam, że również nie podejmuje tego, bo "pogadałaś i przestałaś"
Jest wycofany emocjonalnie i wydaje mi się, że tak pozostanie, bo tak wygląda wasza komunikacja.
No komunikacja leży, bo kiedy ja chcę wytłumaczyć coś, On obraca to w żart i mówi "kiedy? Ja? No Kotku, to nie ja? Ja tak mówiłem?" I ja się wkurzam i zamykam w sobie. Więc uznałam że dotrze do Niego jak napiszę, bo to musi przeczytać.
Jak tłumaczy to olewanie? Że się zastanawiał, myślał nad tym co napisałam, powiedziałam, a przecież tak ważnych spraw nie da się przemyśleć w jeden dzień, w kilka godzin.
On uznaje, że ważne sprawy, to musi być czas.
Tylko kurcze, można napisać "Kochanie, obiecuję, pomyślę nad tym "- cokolwiek. Choć z drugiej strony jakby tak napisał to uznałabym, że mówi to na odpier... się.
Sama już nie wiem, jest pewna logika w tym co mówi, jak się tłumaczy, ale czy nie jest tak, że chcesz spędzać z tą nową Osobą jak najwięcej czasu i chcesz się Nią nacieszyć?
W sumie patrząc z boku nie jest źle- byliśmy na weekend nad jeziorem, potem nad morzem, w kinie, na obiadach, w parkach itp. Ale to jest raz w tygodniu, ja wolę nigdzie nie jechać, a zobaczyć Go częściej, nawet przelotem.
Z kontaktem muszę wyjaśnić- dzwoni codziennie wieczorem, ale cały dzień cisza... nawet nie odpisuje na smsy.
W sumie patrząc z boku nie jest źle
Skoro tak jest, to nic więcej do dodania nie mam. Pozdrawiam.
No komunikacja leży, bo kiedy ja chcę wytłumaczyć coś, On obraca to w żart i mówi "kiedy? Ja? No Kotku, to nie ja? Ja tak mówiłem?" I ja się wkurzam i zamykam w sobie. Więc uznałam że dotrze do Niego jak napiszę, bo to musi przeczytać.
Jak tłumaczy to olewanie? Że się zastanawiał, myślał nad tym co napisałam, powiedziałam, a przecież tak ważnych spraw nie da się przemyśleć w jeden dzień, w kilka godzin.
On uznaje, że ważne sprawy, to musi być czas.
Tylko kurcze, można napisać "Kochanie, obiecuję, pomyślę nad tym "- cokolwiek. Choć z drugiej strony jakby tak napisał to uznałabym, że mówi to na odpier... się.
Sama już nie wiem, jest pewna logika w tym co mówi, jak się tłumaczy, ale czy nie jest tak, że chcesz spędzać z tą nową Osobą jak najwięcej czasu i chcesz się Nią nacieszyć?
W sumie patrząc z boku nie jest źle- byliśmy na weekend nad jeziorem, potem nad morzem, w kinie, na obiadach, w parkach itp. Ale to jest raz w tygodniu, ja wolę nigdzie nie jechać, a zobaczyć Go częściej, nawet przelotem.
Z kontaktem muszę wyjaśnić- dzwoni codziennie wieczorem, ale cały dzień cisza... nawet nie odpisuje na smsy.
Być może nie jest źle patrząc z boku - ale Tobie to nie wystarcza.
Inaczej widzisz relacje "w związku ". I powinnaś powiedzieć Panu o swoich potrzebach i odczuciach, tak jak nam tu opisałaś.
To wygląda trochę na zasadzie - odstawienia za drzwi … jak nie pasuje , nie ma czasu.
Kolejna sprawa - mnie osobiście byłoby bardzo przykro gdyby prace ogrodowe były ode mnie ważniejsze … i gdybym nie mogła się dzielić tym.
Bo o czym to świadczy ?
I masz rację , że człowiek zaangażowany uczuciowo dąży do kontaktu - jeśli ma bardzo mało czasu ten kontakt jest rzadki ale czuć że "zależy ".
Trochę mi to wygląda …. że on odwiedza Cię by zaspokoić tylko swoje potrzeby (kontakt, sex, ) a Twoje nie bardzo go interesują …
Być może Pan czuje Twoje zaangażowanie - myślę, że za duże według jego potrzeb … i nie zabiega bo ma Cię już i to więcej niż chce .
a co gdybyś to Ty nie miała czasu dla niego ? zacznij żyć a nie czekać aż Pan znajdzie czas dla Ciebie … i miejsce
Ktoś tu pisał - taki trochę zaklepał …. rezerwacja ….ale nie do końca jest przekonany …
A ja się z Wami nie zgodzę. Dom i teren wokół domu, to jest ciężka praca. Nie wystarczy godzinka po południu i już. Facet kupił dom i może chciałby zrobić jak najwięcej przed zimą? Autorko, piszesz, że zabiera Was na wycieczki, nocujecie u niego, więc spędzacie razem czas. Nie każdy zakochany, myśli tylko o randkach, tylko czasem o rzeczach, które trzeba zrobić. To się nazywa odpowiedzialność i obowiązkowość.
Jeśli oczekujesz czegoś więcej, to odejdź od tego Faceta. Tylko spójrz na to z boku, masz obok siebie mężczyznę pracowitego, który potrafi zrobić coś koło domu, a nie lekkoduchem biegającym tylko na randki ![]()
W sobotę w nocy też pracuje?
Na początku związku to powinien z siebie wychodzić, żeby mieć Ciebie chociaż na tą jedną noc w tygodniu dla siebie.
Zwłaszcza że ma ku temu dobre warunki, a Twój syn go akceptuje.
Na początku związku nic nie stanowi przeszkody, nawet 3 godziny snu po upojnej nocy.
A ja się z Wami nie zgodzę. Dom i teren wokół domu, to jest ciężka praca. Nie wystarczy godzinka po południu i już. Facet kupił dom i może chciałby zrobić jak najwięcej przed zimą? Autorko, piszesz, że zabiera Was na wycieczki, nocujecie u niego, więc spędzacie razem czas. Nie każdy zakochany, myśli tylko o randkach, tylko czasem o rzeczach, które trzeba zrobić. To się nazywa odpowiedzialność i obowiązkowość.
Jeśli oczekujesz czegoś więcej, to odejdź od tego Faceta. Tylko spójrz na to z boku, masz obok siebie mężczyznę pracowitego, który potrafi zrobić coś koło domu, a nie lekkoduchem biegającym tylko na randki
zgadzam się z tym, sama osobiście to odczuwam.
Ale jeśli mi ktoś deklaruje pomoc w tym, to z radością korzystam … a gdyby to był ktoś kogo towarzystwo by mi sprawiało przyjemność - radość podwójna.
"W sobotę w nocy też pracuje? "
może swój czas dzieli na innych znajomych ![]()
Mój exsio też bardzo kochał.w planach wsp ólny dom.a czasu też nie miał / dla mnie/ Teraz już wiem.ze ten brak czasu to inne panie.Tego Ci nie życzę.u mnie tak było.
10 2018-09-17 16:22:22 Ostatnio edytowany przez bellastar123 (2018-09-17 16:22:46)
Dziękuję za odpowiedzi, zgadzam się z Owieczką- dom i ogród są ważne, bo idzie zima. Ale właśnie, któryś z Panów dobrze napisał- co stoi na przeszkodzie abyśmy spędzili z sobą noc? Dla mnie nic, nawet jeśli padłby trupem, to super bo w moich ramionach...
Zależy mi na Nim, ale ja chcę sobie w końcu ułożyć życie, mieć Kogoś na codzień, a nie na wyjazdy i spacery. Boli mnie, że nie ma właśnie takiej potrzeby kontaktu, choć na chwilę, przelotem... A może to kwestia wieku? Jego wieku? Może po czterdziestce już nie ma takich potrzeb w sensie spotykania częściej, zwykłego smsa z buziakiem na dzień dobry... Panowie?
11 2018-09-17 17:04:14 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-09-17 17:05:07)
No to go zaproś na kolację ze śniadaniem- jesteś singielką- jaki problem?
Niestety jak odmówi obstawiam jak zawszecoś..
No to go zaproś na kolację ze śniadaniem- jesteś singielką- jaki problem?
Niestety jak odmówi obstawiam jak zawszecoś..
Odmówi, wytłumaczeniem będzie jak zawsze praca...
Ponieważ nie da się z Nim porozmawiać, napisałam wszystko wczoraj w smsach, jak się czuję, czego bym oczekiwała, że może na mnie liczyć i na moją pomoc. Napisalam, że jest mi przykro i myślałam, że też tęskni jak ja za Nim. Napisalam że liczę na to, że się do tego wszystkiego odniesie i że jeśli się odezwie, będę wiedziała że coś do Niego dotarło, jeśli nie- uznam naszą znajomość za niebyłą.
Jak się domyślacie-cisza.... jedna wielka cholerna cisza....
Jest mi tak przykro, bo to totalny brak szacunku, a jeszcze bardziej, że mnie zignorował. A wystarczyły dwa słowa- to nie to, powodzenia czy coś tam innego...
Smutek i żal...
Uznałam, że dłużej nie umiem żyć w zawieszeniu i napisałam, że przyjęłam do wiadomości, że nie chce ze mną rozmawiać , więc chcę tylko zabrać swoje rzeczy i ma dać znać w jaki sposób mogę to zrobić i kiedy.
Oczywiście nie odpisał, napisałam że chcę tylko rzeczy i odrobina szacunku do drugiego Człowieka wymaga żeby odpowiedzieć. Cisza....
Uznałam że zadzwonię i jak nie odbierze, dam spokój. O dziwo odebrał.
Powiedział, że jest trochę zajęty i chciał później na spokojnie zadzwonić i porozmawiać.
Powiedziałam ok i się pożegnałam.
Dziewczyny, powiedzcie, bo ja wiadomo- zero obiektywizmu.
Czy to jest branie mnie na przetrzymanie, ignorancja czy faktycznie potrzeba dłuższego czasu na przemyślenie....
Uznałam, że dłużej nie umiem żyć w zawieszeniu i napisałam, że przyjęłam do wiadomości, że nie chce ze mną rozmawiać , więc chcę tylko zabrać swoje rzeczy i ma dać znać w jaki sposób mogę to zrobić i kiedy.
Oczywiście nie odpisał, napisałam że chcę tylko rzeczy i odrobina szacunku do drugiego Człowieka wymaga żeby odpowiedzieć. Cisza....
Uznałam że zadzwonię i jak nie odbierze, dam spokój. O dziwo odebrał.
Powiedział, że jest trochę zajęty i chciał później na spokojnie zadzwonić i porozmawiać.
Powiedziałam ok i się pożegnałam.
Dziewczyny, powiedzcie, bo ja wiadomo- zero obiektywizmu.
Czy to jest branie mnie na przetrzymanie, ignorancja czy faktycznie potrzeba dłuższego czasu na przemyślenie....
Masz inne potrzeby w związku niż Pan.... i nie byłoby problemu gdyby Pan to zauważał i próbował wypracować jakieś kompromisy.
Widzę też inny temperament - może skup się na sobie ? te rzeczy takie ważne ??? niech odeśle lub odwiezie .
Pokazujesz mu że bardzo Ci zależy … nie wiadomo czy on tak ma , czy jemu nie zależy....
ale jak dla mnie to by nie miało znaczenia...no chyba że byłabym skłonna uwierzyć że on na poważnie tylko taki jest .
Odnoszę wrażenie że ta jego postawa nie daje Ci bezpieczeństwa związku , że TO co macie to ZWIĄZEK …
Złap dystans . zajmij się swoim życiem, bo skupiasz się mocno na nim.
Myślę że sama czujesz że to nie to...ale potrzeba "ułożenia sobie życia " jak napisałaś … powoduje że próbujesz sobie coś wmówić ..
15 2018-09-19 13:52:16 Ostatnio edytowany przez evalougo (2018-09-19 13:53:25)
Albo inaczej interpretujecie słowo ,, związek", albo faktycznie nie ma czasu (nie chce go mieć, ewentualnie taki jest faktyczny stan rzeczy).
Jestem w stanie zrozumieć, że budowanie domu, praca itd, ale olewanie wiadomości, aby po chwili odebrać telefon... No plis.
Zakładając, że wszystko, co pan o braku czasu mówi, to prawda, macie inne definicje związku.
Nie próbuję sobie ułożyć życia na siłę, zwyczajnie- jesli już decyduję się na związek, to w moim przypadku nie jest to przelotna znajomość a relacja, która ma rokować na przyszłość, ma to być "TO".
Po prostu.... Chyba się zakochałam, stąd te analizy, ta potrzeba wyjaśnienia...
Jest mi cholernie przykro, bo żyję w zawieszeniu, a ktoś się chyba tym karmi... Tak to odczuwam.
Co ja mam robić? Zostawić jak jest i czekać na Jego krok? Zadzwonić i powiedzieć, że się rozstajemy? (Tego bym nie chciała).
Myślę sobie, że może jest też gdzieś moja wina, tylko jej nie zauważam, ale to chyba można byłoby mi wygarnąć, a nie karać milczeniem...
Pomóżcie, co Wy zrobilibyście na moim miejscu?
17 2018-09-19 20:25:19 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-09-19 20:26:48)
Nie próbuję sobie ułożyć życia na siłę, zwyczajnie- jesli już decyduję się na związek, to w moim przypadku nie jest to przelotna znajomość a relacja, która ma rokować na przyszłość, ma to być "TO".
Po prostu.... Chyba się zakochałam, stąd te analizy, ta potrzeba wyjaśnienia...
Jest mi cholernie przykro, bo żyję w zawieszeniu, a ktoś się chyba tym karmi... Tak to odczuwam.
Co ja mam robić? Zostawić jak jest i czekać na Jego krok? Zadzwonić i powiedzieć, że się rozstajemy? (Tego bym nie chciała).
Myślę sobie, że może jest też gdzieś moja wina, tylko jej nie zauważam, ale to chyba można byłoby mi wygarnąć, a nie karać milczeniem...
Pomóżcie, co Wy zrobilibyście na moim miejscu?
Jak dla mnie to slowa ze sie rozstajecie juz padly z Twojej strony. Wypadaloby wiec byc kosnekwentnym. Jesli teraz udasz ze to nie padlo to wyjdziesz na histeryczke ktora se musi pogadac pogrozic ale to takie szczekanie psa ktory w zyciu nie ugryzie i nie warto sie tym przejmowac. On zreszta juz Ci pokazal moim zdaniem ze na jego liscie priorytetow jestes gdzies za grabieniem lisci, sprzataniem malowaniem itp a twoje gadanie przyjmuje na zasadzie "pierdziel pierdziel ja sie zdrzemne". Zajety jest a Ty masz jak karna uczennica poczekac pod pokojem "profesora" az Cie poprosi do gabinetu na rozmowe. Jesli Ci taka forma jego "zaangazowania" odpowiada to powiedz ze blefowalas i brnij w to dalej. Licz sie tylko z tym ze po tej akcji bedzie jeszcze gorzej ![]()
Może jest tak, że byłaś od początku jedną z wielu opcji, które On brał pod uwagę.
Może z założenia On nie chce się wiązać i by mu ktoś kręcił się po domu.
I jeszcze jedna opcja- chciał, ale zbytnio go osaczyłaś, to dopiero 2 miesiące!- jeśli masz wrażenie że na początku było więcej entuzjazmu, a potem coraz mniej, tak mogło być.
Teraz bym się zdystansowała na Twoim miejscu, zobaczysz, czy coś tam zostało..
Brak czasu wykluczam.
I nie zrywaj- booo... tego nie chcesz. więc to bez sensu. Po co taki gest?
19 2018-09-19 20:39:22 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-09-19 20:42:20)
I jeszcze jedna opcja- chciał, ale zbytnio go osaczyłaś, to dopiero 2 miesiące!- jeśli masz wrażenie że na początku było więcej entuzjazmu, a potem coraz mniej, tak mogło być.
A ja myślę, że w tym tkwi cały problem. To są dopiero dwa miesiące, to właściwie jeszcze nie jest związek, tylko dwie spotykające się osoby zainteresowane znajomością na poziomie związku... a tu już mamy dziecko, które chce u pana nocować, propozycje ogarniania mu domu, koszenia trawy, sto tysięcy smsów, pretensje o brak czasu, jakieś rozstania, zabieranie rzeczy - na tym etapie to ludzie właściwie dopiero zostawiają u siebie szczoteczki do zębów, o ile w ogóle coś...
Ela210 napisał/a:I jeszcze jedna opcja- chciał, ale zbytnio go osaczyłaś, to dopiero 2 miesiące!- jeśli masz wrażenie że na początku było więcej entuzjazmu, a potem coraz mniej, tak mogło być.
A ja myślę, że w tym tkwi cały problem. To są dopiero dwa miesiące, to właściwie jeszcze nie jest związek, tylko dwie spotykające się osoby zainteresowane znajomością na poziomie związku... a tu już mamy dziecko, które chce u pana nocować, propozycje ogarniania mu domu, koszenia trawy, sto tysięcy smsów, pretensje o brak czasu, jakieś rozstania, zabieranie rzeczy - na tym etapie to ludzie właściwie dopiero zostawiają u siebie szczoteczki do zębów, o ile w ogóle coś...
Fakt, poszło szybko, ale to z Jego inicjatywy.
Co do Syna- poczuł z nim jakąś taką fajną nić porozumienia, stąd też chęć ze strony Syna zostawania na noc kiedy jesteśmy u Niego i zbliża się wieczór, może uruchamia się potrzeba posiadania męskiego wzorca...
Nie wiem. Wiem jedno- nie osaczyłam Go, od początku czekałam aż to On znajdzie czas, aż On "poprosi mnie do gabinetu".
Tylko tłumaczyłam to tym, że faktycznie ma co robić zanim zacznie padać , zanim nadejdzie zima... Chyba za bardzo się poddałam, a kiedy zaczęłam domagać się zwrócenia uwagi na moje potrzeby, wywiązał się konflikt.
Nie sądziłam, że tak zareaguje, tzn.nie zareaguje wcale. Myślałam, że podejmie rozmowę, próbę wyjaśnienia sprawy, że Mu zależy...
21 2018-09-19 21:19:59 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-09-19 21:27:39)
Fakt, poszło szybko, ale to z Jego inicjatywy.
Co do Syna- poczuł z nim jakąś taką fajną nić porozumienia, stąd też chęć ze strony Syna zostawania na noc kiedy jesteśmy u Niego i zbliża się wieczór, może uruchamia się potrzeba posiadania męskiego wzorca...
Nie wiem. Wiem jedno- nie osaczyłam Go, od początku czekałam aż to On znajdzie czas, aż On "poprosi mnie do gabinetu".
Ale to ciągle są tylko dwa miesiące = 8 tygodni. Właściwie wcale się nie znacie. Seks seksem, wiadomo, że ludzi dorośli inaczej podchodzą do tych spraw i nie trzeba się trzymać za rączkę przez rok albo dwa. Ale Ty już poznałaś z nim syna, który tam chce zostawać na noc, chcesz mu trawę kosić, odstawiasz jakieś melodramaty, ślesz miliony smsów (swoją drogą, jak się coś robi koło domu, to mało kto ma telefon przy sobie, wiem, bo też budowałam i miałam dom) itd. - właściwie to ładujesz się nieznajomemu facetowi na głowę, podczas gdy normalnie byłby to etap randek (jak wspomniałam - seks tu znaczenia nie ma, można i na pierwszej randce, ale to tak czy siak związku nie gwarantuje... )
22 2018-09-19 21:27:28 Ostatnio edytowany przez bellastar123 (2018-09-19 21:29:58)
bellastar123 napisał/a:Fakt, poszło szybko, ale to z Jego inicjatywy.
Co do Syna- poczuł z nim jakąś taką fajną nić porozumienia, stąd też chęć ze strony Syna zostawania na noc kiedy jesteśmy u Niego i zbliża się wieczór, może uruchamia się potrzeba posiadania męskiego wzorca...
Nie wiem. Wiem jedno- nie osaczyłam Go, od początku czekałam aż to On znajdzie czas, aż On "poprosi mnie do gabinetu".Ale to ciągle są tylko dwa miesiące = 8 tygodni. Właściwie wcale się nie znacie. Seks seksem, wiadomo, że ludzi dorośli inaczej podchodzą do tych spraw i nie trzeba się trzymać za rączkę przez rok albo dwa. Ale Ty już poznałaś z nim syna, który tam chce zostawać na noc, chcesz mu trawę kosić, odstawiasz jakieś melodramaty itd. - właściwie to ładujesz się nieznajomemu facetowi na głowę, podczas gdy normalnie byłby to etap randek (jak wspomniałam - seks tu znaczenia nie ma, można i na pierwszej randce, ale to tak czy siak związku nie gwarantuje... )
Wszystko przez to Jego określenie naszej relacji jako związek, po co to było skoro mamy się traktować jak znajomi?
To On pytał jak szybko uważam, że można z sobą zamieszkać, mówił o tym, że chce mieć swoją Rodzinę i swoje Dziecko, o planach na kolejne wakacje, Sylwestra, na życie ....
Wylądowałam w szpitalu, ma kardiologii, teraz to nieprędko się coś wyjaśni... Chciałabym zasnąć, przespać ten kolejny zawód...
23 2018-09-19 21:31:59 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-09-19 21:35:12)
Wszystko przez to Jego określenie naszej relacji jako związek, po co to było skoro mamy się traktować jak znajomi?
Wylądowałam w szpitalu, ma kardiologii, teraz to nieprędko się coś wyjaśni... Chciałabym zasnąć, przespać ten kolejny zawód...
Nawet określenie przez jedną stronę relacji jako związek (chociaż czy jesteś pewna, że określił tak konkretnie Waszą relację, czy tylko powiedział, że związku szuka?) nie daje prawa do zawłaszczania czyimś życiem od razu. Swoją drogą, nie powinnaś tak desperacko podchodzić do nowych znajomości. Związek związkiem, ale bez przesady wchodzić w związek z kimś nieznajomym...
Zdrowia życzę ![]()
Edit, bo i Ty edytowałaś:
To On pytał jak szybko uważam, że można z sobą zamieszkać, mówił o tym, że chce mieć swoją Rodzinę i swoje Dziecko, o planach na kolejne wakacje, Sylwestra, na życie ....
To uważasz za określenie Waszej relacji jako związek? A mówił konkretnie o planach na życie z Tobą i że chce mieć z Tobą dziecko? Czy tylko pytał, co Ty sądzisz o zamieszkaniu z kimś, niekoniecznie z nim?
bellastar123 napisał/a:Wszystko przez to Jego określenie naszej relacji jako związek, po co to było skoro mamy się traktować jak znajomi?
Wylądowałam w szpitalu, ma kardiologii, teraz to nieprędko się coś wyjaśni... Chciałabym zasnąć, przespać ten kolejny zawód...Nawet określenie przez jedną stronę relacji jako związek (chociaż czy jesteś pewna, że określił tak konkretnie Waszą relację, czy tylko powiedział, że związku szuka?) nie daje prawa do zawłaszczania czyimś życiem od razu. Swoją drogą, nie powinnaś tak desperacko podchodzić do nowych znajomości. Związek związkiem, ale bez przesady wchodzić w związek z kimś nieznajomym...
Zdrowia życzę
Edit, bo i Ty edytowałaś:
bellastar123 napisał/a:To On pytał jak szybko uważam, że można z sobą zamieszkać, mówił o tym, że chce mieć swoją Rodzinę i swoje Dziecko, o planach na kolejne wakacje, Sylwestra, na życie ....
To uważasz za określenie Waszej relacji jako związek? A mówił konkretnie o planach na życie z Tobą i że chce mieć z Tobą dziecko? Czy tylko pytał, co Ty sądzisz o zamieszkaniu z kimś, niekoniecznie z nim?
Zapytałam Go kiedyś wprost, bo zaczęło się robić poważnie. I z pełną powagą odpowiedział, że On uznaje, iż jesteśmy w związku. Mówił konkretnie o mieszkaniu z Nim, o planach ze mną. Miałam prawo uznać to na poważnie... Mam już trochę lat, 11-letnie małżeństwo za sobą i nie lecę na słodkie słówka, to naprawdę wyglądało zupełnie na serio.
Zapytałam Go kiedyś wprost, bo zaczęło się robić poważnie. I z pełną powagą odpowiedział, że On uznaje, iż jesteśmy w związku. Mówił konkretnie o mieszkaniu z Nim, o planach ze mną. Miałam prawo uznać to na poważnie... Mam już trochę lat, 11-letnie małżeństwo za sobą i nie lecę na słodkie słówka, to naprawdę wyglądało zupełnie na serio.
Ale ciągle mówimy o 2 miesiącach znajomości?
bellastar123 napisał/a:Zapytałam Go kiedyś wprost, bo zaczęło się robić poważnie. I z pełną powagą odpowiedział, że On uznaje, iż jesteśmy w związku. Mówił konkretnie o mieszkaniu z Nim, o planach ze mną. Miałam prawo uznać to na poważnie... Mam już trochę lat, 11-letnie małżeństwo za sobą i nie lecę na słodkie słówka, to naprawdę wyglądało zupełnie na serio.
Ale ciągle mówimy o 2 miesiącach znajomości?
Tak Pietruszko, o dwóch.
Też wydało mi się, że to szybko, ale uznałam, że może wreszcie znalazłam kogoś na poważnie, kogoś kto myśli ns serio o życiu, nie tylko o seksie, bo seksu mamy mało, trochę ze względu na Młodego.
Zdarza się przecież, że widzisz kogoś i wiesz , że to jest to. Myślałam, że tak jest w tym przypadku.
Daję spokój, ta sutuacja między innymi zaprowadziła mnie do szpitala, czym On w ogóle się nie przejął (tak, powiadomiłam Go). Brak odpowiedzi, jakiejkolwiek reakcji utwierdza mnie w przekonaniu, że znów zostałam oszukana...
Jak można? Ja to ja, ale to małe Dziecko? Skąd ta perfidia u Mężczyzn?
27 2018-09-19 21:56:39 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-09-19 22:04:16)
Widzisz, Autorko droga, myślę, że w pewnym wieku już powinno się wyrosnąć z bajek o śpiącej królewnie i księciu na białym koniu, który wpadnie, pocałuje, z miejsca się zakocha i żyli długo i szczęśliwie....
Nie wiem, czy zostałaś oszukana (nie, nie bronię gościa, ani nie usprawiedliwiam, bo go nie znam, po prostu nie wiem), może przestał czytać Twoje smsy, którymi go zasypałaś? Nie mam pojęcia. Z drugiej strony przedstawianie dziecku gościa, którego ledwo znasz, jako kandydata na przyszłe życie nie jest zbyt mądre i jest w tym trochę Twojej winy, ja uważam, że nie masz zbytnio prawa mieć pretensji, że skrzywdził dziecko - ot, kupił prezent, bo wypada, pogadał coś, ładnie z jego strony, ale Ty jesteś odpowiedzialna za całą resztę, jeśli rozbudziło to w dziecku jakiekolwiek nadzieje, no, sorry. W sumie to ja też czasem latam na spotkania z dziećmi, nie powiem, że nie, ale moje dzieci wiedzą, że to mój kolega po prostu i idzie z nami na plac zabaw czy na pizzę, a nie, że będzie z nami mieszkał... Ty jesteś odpowiedzialna za swoje dziecko, nikt inny. I nie mówię tego po to, żeby wzbudzić w Tobie poczucie winy, ale po to, żebyś niechcący nie skrzywdziła kiedyś dziecka faktycznie...
Dlaczego twierdzisz, że to przez tego faceta wylądowałaś w szpitalu? Jeśli po dwóch miesiącach znajomości lądujesz w szpitalu i uważasz, że to z tego powodu, to zamiast szukania nowych związków, raczej skierowałabym uwagę na siebie i popracowała nad swoimi emocjami...
28 2018-09-19 22:15:11 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-09-19 22:15:39)
Też zdrowia życzę. Relacji nie określa się słowami, bo to tylko słowa- ale więzią, która między ludźmi się tworzy.. a 2 miesiące to mało..
Może nie warto się tak domagać definicji, a skupić na relacji, to przyjemniejsze, chyba..i więcej zobaczysz.? Co jest a czego nie ma..
Pietruszko, nie wzbudziło to w Dziecku żadnych nadziei, jest jeszcze za mały, też wie, że to "kolega" Mamy, a chęć np.spania u Niego wynika pewnie z nowego miejsca, dużej powierzchni do zabaw itp.
Mam tu na myśli to, że wiążąc się z Kobietą z Dzieckiem powinno się ostrożnie składać deklaracje, jeśli nie jest się ich pewnym.
Nie można w takiej sytuacji mówić jedno, a robić drugie, bo krzywdzi się dwie Osoby.
Moje Dziecko szybko poznało mojego (w sumie to nie wiem czy nadal) Partnera, bo zwyczajnie nie mam Go z kim zostawić, często jest z nami, ale to też po ustaleniu z Partnerem. Kiedy była taka możliwość, to Mały zostawał z Dziadkami.
Nie powiedziałam, że znalazłam się w szpitalu przez Niego, albo źle się wyraziłam. Nerwy związane z tą Jego ignorancją i trzymaniem mnie w niepewności napewno się do tego przyczyniły...
Odpuszczam, jeśli się odezwie- porozmawiam, jeśli nie pozostanie mi się pogodzić z sytuacją.
Przykro mi tylko, że nie możemy jak dorośli ludzie porozmawiać i wspólnie wypracować jakieś porozumienie bądź wspólnie dojść do wniosku, że do siebie nie pasujemy. Nienawidzę niedokończonych sytuacji...
Pietruszko, nie wzbudziło to w Dziecku żadnych nadziei, jest jeszcze za mały, też wie, że to "kolega" Mamy, a chęć np.spania u Niego wynika pewnie z nowego miejsca, dużej powierzchni do zabaw itp.
Mam tu na myśli to, że wiążąc się z Kobietą z Dzieckiem powinno się ostrożnie składać deklaracje, jeśli nie jest się ich pewnym.
Nie można w takiej sytuacji mówić jedno, a robić drugie, bo krzywdzi się dwie Osoby.
Moje Dziecko szybko poznało mojego (w sumie to nie wiem czy nadal) Partnera, bo zwyczajnie nie mam Go z kim zostawić, często jest z nami, ale to też po ustaleniu z Partnerem. Kiedy była taka możliwość, to Mały zostawał z Dziadkami.
Nie powiedziałam, że znalazłam się w szpitalu przez Niego, albo źle się wyraziłam. Nerwy związane z tą Jego ignorancją i trzymaniem mnie w niepewności napewno się do tego przyczyniły...
Odpuszczam, jeśli się odezwie- porozmawiam, jeśli nie pozostanie mi się pogodzić z sytuacją.
Przykro mi tylko, że nie możemy jak dorośli ludzie porozmawiać i wspólnie wypracować jakieś porozumienie bądź wspólnie dojść do wniosku, że do siebie nie pasujemy. Nienawidzę niedokończonych sytuacji...
To mocno zastanawiające , że w żaden sposób nie zareagował na info o szpitalu.
To jego " nie mam czasu " jest bardzo dziwne .
Bella - dla swojego dobra uwolnij głowę i serducho od emocji o tym panu , bo to nie przyniesie Ci nic dobrego.
To powinna być Twoja decyzja , bo czekając ma jego gest ubezwłasnowolniasz się .
Zdrowia
bellastar123 napisał/a:Pietruszko, nie wzbudziło to w Dziecku żadnych nadziei, jest jeszcze za mały, też wie, że to "kolega" Mamy, a chęć np.spania u Niego wynika pewnie z nowego miejsca, dużej powierzchni do zabaw itp.
Mam tu na myśli to, że wiążąc się z Kobietą z Dzieckiem powinno się ostrożnie składać deklaracje, jeśli nie jest się ich pewnym.
Nie można w takiej sytuacji mówić jedno, a robić drugie, bo krzywdzi się dwie Osoby.
Moje Dziecko szybko poznało mojego (w sumie to nie wiem czy nadal) Partnera, bo zwyczajnie nie mam Go z kim zostawić, często jest z nami, ale to też po ustaleniu z Partnerem. Kiedy była taka możliwość, to Mały zostawał z Dziadkami.
Nie powiedziałam, że znalazłam się w szpitalu przez Niego, albo źle się wyraziłam. Nerwy związane z tą Jego ignorancją i trzymaniem mnie w niepewności napewno się do tego przyczyniły...
Odpuszczam, jeśli się odezwie- porozmawiam, jeśli nie pozostanie mi się pogodzić z sytuacją.
Przykro mi tylko, że nie możemy jak dorośli ludzie porozmawiać i wspólnie wypracować jakieś porozumienie bądź wspólnie dojść do wniosku, że do siebie nie pasujemy. Nienawidzę niedokończonych sytuacji...To mocno zastanawiające , że w żaden sposób nie zareagował na info o szpitalu.
To jego " nie mam czasu " jest bardzo dziwne .
Bella - dla swojego dobra uwolnij głowę i serducho od emocji o tym panu , bo to nie przyniesie Ci nic dobrego.
To powinna być Twoja decyzja , bo czekając ma jego gest ubezwłasnowolniasz się .
Zdrowia
Dziękuję za ciepłe słowa, próbuję cały czas to zrobić.
Na jutro umówiłam się z dawno niewidzianą Koleżanką, w sb idę na urodziny Bratowej, w nd może wyjadę z Synem na wycieczkę...
Próbuje się ratować.
Wypisalam się ze szpitala, wyniki w miarę ok, więc wolę "zdrowieć" w domu...