Witam, mam 27 lat od 3 tygodni nie jestem z chłopakiem. Byliśmy razem 6 lat,on zerwał w sumie to o drobiazg...stwierdził ze ma dość moich kłótni fochów i czepiania się...nie jestem idealna ale on też nie jest,każdy ma swoje wady...( twierdził kilka dni temu że nadal mnie kocha że źle mu beze mnie ale woli być sam niż się wkurzać).Bardzo mi na nim zależy, nie wyobrażam sobie życia bez niego,wiem że on to ten jedyny...byłam jego pierwszą dziewczyną...ogólnie to zrozumiałam swoje błędy tylko on nie chce uwierzyć ze się zmieniłam ... najgorsze co mogłam to już zrobiłam...przez cały okres odkąd nie jesteśmy razem,prosiłam by dał szanse...latałam za nim... Czy jest jakaś szansa ze on zatęskni? teraz odpuszczam nie będę się z nim kontaktować
1 2018-09-12 19:10:26 Ostatnio edytowany przez zalamana27k (2018-09-12 19:13:55)
Przestań za nim latać, pracuj nad sobą.
Ale obstawiam, że skoro doprowadziłaś go do takiego stanu, to raczej marne macie szanse.
ale serio to był drobiazg... nie chciałam powiedzieć co mi jest jak byłam w towarzystwie jego kumpli. powiedziałam że nic... nie chciałam mówić przy nich że ie odpowiada mi ich towarzystwo... po 6 latach kiepska sprawa by to był powód zerwania...on jest młodszy..nie wiem może nie dojrzał...albo chce sie wyszaleć...
Nie zmieniłaś się, ludzie się nie zmieniają.
skąd możesz wiedzieć skoro mnie nie znasz?
skąd możesz wiedzieć skoro mnie nie znasz?
3 tygodnie to za mało na jakąkolwiek zmianę, która byłaby na stałe. Za krótko i już.
7 2018-09-12 19:36:28 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-09-12 19:38:13)
ale serio to był drobiazg... nie chciałam powiedzieć co mi jest jak byłam w towarzystwie jego kumpli. powiedziałam że nic... nie chciałam mówić przy nich że ie odpowiada mi ich towarzystwo... .
I zapewne nie było to po raz pierwszy, kiedy facet zamiast gadać z kumplami musiał zajmować się fochem księżniczki, która na dodatek nie chce powiedzieć, o co chodzi. Jak Ci nie odpowiadało towarzystwo jego kolegów, to trzeba było mu pozwolić spotkać się z nimi samemu, a nie wiecznie muchy w nosie mieć... a dla Ciebie to niby "taki drobiazg"... To ja wolę nie wiedzieć, co ten facet z Tobą musiał znosić na co dzień, skoro to tylko "taki drobiazg" był.
Zmieniłaś się? A skąd to wiesz, skoro już się nie spotykasz z nim i jego kolegami? To tylko Twoje pobożne życzenie i obietnice, ale dlaczego on miałby w nie uwierzyć? Pewnie też już nie pierwszy raz "zmieniłaś się i nie będziesz już".
NIE ZNASZ SYTUACJI. i to on chciał bym wyszła z nimi... ale że wyszło inaczej niż miało być to coż...bo nigdy wczesniej nie przeszkadzało mi ich towarzystwo,,, a do księżniczki to mi daleko/
stwierdził ze ma dość moich kłótni fochów i czepiania się
faktycznie, musi Ci być daleko do księżniczki ![]()
zresztą widać to nawet dobrze tutaj. Dostajesz jakąś uwagę i zamiast odpowiedzieć normalnie to się obrażasz.
zresztą widać to nawet dobrze tutaj. Dostajesz jakąś uwagę i zamiast odpowiedzieć normalnie to się obrażasz.
Dokładnie to samo miałam napisać.
nie obrażam tylko nie lubie jak mnie ktoś ocenia a nie zna mnie.ja mu na początku gorsze rzeczy wybaczałam... to co on robił żle przymykalam oko żeby nie było kłótni
zalamana27k napisał/a:skąd możesz wiedzieć skoro mnie nie znasz?
3 tygodnie to za mało na jakąkolwiek zmianę, która byłaby na stałe. Za krótko i już.
Jaki czas uważasz zatem za odpowiedni na zmiane? Zakładamy że kobieta (nie tylko autorka, ogólnie) nie widziała tego błędu, ale po takich wstrząsających zdarzeniach jak zerwanie, dostrzegła ten błąd i szczerze chce nad nim pracować. Myślisz że taka osoba nie zasługuje na kolejną szanse?
i dodam jeszcze za za pół roku mam poważna operacje mózgu... więc kłótnie mi nie a potrzebne...wrecz przeciwnie...
Załamana27k uważam że powód jego zerwania wynikał tak naprawdę z przelanej czary goryczy. Jeżeli taka sytuacja sprawiła że zerwał, to znaczy że nazbierało się tyle negatywnych cech, że nie potrafi już i nie ma więcej siły walczyć z Tobą żebyś to czy tamto zmieniła. W jego głowie jesteś teraz jedynie (przepraszam) rozhisteryzowaną byłą, która tylko utrudniała mu życie, bo cały czas miała problem o coś. Najlepszym wyjściem w tej sytuacji jest nie kontaktować się z nim, niech ma czas żeby zatęsknić, a samej zająć się w tym czasie sobą. Czyli wychodzić ze znajomymi, znaleźć sobie nowych znajomych, nowe zainteresowania. Po jakimś czasie w jego głowie opadną nerwy na Ciebie i możliwe ze zacznie sobie Ciebie troche idealizować. Kiedy zobaczy że masz swoje życie, robisz inne rzeczy, to może się okazać że i Ty się zmieniłaś. Tylko sama też musisz nad sobą pracować, bo nawet po tym jak do siebie wrócicie, problem wróci, jeżeli go nie naprawisz w sobie.
Takie moje osobiste zdanie.
Lady Loka napisał/a:
zalamana27k napisał/a:
skąd możesz wiedzieć skoro mnie nie znasz?
3 tygodnie to za mało na jakąkolwiek zmianę, która byłaby na stałe. Za krótko i już.
Jaki czas uważasz zatem za odpowiedni na zmiane? Zakładamy że kobieta (nie tylko autorka, ogólnie) nie widziała tego błędu, ale po takich wstrząsających zdarzeniach jak zerwanie, dostrzegła ten błąd i szczerze chce nad nim pracować. Myślisz że taka osoba nie zasługuje na kolejną szanse?
ja serio wiem gdzie zrobiłam błedy... już zaczynam myślec że może o coś innego chodzi... każdy jego kolega to singiel... wiem że dobrze się bawił przez ten czas...mogli mu coś nagadać
16 2018-09-12 20:04:31 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-09-12 20:06:03)
Zakładamy że kobieta (nie tylko autorka, ogólnie) nie widziała tego błędu, ale po takich wstrząsających zdarzeniach jak zerwanie, dostrzegła ten błąd i szczerze chce nad nim pracować. Myślisz że taka osoba nie zasługuje na kolejną szanse?
To jest chłopaka sprawa, czy ma ochotę dać szansę, czy nie. Skoro zerwał, to widocznie ochoty nie ma - nie ma również takiego obowiązku. Prawdopodobnie dawał już wcześniej wiele szans... a nawet jeśli nie, to i tak on decyduje o tym, czy chce dać szansę, żadne błagania czy cudze opinie tu nie pomogą. To on miał dość i nie chce tak żyć dalej.
Autorko, bardzo mi przykro i współczuję, ale nawet oczekiwanie na operację nie usprawiedliwia pewnych zachowań... życzę zdrowia ![]()
do Anecia1022
zgodzę się z Tobą masz racje... może tak być... przestane sie z nim kontaktować... zobaczymu co bedzie dalej
Lady Loka napisał/a:zalamana27k napisał/a:skąd możesz wiedzieć skoro mnie nie znasz?
3 tygodnie to za mało na jakąkolwiek zmianę, która byłaby na stałe. Za krótko i już.
Jaki czas uważasz zatem za odpowiedni na zmiane? Zakładamy że kobieta (nie tylko autorka, ogólnie) nie widziała tego błędu, ale po takich wstrząsających zdarzeniach jak zerwanie, dostrzegła ten błąd i szczerze chce nad nim pracować. Myślisz że taka osoba nie zasługuje na kolejną szanse?
ja serio wiem gdzie zrobiłam błedy... już zaczynam myślec że może o coś innego chodzi... każdy jego kolega to singiel... wiem że dobrze się bawił przez ten czas...mogli mu coś nagadać
Pozwolę sobie odpowiedzieć zbiorczo.
To nie o to chodzi, że Ty wiesz, gdzie popełniłaś błędy. To jest dobry moment wyjściowy, ale tak naprawdę to jest początek drogi. Bo musisz pracować nad tym, żeby w takich samych sytuacjach zacząć reagować inaczej. Nauczyć się tego, przyzwyczaić do tego i wyrobić sobie nawyk. Tak, żebyś potem reagowała w taki sposób jak chcesz podświadomie. Albo ewentualnie łapała się nad tym, w jaki sposób chcesz zareagować i na bieżąco to korygowała.
A 3 tygodnie to za mało na coś takiego.
Są takie pseudo motywacyjne grafiki o wyrabianiu nawyków. Tam zawsze jest, że takie początkowe stadium to minimum miesiąc, ale tak naprawdę, żeby wyrobić sobie nawyk na stałe potrzeba miesięcy.
wiem że muszę nad tym pracować,uczymy się na błędach... zobaczę co będzie przestane pisać do niego... i zobaczymy co wyjdzie... nie meszkalismy razem... ale po operacji miało sie to zmieni...mieliśmy współne plany na przyszłość . i jak z nim gadałam po rozstaniu i jak zapytałam jaką ma pewność że kiedyś nie wrócimy do siebie bo często pary wracają podalam mu przykłady to powiedział że na to mi nie umie odpowiedzieć na tą chwile... i że jak by mu minęło uczucie to też mi o tym powie.
20 2018-09-12 21:12:58 Ostatnio edytowany przez marakujka (2018-09-12 21:13:18)
pomocy!wróci?
Taaaaaaak!
Tylko go zlewaj po całości.
No, chyba że już mu tak się przejadłaś, że twoja nieobecnoćć jednoznaczna będzie z poczuciem ulgi.
I pamiętaj - nie dotykaj go więcej. To jedyna szansa na to, aby na nowo się przypałętał. ![]()
Mam wrażenie że błądzisz. On odszedł włączyła Ci się panika i teraz obiecasz wszystko byle by wrócił tyle że nie tędy droga. Odpowiedz sobie czemu Ty chcesz być z nim? Czemu chcesz być z kimś kto ma Ciebie dość? Komu ciągle marudziłaś narzekałaś i na kogo się ciągle fochałaś. Przecież to były twoje reakcje na jakieś rzeczy jego zachowanie jego znajomych. Te rzeczy nie znikną i mimo że możesz udawać że Cię nie drażnią jego znajomi to jednak w końcu nie wytrzymasz rzucisz jakimś pasywno-agresywnym tekstem.
Nie lepiej znaleźć sobie kogoś kto bardziej Ci będzie odpowiadał? Na kogo nie będziesz musiała się fochać? Kto będzie miał bardziej Ci pasujących znajomych? Czy naprawdę byłaś szczęśliwa będąc z nim w związku? Czy może strach przed samotnością Cie trzymał przy kimś kto musiał Cie na siłę wyciągać do jego znajomych?
A może takie ciągle narzekanie marudzenie sprawia Ci przyjemność? Może jak komuś wytkniesz że coś nie tak to wtedy czujesz że żyjesz? Cieszy Cie to że jak zamilkniesz to facet biega w okół Ciebie zbity z tropu i stara się poprawić coś ale nie wie co ?
Czemu twoim zdaniem te błędy popełniałaś ? Jak byś teraz z wiedzą jaką masz dziś zachowała się w tych błędnych sytuacjach ?
do marakujka
wiesz niby 3 tyg to dużo a jednak mało dzieli nas 17 km widywaliśmy się tylko w weekendy nieraz w tyg.. każdy miał prace... noo juz na pewno nic sie piwerwsza nie odezwe... bede liczyc na cud
do uleshe
bo go kocham byłam z nim szczęsliwa... i to nie strach przed samotnością ... i nie mam nic do jego znajomoch..zawsze czułam sie w ich towarzystwie spoko... była impreza cos jak festyn i zamiast być tam byliśmy w parku aż jego koledzy skończą piwo i to mnie wkurzylo że nie na po parkach chodzenie przyjechałam...i w każdym związku są kłótnie... to była ruga w ciągu miesiąca a tak to przez rok zero kłótni...
do uleshe
bo go kocham byłam z nim szczęsliwa... to była ruga w ciągu miesiąca a tak to przez rok zero kłótni...stwierdził ze ma dość moich kłótni fochów i czepiania się
Kocham hmm innego też być może byś pokochała. Jakoś trudno mi znaleźć zdania w twoich wypowiedziach które świadczą o tym że byłaś z nim szczęśliwa. Facet po 2 kłótniach w roku ma Cie dość. Chyba go nożem w trakcie tych kłótni cięłaś skoro się zmył po 2.
Może też być tak że mieliście zamieszkać razem zrobiło się dla niego za poważnie. Tu jakaś operacja trzeba by się Tobą opiekować. Normalnie może by wytrzymał te 2 kłótnie w roku ale jak se pomyślał że tak będziecie się kłócić po 2 kłótnie do końca waszych dni to mu się odechciało w to pakować. Może nie czuł się gotowy na takie duże zmiany i to był tylko pretekst. Bo co miał Ci powiedzieć? "Boje się z Tobą zamieszkać że mnie uwięzisz i nawet na piwo nie pójdę już do parku" ?
powiedziałam że nic....
O tym kobiecym nic to nawet są memy czy inne wynalazki

Drugie, genialne, jest domyśl się.
Takie panny to tylko rakietą w kosmos wysyłać.
26 2018-09-12 23:14:44 Ostatnio edytowany przez Realista (2018-09-12 23:14:54)
do uleshe
bo go kocham byłam z nim szczęsliwa... i to nie strach przed samotnością ... i nie mam nic do jego znajomoch..zawsze czułam sie w ich towarzystwie spoko... była impreza cos jak festyn i zamiast być tam byliśmy w parku aż jego koledzy skończą piwo i to mnie wkurzylo że nie na po parkach chodzenie przyjechałam...i w każdym związku są kłótnie... to była ruga w ciągu miesiąca a tak to przez rok zero kłótni...
Weź zaakceptuj to, że może on naprawdę Cię już nie chce. Piszesz wcześniej, że nie dojrzał, a ja myślę, że dojrzał pokazując właśnie tą decyzją, że nie chce być z osobą która obraża się i czepia o byle co.
Obrażanie się jest oznaką niedojrzałości wręcz można to nazwać bierną agresją, jest to po prostu słabe. Nie słuchaj głupot w stylu ludzie się nie zmieniają, owszem zmieniają się i to poprzez doświadczenia lub z własnej woli.
Może chce się wyszaleć, poimprezować odpocząć od związku. Może chce poznać kogoś innego. To jego decyzja wiem, że trudno to pojąć, ale tak może być ![]()
27 2018-09-13 07:32:02 Ostatnio edytowany przez Jovanna (2018-09-13 07:33:39)
... i nie mam nic do jego znajomoch..zawsze czułam sie w ich towarzystwie spoko... była impreza cos jak festyn i zamiast być tam byliśmy w parku aż jego koledzy skończą piwo i to mnie wkurzylo że nie na po parkach chodzenie przyjechałam...
Współczuje Ci ciepło, naprawdę i szanuje, ale samej mi byłoby Ciężko z taką osobą (gdybym była facetem) zbudować relacje. Czułabym się zmeczona. Nie dostosowałaś się do całej ekipy - tylko chciałaś by wszystko się kręciło wokół Ciebie. NIGDY żadnemu mojemu facetowi nie puscilam podobnego focha - po pierwsze by się dobrze bawić, potrzebne mi bylo glownie jego towarzystwo, a nie rozrywki. Po drugie szanuje potrzeby partnera, Po trzecie potrafie sie dostosowac do grupy. Oni chcieli spędzić czas po swojemu (raptem dokonczyc piwo, pogadac). Dla Twojego faceta to powinien byc super czas, ale jego panna chciala robic cos innego niz wszyscy, wiec postawila mu ultimatum - albo zaspokaja jej zachcianki, albo spedza czas ze znajomymi na ich zasadach, a ona puszcza focha lub opcja c - naklania znajomych, by wszyscy spedzili czas tak, jak chce tego jego laska. Na wypadzie, na ktorym on powinien byc zrelaksowany byly niepotrzebne kwasy. To juz bym wolala na Twoim miejscu zamknac sie i po prostu nastepnym razem poszedlby do kumpli sam, jesli nie odpowiada mi ich styl spedzania czasu. Nie psulabym im imprezy. Nie Ty bylas tam najwazniejsza. Takich sytuacji pewnie bylo wiecej ... bo jezeli ktos ma zapedy do egoizmu to taki wlasnie jest. Wieczny stres, bo nie wiadomo, czy partner nie pusci focha, wlasnie o nic - generowanie klotni bez powodu to nie jest najlepsza strategoa na zwiazek i nawet jesli zdarza sie sporadycznie, a w waznych dla nas momentach moze meczyc i byc powodem do odejscia. Nie wiesz tez, ile rqzy taka akcja zostala przemilczana przez Twojego faceta, by nie konczylo sie klotnia. Mysle, ze masz do przepracowania jeszcze kilka rzeczy i nawet, jwsli Twoj partner wroci to po jakims czasie znowu poczuje sie zmeczony. Nie mamy biznesu na forum, zeby Cie jechac. Wszyscy usiluja Ci pomoc, ale ile z tego wyciagniesz to Twoje. Dodam jeszcze, ze fakt, ze partner robil w przeszlosci gorsze rzeczy calkowicie nie usprawiedliwia Twojego zachowania. Jest to calkowicie nie na temat - bo Ty z jego wadami dawalas rade tworzyc zwiazek, a on z Twoimi - nie.
Może miał Cię, autorko, dość. Może uznał wasz związek za przechodzony, ewentualnie bez przyszłość. Może poznał kogoś innego, a Twój foch był pretekstem (gwoździem do trumny), a spotkania raz w tygodniu, przez sześć lat, bo praca- osobiście wydaje mi się to trochę mało, ale to już kwestia gustu itd.
Zresztą, nie ważne, co było powodem jego decyzji. Istotne jest, że zerwał i najgorsze, co możesz zrobić, to tak usilnie o niego zabiegać. To mija się z celem i nie sprawi, że wróci.
Zajmij się sobą i nie staraj się byłego przekonywać, że się zmieniłaś.
29 2018-09-13 12:46:50 Ostatnio edytowany przez JaJestemJa (2018-09-13 12:48:09)
Widzialam twój post na kafeterii. Również tutaj ci odpowiem.
Niedawno zerwal że mną chłopak po prawie 2 latach zwiazku, podając powód do tego, że kłótnie wyniszczyly w nim uczucie. Przy rozstaniu zaczal podawac przyklady ludzi, ktorzy tez sie rozstaja i jest ciezko, co dla mnie jest dziwne, kazdy rozstaje sie z innego powodu i uwazam, ze te przyklady byly nie na miejscu. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że klotni było odrobinę za dużo, często o totalne blachostki, i tak, tak zauważyłam dopiero to wszystko po najgorszym co mogło się stać - rozstaniu. Plakalam, nawet teraz jeszcze czasem placze. Serce mnie strasznie boli. Tesknie za nim. Prosilam go o szansę, proponowalam by spróbować razem coś odbudować, skoro zapewniał mnie przy rozstaniu, że kocha mnie jako bliska osobę. Powiedziałam mu, że totalnie za pozno zauważyłam swoje błędy i wiem jak to wygląda, ale ważne, że chociaż je zauważyłam. Zapiera się ciągle w przyjaciół, chce mieć kontakt, ale się dystansuje. Ja staram się chociaż pisać mu coś w stylu 'powodzenia na egzaminie trzymam kciuki' itd. jakieś 'dziekuje','prosze', strasznie się czuje pisząc tak oschle i czytając jego takie odpowiedzi, ale co zrobie, powiedział, że MUSI się tak zachowywać.
Teraz jest zajęty, musi się uczyc. Rozumiem to, ostateczny raz zaproponowalam mu, ze jak zaliczy wszystko co musi i będzie miał wolny czas by wtedy na spokojnie przemyslal to co mu powiedziałam, że zaczynam się zmieniać bez względu na wszystko i zeby wtedy dał mi znać, że jest gotowy na rozmowę twarzą w twarz, o tym czy on stwierdził, czy warto czy nie. Moje zdanie na ten temat zna, i raczej go nie zmienię. Ja słów na wiatr nie rzucam, więc odnośnie zmiany - zmieniam się, może minęło mało czasu, ale moja rodzina zaczęła zauważać, że staram się być inna i staram wprowadzić w moje życie lepsze nawyki.
Pierwszy raz walczę o faceta, którego naprawdę kocham i spędziłam z nim najlepsze chwilę w moim zyciu, po kochałam całym sercem mimo wszystko. Wspólnych zainteresowań i tematów nam nie brakowało. Mam może trochę nadziei, że powie, że warto jednak dopuszczam do siebie w większej mierze negatywny koniec sprawy, by się nie rozczarowac.
Dostałam też nauczke, by mimo zapewnień typu 'zawsze razem mimo wszystko, rozwiązujmy wspólnie wszystkie problemy' nie angażować się cała sobą, bo dostanę kopniaka w twarz.
30 2018-09-13 20:05:02 Ostatnio edytowany przez zalamana27k (2018-09-13 20:06:05)
raz w tygodniu ponieważ dzieli nas 17 km...a on od roku ma samochód. zamieniłam z nim dziś kilka zdań przeprosiłam żę tak wydzwaniałam itp... i nadal twierdzi że uczucie mu się nie zmieniło co do mnie... a jak zapytałam po raz kolejny o to jaką ma pewność że nie zejdziemy sie że nie zatęskni za nami to powiedział że nie umie mi na to odpowiedzieć ...( ale czy faktycznie to uważa czy mówi tak tylko po to by nie było że mu szybko przeszło..hmmm ?) i zapewniał że z nikim nie pisze i że nikogo nie poznał...na tą chwile to były ostatnie próby rozmów z mojej strony. zobaczymy co czas pokaże jak przestane sie z nim kontaktować.
raz w tygodniu ponieważ dzieli nas 17 km...a on od roku ma samochód. zamieniłam z nim dziś kilka zdań przeprosiłam żę tak wydzwaniałam itp... i nadal twierdzi że uczucie mu się nie zmieniło co do mnie... a jak zapytałam po raz kolejny o to jaką ma pewność że nie zejdziemy sie że nie zatęskni za nami to powiedział że nie umie mi na to odpowiedzieć ...( ale czy faktycznie to uważa czy mówi tak tylko po to by nie było że mu szybko przeszło..hmmm ?) i zapewniał że z nikim nie pisze i że nikogo nie poznał...na tą chwile to były ostatnie próby rozmów z mojej strony. zobaczymy co czas pokaże jak przestane sie z nim kontaktować.
U mnie jest podobnie. Nie odzywam się do niego od wczoraj. Dałam sobie spokój, zrobiłam co mogłam, pałeczka leży po jego stronie.
Witam, mam 27 lat od 3 tygodni nie jestem z chłopakiem. Byliśmy razem 6 lat,on zerwał w sumie to o drobiazg...stwierdził ze ma dość moich kłótni fochów i czepiania się...nie jestem idealna ale on też nie jest,każdy ma swoje wady...( twierdził kilka dni temu że nadal mnie kocha że źle mu beze mnie ale woli być sam niż się wkurzać).Bardzo mi na nim zależy, nie wyobrażam sobie życia bez niego,wiem że on to ten jedyny...byłam jego pierwszą dziewczyną...ogólnie to zrozumiałam swoje błędy tylko on nie chce uwierzyć ze się zmieniłam ... najgorsze co mogłam to już zrobiłam...przez cały okres odkąd nie jesteśmy razem,prosiłam by dał szanse...latałam za nim... Czy jest jakaś szansa ze on zatęskni? teraz odpuszczam nie będę się z nim kontaktować
Przeczytałam całość, ale odniosę się do pierwszego posta.
Moim zdaniem jego uczucia nie zmieniły się, bo one nie zmieniają się z dnia na dzień, a skoro jeszcze kilka dni temu mówił, że kocha, to nie masz powodu, aby mu nie wierzyć. Tym niemniej można kochać, ale czuć się zmęczonym toksycznym zachowaniem partnera, w tym przypadku Twoimi fochami, pretensjami, czepianiem się o głupstwa. To naprawdę potrafi ostudzić cały zapał i chęci, radość z kontaktu z drugą osobą. I jeśli przez dłuższy czas to się nie zmienia, to kiedyś dochodzi się do wniosku, że na tyle trudno jest z kimś takim być i żyć, że już się dłużej nie chce.
Całkiem możliwe, że on nawet odczuł pewnego rodzaju ulgę, kiedy w końcu podjął wiadomą decyzję. Gdyby tamtego dnia zadziałał impulsywnie, bez przemyślenia, to prawdopodobnie już na drugi dzień przemyślałby sprawę, przeprosił i liczył, że to niczego nie zmieni. Skoro jednak od trzech tygodni jego stanowisko jest stałe, to wyraźnie już mu się przelało i musi upłynąć trochę czasu, żeby coś drgnęło. Może się jednak zdarzyć, że nic nie drgnie, a on tylko utwierdzi się w przekonaniu, że dobrze jest, jak jest.
Sądzę, że najlepsze co możesz teraz zrobić, to pójść za radą moich poprzedników i dać mu od siebie odpocząć. Uwierz, że nachodzenie go, wydzwanianie, skomlenie o kolejną szansę wywołuje skutek dokładnie odwrotny do zamierzonego. Mało tego, obawiam się, że jeszcze bardziej tracisz w jego oczach, bo nawet w takim momencie nie potrafisz zachować klasy. Pomijam przy tym fakt, że jak na 27 lat, to w ogóle zachowywałaś się, delikatnie mówiąc, mało dojrzale.
Nasunela mi się jeszcze jedna myśl. Otóż ta zmiana tez nie jest taka dobra. Ok masz wady które objawiły się w danej sytuacji, przy kolegach itd. Ale jak masz to zmienić skoro będąc sama takich sytuacji nie masz? Jak masz wypracować nawyk nowy skoro nie ma warunków na wdrożenie go w życie? Ktoś ma jakieś doświadczenia?
Nasunela mi się jeszcze jedna myśl. Otóż ta zmiana tez nie jest taka dobra. Ok masz wady które objawiły się w danej sytuacji, przy kolegach itd. Ale jak masz to zmienić skoro będąc sama takich sytuacji nie masz? Jak masz wypracować nawyk nowy skoro nie ma warunków na wdrożenie go w życie? Ktoś ma jakieś doświadczenia?
Po kilku dniach przemyśleń też doszło do mnie to, że jak mam mu pokazać, że zmieniam się odnośnie niektórych sytuacji, które jego dotyczą skoro on tego nie widzi. Dlatego podświadomie zmieniam swoje ogólne złe nawyki. Naprawe wad objawiajacych się w związku zostawiam na sytuację, w której on zechce porozmawiać i wyjaśnić wszystko razem.
Jezeli tak się nie stanie po prostu zapamiętam co było zle z mojej strony i postaram się tego nie stosowac w przyszłych związkach, boli takie mówienie, ale cóż poradzić.
Drobiazgi? On ma cię dość, daj mu żyć.
36 2018-09-14 21:04:30 Ostatnio edytowany przez kobitka9520 (2018-09-14 21:05:42)
Przestań się czepiać i stroić fochy, stań się normalną kobietą, taką, za którą poleciałby każdy facet. To takie proste.
Nie pasuje Ci gościu, to go nie męcz swoim gównem. Po co zasyfiać komuś życie?
Jestes z nim, bo sama masz niskie poczucie wartości? Tak, na 99%.
Popracuj nas sobą, to może w następnym związku będzie lepiej, a mu daj już spokój.
Mam nadzieje ze życie Cię nauczy ze jak ktoś nie chce to się go nie zmusi . Musisz patrzeć na siebie bo twoje życia a On nie martwi się już o nie bo Cię zostawił . Dasz radę a czas zrobi swoje .
39 2018-09-15 13:13:53 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-09-15 13:18:51)
ale serio to był drobiazg... nie chciałam powiedzieć co mi jest jak byłam w towarzystwie jego kumpli. powiedziałam że nic... nie chciałam mówić przy nich że ie odpowiada mi ich towarzystwo... po 6 latach kiepska sprawa by to był powód zerwania...on jest młodszy..nie wiem może nie dojrzał...albo chce sie wyszaleć...
Nie to Ty skupiasz się na drobiazgu. Ludzie po prostu w pewnym momencie mają dość. Coś się nawarstwiało, uczucie ulatywało i potrzebny był tylko kolejny wyzwalacz. Po okresie zakochania w związku trzeba się dobrze czuć i dogadywać, choćby dlatego że uczucie nie są stałe, emocje z czasem słabną.
Daj sobie i jemu spokój. Jak mężczyzna mówi że ma dosyć kłótni, to ma dosyć kłótnie. Kiedy kobieta mówi, że się zmieniła, to mówi. Sprawdzone na własnym przykładzie niestety.
41 2018-09-23 01:05:53 Ostatnio edytowany przez Tomko (2018-09-23 01:06:30)
Witam, mam 27 lat od 3 tygodni nie jestem z chłopakiem. Byliśmy razem 6 lat,on zerwał w sumie to o drobiazg...stwierdził ze ma dość moich kłótni fochów i czepiania się...nie jestem idealna ale on też nie jest,każdy ma swoje wady...( twierdził kilka dni temu że nadal mnie kocha że źle mu beze mnie ale woli być sam niż się wkurzać).Bardzo mi na nim zależy, nie wyobrażam sobie życia bez niego,wiem że on to ten jedyny...byłam jego pierwszą dziewczyną...ogólnie to zrozumiałam swoje błędy tylko on nie chce uwierzyć ze się zmieniłam ... najgorsze co mogłam to już zrobiłam...przez cały okres odkąd nie jesteśmy razem,prosiłam by dał szanse...latałam za nim... Czy jest jakaś szansa ze on zatęskni? teraz odpuszczam nie będę się z nim kontaktować
Tak po ludzku i dojrzale. Nie ma nic złego w tym, że jedna ze stron po rozstaniu stara się poskładać to co się rozleciało. Nie wiń się za to, bo to bez sensu.
Inna sprawa, że często przynosi to odwrotny skutek, bo dowartościowuje drugą stronę i utwierdza w przekonaniu, że niezależnie co się wydarzyło to wina była po tej która próbuje sprawy naprawić.
Może to był jakiś problem, że Ty byłaś pierwsza dla niego, a on dla Ciebie pewnie nie?
Może być też tak, że ten drobiazg był tylko pretekstem i zwyczajnie kogoś miał na boku.
Nie ma czegoś takiego jak "ta jedyna" czy "ten jedyny" - moja rada, jeśli definitywnie się posypało, to idź naprzód, zmień coś na lepsze w swoim życiu - nawyki, praca, trening, pasje, nowe znajomości (przyjaźnie i nie tylko) - życie jest piękne, czasu mało, nie marnuj go na oglądanie się za siebie. Spróbuj, sama zobaczysz.