Hej dziewczyny.
Piszę do Was aby się wyżalić na samą siebie...
Jestem mamą czterolatka, od 5 lat żona. Moim problemem jestem.. ja sama.
Nie potrafię prowadzić domu. Ciągle coś jest nie zrobione, w domu nieporządek, obiad raz na jakiś czas, głównie kiedy mam wolne od pracy (pracuję w szkole). Mój mąż jest wyrozumiały, ale często dochodzi między nami do kłótni na tym tle. Nie potrafię się zorganizować, wiecznie z czymś się nie wyrobię, często zwyczajnie chciałabym spędzić dzień w inny sposób niż sprzątając, a wszystko się piętrzy. Ile bym nie sprzątała, tym większy bałagan. A nawet jak uda się wysprzątać, to na drugi dzień już nic nie widać.
Kolejnym problemem jest to, że kompletnie nie mam ochoty na seks. O ile mąż bałagan zniesie, tak przez to często się gniewa. Teraz też od kilku dni mamy ciche dni. Mąż ma duże potrzeby, ja wcale.. Wydaje mi się, że do zbliżeń dochodzi dość często, ale nigdy nie satysfakcjonują męża, bo z mojej strony to wszystko jest bez szału...
Zdaję sobie sprawę, że we mnie tkwi problem. Proszę, doradzcie mi, co mogę zrobić, żeby być trochę mniej beznadziejna...
Mam wrażenie że twoim problemem jest jedynie niewłaściwe podejście do problemu, a nie problem sam w sobie. Kto ci powiedział że porządek w domu to tylko twoja sprawa? Tylko ty brudzisz i bałaganisz? Podejrzewam że nie, a skoro brudzicie wspólnie to i sprzątajcie wspólnie. Wspólna praca to też forma wspólnego spędzania czasu. Zmieńcie podejście do domowych obowiązków, to ciebie odciąży, zdejmie odpowiedzialność, zredukuje związany z tym stres. Tradycyjny model rodziny gdzie mąż nie robił w domu nic był dobry jak ten mąż był całkowicie odpowiedzialny za utrzymanie. Dziś to tylko nowoczesna forma niewolnictwa. A jak mąż cię odciąży we wspólnych obowiązkach, to może i w łóżku coś drgnie? Wypoczęta kochanka może znacznie więcej od tej styranej całodzienna pracą.
Dziękuję za odpowiedź!
Wiesz, często myślę, że faktycznie byłoby inaczej, gdyby dom nie był tylko na mojej głowie. Mąż pracuje, po pracy zazwyczaj ma obowiązki koło domu. Jednak ja w miarę możliwości mu w nich pomagam. Natomiast w domu nie mogę się doprosić. Nie wiem dlaczego, ale mąż nie chce za żadne skarby pomagać w domu. Nie docierają do niego żadne argumenty, reaguje złością. Ja po powrocie z pracy robię wszystko nieudolnie, niby robię, a nic za mną, wszystko przede mną. Wczoraj cały dzień nie usiadłam, a właściwie tylko knedle i kilka serii prania udało mi się zrobić. Ogarnęłam dom z grubsza, nie jest tak jak bym chciała.
Może któraś z Was podpowie, jak organizujecie sobie czas, by wszystko zrobić?
Wprawdzie nie jestem ona i znam problem z drugiej strony, ale u nas było tak, że żona była odpowiedzialna za dzieci. Naogol też gotowała, bo wracała wcześniej z pracy. Jak było inaczej, to gotowałem ja. Sprzatanie- to co nisko ona, co wyżej to ja. Każdy ogarniał swoje śmieci. Skoro ona gotowała, to ja zmywałem po obiedzie. Jak ja pracowałem na pół etatu, to ona pomagała mi w porządkach. Reszta była na mojej głowie. Jestem leniwy i próbowałem się migać, ale mam też na tyle poczucia przyzwoitości żeby nie siedzieć przed telewizorem jak ona zapiernicza.
Twoje pytanie brzmi jak trzy etaty, pracę zawodową, gospodynie i kochankę, zmieścić w 24 godzinach. Moja odpowiedź- chcesz to próbuj, ale w XXI wieku w centrum Europy niewolnictwo jest zakazane.
Net-facet dziękuję za odpowiedź.
Bardzo chciałabym, żeby mój mąż podchodził do tematu podobnie. Tylko jak to zrobić? Prośbą, groźbą, żartem... próbowałam chyba wszystkim.
Spróbuj cierpliwością. Kobiety mają niespożyte jej pokłady, więc dasz radę. Moja żona też zaczęła tak jak ty. Potem w wyniku setek rozmów i metoda małych kroków doszła ze mną do ładu. A na początku głupie gacie i skarpetki były problemem nie do przeskoczenia. Moja żona osiągnęła to bardzo prosta metodą- kochanie jesteś wysoki i dla ciebie to nic, a ja muszę się wspinać na stołek zeby tam sięgnąć. Potem- skoro tak świetnie ci poszło na szafach, to przetrzyj szybko fronty. No i tak z czasem podzieliliśmy role na to czego ona nie da rady i to co da radę. Potem już dokładała mi co jakiś czas jakiś drobiazg. Teraz nawet jak są święta, to ona siedzi przy stole, a ja stoję przy zlewie (z przyczyn ideologicznych nie mam zmywarki). Tyle że ona dwa dni wcześniej zaczyna szykować potrawy. No i standardowo- słuchajcie posprzątajcie chałupę, bo ja się nie wyrobię.
7 2018-09-09 10:29:14 Ostatnio edytowany przez noreczka (2018-09-09 10:32:39)
Dziękuję, będę próbować.
Moje pytanie wynika też z tego że staramy się o drugie dziecko. Chciałabym teraz zorganizować się żeby potem było mi łatwiej. Inna sprawa że starania trwają już rok bez skutku. Może i to wpływa na zachowanie nas obojga.
dom sprząta się super-dokładnie 2-4 razy w roku
bez przesady, że musi być idealnie za każdym razem. dom ma być szczęsliwy a nie hermetycznie czysty.
knedle? troche czasochłonne potrawy wybierasz
no ale sezon na śliwki to rozumiem.
a co do seksu, przekaż mężowi, że również pracujesz i jeśli oczekuje wysprzątanej chłapy, ogarniętego dziecka i codziennie nowego ciepłego dania na stole, to, że nie masz w tym wszystkim czasu dla siebie, jesteś zmęczona, zaniedbana i albo pomoże ci w obowiązkach domowych albo niech nie liczy na fajerwerki w łózku.
Dziękuję, będę próbować.
Moje pytanie wynika też z tego że staramy się o drugie dziecko. Chciałabym teraz zorganizować się żeby potem było mi łatwiej. Inna sprawa że starania trwają już rok bez skutku. Może i to wpływa na zachowanie nas obojga.
Tym bardziej musisz popracować nad mężem. Jako nauczycielka wiesz że proces wychowawczy potrwa, ale chyba warto? Praca zawodowa, dom, przedszkole, dziecko przy cycku. A gdzie jesteś ty? Kiedy ostatnio byłaś u kosmetyczki, w spa, kiedy z mężem zrobiliście sobie romantyczny wieczór przy świecach? Zamiast sprzątać w sobotę, wyskoczcie na weekend w góry, nad morze, na spacer po lesie, parku itd. Moze nie co tydzień, ale np raz w miesiacu. Pogadaj z mężem, że chciałabyś co jakiś czas tego co było przed ślubem. Nie chcesz wieczornego heblowania, a romantycznego wieczoru i wynikającego z niego w sposób oczywisty seksu. Przeciez kiedyś kochaliscie się i było to dla was obojga fajne? Niech poczyta jak się robi masaż relaksacyjny, a może przyda się i erotyczny. Chłopy to lenie, ale jak dasz mu w zamian wymarzony seks, to zachce mu się chcieć.
10 2018-09-09 13:45:48 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2018-09-09 14:55:17)
Jeżeli oboje pracujecie zawodowo, to razem powinniście ogarniać dom, bo przecież nie jesteś taką panią domu, co ma cały dzień by myć, wycierać, prać, gotować i kwiaty w wazonach układać.
Twój mąż powinien przejąć niektóre obowiązki: może niech sam wkłada i wiesza pranie? gotuje co drugi dzień? łazienkę umyje? albo odkurza ze dwa razy w tygodniu? To są tylko propozycje, wszystkie łatwe do wykonania. Pranie można włożyć na noc do pralki i wyjąć rano, ugotowanie obiadu to 30 minut, a łazienka i odkurzanie to przy regularnym sprzątaniu maximum 20 minut. Jeżeli Ty z siebie to możesz wykrzesać, to czemu mąż nie może?
Nie daj sobie wmówić, że jesteś "kiepska we wszystkim". Nie jesteś kiepska. Masz za to zero pomocy w domu i do tego brakuje Ci organizacji. Co do pierwszego, to tylko przekonanie męża do robienia jakiegos minimum ma sens. Co do drugiego, to poszukaj sobie blogów o sprzątaniu- jest ich masy. Tam można znależć przykłady grafików i różne tipy.
Mam wrażenie że twoim problemem jest jedynie niewłaściwe podejście do problemu, a nie problem sam w sobie. Kto ci powiedział że porządek w domu to tylko twoja sprawa? Tylko ty brudzisz i bałaganisz? Podejrzewam że nie, a skoro brudzicie wspólnie to i sprzątajcie wspólnie. Wspólna praca to też forma wspólnego spędzania czasu. Zmieńcie podejście do domowych obowiązków, to ciebie odciąży, zdejmie odpowiedzialność, zredukuje związany z tym stres.
Ja bym jeszcze zmieniła podejście do porządku jako takiego. Dom jest dla nas, czy my dla domu? Dom to muzeum? Ja w tygodniu tylko ogarniam z wierzchu, a dokładniej sprzątam w soboty gdy mam dzień wolny. Wstaję rano, robię zakupy, a potem mogę kilka godzin ogarniać. Nic się nie stanie gdy ciuchów nie poskładasz lub nie wyprasujesz od razu. Gdy coś poleży i poczeka. To naprawdę jest takie ważne, by wszystko lśniło od poniedziałku do piątku?
Nie wiem dlaczego, ale mąż nie chce za żadne skarby pomagać w domu. Nie docierają do niego żadne argumenty, reaguje złością.
Może któraś z Was podpowie, jak organizujecie sobie czas, by wszystko zrobić?
Rozumiem, mój tez się nie da zagonić. Kiedyś mi robił przytyki, ze np. w zlewie coś leży od wczoraj... mówiłam z pewnością w głosie "to pozmywaj skoro Ci przeszkadza". Śmieci śmierdzą? "To wyrzuć idąc do garażu". Dopóki sama nie będziesz pewna tego, ze lekki nieporządek to nie jest katastrofa światowa, to tak się będziesz czuła. Jeżeli Ci nie pomaga, nie ma prawa mieć pretensji. Można też wykorzystać ten fakt i raz na jakiś czas wynająć kogoś to prania dywanów i mycia okien. To nie są aż tak drogie usługi, ale nieco Cie odciążą.
Dodaj, ze musisz mieć czas dla siebie, trochę relaksu jeśli ma być lepiej w sprawach łóżkowych. Dlatego musi zająć się dzieckiem raz w tygodniu przez np. godzinkę, abyś mogła wyjść na basen/saunę/siłownie/aerobic. Jeśli mąż nie chce to wynająć nianię na godzinkę. Moze gdy mąż będzie musiał za to wszystko płacić to zacznie myśleć inaczej
.
Co do organizacji czasu: tak jak pisałam wyżej: na co dzień, gdy pracuję nie musi być idealnie. Jedynie ogarniam z wierzchu. Sprzątam dokładniej w soboty.
Wtenczas robię po kolei, nie wszystko na raz. Bo ma się wtedy wrażenie, ze nic nie jest skończone i pracy coraz więcej. Np. odkurzasz cały dom, potem myjesz podłogę w całym domu, wycierasz kurze wszędzie. Co zaczniesz to skończysz i dopiero zabierasz się za drugą rzecz.
A nie, ze odkurzysz jeden pokój, potem robisz coś innego, potem odkurzasz drugi, potem znów coś innego w pierwszym pokoju, potem wracasz do drugiego i składasz cześć ubrań i znów odkurzasz... czyli totalny chaos. Wszystko rozpieprzone, końca nie widać
.
Jeśli Ci to ułatwi, rób listę i odhaczaj po kolei.
Obiad gotuj w tygodniu taki na szybko np. makaron z sosem, gar zupy na 2 dni. Mozna w weekend coś przygotować i zamrozić, a w tygodniu tylko odmrozić, odgrzać, ugotować ziemniaki i obiad gotowy.
Mężowi wciśnij chociaż wyrzucanie śmieci, skoro wychodzi z domu to może je przy okazji zabrać. Wracając do domu może przy okazji zdjąć pranie z linki. Co może zrobi przy okazji wychodząc z domu lub wracając do domu to mu wciskaj. Nie jesteś niczyją służącą. Masz prawo domagać się szacunku do własnej pracy.
Zakładam ze jestem dużo młodsza od ciebie, ale zdążyłam już zauważyć, ze maurdzenie na samą siebie niewiele da
. Twoje dziecko jest już relatywnie duże, można mu zapewne puścic jakąs bajkę, ale podrzucić do kogoś z rodziny/ przyjaciół, byście z męzem mogli zostać razem i nawet jeśli nie dojdzie do seksu, to może po prostu obejrzeć film, zjeść coś, porozmawiać. Myślę ze tego potrzebujecie. Co do bałaganu, co robi twój mąż, jaką ma w tym wszystkim role? Ja bym mu dała jakieś obowiązki, jasne jak to facet ze fajne wrócić o 16 do domu, zjeść co podadzą i pójść na kanapę. Ale to nie tak działa w małżeństwach. Daj mu nawet takie małe obowiązki jak pozmywanie, poodkurzanie czy posprzątanie pokoju dziecka, a ty podczas tych 15 minut usiądź jak królowa i odpocznij. Może jak się "zmęczy" tym jakze trudnym zadaniem to zobaczy ze potem nawet na seks nie ma się ochoty. A jak nie to nie zmywaj przez 3 dni / zmywaj tyle by naczyń starczało dla ciebie i dziecka. Zobaczymy co powie
.