czy rodzice we wszystkim mają rację? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » czy rodzice we wszystkim mają rację?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 ]

Temat: czy rodzice we wszystkim mają rację?

Cześć, mam na imię Kasia, mam 18 lat, chodzę do liceum, mieszkam w internacie... moja historia jest ehh bardzo zagmatwana i dla niektórych zapewne ciężka do zrozumienia ale chciałabym poznać opinie osób trzecich, jak patrzą na tę sytuację bo ja już nie mam naprawdę siły do tego wszystkiego, niczego złego w życiu nie zrobiłam żeby teraz tak strasznie cierpieć... Więc do rzeczy...
Od jakiś dwóch lat zaczęłam pragnąć posiadania chłopaka, wiem brzmi trochę dziwnie, ale dookoła wszędzie widziałam szczęśliwe, zakochane w sobie pary tylko ze mną było coś nie tak... postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce... i założyłam konta na różnych portalach randkowych i czekałam na efekty... Nie powiem byli zainteresowani, ale jak już doszło do spotkania to właśnie po pierwszym takim spotkaniu kontakt się kończył i zwykle nie było już o czym gadać... W marcu tego roku poznałam chłopaka-Włocha, na spotkanie poszłam z nastawieniem takim jak zawsze że nic z tego nie będzie bo nigdy mi nie wychodziło z internetowymi znajomościami... Gdy już było po spotkaniu, byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, nigdy wcześniej nie poznałam tak zajebistego chłopaka, gadaliśmy przez całe spotkanie, wygłupialiśmy się, po raz pierwszy spróbowałam latte wiem to takie mało istotne ale czułam się przy nim doskonale, na koniec gdy mnie odprowadził na przystanek pocałowaliśmy się. to było dla mnie coś niesamowitego bo fakt mam to 18 lat ale nigdy wcześniej się nie całowałam, nigdy, wiec dla mnie taki pocałunek znaczył tylko jedno, że to jest ten chłopak i skoro się całujemy to znaczy że jesteśmy w związku.... i myślę że własnie przez to moje chore myślenie wszystko się zaczęło walić bo ja na gwałt potrzebowałam "mieć" chłopaka, nie znajomego, który z biegiem czasu stanie się tym moim księciem tylko na już więc dwa dni później byliśmy parą... a po 6 dniach spaliśmy ze sobą, to nie miało być tak, bo chciałam to zrobić z kimś kogo naprawdę kocham i chce z nim spędzić całe życie, pojechaliśmy do niego, mieszka z dziadkami, ale do niczego miało nie dojść ale mnie poniosło, bardzo tego od zawsze pragnęłam żeby móc się z kimś kochać ale nie po 6 dniach... no ale się stało, nie żałuję na pewno tej decyzji, szkoda tylko że tak szybko ale było cudownie więc... po nocy spędzonej u niego wróciłam do siebie czyli do internatu, oczywiście rodzice o niczym nie wiedzieli myśleli że weekend spędzam w internacie. Wieczorem zadzwoniłam do mamy z zapytaniem czy mój kolega mógłby do nas przyjechać na święta wielkanocne. oczywiście była w szoku lekkim bo ja przecież nigdy nie miałam chłopaka a tu nagle kogoś zapraszam... Mama nie wiedziała że znam gościa od tygodnia i nagle go zapraszam na święta do domu... no ale dobra święta się skończyły, wróciliśmy do krk na rodzicach wywarł nie najgorsze wrażenie, gorzej było z jego wrażeniami na temat rodziców, stwierdził że są wieśniakami, cebulakami i że źle mnie traktują że mi rozkazują i nie wierzą we mnie, nie zaprzeczyłam mu specjalnie, bo bałam się że mnie zostawi,  moi rodzice na pewno we mnie wierzą z resztą jak każdy rodzic ale on nie rozumiał ich sposobu mówienia w sensie mama czasem lubi mówić różne rzeczy w sarkazmie, a on tego po prostu nie umiał pojąć... od tamtego czasu wszystko zaczęło się jebać... rodzice dowiedzieli się o moich godzinach opuszczonych w szkole, o moich pogarszających się ocenach, więc całą winę tego zrzucili na chłopaka, mimo tego że im tłumaczyłam że te opuszczone lekcje niektóre były przed tym jak go poznałam ale oni i tak już mięli swoje zdanie. rodzice zaczęli się dowiadywać nowych rzeczy na jego temat czyli że jest bogaty, jego matka pracuje za granicą ma ileś tam firm z ciuchami i innymi rzeczami więc zbija miliony, ojciec Włoch też. Zaczęło też przeszkadzać rodzicom to że on zaczął mi kupować różne rzeczy, bo twierdził że skoro ma kasę to nie będzie jej na mnie żałował, a jak już z nim jestem to żebym wyglądała najpiękniej na świecie, nie powiem nie odpowiadało mi to jego myślenie, bo sorry albo mnie akceptujesz taką jaka jestem albo spadaj, ale oczywiście inaczej mu odpowiadałam jak chciał mi coś kupić bo nie chciałam żeby poczuł się w jakiś sposób urażony bo bałam się ze mnie zostawi a zwłaszcza po tym że to z nim zrobiłam ten pierwszy raz.... rodzice zaczęli uważać że on nie ma do mnie szacunku, bo mimo tego że ja go o coś proszę np: nie kupuj mi tego, pozwól mi to zrobić to on i tak robił swoje... na początku maja przyjechał do mnie bo mieliśmy iść na 18, po 18 w niedziele miał jechać do domu, ale że to był 3 maja i żadne autobusy nie jeżdżą więc został do poniedziałku, w niedziele wieczorem zaczęliśmy oglądać razem film, przy zamkniętych na klucz drzwiach, na nasze nieszczęście tata trochę wypił i chciał bez pukania wejśc do pokoju, a wiadome jak się kończy oglądanie wspólnie jakiegoś filmu, nie da się wytrzymać i zaczęliśmy sie do siebie dobierać.... ojciec zaczął wykrzykiwac na cały dom żebym natychmiast otwierała te drzwi bo je wywali i żebym natychmiast poszła spać na dół do mojego brata pokoju.... zeszłam żeby go troche uspokoić że my przecież nic złego nie robliśmy itd, a on zaczał się na mnie drzeć że on chce mojego chłopaka pesel bo w nic mu nie wierzy.... zaczęła sie awantura i to niezła przyszedł z góry Fryderyk i zaczął się z nim kłócic, ojciec nawet zacząl go duciś... skończyło sie na tym że a drugi dzień z rana Fryderyk pojechał do krk i kazał mi się pakować bo nie będę mieszkała w domu wariatów, a jak nie to on idzie z tym na policję bo wszystko nagrał... no i pojechałam za nim, bez słowa nic nie mówiąc rodzicom i spędziłam tam noc, potem wróciłam do domu i była dłuuuuuga rozmowa. Rodzice stwierdzili że on owinął mnie w okół palca i robi ze mną co tylko chce... że zależy mu na mnie tylko dlatego że chce mnie wywieźć do tych Włoch i mnie sprzedać do burdelu żeby mógł sobie na mnie zarabiać... no więc tak sytuacja wygladała miesiąc temu... przez ten czas Fryderyk się zmienił i ja też bo nie jest już tak że ja robię wszystko co on sobie tylko zapragnie a mimo tego mnie nie chce zostawić, bo jak to mówi kocha mnie mocno i chce ze mną być do końca... Ja kocham go nad życie wiedział to już na pierwzym spotkaniu tak to dziwne ale już wtedy się w nim zakochałam... rodzice bardzo chcieli żebym się z nim  rozstała bo zrobi mi kiedyś krzywde, oni doskonale wiedzą że nie jestem już dziwicą bo podczas innej kłótni to wyszło i ojciec nazwał mnie kurwą bo jak on to powiedział że jak suka nie da to pies nie weźmie.... tak słowa kochającego tatusia.... mama z resztą tez jest tego zdania bo kiedys mi to powiedziąła że myśli tak jak ojciec że jestem kurwą bo z pierwszym lepszym poszłam do łóżka...
Tydzień temu zawoziła mnie do internatu i cała droge mi tłukła do głowy żebym z nim zerwała, wieczorem zadzwonił do mnie i się po raz kolejny pokłóciliśmy i tak jakby ja się rozłączyłam... rano nie byłam w stanie iść do szkoły iwęc z płączem zadzwoniłąm do mamy że z nim zerwałam i że w końcu będa szczęśliwi że zrobiłam to przeciwko sobie dla nich.... cały dzięń nie odbierała jego telefonów, nie odp na wiadomości, wieczorem nie wytrzymałam i z nim pogadałam... nie chciałą z nim zrywać i w sumie nie zerwałam, ale ustaliliśmy plan że niech cały świat myśli łącznie z koleżankami ze szkoły z internatu że ja już z nim nie jestem, a on przez ten cały czas rozłąki będzie do mnie wydzwaniał, pisał i próbował się ze mną skontaktowac przez osoby trzecie, bo w ten sposób po jakimś czasie ja myślałam nad trzema tygodniami pokaże rodzicom te smsy że iszę w ich jak bardzo mnie kocha, że tęskni i mu bardzo na nie zalezy, bo jaki chłopak starał by sie o dziewczyne która nie odbiera od niego od tylu tygodni. Myśle  ze oni wtedy w końcu zrozumieją ze on naprawdę mnie kocha i nie chce mi zrobić nic złego, i teraz moje pytanie, czy to jest dobry pomysł? Czy aktycznie to jest zły chłopak który jest w stanie zrobić dla mnie wszystko? Bardzo proszę o pomoc bo ja już nie wiem jak inaczej wybrnąć z tej sytuacji, dzwoniłam nawet na telefon zaufania ale tam sie w ogóle na tym nie znają....

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: czy rodzice we wszystkim mają rację?

Brzmisz, jak rozsądna dziewczyna.
Szczerze mówiąc, nie podoba mi się tutaj zachowanie Twoich rodziców. Te wyzwiska od kur**, duszenie chłopaka (!). To nie jest normalne zachowanie. Zakładam jednak, że działają w trosce o Ciebie. Żeby ich nieco uspokoić popraw stopnie, przestań opuszczać szkołę, bo to ich chyba najbardziej wkurza i martwi w tej sytuacji. Możliwe, gdy zobaczą, że potrafisz pogodzić posiadanie chłopaka i naukę, to trochę odpuszczą, bo nie zauważyłam, by mieli jakiejś inne, konkretne argumenty przeciwko niemu. Twoje dobre stopnie powinny do nich bardziej przemówić, niż smsy i telefony z wyznaniami miłości.
Staraj się dbać o dobre relacje z rodzicami, chłopakowi też nie pozwól, by Ciebie przeciwko nim buntował, by ich nazywał cebulakami, bo ich nie zna, poza tym to Twoi rodzice, winien jest im szacunek. I znowu - jeśli on ich nie szanuje, oni to widzą, to nigdy nie zaakceptują związku z tym chłopakiem.

On pewnie nie jest zły, chce dobrze, ale temperamentny jest i źle się do tego zabiera.
Jak Twoi rodzice widzą go teraz?
Jako chłopaka, który ich nie szanuje, który zawrócił i przewrócił Ci w głowie, który odciąga Cię od nauki.

Podsumowując: ustaw chłopaka, by okazywał Twoim rodzicom więcej szacunku, popraw stopnie i frekwencję. Daj im trochę czasu, niech sami poobserwują, powinno się poprawić.

Życzę Ci wszystkiego dobrego smile

3

Odp: czy rodzice we wszystkim mają rację?

Bardzo dziękuję za przeczytanie mojej historii, naprawdę bardzo dziękuję. Bardzo mi pomogła ta odpowiedź, ale jest jeden problem, mimo tego że moja frekwencja się poprawiła i oceny zaczynają sie powoli, bo powoli poprawiać to oni nadal mają swoje zdanie na jego temat... Tata nie chce nigdy więcej go widzieć w naszym domu, Fryderyk chce z nim i z mamą pogadać a oni tak jakby uciekają od tej rozmowy, widzę że chłopakowi zależy i zmienił się od tamtego czasu, widzę to doskonale, mimo tego że ja im ciągle powtarzam że jest naprawdę inny dalej są przy swoim... Oni patrzą na opinie innych ludzi, bo po pierwszym jego przyjeździe do mnie jak już wracałam z nim do krk w autobusie nazywał własnie rodziców od tych cebulaków itd i jeden mój znajomy słyszał te rozmowe i plotka poszła dalej, aż doszła do rodziców i sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła, uważają że nie ma on szcunku do nich i do mnie ale to było 2 miesiące temu i się naprawdę chłopak zmienił, wiec jeśli oni z nim nie pogadają tak od serca to się nigdy chyba nie przekonają... Dziękuję jeszcze raz za odpowiedź, mam nadzieję że czas w tej sytuacji będzie najlepszy...

4

Odp: czy rodzice we wszystkim mają rację?

Cześć Kasia. Miałam podobna sytulacje ale mój chłopak zostawił mnie po 3 miesiącach nie potrafił zaakceptować tego wiesz co żałuje straciłam go. Znalazł sobie inna u mnie był ojciec ktory tak samo mnie nazywał uwierz mi ze jak bym mogła cofnąć czas nie pozwoliła bym mu odejść kocham go nadal pisze proszę żeby wrócił a on ma już inna . Zaczęło sie niewinnie u nas sex był po 2.tygodniach kochałam go tłumaczyłam rodzica słuchałam ich i byli ważni ufałam im ale mój ojciec widzial w nim zlego człowieka zaufałam im i kiedyś dokładnie  trzy tygodnie temu przeprowadziłam chłopaka do domu innego kolegę nazwał mnie przy nim dziwka i mówił złe rzeczy na mnie przy koledze wyprowadziłam sie a mówili ze bede tego żałować mieszkam z koleżanka i dobrze mi tak walczę o mojego chłopaka on jest dla mnie najważniejszy muszę to odbudować zniszczyłem tym ze mówiłam mu ze to jego wina obarczalam go pierdołami patrzyłam tylko na siebie na nic więcej tylko na ojca i jego opinie zgadzałam sie z tym ze robi to dla mojego dobra mówił mi bo będziesz z brzuchem chodziła jestem z dąbrowy górniczej mam 19 lat i jak bym mogła cofka bym czas . I nie dała im kontroli nad moim szczęściem moze powiesz ze rodzice są najważniejsi ale nie maja prawa wybierać nam kobieta szczęścia nawet jak to pierwszy chłopak . Moja rada Wałcz o niego przeczytaj uważnie co o nim napisałaś cudowny czuły kocha cie i walczy o ciebie zapytaj sie samej siebie czy ktoś inny walczy o ciebie tak jak on ? Zaufaj mi bardziej niż teraz on ci pomoże czujesz ze cie kocha i mu na tobie zalezy wiec nie zmarnuj tego jak ja walczę z moim byłym KAmilem od 5 miesięcy ale mowi ze dwa razy nie wchodzi do tego samego bagna jeśli zalezy ci na nim pomóż mu dopóki walczy o ciebie Kasiu . Weź sobie do serca miłość jest twoja a nie usłana opinia innych ludzi musiałabyś przestać sie nia przejmować . Życzę ci powodzenia

Posty [ 4 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » czy rodzice we wszystkim mają rację?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018