problem z partnerem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1 Ostatnio edytowany przez slowiankaa1 (2018-08-20 09:32:27)

Temat: problem z partnerem

Witam. Drogie kobiety pisze na forum, ponieważ potrzebuję porady a nie mam do kogo się zwrócić. Jestem z moim narzeczonym od 5 lat. Po 3 latach związku zaręczyliśmy się. Od początku wiedziałam,że mój partner ma problem z narkotykami - pali nałogowo marihuanę. Myślałam,że to minie , że się nawróci. Cały nasz związek wygląda tak,że musze znosic jego wahania nastrojów. Gdy się napali jest wszystko okej a gdy nie ma zaczyna się obwinianie mnie o wszystko, wyładowywanie flustracji, gniewu i złości. Nie odkłada żadnych pieniędzy , wszystko idzie z dymem. Pozycza ode mnie, rodziny, znajomych. Gdy się kłocimy zostawia mnie a później udaje,że nic się nie stało i jest jak by okej, jednak ja wszystko pamiętam .... Nie wiem co mam robić i jak będzie wyglądało nasze dalsze życie ... Nie jest złym mężczyzną. Pomaga mi w domu, ugotuje, posprząta, zrobi zakupy itp. Kocham go ale nie wiem czy dam rade dłużej to znosić ...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: problem z partnerem

Na co liczysz?

Że:
Jak się ujara to

slowiankaa1 napisał/a:

... Pomoże mi w domu, ugotuje, posprząta, zrobi zakupy itp....

jak będzie na głodzie:

slowiankaa1 napisał/a:

zaczyna się obwinianie mnie o wszystko, wyładowywanie flustracji, gniewu i złości. Nie odkłada żadnych pieniędzy , wszystko idzie z dymem. Pozycza ode mnie, rodziny, znajomych. ...

Musisz sobie sama odpowiedzieć, bo wtedy będziesz miała motywację do jedynej, słusznej decyzji:
1. Ile lat wytrzymasz jeszcze takiej hustawki nastrojów i braku prespektyw?
2. Czym sobie zaslużyłaś, że by znosic takie traktowanie?
3. Czy w wieku lat np. czterdziestu paru z kilkoma dzieciakami na karku, będziesz miała dość siły, aby powiedzieć DOŚĆ marnowaniu mojego życia?

Współczuje, ale wg mnie tkwisz w absolutnie nieperspektywicznym, dołującym Cię związku. Nie jestem pewna, czy jakakolwiek terapia antynarkotykowa pomoże, bo cały czas będziesz żyła czas jak na bombie zegarowej.

Wiem, cięzka decyzja Cię czeka, ale pomyśl o sobie. Chęć dobrego życia to nie jest egoizm.

3

Odp: problem z partnerem

Liczyłaś, że się nawróci...
Niestety, wasze dalsze życie będzie wyglądało tak, jak do tej pory, chyba że chłopak zrozumie że ma problem i weźmie się za siebie (nie mam tu na myśli nawracania, ale leczenie).
Co masz robić? Odejść albo trwać dalej i akceptować jego nałóg. Wiedziałaś, z kim masz doczynienia i zwykle tylko  w filmach miłość zmienia partnera w księcia. Przykro mi, ale pomyśl o sobie.

4

Odp: problem z partnerem

Są dwie opcje, jeżeli coś nam nie odpowiada w partnerze.
1. Liczymy, że się zmieni, a raczej łudzimy, że się zmieni, że zmieni go ślub, że zmieni go dziecko, a potem jesteśmy rozczarowani.
2. Szukamy takiego, który nam zapewni bezpieczeństwo i stabilność 24h na dobę, a nie jak będzie po trawce.

5

Odp: problem z partnerem

Nie wierzyłabym że się zmieni, chyba że naprawdę Cie tak mocno kocha w co nie wątpie i ma siłę woli

6 Ostatnio edytowany przez Frances_F (2018-08-20 16:33:40)

Odp: problem z partnerem

Hej słowianka!:) Piszę do Ciebie, bo niejako znam problem. Moje małżeństwo rozpadło się między innymi z powodu uzależnienia partnera od marihuany, a od czasu do czasu były też inne narkotyki. Temat poznałam niejako od podszewki i patrzę na niego z perspektywy osoby, która leczyła się i z powodu współuzależnienia i uzależnienia jednocześnie. Poznałam na terapii wiele osób, które podjęły leczenie z powodu psychicznego uzależnienia od marihuany i zachowania, które ma twój partner wskazują już na uzależnienie. Partner się nie zmieni. Kontrolowanie go oraz twoje nerwy nic nie dadzą, jedynie wyniszczą Ciebie samą. Będziesz, żyła w ciągłym stresie i twoje życie, będzie się kręciło wokół niego. On tego nie zrozumie bo jest aktywnym narkomanem. Pewnie gdyby to przeczytał, wybuchnąłby gromkim śmiechem, ale to też jeden z mechanizmów obronnych, których w nałogowym umyśle jest wiele. Czy zaprzecza, bagatelizuje problem? On jest na etapie, że problemu nie widzi, a nawet jeśli już dostrzega zrobi wszystko by uchronić przed innymi swój nałogowy kawałek, będzie chronił swój nałóg, do momentu gdy nie wydarzy się w jego życiu coś, czego negatywne skutki będę dla niego samego tragiczne. Może to być utrata pracy, problemy rodzinne, utrata bliskich, problemy ze zdrowiem itp. Kiedy ten czas dla niego nadejdzie tego nie wie nikt i każdy, którego znam przyszedł na leczenie z innego powodu i w innym etapie swojego nałogu. Są też tacy, którzy nie budzą się nigdy i kończą osamotnieni, w psychiatryku lub popełniają samobójstwa.

On jest na takim etapie, że twoje krzyki, rozmowy, próby tłumaczeń, angażowanie się twoje w problem, jedynie pogarszają sprawę i nic nie wnoszą nowego. Na zasadzie pogada sobie, wyzłości się , a ja i tak będę robił swoje. Ona jest nawiedzona i dewota, która zabrania mi czuć się dobrze i swobodnie, bo on nie umie czuć się już dobrze i swobodnie bez zielska. I może nawet Cię rzeczywiście kocha, ale spójrz na wybór: CZUĆ SIĘ NORMALNIE vs. MIŁOŚĆ. To jest wybór osoby uzależnionej. Pewnie, że wybierze żeby czuć się normalnie, choć przez chwilę gdy się zjara. Noo a najlepiej dla takiej osoby to 'mieć ciastko i zjeść ciastko', czyli dwa w jednym.

Co możesz zrobić? Ano i dużo i mało. Jeśli on się nie zgadza na terapię teraz, to ty spróbuj. W każdym mieście jest placówka Ośrodek terapii uzależnień i współuzależnień, tam miła Pani/ Pan psycholog wytłumaczy Ci co i jak. Żeby się umówić wystarczy zadzwonić i umówić się. Działają też grupy wsparcia dla osób żyjących z osobą uzależnioną. To po to żebyś wiedziała, że nie jesteś sama z problemem i pomoże Ci podjąć decyzję.  Spróbuj zrozumieć, że to nie twój, ale jego problem. Postaraj się żyć swoim życiem i dbaj o siebie, twardo stawiaj granice, to jest też pomoc dla niego, w ten sposób szybciej zrozumie, w jakim punkcie jest. Możesz też odejść by znaleźć się na nowo, przemyśleć sprawę, a jednocześnie postawić ultimatum, że albo terapia, albo rozstanie i zobaczyć co wtedy zrobi. I mam na myśli prawdziwą terapię, a nie kilkukrotne odwiedzenie ośrodka w celu zmanipulowania Cię do powrotu.

Wychodzenie z każdego nałogu, to dosyć burzliwy , traumatyczny i długotrwały proces. Uwierz, że nie wystarczy samemu przestać palić, ale trzeba nauczyć się sobie radzić bez dopalacza. Nauczyć się kochać bez tego, seksu bez tego, radości bez tego, lubić ludzi bez tego, siebie bez tego i jest to dość monotonny i dziwny proces. Znam wiele par, które będąc pod fachową opieką przetrwały ten ten czas i wszystko skończyło się dobrze, ale jest równie wiele takich, które zakończyły relację na różnych etapach i też dobrze.

Chcę Ci jeszcze na koniec napisać, że on się bez tego wszystkiego nie zmieni się, a będzie gorzej. Nic nie dadzą też deklaracje jego o tym, że zrobi to sam. Bo może i zrobi na ogromnym dupościsku będzie trzymał abstynencję, by pokazać sobie i bliskim, że może, ale będzie wtedy i tak nie do życia, bo trzymanie abstynencji to czubek góry lodowej, tu trzeba się leczyć, by móc na prawdę nauczyć się czerpać satysfakcję z życia i by móc dawać innym miłość.

Mi samej nikt nigdy tego nie powiedział. Wzięłam rozwód w 2009 r. . Mój ex nie poszedł na leczenie. Nic się nie zmieniło. Po tylu latach palenia -leczy się psychiatryczne, psychozy, objawienia, halucynacje, problemy z zatrudnieniem, nikogo sobie nie znalazł, mieszka z babcią, która płaci za niego rachunki z emerytury, a facet ma 40 lat. Gdy praktycznie uciekałam z domu zaczynał dzień od palenia, awantury były karczemne łącznie z przemocą fizyczną wobec mnie, gdy nie miał, a ja do dziś się leczę i wyłażę ze związku w który weszłam po rozwodzie jako osoba współuzależniona.
Jeśli jest mądry, jeśli znajdzie motywację do leczenia - będzie dobrze. Uzależnienie tylko do marychy nie jest najgorsze w leczeniu moim zdaniem. Oby nie poszedł w coś jeszcze i nie chodzi mi tu o twardsze narkotyki, ale też o hazard, alkohol, leki. A Ty żyj swoim własnym życiem i nie daj się wziąć na litość i obietnice poprawy. To tak jakby chory na cukrzycę, raka itp. obiecywał Ci, że już jej nie ma. Pamiętaj też, że to co czujesz jest prawdziwe, adekwatne do sytuacji i że masz wybór.

To jak traktuje Cię gdy nie ma palenia - typowe zachowania wynikające z uczuć towarzyszących głodowi.

Odp: problem z partnerem

Dobrze napisane!  W ramkę i przybić na ścianę smile

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024