Na początku: Bardzo przepraszam że temat tutaj itd,
Ale jak każdy desperat liczę na przeniesienie przez admina do odpowiedniego działu ![]()
Dzień dobry drogie panie.
Bo do Was kieruję te słowa.
Najpierw nakreślę sytuację:
Ja mężczyzna, 35lat, singiel bez dzieci.
Ona kobieta 48lat, mężatka dwójka dorosłych dzieci(starszy syn jeszcze w domu).
Mieszkamy 400km od siebie
Spotykamy się już jakiś czas. Od roku mam pewność że z tą kobietą chcę spędzić reszte życia.
Wcześniej to ona dawala sygnały o miłosci, kochaniu itd.
Pierwszy raz o wspólnym zamieszkaniu zaczęliśmy rozmawiać jakiś rok temu.
Wtedy powodem było to że nie wie jak ma odejść od męża.
Nie wiem czy w końcu znalazła sposób bo temat ucichł.
Teraz pojawił się nowy, otóż:
Oznajmiła mi że odejdzie od męża dopiero po ślubie syna.
Ślub syna jest w przyszłym roku.
Wiem że w miłości to niewiele.
Ale boję się że wtedy znów będzie miała wątpliwości w sprawie męża.
A zapewne pojawi się wnuk lub wnuczka i to będzie kolejny pretekts?
Nie wiem już co myśleć.
Nie spotykamy się od 3 miesięcy.
Z mojej winy, ponieważ nie chcę spotykać się z mężatką.
Mimo to rozmawiamy codziennie i codziennie slyszę że mnie kocha, że tęskni...
I na słowach się kończy.
Według mnie, ona traktuje mnie jak odskocznię od życia codziennego.
Dlatego chciałem zapytać płeć piękną, jakie mają zdanie na ten temat.
Mam czekać czy raczej podjąć radykalne kroki?
Z góry bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
Pozdrawiam