Witam,
Piszę chyba tylko po to, żeby to z siebie wyrzucić.. Napiszę w bardzo dużym skrócie....
Byłam z facetem dwa lata. Trafił w idealny moment, kiedy się poznaliśmy, ponieważ rozstałam się z byłym, który jakoś specjalnie się mną nie interesował..
Pojawił się przystojny, dobrze zbudowany, inteligentny, wierny uczuciowy. bardzo zaangażowany... Strzał w dziesiątkę. Zakochałam się,strasznie. Na początku byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Po jakimś czasie zaczęły dziwić mnie jego pytania typu : ' ile miałaś facetów przedemną, czy dużo masz/miałaś kolegów, czy jak byłaś ze swoim byłym miałaś ochotę spotykać się z innymi, czy spotykałaś się , czy chodziłaś na imprezy, czy zdradziłaś byłego jak było już między Wami słabo.. etc.'. Hm..zapytałam, więc czemu potrzebuje takich szczegółowych pytań , odpowiedział, że w przeszłości spotykał się z kobietą, która go oszukała, stąd jego słabe zaufanie do płci przeciwnej i ma nadzieję, że ja zmienię jego opinię o kobietach i okaże się wartościową babką.
Zaczynając z nim związek, kumplowałam się od daaaawna z kilkoma kolegami. Jednak nie widywałam się z nimi, bo Jemu to nie odpowiadało i nie miałam jakoś pretensji..
Jazdy zaczęły się po tym jak wracając od Niego około godziny 23 zajechałam u siebie na stacje zatankować się i spotkałam tam swojego właśnie starego kolegę i pogadałam z nim ok 20 min, podczas tej rozmowy dostałam telefon od Niego czy dojechałam do domu, powiedziałam, że prawie i że jestem na stacji, bo spotkałam tego kumpla i z nim gadam , ale zaraz jadę.
Wróciłam do domu, zadzwonił On, zaczął płakać, że już jedną taką miał co po nocach jeździła, okazało się że go zdradzała i że przez to moje zachowanie straci do mnie zaufanie i nie wytrzyma , że związał się ze mną, bo wydawałam się w porządku a tu taki numer itd... To tłumaczyłam, że zajechałam tylko po paliwo, a że go spotkałam i kupę czasu nie widziałam to pogadałam i tyle.... Nadal był płacz marudzenie.. Mi Go było żal, więc wręcz zaczęłam unikać tego znajomego....żeby tylko On czuł się kochany i mi zaufał..
Niedługo po tym mój znajomy ze studiów wysłał mi na fb zdjęcie samochodu, który mi wysłał, około godziny 20. Kiedy On to zobaczył dostał korby i zapytał co nas łączy , że on o tej porze wysyła mi wiadomości, co za palant, nie ma szacunku ani ogłady, żeby do kobiety o tej porze wiadomości pisać, potok słów, że to debil palant tysiąc pytań o jakich my prywatnych rzeczach rozmawiamy w szkole, że ja wiem że on chce zmienić auto i że mam teraz do niego zadzwonić, żeby nie wysyłał mi wiadomości o tej porze, bo jesteś ze swoim facetem i sobie tego nie życzysz, oczywiście zrobiłam to jak upośledzona........
I kilka podobnych historii..
Ciągłe smsowanie, dzwonienie do mnie , jak nie odbierałam to zdenerwowanie, awantura, podejrzewanie , że nie odbieram, bo z kimś może jestem!
Ciągłe pytania czy go kocham, czy jestem tylko jego, czy go nigdy nie oszukam....
Jak mówiłam, że mam dość tych jego telefonów, bo jak widzę jego imię na ekranie to zamiast uśmiechnąć się , chce mi się dosłownie wymiotować, bo ile można dzwonić, co godzinę a w międzyczasie jeszcze pisać... jeszcze nie miał o czym rozmawiać, no bo ile można gadać to pytał CO TAM CO TAM CO ROBISZ POWIEDZ MI COŚ MIŁEGO, A CO BĘDZIESZ ROBIĆ, A KOCHASZ MNIE.........to mówił co ja jestem za baba, że nie mogę pogadać ze swoim facetem jak on tego potrzebuje , inna to by się cieszyła! I że jego kobiety co chwilę dzwonią do swoich mężczyzn! A w tym związku to ja zachowuję się jak facet, a on jak baba!
Poszłam do koleżanki to nie podobało mu się, że z nią sobie coś wypiłam, gdzie ona mieszka ode mnie 2 km i siedziałyśmy same na tarasie.. I kolejna awantura... nerwy i płacz, opisywanie jaka to nie jestem..a on dla mnie poświęcił wszystkich kolegów...
Jak pracowałam w poprzedniej pracy, miałam nocne zmiany z jakąś płcią przeciwną to wydzwanianie w nocy, sprawdzanie co ja tam robię, czy on mnie nie podrywa, jak nie odebrałam z pół godziny to ryk i krzyk, że go na pewno zdradzam itd........
Mimo to trwałam w tym, bo jak chodziłam 'jak w zegarku' to było super, lubiłam spędzać z nim czas, lubiłam to, że się troszczy, jest prawdomówny, kochany i jestem dla niego najważniejsza..
Dopiero po roku przejrzałam na oczy, że mimo jego dobrych cech, jest nienormalny i robi ze mną co chce, tłumacząc się tym, że jestem dla niego taka wymarzona,boi się o mnie i chce dla mnie jak najlepiej, nie chce mnie stracić martwi się.
Powiedziałam w końcu dość, odchodzę.
Nie odbierałam nie odpisywałam. wtedy po kilku dniach zaczął przyjeżdżać, płakać, przepraszać i obiecywać, więc oczywiście uwierzyłam.
Z ponad dwa tygodnie było super, zaczęłam mieć nadzieję, że już tak zostanie, że zrozumiał i będzie wszystko ok, czego tak bardzo chciałam.. Jednak po czasie te dzwonienie, zazdrość wróciła.. wszystko zmniejszone , ale wróciła...
minęły z 3 miesiące , kiedy jego wydzwanianie osiągnęło apogeum znowu go zostawiłam, i wszystko się powtórzyło jak wyżej.
Teraz jest trzeci i ostatni raz. Znowu płacze i mówi te wszystkie rzeczy , na które poprzednio się nabrałam, ale ja już nie wierzę w zmianę i nie uwierzę na 5 mln % .. Tyle razy mówiłam, co mnie męczy, a on zamiast to zmienić, miał pretensje do mnie..
Minęły dwa tygodnie rozdziera mnie tęsknota za chwilami, w których był normalny i było tak miło... Dobrze wie czego miałam dosyć, jednak nagminnie męczył mnie dalej.. nie mogę tego zrozumieć.. Odsunęłam się od 90% znajomych, pokazałam, że może mi zaufać,a on nadal do mnie dzwonił często, kontrolował mnie, wiecznie potrzebował potwierdzenia mojej miłości.. Według niego to oczywiście nie była kontrola tylko on tak mnie kocha, że lubi mnie tyle słyszeć przez słuchawkę, zobaczyć w kamerce itd.... Ta... Też wiem co do Niego nadal czuję, ale nigdy nie potrzebowałam tylko kontaktu TELEFONICZNEGO...No i ile można pytać w kółko o to samo... Masakra... Potrzebował uwagi jak małe dziecko..
Jak w takich przypadkach z dziewczyny, która miała pełno znajomych, energicznej... stałam się chodzącym smutnym "zamuleńcem" bez jakiejś motywacji patrzącym tylko na ten telefon, który wszędzie brałam..
I to wszystko na swoje własne życzenie..a najlepsze jest to, że tęsknie za Nim, co jest całkowitą abstrakcją.