Hej.
Muszę gdzieś opisać swoją historię bo dłużej nie dam rady. Nie mam już siły. Ale od początku. Byłam w związku 5 długich lat. O 5 lat za długo, wiem to, ale mimo to nie umiem się od tego uwolnić. Kilka razy myślałam że mi się udało, ale zawsze wracałam, nie umiem zamknąć tego rozdziału. W życiu jestem twardą babką i idę przez nie po tzw „trupach”, nie boję się odejść od toksycznych sytuacji, jestem zdecydowana, uśmiechnięta i samodzielna. Ale jeśli chodzi o niego, to wymiękam, mam wrażenie że tracę rozum. Od początku się szarpaliśmy, on nie był gotowy na poważne zobowiązanie, ale biorąc pod uwagę że jestem ładna, zgrabna, wygadana, pomysłowa, inteligentna, niezależna finansowo, dbająca o swoje pasje, podróże, znajomych to nie zdecydował się odejść definitywnie. No i jestem dobra, zdecydowanie za dobra. Zrywał ze mną jakieś 10 razy. Za każdym razem zamiast unieść się godnością, ja błagałam go żeby został, żebyśmy dali sobie szansę. A on za każdym razem kiedy czuł że zaczyna mnie tracić, wracał. To był błąd, teraz to wiem, ale mądry Polak po szkodzie. Po dwóch latach związku, kiedy widziałam że nasze spotkania tracą na jakości, bo mało prywatności, intymności (oboje nadal mieszkaliśmy z rodzicami) wynajęłam mieszkanie. Sama. On nigdy tego nie zaproponował. Nigdy się nawet na dobre nie wprowadził. Ja świrowałam, co tu tylko zrobić żeby nam było lepiej. Cały czas myślałam tylko o nim i jego zadowoleniu, ja zeszłam na dalszy plan. Zawaliłam pierwsze studia tuz przed obroną, potem drugie (bo zaoczne, a on miał czas oczywiście tylko w weekendy, a gdzieżby śmiał odwołać dla mnie swoje plany). Potem coś we mnie pękło, poczułam się silniejsza i zaczęłam się skupiać na sobie. Znalazłam pracę, która wiązała się z częstymi wyjazdami. Wyglądało to tak że wysyłałam mu zdjęcie codziennie, pisałam wiadomości, dzwoniłam. Rzadko kiedy odbierał. Doszło nawet do tego że będąc w pewnym mieście, w którym on też akurat w tym czasie przebywał służbowo, nie odwiedził mnie, ani nie odezwał się ani razu. Suma summarum - wybaczałam wszystko. Aż doszło do zdrady. Ba, do prowadzenia przez niego podwójnego życia przez kilka miesięcy. Ja nie byłam świadoma niczego. Na początku tego procederu i w połowie, on próbował wszystko zakończyć. Za pierwszym razem wrócił po tygodniu, za drugim ja osiągnęłam już taki poziom wkurzenia że pierwszy raz dałam mu ultimatum „albo jesteśmy ze sobą na poważnie, albo koniec naszych kontaktów”. Wykręcał się jak mógł, twierdził że potrzebuje czasu, ja głupia krowa zamiast trzymać się swoich postanowień, skakałam z radości że nie odszedł. Później przyszła do mnie ona. Z nią stosował te same zagrywki, więc wkurzona postanowiła się na nim odegrać i opowiedzieć mi wszystko. Czułam się tak, jakby mi ktoś skakał po głowie, jakbym kur**a oglądała film w który ktoś mnie wepchnął bez mojej wiedzy. Zaczęły się jego starania, próby odzyskania, deklaracje, wielkie słowa. Pewnie już wiecie jak się skończyło? Nie kopnęłam go w dupę nawet na chwilę, bo bałam się że pójdzie do niej, tylko znowu skakałam z radości że jest ze mną. Fakt zdrady całkiem wycięłam ze swojej głowy. Oczywiście po jakimś miesiącu stwierdził że jednak nie, że on się musi zastanowić. Potem to już cyrk na kółkach. Tydzień miłości, codziennych telefonów, rodzinnych odwiedzin. A potem tydzień bez kontaktu, jakieś zdawkowe wiadomości, spotkania z innymi kobietami. Kiedy były tygodnie miłości, dogadywaliśmy się bez słów, o nic nie kłóciliśmy, ale kiedy tylko on znikał ja byłam na każde jego zawołanie bo bałam się że go stracę. Ostatnio po trzech nocach spędzonych u mnie, w czasie których nie zabrakło kontaktu fizycznego, zakomunikował mi że kogoś poznał i chwilowo możemy być tylko kolegami. Że on nie wie co to będzie, że może będzie, może nie, że z nami tez może być różnie, że przecież nic mi nie obiecywał i że nie chce mnie ranić (nie muszę Wam mówić że w tygodniach uniesień on zapewniał mi że nam się ułoży, że jestem najcudowniejsza kobieta świata, bla bla bla). A ja tępa ci**a, zamiast kopnąć kuta**a w głowę, uciąć mu jaja i dać mocno do wiwatu, to siedzę jak sierota, ryczę i zastanawiam co znowu zrobiłam źle i co jest ze mną nie tak. Siedzę i piszę do niego. Albo dzwonię, zależy jak leży. Upadłam tak nisko, pozbyłam się całej swojej godności i nie mogę patrzeć na siebie w lustrze. Czemu zawsze w sytuacji, gdy pozornie zaczyna się układać on się wycofuje. Czemu teraz ktoś inny ma korzystać z tego co ja mu dałam przez te wszystkie lata. Czy znowu wróci do mnie za dwa tygodnie z podkulonym ogonem. Czemu nie umiem się odciąć i zacząć żyć swoim życiem, o którym chwilowo zapomniałam. Czemu nawet jak spotykam fajnego, normalnego faceta (bo zdarzyło się tak ostatnio), to nie umiem dać mu szansy i zapomnieć o tym kretynie. Jedyne do czego dążę to odzyskanie szacunku i godności które mi zabrał i które ja sama tak skutecznie podkopywałam. Mam wrażenie że ześwirowałam, że ta chęć przysłoniła mi całe życie. Robię rzeczy, do których w życiu bym się nie posunęła. Katuje się i zaglądam czasem na te dziewczyny na różnych portalach. Nie wiem co robić, jestem przerażona. Pomocy.
1 2018-08-14 10:21:38 Ostatnio edytowany przez przerazona (2018-08-14 11:56:20)
Hejka! Nie łam się dziewczyno,jestem dużo starsza od Ciebie.i na własne życzenie przechodzę to samo.Chcesz poczytać ? Wypisz wymaluj byłam taka jak Ty
Umiesz się uwolnić.tylko nie chcesz.Czego się boisz ? Że nikt Cię nie pokocha ? A on kocha ? Ja tam dziękuję bardzo.po tej przygodzie nie wierzę w miłość.Bez tego chyba da się żyć .co ? Też kochałam ślepo.bylsm dawcą dla pasożyta.Teraz obie jesteśmy jakby na detoxie
To był toksyczny związek.teraz jesteśmy jakby na detoxie
To był toksyczny związek.teraz jesteśmy jakby na detoxie
To był toksyczny związek.teraz jesteśmy jakby na detoxie
Kobieto, musisz zdjąć różowe okulary i spojrzeć twardo na tę sytuację: facet zrywa z Tobą, a potem wraca, bo jednak stęsknił się, to dzieje się niejednokrotnie = bawi się Twoimi uczuciami i lepiej mu jest z kobietą, która jest niezależna finansowo i w dodatku ładna. Potem stwierdził, że lepiej będzie prowadzić życie podwójne, po to by nie ranić Ciebie, a jednocześnie kochać kogoś innego.
Zgadzając się na powrót do siebie, pokazujesz mu, że on ma władzę nad Tobą, coś w stylu "mogę odchodzić tyle, ile chcę, bo i tak ona wybaczy mi".
Autorko nie wiem czego nie rozumiesz. Jak Ty sie nie szanujesz to nikt Ciebie tez szanowal nie bedzie. Facet juz wyczail ze moze na leb Ci wejsc nasr... c i przyklepac a Ty jeszcze podziekujesz ze o fajne i cieple. No przeciez taka prawda. Czemu on ma sie starac i traktowac Cie powaznie skoro wie ze moglby sie nawet na Twoich oczach pukac z inna a Ty mu wybaczysz. Traktuje Cie jak hotel do ktorego sie wraca jak juz sie czlowiek wyszaleje na miescie. Nic wiecej. A Tobie sie.jeszcze wydaje ze Ty walczac o niego odzyskasz swoja godnosc. Jest wrecz odwrotnie, ponizysz sie jeszcze bardziej. Pytanie powinno brzmiec nie czemu on tak postepuje (bo jego postawe akurat rozumiem, tez mam tak ze srednio szanuje slabych ludzi i lubie po nich pojezdzic jesli mi na to pozwalaja) tylko dlaczego Ty tak postepujesz?
Napisz mu ze teraz Ty potrzebujesz czasu, usuń z mediów społecznościowych, zmień numer i zadbaj by nie 'przychodził z podkulonym ogonem' co dwa tygodnie. Zostań sama i zapisz się do psychologa. Przemyśl swoje życie.
Wygląda na to że sama już wiesz ze ten związek jest dla Ciebie zły. Podejmij radykalne kroki żeby się odciąć a wtedy gwarantuje że (zapewne nie bez pomocy psychologa) przejrzysz na oczy i z dystansem zobaczysz swój związek w prawdziwych kolorach.
Powodzenia ![]()
Kobieto, musisz zdjąć różowe okulary i spojrzeć twardo na tę sytuację: facet zrywa z Tobą, a potem wraca, bo jednak stęsknił się, to dzieje się niejednokrotnie = bawi się Twoimi uczuciami
Robi dokładnie to, czego ona potrzebuje. W relacji z normalnym człowiekiem wiecznie jej będzie brakować emocji i prędzej czy później sama je wymyśli - będą kłótnie, może zdrada, w końcu odejście. Przecież nie bez powodu trzyma się kurczowo tego toksyka, a w innych relacjach, jak sama pisze, idzie po trupach i kończy bez wahania.
Aż nie chce się wierzyć, że można dac się tak sponiewierac.
Autorko, skoro było już tyle rozstan i powrotów, a Ty nadal masz nadzieję, że będzie normalnie?, to ile razy i co on musiałby zrobić, żebyś spojrzała trzeźwo na tą sytuację? Ożenić się z tą inna, zrobić jej dziecko? Czy wtedy też będziesz skakać z radosci, ze ja rzucil, a chce byc z Toba na hmm 2 tyg? No zenada poprostu!
Zastanów się. Dlaczego marnujesz swoje życie, młodość? Napisz sobie to na kartce dużymi literami. Uczciwie wobec samej siebie i sytuacji. A potem mam nadzieję, zamkniesz ten temat definitywnie
shqiptare napisał/a:Kobieto, musisz zdjąć różowe okulary i spojrzeć twardo na tę sytuację: facet zrywa z Tobą, a potem wraca, bo jednak stęsknił się, to dzieje się niejednokrotnie = bawi się Twoimi uczuciami
Robi dokładnie to, czego ona potrzebuje. W relacji z normalnym człowiekiem wiecznie jej będzie brakować emocji i prędzej czy później sama je wymyśli - będą kłótnie, może zdrada, w końcu odejście. Przecież nie bez powodu trzyma się kurczowo tego toksyka, a w innych relacjach, jak sama pisze, idzie po trupach i kończy bez wahania.
Zgadzam się z tobą EeeTam. Podświadoma potrzeba całej gamy emocji (rollercoaster emocjonalny) dała o sobie znać.
Zgadzam się z tobą EeeTam. Podświadoma potrzeba całej gamy emocji (rollercoaster emocjonalny) dała o sobie znać.
Co nie znaczy, że autorka nie może sobie pomóc. Mam nadzieję że jej się uda.
Mordimer napisał/a:Zgadzam się z tobą EeeTam. Podświadoma potrzeba całej gamy emocji (rollercoaster emocjonalny) dała o sobie znać.
Co nie znaczy, że autorka nie może sobie pomóc. Mam nadzieję że jej się uda.
Owszem może a nawet powinna. Niestety takie sytuacje będą rzutować na kolejne relacje z mężczyznami. Być może już nigdy żadnemu facetowi nie zaufa tak bezgranicznie jak temu łobuzowi. Wtedy będzie jej ciężko wejść w jakikolwiek związek z mężczyzną. Szkoda dziewczyny.
Co nie znaczy, że autorka nie może sobie pomóc. Mam nadzieję że jej się uda.
Wątpię, żeby powiodło się bez terapii. Może to i pisał troll, ale warto zacytować z nieistniejącego już bloga o emocjomanii (cytat był kilka razy na tym forum przytaczany)
Model jest prosty, musimy znaleźć wyjątkowo niedostępnego emocjonalnego partnera, który zapewni nam odpowiednią działkę haju. Najlepiej jeśli na początku będzie cudownie, a później nastąpi odrzucenie. Nie ma nic lepszego dla EMOCJOMANIAKA, gdy pojawia się odrzucenie, pojawia się też głód emocji. Pozwalamy się ranić, deptać nasze uczucia tylko po to aby zaznać haju. Naszym nałogiem jest "miłość", ale nie ta prawdziwa tylko ta wyimaginowana. Żyjemy w świecie iluzji i nie potrafimy patrzeć realnie na rzeczywistość. Próbujemy dopasować partnera do naszych mitycznych oczekiwań i zupełnie ignorujemy fakt, iż za każdą dawkę "miłości" musimy słono zapłacić.
Jeśli EMOCJOMANIAK trafi na dojrzałego partnera, który może mu ofiarować prawdziwą miłość, to będzie uciekał gdzie pieprz rośnie. Taka prawdziwa miłość jest dla EMOCJOMANIAKA cholernie NUDNA. Nie ma w niej pasji, adrenaliny i walki.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że "tak to jest ze związkami, że najpierw jest cudownie, a później wszystko się pierdoli". Otóż z pełną odpowiedzialnością powiem, że tak nie jest. Pierdoli się wtedy gdy ludzie po tym gdy opadnie maska iluzji nie potrafią stworzyć prawdziwej bliskości. Miłość to nie poszukiwanie bratniej duszy, czy drugiej połówki. Miłość to związek dwóch niezależnych od siebie jednostek, które pracują po to aby stworzyć prawdziwą więź i bliskość.
to wyglada na to, że jesteś uzależniona od niego psychicznie. Szkoda Cię dziewczyno, idz do psychologa pogadaj o tym bo inaczej możesz o tej szuji nie zapomnieć i tylko zmarnuje Ci życie , a jak sama piszesz jesteś niezależna, mądra ładna więc czas żebyś to Ty zagrałamu na nosie i pokazała gdzie jest jego miejsce, ba na bank nie zasługuje na kogoś takiego jak ty
17 2018-08-15 18:41:31 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2018-08-15 23:55:21)
Dziekuje za Wasze opinie, w wiekszosci przyznaje ze trafione w samo sedno. Na szczescie doszlam juz do tego ze to ze trafilam na dupka to jedno, ale drugie to ze ja sama postawilam sie w takiej sytuacji i sama jestem sobie winna ze dalam wulgaryzm wejsc sobie na glowe. Nie ustalilam zadnych granic, panicznie bojac sie ze go strace odpuscilam swoje zycie, byleby tylko on mial to czego zapragnie. No i po raz kolejny na wlasne zyczenie zostalam sama, a on szuka sobie nowej. I to wulgaryzm mnie najbardziej, ze zrobilam z siebie sierote, miekka faje, a on swietnie sie chwilowo bawi z kims innym. Tak, rollercoaster emocjonalny jest tu idealnym okresleniem, potrzeba bycia na wiecznym haju i to ze karmilam sie tymi chorymi sytuacjami. Z tym ze na prawde nie chce juz tak dluzej zyc, chce byc zdolna do zdrowej relacji i koncentrowac sie na wartosciowych i dobrych ludziach. Tylko nie wiem jak, utknelam i nie umiem sie ruszyc.
kobieto, szanuj się Ja tez podobnie jak Ty bylam uzalezniona. Ale nie chciałam rollercoastera, choc go mi fundował. Po kilku długich latach, po kilku próbach postanowienia skonczenia z nim, po jego powrocie po pól roku, po uwadze szefa( bylo po mnie widać) dopiero po 6 latach zerwałam z typem.
Oczywiście, klękał w pracy na kolanach, cyrki urządzał, kombinował, że mnie odprowadzi, w koncu zaczał zastraszać, grozic, policja itp, z pracy wychodziłam z kolegami, bo się bałam, że mi cos zrobi ( groził mi, mojej rodzinie, policja mowila,że mu nic nie może zrobic, bo nic mi fizycznie nie zrobił (to bylo w 2001 roku)
ALE ZERWAŁAM i bylam konsekwentna, choc to byla milośc mojego zycia. Ale ja nie bylam jego milością, bo mnie notorycznie zdradzał, rowniez z panienkami z sieci...
Szkoda życia na takich typów
Dziekuje za Wasze opinie, w wiekszosci przyznaje ze trafione w samo sedno. Na szczescie doszlam juz do tego ze to ze trafilam na dupka to jedno, ale drugie to ze ja sama postawilam sie w takiej sytuacji i sama jestem sobie winna ze dalam wulgaryzm wejsc sobie na glowe. Nie ustalilam zadnych granic, panicznie bojac sie ze go strace odpuscilam swoje zycie, byleby tylko on mial to czego zapragnie. No i po raz kolejny na wlasne zyczenie zostalam sama, a on szuka sobie nowej. I to wulgaryzm mnie najbardziej, ze zrobilam z siebie sierote, miekka faje, a on swietnie sie chwilowo bawi z kims innym. Tak, rollercoaster emocjonalny jest tu idealnym okresleniem, potrzeba bycia na wiecznym haju i to ze karmilam sie tymi chorymi sytuacjami. Z tym ze na prawde nie chce juz tak dluzej zyc, chce byc zdolna do zdrowej relacji i koncentrowac sie na wartosciowych i dobrych ludziach. Tylko nie wiem jak, utknelam i nie umiem sie ruszyc.
Nic się nie martw, życie tak jest skonstruowane, że to co dajesz to do Ciebie wraca. Do Ciebie wrócić to dobro i miłość którą ofiarowałaś temu dupkowi, a on dostanie od życia to co ofiarował Tobie....spokojnie prędzej czy później karma wróci więc nic się nie martw, głowa do góry i do przodu :*
Hej, ja znowu tutaj.. z pelnej zycia, pozytywnej dziewczyny stalam sie cieniem siebie. Nie umiem spojrzec trzezwo na sytuacje i na prawde wymiekam..
I jak się to wszystko potoczyło ?