Cześć, zdecydowałam się napisać tutaj, bo już nie mam siły i nie wiem co robić.
Jestem z chłopakiem 3 lata. Ogólnie jest między nami bardzo dobrze. Idealnie się dogadujemy, mamy takie same marzenia, takie same gusta, poczucie humoru oraz hobby, wspieramy się w każdej kwestii i przeszliśmy już sporo i zawsze możemy na sobie polegać, co by się nie działo, wsparcie, miłość, przyjaźń i wszystko co powinno być między dwoma osobami, u nas jest. Bardzo często rozmawiamy o wspólnym życiu oraz ślubie.
Tylko co z tego, skoro z jednym problemem nie możemy się uporać… Mianowicie, mój chłopak (ja również) ma 27lat, mieszka dalej z rodzicami, dorosłym rodzeństwem i bratankiem ze względów głównie takich, że cała rodzina bardzo się kocha, każdy bardzo dużo zarabia, każdy zbiera pieniądze na budowę swoich domów, więc na razie mieszkają razem żeby było oszczędnie i jak najwięcej uzbierać na domy. Problem polega na tym, że mój chłopak jest okropnym maminsynkiem i okropnie jest przywiązany do całej rodziny… 90% naszych kłótni jest o JEGO RODZINE… dlaczego ?
- Bardzo często przyjeżdżam do niego w weekendy na noc lub na kilka dni. Z rodziną zawsze się witam, zamienię parę słów, pobawię się trochę z bratankiem i idę do pokoju chłopaka spędzić z nim czas sam na sam albo gdzieś jedziemy. Rodzina bardzo często robi sobie grille w ogródku\ siedzą w altance i piją piwo albo siedzą przy basenie – i ZAWSZE za każdym razem JA MAM TAM IŚĆ I Z WSZYSTKIMI siedzieć. Posiedzę czasem godzinę w basenie lub posiedzę na grillu chwilę i resztę czasu chcę spędzić z chłopakiem – on za każdym razem oburza się i obraża, bo oczekuje ode mnie, że będę siedzieć ze wszystkimi 24\h w basenie\przy grillu\ w basenie\ w salonie\ po obiedzie itp.
- Rodzice chłopaka mają mieszkanie w mieście które stoi puste – jeździmy tam na weekendy żeby razem spędzić czas. Gdy ja chcę jechać tam dwa lub trzy weekendy w miesiącu żeby pobyć razem z dala od rodziny to nie, bo on musi być w domu, on musi być na grillu, on musi posiedzieć w altance mimo, że on razem z rodziną grillują prawie codziennie, a jak nie to siedzą razem w altance i basenie każdego dnia po pracy – proszę go aby przystopował, żeby wydoroślał, że siedzi z nimi wszystkimi 24\h od poniedziałku do piątku więc weekend może spędzić tylko ze mną – nie, bo on chce być w domu z rodziną… Dodam że mój chłopak pracuje w domu, rodzice są na emeryturze więc są w domu, bratowa nie pracuje, brat i siostra również pracują w domu, wiec wszyscy widzą się codziennie całymi dniami.
- 2 miesiące temu byliśmy razem 4 dni w górach – codziennie dzwonili WSZYSCY żeby zapytać CO ROBIMY, jaka pogoda, CO BĘDZIEMY POTEM ROBIĆ, czy pada, żeby powiadomić co oni robią… Na moje słowa, żeby nie odbierał i że opowie wszystko wszystkim jak wróci - oczywiście się obraził i obrócił kota ogonem że jestem bez serca, że nie jestem taka rodzinna jak on, że on będzie z nimi gadał zawsze i wszędzie..
- Bratanek na moje nieszczęście mnie uwielbia. Przez cały dzień potrafi zawołać mnie z 50 razy, ciągnie mnie wszędzie, chcę się bawić itp.. Mimo, że nie lubię dzieci (jego średnio, ale staram się nie pokazywać) to pobawię się z nim z pół godziny, coś tam zawsze zagadam jak mnie woła ale nie zawsze – chłopak wypomina mi, że nie raz udaje że nie słyszę jak mały mnie woła, że przechodzę obok niego obojętnie jak idę z kuchni do pokoju chłopaka a mały bawi się na podłodze obok kuchni…
- Gdy chłopak przyjeżdża do mnie w różny dzień tygodnia, po południu lub wieczorem – ZAWSZE ktoś z domu do niego dzwoni.. Pyta o różne pierdoły, mimo że mogli zapytać go pół h wcześniej jak widzieli się w domu, albo pogadają jak chłopak wróci. To nie, zawsze ciągle ktoś do niego dzwoni, nie raz po kilka razy!!
- Gdy jesteśmy razem w pokoju i go ktoś zawoła – od razu leci i nie ma go pół godziny. Gdy ja go kiedyś prosiłam aby przyszedł do pokoju (gadał z tatą) bo mieliśmy coś razem robić to udawał że nie słyszy i czekałam na niego 20 minut.
Sytuacja z dzisiaj : Siedzimy u chłopaka, mieliśmy jechać na miasto na koncert ale do wyjazdu były dwie godziny, więc chciałam się poprzytulać porozmawiać – nie, bo rodzina kąpie się w basenie i siedzą na leżakach więc chodźmy do nich. Odpuściłam i poszłam. Z powodu zabiegu który miałam parę dni temu nie mogę się kapać w basenie, więc usiadłam w altance. Chłopak kazał mi wziąć leżak i iść usiąść koło taty mamy brata dosłownie DWA METRY OD ALTANKI. Powiedziałam, że nie chce, będę gadać z altanki, nie świeci tu słońce więc siedzę tutaj – mój chłopak obraził się i poszedł do domu bo „nie raz gadam ze wszystkimi normalnie a nie raz mam wyjeb…ane na wszystkich jak teraz” i że „zamiast siedzieć z nimi to siedzę dalej i nic nie mówię” … Altanka była dwa metry od nich wszystkich… a on pobiegł do domu obrażony… Poszłam za nim i po raz pierwszy z nerwów aż mnie całą trzęsło, wygarnęłam mu wszystko(zresztą nie pierwszy raz, bo ten temat często się przewija i często są o to kłótnie) że przyjeżdżam DO NIEGO, NIE DO JEGO RODZINY, że z nimi zawsze coś pogadam ale nie musze i nie chce z nimi siedzieć od rana do nocy, że zawsze ze mnie robi bezduszną bez serca osobę, że zawsze ja jestem winna Chłopak kazał mi się spakować i wyjść…
Ja naprawdę rozumiem, że oni wszyscy są bardzo blisko, ale już nie daje sobie z tym rady… Nie chcę żeby nasz związek składał się z 10 osób, z 0 prywatności Wszelkie rozmowy nic nie dają, chłopak zawsze się obraża, potrafi się rozpłakać i zwala na mnie i ja jestem winna.
Czy to ze mną jest coś nie tak czy z nim ?