Problem z utratą wagi, a może z determinacją? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ZDROWIE KOBIETY » Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 38 ]

1 Ostatnio edytowany przez Valentine22 (2018-06-20 18:04:42)

Temat: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Hejka wam smile Z góry przepraszam za tak długi post, ale mam problem z utratą wagi..

Od dobrych 8-10 lat borykam się z nadwagą, co prawda lekką - 173 cm wzrostu i ok. 75 kg. Mimo, że nie jestem jakaś bardzo gruba, zawsze byłam "mocnej budowy" taka pulchniejsza, bardziej potężna i szeroka, szczególnie w biodrach i ramionach.
Od dawna próbowałam ustalać sobie proste zasady odchudzania typu: MŻ, 4 lub ew. 5 posiłków dziennie, odstawianie słodyczy, więcej ruchu - wiecie, nie żadne głupie diety, tylko takie zdroworozsądkowe zalecenia. Jadlam często całkiem normalnie i normalne porcje. Eliminowałam słodycze, albo je bardzo ograniczałam, jadłam określone posiłki np. 4, do tego dodawałam jakiś spacer albo ćwiczenia typu mel. B po np. 15-20 minut dziennie. To wszystko ! Ale niestety zawsze to zawalałam z różnych powodów. Najczęściej dlatego, że nie miałam siły do ćwiczeń, cała trzęsłam się za słodyczami, byłam głodna, tęskniłam za słodyczami, podjadaniem miedzy posiłkami, było mi zimno.  Mam wrażenie, że musiałabym w siebie wpychać jakieś 3000 kcal żeby poczuć się normalnie..

Podam przykład: rok temu ustaliłam sobie zdrowe zasady odżywiania. Jadłam co 3 godziny posiłki w ilości jednej porcji, odrzuciłam słodycze, jadłam zwyczajne  owoce, codziennie tez warzywa, codziennie chodziłam na spacery. CZułam się okej, gdyby nie to, że było mi zimno i czułam się głodna, miałam niski poziom energii i ciągle myslałam o jedzeniu. Schudłam co prawda 2 kg, ale musiałam to przerwać dlatego, że nie mogłam tego dłużej ciągnąć. Pod koniec chodziłam nerwowa, gdy z jakiegoś powodu musiałam przesunąć posiłek o godzinę, dwie i takie akcje stawały się coraz bardziej chore..

Muszę też wspomnieć o tym, że od jakichś 6 lat cierpię na kompulsywne objadanie. Największy problem mam ze słodyczami, które są moją zmorą. Często - minimum raz w tygodniu muszę się nimi objeść w ilościach - cała czekolada, 20 cukierków/ciastek na raz, pół opakowania delicji - lub całe. Często takie akcje powtarzaą się częściej niż raz w tygodniu. NIe tylko przez to mam problem z utrzymaniem wagi, ale czuję że moje problemy zdrowotne się przez nie nasilają, m.in: psujące zęby, niski poziom energii, słabe włosy, stany depresyjne, bolesne miesiączki itp. Nie potrafię jeść ich mniej, np 1 batonik w tygodniu.. bez nich czuję się po prostu źle, dopadają mnie stany depresyjne. Naprawdę wiele razy starałam się przynajmniej ograniczać słodycze albo je zamieniać na owoce ale nie dawało to żadnych rezultatów. Najczęśniej rzucałam się potem na górę słodyczy i moje kompulsy słodyczami się wtedy nasilały. Na zamienniki słodyczy nie mam pomysłu. Owoców nie mogę za bardzo jeść ze względu na nadwrażliwe zęby (kwasy w owocach), no chyba, ze takie z niską zawartością kwasów - np. banany czy suszone owoce. Słodziki takie jak stewia są drogie. W ogóle chciałabym się pozbyć słodyczy z diety. To byłoby najlepsze rozwiazanie.

Na zdrową dietę/ zdrowe zalecenia oprócz motywu utraty wagi przechodziłam również dlatego, że bardzo zależy mi na zdrowiu, by mieć dużo energii, nie katować swojego ciała przetworzoną żywnością. Bardzo interesuję się zdrowym odżywianiem. Niestety brakuje mi konsekwencji.. Do tego wszystkiego dodam, że jestem studentem, który ma ograniczony budżet i naprawdę już nie wiem jak schudnąć... Próbowałam naprawdę wszystkiego! No jedynie nie próbowałam tak zwanych "diet cud" bo wiem, że one nic nie dają a nasilają problemy.

Dodam też, że mam sporo zdrowych nawyków, które wypracowałam sobie przez lata: picie wody, nie słodzę kawy, herbaty, nie piję słodkich, gazowanych napojów, nawet tych 100 % z kartonu. Jak już to świeżo wyciskane soki, ale to sporadycznie. Lubię jeść warzywa, jem niewiele mięsa - 1-3 x w tyg, bo za nim szczególnie nie przepadałam, nie jem w fastfoodach, chleb staram się jeść żytni albo z ziarnami, używam dużo ziół, ostatnio polubiłam warzywno-owocowe koktajle. Tak więc zdrowych nawyków żywieniowych mam trochę. Może dzięki temu nie roztyłam się aż tak bardzo. Ze słodyczami natomiast nic nie udaje mi się zrobić/ ograniczyć.. zawsze jest to samo.

Nie wiem co jeść, by nie czuć się słabo, by mieć dużo energii i sprawnie tracić wagę. Nie wiem już jak się zmotywować, by dotrzymac danego sobie słowa - np. słodycze raz w tygodniu itp.... Nie mam za grosz konsekwencji. Nie chcę liczyć kalorii,bo wiem, że to nasila problem. Nie wiem jak ćwiczyć by schudnąć i jednocześnie nie czuć się słabo. Im dłużej jestem na diecie i ćwiczę, tym bardziej nie mam siły na ćwiczenia. Po prostu mam wrażenie jakby kondycja mi wręcz spadała a nie wzrastała.. Jakiś czas temu zawzięłam się i wytrwałam w ćwiczeniach miesiąc- rezulatat był taki, że miałam  gorszą kondycję po miesiącu niż jak zaczynałam sad

Wszystkie wyniki badań krwi mam w normie. Sama już nwm co myśleć. Czy z moim organizmem jest coś nie tak, czy moze zaburzyłam sobie jego działanie przez tony cukru, które z tygdonia na tydzień wrzucam do żołądka, dlatego czuje się słabo na diecie? Czy może kluczowa tutaj jest determinacja - której mi brak? .. Moim marzeniem jest bycie szczupłą - ok 60-65 kg i posiadanie wysportowanej sylwetki, ale po tylu latach zmagań z samą sobą coraz bardziej watpię w osiagniecie tych celów... sad

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Przede wszystkim, 15 minut jakiś ćwiczeń nie daje nic. To jest właściwie tylko rozgrzewka. By schudnąć powinnaś ćwiczyć ze 4-6 razy na tydzień po średnio 45 minut. Możesz robić Chodakowską, Mel B, Blogilates, Sweat with Kayla- cokolwiek dostępne za darmo na youtubie albo w appie na telefon- lub też biegać, jeździć na rowerze plus robić jakieś ćwiczenia siłowe. Możesz się też zapisać na siłownię, gdzie jest odpowiedni sprzęt i klasy pilates, aerobiku i czego tam jeszcze. Trzeba być twardym i religijnie się do tego przykładać.

Po drugie, jeżeli masz problem ze słodyczami, radziłabym je totalnie odstawić i nawet w domu cukru ani paczki delicji nie trzymać. Zero. Zamiast nich miej w domu miód, nektar agave, słodziki, dużo owoców. Napadnie Cię głód na słodkie, to zjedz jogurt z bananem.

Po trzecie, wszystkie Twoje posiłki powinny być odpowiednio zbilansowane. Może jesteś głodna bo jesz za mało białka? Nie wystarczy jeść mało i często- trzeba jeść mądrze. Jest fura książek o dietach do kupienia i można sobie o wszystkim poczytać. Ja polecam Magdalenę Makarowską, która opublikowała chyba z sześć przystosowanych do różnego wieku i wymagań.

3

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?
Beyondblackie napisał/a:

Przede wszystkim, 15 minut jakiś ćwiczeń nie daje nic. To jest właściwie tylko rozgrzewka. By schudnąć powinnaś ćwiczyć ze 4-6 razy na tydzień po średnio 45 minut. Możesz robić Chodakowską, Mel B, Blogilates, Sweat with Kayla- cokolwiek dostępne za darmo na youtubie albo w appie na telefon- lub też biegać, jeździć na rowerze plus robić jakieś ćwiczenia siłowe. Możesz się też zapisać na siłownię, gdzie jest odpowiedni sprzęt i klasy pilates, aerobiku i czego tam jeszcze. Trzeba być twardym i religijnie się do tego przykładać.

Po drugie, jeżeli masz problem ze słodyczami, radziłabym je totalnie odstawić i nawet w domu cukru ani paczki delicji nie trzymać. Zero. Zamiast nich miej w domu miód, nektar agave, słodziki, dużo owoców. Napadnie Cię głód na słodkie, to zjedz jogurt z bananem.

Po trzecie, wszystkie Twoje posiłki powinny być odpowiednio zbilansowane. Może jesteś głodna bo jesz za mało białka? Nie wystarczy jeść mało i często- trzeba jeść mądrze. Jest fura książek o dietach do kupienia i można sobie o wszystkim poczytać. Ja polecam Magdalenę Makarowską, która opublikowała chyba z sześć przystosowanych do różnego wieku i wymagań.

Żeby zbilansować dietę musiałabym przynajmniej w przybliżeniu liczyć kalorie - a nie chcę nakręcać obsesji na punkcie jedzenia. Bo procentowy skłąd białek, tłuszczów i węglowodanów można znaleźć choćby w internecie.. Ale bez liczenia kalorii - jak miałoby to wyglądać - podzielić sobie talerz na 3 części i w każdym posiłku zawrzeć konkretną ilość makroskładników, typu: 55 % ryżu, 20 % mięsa, reszta surówka?

Co do ćwiczeń - tutaj faktycznie - powinnam więcej czasu poświęcać na ćwiczenia. Z reguły nie chciałam się za bardzo zniechęcać do ćwiczeń, dlatego cwiczyłam po max 20 min - pół godziny regularnie, no ale tak czy siak zawalałam smile Tylko co z dietą - nie chcę ćwiczyć i się słaniać na nogach, bo to chyba mija się z celem hmm Czy oprócz zbilansowanych posiłków są jakieś naturalne suplementy do nabycia w zwykłych marketach np. typu nasiona chia czy guarana w proszku itp, które wzmacniają wydolność organizmu? Martwię się, że przynajmniej w moim przypadku bez wspomagania się suplementami na samej podstawowej diecie nie bedę miała siły do cwiczeń. hmm

Co do słodyczy - naprawdę nie chciałabym ich trzymać w domu, ale są jeszcze domownicy. Zawsze według mojej mamy musi być w domu "coś do kawy", ale to ja zawsze permanentnie podkradam całe reklamówki cukierków albo paczki słodyczy ze schowków big_smile . Ogólnie słodycze w domu to dla mnie nie problem i zdaję sobie z tego sprawę, że nie można komuś kazać usunąć ich z domu. Bardziej zależy to od mojej dysypliny i zamienników, na które nie mam pomysłu.. Jogurt z bananem czy innymi dodatkami wydaje się okej. To dobra propozycja, na pewno spróbuję.

Co do konsekwencji - macie jakieś sprawdzone sposoby na motywowanie się? Wiem, że to wszystko zależy od nas samych, no.. ale może macie jakieś sprawdzone triki o których ja nie wiem wink ?

Reklama

4 Ostatnio edytowany przez MuseHudson (2018-06-20 21:26:49)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Badałaś tarczycę?
Byłaś u endokrynologa?
Może czegoś ci internista nie zdiagnozował?

Może to jest metoda, to co robisz teraz? Przez 2 tygodnie się odchudzaj(zrzucisz powiedzmy ten kilogram, dwa), zrób sobie przerwę żeby waga przez kolejne 2 tygodnie stała w miejscu, twój układ hormonalny się przyzwyczai ty, sobie psychicznie odpoczniesz i zacznij od nowa? Taka dieta przerywana? 2 tygodnie odchudzania, 2 tygodnie bez? Cały czas sobie ćwicz w międzyczasie(przez całe 4 tygodnie).

Z tym białkiem to racja. Taki koktajl białkowy po każdym treningu i nie chce ci się w ogóle jeść. Najlepsze poczucie sytości zapewnia właśnie białko(były takie badania nawet kiedyś robione).
Objadanie pewnie wynika ze źle zbilansowanej, albo za mało kalorycznej diety. Skoro jesteś zmęczona i rozdrażniona pewnie coś tu nie gra. Nie powinnaś się tak czuć.Z tego co piszesz wszystko się rozbija o źle dobraną dietę. To że cały czas myślisz o jedzeniu wynika z tego że Twój mózg jest niedożywiony i ci wysyła sygnały wink Jeśli trafisz na lepszą dietę to wszystko powinno być ok. Skąd sobie wzięłaś tę dietę? Sama wymyśliłaś czy przez dietetyka? Są stronki internetowe gdzie możesz dostać gotową dietę, listę zakupów na cłay tydzień więc niczego nie musisz liczyć bo robi to dietetyk za ciebie smile na stronie ewy chodakowskiej powinnaś znaleźć linka wink Koleżanka sobie chwaliła, więc chyba działa.
Są też takie zupełnie alternatywne sposoby odżywianie jak wegetarianizm, weganizm, dieta bezglutenowa, witarianizm. Można w internecie znaleźć sporo o tym(Pepsi Eliot, FreeleBananaGirl, Duranrider). Na stronce Pepsi sobie znajdziesz bardzo dużo info o suplementach przy odchudzaniu.

Może dla odmiany zamiast się tylko odchudzać zacznij ćwiczyć z hantlami i sztangą? Jak nabierzesz mięśni Twoje ciało zacznie spalać więcej kalorii dziennie więc będziesz mogła więcej jeść a tłuszczyk zniknie wink
Albo jakiś lokalny klub sportowy jeśli masz niedaleko? Są sekcje pływackie, boksu, taekwondo, judo, akrobatyki itp. dla dorosłych w dużych miastach, więc może coś takiego cię zainteresuje?

Ja bardzo lubię zimą ćwiczenia siłowe(polecam FitnesBlender, bo mają gotowe zestawy ćwiczeń z hantlami, które można sobie robić w domu), a latem sporty ekstremalne na łonie natury smile . Adrenalina mi rekompensuje to że muszę się upocić w słońcu i takie tam wink Nie muszę się motywować bo sprawia mi to autentyczną radochę big_smile
Ale fakt, że ja mam dobrą kondycję i nigdy nie miałam nadwagi(tłuszczyk tu i ówdzie owszem, ale wszystko się mieściło w normie medycznej dla mojego wzrostu). Tobie może być na początku ciężej czerpać z ruchu radość bo pewnie kosztuje to ciebie więcej wysiłku i szybciej się męczysz, ale pocieszenie jest takie, że przyjdzie moment że to polubisz cool

Ps. mieszkasz w dużym mieście czy małym? dużo pracujesz godzin dziennie? dużo ci zostaje czasu na ćwiczenia? pytam bo jak nie masz pomysłów na aktywność fizyczną mogę ci jakieś fajne rzeczy spróbować podpowiedzieć wink

5

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?
Beyondblackie napisał/a:

Przede wszystkim, 15 minut jakiś ćwiczeń nie daje nic.

Jak najbardziej daje, ale pod warunkiem, że są to ćwiczenia interwałowe. Tu jednak nie tylko trzeba mieć już wypracowaną co najmniej średnią kondycję, ale też koniecznie należy, zresztą jak zawsze, doliczyć rozgrzewkę i rozciąganie, więc w sumie i tak wyjdzie przynajmniej jakieś pół godziny.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."
Reklama

6

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?
MuseHudson napisał/a:

Badałaś tarczycę?
Byłaś u endokrynologa?
Może czegoś ci internista nie zdiagnozował?

Może to jest metoda, to co robisz teraz? Przez 2 tygodnie się odchudzaj(zrzucisz powiedzmy ten kilogram, dwa), zrób sobie przerwę żeby waga przez kolejne 2 tygodnie stała w miejscu, twój układ hormonalny się przyzwyczai ty, sobie psychicznie odpoczniesz i zacznij od nowa? Taka dieta przerywana? 2 tygodnie odchudzania, 2 tygodnie bez? Cały czas sobie ćwicz w międzyczasie(przez całe 4 tygodnie).

Robiłam dodatkowe badania na TSH itp. w podstawowej morfologii krwi. Wszystko miałam w normie. Współcześni lekarze nie są zbyt zainteresowani zdrowiem pacjenta, nie ufam lekarzom. Mówiłam im o w.w. objawach jak np. mało siły itp., wypisali skierowanie na badania. Zrobiłam je. Potem interpretacja wyników przez lekarza. I na tym się skończyło. Zero jakiejś głębszej analizy. Wolę więc sama wyprostować sobie dietą i stylem życia jakieś niedociągnięcia zdrowotne niż polegać na lekarzach smile

Z tym białkiem to racja. Taki koktajl białkowy po każdym treningu i nie chce ci się w ogóle jeść. Najlepsze poczucie sytości zapewnia właśnie białko(były takie badania nawet kiedyś robione).
Objadanie pewnie wynika ze źle zbilansowanej, albo za mało kalorycznej diety. Skoro jesteś zmęczona i rozdrażniona pewnie coś tu nie gra. Nie powinnaś się tak czuć.Z tego co piszesz wszystko się rozbija o źle dobraną dietę. To że cały czas myślisz o jedzeniu wynika z tego że Twój mózg jest niedożywiony i ci wysyła sygnały wink Jeśli trafisz na lepszą dietę to wszystko powinno być ok. Skąd sobie wzięłaś tę dietę? Sama wymyśliłaś czy przez dietetyka? Są stronki internetowe gdzie możesz dostać gotową dietę, listę zakupów na cłay tydzień więc niczego nie musisz liczyć bo robi to dietetyk za ciebie smile na stronie ewy chodakowskiej powinnaś znaleźć linka wink Koleżanka sobie chwaliła, więc chyba działa.
Są też takie zupełnie alternatywne sposoby odżywianie jak wegetarianizm, weganizm, dieta bezglutenowa, witarianizm. Można w internecie znaleźć sporo o tym(Pepsi Eliot, FreeleBananaGirl, Duranrider). Na stronce Pepsi sobie znajdziesz bardzo dużo info o suplementach przy odchudzaniu.

Hmm z czego mógłby się składać taki koktajl ? To ciekawy pomysł smile Być może i dieta była zbyt mało kaloryczna i pewnie też niezblilansowana.. smile Tak jak pisałam nie chcę liczyć kalorii, bo to ma być bardziej zmiana na cale życie a poza tym szkoda czasu na takei coś smile Dietę a bardziej - wytyczne bo to nie była żadna dieta, ułożyłam sb sama. Jadłam normalne posiłki, takie jakie jada się w domu, w miarę zdrowe, tylko że 1 porcję i żadnych dokładek. Moim zdaniem dieta takiej chodakowskiej jest na pewno zdrowa, ale zbyt wymyślna i kosztowna jak na kieszeń studenta smile Nie zarabiam jeszcze, więc chcę gotować po swojemu jakieś proste przepisy, typu sałatka z kurczakiem i oliwą wink Jak zacznę się utrzymywać - pomyśle o takim rozwiązaniu smile Niestety przy kompulsywnym objadaniu wszelkie altrnatywne diety typu weganizm czy dieta bezglutenowa (próbowałam) odpadają - kończą się napadami i pogorszeniem sytuacji. Także mam to też na uwadze i wolę tylko "uzdrowić lub odchudzić aktualną dietę " by pozbyć sie kg:) Przejrzę sb stronkę pepsi - czytałam już nie raz jej artykuły, więc może coś znajdę dla sb smile

Może dla odmiany zamiast się tylko odchudzać zacznij ćwiczyć z hantlami i sztangą? Jak nabierzesz mięśni Twoje ciało zacznie spalać więcej kalorii dziennie więc będziesz mogła więcej jeść a tłuszczyk zniknie wink
Albo jakiś lokalny klub sportowy jeśli masz niedaleko? Są sekcje pływackie, boksu, taekwondo, judo, akrobatyki itp. dla dorosłych w dużych miastach, więc może coś takiego cię zainteresuje?

Hm a ćwiczenia z ciężąrem własnego ciała ? Hm pomyślę o hantelkach smile Mieszkam na wsi, do miasteczka mam 5 km i tam jest taka mała lokalna siłownia smile Ale na razie mogę i nawet wolę ćwiczyć w domu - to mam za darmo smile

Ja bardzo lubię zimą ćwiczenia siłowe(polecam FitnesBlender, bo mają gotowe zestawy ćwiczeń z hantlami, które można sobie robić w domu), a latem sporty ekstremalne na łonie natury smile . Adrenalina mi rekompensuje to że muszę się upocić w słońcu i takie tam wink Nie muszę się motywować bo sprawia mi to autentyczną radochę big_smile
Ale fakt, że ja mam dobrą kondycję i nigdy nie miałam nadwagi(tłuszczyk tu i ówdzie owszem, ale wszystko się mieściło w normie medycznej dla mojego wzrostu). Tobie może być na początku ciężej czerpać z ruchu radość bo pewnie kosztuje to ciebie więcej wysiłku i szybciej się męczysz, ale pocieszenie jest takie, że przyjdzie moment że to polubisz cool
Miejmy nadzieję, bo nigdy nie stroniłam od wfu, lubię ruch, tylko ta wytrzymałość kiepska.. smile

Ps. mieszkasz w dużym mieście czy małym? dużo pracujesz godzin dziennie? dużo ci zostaje czasu na ćwiczenia? pytam bo jak nie masz pomysłów na aktywność fizyczną mogę ci jakieś fajne rzeczy spróbować podpowiedzieć wink

Nie pracuję a studiuję, dużo pracuje więc głową, szczególnie w okresie sesji i zaliczeń (teraz - czerwiec, początek lipca). Czas na ćwiczenia mam , tylko za bardzo nie wiem o co chodzi z tymi posiłkami przed treningiem i po treningu - wnioskuję, że są bardzo ważne by mieśnie mogły się zregenerować i nie było tego osłabienia w trakcie treningu. Problem w tym, że nie mogę jeść przed treningiem bo mi niedobrze wtedy jak ćwiczę smile

7

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Boze - wysmarowalam Ci wielkiego posta i moja komorka zdecydowala zdechnac. Jak ja nienawidze zlosliwosci rzeczy martwych! Jutro Ci posmaruje jeszcze raz! SKANDAL

Optymiści doświadczają pozytywnych skutków traumy częściej niż pesymiści.

8

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?
Valentine22 napisał/a:

Czas na ćwiczenia mam , tylko za bardzo nie wiem o co chodzi z tymi posiłkami przed treningiem i po treningu - wnioskuję, że są bardzo ważne by mieśnie mogły się zregenerować i nie było tego osłabienia w trakcie treningu. Problem w tym, że nie mogę jeść przed treningiem bo mi niedobrze wtedy jak ćwiczę smile

Postaram się wyjaśnić to najprościej jak potrafię i bez zagłębiania się w szczegóły, od czegoś jednak trzeba zacząć wink.

Podstawowa zasada jest taka, że żeby chudnąć musisz jeść, innej opcji nie ma. Głodzenie się jest ogromnym błędem, bo prowadzi do powstania błędnego koła - nie tylko nie będziesz mieć siły na wykonywanie efektywnych ćwiczeń, ale też z czasem wpadniesz w efekt jojo.
Teraz podam bardzo ogólnie - przed treningiem dobrze jest dostarczyć organizmowi energii, czyli zjeść posiłek węglowodanowy, ale niech to nie będą puste kalorie, zjedz nie później niż na 2 godziny przed ćwiczeniami (unikniesz nudności i złego samopoczucia) i w takiej ilości, abyś była w stanie to spalić. Z kolei po treningu trzeba organizm zregenerować i dostarczyć mięśniom budulca - bez niego nie tylko mięśnie nie będą się rozwijać, ale też będziesz tracić to, co już masz. Budulcem dla mięśni jest białko. Co ważne, a jest często popełnianym błędem, nie rezygnuj z tłuszczów i się ich nie bój, bo one nie tylko są potrzebne, ale też to nie one są przyczyną tycia, oczywiście bez przekraczania bilansu kalorycznego, a nadmiar węglowodanów. To właśnie z węglowodanami organizm najtrudniej sobie radzi, do tego każdy nadmiar odkłada w postaci tkanki tłuszczowej.

Dobra informacja dla Ciebie jest taka, że zaczynając walkę o lepszą sylwetkę na początku najłatwiej jest osiągać pożądane efekty, bo z czasem mięśnie się przyzwyczajają i potrzebują coraz to innych i silniejszych bodźców. Idealnie byłoby, abyś łączyła treningi spalające tłuszcz ze wzmacniającymi. Przy czym nie chodzi nawet o to, że podczas jednej sesji robisz to i to, ale żeby wykonywać je naprzemiennie. Ćwiczyć nie musisz codziennie, lepiej będzie jeśli zrobisz trzy (co najmniej dwa) solidne treningi w tygodniu niż sześć mało efektywnych. Świadomie napisałam sześć, a nie siedem, bo zawsze należy pamiętać, aby dać sobie czas na regenerację. Ćwicząc bez przerwy (siedem razy w tygodniu) organizm po prostu przeciążysz i nie tylko w końcu szybko się zniechęcisz, ale też nie osiągniesz takich efektów, jak wtedy, gdy co najmniej jeden dzień przeznaczysz na porządny odpoczynek. Pamiętajmy bowiem, że ćwiczenia wywołują w organizmie tzw. mikrourazy, a te potrzebują określonej ilości czasu, aby mogły się 'wyleczyć'. W przeciwnym razie zmęczysz mięśnie i sama też będziesz czuć się nie najlepiej.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

9 Ostatnio edytowany przez MuseHudson (2018-06-21 02:14:30)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Olinka mądrze mówi popieram !

Nie jedz tuż przed treningiem, sobie poczekaj kilka godzin. Mniej więcej chodzi o to że jak po ćwiczeniach zjesz sobie batona z białkiem(ewa chodakowska wypuściła takie chyba nawet wink ), albo szejk proteinowy, nie będziesz odczuwać zmęczenia i osłabienia następnego dnia i będziesz mogła na luzie ćwiczyć kilka razy w tygodniu(z tego co mówisz chyba takie osłabienie cię dopadło). Reszta rzeczy zostawiasz tak jak wcześniej sobie zaplanowałaś w diecie tylko dodajesz białko, coby odżywić mięśnie.
Na jakimś forum dla fanów siłki sobie poczytaj tematy "redukcja" tongue Poważnie, oni tam wiedzą wszystko o tym big_smile. Tam znajdziesz co i jak ile kalorii musisz jeść i jak często ćwiczyć, co jeść przed i po treningu. Podchodzą do sprawy bardzo rzeczowo.

No to idealnie bo masz czas na jakieś wycieczki rowerowe na świeżym powietrzu, długie spacery, jak nie chcesz się mocno forsować, albo wypad na odkryty basen wink

10

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?
Olinka napisał/a:
Valentine22 napisał/a:

Czas na ćwiczenia mam , tylko za bardzo nie wiem o co chodzi z tymi posiłkami przed treningiem i po treningu - wnioskuję, że są bardzo ważne by mieśnie mogły się zregenerować i nie było tego osłabienia w trakcie treningu. Problem w tym, że nie mogę jeść przed treningiem bo mi niedobrze wtedy jak ćwiczę smile

Postaram się wyjaśnić to najprościej jak potrafię i bez zagłębiania się w szczegóły, od czegoś jednak trzeba zacząć wink.

Podstawowa zasada jest taka, że żeby chudnąć musisz jeść, innej opcji nie ma. Głodzenie się jest ogromnym błędem, bo prowadzi do powstania błędnego koła - nie tylko nie będziesz mieć siły na wykonywanie efektywnych ćwiczeń, ale też z czasem wpadniesz w efekt jojo.
Teraz podam bardzo ogólnie - przed treningiem dobrze jest dostarczyć organizmowi energii, czyli zjeść posiłek węglowodanowy, ale niech to nie będą puste kalorie, zjedz nie później niż na 2 godziny przed ćwiczeniami (unikniesz nudności i złego samopoczucia) i w takiej ilości, abyś była w stanie to spalić. Z kolei po treningu trzeba organizm zregenerować i dostarczyć mięśniom budulca - bez niego nie tylko mięśnie nie będą się rozwijać, ale też będziesz tracić to, co już masz. Budulcem dla mięśni jest białko. Co ważne, a jest często popełnianym błędem, nie rezygnuj z tłuszczów i się ich nie bój, bo one nie tylko są potrzebne, ale też to nie one są przyczyną tycia, oczywiście bez przekraczania bilansu kalorycznego, a nadmiar węglowodanów. To właśnie z węglowodanami organizm najtrudniej sobie radzi, do tego każdy nadmiar odkłada w postaci tkanki tłuszczowej.

Dobra informacja dla Ciebie jest taka, że zaczynając walkę o lepszą sylwetkę na początku najłatwiej jest osiągać pożądane efekty, bo z czasem mięśnie się przyzwyczajają i potrzebują coraz to innych i silniejszych bodźców. Idealnie byłoby, abyś łączyła treningi spalające tłuszcz ze wzmacniającymi. Przy czym nie chodzi nawet o to, że podczas jednej sesji robisz to i to, ale żeby wykonywać je naprzemiennie. Ćwiczyć nie musisz codziennie, lepiej będzie jeśli zrobisz trzy (co najmniej dwa) solidne treningi w tygodniu niż sześć mało efektywnych. Świadomie napisałam sześć, a nie siedem, bo zawsze należy pamiętać, aby dać sobie czas na regenerację. Ćwicząc bez przerwy (siedem razy w tygodniu) organizm po prostu przeciążysz i nie tylko w końcu szybko się zniechęcisz, ale też nie osiągniesz takich efektów, jak wtedy, gdy co najmniej jeden dzień przeznaczysz na porządny odpoczynek. Pamiętajmy bowiem, że ćwiczenia wywołują w organizmie tzw. mikrourazy, a te potrzebują określonej ilości czasu, aby mogły się 'wyleczyć'. W przeciwnym razie zmęczysz mięśnie i sama też będziesz czuć się nie najlepiej.


Po treningu białko ? Czy węglowodany + białko? smile Czytam sb przepisy w internecie na posiłki potrenigowe - wszędzie szejki mleczne z płatkami owsianymi, owocami lub odżywką białkową, omlety z płatkami owsianymi, musli itp . Więc węglowodanów też trochę tam jest. Czytam też, że białka powinno być 10-20 g, czy muszę koniecznie wspomagać się odżywkami białkowymi? Bo 3-4 jaja albo 2 szklanki mleka na raz to dla mnie trochę za dużo jak na posiłek smile

11 Ostatnio edytowany przez MuseHudson (2018-06-21 09:41:31)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Żeby dostarczyć  20g chyba najłatwiej jest to zrobić z odżywek. To co dodasz do białka(np. węglowodany w postaci zmiksowanego w blenderze banana, daktyle, rodzynki z odżywką, albo inne owoce które ci nie będą szkodzić) już polecam ustalić wg potrzeb kalorycznych i tego co będziesz jeść przez resztę dnia. Może się okazać że te dodatkowe kalorie uniemożliwią ci chudnięcie, bo nie będzie deficytu kalorycznego.
Z moich doświadczeń samo białko wystarcza, ale to dla każdego już kwestia indywidualna, więc zobacz jak się będziesz czuć.

Jeszcze taka rada: odpuść sobie tę spinkę na ważenie się i wygląd("moim marzeniem jest bycie szczupłą - ok 60-65 kg i posiadanie wysportowanej sylwetki") na początku i na to, że aktywność fizyczna ma służyć tylko temu. Przez miesiąc powiedzmy sobie ćwicz i się ok odżywiaj, tak żeby nie podjadać tych nieszczęsnych czekolad, dobrze się czuć, mieć wystarczająco siły żeby ćwiczyć regularnie, ale nie waż się, nie mierz tylko wszystko rób na luzie(czas na spinkę jeszcze przyjdzie cool ). Lepiej żeby na początek porzucić nawyk jedzenia czekolad i batonów, ale nie schudnąć, i nie wypracować tej wysportowanej sylwetki, niż żeby próbować robić wszystko na raz i polec na każdym froncie tongue Niech twoim pierwszym celem będzie dobra, zdrowa dieta(niekoniecznie odchudzająca wink ) która da ci energię do ćwiczeń, tak zrobiona żeby przeszła ci ochota na opychanie się jakimś syfem. Jak ci się uda już z tym zrobić porządek to możesz się zacząć spinać na odchudzanie big_smile
Chcesz schudnąć ok. 10-15 kg czyli w takim zdrowym tempie, zakładając że zdarzą ci się drobne potknięcia po drodze, pewnie zajmie ci to jakiś rok, więc naprawdę, warto skupić się mocno na dobrym samopoczuciu i funie z aktywności fizycznej( one przyjdą szybciej niż ten upragniony wygląd wink )

12

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

OK, ja przedstawię jak się to u mnie dzieje.

Śniadanie jem o 7.30 rano (jajecznica, omlet, tofucznica, szejk z bananem, musli- zależy od nastroju). 9, idę na siłownię by trenować (trzy razy w tygodniu siłka, cztery razy biegi po 5 km). Drugie śniadanie mam o 10.30, co zwykle jest proteinowym szejkiem. O drugiej mam obiad, który albo jest kurczakiem z brokułem, albo mieszanymi warzywami z tofu i ryżem lub quinoa, stir fry. O piątej jem jakiś jogurt. Idę ćwiczyć z Chodakowską około 18.00. Finalny posiłek jem około 19.30 i to jest zawsze zupa typu tom yam albo rosół.

W ten sposób schudłam 10 kg. Ważyłam 60 kg przy 1.58 m wzrostu, a dziś 50 kg i figura jak ta lala.

13

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Jak można by skomponować posiłki bez konieczności używania odżywek białkowych? Opierając się na podstawowych produktach?

Z reguły odchudzam się bez spiny, wlaśnie na luzie, ale wygąda na to, że bez bata w moim przypadku się nie da.. zawsze będą te nieszczęsne słodycze, zawalanie na każdym kroku... no nic spróbuję zastosować się niedługo do waszych rad. Ale dopiero po sesji, bo teraz naprawdę nie mam siły na żadne myślenie o redukcji, odmawianie sobie, ćwiczenia itd. Sesja już i tak wyciska ze mnie wszystkie soki wink Za niedługi czas - za ok 2 tygodnie postaram się przedstawić wam mój nowy plan na redukcję - dieta + cwiczenia smile

14

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Valentine, ćwiczę regularnie od ponad pięciu lat i uwierz, że jeszcze nigdy nie wypiłam żadnego białkowego szejka wink, pomimo że mam je w domu. Mój syn owszem, ale jego cele treningowe są inne od moich. Ja chcę mieć po prostu szczupłą, lekko wysportowaną sylwetkę. Szczupła byłam od zawsze, ale wiek i pewne leki jednak robią swoje i teraz żeby wyglądać tak, jak dobrze czuję się sama ze sobą, to muszę jednak trochę nad tym popracować. 
W każdym razie najwartościowsze białko znajdziesz w chudym twarogu, jajkach, mięsie kurczaka, indyka (te ostatnie bez skóry, najlepiej filety), ale też w tuńczyku, bodajże szprotkach. Mleko, wbrew wciąż powtarzanym informacjom, wcale do tych produktów nie należy.

Beyondblackie, czy ja dobrze zrozumiałam, że rano siłownia, a po południu dodatkowo Chodakowska?

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

15 Ostatnio edytowany przez Valentine22 (2018-06-21 13:30:57)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Czy treningi np. 3 x w tygodniu po 40-45 min mogą być? Dajmy na to, 1 dzień, np. poniedziałek - 40-45min marszobieg, 2 - np. środa- trening z chodakowską, melB, 3- np. piątek - marszobieg 40-45 min ? Nie mam wygórowanych celów do spełnienia od zaraz. Dajmy na to, chcę zobaczyć zauważalne rezultaty (zdrowotne, fizyczne - ciało) po ok. roku.

Co do tych produktów białkowych - faktycznie w mojej diecie jest mało białka, typu twarożki, tuńczyk, jaja czy mięso. Zawsze było zbyt dużo węglowodanów - chleb - często.  razowy, ale dużo chleba, mnóstwo słodyczy, brak umiaru w jedzeniu, podjadanie itp. Białko powinno być w każdym posiłku tak ?

Jaka mniej więcej powinna być porcja moich posiłków by nie objeść się ale zarazem by też nie niedojadać (173 cm wzrostu/22 lata)? Powiedzmy, ze chciałabym jeśc ok 4 posiłki dziennie ( jedząc w ten sposób czułam się najlepiej), no ewentualnie 5.

16 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2018-06-21 14:22:46)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?
Olinka napisał/a:

Beyondblackie, czy ja dobrze zrozumiałam, że rano siłownia, a po południu dodatkowo Chodakowska?

Tak dokładnie robiłam jak byłam na redukcji. Ćwiczyć lubię, więc to nie był problem. Dziś, jak już zbiłam kilogramy, to chodzę tylko na siłownie pięć razy na tydzień by rzeźbić sylwetkę, czyli głównie ćwiczę na maszynach z obciążeniem. Do tego staram się jak najczęściej jeździć na rowerze. Jak mam kolegę do odwiedzenia w Deal, co jest jakieś 8 km ode mnie, to na rower. Na lekcje pianina, też na rowerze. Nad morze, tak samo. Czyli w ciągu tygodnia chyba robię z przynajmniej 50-60 kilometrów w siodełku. Czasem też zapisuję się na lokalne wyścigi rowerowe czy nawet krótkie maratony by nie zdziadzieć big_smile Mam już te 41 lat i metabolizm zwalnia, po prostu, więc trzeba dać mu kopa.

Autorko, co do szejków proteinowych, to nie ma się co spinać. Większość białka, jak Olinka napisała, da się ściągnąć z kurczaka, tuńczyka, jaj, twarogu, ale także z fasoli różnej maści, tofu, tempehu i nasion chia. Szejki są głównie dla ludzi trenujących na masę, którzy fizycznie nie byliby w stanie zjeść tak dużych ilości np. kurczaka, więc piją zamiast tego koktajl proteinowy.

Białko absolutnie powinno być w każdym posiłku. Rano można to podzielić pół na pół z węglami- jakiś chleb, owsianka, płatki. Później w ciągu dnia radzę raczej komponować posiłek na zasadzie: białko (kurczak, ryba, stek, tofu, jakieś fasole) + warzywa. Jakieś owoce czy owocowy szejk też najlepiej jest spożywać na drugie śniadanie, nie później. Zauważysz różnicę.

17 Ostatnio edytowany przez Jovanna (2018-06-21 19:13:05)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

To co pisza dziewczyny to wszystko prawda. Wydaje mi sie, jednak, ze Twoim problemem nie jest to, ze nie wiesz jak nalezy cwiczyc i jak jesc, a to, ze jestes niekonsekwetna i masz napady obzarstwa (i to jest wlasnie ten czynnik przez, ktory nie chudniesz i tak bardzo Cie frustuje). Wystarczy, ze pojawi sie cos nieoczekiwanego i Ty odpuszasz - wyjazd ze znajomymi, bolesna miesiaczka, nawet jakies klotnie z facetem...itd. Robisz sobie przerwe i pozniej probujesz wrocic do swojej `diety` i zestawu cwiczen. I co? Wtedy znowu jest tak samo ciezko jak na poczatku, prawda? Brak formy, znowu potrzebujesz czasu, silnej woli, zeby sie w to wszystko wciagnac. Pamietaj, ze Tobie bedzie trudniej wrocic, niz osobie, ktora prowadzi regularnie, konsekwentnie cwiczenia oraz zdrowo je - a to dlatego, ze jej organizm jest do tego przyzwyczajony,  "przeprogramowany". Wszystkie hormony, procesy organizmu zupelnie inaczej u takiej osoby dzialaja. Wiec oczywiscie, mozesz wprowadzic posilki przed treningiem, mozesz robic intensywniejsze treningi i serdecznie zycze Ci, zeby sie to wszystko udalo. A kiedy juz schudniesz, zycze Ci, zebys dala rade to wszystko utrzymac i nigdy wiecej sie nie rozleniwila (i wiem, ze zawsze sobie tak mowimy, a pozniej niestety zycie wszystko weryfikuje, czasami nawet po roku cos lupnie) i mam nadzieje, ze sie uda, mimo tego wszystkiego. To co Ci napisze, raczej nie gryzie sie z tym, co pisaly Ci dziewczyny, wiec jesli bedziesz miec ochote - skorzystaj.

Przedewszystkim przestan sie odchudzac, przestan sie dodatkowo stresowac (kompulsywne obzeranie sie alert! alert!). Nie mow sobie "musze schudnac", nie mow sobie "chce byc chuda do lata". Moim zdaniem jest to bez sensu i tylko wpedza w poczucie winy, za kazdym razem, gdy sie nie udaje. Zamiast wprowadzac "diete", ktora czesto jest rozumiana jako etap, w ktorym chudniemy - wprowadz sobie zdrowy tryb zycia - na stale, madre jedzenie plus konsekwentna aktywnosc fizyczna. Bez fiksacji, bez wazenia sie co sekunde i tego wszystkiego co wpedza nas we frustracje. Wyluzuj. Nie musisz schudnac nagle, szybko i pozniej sama nie wiesz jak, ale jakos bedziesz walczyc o sylwetke. To sie mija z celem. Okej, a to moje pro tipsy:

Liczenie kalorii - oczywiscie nie chce tu napisac, nie licz, olej zryj! Nie. Ale chce Ci wytlumaczyc, ze jest to bardzo niedokladna wartosc i o ile, tak, warto na to zwracac uwage, to nie nalezy fiksowac i trzymac sie co do najmniejszego grama, czy kilokalorii. Ogolnie jest tak, ze liczenie kalorii ma na celu uzyskanie ujemnego bilansu energetycznego (spalic wiecej, niz przyjac). Ok ma to sens. Ale niestety jezeli zjesz 2tys. kcal czekolady nie ma opcji, zeby rownalo sie to 2tys. kcal samej salaty (abstrakcyjny przyklad, ale rozumiesz o co mi chodzi - salata ma zupelnie inne wartosci, istnieje tez masa rzeczy, ktora jest kaloryczniejsza, a wplywa korzystnie na metabolizm). Czyli samo osiagniecie ujemnego bilansu, mija sie z celem. Lepiej przyjac wiecej kcal czegos zdrowego, niz zjadac batoniki, miescic sie w limicie kalorycznym i udawac, ze sie chudnie i co najwazniejsze - je zdrowo. No nie. To tak jakbys powiedziala, ze kilo wody jest tym samym, co kilo boczku. Nie - nie jest tym samym. Waza tyle samo, do poprzedniego przykladu: zjedzac odpowiednia ilosc czekolady oraz odpowiednia ilosc salaty - maja tyle samo kalorii, ale nie - to nie jest to samo. Dlatego tak wazne jest, bys zwrocila uwage, co w siebie wrzucasz. Jest taka ogolnie przyjeta zasada - ze kobieta srednio aktywna fizycznie, w tym i tym wieku, ma przyjmowac tyle i tyle kalorii. To tez jest bardzo "uproszczone". Kazdy organizm jest inny, inny metabolizm, inny poziom hormonow. Dlatego tez fiksowanie na punkcie przyjmowanych kalorii, co do 1 kcal znowu sluzy tylko temu, zeby sie niepotrzebnie stresowac. Wez, te dane jako przyblizone, a nie dokladne ramy, w ktorych masz sie zmiescic. Kolejna rzecza jest to, ze producenci czesto robia nas w bambuko i zanizaja kcal na opakowaniu ;> Czaisz? Ty spalilas tyle kcal, zjadlas tyle. Bilans energetyczny teoretycznie powinien byc ujemny, ale okazuje sie ze masz gorszy metabolizm, inne zapotrzebowanie kaloryczne, niz wedlug ogolnie przyjetych zasad i nieswiadomie pobralas wiecej kcal, niz sie spodziewalas, do tego ten dietetyczny, niby niskokaloryczny jogurcik mial w sobie mase cukru --> i boom, nie chudniesz! Frustrujace co? A Tobie kalkulator powiedzial, ze schudniesz big_smile Tak, jak przyjmiesz 5tys kcal nie schudniesz. Ale nie fiksuj tak nad ta wyzsza matematyka liczenia kalorii i skup sie lepiej na tym, co zawiera dany produkt.  Mnie zawsze interesuje tluszcz, cukier i indeks glikemiczny. Pewnie powinno sie wiecej sprawdzac, ale az tak dalece sie nie znam.

Podjadanie - Zjadlas posilek, ssie i albo wszamiesz kostke czekolady, albo sie trzymasz i wrzucisz kawalek marchewki. Spoko. Wlasnie zaburzylas sobie proces trawienia (cykl trawienny trwa 3h). Dodatkowo podwyzszylas sobie poziom cukru we krwi. No i lipa.

Poziom cukru we krwi - z tego co piszesz, masz napadly wilczego glodu. A wiec, byloby dobrze, gdybys zwrocila uwage na to co zachodzi w Twoim organizmie. Chudniemy wtedy, kiedy poziom cukru we krwi utrzymywany jest na stalym poziomie (nie moze go byc, ani za duzo, ani za malo). Jezeli zjesz jakis produkt o wysokim indeksie glikemicznym, poziom cukru we krwi skacze ponad norme. Wtedy produkujesz insuline, zeby usunela ten cukier z krwi. Jest to bardzo gwaltowny proces. Twoj mozg, zywi sie miedzy innymi cukrem. Wiec, kiedy nastepuje nagly spadek cukru Twoj mozg dostaje szoku i zada szybko cukru, a w Twoich oczach zamiast zrenic zapalaja sie dwie tabliczki czekolady. I znowu nastepuje to samo. Glukoza jest usuwana z krwi. A przyjelas jej tak duzo, ze organizm (watroba?) tego nie strawi - wiec kolokwialnie idzie w dupe. To samo sie dzieje, kiedy sie glodzisz i nie jesz co 3h - poziom cukru spada zbyt nisko, a Twoj mozg sie go domaga, juz natychmiast. Dlatego przejrzyj sobie tabelki z indeksem glikemicznym, poczytaj jak utrzymywac poziom cukru na normalnym poziomie. Wtedy Twoj organizm nie bedzie miec szoku w postaci niedoboru cukru. Dodatkowo - pewnie wiesz - cukier jest wszedzie, nie tylko w slodyczach. Wiec jesli zjesz zdrowy posilek, Twoj poziom glukozy delikatnie sie podnosi w ciagu kolejnych 3h. Jezeli posilek jest zdrowy, w zgodzie z indeksem glikemicznym - tak ma byc. Ale jesli w miedzyczasie cos podjesz - Twoj poziom cukru idzie w gore o dodatkowa wartosc. I juz mozesz nie miescic sie w normie poziomu cukru we krwi. Z ciekawostek to: piwo ma wyzszy poziom glikemiczny od czystej glukozy / gotowana marchew ma wyzszy indeks, niz miod, pizza z serem, lody z cukrem, czy brzoskwinie z puszki. Przegladnij te tabelki. Przemysl - jezeli doprowadzasz do tego, ze Twoja insulina musi ciagle sie produkowac (nie wiem, czy dobrze to ujelam) to zaczyna ona coraz gorzej usuwac cukier z krwiobiegu i to jest pozniej powodem cukrzycy. Chyba nie chcesz jej miec na starosc, lub nawet wczesniej. Nie musisz nie wiadomo jak liczyc swojego indeksu glikemicznego. Nie masz cukrzycy. Wystarczy, ze bedziesz sie orientowac mniej wiecej, co ma wysoki indeks, bedziesz jesc regularnie i nie bedziesz podjadac.

Tluszcze - tu nie trzeba sie rozpisywac, sa bardzo kaloryczne i nie mozemy ich jesc za duzo, nawet tych zdrowych, bo bedziemy tyc. Ale jesc nalezy. Unikaj tych niezdrowych, pochodzenia zwierzecego i jedz te zdrowe, roslinne. Jedz tez tluste ryby 2 razy w tyg. Jest jeszcze taki tluszcz CLA (nie pamietam pelnej nazwy), ktory w odpowiedniej ilosci ulatwia odchudzanie (wiem, ze on jest w serku wiejskim, jogurcie, tlustym mleku, wolowinie - dlatego calkiem z tego, tez nie rezygnuj). Googluj, bo na tluszczach, dokladnie sie nie znam. Staram sie ich nie przedawkowywac, ale uwzgledniam je w diecie.

Witamina C - jedz na potege, ciezko ja przedawkowac, bo usuwana jest wraz z moczem. Jedz wiecej niz dzienne zapotrzebowanie (wiecej niz 100mg, ale nie przeginaj, po co Ci zgaga, czy rozwolnienie). Po pierwsze wzmacnia odpornosc. Po drugie rozpuszcza tluszcze (!). Po trzecie, dzieki niej przyswajasz wszystkie inne witaminy. Jesli dodasz cytryne do wody, nie przeleci ona przez ciebie "jak przez sito" tylko o wiele lepiej Cie nawodni (nawadnianie organizmu pomaga w odchudzaniu). Wazne, zebys przyjmowala ja po trochu, niz jedna wielka dawke na raz, bo po prostu usuniesz ja z organizmu zbyt szybko i nic sie nie wydarzy. Witamine C masz nie tylko w cytrusach, ale tez np. w pietruszce.

Pewnie warto dbac o inne rzeczy, takie jak wapn (wspomaga tez odchudzanie), blonnik (reguluje wyproznianie, co jest mega wazne przy odchudzaniu - nie schudniesz przy zatwardzeniu ! xD well, sorry), witaminy z grupy B itd. itp. tego jest mnostwo. Ja wypisalam moj must have. Jesli bedziesz jadla zdrowo, tak tez bedziesz sie czula, bedziesz miec wiecej sily (np. do cwiczen), lepszy nastroj.  MAgnes, zelazo, witamina D. Nie wiem, czy to najlepsze rozwiazanie, ale mimo, ze jem duzo warzyw i tego wszystkiego i tak biore witaminy w tabsach (nie chce mi sie chrzanic i liczyc tego wszystkiego). Blonnik sobie dostarczam Xenna. Ubostwiam chilli, pije zielona herbate i ogolnie herbate (choc jej nie cierpie, pomaga Ci utrzymac szczupla sylwetke), po wypiciu kawy uzupelniam wode. Jezeli chodzi o jedzenie, to lepiej skupic sie na jakosci, niz jesc wszystko jalowe, odchudzone bez zadnych wartosci odzywczych, byleby uzyskac jak najnizszy bilans energetyczny, o ktorym juz pisalam, bo jedzac odrobine kaloryczniej, mozesz podkrecic sobie mega metabolizm i dopiero to wyjdzie na zdrowie - Tobie i Twojej sylwetce.

Silna wola - jedzenie - co kupie to predzej, czy pozniej zjem. No inaczej sie nie da! Dlatego, najbardziej skupiam sie na swojej diecie i slabosciach w sklepie. Wlasciwie, juz mi sie to rzadko zadarza, ale kiedys tak bylo dosc czesto (szczegolnie, kiedy nie patrzylam na indeks glikemiczny ;> ). Wpadla Ci czekolada w rece, i niechacy do koszyka? Spojrz na nia, pomysl o tym jakim swinstwem chcesz sie pasc, pomysl o tym, ze nie zjesz przeciez kostki, tylko wciagniesz ja cala, i patrz na nia tak dlugo, az zdecydujesz sie ja odlozyc - na polke, zamiast w postaci tluszczu w sama siebie. Zrob sobie liste zdrowych produktow, ktore chcesz miec w lodowce, zawsze kiedy nie masz pomyslu co w siebie wrzucic. Oczywiscie, jak gdzies raz odpuscisz, przezyjesz. Ale prawda jest taka - jak przyzwyczaisz organizm do normalnego poziomu glukozy we krwi, nie bedziesz miec juz takich skokow na cukier i wzmozonego apetytu na smieci. Mozna na poczatku wspomoc sie chromem.

Z zarciem jest jak z uzaleznieniem. Organizm sie domaga. Jesli to rzucisz, to w koncu organizm sie przyzwyczai i ureguluje wszystkie procesy, ktore w nim zachodza.

Ruch - troche juz o tym pisalam, na poczatku. Ja stawiam na konsekwencje, bardziej niz na intensywnosc. Przeprogramuj swoj organizm na ruch. Nie wyrzeczeniami, cwiczeniem za wszelka cene, bo tluszcz nie bedzie sie spalal, bo dieta, bo to nic nie da. Nie fiksuj znowu! Cwiczenia, nie maja Ci tylko pomoc w tym (o zgrozo) ujemnym bilansie energetycznym. Wszystkie procesy, ktore zachodza w Twoim ciele, zachodza lepiej kiedy sie ruszasz, takze metabolizm. Wycisk fizyczny, tabaty, interwaly - tak! Ale nie kosztem, tego, ze sie przecwiczysz, zniechecisz, rzucisz to w pi...! Znowu polegniesz, rozleniwisz - nie traktuj ruchu jak sposobu na schudniecie, ale wpisz go w swoj codzienny styl zycia juz na zawsze. Kazda forma ruchu jest dobra, ale codziennie. Juz slysze w tle "nie wolno codziennie, miesnie musza odpoczac...blablabla". Tak. Ale ruch powinien byc codziennie. Codziennie nalezy podkrecac metabolizm. Ja zaczelam tak: przyjelam, ze o ile moge sie wykrecac od intensywnego treningu, o tyle wyjscie na spacer (zwawym marszem, 40min-1h) nie jest wysilkiem. Nie moge powiedziec, ej boli mnie, nie mam sily (nie masz sily isc serio? To powiedz sobie jestem leniem i sie nie oklamuj). Takie cos nie zniecheca, bo nie jest wysilkiem. Jest forma aktywnosci fizycznej. I jest super na gorszy dzien. Zaczelam chodzic, pozniej polowe chodzilam, polowe biegalam, w miedzy czasie, jak mialam dobry dzien robilam sobie interwal. Jak mialam zakwasy po cwiczeniach - na drugi dzien szlam na spacer (szybciej wrocisz do siebie, nie bedziesz plakac 4 dni, bo zakwasy). Nie wazne jak, byleby sie ruszac. Codziennie. I tez lapal mnie len. Ale marsz, nie jest wysilkiem, wiec jak juz wyjdziesz - to pojdziesz. Dzwon w tym czasie do kolezanki, szybciej minie czas, sluchaj muzyki, albo cos czytaj. Najwazniejsze, zebys dostosowywala aktywnosc fizyczna do swojej aktualnej formy. Czyli, ze jezeli czujesz moc - to wycisk, a jesli nie masz sily to marsz (zwawy pamietaj, nie spacer). Zwiekszaj dystans, albo predkosc. To ma byc wysilek, ktory Cie nie wykonczy, ale masz go poczuc! Ja zawsze o 20.00 wybywam z domu. Po pierwsze robiac przerwe od ostrych treningow - nie zastygalam na kanapie. Po drugie - robiac to codziennie, zwiekszajac sobie powoli intensywnosc - nabralam formy i teraz glownie biegam i robie treningi. Nie mialam zadnych wyrzutow sumienia, ze odpuscilam, bo nie odpuszczalam (do tej pory, jak mnie zzera miesiaczka, to tylko ide). I nie byl to wysilek - mowilam, nie masz wymowki - nie powiesz nie mam sily isc. Nie zniechecalam sie, ze jest mi ciezko. Nie frustrowalam, ze nie mialam sil na ostry trening, czy ze moja diete szlag trafi, bo nie mialam diety, a zmienilam styl zycia. Weszlo mi w krew. Jak robie przerwe od treningow, nie czuje juz takiego spadku formy i brak treningow nie traktuje jak "odpoczynku od aktywnosci fizycznej", bo jakis jednak mam. Sumienie czystrze, cialo zdrowsze i dupa lzejsza ^^

A schudlam przy okazji smile mialam tak jak Ty (spaslam sie na tabletkach antykoncepcyjnych i nie moglam wrocic do siebie, odchudzalam sie na sile, pozniej lapaly mnie napady glodu, bo przeginalam z tymi dietami), i w koncu zaczelam sie zle czuc, wiec wlasciwie moja motywacja stalo sie zdrowie, a nie sylwetka. Na luzie, bez stresu, zdrowo smile
Powodzenia i trzymam kciuki jakakolwiek droga pojdziesz.

Optymiści doświadczają pozytywnych skutków traumy częściej niż pesymiści.

18 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2018-06-21 19:17:18)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Bardzo dobre porady zapodałaś smile To są tak naprawdę podstawy żywieniowe, które, O ZGROZO, są totalnym kosmosem dla wielu ludzi.

U nas w domu nawet ciastka nie uświadczysz. Jest jakaś gorzka czekolada, ale tylko do pieczenia i chyba ją kupiłam trzy miesiące temu i ciągle jest w opakowaniu. Nie ma czipsów, paluszków, frytek, pizzy- nic z tego. Jak nie masz w kuchni, to nie zeżresz. Za to zamawiam co tydzień pudło warzyw z lokalnego warzywniaka, sezonowych, smacznych. Poza książkami o dietach, których sporo skupiłam, mam też wiele wegańskich, z których często gotuję. To, jak najbardziej polecam, bo kuchnia wegańska jest zaskakująco smaczna i zawiera o wiele mniej kalorii niż dania mięsne.

A rower był dla mnie cudem z nieba smile To taki wysiłek bez wysiłku, bo cudownie śmigać po drogach, szczególnie latem. Mieszkam w bardzo rolniczym hrabstwie, więc jest multum ścieżek przez pola i wiejskich dróg, na których praktycznie nie ma samochodów.

19

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?
Jovanna napisał/a:

To co pisza dziewczyny to wszystko prawda. Wydaje mi sie, jednak, ze Twoim problemem nie jest to, ze nie wiesz jak nalezy cwiczyc i jak jesc, a to, ze jestes niekonsekwetna i masz napady obzarstwa (i to jest wlasnie ten czynnik przez, ktory nie chudniesz i tak bardzo Cie frustuje). Wystarczy, ze pojawi sie cos nieoczekiwanego i Ty odpuszasz - wyjazd ze znajomymi, bolesna miesiaczka, nawet jakies klotnie z facetem...itd. Robisz sobie przerwe i pozniej probujesz wrocic do swojej `diety` i zestawu cwiczen. I co? Wtedy znowu jest tak samo ciezko jak na poczatku, prawda? Brak formy, znowu potrzebujesz czasu, silnej woli, zeby sie w to wszystko wciagnac. Pamietaj, ze Tobie bedzie trudniej wrocic, niz osobie, ktora prowadzi regularnie, konsekwentnie cwiczenia oraz zdrowo je - a to dlatego, ze jej organizm jest do tego przyzwyczajony,  "przeprogramowany". Wszystkie hormony, procesy organizmu zupelnie inaczej u takiej osoby dzialaja. Wiec oczywiscie, mozesz wprowadzic posilki przed treningiem, mozesz robic intensywniejsze treningi i serdecznie zycze Ci, zeby sie to wszystko udalo. A kiedy juz schudniesz, zycze Ci, zebys dala rade to wszystko utrzymac i nigdy wiecej sie nie rozleniwila (i wiem, ze zawsze sobie tak mowimy, a pozniej niestety zycie wszystko weryfikuje, czasami nawet po roku cos lupnie) i mam nadzieje, ze sie uda, mimo tego wszystkiego. To co Ci napisze, raczej nie gryzie sie z tym, co pisaly Ci dziewczyny, wiec jesli bedziesz miec ochote - skorzystaj.

Przedewszystkim przestan sie odchudzac, przestan sie dodatkowo stresowac (kompulsywne obzeranie sie alert! alert!). Nie mow sobie "musze schudnac", nie mow sobie "chce byc chuda do lata". Moim zdaniem jest to bez sensu i tylko wpedza w poczucie winy, za kazdym razem, gdy sie nie udaje. Zamiast wprowadzac "diete", ktora czesto jest rozumiana jako etap, w ktorym chudniemy - wprowadz sobie zdrowy tryb zycia - na stale, madre jedzenie plus konsekwentna aktywnosc fizyczna. Bez fiksacji, bez wazenia sie co sekunde i tego wszystkiego co wpedza nas we frustracje. Wyluzuj. Nie musisz schudnac nagle, szybko i pozniej sama nie wiesz jak, ale jakos bedziesz walczyc o sylwetke. To sie mija z celem. Okej, a to moje pro tipsy:

Liczenie kalorii - oczywiscie nie chce tu napisac, nie licz, olej zryj! Nie. Ale chce Ci wytlumaczyc, ze jest to bardzo niedokladna wartosc i o ile, tak, warto na to zwracac uwage, to nie nalezy fiksowac i trzymac sie co do najmniejszego grama, czy kilokalorii. Ogolnie jest tak, ze liczenie kalorii ma na celu uzyskanie ujemnego bilansu energetycznego (spalic wiecej, niz przyjac). Ok ma to sens. Ale niestety jezeli zjesz 2tys. kcal czekolady nie ma opcji, zeby rownalo sie to 2tys. kcal samej salaty (abstrakcyjny przyklad, ale rozumiesz o co mi chodzi - salata ma zupelnie inne wartosci, istnieje tez masa rzeczy, ktora jest kaloryczniejsza, a wplywa korzystnie na metabolizm). Czyli samo osiagniecie ujemnego bilansu, mija sie z celem. Lepiej przyjac wiecej kcal czegos zdrowego, niz zjadac batoniki, miescic sie w limicie kalorycznym i udawac, ze sie chudnie i co najwazniejsze - je zdrowo. No nie. To tak jakbys powiedziala, ze kilo wody jest tym samym, co kilo boczku. Nie - nie jest tym samym. Waza tyle samo, do poprzedniego przykladu: zjedzac odpowiednia ilosc czekolady oraz odpowiednia ilosc salaty - maja tyle samo kalorii, ale nie - to nie jest to samo. Dlatego tak wazne jest, bys zwrocila uwage, co w siebie wrzucasz. Jest taka ogolnie przyjeta zasada - ze kobieta srednio aktywna fizycznie, w tym i tym wieku, ma przyjmowac tyle i tyle kalorii. To tez jest bardzo "uproszczone". Kazdy organizm jest inny, inny metabolizm, inny poziom hormonow. Dlatego tez fiksowanie na punkcie przyjmowanych kalorii, co do 1 kcal znowu sluzy tylko temu, zeby sie niepotrzebnie stresowac. Wez, te dane jako przyblizone, a nie dokladne ramy, w ktorych masz sie zmiescic. Kolejna rzecza jest to, ze producenci czesto robia nas w bambuko i zanizaja kcal na opakowaniu ;> Czaisz? Ty spalilas tyle kcal, zjadlas tyle. Bilans energetyczny teoretycznie powinien byc ujemny, ale okazuje sie ze masz gorszy metabolizm, inne zapotrzebowanie kaloryczne, niz wedlug ogolnie przyjetych zasad i nieswiadomie pobralas wiecej kcal, niz sie spodziewalas, do tego ten dietetyczny, niby niskokaloryczny jogurcik mial w sobie mase cukru --> i boom, nie chudniesz! Frustrujace co? A Tobie kalkulator powiedzial, ze schudniesz big_smile Tak, jak przyjmiesz 5tys kcal nie schudniesz. Ale nie fiksuj tak nad ta wyzsza matematyka liczenia kalorii i skup sie lepiej na tym, co zawiera dany produkt.  Mnie zawsze interesuje tluszcz, cukier i indeks glikemiczny. Pewnie powinno sie wiecej sprawdzac, ale az tak dalece sie nie znam.

Podjadanie - Zjadlas posilek, ssie i albo wszamiesz kostke czekolady, albo sie trzymasz i wrzucisz kawalek marchewki. Spoko. Wlasnie zaburzylas sobie proces trawienia (cykl trawienny trwa 3h). Dodatkowo podwyzszylas sobie poziom cukru we krwi. No i lipa.

Poziom cukru we krwi - z tego co piszesz, masz napadly wilczego glodu. A wiec, byloby dobrze, gdybys zwrocila uwage na to co zachodzi w Twoim organizmie. Chudniemy wtedy, kiedy poziom cukru we krwi utrzymywany jest na stalym poziomie (nie moze go byc, ani za duzo, ani za malo). Jezeli zjesz jakis produkt o wysokim indeksie glikemicznym, poziom cukru we krwi skacze ponad norme. Wtedy produkujesz insuline, zeby usunela ten cukier z krwi. Jest to bardzo gwaltowny proces. Twoj mozg, zywi sie miedzy innymi cukrem. Wiec, kiedy nastepuje nagly spadek cukru Twoj mozg dostaje szoku i zada szybko cukru, a w Twoich oczach zamiast zrenic zapalaja sie dwie tabliczki czekolady. I znowu nastepuje to samo. Glukoza jest usuwana z krwi. A przyjelas jej tak duzo, ze organizm (watroba?) tego nie strawi - wiec kolokwialnie idzie w dupe. To samo sie dzieje, kiedy sie glodzisz i nie jesz co 3h - poziom cukru spada zbyt nisko, a Twoj mozg sie go domaga, juz natychmiast. Dlatego przejrzyj sobie tabelki z indeksem glikemicznym, poczytaj jak utrzymywac poziom cukru na normalnym poziomie. Wtedy Twoj organizm nie bedzie miec szoku w postaci niedoboru cukru. Dodatkowo - pewnie wiesz - cukier jest wszedzie, nie tylko w slodyczach. Wiec jesli zjesz zdrowy posilek, Twoj poziom glukozy delikatnie sie podnosi w ciagu kolejnych 3h. Jezeli posilek jest zdrowy, w zgodzie z indeksem glikemicznym - tak ma byc. Ale jesli w miedzyczasie cos podjesz - Twoj poziom cukru idzie w gore o dodatkowa wartosc. I juz mozesz nie miescic sie w normie poziomu cukru we krwi. Z ciekawostek to: piwo ma wyzszy poziom glikemiczny od czystej glukozy / gotowana marchew ma wyzszy indeks, niz miod, pizza z serem, lody z cukrem, czy brzoskwinie z puszki. Przegladnij te tabelki. Przemysl - jezeli doprowadzasz do tego, ze Twoja insulina musi ciagle sie produkowac (nie wiem, czy dobrze to ujelam) to zaczyna ona coraz gorzej usuwac cukier z krwiobiegu i to jest pozniej powodem cukrzycy. Chyba nie chcesz jej miec na starosc, lub nawet wczesniej. Nie musisz nie wiadomo jak liczyc swojego indeksu glikemicznego. Nie masz cukrzycy. Wystarczy, ze bedziesz sie orientowac mniej wiecej, co ma wysoki indeks, bedziesz jesc regularnie i nie bedziesz podjadac.

Tluszcze - tu nie trzeba sie rozpisywac, sa bardzo kaloryczne i nie mozemy ich jesc za duzo, nawet tych zdrowych, bo bedziemy tyc. Ale jesc nalezy. Unikaj tych niezdrowych, pochodzenia zwierzecego i jedz te zdrowe, roslinne. Jedz tez tluste ryby 2 razy w tyg. Jest jeszcze taki tluszcz CLA (nie pamietam pelnej nazwy), ktory w odpowiedniej ilosci ulatwia odchudzanie (wiem, ze on jest w serku wiejskim, jogurcie, tlustym mleku, wolowinie - dlatego calkiem z tego, tez nie rezygnuj). Googluj, bo na tluszczach, dokladnie sie nie znam. Staram sie ich nie przedawkowywac, ale uwzgledniam je w diecie.

Witamina C - jedz na potege, ciezko ja przedawkowac, bo usuwana jest wraz z moczem. Jedz wiecej niz dzienne zapotrzebowanie (wiecej niz 100mg, ale nie przeginaj, po co Ci zgaga, czy rozwolnienie). Po pierwsze wzmacnia odpornosc. Po drugie rozpuszcza tluszcze (!). Po trzecie, dzieki niej przyswajasz wszystkie inne witaminy. Jesli dodasz cytryne do wody, nie przeleci ona przez ciebie "jak przez sito" tylko o wiele lepiej Cie nawodni (nawadnianie organizmu pomaga w odchudzaniu). Wazne, zebys przyjmowala ja po trochu, niz jedna wielka dawke na raz, bo po prostu usuniesz ja z organizmu zbyt szybko i nic sie nie wydarzy. Witamine C masz nie tylko w cytrusach, ale tez np. w pietruszce.

Pewnie warto dbac o inne rzeczy, takie jak wapn (wspomaga tez odchudzanie), blonnik (reguluje wyproznianie, co jest mega wazne przy odchudzaniu - nie schudniesz przy zatwardzeniu ! xD well, sorry), witaminy z grupy B itd. itp. tego jest mnostwo. Ja wypisalam moj must have. Jesli bedziesz jadla zdrowo, tak tez bedziesz sie czula, bedziesz miec wiecej sily (np. do cwiczen), lepszy nastroj.  MAgnes, zelazo, witamina D. Nie wiem, czy to najlepsze rozwiazanie, ale mimo, ze jem duzo warzyw i tego wszystkiego i tak biore witaminy w tabsach (nie chce mi sie chrzanic i liczyc tego wszystkiego). Blonnik sobie dostarczam Xenna. Ubostwiam chilli, pije zielona herbate i ogolnie herbate (choc jej nie cierpie, pomaga Ci utrzymac szczupla sylwetke), po wypiciu kawy uzupelniam wode. Jezeli chodzi o jedzenie, to lepiej skupic sie na jakosci, niz jesc wszystko jalowe, odchudzone bez zadnych wartosci odzywczych, byleby uzyskac jak najnizszy bilans energetyczny, o ktorym juz pisalam, bo jedzac odrobine kaloryczniej, mozesz podkrecic sobie mega metabolizm i dopiero to wyjdzie na zdrowie - Tobie i Twojej sylwetce.

Silna wola - jedzenie - co kupie to predzej, czy pozniej zjem. No inaczej sie nie da! Dlatego, najbardziej skupiam sie na swojej diecie i slabosciach w sklepie. Wlasciwie, juz mi sie to rzadko zadarza, ale kiedys tak bylo dosc czesto (szczegolnie, kiedy nie patrzylam na indeks glikemiczny ;> ). Wpadla Ci czekolada w rece, i niechacy do koszyka? Spojrz na nia, pomysl o tym jakim swinstwem chcesz sie pasc, pomysl o tym, ze nie zjesz przeciez kostki, tylko wciagniesz ja cala, i patrz na nia tak dlugo, az zdecydujesz sie ja odlozyc - na polke, zamiast w postaci tluszczu w sama siebie. Zrob sobie liste zdrowych produktow, ktore chcesz miec w lodowce, zawsze kiedy nie masz pomyslu co w siebie wrzucic. Oczywiscie, jak gdzies raz odpuscisz, przezyjesz. Ale prawda jest taka - jak przyzwyczaisz organizm do normalnego poziomu glukozy we krwi, nie bedziesz miec juz takich skokow na cukier i wzmozonego apetytu na smieci. Mozna na poczatku wspomoc sie chromem.

Z zarciem jest jak z uzaleznieniem. Organizm sie domaga. Jesli to rzucisz, to w koncu organizm sie przyzwyczai i ureguluje wszystkie procesy, ktore w nim zachodza.

Ruch - troche juz o tym pisalam, na poczatku. Ja stawiam na konsekwencje, bardziej niz na intensywnosc. Przeprogramuj swoj organizm na ruch. Nie wyrzeczeniami, cwiczeniem za wszelka cene, bo tluszcz nie bedzie sie spalal, bo dieta, bo to nic nie da. Nie fiksuj znowu! Cwiczenia, nie maja Ci tylko pomoc w tym (o zgrozo) ujemnym bilansie energetycznym. Wszystkie procesy, ktore zachodza w Twoim ciele, zachodza lepiej kiedy sie ruszasz, takze metabolizm. Wycisk fizyczny, tabaty, interwaly - tak! Ale nie kosztem, tego, ze sie przecwiczysz, zniechecisz, rzucisz to w pi...! Znowu polegniesz, rozleniwisz - nie traktuj ruchu jak sposobu na schudniecie, ale wpisz go w swoj codzienny styl zycia juz na zawsze. Kazda forma ruchu jest dobra, ale codziennie. Juz slysze w tle "nie wolno codziennie, miesnie musza odpoczac...blablabla". Tak. Ale ruch powinien byc codziennie. Codziennie nalezy podkrecac metabolizm. Ja zaczelam tak: przyjelam, ze o ile moge sie wykrecac od intensywnego treningu, o tyle wyjscie na spacer (zwawym marszem, 40min-1h) nie jest wysilkiem. Nie moge powiedziec, ej boli mnie, nie mam sily (nie masz sily isc serio? To powiedz sobie jestem leniem i sie nie oklamuj). Takie cos nie zniecheca, bo nie jest wysilkiem. Jest forma aktywnosci fizycznej. I jest super na gorszy dzien. Zaczelam chodzic, pozniej polowe chodzilam, polowe biegalam, w miedzy czasie, jak mialam dobry dzien robilam sobie interwal. Jak mialam zakwasy po cwiczeniach - na drugi dzien szlam na spacer (szybciej wrocisz do siebie, nie bedziesz plakac 4 dni, bo zakwasy). Nie wazne jak, byleby sie ruszac. Codziennie. I tez lapal mnie len. Ale marsz, nie jest wysilkiem, wiec jak juz wyjdziesz - to pojdziesz. Dzwon w tym czasie do kolezanki, szybciej minie czas, sluchaj muzyki, albo cos czytaj. Najwazniejsze, zebys dostosowywala aktywnosc fizyczna do swojej aktualnej formy. Czyli, ze jezeli czujesz moc - to wycisk, a jesli nie masz sily to marsz (zwawy pamietaj, nie spacer). Zwiekszaj dystans, albo predkosc. To ma byc wysilek, ktory Cie nie wykonczy, ale masz go poczuc! Ja zawsze o 20.00 wybywam z domu. Po pierwsze robiac przerwe od ostrych treningow - nie zastygalam na kanapie. Po drugie - robiac to codziennie, zwiekszajac sobie powoli intensywnosc - nabralam formy i teraz glownie biegam i robie treningi. Nie mialam zadnych wyrzutow sumienia, ze odpuscilam, bo nie odpuszczalam (do tej pory, jak mnie zzera miesiaczka, to tylko ide). I nie byl to wysilek - mowilam, nie masz wymowki - nie powiesz nie mam sily isc. Nie zniechecalam sie, ze jest mi ciezko. Nie frustrowalam, ze nie mialam sil na ostry trening, czy ze moja diete szlag trafi, bo nie mialam diety, a zmienilam styl zycia. Weszlo mi w krew. Jak robie przerwe od treningow, nie czuje juz takiego spadku formy i brak treningow nie traktuje jak "odpoczynku od aktywnosci fizycznej", bo jakis jednak mam. Sumienie czystrze, cialo zdrowsze i dupa lzejsza ^^

A schudlam przy okazji smile mialam tak jak Ty (spaslam sie na tabletkach antykoncepcyjnych i nie moglam wrocic do siebie, odchudzalam sie na sile, pozniej lapaly mnie napady glodu, bo przeginalam z tymi dietami), i w koncu zaczelam sie zle czuc, wiec wlasciwie moja motywacja stalo sie zdrowie, a nie sylwetka. Na luzie, bez stresu, zdrowo smile
Powodzenia i trzymam kciuki jakakolwiek droga pojdziesz.

Wow , przede wszystkim dziękuję za wyczerpującą odpowiedź i poświęcony czas smile Jestem pod wrażeniem trybu życia jaki prowadzisz i optymizmu - jeżeli mogę zwrócić się per "ty" smile To co napisałaś bardzo pokrzepia i daje mi nadzieję, że niedługo w końcu coś ze sobą zrobię i to KONSEKWENTNIE, bez poddawania się.

Niestety to zaciskanie pasa u mnie służyło temu, by właśnie nie zawalić znowu zdrowego trybu życia. Nie chcodziło o stricte odchudzanie,bo jestem świadoma, że najważniejsze jest w tym wszystkim zdrowie smile Własnie - poddawanie się przy pierwszej lepszej trudności to moja zmora nr 1 i przyznaję się o tego. Dlatego jestem obecnie już bardzo zniechęcona nawet do próbowania, bo po prostu WIEM to, jestem wręcz święcie przekonana, że to się nie uda sad Początki są bardzo ciężkie a jeszcze ciężej jest tylko zaczynać przez całe życie .. i tego nie kończyć.

Przeważnie robię wiele rzeczy dla zdrowia i często wcale, nie fiksuję. Staram się robić to na luzie, nie dla odchudzania. Nie jem załóżmy tych słodyczy i odmawiam ich przez jakiś czas dla zdrowia.. ale nawet wtedy organizm wyczuwa to, że ich nie jem - i domaga się ich tony ... Wiadomo przecież, że zdrowie nie toleruje zaśmiecania własnego ciała truciznami. Zdrowie nie będzie miało litości, zemści się na nas natomiast tyć możemy tak długo jak chcemy.

Chciałabym wiedzieć - jaki miałaś stosunek do słodyczy wcześniej? Ile jadłaś, a ile jesz teraz? Ile jesz posiłków w ciągu dnia?

Wezmę sobie te rady do serca smile Na pewno są bardzo zdroworozsadkowe i wierzę, ze służą każdemu smile Mam nadzieję, że po sesji wezmę się już na porządnie za siebie i nie odpuszczę już do końca! smile Pozdrawiam smile

20

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Bardzo mi się podoba to wszystko, co napisałaś Jovanno. Ja mam w sumie podobne podejście, bo nie katuję się. Jeśli nie mam ochoty na jakiś zaplanowany trening, to robię inny - taki, który danego dnia sprawi mi przyjemność. Jeśli mam do wyboru wsiąść w samochód lub iść na piechotę, to wybieram to drugie. Poza tym od jakiegoś czasu tańczę - po półtorej godziny energicznego ruchu (tyle trwają zajęcia plus imprezy salsowe) też pot się ze mnie leje, ale jaką przy tym odczuwam przyjemność! Cukier z diety wyeliminowałam ponad 20 lat temu i zupełnie mnie do niego nie ciągnie, choć oczywiście nie da się go zupełnie uniknąć. Fast foody mogą dla mnie nie istnieć, ale nie odmówię sobie dobrego obiadu. Ćwiczyć najpierw zaczęłam dla zdrowia, bo pomimo szczupłej sylwetki coś niedobrego zaczęło się dziać z cholesterolem (taka moja uroda, że wątroba naturalnie wytwarza go za dużo) i wydolnością serca (stres), a sylwetka to efekt uboczny. Jak mi się lekko przytyje, to nie dramatyzuję, a podkręcam metabolizm. Z czasem naprawdę bardzo łatwo jest to kontrolować. Ponadto teraz na przykład ważę więcej niż kilka lat temu, ale za to na pewno mam większą masę mięśniową (nigdy się na nią nie nakręcałam, przyszło przy okazji) i ogólnie sama ze sobą czuję się bardzo dobrze. 

Valentine, bardzo ważne jest, aby wybrać taką formę aktywności, do której nie trzeba się zmuszać, bo to wcześniej czy później musi zniechęcić. Poszukaj, popróbuj, w końcu znajdziesz coś, co sprawia Ci przyjemność. Poza tym z czasem będzie coraz łatwiej, a to też ma spore znaczenie. Podobnie z dietą. Jeśli będziesz sobie wszystkiego odmawiać, katować się zjadając kolejną porcję warzyw marząc przy tym o opływającej tłuszczem pieczonej kiełbasie tylko dlatego, że Ci nie wolno, to będziesz cierpieć. Wtedy nie ma siły, ale musi w końcu nadejść taki moment, kiedy to wszystko rzucisz w diabły.

I jak dziewczyny celnie i słusznie powyżej napisały - jeśli chcesz mieć trwałe efekty, to powinnaś sobie po prostu wypracować nowy styl życia. Nie patrz przy tym jednak na innych, rób dokładnie to, co Tobie służy i z czym Ci po drodze smile.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

21

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?
Beyondblackie napisał/a:

To są tak naprawdę podstawy żywieniowe, które, O ZGROZO, są totalnym kosmosem dla wielu ludzi.

A uczylismy sie o tym w szkole big_smile

U nas w domu nawet ciastka nie uświadczysz.

U mnie tez nie, ale zawsze moge uraczyc batatem xD Na "ciastka" trzeba skladac zamowienia ^^

A rower był dla mnie cudem z nieba smile To taki wysiłek bez wysiłku, bo cudownie śmigać po drogach, szczególnie latem. Mieszkam w bardzo rolniczym hrabstwie, więc jest multum ścieżek przez pola i wiejskich dróg, na których praktycznie nie ma samochodów.

Zazdroszcze! do mojego domu trzeba pedalowac pol godziny pod gore. Taki biznes, ze bym miala lyde jak Pudzian. hmm narobilas mi ochoty na wiatr we wlosach hmm

Optymiści doświadczają pozytywnych skutków traumy częściej niż pesymiści.

22

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Jovanna, rower jest cudownym wynalazkiem smile Dziesięć minut i jestem na plaży. Dwadzieścia minut i stukam w klawisze na lekcji fortepianu. Pół godziny i widzę ziomka na kawę. Mój rower jest niemieckiej firmy Cube i jest to bardzo paniom przyjazny model z wysoką kierownicą i vintage designem- Elle Cruise. Kiedy się ścigam używam Cross Race C 62 LST, tej samej firmy. My mamy całe boczne podwórko zawalone rowerami big_smile

Co sądzisz o książkach Makarowskiej? Mam 6 i wydają mi się być sensowne.

23 Ostatnio edytowany przez Valentine22 (2018-06-22 08:51:14)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?
Olinka napisał/a:

Bardzo mi się podoba to wszystko, co napisałaś Jovanno. Ja mam w sumie podobne podejście, bo nie katuję się. Jeśli nie mam ochoty na jakiś zaplanowany trening, to robię inny - taki, który danego dnia sprawi mi przyjemność. Jeśli mam do wyboru wsiąść w samochód lub iść na piechotę, to wybieram to drugie. Poza tym od jakiegoś czasu tańczę - po półtorej godziny energicznego ruchu (tyle trwają zajęcia plus imprezy salsowe) też pot się ze mnie leje, ale jaką przy tym odczuwam przyjemność! Cukier z diety wyeliminowałam ponad 20 lat temu i zupełnie mnie do niego nie ciągnie, choć oczywiście nie da się go zupełnie uniknąć. Fast foody mogą dla mnie nie istnieć, ale nie odmówię sobie dobrego obiadu. Ćwiczyć najpierw zaczęłam dla zdrowia, bo pomimo szczupłej sylwetki coś niedobrego zaczęło się dziać z cholesterolem (taka moja uroda, że wątroba naturalnie wytwarza go za dużo) i wydolnością serca (stres), a sylwetka to efekt uboczny. Jak mi się lekko przytyje, to nie dramatyzuję, a podkręcam metabolizm. Z czasem naprawdę bardzo łatwo jest to kontrolować. Ponadto teraz na przykład ważę więcej niż kilka lat temu, ale za to na pewno mam większą masę mięśniową (nigdy się na nią nie nakręcałam, przyszło przy okazji) i ogólnie sama ze sobą czuję się bardzo dobrze. 

Valentine, bardzo ważne jest, aby wybrać taką formę aktywności, do której nie trzeba się zmuszać, bo to wcześniej czy później musi zniechęcić. Poszukaj, popróbuj, w końcu znajdziesz coś, co sprawia Ci przyjemność. Poza tym z czasem będzie coraz łatwiej, a to też ma spore znaczenie. Podobnie z dietą. Jeśli będziesz sobie wszystkiego odmawiać, katować się zjadając kolejną porcję warzyw marząc przy tym o opływającej tłuszczem pieczonej kiełbasie tylko dlatego, że Ci nie wolno, to będziesz cierpieć. Wtedy nie ma siły, ale musi w końcu nadejść taki moment, kiedy to wszystko rzucisz w diabły.

I jak dziewczyny celnie i słusznie powyżej napisały - jeśli chcesz mieć trwałe efekty, to powinnaś sobie po prostu wypracować nowy styl życia. Nie patrz przy tym jednak na innych, rób dokładnie to, co Tobie służy i z czym Ci po drodze smile.

Chcąc ćwiczyć czy wypracować "nowy styl życia" i tak trzeba się zmusić smile Bez względu jakie wybiera się cwiczenia, jakie zasady i czy robi się to dla zdrowia czy dla odchudzania. Bez zmuszania się do tego przecież dalej tkwiłybyśmy na kanapie. Myślę, że przynajmniej na początku każda zmiana jest przymusem nie ważne czy robimy spacer, który lubimy czy zmuszamy się do ćwiczeń z chodakowską. Nie ważne czy dla zdrowia czy tylko odchudzania. Widzisz odstawienie słodyczy jest konieczne - właśnie dla zdrowia chociażby. Nie traktuje tego jak diety odchudzającej. A mimo to, wiąże się to u mnie z ponadludzkim wysiłkiem, więc siłą rzeczy muszę zrobić rzecz, której nie chcę i się do tego zmusić ale jest konieczna dla zdrowia. Tak więc dla mnie naciągane jest bardzo mówienie, że zmiana stylu życia ma być przyjemnością. Głupia zmiana stylu życia na zdrowszy wcale nie była dla mnie przyjemnością, pomimo, że nie katowałam się wcale. Dla przykładu, kiedyś 3 miesiące nie jadłam słodyczy. Okej. Robiłam to dla zdrowia i jeśli coś bym schudła to byłoby fajnie. Każdego dnia powtarzałam sobie, że wolę być zdrowa niż zjeść te slodycze, że nie warto, że robię to dla siebie. Nie dość, że ta "lajtowa" zmiana skończyła się dla mnie nadrabianiem czym innym każdego dnia - jakimiś innymi produktami np. jogurtami naturalnymi, chrupkami kukurydzianymi i innymi świństwami, to chyba jeszcze przytyłam.. a psychicznie czułam się fatalnie. Ta "tylko zmiana stylu życia na zdrowszy" - kosztowała mnie nadludzki wysiłek. Musiałabym mieć siłę cyborga, by nie wracać potem do starych nawyków. Tak więc dalej nie wiem co zrobić z tymi słodyczami.

Nie piszę tego, by się z wami kłocić drogie panie smile Piszę to dlatego, żeby pokazać jak ja to widzę z perspektywy własnych nieudanych doświadczeń. Nie neguję waszych komentarzy, wręcz przeciwnie smile Wiele z tych rad wezmę sobie do serca i wezmę poprawkę na moje dotychczasowe próby. Już niedługo jak skończy się sesja zacznę na poważnie myśleć o tym, by zacząć się zdrowiej odżywiać i zacząć się ruszać bez wymówek smile

24 Ostatnio edytowany przez MuseHudson (2018-06-22 16:10:09)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Nie zgadzam się że białko jest tylko dla tych co lecą na budowanie mięśni. Jest super dla tych, co przy odchudzaniu nie chcą zgubić mięśni które już mają wink (nie chodzi mi o odżywki, ale ogólnie jakiekolwiek źródło białka)
Kiedy chudniemy nasze ciałko samo sobie decyduje z czego deficyt kalorii spali. Może to być tłuszczyk, mogą to być mięśnie. Jeśli jemy więcej białka to ciało więcej spali tłuszczyku, jak białka jest za mało na diecie zacznie nam też ubywać mięśni.
Można zrzucić tłuszczyk(nie schudnąć, czyli zmienić masę ciała, gubiąc tłuszczyk i mięśnie jednocześnie) na szejkach białkowych. Kiedy ćwiczyłam z hantlami właściwie nic innego mi nie pomagało w utrzymaniu regularnych ćwiczeń: bez tego zawsze dopadało mnie zmęczenie i zniechęcenie po kilkunastu, kilkudziesięciu dniach i musiałam sobie robić na kilka dni przerwę, co mi było nie w smak. Regularne posiłki i zdrowe jedzenie(zdrowe ale spontaniczne, a nie dieta z wyliczonym tłuszczem, białkiem, węglowodanami, bo mi się nie chciało w to bawić) niewiele pomagały i zdarzało się tak, że obciążenie z którym nie miałam problemu tydzień wcześniej, było dla mnie nagle wyzwaniem. Jak dla mnie, tylko więcej białka(wybrałam taką formę a nie inną nie dlatego że uważam że to lepsze niż zwykłe papu dostępne w sklepie, ale z wygodnictwa) pomogło na utrzymanie ćwiczeń tak częstych, jak chciałam i na tak wysokim poziomie, jak chciałam. Zmniejszył mi się też poziom tłuszczu(ale to tak przy okazji, bo moim celem była poprawa sprawności, wydolności, gibkości), a mięśnie zostały na swoim miejscu.
Odżywki mają jeszcze taką zaletę, że są smakowe. Można sobie kupić o smaku ciastek, czekolady, karmelu. Białko(w każdej formie kurczak, jajka, cokolowiek, ma taki sam efekt) zabija poczucie głodu i daje uczucie sytości na bardzo długooooo(były badania kliniczne w tym kierunku), a odpowiedni smak szejka daje dodatkowo efekt psychiczny jakby się faktycznie te ciastka, czekoladę, karmel jadło wink Jak się to jeszcze zmiksuje z dwoma bananami to już w ogóle żyć nie umierać big_smile. Lepsze niż najlepsze batony i ciasta i na pewno smaczniejsze niż klasyczny kurczak z ryżem po treningowy wink
Więc nadal będę się upierać przy swoim, że na redukcji(tłuszczu) też można wybrać odżywki zamiast jogurtów, serów, jajek, mięsa i będzie ok(nie zaczniemy wyglądać jak osiłek jeżdżący BeMaKą tongue ).

25

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Muse, ja po prostu nie lubię słodkich rzeczy, tak więc raczej wolę pierś kurczaka zjeść niż wypijać szejki. A zresztą przy redukcji wystarczy 80-100 gramów białka dziennie- to i tak bardzo wysoka dawka. Można to normalnie dostarczyć sobie w posiłkach.

26 Ostatnio edytowany przez MuseHudson (2018-06-22 16:18:44)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Jasne, jasne rozumiem. Mówiłam raczej do autorki, bo mówiła że ma problem ze słodkościami i tym że nie umie się obejść bez ciastek, czekolad i takich tam.
Nie mówię że trzeba jeść odżywki i to jedyna opcja, tylko ktoś wcześniej powiedziała że "to na mase", co nie jest prawdą bo efekty są takie same jak przy zwykłym papu(mi akurat łatwiej było tak sobie dostarczyć białka, nie w postaci kurczaka, jajek, jogurtów itd bo było to smaczniejsze i wygodniejsze, każdy może robić jak mu wygodniej).

27

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Nie, no jasne, że ludzie różne rzeczy lubią i jak Autorka ma duże parcie na słodkie, to takie szejki mogą być dobrym rozwiązaniem smile

I żadna kobieta nie zmieni się w Hulka, nawet jakby podnosiła ciężary i jadła potrójną dawkę dziennego zapotrzebowania na białko, bo nie ma testosteronu (tzn ma, ale takie śladowe ilości w porównaniu z facetem). U kobiety praca na masę to totalna droga pod górkę. Natomiast ćwiczenia siłowe rzeźbią super sylwetkę smile

28 Ostatnio edytowany przez MuseHudson (2018-06-22 16:22:52)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

To prawda, też bardzo polecam siłowe ćwiczenia. I są humm.. ciekawsze, bardziej różnorodne??(tzn jak dla mnie) niż takie programy trenerek typu Chodakowska i inne zagraniczne Chodakowskie, więc łatwiej je robić przez dłuższy czas(wg mnie, są dziewczyny które latami ćwiczą sobie z tymi paniami i sobie chwalą wink )

29

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?
Valentine22 napisał/a:

Chcąc ćwiczyć czy wypracować "nowy styl życia" i tak trzeba się zmusić smile Bez względu jakie wybiera się cwiczenia, jakie zasady i czy robi się to dla zdrowia czy dla odchudzania. Bez zmuszania się do tego przecież dalej tkwiłybyśmy na kanapie. Myślę, że przynajmniej na początku każda zmiana jest przymusem nie ważne czy robimy spacer, który lubimy czy zmuszamy się do ćwiczeń z chodakowską. Nie ważne czy dla zdrowia czy tylko odchudzania. Widzisz odstawienie słodyczy jest konieczne - właśnie dla zdrowia chociażby. Nie traktuje tego jak diety odchudzającej. A mimo to, wiąże się to u mnie z ponadludzkim wysiłkiem, więc siłą rzeczy muszę zrobić rzecz, której nie chcę i się do tego zmusić ale jest konieczna dla zdrowia. Tak więc dla mnie naciągane jest bardzo mówienie, że zmiana stylu życia ma być przyjemnością. Głupia zmiana stylu życia na zdrowszy wcale nie była dla mnie przyjemnością, pomimo, że nie katowałam się wcale. Dla przykładu, kiedyś 3 miesiące nie jadłam słodyczy. Okej. Robiłam to dla zdrowia i jeśli coś bym schudła to byłoby fajnie. Każdego dnia powtarzałam sobie, że wolę być zdrowa niż zjeść te slodycze, że nie warto, że robię to dla siebie. Nie dość, że ta "lajtowa" zmiana skończyła się dla mnie nadrabianiem czym innym każdego dnia - jakimiś innymi produktami np. jogurtami naturalnymi, chrupkami kukurydzianymi i innymi świństwami, to chyba jeszcze przytyłam.. a psychicznie czułam się fatalnie. Ta "tylko zmiana stylu życia na zdrowszy" - kosztowała mnie nadludzki wysiłek. Musiałabym mieć siłę cyborga, by nie wracać potem do starych nawyków. Tak więc dalej nie wiem co zrobić z tymi słodyczami.

Chyba trochę się nie zrozumiałyśmy albo istotnie jesteśmy diametralnie inne. Na początku chyba każda z nas musi włożyć określony wysiłek w to, żeby się przeprogramować, ale ja na przykład jak już podjęłam decyzję, to uznając, że przecież robię to dla siebie, nie cierpiałam, a przyjęłam jako fakt oczywisty. Owszem, bywały dni, kiedy mi się tak po ludzku nie chciało, kiedy to poczucie, że mogłabym w tym samym czasie robić coś innego, przyjemniejszego, działało trochę zniechęcająco, ale właśnie wtedy stwierdzałam, że jeśli zaczyna mi dokuczać treningowa rutyna, to muszę poszukać czegoś innego. Dziś wiem, że ta nowość to jest właśnie to, czego potrzebuję, by nie zmuszać się bardziej niż to konieczne. Zresztą bez żalu odrzucam rzeczy, które może i są efektywne, ale nie sprawiają mi przyjemności. Poza tym jak zaczynasz widzieć efekty, to się nakręcasz, a motywacja podwójnie się wzmacnia.

Tak więc dopiero po czasie można mówić o wypracowaniu nowego stylu życia, często metodą poszukiwania, a być może nawet popełniania błędów. To na pewno wymaga pewnych wyrzeczeń i włożenia określonego wysiłku, nawet jeśli u jednych osób będzie on mniejszy/większy niż u innych. Jest to kwestią ustalenia swoich priorytetów. Za to po jakimś czasie dochodzisz do punktu, w którym zauważasz, że lubisz to, co robisz i nie sprawia Ci to już żadnego problemu. Tak jest w kwestii aktywności fizycznej, jak i diety. Inaczej to niestety nie działa.

Edit:
Słodycze uzależniają, więc to zrozumiałe, że jak już wpadłaś w ich sidła, to masz z tym problem. Tu potrzebny jest odwyk - odstawić, przecierpieć kilka tygodni, a z czasem ochota sama przejdzie. Ta zależność jest dosyć skomplikowana, ale nie ma innej metody. Możesz sobie ewentualnie trochę pomóc zastępując cukier jakimiś zdrowymi przekąskami, choćby chrupać pokrojoną w słupki marchewkę. Dodatkowo warto kupić w aptece chrom, najlepiej organiczny, bo ten pierwiastek pomaga w wyregulowaniu poziomu cukru we krwi, dzięki czemu nieco ograniczysz jego wahania, a tym samym chęć na słodkie.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj, a będzie Ci z nami łatwiej smile 

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz."

30

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?
Beyondblackie napisał/a:

Co sądzisz o książkach Makarowskiej? Mam 6 i wydają mi się być sensowne.

Nie czytam poradnikow, wiec moge tylko ocenic ksiazke po okladce. Widze, ze ona proponuje diete z niskim indeksem glikemicznym, wiec powinno to jak najbardziej dzialac. Natomiast mnie wszystkie diety mecza. Uwolnienie sie  z "kajdan" jadlospisu diety, ktory musze prowadzic i sie ramowo trzymac, bardzo ulatwilo mi zycie. Moge zrobic cos zdrowego z tego, co mam w domu, nie musze trzymac sie jakis przepisow, nie musze odmawiac sobie jakis konkretnych produktow (kazda dieta jednak jakies produkty odrzuca). Robienie diety z ulozonym jadlospisem, wymaga bardzo duzo wysilku i czasu, ktorego czesto brakuje. Czasami trzeba cos w siebie wrzucic "na szybko" i czlowiek nie wie co moze zjesc, a czego nie moze. Nie potrafi samodzielnie myslec. Jedyne zalety takich diet, sa takie, ze kazda z nich ma jakies ciekawe, smaczne posilki, ktore mozna wrzucic do swojego jadlospisu.Im wiecej pomyslow na zdrowe, smaczne jedzenie tym łatwiej samemu  gotowac.

Optymiści doświadczają pozytywnych skutków traumy częściej niż pesymiści.

31 Ostatnio edytowany przez puchaty34 (2018-06-23 11:29:51)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

To ile się zjadło oraz co sie zjadło, ma znaczenie drugorzędne. Organizm musi mieć czas na to by spalić cała te glukozę z krwii i glikogen z mięśni i wątroby, by w ogóle zaczął spalać tłuszcz. Trzeba nie jeść przynajmniej przez 16 godzin dziennie, codziennie (w tym sen) by organizm zaczął go spalać. Ja ostatnio posiłek jem o 21 a pierwszy posiłek o 17. Schudlem prawie 40 kilogramów w dwa lata. Jestem zdrowy wszystkie badania na tip top. I nie ćwiczyłem! Mimo, że schudłem dalej jem podobnie. Raz, że jest to zdrowe. Dwa, że jest to wygodne. Po 2 tygodniach napadu głodu znikają, po prostu nie chce się jeść, organizm się przyzwyczaja. Intermittent fasting, polecam zaznajomić się z zagadnieniem.

32 Ostatnio edytowany przez Jovanna (2018-06-23 13:54:13)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?
puchaty34 napisał/a:

To ile się zjadło oraz co sie zjadło, ma znaczenie drugorzędne. Organizm musi mieć czas na to by spalić cała te glukozę z krwii i glikogen z mięśni i wątroby, by w ogóle zaczął spalać tłuszcz. Trzeba nie jeść przynajmniej przez 16 godzin dziennie, codziennie (w tym sen) by organizm zaczął go spalać. Ja ostatnio posiłek jem o 21 a pierwszy posiłek o 17. Schudlem prawie 40 kilogramów w dwa lata. Jestem zdrowy wszystkie badania na tip top. I nie ćwiczyłem! Mimo, że schudłem dalej jem podobnie. Raz, że jest to zdrowe. Dwa, że jest to wygodne. Po 2 tygodniach napadu głodu znikają, po prostu nie chce się jeść, organizm się przyzwyczaja. Intermittent fasting, polecam zaznajomić się z zagadnieniem.

Slyszalam o tym. Tluszcz najlepiej sie spala na obnizonym poziomie glukozy. Nie jest to przypadkiem zwiazane tez z dieta keto i jedzeniem tluszczy? Tak czy siak, wiesz jest to dieta i jest to katowanie. I nie jest to naturalne. Nie kazdy da rade "nie podjesc", a jesli cos wrzucisz to znowu musisz liczyc 16h od podjedzenia.

Ja nie proponuje autorce utrzymywania niskiego poziomu cukru we krwi (doprowadzania by poziom obnizyl sie po 16h na tyle, by efektywnie spalac tluszcz) a jedynie zminimalizowanie jego skokow i utrzymywanie poziomu glukozy w ogolnie przyjetej normie (nie za wysoki i nie za niski). Dzieki temu nie bedzie miec łaknienia na slodycze. Piszemy o dwoch zupelnie innych rzeczach.

Optymiści doświadczają pozytywnych skutków traumy częściej niż pesymiści.

33 Ostatnio edytowany przez Jovanna (2018-06-23 13:45:54)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?
Valentine22 napisał/a:

Myślę, że przynajmniej na początku każda zmiana jest przymusem
nie ważne czy robimy spacer, który lubimy czy zmuszamy się do ćwiczeń z chodakowską.

Nie do końca się zgodze. Tak, oczywiscie, ze jest to przymus - ale nie porownuj intensywnych cwiczen do spaceru. To tak jakbys porownala zmuszanie sie do intensywnego wysilku fizycznego, do tego samego wilku, ktory podejmujesz wstajac z kanapy. I to i to jest przymusem i wyrzeczeniem. Ok - musisz podniesc sie z kanapy. Ale podczas cwiczen musisz wlozyc dodatkowy wysilek- by cwiczenia bylt intensywne i cos daly. Spacer jest czyms naturalnym, w co nie wlozysz fizycznego wysilku. Chodzic mozesz niezaleznie od tego jaka masz forme danego dnia, zakwasy, bole, zmeczenie itd. Jezeli nie pojdziesz na spacer, to tylko efekt Twojego lenistwa. Przy cwiczeniach masz inne wymowki: nie jestem w stanie dzisiaj fizycznie cwiczyc, boli mnie brzuch, mam zakwasy, jutro zrobie podwojny trening. Takich treningow nie robisz codziennie i kazdy dzien przerwy, lamie Twoja konsekwencje. "Popuszczasz" sobie. Do tego jesli na prawde zlapiesz dolka i opuscisz kilka treningow - wracajac do nich maltretujesz sie, bo masz szybki spadek formy. Wracajac do marszu - nie ma czegos takiego. Jest zawsze latwo. Zawsze masz dobra forme do tego, by isc. Nie przychodzi to fizycznie z trudem. I tak zmiana trybu zycia to pokonanie samej siebie. Siedzac na kanapie nic nie zmienisz. Nie bedac konsekwentna, nigdy nie zmienisz stylu zycia. Dlatego nie ruszajac sie codziennie, latwiej jest odpuscic. Mozesz uzyc sily woli, by pokonac "fizyczne aspekty" i robic treningi. A mozesz uzyc tej sily woli, by pokonac "aspekty psychiczne" i tylko wyjsc z domu, nie musisz pokonywac swojego ciala, a tylko i wylacznie swojego lenia - tak jest to wyrzeczenie :>


Głupia zmiana stylu życia na zdrowszy wcale nie była dla mnie przyjemnością, pomimo, że nie katowałam się wcale. Dla przykładu, kiedyś 3 miesiące nie jadłam słodyczy. Okej. Robiłam to dla zdrowia i jeśli coś bym schudła to byłoby fajnie. Każdego dnia powtarzałam sobie, że wolę być zdrowa niż zjeść te slodycze, że nie warto, że robię to dla siebie. Nie dość, że ta "lajtowa" zmiana skończyła się dla mnie nadrabianiem czym innym każdego dnia - jakimiś innymi produktami np. jogurtami naturalnymi, chrupkami kukurydzianymi i innymi świństwami, to chyba jeszcze przytyłam.. a psychicznie czułam się fatalnie. Ta "tylko zmiana stylu życia na zdrowszy" - kosztowała mnie nadludzki wysiłek. Musiałabym mieć siłę cyborga, by nie wracać potem do starych nawyków. Tak więc dalej nie wiem co zrobić z tymi słodyczami.

Ale Ty nie zmienilas stylu zycia. Twoje zywienie bylo takie same. Jedyne co, to przestalas jesc slodycze. Pisalam Ci dlaczego lapia Cie takie ochoty na slodycze, z bilogicznego punktu widzenia. Wykorzystaj ta wiedze. Jedyny powod opychania sie slodkim, to tylko "wrazenie" Twojego umyslu, ze tego cukru potrzebujesz. Pojawia sie to dlatego, ze w ciagu dnia zle jesz i Twoj mozg swiruje. Miesnie wraz z mozgiem zywia sie cukrem - kazdy jego spadek powoduje to, ze mozg sie ratuje wywolujac u Ciebie niepohamowana ochote na slodycze.

Co masz zrobic ze slodyczami? Prosze Cie bardzo:
1. Jedz regularnie co 3h (dzieki temu nie bedziesz miec spadkow cukru)
2. Unikaj produktow z wysokim indeksem glikemicznym (dzieki temu Twoj cukier we krwi nie bedzie skakal - np. zjesz bialy makaron, banana, platki owsiane (niby zdrowo?)i Twoj poziom cukru we krwi znacznie skacze (ponad norme). Wtedy obniza go insulina, a Twoj mozg doznaje niedoboru cukru i wieczorem jesz slodycze, bo w Twojej glowie pojawia sie apetyt, ktory moze zostac ugaszony tylko i wylacznie przez cukier. Dopiero jak zjesz duzo cukru - poczujesz sie syta.). Utrzymujac w ciagu dnia cukier na normalnym poziomie unikniesz skokow cukru we krwi, wiec Twoj mozg nie bedzie mial "szokow" spowodowanych spadkiem cukru i nie bedzie żądał kilogramow czekolady teraz już, natychmiast.
3. Nie jedz jalowo - jedzac wszystko odtluszczone, dietetyczne, niskokaloryczne to nie dostarczasz sobie ani wystarczajaco energi, ani witamin, a do tego nigdy nie bedziesz syta. Bedzie Ci zimno, bedziesz sfrustowana i wiecznie glodna. Nie na tym to polega. Lepiej wypic szklanke tlustego mleka, niz odtluszczonego. Lepiej uzyc oliwy z oliwek, niz zjesc sucha salate. Lepiej zjesc kilka suszonych sliwek (metabolizm), czy daktyli (blonnik, usuwa zaparcia) - niz nie jest cukru w ogole. Np. ja na impreze robie hambuksy. Znajomi jedza z bulka. Ja klade kotleta z czystej wolowiny (bez soli, bez tluszczu) na warzywach. Bulka podnosi im cukier we krwi - wstaja od stolu jak po fast foodzie - senni, obzarci przejedzeni (cukier powoduje nadmierne uczucie sytosci), a ja wstaje syta, jest mi lekko, ale czuje sie cieplo na zoladku, zjadlam wielki kawal wolowiny i nie bylo to niskokaloryczne- ale nie mam skokow cukru i jestem syta. Albo: jak robie sobie humus, to doprawiam go kuminem (nie kminkiem), chili i oliwa z oliwek. Nie jem go z bialym chlebem (indeks glikemiczny), tylko pieke pumpernikel. Humus ma oliwe, nie jest dietetyczny, nie jest niskokaloryczny, ale jest zdrowy i syty, z cieplym chlebem, a chili podkreca metabolizm. Moglabym zjesc go bez oliwy - bylby jalowy, bez smaku i niskokaloryczny, ale ja chce byc syta do nastepnego posilku i czuc, ze cos zjadlam - zdrowo, ale syto. Zamiast chipsow (indeks glikemiczny) zapiekam bataty (cayene, chili, minimalnie soli, oliwa z oliwek). Sa cieple, syte, zdrowe, ale.nie sa dietetyczne (jesli liczyc je jako dodatkowy posilek). Jednoczesnie, nie podnosza mi cukru nie wiadomo jak. I nie jest to dietetyczne, ale jednoczesnie w tylek nie wiadomo jak tez nie pojdzie, a dostarczy mi witamin.
4. Znajdz cos, co zastapi czekolade w ekstremalnych przypadkach - zrobilas za duza przerwe w jedzeniu, zjadlas cos w ciagu dnia co przesadnie podwyzszylo Ci cukier? Powinno sie to zdarzac zadko, ale.sie zdarzy. Jestes swiadoma tego, ze Twoj organizm nie potrzebuje cukru, zeby byc zdrowym. Potrzebuje go, bo do tego doprowadzilas (dostarczylas mu, za duzo lub za malo cukru, wiec dlatego teraz szaleje). Wiec ok, zatkaj dziub czyms slodkim. Ale nie musza to byc puste kalorie, ktore zamienia sie calkiem w tluszcz. Poszukaj w internecie jakis zdrowych deserow. Najlepiej, by bylo, zebys zjadla takie cos jako posilek, a nie deser (jesli sie da). Mozesz np. Do 2 lyzek owocow z puszki dorzucic jogurt naturalny. Albo ugotowac 3 daktyle i zmieszac z kako (chyba trzeba dodac jakis tluszcz). Daktyle sa slodkie, ale w takiej ilosci Ci nie zaszkodza, a maja blonnik i pomagaja na zaparcia. Mozesz wrzucic taka "paste" z daktyli na dno szklanki i zalac puddingiem chia (na mleku migdalowym lub sojowym - tluste mleko ma zdrowe tluszcze, ale tez wysoki indeks glikemiczny, wiec w Twoim przypadku odpada). Mozesz do chia tez dodac kakao (naturalne, bez cukru). Chia nie jest niskokaloryczna, ale jezeli bedziesz rozgryzac "ziarenka" to dostarczysz sobie zdrowych tluszczow (omega 3 czy 6 nie wiem). I taki deser nie jest smieciem, o pustych kaloriach. Plus nie odlozy sie w postaci tluszczu, az tak jak czekolada.
5. W ciagu dnia dostarczaj sobie troche slodkosci w postaci owocow, produktow o niskim indeksie glikemicznym (w malych ilosciach) jak np. Borowki, gruszka, czereśnie, wiśnie, truskawki, maliny, jeżyny, mandarynki, pomarańcze, dżem słodzony sokiem owocowym itd. Zrob sobie np. Jeden słodki posiłek lunch o 12.00. (Ale uzywaj tylko produktow o niskim indeksie). Dzieki temu zjesz cos slodkiego, zjesz cukier, ale nie podwyzszysz sobie diametralnie cukru we krwi.
6. Nie mow sobie - nie dam rady, musze jesc czekolade i koniec - odstawilas slodkosci, ale widzisz stylu zycia nie zmienilas - nie zniwelowalas problemu, przez ktory ta chcica na slodycze wystepuje. Zmien cale zywienie - dopiero, wtedy - gdy bedziesz jest zdrowo (czyt. dosc kalorycznie, syto, wszystko co jest dobre i pelne witamin i zdrowych tluszczy), gdy bedziesz utrzymywac poziom cukru na odpowiednim poziomie, i gdy bedziesz potrafila zamienic czekolade na cos innego, wartosciowego - z czasem przestanie Cie ciagnac do czekolady.

Edit: a zapomnialam! Pisalam Ci juz - najwazniejsze nie kupowac czekolady. Jesli wlasnie trzymasz taka w rece to odloz. Powiedz sobie: to tylko zludzenie, ze jej potrzebuje. Idz do domu - zjedz posilek, jesli wciaz cie ciagnie zjedz cos zdrowego, slodkiego. Walcz z tym. W 90% przypadkow, mowie Ci, ze minie Ci ochota na puste kalorie, jesli bedziesz robic jak Ci pisalam. Ty nie potrzebujesz cukru i pustych kalorii. Twoj mozg tego wymaga, bo zle sie odzywiasz. Żada duzej dawki cukru. Jesli dostarczysz mu cukru w madry sposob, nie w takiej ilosci jaka Teoj mozg wymaga, tylko ppdwyzszysz sobie cukier madrze, w normie z indeksem - twoja chcica sie uspokoi.

To o czym pisze to czysta biologia. Skorzystasz z wiedzy, albo probuj kolej diety cud lub ograniczaj sie bez zadnych zasad logiki. Mozesz tez sie upierac, ze nie dasz rady i wtedy jedyna moja rada jest - olej to ^^ Ile razy w ciagu roku sie rozbierasz publiczne? Chwila wstydu na plazy, czy w lozku, a wiele chwil slodkosci z lodami i czekolada big_smile kwestia wyboru, wartosciowania, wiedzy i silnej woli ^^

Optymiści doświadczają pozytywnych skutków traumy częściej niż pesymiści.

34

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?
puchaty34 napisał/a:

To ile się zjadło oraz co sie zjadło, ma znaczenie drugorzędne. Organizm musi mieć czas na to by spalić cała te glukozę z krwii i glikogen z mięśni i wątroby, by w ogóle zaczął spalać tłuszcz. Trzeba nie jeść przynajmniej przez 16 godzin dziennie, codziennie (w tym sen) by organizm zaczął go spalać. Ja ostatnio posiłek jem o 21 a pierwszy posiłek o 17. Schudlem prawie 40 kilogramów w dwa lata. Jestem zdrowy wszystkie badania na tip top. I nie ćwiczyłem! Mimo, że schudłem dalej jem podobnie. Raz, że jest to zdrowe. Dwa, że jest to wygodne. Po 2 tygodniach napadu głodu znikają, po prostu nie chce się jeść, organizm się przyzwyczaja. Intermittent fasting, polecam zaznajomić się z zagadnieniem.

Post przerywany? Ciekawe, ciekawe.  A jak twoja sprawność w ciągu dnia? Nie masz problemów z koncentracją wtedy, nie czujesz się gorzej? Nie zaczynasz rozmyślać o tej kolacji w ciągu dnia? Wszystko na luzie się odbyło?

35

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

1. Zaakceptuje siebie. Będzie łatwiej.
2. Zrób badanie krwi TSH czyli na tarczycę, może masz niedoczynność.
3. Żeby mieć siły na ćwiczenia musisz jeść.
4. Nie odmawiaj sobie wszystkiego, jesteś młoda. Pozwól sobie na odrobinę słodyczy.
5. Regularne ćwiczenia i prawidłowe odżywianie powinny przynieść efekty. Jeśli ich nie ma/nie bedzie, może udaj się do lekarza bo coś może być nie tak.

36 Ostatnio edytowany przez Valentine22 (2018-06-24 13:32:40)

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Dziękuję za tak liczny odzew z waszej strony i bardzo obszerne porady smile Gdy tylko sesja dobiegnie końca postaram się ustalić sobie plan działania i zmienić styl życia - zdrowo, bez nacisków ale konsekwentnie.

Jedzenie zgodne z niskim indeksem glikemicznym - to chyba musi być czasochłonne w przygotowywaniu, no ale rozumiem - dobra organizacja, jedzenie w pudełka i będzie ok. Rozumiem już, że to poziom cukru jest u mnie niespokojny i wywołuje ciągoty. Po części często zauważam, że moja psychika tak działa. Jestem zdołowana, smutna, wkurzona, nie mam co ze sobą zrobić - to łapię za słodycze.. a wcale tak nie musi być. Mogę nad tym popracować. W połączeniu z niskoglikemiczną dietą.

Jovanna - A to jest tak? Że nigdy nie sięgasz po takie wysokocukrowe produkty typu banan, bułka czy ryż? Czy od czasu do czasu sobie pozwolisz?

37

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Valentine, ja miałam ogromny problem ze słodyczami jako nastolatka. Zamiast obiadu potrafiłam zjeść paczkę ciastek czy pół słoika Nutelli. Ale wzięłam się za siebie, zacisnęłam zęby i wyrzuciłam z domu wszystkie śmieci. Po takim miesięcznym poście, przestałam mieć chcicę na słodkie. Do dziś za słodyczami nie przepadam, a mam 41 lat. W sumie jem ciasta czy jakieś tam czekoladki tylko w Boże Narodzenie, i to w bardzo małych ilościach, bo mnie mdli.


Porady Jovanny na temat niskoglikemicznych produktów są bardzo sensowne.

38

Odp: Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Też miałam problem ze schudnięciem.
Na początku tego roku postanowiłam schudnąć. Najpierw dieta pudełkowa, później doszły ćwiczenia i nic. Przez 4 miesiące zamieniłam kilogram tkanki tłuszczowej w kilogram mięśni. Trochę mało. Mój trener stwierdził że coś jest nie tak i wysłał mnie na badania. Glukoza, TSH i inne. Poszłam do internistki, wysłała mnie na badania, zrobiłam je. Wróciłam do niej z wynikami i powiedziała mi że wszystko w normie, glukoza na czczo prawie ponad normę ale to nic, tak samo insulina po godzinie. Zaleciła nie jeść na 4 godziny przed ćwiczeniami i po ćwiczeniach też nie to może to coś pomoże. Myślę sobie - coś jest nie tak - zapisuję się do innego internisty. Poszłam z wynikami, od razu drugi lekarz powiedział że insulinooporność i choćbym na głowie stanęła i 5x na dzień ćwiczyła to nic to nie pomoże, przepisał mi metforminę. Niską dawkę bo tylko 500 i powiedział żebym poszła do endokrynologa. Poszłam do niego, zalecił mi przez tydzień przyjmować metforminę 500, po tyg 1000, po dwóch tyg 1500 i po trzech dojść do zalecanej dawki 2000.
Obecnie przyjmuję dawkę 1000 i waga leci w dół na łeb na szyję.
Jak ćwiczenia i dieta nic nie dają, warto porobić badania żeby sprawdzić czy aby na pewno organizm działa tak jak powinien....

Posty [ 38 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZDROWIE KOBIETY » Problem z utratą wagi, a może z determinacją?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018