Piszę tu chyba po to żeby wyrzucić z siebie emocje i dowiedzieć się czy jest tu ktoś w podobnej sytuacji.
Ja, 33 lata, zadbana, inteligentna, twardo stąpająca po ziemi, kochająca życie, z dobrą pracą, po 11 letnim związku z dobrym, ale letnim facetem, zakochałam się w Królewiczu, 10 lat starszym super zabawnym i czującym przystojniaku, który zgodził się dzielić ze mną życie, zgodził się żebym go kochała jak szalona, gotowała najwymyślniejsze dania, zamieszkała w jego wspaniałym domu (płacąc wszystko po połowie), jeździć jego szpanerskie samochodem. Pozwolił mi poznać i pokochać jego rodzinę, opiekować gdy był w szpitalu, kiedy to przez tydzien spalam na krzesle przy jego lozku i bylam na nogach 12h bez chwili wytchnienia, i pocieszać jak mu biznes nie wyszedł. Ja snułam plany, on zgadzał się żebym je snuła. Tymczasem kiedy tylko pojawiała się ciekawsza opcja niż ja, coś co łechtało jego ego, gwarantowało dobrą zabawę – ja przestawałam się liczyć. Czy była to inna kobieta, czy impreza, czy nowa praca. Do tego oczywiscie zadnych wspolnych zdjec na portalach spolecznosciowych - wg niego musielismy sie ukrywac w pewnych srodowiskach. W ciągu jednego weekendu dostarczał mi tylu skrajnych emocji, których nie przeżyłam z exem w ciągu roku. Był jak narkotyk. Po dwóch latach, kiedy odkrylam, ze to nie ja jestem wariatką wymyślającą scenariusze, ale te kłamstwa i flirty i ściemy są realne i potwierdzone smsami - odeszlam. Wydrukowalam wszystko, spakowalam swoje rzeczy i po kilku godzinach mnie nie bylo. Zdziwil sie bardzo jak wrocil z delegacji, ja cierpialam i dalam sie przeblagac. Wszystko mialo sie zmienic. Uwierzylam ze mnie bardzo kocha, a to bylo tylko szukanie atencji i do niczego nie doszło. Nie zmienilo się nic. I juz wiem ze on sie nie zmieni, nie dla mnie. Zawsze będzie egoistycznym Piotrusiem Panem. Spontaniczność jest fajna, ale spontaniczne akceptowanie pracy na drugim końcu świata ("będziesz przylatywać na weekendy, a za 2 lata zobaczymy, moze wroce tu na stałe, w końcu robię to dla nas") albo spontaniczne znikanie na całą noc – mnie to przestało bawić. Boli jak cholera, ale ciężar na plecach jest mniejszy. Bo zrozumiałam ze on już taki jest, tylko ciężko sercu to zaakceptować…