Witam,
opiszę swoją dość długą historię. Poznałam się z Michałem 4 lata temu, zakochałam się od razu.
Spotkaliśmy się raz i już nie opuszczaliśmy siebie na krok. Wspólne mieszkanie, życie, poznawanie ze znajomymi- istna bajka.
On przystojny, ja również niczego sobie. Wszystko kwitło.
Pózniej narastały problemy życiowe, wychodziły wady charakteru i jego i moje. Potrafiliśmy się często i mocno kłócić - ale zawsze się godziliśmy.
Gdy odmówił mi zbliżenia, zapaliła mi się lampka że mnie zdradza i nie wiem dlaczego cały czas ta intuicja mi siedzi w głowie! Potrafił powiedzieć w złości, że go nie pociągm, że w seksie mu nie pasuje to czy tamto.
Ja tą miłość do mnie widzę, czasem mniej czasem bardziej ale się stara- ale mam wrażenie że spotyka się na boku na seks.
Ostatnio zaczęłam mu coś mówić o braku zaufania, ten się denerwował.. a pózniej sprawdziłam historię w telefonie i była wykasowana. Już nie mam złudzeń - chociaż go nie złapałam.
Powiedziałam mu o wszystkim, że mu nie ufam, ze zawiodłam się na wielu polach i się grubo zastanawiam nad nami. On zachowuje się tak jak by tego nie słyszał i stara się o mnie.
I ja już jestem w wielkiej kropce. Teraz jak piszę tego posta uświadomiłam sobie , ze sama się łudzę. Prawdę już przecież napisałam.
Kocham go na zabój, nigdy niczego nie zabraniam, nie jestem typem zazdrośnika starsznego - ale straciłam zaufanie.
Cóż, chyba trzeba będzie się rozstać naprawdę.