Bardzo długo zabierałam się za napisanie postu tutaj, przejrzałam sporo innych tematów, starałam się czegoś nauczyć i wyciągnąć wnioski ale dziś chciałabym zwrócić się do Was o pomoc bezpośrednio, nie ukrywam to bardzo stresujące się tak otworzyć.
Myślę że warto na początek dodać coś o sobie, może to dla części z Was będzie jakaś istotna wskazówka;
Mam około 20 lat jak każda istotka tutaj o której później będę opowiadać, jestem dziewczyną wrażliwą i raczej empatyczną. Pochodze z rodziny, w której nie doświadczyłam miłości z strony ojca, kompletnie nie dbał o relacje ze mną, nigdy mnie nie docenił, nie wiem jak to jest usłyszeć od taty że kocha, nie wiem jak to jest w ogóle go mieć. To wszystko jednak nie jest takie okropne (martwi mnie bardziej sam fakt że taka przeszłość może mieć kiedyś zły wpływ na moje małżeństwo- o czym ostrzegł mnie psycholog sądowy) jak to że bardzo źle traktował mamę, bił ją i wykorzystywał. Rodzice mieli mnie przed swoim weselem, zapewne z mojego powodu tak szybko ono się odbyło. Mama nie wie ale miałam straszne wyrzuty sumienia do siebie za to że się urodziłam i z mojego powodu ojciec tak niszczył jej życie. Rodzice się rozwodzili a ja w tym czasie dostałam stanów depresyjnych (przynajmniej po rozmowie z osobą która jej uświadczyła myślę że mogę je tak nazwać), nie radziłam sobie z całą tą sytuacją, czułam się jak problem i z niemocy zaczęłam samookaleczać paznokciami ręce, raz sięgnęłam po tabletki- jakimś cudem nie zadziałały i postanowiłam dać sobie szansę.
Tutaj zacznę już tę faktyczną treść, wybaczcie bo będzie tego troszkę ale postaram się Was nie zanudzić.)))
Powoli stawałam na nogi i wtedy poznałam mojego pierwszego chłopaka. Byłam bardzo niepewna i starał się o mnie z jakiś rok, nie był przy tym natarczywy a ja robiłam co mogłam by być dla niego dobra przyjaciółką i spróbować przekonać samą siebie by dać mu szansę. Udało się, był naprawdę cudowny za to ja, niestety popełniałam sporo błędów o których mi od tak nie mówił. Wychodziło to dopiero gdy sama aranżowałam rozmowę by przegadać problem w związku, co robiłam możliwie najdelikatniej a mimo to wtedy rzucał tym jakby czuł się atakowany i potrzebował mieć czym obronić, nie znoszę tego bo to ważne dla mnie by wiedziec nad czym mam pracować i można mi powiedzieć od tak co robie zle. (Nie macie pojęcia ile się naprosiłam by mówił na bieżąco co go dręczy, boli czy jest nie tak, co mogę zrobić by było lepiej ale on nic.)
Byłam wtedy ciepłą i uczuciową osobą jednak po całym tym wydarzeniu o jakim mowilam na poczatku i stresie związanym z szkoła miewałam spadki nastroju, w efekcie były to takie durne humorki - potrafiłam odwoływać spotkania bo potrzebowalam zamknac sie w sobie nad hobby czy nauką, źle się wtedy czułam a on chyba nie rozumiał tego zupełnie i źle odbierał, całe szczęście udało mi się po jakimś czasie z tego otrząsnąć... i tak byliśmy ze sobą sporo czasu, było nam razem naprawdę dobrze, zdarzały się drobne sprzeczki ale raczej szybko je rozwiązywaliśmy do czasu jednej poważnej kłótni.
Stwierdził wtedy, że chce zerwać. Nie pamietam jej bardzo dokladnie jednak kojarze ze chodziło o to że czasem kpiłam sobie z niego w żartach przy naszych dobrych znajomych, tylko właśnie kłopot w tym że oni jak i ja mieliśmy pojęcie że to nie jest na serio(zwłaszcza że każdy kto mnie znał wtedy wiedział za jakiego wspaniałego człowieka mojego chłopaka mam). Nie miejcie mnie za skrajnie głupią proszę, nie miałam pojęcia że tak go to dotyka, nie wyłapałam tego od tak bo sam się przy tym śmiał, wspólnie droczył i momentami zarzucił podobnym a nawet nieco szowinistycznym humorem. Mimo wszystko podobno przez to płakał, a mi gdy sie o tym dowiedzialam, zrobiło tak źle i żal z tego powodu że do dziś bardzo się pilnuję.
Byłam wtedy w totalnej rozsypce, pokazałam mu jak bardzo mi zależy i zapewniłam o tym, nie wiedziałam jeszcze jak za to oberwe...Bo widzicie mój chłopak zmienił się wtedy nieco, jakby uznał mnie za pewnik. Nie miało jednak miejsca nic szczególnie złego, pracowalam nad soba i bylo dobrze do czasu aż nie wyjechałam na miesiac z szkoly za granice(praktyki zawodowe). Po powrocie okazało się że poszedł raz na spacer z moją przyjaciółką z klasy, nie wspomniał mi nic o tym co było dla mnie dziwne bo raczej dzielimy sie takimi sprawami zwłaszcza że chetnie posluchałabym co u niej slychac siedzac w innym kraju. Od tamtego momentu załapał z nią ogólnie lepszy kontakt i więcej ze soba pisali. Najgorzej było jednak po paru miesiacach- widzialam jak z nia pisze na lekcjach gdy siedziala przy mnie a mnie zupelnie ignorowal lub odpisywal zbywajaco, ogólnie tak mnie też traktował. Bardzo się bałam i starałam to naprawić jak tylko mogłam, poprosiłam go o ograniczenie z nią kontaktu tłumacząc jak to wygląda z mojej perspektywy i że źle ich relacja wpływa na nasz związek( Cóż, od tej samej mojej przyjaciółki dowiedziałam się że próbował się z nią pare razy umówić za moimi plecami, wiedząc jak źle ze mną przez cała tą sytuacje obiecała nie godzić się na takie rzeczy aż wszystko między nami nie bedzie w porzadku). Wściekł się, oskarżył mnie o zachowanie "jak gimbusiara" że chcę nim rządzić itp. Zaczełam wariować z tego wszystkiego, intuicja podpowiadała mi że dzieje się źle a z drugiej strony przez to co powiedział zaczełam doszukiwac się problemu w sobie.
Wszystko wyszło pewnego dnia gdy do niego przyjechałam, wybaczcie jeśli Wam tym zgorszę - ale byliśmy wtedy blisko ze sobą... po wszystkim coś mnie naszlo by przeszperać mu telefon, chodzilo oczywiscie o wiadomosci z ta konkretna osoba a wynikało z nich że do niej zadzwonił bo potrzebował o czymś powiedzieć. Próbowałam z niego wyciagnac o co chodzilo i ostrzeglam ze ona i tak stoi po mojej stronie i tak czy siak o wszystkim mi powie. Zrobił się przejęty i nerwowy, mówił że "to nie jest takie proste". Zbierałam się już do domu i zatrzymal sie na uboczu gdy mnie odwoził. Powiedział mi wtedy o wszystkim, bo jak stwierdził podobno sumienie mu nie wytrzymało gdy widział jak mu się tak oddaje, o tym że dzwonił do niej bo miał się z nia spotkać i powiedziec jej że mu się podoba (dodam że ta dziewczyna była wtedy w rocznym juz zwiazku a my 2-letnim), a i że nie mam pojęcia jakie to trudne gdy "ma się ochote wyruchać co druga laskę z ulicy". Płakałam strasznie, tak okropnie to bolało ale postanowiłam że wybaczę za to że się przyznał pod warunkiem jeśli urwie z nia kontakt i zacznie nad soba pracowac.
Z perspektywy czasu teraz już wiem że robiłam mu za pocieszenie przez tamten okres gdyby mu z ta drugą nie wyszło a na końcu zwyczajnie bardziej spanikował niż poczuł sumienie, to było jedno z najgorszych doświadczeń w moim życiu. Wszystko to miało miejsce na poczatku zeszlego roku, potem było bardzo dobrze tylko na moment. Po czasie w którym "chciał mi jakoś wynagrodzić to co zrobił" znów się zaczęło, tym razem obrażał mnie i dogryzał np; rozmawialsmy na skype o glupotach i zaczytalam sie w cos tracac na moment uwage lub nie uslyszalam czegos z powodu muzyki i prosilam by powtorzyl - kierował wtedy do mnie teksty w stylu "ty jesteś głucha czy co?" "jeb***a jesteś?"
potem nie umiałam sie go doprosic podczas wakacji by gdzies z nim wyjsc na spacer, nawet na 15 minut pod dom gdy proponowalam ze sama przyjade, zasłaniał sie wtedy stresujaca praca i siedzial w domu calymi dniami grajac z kumplami, miał straszne pretensje że z bezsilnosci widzialam sie z pewnymi moimi przyjaciolmi 2razy przez okres calych wakacji bo "mam sie spotykac tylko z przyjaciolkami a gdy one nie maja czasu przez swoich chłopaków to mam rodzine i z mama se mam na spacery chodzić".
Zaczął robić afery z naszymi bardzo dobrymi znajomymi, to jest obrażał się o jakieś głupoty i nie próbował nawet rozwiązać problemu tylko się fochał i odcinał kontakt a teraz jak sam twierdzi "nie ma kolegów".
Potem robił tak też ze mną, do dziś mam wrażenie że musze sie obchodzić z nim jak z jajkiem bo nigdy nie wiem jak zareaguje i co sobie ubzdura jak co odbierze, to bardzo męczące.
Często przy tym słyszałam że nadaje się tylko do kuchni i kto nas kobiety z niej w ogóle wypuścił, mówił to takim poważnym tonem a gdy zwróciłam mu uwagę to miał pretensje że nie mozna ze mna pożartowac, ponadto często mówi o sobie że jest idealny a reszta ludzi żałosna. Robił kolekcje dziewczyn na instagramie z naszych okolic, znajomi na fb poukrywani(normalnie nigdy nie zwracalam na cos takiego uwagi ale po tamtej sytuacji ...). Naciskał na mnie bym zaczęła się malować i ubierać w sukienki, spódnice i nosiła szpilki. W domu to mimo że ma własną prace i dochody narzekał na to jakie obiady gotuje mu mama bo sam nie zabral sie na to by cos ugotowac, nawet kanapki mu do tej pracy ona zawsze z rana szykuje.
Zmienił się w kogoś kto przestał nawet przypominać mojego kochanego chłopaka z początku znajomości.
Pomiatał tak mną przez cały zeszły rok a ja pewnie do dziś robiłabym sobie wyrzuty uznawając winną za to wszystko samą siebie gdyby nie to że poznałam wspaniałego człowieka. To bardzo głęboki i wrażliwy chłopak, ja starałam sie mu pomoc bo sam sporo przeszedl w zwiazku z relacjami a on zwrócił mi uwagę jak wiele rzeczy tu jest nie w porządku już samym swoim zachowaniem. Mogłam zawsze na niego liczyć jako przyjaciela, potrafił napisać mi "dobranoc" i zapytac jak się czuję czego moj chlopak nie umiał od bardzo długiego czasu- gdy rozmawiałam z nim o tym zresztą i tłumaczyłam jak mi tego brakuje stwierdził że przesadzam, że ten zwiazek jest juz dojrzały i nie ma na to miejsca, to było okropne bo wstydzil sie mnie przytulic przy wlasnych rodzicach nawet gdy byliśmy na zewnątrz i marzłam a nie bal sie do mnie dobierac za ich drzwiami, slowa "kocham cie" były mi wtedy obce. Dziewczyny w jakim ja szoku byłam gdy ten przyjaciel raz był u mnie w porze obiadu i gdy zjedliśmy poszłam myć naczynia a on pytał się mnie pare razy czy nie moze mi pomoc bo mu glupio gdy to tak za niego robie- moj facet raz przy takiej sytuacji stał tylko nademną i rzucił tekst "wreszcie robisz co do ciebie nalezy".
Pamiętam też doskonale jedną taką sytuacje gdy moja mama płakała bo ciężko u nas ostatnio finansowo w domu, potrzebowałam wtedy bardzo wsparcia a mój kochany chłopak poirytowany grą wiedzac ze ze mna nie jest najlepiej, zwyczajnie odreagowal na mnie wyklinajac po czym zniknal bez slowa spac. Wtedy na szczęście odzywał się do mnie przyjaciel o którym wspomniałam, pytał czy nie potrzebuje by do mnie przyjechać bo wyczuł że coś jest nie tak i wyciągnął ze mnie co sie dzieje, nie spał pół nocy póki mi nie udało się uspokoić i usnąć mimo że miał na wczesną godzinę do pracy. To ogółem naprawdę świetny chłopak o dobrym sercu nie tylko dla mnie i bardzo mi żal bo po pół roku naszej znajomości zaczął coś czuć do mnie, do czego przyznał się pewnego razu gdy moj obecny partner któryś raz z rzędu organizował coś jak "zerwanio-ciche dni", polegało to na tym że strzelał fochy i trzeba było się prosić o ugodę przyjmując postawiane warunki. Odmówiłam mu wtedy delikatnie tłumacząc że nadal czuję coś do mojego obecnego chłopaka i nie potrafię tak uszczęśliwiać kosztem drugiej osoby( przy dość odważnym założeniu że on to odwzajemnia...).
Doszło raz do sytuacji gdy chciał ze mną zerwać z powodu tej znajomości chociaż nie wiedział że jedna ze stron jest tak emocjonalnie zaangażowana, kazał mi wtedy urwać kontakt z nim i jeszcze jednym moim kolega "bo tak, bo on ich nie lubi" ale nie mogłam się na to zgodzić, nie po tym jak zlewana byłam a na nich zawsze mogłam liczyć. Widząc że nie ma wyjścia zgodził sie ostatecznie bym nie musiala tego robic stawiajac oczywiscie swoje warunki - mam zakaz picia w ich towarzystwie, nakaz informowania co godzine co sie dzieje, gdzie z ktorymkolwiek z nich jestem i co robie (nie jestem typem imprezowiczki i nigdy sie przy nikim nie upiłam tak dla jasnosci....). Ja po tym całym roku krzywych akcji powiedziałam mu że potrzebuje być teraz ostrożna i by dał mi czasu bo bardzo sie boje i to co robil bolalo, dodalam tez ze nastepna taka akcja skonczy sie rozstaniem bo nie wytrzymuje tego,(szkoda tylko że sama to sobie zawsze powtarzam a nie dochodzi do skutku...) widząc mnie taką przejęta tym wszystkim stwierdził że nie ma powodu do obaw...że on za rok chce mi się oświadczyć (po tym jak dwa miesiace wczesniej tydzien nie mial ze mna kontaktu bo wielce zrywal) że się zmieni i bedzie najlepszym mezem jakiego moglabym miec- tylko czemu mi to powiedział? czemu nie zadbał o zaufanie i zwyczajnie nie mógł tego za ten rok zrobić?
I tak oto dochodzimy teraz do całego sedna sprawy, bo przeraziło mnie to wszystko a przez jego zachowania i ciężką sytuacje w domu dostaje od jakiegos czasu stanow lekowych, czuje jak wraca sytuacja z przeszłości i znów wpadam w dołek. Zaczęłam się dystansować od niego tłumacząc że mam teraz ważne egzaminy i brak czasu- ale co po nich? Wydaje mi sie ze sie zmienil i jest na chwile obecna taki jak dawniej ale na ile to jest wszystko prawdziwe? Mam z nim teraz znacznie mniejszy kontakt i nie ma nawet zbyt jak coś zrobić. Stąd też skąd mogę wiedzieć czy zaraz znów nie zacznie się to piekło albo zwyczajnie nie nawinie się jakaś inna dziewczyna i mnie nie zdradzi chodź uważa że od 'tamtej' sytuacji sporo sie zmienilo? Boje sie tez ze strace wszystkich moich przyjaciol bo o ile mnie nie probuje od nich odciac to sam sie z nimi skłóci a to wplywa przeciez na znajomosci, jak tu isc razem chociazby do kina... Boje sie, boje ze znow sie do niego przywiąże a on to wyczuje i bedzie ponownie krzywdził a ja nie wiem jak zniose kolejne nieprzespane, przeplakane noce z tego powodu, ogromne problemy z apetytem i stres . Przyznam się Wam tak szczerze że patrze też na to jakiego człowieka mam teraz przy sobie i martwi mnie że może mój chłopak znów zmieni się na gorsze a takiego jak tamten nigdy nie bedzie mi dane juz poznac i nikt nigdy nie da mi już takiego ciepła i wsparcia. To dla mnie bardzo ciężka sytuacja, nie wiem w którym przypadku bede żałowac bardziej- gdy odejdę a on sie faktycznie zmieni i bedzie taki jak na poczatku czy gdy zostane i stanie sie wrecz odwrotnie i nie daj Boże zostane z tym wszystkim sama w toksycznej relacji mając problem to zakonczyc. Co byście mi doradzili? Jak zachowalibyście się na moim miejscu?
Dziękuję wszystkim którzy doczytali do końca, jesteście wspaniali! Przepraszam też za wszystkie błędy, brak ładu i składu ale jest już bardzo późno, obiecuję poprawić post o ile jest taka możliwość rano.