Przez całą podstawówkę i gimnazjum byłem dręczony przez rówieśników, znajomych miałem bardzo mało, przyjaciół praktycznie wcale, a o jakiejkolwiek rozmowie z dziewczyną mogłem tylko marzyć, nawet jeśli miałoby to być tylko głupie spytanie się o godzine. Kiedy poszedłem do technikum trochę się zmieniło, koledzy przestali mnie dręczyć i traktować jak typowego odludka, zaczalem starać się rozmawiać z rówieśnikami, poznałem fajnych znajomych, ale przede wszystkim zacząłem rozmawiac z dziewczynami (bardziej to były pytania w szkole typu czy było coś na zadanie, albo w której sali mamy lekcje, ale dla mnie to już wiele znaczyło). Dalej nie byłem zbytnio towarzyski, ale były ogromne poprawy w stosunku do wcześniejszych lat. Gdy poznałem M miałem nadzieje, że wszystko się zmieni. W zasadzie, to ona rozpoczęła tą znajomość. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, pozniej zacząłem czuć do niej coś więcej, zaczalem się do niej zbliżać, zauważyłem że ona sama również zaczęła się bardziej angażować w ta znajomość. Zaczęła pisać czułe slowka, coraz częściej pisała pod byle pretekstem, nawet kilka razy mi mówiła, że jestem jedynym facetem który się pojawił w jej życiu i któremu tak bardzo ufa, albo ostatnio napisala mi, że jestem jedyną osobą która jej nie denerwuje z jej otoczenia (pokłóciła się że swoimi przyjaciółkami). Myślałem, że po tym wszystkim się zbliżyliśmy a ona tak nagle zauważyłem, że się delikatnie zmieniła, nie dużo ale jednak. Bez żadnego powodu po prostu się lekko oddaliła. Ja starałem się cały czas do niej zbliżać, ale ona tym razem tego nie chciała. Uznałem, że nie mogę dłużej czekać i wyznałem jej wszystko, powiedziałem co do niej czuję, a ona powiedziała, że od zawsze traktuje mnie tylko jako przyjaciela i nigdy nie myślała o mnie jak o partnerze. Warto tutaj również dodać, że ona nic nie wie o mojej przeszłości. Wie tylko tyle, że jestem nieśmiały i trudno nawiązuję kontakt z kobietami, ale o tym, że byłem dręczony w podstawówce i gimnazjum nic nie wie. Proszę o pomoc, bo naprawdę nie wiem co mam teraz zrobić. Z jednej strony mógłbym całkowicie zerwać z nią kontakt, ale czuję, że wtedy popadłbym w jakąś depresję, albo jeszcze gorzej. Na ten moment jedyne na co mam ochotę to na jakiekolwiek spotkania / rozmowy z nią. Wszystko inne co zacznę robić nudzi mi się po 5 minutach, dlatego boję się, że mógłbym nie przetrwać, jakbym miał całkowicie ją wyrzucić ze swojego życia. Drugą opcją jest spróbowanie utrzymanie przyjaźni i próbować cały czas się do niej zbliżać. Wiem, że to nie będzie łatwe i również będzie mnie bolało, jak ja będę się z nią spotykał i w głębi serca ją kochał, a ona będzie mnie traktować tylko jak zwykłego kumpla. Proszę o jakąś poradę co tutaj można zrobić.
Proszę o jakąś poradę co tutaj można zrobić.
Jedyne rozwiązanie jakie tutaj widzę, to popełnić samobójstwo.
A tak serio, to weź mnie chłopie nie załamuj przy wielkanocy, bo sam zaraz pójdę i się powieszę.
Laska podręcznikowo cię wrzuciła do friendzone, a historia nie zna ani jednego przypadku, żeby komuś udało się stamtąd wyjść,
dlatego zamiast robić z sobie coraz większego głupka, odwracasz się na pięcie i odbijasz z tematem. Nie na niby, tylko naprawdę.
Z tego już nic nie będzie, nawet ta udawana niby przyjaźń zaraz się skończy jak tylko zrobi się cieplej, a ona kogoś sobie pozna,
zacznie się z nim spotykać i oleje ciepłym moczem waszą znajomość, bo już nie będziesz jej do niczego potrzebny. Koniec historii.
Laska podręcznikowo cię wrzuciła do friendzone, a historia nie zna ani jednego przypadku, żeby komuś udało się stamtąd wyjść,
To mało wiesz o życiu... ![]()
Historia zna takie przypadki, ale większość z nich to nie jest coś, czym można by się chwalić. Wiele kobiet trzyma kolesia w friendzonie, bo to dość wygodna opcja Z, w razie czego, gdyby cokolwiek poszło nie tak. Kobieta ma takiego przyjaciela przez wiele lat, a gdy nagle w wieku 26-30 lat zostaje sama i nie ma perspektyw na znalezienie nikogo fajnego, taki chłopak to świetny materiał na męża z rozsądku - zna go dobrze, świetnie się dogadują, on ją szanuje i uwielbia, będzie się o nią starał. Osobiście znam dziewczynę, która cieszyła się, że w końcu znalazła miłość swojego życia, która ciągle była obok niej, bo był to jej przyjaciel, którego zawsze olewała. I dziwnym zbiegiem okoliczności nagle zakochała się w nim w wieku 28 lat, kiedy nagle inni faceci się od niej odwrócili, a jej się zachciało ożenku i dziecka. Przedziwny zbieg okoliczności.
Istnieją natomiast przypadki, gdy facet wychodzi ze strefy friendzone, bo kobieta zmienia odczucia co do takiego jegomościa, ale takie przypadki występują głównie, gdy:
1. Facet nie był brzydki, tylko zaniedbany i przeszedł bardzo udaną metamorfozę
2. Kobieta sfriendzonowała chłopaka nie z powodu wyglądu, tylko jego kluskowatego charakteru i ten facet się zmienił - stał się asertywny, pewniejszy siebie, zaczął obracać się w towarzystwie atrakcyjnych kobiet, stał się bardziej towarzyski i przebojowy.
Takie sytuacje to rzadkość, ale i tak warto próbować. Jeżeli przestaniesz się nagle do niej odzywać, być może stracisz ją na zawsze, bo ona latać za tobą nie będzie.
Jedyna skuteczna metoda wyjścia z friendzonu to stanie się atrakcyjniejszym facetem + traktowanie jej jako koleżanki, a być może nawet i sfriendzonowanie jej. Zajmij się sobą, spotykaj się z innymi ludźmi, z innymi kobietami, rozwijaj siebie, a jednocześnie lekko oddalaj się od niej. Bądź bardziej asertywny, nie lataj za nią jak piesek. Rozmawiaj z nią o innych kobietach, mów jej, że jakaś inna wpadła CI w oko, albo że idziesz jutro na randkę z nowo poznaną kobietą i chcesz, by Ci doradziła jak się na jutro ubrać.