netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?

35 odpowiedzi2 874 wyświetleniazałożony przez Grasse, 21.03.2018

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 36 ]

1

Temat: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?

Może pytanie banał. Zdarzało się Wam ulegać, kiedy mężczyzna długo się o starał? Pytam, bo po wielu latach rozstaje się z teorią, że nachalność zaczyna się od liczby 2.

2

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?

szczerze, nie przypominam sobie.
Z resztą co toznaczy "długo"?

3

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?

Mi się zdarzyło smile

4 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-03-21 23:04:39)

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Grasse napisał/a:

Może pytanie banał. Zdarzało się Wam ulegać, kiedy mężczyzna długo się o starał? Pytam, bo po wielu latach rozstaje się z teorią, że nachalność zaczyna się od liczby 2.

Nie. Jeżeli mężczyzna mnie interesuje, to nie musi długo zabiegać żebym uległa big_smile Szkoda życia na przydługawe ceregiele tongue
PS. Ile to ma być, to 'długo'? wink

5

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?

Może inaczej - czy zdarzało się Wam, że zabiegi ze strony faceta wzbudziły w Was coś więcej, nawet jeśli na początku była to "tylko" sympatia.

6

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Grasse napisał/a:

Może inaczej - czy zdarzało się Wam, że zabiegi ze strony faceta wzbudziły w Was coś więcej, nawet jeśli na początku była to "tylko" sympatia.

Nie. Mnie się nie zdarzyło aby ktoś był w stanie wychodzić sobie u mnie 'coś więcej'.

7

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Grasse napisał/a:

Może inaczej - czy zdarzało się Wam, że zabiegi ze strony faceta wzbudziły w Was coś więcej, nawet jeśli na początku była to "tylko" sympatia.

U mnie wychodził, ale byłam wtedy młoda smile

8

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Grasse napisał/a:

Może inaczej - czy zdarzało się Wam, że zabiegi ze strony faceta wzbudziły w Was coś więcej, nawet jeśli na początku była to "tylko" sympatia.

Raz miałam tak, że od razu nie zaiskrzyło, ale z każdym spotkaniem było coraz lepiej i lepiej i nagle  to było to. Ale po prostu się spotykaliśmy, a ja miałam ochotę na spotkania bo go polubiłam.
To trwało może miesiąc, może trochę więcej.
W innych przypadkach mógł zabiegać i zabiegać a efekt był odwrotny, miała już go dosyć.

9

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?

Ok, postaram się zapytać jeszcze precyzyjniej. Czy uważacie, że początkowa sympatia (taka ogólno-międzyludzka) może być dobrą bazą wypadową na coś więcej, jeśli facet się stara.

10

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Grasse napisał/a:

Może inaczej - czy zdarzało się Wam, że zabiegi ze strony faceta wzbudziły w Was coś więcej, nawet jeśli na początku była to "tylko" sympatia.

Tak. Mój mąż nie byłby moim mężem, gdyby sobie tego nie wychodził. Jest jedno ogromne ALE - trzeba umiejętnie zabiegać, żeby druga osoba nie czuła się osaczona, a każdy ma swoje indywidualne granice tolerancji, więc trudna sprawa. U mnie na przykład kwiaty i prezenty odpadały, odrzuciłoby mnie to, tak jak romantyczne randki, ponieważ z założenia nie chciałam widzieć danej osoby w roli amanta. Ale kumpelski wypad na rower i kebaba już był okej :-). Tak jak pisała rossanka, z każdym spotkaniem rozwija się relacja, tylko wiesz, startujesz wtedy z pozycji friendzone ;-)
PS. pisanie 25 smsów dziennie jest moim zdaniem grubą przesadą. Jeden rano i jeden na dobranoc też, ale to moje subiektywne odczucie.

11

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Grasse napisał/a:

Ok, postaram się zapytać jeszcze precyzyjniej. Czy uważacie, że początkowa sympatia (taka ogólno-międzyludzka) może być dobrą bazą wypadową na coś więcej, jeśli facet się stara.

Użyłeś bardzo dobrego określenia- baza wypadowa- więc nie oblężenie Częstochowy..:)) Widzisz różnicę??

12

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Grasse napisał/a:

Ok, postaram się zapytać jeszcze precyzyjniej. Czy uważacie, że początkowa sympatia (taka ogólno-międzyludzka) może być dobrą bazą wypadową na coś więcej, jeśli facet się stara.

Może, ale jak na początku jest neutralnie i jak nie wzbudzasz żadnych negatywnych uczuć. Inaczj będziesz coraz bardziej irytował.
Jeśli ze spotkania na spotkanie widać postęp, to dobrze rokuje. Jezeli ciągle jest średnio, a druga strona na dopdatek nigdy się pierwsza nie odezwie - to lepiej po jakimś czasie dać sobie spokój.

13

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Makigigi napisał/a:

Tak. Mój mąż nie byłby moim mężem, gdyby sobie tego nie wychodził. Jest jedno ogromne ALE - trzeba umiejętnie zabiegać, żeby druga osoba nie czuła się osaczona, a każdy ma swoje indywidualne granice tolerancji, więc trudna sprawa. U mnie na przykład kwiaty i prezenty odpadały, odrzuciłoby mnie to, tak jak romantyczne randki, ponieważ z założenia nie chciałam widzieć danej osoby w roli amanta. Ale kumpelski wypad na rower i kebaba już był okej :-). Tak jak pisała rossanka, z każdym spotkaniem rozwija się relacja, tylko wiesz, startujesz wtedy z pozycji friendzone ;-)
PS. pisanie 25 smsów dziennie jest moim zdaniem grubą przesadą. Jeden rano i jeden na dobranoc też, ale to moje subiektywne odczucie.

A tak z czystej ciekawości, w którym momencie to się zamieniło z takiej friendzone w coś więcej ? smile

14

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
wilczysko napisał/a:
Makigigi napisał/a:

Tak. Mój mąż nie byłby moim mężem, gdyby sobie tego nie wychodził. Jest jedno ogromne ALE - trzeba umiejętnie zabiegać, żeby druga osoba nie czuła się osaczona, a każdy ma swoje indywidualne granice tolerancji, więc trudna sprawa. U mnie na przykład kwiaty i prezenty odpadały, odrzuciłoby mnie to, tak jak romantyczne randki, ponieważ z założenia nie chciałam widzieć danej osoby w roli amanta. Ale kumpelski wypad na rower i kebaba już był okej :-). Tak jak pisała rossanka, z każdym spotkaniem rozwija się relacja, tylko wiesz, startujesz wtedy z pozycji friendzone ;-)
PS. pisanie 25 smsów dziennie jest moim zdaniem grubą przesadą. Jeden rano i jeden na dobranoc też, ale to moje subiektywne odczucie.

A tak z czystej ciekawości, w którym momencie to się zamieniło z takiej friendzone w coś więcej ? smile

Ja odpowiem, bo raz mi się tak zdarzyło, było to po miesiącu, może ciut więcej spotkań, ale dosyć intensywnych, telefonach, esemesach a po 2 już wiedziałam, że to jest TO.
Ale miałam kiedyś taki przypadek, że spotykałam się z kimś z 4 czy 5 miesięcy i nic. tzn coraz bardziej mnie irytował, dzwonił, chciał się spotykac i było coraz gorzej, a ja nie wiedziałam, jak się z tego wykręcić. w końcu jakoś umarło smiercią naturalną.

15

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
rossanka napisał/a:
wilczysko napisał/a:
Makigigi napisał/a:

Tak. Mój mąż nie byłby moim mężem, gdyby sobie tego nie wychodził. Jest jedno ogromne ALE - trzeba umiejętnie zabiegać, żeby druga osoba nie czuła się osaczona, a każdy ma swoje indywidualne granice tolerancji, więc trudna sprawa. U mnie na przykład kwiaty i prezenty odpadały, odrzuciłoby mnie to, tak jak romantyczne randki, ponieważ z założenia nie chciałam widzieć danej osoby w roli amanta. Ale kumpelski wypad na rower i kebaba już był okej :-). Tak jak pisała rossanka, z każdym spotkaniem rozwija się relacja, tylko wiesz, startujesz wtedy z pozycji friendzone ;-)
PS. pisanie 25 smsów dziennie jest moim zdaniem grubą przesadą. Jeden rano i jeden na dobranoc też, ale to moje subiektywne odczucie.

A tak z czystej ciekawości, w którym momencie to się zamieniło z takiej friendzone w coś więcej ? smile

Ja odpowiem, bo raz mi się tak zdarzyło, było to po miesiącu, może ciut więcej spotkań, ale dosyć intensywnych, telefonach, esemesach a po 2 już wiedziałam, że to jest TO.
Ale miałam kiedyś taki przypadek, że spotykałam się z kimś z 4 czy 5 miesięcy i nic. tzn coraz bardziej mnie irytował, dzwonił, chciał się spotykac i było coraz gorzej, a ja nie wiedziałam, jak się z tego wykręcić. w końcu jakoś umarło smiercią naturalną.

No, ale u Ciebie to jednak było tak klasycznie, bo jednak dość intensywny taniec godowy big_smile A Makigigi trzymała zdaje się pewien dystans (może się mylę) i nagle jednak coś się zmieniło.

16

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
wilczysko napisał/a:
rossanka napisał/a:
wilczysko napisał/a:

A tak z czystej ciekawości, w którym momencie to się zamieniło z takiej friendzone w coś więcej ? smile

Ja odpowiem, bo raz mi się tak zdarzyło, było to po miesiącu, może ciut więcej spotkań, ale dosyć intensywnych, telefonach, esemesach a po 2 już wiedziałam, że to jest TO.
Ale miałam kiedyś taki przypadek, że spotykałam się z kimś z 4 czy 5 miesięcy i nic. tzn coraz bardziej mnie irytował, dzwonił, chciał się spotykac i było coraz gorzej, a ja nie wiedziałam, jak się z tego wykręcić. w końcu jakoś umarło smiercią naturalną.

No, ale u Ciebie to jednak było tak klasycznie, bo jednak dość intensywny taniec godowy big_smile A Makigigi trzymała zdaje się pewien dystans (może się mylę) i nagle jednak coś się zmieniło.

Jak to klasycznie?

17

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
rossanka napisał/a:
wilczysko napisał/a:
rossanka napisał/a:

Ja odpowiem, bo raz mi się tak zdarzyło, było to po miesiącu, może ciut więcej spotkań, ale dosyć intensywnych, telefonach, esemesach a po 2 już wiedziałam, że to jest TO.
Ale miałam kiedyś taki przypadek, że spotykałam się z kimś z 4 czy 5 miesięcy i nic. tzn coraz bardziej mnie irytował, dzwonił, chciał się spotykac i było coraz gorzej, a ja nie wiedziałam, jak się z tego wykręcić. w końcu jakoś umarło smiercią naturalną.

No, ale u Ciebie to jednak było tak klasycznie, bo jednak dość intensywny taniec godowy big_smile A Makigigi trzymała zdaje się pewien dystans (może się mylę) i nagle jednak coś się zmieniło.

Jak to klasycznie?

No klasycznie intensywnie, czyli dość intensywne telefoniczne rozmowy, esemesy, spotkania. Słowem - standard smile Sam to przerabiałem.

18

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?

Ja swego czasu też miałam takiego "starającego". Był w paczce moich znajomych,od początku wiedział że miedzy nami nic nie będzie ale nie odpuszczał. Pisal dzień dobry i dobranoc codziennie,zapraszał do kina,na kawe,na spacery. Mimo odmów i tłumaczenia że jesteśmy kumplami i to się nie zmieni,nie odpuszczał. W końcu doprowadził do tego że miałam tak dosyć że urwałam kontakt. Uwazam że jeśli od początku nie ma tego iskrzenia,na siłę nie da się kogoś sobie "wychodzić".

19 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2018-03-22 13:28:27)

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?

Moje życie wciąż serwuje mi lekcje pt. "Słuchać siebie!!!"
A bywa różnie z różnymi osobami.
Czasami od razu czułam, że to nie to. Innym razem chciałam dać nam trochę czasu na weryfikację. Czasami od początku ktoś się podobał, co nie znaczy, że od razu chciałam od niego wszystkich atrakcji.
Różnie, przeróżnie.
I gdy czułam, że nie chcę danego człowieka, a on nie przyjmował do wiadomości mojej odmowy, czułam wyłącznie irytację.
Bywało też, że całkiem do rzeczy "delikwent" zniechęcał mnie do siebie zbyt bezpośrednim manifestowaniem swojego zainteresowania.
Wczoraj byłam na fajnej randce z nieznanym wcześniej człowiekiem. Był uśmiech, zainteresowanie, uprzejmość, ale ręce przy sobie. Raz tylko zostałam podtrzymana, gdy zachwiałam się na oblodzonym krawężniku - to akurat był zupełnie naturalny, miły gest.
Ja lubię małe, aczkolwiek zdecydowane kroczki.

20 Ostatnio edytowany przez Bland44 (2018-03-22 13:54:55)

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?

Mój adorator chodził, chodził i wychodził. Najpierw opowiadał wspólnej znajomej, że się zakochał. Starał się bardzo. Nie był nachalny, nie narzucał się, ale w zabawny sposób pokazywał zainteresowanie moją osobą. Zawsze był skory do pomocy. Nie zdążyłam pomyśleć, a on już wiedział, czego mi trzeba. Kiedyś nie było smartfonów, smsów,  ale były długie romantyczne listy, niespodziewane przyjazdy. Nigdy się nie gniewał, nawet jak ja zawalałam. Zawsze przepraszał, nawet gdy ewidentnie była moja wina. Był szczery, otwarty, po prostu dobry. I taki pozostał (ale już nie dla mnie sad )

21

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Lou71.71 napisał/a:

Mój adorator wychodził. Starał się bardzo. Nie był nachalny, ale zawsze skory do pomocy, praktycznie na każde skinienie. Kiedyś nie było smartfonów, smsów,  ale były długie romantyczne listy, niespodziewane przyjazdy. Nigdy się nie gniewał, nawet jak ja zawalałam. Zawsze przepraszał, nawet gdy ewidentnie była moja wina. Był szczery, otwarty, po prostu dobry. I taki pozostał (ale już nie dla mnie sad )

To co poszło nie tak ?

22

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
wilczysko napisał/a:
Lou71.71 napisał/a:

Mój adorator wychodził. Starał się bardzo. Nie był nachalny, ale zawsze skory do pomocy, praktycznie na każde skinienie. Kiedyś nie było smartfonów, smsów,  ale były długie romantyczne listy, niespodziewane przyjazdy. Nigdy się nie gniewał, nawet jak ja zawalałam. Zawsze przepraszał, nawet gdy ewidentnie była moja wina. Był szczery, otwarty, po prostu dobry. I taki pozostał (ale już nie dla mnie sad )

To co poszło nie tak ?

Wówczas wydawało mi się, że jedna różnica w światopoglądzie przekreśli moje późniejsze szczęście (on był/jest niewierzący). Później zrozumiałam, że to nie jest aż tak wielki problem. Ale było już za późno. Do dalszego rozwoju wydarzeń przyczyniła się "życzliwa"

23

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Lou71.71 napisał/a:
wilczysko napisał/a:
Lou71.71 napisał/a:

Mój adorator wychodził. Starał się bardzo. Nie był nachalny, ale zawsze skory do pomocy, praktycznie na każde skinienie. Kiedyś nie było smartfonów, smsów,  ale były długie romantyczne listy, niespodziewane przyjazdy. Nigdy się nie gniewał, nawet jak ja zawalałam. Zawsze przepraszał, nawet gdy ewidentnie była moja wina. Był szczery, otwarty, po prostu dobry. I taki pozostał (ale już nie dla mnie sad )

To co poszło nie tak ?

Wówczas wydawało mi się, że jedna różnica w światopoglądzie przekreśli moje późniejsze szczęście (on był/jest niewierzący). Później zrozumiałam, że to nie jest aż tak wielki problem. Ale było już za późno. Do dalszego rozwoju wydarzeń przyczyniła się "życzliwa"

No cóż. Smutne. Ale uczymy się na błędach.

24

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
wilczysko napisał/a:
Lou71.71 napisał/a:
wilczysko napisał/a:

To co poszło nie tak ?

Wówczas wydawało mi się, że jedna różnica w światopoglądzie przekreśli moje późniejsze szczęście (on był/jest niewierzący). Później zrozumiałam, że to nie jest aż tak wielki problem. Ale było już za późno. Do dalszego rozwoju wydarzeń przyczyniła się "życzliwa"

No cóż. Smutne. Ale uczymy się na błędach.

Ja się nie nauczyłam. Jak poznałam mojego ( jeszcze obecnego ) małżonka, który jest wierzący, to byłam szczęśliwa jak głupia - nie skrzywdzi, nie zdradzi, nie oszuka, będzie po prostu dobry i kochający, skoro złoży przysięgę przed Bogiem. I tu znowu zonk

25

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Makigigi napisał/a:
Grasse napisał/a:

Może inaczej - czy zdarzało się Wam, że zabiegi ze strony faceta wzbudziły w Was coś więcej, nawet jeśli na początku była to "tylko" sympatia.

Tak. Mój mąż nie byłby moim mężem, gdyby sobie tego nie wychodził. Jest jedno ogromne ALE - trzeba umiejętnie zabiegać, żeby druga osoba nie czuła się osaczona, a każdy ma swoje indywidualne granice tolerancji, więc trudna sprawa. U mnie na przykład kwiaty i prezenty odpadały, odrzuciłoby mnie to, tak jak romantyczne randki, ponieważ z założenia nie chciałam widzieć danej osoby w roli amanta. Ale kumpelski wypad na rower i kebaba już był okej :-). Tak jak pisała rossanka, z każdym spotkaniem rozwija się relacja, tylko wiesz, startujesz wtedy z pozycji friendzone ;-)
PS. pisanie 25 smsów dziennie jest moim zdaniem grubą przesadą. Jeden rano i jeden na dobranoc też, ale to moje subiektywne odczucie.

Ojoj, 25 smsów dziennie, ja to się zastanawiam, czy napisanie dwóch wiadomości w tygodniu nie jest przesadą tongue A co byś powiedziała o dużej wyrozumiałości wobec kiepskich umiejętności tanecznych? smile

26

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Lou71.71 napisał/a:
wilczysko napisał/a:
Lou71.71 napisał/a:

Wówczas wydawało mi się, że jedna różnica w światopoglądzie przekreśli moje późniejsze szczęście (on był/jest niewierzący). Później zrozumiałam, że to nie jest aż tak wielki problem. Ale było już za późno. Do dalszego rozwoju wydarzeń przyczyniła się "życzliwa"

No cóż. Smutne. Ale uczymy się na błędach.

Ja się nie nauczyłam. Jak poznałam mojego ( jeszcze obecnego ) małżonka, który jest wierzący, to byłam szczęśliwa jak głupia - nie skrzywdzi, nie zdradzi, nie oszuka, będzie po prostu dobry i kochający, skoro złoży przysięgę przed Bogiem. I tu znowu zonk

No niestety w tym względzie nie ma żadnej reguły. Tacy co leją żony też często składali przysięgę przed Bogiem.

27

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Grasse napisał/a:

Może pytanie banał. Zdarzało się Wam ulegać, kiedy mężczyzna długo się o starał? Pytam, bo po wielu latach rozstaje się z teorią, że nachalność zaczyna się od liczby 2.

Tak. Ja lubię poczuć, że się stara.

28

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
wilczysko napisał/a:
Makigigi napisał/a:

Tak. Mój mąż nie byłby moim mężem, gdyby sobie tego nie wychodził. Jest jedno ogromne ALE - trzeba umiejętnie zabiegać, żeby druga osoba nie czuła się osaczona, a każdy ma swoje indywidualne granice tolerancji, więc trudna sprawa. U mnie na przykład kwiaty i prezenty odpadały, odrzuciłoby mnie to, tak jak romantyczne randki, ponieważ z założenia nie chciałam widzieć danej osoby w roli amanta. Ale kumpelski wypad na rower i kebaba już był okej :-). Tak jak pisała rossanka, z każdym spotkaniem rozwija się relacja, tylko wiesz, startujesz wtedy z pozycji friendzone ;-)
PS. pisanie 25 smsów dziennie jest moim zdaniem grubą przesadą. Jeden rano i jeden na dobranoc też, ale to moje subiektywne odczucie.

A tak z czystej ciekawości, w którym momencie to się zamieniło z takiej friendzone w coś więcej ? smile

Wydaje mi się, że nie da się wyznaczyć takiego momentu, to był raczej proces. Nie wiem, czy to wyczerpie odpowiedź na Twoje pytanie, ale dla mnie miłość to jest decyzja. Wyjaśniam smile : jeśli wiem, że dana osoba jest mną zainteresowana, lubię ją i jest między nami jakaś nić porozumienia, to muszę podjąć decyzję, czy dopuścić ją bliżej i pozwolić, żeby pojawiła się szansa na związek, czy trzymać ją na dystans, bo z tych czy innych powodów nie biorę z nią pod uwagę związku. Nie ma co się rzucać na hura w wir emocji z powodu iskrzenia między nami, bo bez rozważenia sytuacji można się tyko pokzywdzić. Z drugiej strony pewien margines elastyczności nie jest zły smile
Mój mąż miał cechy przez które przypuszczałam, że będziemy mieć różne priorytety w życiu i dlatego go początkowo nie chciałam, uczucia nie grały tu roli. Ostatecznie okazało się, że znajdujemy kompromisy, więc jestem szczęśliwa ( i mam nadzieję, że on też wink )

29

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
wilczysko napisał/a:
Lou71.71 napisał/a:
wilczysko napisał/a:

No cóż. Smutne. Ale uczymy się na błędach.

Ja się nie nauczyłam. Jak poznałam mojego ( jeszcze obecnego ) małżonka, który jest wierzący, to byłam szczęśliwa jak głupia - nie skrzywdzi, nie zdradzi, nie oszuka, będzie po prostu dobry i kochający, skoro złoży przysięgę przed Bogiem. I tu znowu zonk

No niestety w tym względzie nie ma żadnej reguły. Tacy co leją żony też często składali przysięgę przed Bogiem.

Żebym to ja wtedy wiedziała. Dla mnie to było tak oczywiste, że nawet się nie zastanawiałam. Pogodziłam się, że na imprezach raczej bywać nie będę, ale nie to było dla mnie najważniejsze.

30

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Makigigi napisał/a:

Wydaje mi się, że nie da się wyznaczyć takiego momentu, to był raczej proces. Nie wiem, czy to wyczerpie odpowiedź na Twoje pytanie, ale dla mnie miłość to jest decyzja. Wyjaśniam smile : jeśli wiem, że dana osoba jest mną zainteresowana, lubię ją i jest między nami jakaś nić porozumienia, to muszę podjąć decyzję, czy dopuścić ją bliżej i pozwolić, żeby pojawiła się szansa na związek, czy trzymać ją na dystans, bo z tych czy innych powodów nie biorę z nią pod uwagę związku. Nie ma co się rzucać na hura w wir emocji z powodu iskrzenia między nami, bo bez rozważenia sytuacji można się tyko pokzywdzić. Z drugiej strony pewien margines elastyczności nie jest zły smile
Mój mąż miał cechy przez które przypuszczałam, że będziemy mieć różne priorytety w życiu i dlatego go początkowo nie chciałam, uczucia nie grały tu roli. Ostatecznie okazało się, że znajdujemy kompromisy, więc jestem szczęśliwa ( i mam nadzieję, że on też wink )

Całkowicie to rozumiem, bo przerabiałem coś trochę podobnego smile

31

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
wilczysko napisał/a:
rossanka napisał/a:
wilczysko napisał/a:

No, ale u Ciebie to jednak było tak klasycznie, bo jednak dość intensywny taniec godowy big_smile A Makigigi trzymała zdaje się pewien dystans (może się mylę) i nagle jednak coś się zmieniło.

Jak to klasycznie?

No klasycznie intensywnie, czyli dość intensywne telefoniczne rozmowy, esemesy, spotkania. Słowem - standard smile Sam to przerabiałem.

AA  tak. Tak było.  Ale zainteresowanie było z dwóch stron. Tylko z mojej na początku jedynie przyjacielskie,  ale ze spotkania na spotkanie to się zmieniało.

32 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-03-22 18:41:19)

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Grasse napisał/a:
Makigigi napisał/a:
Grasse napisał/a:

Może inaczej - czy zdarzało się Wam, że zabiegi ze strony faceta wzbudziły w Was coś więcej, nawet jeśli na początku była to "tylko" sympatia.

Tak. Mój mąż nie byłby moim mężem, gdyby sobie tego nie wychodził. Jest jedno ogromne ALE - trzeba umiejętnie zabiegać, żeby druga osoba nie czuła się osaczona, a każdy ma swoje indywidualne granice tolerancji, więc trudna sprawa. U mnie na przykład kwiaty i prezenty odpadały, odrzuciłoby mnie to, tak jak romantyczne randki, ponieważ z założenia nie chciałam widzieć danej osoby w roli amanta. Ale kumpelski wypad na rower i kebaba już był okej :-). Tak jak pisała rossanka, z każdym spotkaniem rozwija się relacja, tylko wiesz, startujesz wtedy z pozycji friendzone ;-)
PS. pisanie 25 smsów dziennie jest moim zdaniem grubą przesadą. Jeden rano i jeden na dobranoc też, ale to moje subiektywne odczucie.

Ojoj, 25 smsów dziennie, ja to się zastanawiam, czy napisanie dwóch wiadomości w tygodniu nie jest przesadą tongue A co byś powiedziała o dużej wyrozumiałości wobec kiepskich umiejętności tanecznych? smile

Grasse- do rzeczy.. smile masz koleżankę i chcesz ja zainteresować?
2 wiadomości w tygodniu to za mało by Cię zauważyć- no chyba że to będzie zapadajaca w pamięć literatura.. smile
Umiejętnosci taneczne w kawiarni  czy w kinie nie są Ci potrzebne, ale jak masz zamiar zapraszać dziewczynę do klubów gdzie się tańczy, to lipa..- Ty nie będziesz tańczyć, inni Ci ja poderwą.
jak ona lubi tańczyć, to zapisz się na kurs tańca najpierw.. możesz spoko sam, zawsze jest więcej dziewczyn.. Dzięki temu nawet jak słoń nadepnał Ci na ucho nabierzesz pewności siebie- taniec jest prosty dla faceta gdy zrozumie, że to On prowadzi i dziewczyna ma się dostosować, wtedy wszystko gra..prostsze niż myślisz-- widziałam w zyciu kompletne antytalenty w tej dziedzinie, którzy po obczajeniu tej prostej zasady stawali się królami parkietu  i nawet muzyka im nie przeszkadzała.

33

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?
Grasse napisał/a:
Makigigi napisał/a:
Grasse napisał/a:

Może inaczej - czy zdarzało się Wam, że zabiegi ze strony faceta wzbudziły w Was coś więcej, nawet jeśli na początku była to "tylko" sympatia.

Tak. Mój mąż nie byłby moim mężem, gdyby sobie tego nie wychodził. Jest jedno ogromne ALE - trzeba umiejętnie zabiegać, żeby druga osoba nie czuła się osaczona, a każdy ma swoje indywidualne granice tolerancji, więc trudna sprawa. U mnie na przykład kwiaty i prezenty odpadały, odrzuciłoby mnie to, tak jak romantyczne randki, ponieważ z założenia nie chciałam widzieć danej osoby w roli amanta. Ale kumpelski wypad na rower i kebaba już był okej :-). Tak jak pisała rossanka, z każdym spotkaniem rozwija się relacja, tylko wiesz, startujesz wtedy z pozycji friendzone ;-)
PS. pisanie 25 smsów dziennie jest moim zdaniem grubą przesadą. Jeden rano i jeden na dobranoc też, ale to moje subiektywne odczucie.

Ojoj, 25 smsów dziennie, ja to się zastanawiam, czy napisanie dwóch wiadomości w tygodniu nie jest przesadą tongue A co byś powiedziała o dużej wyrozumiałości wobec kiepskich umiejętności tanecznych? smile

Nic nie powiem o tańcach, bo każda kobieta ma swoje preferencje. Mnie taniec obchodzi... szerokim łukiem, ale dla Twojej wybranki może to być kwestia kluczowa.
Tak samo z tymi smsami - Ela pisała, że dwa w tygodniu to za mało, dla mnie to byłoby za wiele, jeśli nie jestem zainteresowana rozwijaniem znajomości w kierunku romantycznym. Także konkretnych porad nie dostaniesz na forum, bo ludzie są różni i mają różne potrzeby. Musisz wyczuć, jaka jest ta Twoja dziewczyna.

34

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?

Ale On właśnie chce tę znajomość rozwijać w kierunku romantycznym.. Więc jeśli ona uważa że wystarczy np jeden sms na miesiąc od zwyklłego przyjaciela, bo takie ma preferencje, to dla niego nieistotna informacja..

35

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?

Najlepiej wiedzieć coś o tej dziewczynie. Tzn czy darzy Cię sympatią i fajny z Ciebie koleś, czy to tylko koleżeńska sympatia. Można się nieźle naciąć. U mnie było podobnie, jak ktoś już pisał. Kolega byl sympatyczny i go lubiłam, ale wykończył mnie pisaniem, prezentami, listami w skrzynce i niezapowiedzianymi wizytami pod szkołą. To byl koszmar. Najgorsze, że mówiłam że nic z tego nie będzie, a do niego nie docierało. W końcu zaczął mi działać na nerwy i nie mogłam go znieść, żeby nie powiedzieć ze że znienawidziłam kolesia. Druga sprawa, to jeśli dziewczyna mówi, że nie chce, to znaczy że nie chce. Niestety faceci często zachowują się, jakby oni wiedzieli lepiej i w myśl zasady, że jak kobieta mówi "nie", to myśli "tak". Na wszelki wypadek dobrze słuchaj tego, co ona mówi i jak się zachowuje. Dla jednej Twoje zachowanie bedzie zbyt natarczywe, a inna będzie zachwycona. Ważne, żeby dobrze obserwować i w odpowiedni sposób reagować.

36

Odp: Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?

ja nie cierpię...
zwłaszcza, jesli daję wyraźne sygnały, ze nie jestem zainteresowana

pachnie mi to desperacja i psycholstwem na milę

nigdy przenigdy żadnej relacji z kims, kto nie rizumier slowa "nie"

Posty [ 36 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Lubicie mężczyzn, którzy zabiegają?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026