Wiem, że jest coraz więcej dziewczyn, które nie chcą mieć dzieci. Za to mam wrażenie, że faceci mają nadal parcie na potomstwo. Koleżanka założyła profil na badoo i zaznaczyła, że nie chce dzieci to do niej pisali faceci, nie żeby zagadać, tylko zszokowani, że jak tak może być. Moja znajoma dzieci nienawidzi całym sercem, a ją facet intensywnie namawia do posiadania potomstwa w przyszłości, nawet ją chciał z tym do psychologa wysłać. Do tego w internecie, na grupie dla ludzi żałujących rodzicielstwa czytałam masę wypowiedzi kobiet, które pisały, że dzieci nie chciały, ale mąż nalegał, więc uległy.
Tylko jedna dziewczyna, którą kiedyś poznałam dzieci nie chce i ma narzeczonego, który też dzieci nie lubi i mówi, że większość facetów dzieci nie chce, tylko im kobiety trują głowy o to i zgadzają się dla świętego spokoju. Ja jednak widzę odwrotną tendencję- że to właśnie faceci bardziej chcą dzieci. Ja już to zauważyłam w tak wielu miejscach, że mam w głowie przekonanie, że jeśli nie będę chciała iść na kompromis i urodzić chociaż jednego dziecka to nie mam co liczyć na męża. Z tego powodu staram się oglądać w internecie profile znanych kobiet, które mają dzieci i są z nimi szczęśliwe (chociaż na zdjęciach), oglądam, jak mają piękne sylwetki po ciążach. Próbuję sama sobie wmówić, że nie jest tak źle. Już to robię podświadomie. Żeby się zmusić chociaż do jednego dziecka w przyszłości, bo jednak chciałabym mieć męża w przyszłości, nie chcę być całe życie sama
Ale złapałam się na tym, że jak tylko ktoś mówi, że chce dzieci albo że jest w ciąży to u mnie w głowie pierwsza myśl, jaka się pojawia to "Po co mu to" i czuję takie jakby....współczucie? Nie wiem, jak to określić
Nie potrafię za bardzo wymienić plusów posiadania dzieci. Może tylko tyle, że na stare lata ewentualnie byłoby jakieś towarzystwo. Za to minusów potrafię wymienić sporo. Np.:
1. Nie lubię dzieci i nigdy ich nie lubiłam, już nawet jako dziecko. Gdy byłam nastolatką i przyjeżdżała do nas w odwiedziny rodzina lub znajomi z młodszymi dziećmi to ja byłam delegowana do zajmowania się nimi. Nie znosiłam tego, potem byłam mega zmęczona i kilka dni dochodziłam do siebie. W lato 2 lata temu pracowałam też z dziećmi. To była najgorsza praca na świecie. To była praca dorywcza i wolę pracować już jako sprzątaczka i myć toalety, niż zajmować się dziećmi
2. Jestem introwertykiem i osobą wysoko wrażliwą. Lubię ciszę, spokój, płacz dziecka doprowadza mnie do szału
3. Nigdy nie rozczulał mnie widok dzieci, wręcz przeciwnie
4. Dzieci kosztują. Ceny idą w dół, pensje stoją w miejscu. Niby będę miała wkład do mieszkania od rodziców i to dość duży, ale i tak pensja np. 5 tyś w większym mieście to wcale nie tak duża pensja. Może wzrosnąć, ale może nie wzrosnąć, bo inflacja coraz większa. Do tego teraz uchodźcy, którzy może nam miejsca pracy pozajmują (bo tania siła robocza)
5. Dzieci to stres. Jestem osobą bardzo znerwicowaną, przez ciężkie studia i dużo stresu na nich nabawiłam się takiego stanu, że stresuje mnie byle co. Chciałabym mieć wreszcie spokój, bo ostatnie 10 lat dla mnie to był stres (mam 25 rocznikowo)
6. Zdecydowane obciążenie fizyczne spada na matkę. Najpierw ciąża, którą niektóre kobiety przechodzą bardzo źle. Potem poród, który naturalny potrafi być traumą a cesarka to operacja. A potem połóg, który niektóre kobiety wspominają gorzej niż sam poród. Facet w tym czasie nie cierpi nic
7. Figura po ciąży. Jestem wysportowana i nie mogę narzekać na figurę, ale ciężko na to pracowałam. Gdyby było tak, że wysportowane kobiety szybko wracają do siebie, mają figurę jak sprzed ciąży, to super, ale ciąża to zdarzenia losowe. Nie ma pewności jak ciało zareaguje. Kobieta, która miała 6pak na brzuchu przed ciążą ma po ciąży zwisający brzuch, który da się naprawić tylko chirurgicznie. A to kolejny koszt. A to nie wszystko. W ciąży przesuwa się środek ciężkości i często przez to spłaszczają się pośladki. Opada biust. Niby "wygląd to nie wszystko", ale chyba bym płakała w lustrze, gdyby dziecko zniszczyło mi tak figurę, jak nieraz widać na tych zdjęciach w internecie. I to nawet tych wysportowanych kobiet.
8. Patriarchalne wychowanie mężczyzn. Wiem, że nie wszyscy tacy są, ale jednak większość chłopaków, jakich spotykam czy chłopaków koleżanek mają choćby minimalne naleciałości patriarchatu. Dziewczyny robią im pranie, wieszają je, prasują, gotują, a oni raz na czas coś tam ogarną, łaskawie, ale trzeba się naprosić. Męczy mnie samo patrzenie. I wiadomo, że taki gość za dużo przy dziecku nie zrobi. Większość spadnie na matkę. Karmienie, przewijanie, kąpanie, potem chodzenie na wywiadówki (nie znoszę szkół, mam traumę po moich latach szkolnych). Niby zdarzają się inni tatusiowie, ale rzadko o takich słyszę.
9. Źle wspominam lata szkolne. Byłam wychowywana w domu, gdzie dziewczynka miała być zawsze cicha, grzeczna i posłuszna. Rodzice zawsze narzucali mi swoje zdanie i nie miałam za dużo do powiedzenia. Pozapisywali mnie na masę zajęć dodatkowych, korepetycji, języków, zajęć sportowych. Nie mogłam nawet zrezygnować z jednej rzeczy raz na czas, żeby wyjść ze znajomymi, bo byli źli. Pani psycholog określiła, że "musiałaś się stać młodym dorosłym". Wiecie, normalnie nastolatkowie spotykają się ze znajomymi, mogą decydować o własnych zainteresowaniach, szukają siebie. A ja miałam w tygodniu szkołę, zakaz wychodzenia ze znajomymi, raz w tygodniu korepetycje, a potem cały weekend zajęcia sportowe i języki. Nie chciałam na to chodzić, a rodzice powtarzali, że "muszę dbać o swój samorozwój", a potem robili mi wyrzuty, że kupę kasy na mnie wydają, zamiast na siebie i powinnam być wdzięczna. Lata szkolne wspominam jako harówkę i depresję, bo miałam wtedy bardzo ciężką depresję, to, że nie zrobiłam jakiejś głupoty to tylko dlatego, że nie miałam tyle odwagi, ale mogło się to tragicznie skończyć, bo byłam w takim stanie, że nie byłam w stanie wstać z łóżka. Co zrobili rodzice? Prosiłam ich o psychologa, psychiatrę, to powiedzieli, że mam się wziąć w garść, bo żaden psycholog nic mi nie da. Do dzisiaj nie mogę im tego wybaczyć, że tak olali moje zdrowie. Dlatego pozostaje to dla mnie traumą. Do tego mam młodszą siostrę, która była i jest osobą toksyczną (tak ładnie to określając, bo płakałam przez nią wiele razy, potrafiłam wbić szpilki w czułe punkty, patrzy na ludzi z wyższością i pogardą) i jak myślę, że moje dziecko miałoby po niej odziedziczyć charakter (a jest to możliwe i bardzo prawdopodobne) to ja nie chcę drugi raz tego przeżywać
10. Tokofobia. Panicznie boję się ciąży i porodu. Jak widzę ciążowy brzuch to czuję strach, panikę, rosnący niepokój i zdenerwowanie i mam ochotę uciekać. Sądzę, że i tak bym nie utrzymała żadnej ciąży będąc tak zdenerwowana. Myślę nawet o wyjeździe do kliniki do Niemiec na podwiązanie jajowodów, ale daję sobie kilka lat, poza tym nie mam i tak teraz chłopaka
11. Zawody miłosne. Obracam się w gronie większości kobiecym. Jak jest fajny facet to zajęty. Wolni to albo tacy, co mnie próbowali po imprezie zaciągać do siebie, albo tacy, że ja przy nich byłam wzorem męskości, bo oni nie potrafili podjąć najprostszej decyzji (taki rozmach). Nigdy nie czułam się bezpiecznie przy żadnym mężczyźnie i czuję taką niechęć do związków
12. Pozycja zawodowa. Owszem, praca znajdzie się zawsze, szczególnie w dziedzinie medycznej, jak moja, ale moim marzeniem jest rozwijać się, iść do pracy może nie do korporacji medycznej, ale do ośrodków badawczych, gdzie można awansować, pieniądze też nie są najgorsze, ale jednak chętnych jest dużo i jak nie ja to mnie mogą spokojnie zastąpić kimś innym. Nie musi tak być, ale może
13. Zazdrość. Też się na tym złapałam. Moi wujkowie się żenili jakieś 10 lat temu. W tym samym roku, tylko w różnych miesiącach. Jeden doczekał się 2 dzieci drugi jest bezdzietny. Złapałam się na tym, że temu drugiemu strasznie zazdroszczę, bo ma żonę, ale nie mają dzieci. Ja też bym chciała męża, ale dzieci już niekoniecznie, ale mam tak wpojone w głowie, że małżeństwo=dzieci, że nie mogę pojąć, jak facet może chcieć kobietę za żonę i nie chcieć dzieci. Pewien starszy gość mi wmówił, że ślub jest niekorzystny dla faceta, więc kobieta musi mu zaoferować coś od siebie, czyli ma prać, sprzątać, gotować, urodzić dzieci, bo po co facet ma się inaczej żenic. I ja wiem, że to brzmi absurdalnie, ale mnie to w głowie utknęło. A ja jestem anty kurą domową, która nie lubi dzieci. Znaczy ja umiem coś ugotować, sprzątać, ale nie wyobrażam sobie robić to za drugą osobę, która pracuje tylko co ja (dlatego dziwi mnie to, czemu moje koleżanki to robią)
Tych powodów było więcej, ale nie pamiętam teraz wszystkich
Ale i tak ich jest sporo
Po prostu nie widzę sensu posiadania dzieci. Jak ktoś chce to dobrze, szanuję decyzję, ale u mnie w domu nie traktują mnie poważnie, sądzą, że jestem młoda i głupia i mi się zmieni, tylko trzeba mi faceta znaleźć
A ja nawet jakbym chciała dziecko to i tak mnie tokofobia paraliżuje, więc tak czy tak jest jakieś "ale"
A co Wy o tym sądzicie?
Znacie facetów, co nie chcą dzieci?
I nie mówię o rozwodnikach, którzy mają już dzieci i nie chcą więcej tylko o młodych facetach, rówieśnikach
Bo mam wrażenie, że w domach się ludziom wmawia, że dzieci to cud i dar Boży i faceci w to wierzą
Zastanawiam się, czy nie warto zamieszkać np w Warszawie, czy tam nie ma więcej ludzi z takim podejściem jak moje
Jak nie chcesz mieć dzieci, to ich sobie nie rób na siłę, bo też skończysz na tej grupie wsparcia dla kobiety, które żałują...
Też kiedyś doświadczyłam tego pouczania przez obcych facetów na portalu randkowym. Totalna bezczelność. Nie rozumiem, dlaczego ludziom się wydaje że mogą kwestionować życie innych ludzi, bądź ich pouczać. To jest typowo polskie zachowanie. W UK nikogo to nie obchodzi.
A faceci są różni, jedno chcą dzieci, inni nie. Ważne, żeby ustalić to na początku i nie liczyć na to, że jemu, bądź Tobie się odmieni.
Jak nie chcesz mieć dzieci, to ich sobie nie rób na siłę, bo też skończysz na tej grupie wsparcia dla kobiety, które żałują...
Też kiedyś doświadczyłam tego pouczania przez obcych facetów na portalu randkowym. Totalna bezczelność. Nie rozumiem, dlaczego ludziom się wydaje że mogą kwestionować życie innych ludzi, bądź ich pouczać. To jest typowo polskie zachowanie. W UK nikogo to nie obchodzi.
A faceci są różni, jedno chcą dzieci, inni nie. Ważne, żeby ustalić to na początku i nie liczyć na to, że jemu, bądź Tobie się odmieni.
Ja nie wiem, może mi się odmieni, może nie, chociaż ktoś kiedyś powiedział:"Jeśli ktoś nie chce dzieci, a znajduje drugą połówkę i nagle je chce to powinien usiąć, odczekać burzę hormonów, bo moze bardzo tego żałować" i chyba się z tym zgadzam
Nigdy dzieci nie lubiłam, ale zawsze mi wbijali do głowy, że dzieci to najlepsze, co może człowieka w życiu trafić. Rodzice do dzisiaj, jak mówię o dzieciach mówią:"Jasne jasne ty tak mówisz a potem będzie o mój najśliczniejszy synuś/córeczka" takie lekceważenie mojego zdania. Nie wierzą mi kompletnie. I jestem rozdarta, bo już sama nie wiem, czego chce
Co do UK to wiem. Ktoś mi nawet polecił wyjazd tam, bo tam nie ma parcia na dzieci i kilka Polek, które mają meżów z UK powiedziały, że w Polsce było parcie na dzieci i cieszą się z zagranicznych małżonków, bo oni tego parcia nie mają
I moim takim małym marzeniem był kiedyś wyjazd do Anglii. Jednak żeby wyjechać i pracować w zawodzie muszę mieć certyfikat językowy na poziomie C1. A kilka lat się języka nie uczyłam ze względu na studia, więc zatrzymałam się na takim B1. Chodzę na zajęcia, ale nie wyjadę tuż po studiach, bo nie zdążę się w 2 lata na C1 nauczyć, ale przyznam, że myślę cały czas o wyjeździe za granicę i to nie ze względu na spojrzenie na bezdzietnych
Ale jesteś już drugą osobą, która mówi, że miała takie jazdy na portalu randkowym. Faceci się tymi dziećmi nie interesują, zwalają wszystko na kobietę (nie wszyscy, ale duża część), a potem zdziwienie, że kobiety nie chcą dzieci.
Mam znajomego, kilkanaście lat starszego, poznałam go przez internet. Ma podobną osobowość do mnie. I sam mówi, że kocha swojego syna, ale jako introwertykowi było mu bardzo ciężko i jak jest po rozwodzie, a syn u żony, to odetchnął wreszcie i powiedział, że jeśli zdecyduję się na dziecko z moją osobowością to może mi być bardzo źle.
I mnie cały czas motywuje i próbuje wpoić, że mam prawo mieć swoje poglądy, decydować o własnym ciele i muszę być tego pewna, to przyciągnę odpowiedniego mężczyznę, który też dzieci nie chce.
Ale ja powoli tracę chyba taką nadzieję
Mam wbite do łba, że albo kompromis i dziecko albo bycie singielką (lub brzydko mówiąc starą panną) do końca życia
u mnie w domu nie traktują mnie poważnie, sądzą, że jestem młoda i głupia i mi się zmieni, tylko trzeba mi faceta znaleźć
I mają rację. Tylko z tym facetem może być problem na tą chwilę, bo masz głowę nabitą fobiami. Skoro więc masz żal do rodziców, że Cię nie wysłali do psychologa /psychiatry, to wybierz się tam sama i powiedz mu to co tu napisałaś.
5 2022-05-02 08:30:55 Ostatnio edytowany przez Be. (2022-05-02 08:31:15)
A ja mam wrażenie, że jest totalnie odwrotnie i babki naciskają na dzieci coraz mocniej. Dlatego umawianie się z babkami z przedziału 28-38 to mordega, bo często czuć że jedyne na czym im zależy to dziecko...a ja osobiście bym nie chciał mieć dzieci już.
Swoje dzieci traktuje się inaczej, niż obce. To jest zupełnie inna bajka. Też nie lubiłam dzieci, a teraz mam ich 4 i mimo wszelkich minusów ich posiadania ( pieniądze, gorsza figura, brak czasu dla siebie itd.) nie żałuję. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby ich nie być. Poziomu miłości do własnych dzieci nie da się do niczego innego porównać.
Jesteś jeszcze młoda i wszystko może się u Ciebie jeszcze zmienić. Jeśli się nie zmieni, to po prostu nie zachodź w ciążę. Nie ma obowiązku posiadania dzieci.
YellowStar napisał/a:u mnie w domu nie traktują mnie poważnie, sądzą, że jestem młoda i głupia i mi się zmieni, tylko trzeba mi faceta znaleźć
I mają rację.
Z czym mają rację? Że jej się odmieni? Moi rodzice i inni też tak mówili i do tej pory mi nie przeszło, a już grubo po 30. Dzieci nie chciałam mieć nigdy, już jak byłam nastolatką to mówiłam, że nie będę miała i nadal nie chcę. Gadać przestali już jakiś czas temu, bo wreszcie do nich dotarło, że to się nigdy nie wydarzy.
Ja nie wiem, może mi się odmieni, może nie, chociaż ktoś kiedyś powiedział:"Jeśli ktoś nie chce dzieci, a znajduje drugą połówkę i nagle je chce to powinien usiąć, odczekać burzę hormonów, bo moze bardzo tego żałować" i chyba się z tym zgadzam
Mądre słowa.
Ale jesteś już drugą osobą, która mówi, że miała takie jazdy na portalu randkowym. Faceci się tymi dziećmi nie interesują, zwalają wszystko na kobietę (nie wszyscy, ale duża część), a potem zdziwienie, że kobiety nie chcą dzieci.
Mojej koleżanki facet miał parcie się na dziecko, ale my przeszło po tym jak kiedyś przez dłuższy czas musieli się oboje zajmować dzieckiem jego siostry. Tak im dało popalić, że mu odeszła ochota. Teraz są razem, po ślubie bez dzieci. Mieszkają w Niemczech. Ogólnie to większość moich koleżanek, w podobnym wieku nie ma dzieci. Co do niektórych to jestem tym zdziwiona, bo o ile ja zawsze byłam znana z tego, że nie chce dzieci, to niektóre z nich nigdy nic o tym nie mówiły, że nie chcą.
Mam znajomego, kilkanaście lat starszego, poznałam go przez internet. Ma podobną osobowość do mnie. I sam mówi, że kocha swojego syna, ale jako introwertykowi było mu bardzo ciężko i jak jest po rozwodzie, a syn u żony, to odetchnął wreszcie i powiedział, że jeśli zdecyduję się na dziecko z moją osobowością to może mi być bardzo źle.
Ja też jestem introwertyczka i nie wytrzymałabym psychicznie ciągłego hałasu, krzyków, biegania. Niektóre cudze dzieci lubię. Niektóre. Mamy znajomych, którzy mają dwie świetne dziewczynki, ale fajnie jest przez jeden dzień się z nimi pobawić. Nie dałabym rady na co dzień.
Ja nie lubię obcych dzieci, miałam nigdy nie mieć własnych przez problemy zdrowotne, jak wpadliśmy to rozważałam aborcję, ciąża mnie męczyła, dolegliwości mnie wkurzały, ale jak zobaczyłam młodą w inkubatorze, to bym się za nią dała pokroić.
Więc teraz po czasie stwierdzam, że ciężko takie kategoryczne twierdzenia rzucać, że dzieci to niee, nigdy.
Yellow, mam wrażenie, że masz głowę nabitą fobiami i przekonaniami, z których większość nie ma żadnego przełożenia na rzeczywistość.
Tak, są faceci, którzy nie chcą mieć dzieci, albo tacy, którym to obojętne. Tylko wtedy wchodząc w relację takiemu komunikujesz, że dzieci nie chcesz. Jak on chce, to niech od razu szuka innej partnerki. Mój mąż miał tak, że mu to było obojętne. Co do patriarchalnego modelu, to zależy też od oczekiwań. Ja pranie robię, ale na urlop rodzicielski miał właśnie mąż iść, bo ja więcej zarabiam. Generalnie jaki układ soboe z facetem wypracujesz w związku, taki masz. Tylko najpierw musisz przestać teoretyzować.
Cała reszta to Twoje przekonania, w których albo możesz się okopać, albo możesz wreszcie zza nich wyjść i pozwolić sobie na życie bez lęku, bo to tak jakby dziecka nie wypuszczać z domu, bo zły pan na ulicy na pewno je zabierze albo sprzeda mu narkotyki.
YellowStar napisał/a:u mnie w domu nie traktują mnie poważnie, sądzą, że jestem młoda i głupia i mi się zmieni, tylko trzeba mi faceta znaleźć
I mają rację. Tylko z tym facetem może być problem na tą chwilę, bo masz głowę nabitą fobiami. Skoro więc masz żal do rodziców, że Cię nie wysłali do psychologa /psychiatry, to wybierz się tam sama i powiedz mu to co tu napisałaś.
Byłam już (napisałam to w tekście), ale byłam po tym, jak zwalczyłam depresję, kilka lat potem, więc może dlatego nie pomogło, bo miałam inne spojrzenie na świat już
Tylko, kto nie chce dzieci jest młody i głupi? Czyli jak jest małżeństwo, jakieś starsze, które nie chce dzieci też jest młode i głupie?
A ile jest osób, które pod wpływem nacisków rodziny zdecydowały się na dzieci a potem tego żałują i nienawidzą tych dzieci...o tym to już się nie mówi, bo zostanie się zjedzonym
A ja mam wrażenie, że jest totalnie odwrotnie i babki naciskają na dzieci coraz mocniej. Dlatego umawianie się z babkami z przedziału 28-38 to mordega, bo często czuć że jedyne na czym im zależy to dziecko...a ja osobiście bym nie chciał mieć dzieci już.
No widzisz, a na niektóre moje koleżanki to chłopaki naciskali
A masz już jakieś dzieci, czy w ogóle nie chcesz?
Swoje dzieci traktuje się inaczej, niż obce. To jest zupełnie inna bajka. Też nie lubiłam dzieci, a teraz mam ich 4 i mimo wszelkich minusów ich posiadania ( pieniądze, gorsza figura, brak czasu dla siebie itd.) nie żałuję. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby ich nie być. Poziomu miłości do własnych dzieci nie da się do niczego innego porównać.
Jesteś jeszcze młoda i wszystko może się u Ciebie jeszcze zmienić. Jeśli się nie zmieni, to po prostu nie zachodź w ciążę. Nie ma obowiązku posiadania dzieci.
Tak, ja wiem, że swoje inaczej, ale skąd w takim razie te wszystkie grupy pt "żałując rodzicielstwa"?
noben napisał/a:YellowStar napisał/a:u mnie w domu nie traktują mnie poważnie, sądzą, że jestem młoda i głupia i mi się zmieni, tylko trzeba mi faceta znaleźć
I mają rację.
Z czym mają rację? Że jej się odmieni? Moi rodzice i inni też tak mówili i do tej pory mi nie przeszło, a już grubo po 30. Dzieci nie chciałam mieć nigdy, już jak byłam nastolatką to mówiłam, że nie będę miała i nadal nie chcę. Gadać przestali już jakiś czas temu, bo wreszcie do nich dotarło, że to się nigdy nie wydarzy.
Ja też nigdy dzieci nie lubiłam. Już jako dziecko źle patrzyłam na inne dzieci, jako nastolatka mnie męczyły, ale miałam wpajane, że "tak trzeba" albo "to jest piękne". I miałam wpojone, że muszę mieć dzieci, przynajmniej jedno w przyszłości. I już jako nastolatka na myśl o porodzie i ciąży oblewał mnie pot i skakało ciśnienie (typowa tokofobia). Jednak 2 lata temu przez internet poznałam dziewczynę, która mi powiedziała, że jest jedynaczką, a dzieci nie chce, ma narzeczonego (wtedy miała 25 lat), z którym dzieci nie planuje mimo nacisków rodziców. Pewna siebie osoba, nie tak rozbita, jak ja
YellowStar napisał/a:Ja nie wiem, może mi się odmieni, może nie, chociaż ktoś kiedyś powiedział:"Jeśli ktoś nie chce dzieci, a znajduje drugą połówkę i nagle je chce to powinien usiąć, odczekać burzę hormonów, bo moze bardzo tego żałować" i chyba się z tym zgadzam
Mądre słowa.
YellowStar napisał/a:Ale jesteś już drugą osobą, która mówi, że miała takie jazdy na portalu randkowym. Faceci się tymi dziećmi nie interesują, zwalają wszystko na kobietę (nie wszyscy, ale duża część), a potem zdziwienie, że kobiety nie chcą dzieci.
Mojej koleżanki facet miał parcie się na dziecko, ale my przeszło po tym jak kiedyś przez dłuższy czas musieli się oboje zajmować dzieckiem jego siostry. Tak im dało popalić, że mu odeszła ochota. Teraz są razem, po ślubie bez dzieci. Mieszkają w Niemczech. Ogólnie to większość moich koleżanek, w podobnym wieku nie ma dzieci. Co do niektórych to jestem tym zdziwiona, bo o ile ja zawsze byłam znana z tego, że nie chce dzieci, to niektóre z nich nigdy nic o tym nie mówiły, że nie chcą.
YellowStar napisał/a:Mam znajomego, kilkanaście lat starszego, poznałam go przez internet. Ma podobną osobowość do mnie. I sam mówi, że kocha swojego syna, ale jako introwertykowi było mu bardzo ciężko i jak jest po rozwodzie, a syn u żony, to odetchnął wreszcie i powiedział, że jeśli zdecyduję się na dziecko z moją osobowością to może mi być bardzo źle.
Ja też jestem introwertyczka i nie wytrzymałabym psychicznie ciągłego hałasu, krzyków, biegania. Niektóre cudze dzieci lubię. Niektóre. Mamy znajomych, którzy mają dwie świetne dziewczynki, ale fajnie jest przez jeden dzień się z nimi pobawić. Nie dałabym rady na co dzień.
Taka prawda. Mam koleżankę, która była x lat sama i marzyła o 3 dzieci, bo czuła wewnętrzną potrzebę posiadania ich. Ja takiej potrzeby nie odczuwam jak jestem sama dłuższy czas to nie mam parcia na dzieci. Dziwię się ludziom, którzy chcą je mieć, ja tego nie rozumiem. I sądzę, że jakbym się zakochała to mogę poczuć nagłą chęć posiadania dzieci, ale czy facet jest wart zmiany zdania? Czy nie żałowałabym tego?
Właśnie ja słyszałam, że często faceci po 30stce nie chcą dzieci, bo widzą, jak koledzy są uwiązani. A np. chłopak koleżanki w wieku lat 24 ją namawia na dziecko w przyszłości, już ją do psychologa ostatnio wysyłał, bo jak można nie lubić dzieci. Dlatego ja myślałam nawet o podwiązaniu jajowodów za granicą, że jakby facet nalegał to powiem "sorry nie mogę" i żebym nie ulegała burzy hormonów.
Właśnie ja jestem introwertyczką i WWO. Takie osoby lubią ciszę, spokój i regenerują się w samotności. O ile facet jeszcze może tak zrobić (bo faceci się mniej jednak zajmują dziećmi) to będąc kobietą ma się przekichane. Czytałam raz wypowiedź introwertyczki wysoko wrażliwej to mówiła, że kłamie dzieci, że musi pracować zdalnie, a tak na prawdę zamyka się w pokoju, bo chce mieć święty spokój. To jest przykre
Ja nie lubię obcych dzieci, miałam nigdy nie mieć własnych przez problemy zdrowotne, jak wpadliśmy to rozważałam aborcję, ciąża mnie męczyła, dolegliwości mnie wkurzały, ale jak zobaczyłam młodą w inkubatorze, to bym się za nią dała pokroić.
Więc teraz po czasie stwierdzam, że ciężko takie kategoryczne twierdzenia rzucać, że dzieci to niee, nigdy.
Też prawda
, mam wrażenie, że masz głowę nabitą fobiami i przekonaniami, z których większość nie ma żadnego przełożenia na rzeczywistość.
Wiem o tym. Fakt, że ja w życiu wiele razy zawiodłam się mężczyznami i czuję też wewnętrzną niechęć do związków. A wiadomo, że jak się nie czujesz bezpiecznie przy mężczyznach, to jak możesz chcieć mieć dzieci. Gdybym trafiała na fajnych facetów pewnie bym dzieci chciała, ale jak patrzę na co po niektórych, to aż mi się odechciewa myśleć o związkach, bo czuję jakieś obrzydzenie
Tak, są faceci, którzy nie chcą mieć dzieci, albo tacy, którym to obojętne. Tylko wtedy wchodząc w relację takiemu komunikujesz, że dzieci nie chcesz. Jak on chce, to niech od razu szuka innej partnerki. Mój mąż miał tak, że mu to było obojętne. Co do patriarchalnego modelu, to zależy też od oczekiwań. Ja pranie robię, ale na urlop rodzicielski miał właśnie mąż iść, bo ja więcej zarabiam. Generalnie jaki układ soboe z facetem wypracujesz w związku, taki masz. Tylko najpierw musisz przestać teoretyzować.
Ale taki układ, jak u Ciebie jest super. Ale mam wrażenie, że większość facetów jednak nie odważyłoby się na coś takiego, bo to "niemęskie". Czytałam wypowiedzi tamtych kobiet na forum, które napisały, że facet nalegał, a potem je z tym zostawił same. Ja bym tak nie mogła, bo oszalałabym sama z dzieckiem.
Do tego sprawa jeszcze taka, że mam paniczną tokofobię. Gdyby cesarka była w PL na życzenie to może bym się zdecydowała. Na grupie o tokofobii kobiety mówią, że nie miały żadnego problemu ze skierowaniem od psychiatry. Ja bym musiała takie skierowanie sobie załatwić, plus jeszcze załatwić szpital prywatny, bo NFZ mnie wręcz przeraża, a cesarka prywatnie to nie jest mały koszt. A mogę zapytać, jak Ty wspominasz poród i pobyt w szpitalu? Było coś traumatycznego?
Cała reszta to Twoje przekonania, w których albo możesz się okopać, albo możesz wreszcie zza nich wyjść i pozwolić sobie na życie bez lęku, bo to tak jakby dziecka nie wypuszczać z domu, bo zły pan na ulicy na pewno je zabierze albo sprzeda mu narkotyki.
Wiem o tym, ale to nie jest łatwe, to jest wypracowane latami. Ja też podejrzewam, że nie chcę dzieci dlatego, że miałam złe przeżycia w przeszłości, ale też dlatego, że nie ufam facetom. Co widzę fajniejszego to zajęty. Zazdroszczę, ale cieszę się jednocześnie widząc, że tacy faceci istnieją. A do mnie potrafią się dowalić albo toksyki, albo ktoś, kto jest dla mnie aseksualny. Próbowałam się z takimi umawiać, ale nie wyobrażam sobie nawet całować czy trzymać za rękę takiej osoby, a co dopiero coś więcej. Jednak partner życiowy powinien nas choć trochę pociągać seksualnie
Dlatego mówię, że jestem zawiedziona mężczyznami i wielu z nim nie ufam po prostu
Ja bym w ogóle nie chciał i nie mam. Uważam to za niepotrzebny problem plus wychowanie dzisiaj pochłania zbyt wiele czasu. No i uważam, że chęć posiadania dzieci jest dość egocentryczna zachcianką.
No i uważam, że chęć posiadania dzieci jest dość egocentryczna zachcianką.
Ale w sumie niezbędną, by przetrwał rodzaj ludzki. Więc czy serio można to nazwać egocentryczną zachcianką? To już raczej zależy od konkretnych motywacji.
Be. napisał/a:No i uważam, że chęć posiadania dzieci jest dość egocentryczna zachcianką.
Ale w sumie niezbędną, by przetrwał rodzaj ludzki. Więc czy serio można to nazwać egocentryczną zachcianką? To już raczej zależy od konkretnych motywacji.
Nie obawiałabym się o przetrwanie rodzaju ludzkiego. Raz, że większość osób chce mieć dzieci. Dwa, że w tej chwili nasza planeta jest w takim stanie, że dobrze by jej zrobiło zmniejszenie populacji.
Wiesz co, ja nie jestem chyba dobrym przykładem na wspomnienia o porodzie, bo urodziłam przedwcześnie w 22tc. Fakt, że skurcze miałam 3 dni i bolały potwornie, ale wszyscy mi mówią, że to dlatego, żw moje ciało nie było na nie gotowe i że poród w terminie boli mniej. Rodziłam naturalnie, chociaż chcieli mnie ciąć, jakby coś się dziecku stało. Ale gdyby mnie cięli to potem już miałabym za dużą bliznę na macicy i kolejna ciąża byłaby ryzykiem dla mnie.
Jeżeli chodzi za to o sam szpital, to leżałam 3 dni na porodówce i nie mogę złego słowa powiedzieć ani o personelu ani o warunkach. Ja leżałam przez te 3 dni, miałam zakaz wstawania i wszystkie położne bardzo o mnie dbały. Teraz trochę żałuję, że w ciąży narzekałam zamiast się cieszyć, bo w sumie to nie był taki zły stan. Jak już skończyły się mdłości to było całkiem przyjemnie, a brak okresu przez kilka miesięcy też był spoko ![]()
Natomiast w trakcie samego porodu pogorszyła mi się trochę wada wzroku, więc nie wiem czy z uwagi na to na następny raz nie poproszę o zaświadczenie do cesarki. Ale też mnie w sumie wbijanie igły w kręgosłup do cesarki przeraża bardziej niż poród sn, więc nie wiem jeszcze na co się zdecyduję.
A co do mężczyzn i koleżanek, to ja uważam, że nie ma co kogoś na siłę przekonywać. Jak on chce dzieci, a ona nie, to jedno z nich powinno dorosnąć i po prostu się rozstać, bo nie ma co się męczyć. I koleżanka też może taką decyzję podjąć zamiast oczekiwać, że facet się dopasuje. Jak nie chcesz, to nikt nie ma prawa Cię do tego zmuszać.
I jak najbardziej istnieją faceci, którzy się dzieckiem zajmą, ugotują, wypiorą czy co tam jeszcze
tylko trzeba poszukać.
Cała reszta to Twoje przekonania, w których albo możesz się okopać, albo możesz wreszcie zza nich wyjść i pozwolić sobie na życie bez lęku, bo to tak jakby dziecka nie wypuszczać z domu, bo zły pan na ulicy na pewno je zabierze albo sprzeda mu narkotyki.
Niektóre przekonanie mogą wynikać z leków, a inne są częścią nas. Ja nigdy dzieci nie chciałam i cieszę się, że nie mam. To był mój wybór, nie jakieś tam przekonania, za którymi się okopałam. Nie uważam, że powinnam spróbować i się przekonać jak to jest mieć dziecko. Nie uważam, że powinnam walczyć ze swoim przekonaniem, bo jest rzekomo złe.
Jeśli kobieta boi się rodzić, boi się samotnego macierzyństwa, ale chciałaby mieć dzieci, to można próbować terapii itp., ale jeśli niechęć do posiadania potomstwa jest niechęcią, częścią nas, to nie ma sensu próbować się przełamać i mieć dziecko wbrew sobie bo tak trzeba.
Nikomu nie piszę, że powinien spróbować i się przekonać, napisałam, że sporo się zmienia jak się dziecko urodzi, a Autorka przekonana do końca chyba nie jest, skoro kolejny temat szuka potwierdzenia swoich tez
A jeżeli brak chęci wynika z kiepskich rodziców i przekonań na temat partiarchatu czy obcych dzieci, to akurat to jest jak najbardziej do przepracowania, bo to może trochę zmienić myślenie. Nie mówię, że od razu trzeba potem iść rodzić, ale przerobienie tego może być uwalniające tak ogólnie życiowo. I tego jej życzę. A potem znalezienia normalnego, wspierającego faceta, który nie będzie ucieleśnieniem patriarchatu, tylko pokaże jej, jak wygląda normalne partnerstwo.
Lady Loka
Jeżeli można zapytać, "wpadka" bo był spontan i "jakoś to będzie" czy antykoncepcja nie zadziałała? Bo dziwne jest to żeby w dzisiejszych czasach gdy kobieta nie chce zajść w ciąże to w nią zaszła.
Co do tematu dzieci: Twierdziłem że : nigdy, w żadnym wypadku, za nic w świecie, to nie dla mnie, nie i koniec.
Dopóki nie spotkałem tej jedynej, miłości mojego życia. Przed spotkaniem jej uważałem też że, te teksty o drugiej połówce, bratniej duszy, powierniczce, zjednoczeniu się itp to tylko puste frazesy które wciska nam Disney.
Myliłem się.
Miałem bardzo wygodne życie: Swój własny dom, zaprojektowany i urządzony pode mnie (typowa męska jaskinia( wiec bardzo dużo trzeba było zmieniać)).
elastyczne godziny pracy,dobre zarobki,cały wolny czas dla siebie.
Pełen luz i swoboda.
Az spotkałem swoja żonę. Wdowę która wychowywała 5 letniego syna.
Nigdy nie sadziłem że wejdę w taka relacje: wdowa,dziecko, bezpłodna,rodzice zmarłego męża bardzo obecni w życiu wnuka itp. Historia bardzo ciekawa i pełna dziwnych zdążeń, może kiedyś tu ja opisze.
Czy żałuje: Ani razu nie przeszło mi to przez myśl, uważam wręcz ze nic lepszego w życiu mnie nie spotkało.
Ja bym w ogóle nie chciał i nie mam. Uważam to za niepotrzebny problem plus wychowanie dzisiaj pochłania zbyt wiele czasu. No i uważam, że chęć posiadania dzieci jest dość egocentryczna zachcianką.
Mam podobne myślenie, a mi kiedyś ktoś na innym forum powiedział, że te powody, dla których dzieci nie chcę są egoistyczne. Szczególnie, że ludzi na świecie jest dużo więcej, niż kiedykolwiek wcześniej i ja bym się zaczęła martwić o zanieczyszczenie środowiska i coraz mniej zasobów, a nie o słaby przyrost
jakis_czlowiek napisał/a:Be. napisał/a:No i uważam, że chęć posiadania dzieci jest dość egocentryczna zachcianką.
Ale w sumie niezbędną, by przetrwał rodzaj ludzki. Więc czy serio można to nazwać egocentryczną zachcianką? To już raczej zależy od konkretnych motywacji.
Nie obawiałabym się o przetrwanie rodzaju ludzkiego. Raz, że większość osób chce mieć dzieci. Dwa, że w tej chwili nasza planeta jest w takim stanie, że dobrze by jej zrobiło zmniejszenie populacji.
Dokładnie
Wiesz co, ja nie jestem chyba dobrym przykładem na wspomnienia o porodzie, bo urodziłam przedwcześnie w 22tc. Fakt, że skurcze miałam 3 dni i bolały potwornie, ale wszyscy mi mówią, że to dlatego, żw moje ciało nie było na nie gotowe i że poród w terminie boli mniej. Rodziłam naturalnie, chociaż chcieli mnie ciąć, jakby coś się dziecku stało. Ale gdyby mnie cięli to potem już miałabym za dużą bliznę na macicy i kolejna ciąża byłaby ryzykiem dla mnie.
Jeżeli chodzi za to o sam szpital, to leżałam 3 dni na porodówce i nie mogę złego słowa powiedzieć ani o personelu ani o warunkach. Ja leżałam przez te 3 dni, miałam zakaz wstawania i wszystkie położne bardzo o mnie dbały. Teraz trochę żałuję, że w ciąży narzekałam zamiast się cieszyć, bo w sumie to nie był taki zły stan. Jak już skończyły się mdłości to było całkiem przyjemnie, a brak okresu przez kilka miesięcy też był spokoNatomiast w trakcie samego porodu pogorszyła mi się trochę wada wzroku, więc nie wiem czy z uwagi na to na następny raz nie poproszę o zaświadczenie do cesarki. Ale też mnie w sumie wbijanie igły w kręgosłup do cesarki przeraża bardziej niż poród sn, więc nie wiem jeszcze na co się zdecyduję.
A co do mężczyzn i koleżanek, to ja uważam, że nie ma co kogoś na siłę przekonywać. Jak on chce dzieci, a ona nie, to jedno z nich powinno dorosnąć i po prostu się rozstać, bo nie ma co się męczyć. I koleżanka też może taką decyzję podjąć zamiast oczekiwać, że facet się dopasuje. Jak nie chcesz, to nikt nie ma prawa Cię do tego zmuszać.
I jak najbardziej istnieją faceci, którzy się dzieckiem zajmą, ugotują, wypiorą czy co tam jeszcze
tylko trzeba poszukać.
22 tydzień? O jejku. A wszystko w porządku? Jak się czujesz? Czy z córką wszystko dobrze?
Cieszę się Twoim szczęściem <3
Ja ze względu na moją tokofobię tak czy siak starałabym się o skierowanie od psychiatry, albo po znajomości wzięła dała w łapę jakiemuś ginekologowi. Bo gdyby w Polsce była cesarka na życzenie to może bym się przełamała, a tak to panicznie się boję, że żadnego skierowania nie dostanę, ale boję się też porodów przedwczesnych, bo nawet jak się załatwi cc w prywatnym szpitalu, a będzie poród przedwczesny to wywalają wtedy do państwowego szpitala. To mnie przeraża, a jak sama widzisz- nie każda ciążą jest w terminie
A myślisz o drugim dziecku?
Lady Loka napisał/a:Cała reszta to Twoje przekonania, w których albo możesz się okopać, albo możesz wreszcie zza nich wyjść i pozwolić sobie na życie bez lęku, bo to tak jakby dziecka nie wypuszczać z domu, bo zły pan na ulicy na pewno je zabierze albo sprzeda mu narkotyki.
Niektóre przekonanie mogą wynikać z leków, a inne są częścią nas. Ja nigdy dzieci nie chciałam i cieszę się, że nie mam. To był mój wybór, nie jakieś tam przekonania, za którymi się okopałam. Nie uważam, że powinnam spróbować i się przekonać jak to jest mieć dziecko. Nie uważam, że powinnam walczyć ze swoim przekonaniem, bo jest rzekomo złe.
Jeśli kobieta boi się rodzić, boi się samotnego macierzyństwa, ale chciałaby mieć dzieci, to można próbować terapii itp., ale jeśli niechęć do posiadania potomstwa jest niechęcią, częścią nas, to nie ma sensu próbować się przełamać i mieć dziecko wbrew sobie bo tak trzeba.
Też prawda
Chociaż ja czasami się zastanawiam, czy ja faktycznie dzieci nie chcę, bo nie chcę, czy jest tego wynik tego, że mam złe wspomnienia z przeszłości, do tego jestem zawiedziona facetami i po prostu nie chcę podświadomie tych dzieci, bo przy nikim nie czuję się bezpiecznie
To też biorę pod uwagę
Nikomu nie piszę, że powinien spróbować i się przekonać, napisałam, że sporo się zmienia jak się dziecko urodzi, a Autorka przekonana do końca chyba nie jest, skoro kolejny temat szuka potwierdzenia swoich tez
![]()
A jeżeli brak chęci wynika z kiepskich rodziców i przekonań na temat partiarchatu czy obcych dzieci, to akurat to jest jak najbardziej do przepracowania, bo to może trochę zmienić myślenie. Nie mówię, że od razu trzeba potem iść rodzić, ale przerobienie tego może być uwalniające tak ogólnie życiowo. I tego jej życzę. A potem znalezienia normalnego, wspierającego faceta, który nie będzie ucieleśnieniem patriarchatu, tylko pokaże jej, jak wygląda normalne partnerstwo.
Też jest to prawda
ale jak mówię- nigdy przy żadnym mężczyźnie nie czułam się bezpiecznie, jestem nimi wręcz rozczarowana i to też powód, dla którego nie chcę dzieci. Bo nie chciałabym sobie robić dzieci z byle kim. Musiałby to być ktoś, kogo kocham, komu ufam i wiedziałabym, że mnie nie zostawi w trudnych chwilach. A jak dotąd to ja mam wrażenie, że musiałam się starać o chłopaków, na których mi zależało, wręcz za bardzo próbowałam się im przypodobać (zamiast oni się starać o mnie to ja o nich) i do tego jeszcze przeważnie nie wychodziło i dlatego teraz jestem po prostu zniechęcona tym wszystkim. Zwykły związek kojarzy mi się z czymś ciężkim i z rozczarowaniem (bo to zawsze czułam tuż po tym, jak byłam zakochana)
Więc fakt, wszystko moze się zmienić
Ale na ten moment nie widzę siebie jako matki w przyszłości
19 2022-05-02 14:09:01 Ostatnio edytowany przez jakis_czlowiek (2022-05-02 14:56:48)
EDIT: Już nieaktualne
Be. napisał/a:Ja bym w ogóle nie chciał i nie mam. Uważam to za niepotrzebny problem plus wychowanie dzisiaj pochłania zbyt wiele czasu. No i uważam, że chęć posiadania dzieci jest dość egocentryczna zachcianką.
Mam podobne myślenie, a mi kiedyś ktoś na innym forum powiedział, że te powody, dla których dzieci nie chcę są egoistyczne. Szczególnie, że ludzi na świecie jest dużo więcej, niż kiedykolwiek wcześniej i ja bym się zaczęła martwić o zanieczyszczenie środowiska i coraz mniej zasobów, a nie o słaby przyrost
CatLady napisał/a:jakis_czlowiek napisał/a:Ale w sumie niezbędną, by przetrwał rodzaj ludzki. Więc czy serio można to nazwać egocentryczną zachcianką? To już raczej zależy od konkretnych motywacji.
Nie obawiałabym się o przetrwanie rodzaju ludzkiego. Raz, że większość osób chce mieć dzieci. Dwa, że w tej chwili nasza planeta jest w takim stanie, że dobrze by jej zrobiło zmniejszenie populacji.
Dokładnie
Lady Loka napisał/a:Wiesz co, ja nie jestem chyba dobrym przykładem na wspomnienia o porodzie, bo urodziłam przedwcześnie w 22tc. Fakt, że skurcze miałam 3 dni i bolały potwornie, ale wszyscy mi mówią, że to dlatego, żw moje ciało nie było na nie gotowe i że poród w terminie boli mniej. Rodziłam naturalnie, chociaż chcieli mnie ciąć, jakby coś się dziecku stało. Ale gdyby mnie cięli to potem już miałabym za dużą bliznę na macicy i kolejna ciąża byłaby ryzykiem dla mnie.
Jeżeli chodzi za to o sam szpital, to leżałam 3 dni na porodówce i nie mogę złego słowa powiedzieć ani o personelu ani o warunkach. Ja leżałam przez te 3 dni, miałam zakaz wstawania i wszystkie położne bardzo o mnie dbały. Teraz trochę żałuję, że w ciąży narzekałam zamiast się cieszyć, bo w sumie to nie był taki zły stan. Jak już skończyły się mdłości to było całkiem przyjemnie, a brak okresu przez kilka miesięcy też był spokoNatomiast w trakcie samego porodu pogorszyła mi się trochę wada wzroku, więc nie wiem czy z uwagi na to na następny raz nie poproszę o zaświadczenie do cesarki. Ale też mnie w sumie wbijanie igły w kręgosłup do cesarki przeraża bardziej niż poród sn, więc nie wiem jeszcze na co się zdecyduję.
A co do mężczyzn i koleżanek, to ja uważam, że nie ma co kogoś na siłę przekonywać. Jak on chce dzieci, a ona nie, to jedno z nich powinno dorosnąć i po prostu się rozstać, bo nie ma co się męczyć. I koleżanka też może taką decyzję podjąć zamiast oczekiwać, że facet się dopasuje. Jak nie chcesz, to nikt nie ma prawa Cię do tego zmuszać.
I jak najbardziej istnieją faceci, którzy się dzieckiem zajmą, ugotują, wypiorą czy co tam jeszcze
tylko trzeba poszukać.
22 tydzień? O jejku. A wszystko w porządku? Jak się czujesz? Czy z córką wszystko dobrze?
Cieszę się Twoim szczęściem <3
Ja ze względu na moją tokofobię tak czy siak starałabym się o skierowanie od psychiatry, albo po znajomości wzięła dała w łapę jakiemuś ginekologowi. Bo gdyby w Polsce była cesarka na życzenie to może bym się przełamała, a tak to panicznie się boję, że żadnego skierowania nie dostanę, ale boję się też porodów przedwczesnych, bo nawet jak się załatwi cc w prywatnym szpitalu, a będzie poród przedwczesny to wywalają wtedy do państwowego szpitala. To mnie przeraża, a jak sama widzisz- nie każda ciążą jest w terminieA myślisz o drugim dziecku?
CatLady napisał/a:Lady Loka napisał/a:Cała reszta to Twoje przekonania, w których albo możesz się okopać, albo możesz wreszcie zza nich wyjść i pozwolić sobie na życie bez lęku, bo to tak jakby dziecka nie wypuszczać z domu, bo zły pan na ulicy na pewno je zabierze albo sprzeda mu narkotyki.
Niektóre przekonanie mogą wynikać z leków, a inne są częścią nas. Ja nigdy dzieci nie chciałam i cieszę się, że nie mam. To był mój wybór, nie jakieś tam przekonania, za którymi się okopałam. Nie uważam, że powinnam spróbować i się przekonać jak to jest mieć dziecko. Nie uważam, że powinnam walczyć ze swoim przekonaniem, bo jest rzekomo złe.
Jeśli kobieta boi się rodzić, boi się samotnego macierzyństwa, ale chciałaby mieć dzieci, to można próbować terapii itp., ale jeśli niechęć do posiadania potomstwa jest niechęcią, częścią nas, to nie ma sensu próbować się przełamać i mieć dziecko wbrew sobie bo tak trzeba.
Też prawda
Chociaż ja czasami się zastanawiam, czy ja faktycznie dzieci nie chcę, bo nie chcę, czy jest tego wynik tego, że mam złe wspomnienia z przeszłości, do tego jestem zawiedziona facetami i po prostu nie chcę podświadomie tych dzieci, bo przy nikim nie czuję się bezpiecznie
To też biorę pod uwagęLady Loka napisał/a:Nikomu nie piszę, że powinien spróbować i się przekonać, napisałam, że sporo się zmienia jak się dziecko urodzi, a Autorka przekonana do końca chyba nie jest, skoro kolejny temat szuka potwierdzenia swoich tez
![]()
A jeżeli brak chęci wynika z kiepskich rodziców i przekonań na temat partiarchatu czy obcych dzieci, to akurat to jest jak najbardziej do przepracowania, bo to może trochę zmienić myślenie. Nie mówię, że od razu trzeba potem iść rodzić, ale przerobienie tego może być uwalniające tak ogólnie życiowo. I tego jej życzę. A potem znalezienia normalnego, wspierającego faceta, który nie będzie ucieleśnieniem patriarchatu, tylko pokaże jej, jak wygląda normalne partnerstwo.
Też jest to prawda
ale jak mówię- nigdy przy żadnym mężczyźnie nie czułam się bezpiecznie, jestem nimi wręcz rozczarowana i to też powód, dla którego nie chcę dzieci. Bo nie chciałabym sobie robić dzieci z byle kim. Musiałby to być ktoś, kogo kocham, komu ufam i wiedziałabym, że mnie nie zostawi w trudnych chwilach. A jak dotąd to ja mam wrażenie, że musiałam się starać o chłopaków, na których mi zależało, wręcz za bardzo próbowałam się im przypodobać (zamiast oni się starać o mnie to ja o nich) i do tego jeszcze przeważnie nie wychodziło i dlatego teraz jestem po prostu zniechęcona tym wszystkim. Zwykły związek kojarzy mi się z czymś ciężkim i z rozczarowaniem (bo to zawsze czułam tuż po tym, jak byłam zakochana)
Więc fakt, wszystko moze się zmienić
Ale na ten moment nie widzę siebie jako matki w przyszłości
Wybaczcie ale argumentacja "Dla dobra planety" jest śmieszna.
Przypomina mi sie wycieczka do Kanady do Toronto gdzie prawie na każdym rogu wisiał plakat z białą kobietą i białym dzieckiem z dopiskiem
"Najlepsze co możesz dać swojemu dziecku to nie dawać mu rodzeństwa" zaznaczyłem 2x bały ponieważ gdyby tam byli ludzi innego koloru skóry to zaraz był by Aj waj waj, ze rasizm,supremacja białych i szatan jeden wie co tam jeszcze by wymienili.
Europa wymiera, takie są fakty. I te niby kryzysy klimatyczne ( polecam raport ONZ do przeczytania, w skrócie: katastrof klimatycznych jest coraz mniej, są słabsze a poprzez podniesienie się średniej temperatur więcej ludzi uratowało życie niż straciło) czyli kompletnie coś innego niż to co słyszymy w mediach. Polecam tez przeczytać " Raport Rzymski" tez bardzo dużo mówi o środowisko naukowym.
Powtórzę jeszcze raz: "kryzys" klimatyczny będzie niczym przy kryzysie demograficznym.
Jak będzie trzeba czekać kilka tyg na naprawę sieci energetycznej albo wodnej bo nie będzie ludzie to będzie płacz, że już o opiece na starość i emeryturach nie wspomnę bo tego w ogóle dzisiejsi 20 latkowie nie zobaczą na oczy.
Sytuacja w krajach zachodnich pokazuje ze emigracja z "orientu" nie tylko nie polepszyła sytuacji ale ją pogorszyła bo większość z nich pracować nie chce.
Ten sam problem z zanieczyszczeniem: W Europie i USA nie ma mowy o wyrzucaniu nieczystości czy śmieci do rzek i oceanów ( pominę awarie i debili śmiecących na własna rękę) natomiast w Azji czy Afryce dochodzi do sytuacji że śmieciarki wyrzucają swoją zawartość wprost do rzek. No ale to my Europejczycy mamy płacić za sprzątanie oceanów.
Szeptuch - u mnie to było tak, że lekarze mi mówili, że nie zajdę w ciążę z powodów zdrowotnych. Generalnie każdy lekarz, który mnie widzi diagnozuje mi PCOS na podstawie tego, że mam mocne i ciemne owłosienie na ciele
parajona, po prostu jestem brunetką, mój tata ma czarne włosy, siłą rzeczy mam więc ciemne włoski np. na rękach. Teraz już wiem, że nic mi nie jest.
No i z uwagi na to co mówili do ślubu się jeszcze zabezpieczaliśmy dla pewności, a po ślubie stwierdziliśmy, że yolo, bo po co mamy się przejmować, skoro i tak nie zajdę w ciążę.
I efekt był taki, że miesiąc po ślubie ciąża się pojawiła.
Tyle, że ja nie byłam jakąś mega antyfanką dzieci, po prostu przetrawiłam w sobie to, że ich nie będzie, przeżyłam to, że nie będę matką nigdy i w sumie dlatego ciąża mnie niespecjalnie cieszyła.
Yellow - możesz wpaść do mojego ostatniego tematu
Młoda żyła dwa dni.
Chciałabym zajść w drugą ciążę jeszcze w tym roku, ale zobaczę, co mi lekarz powie na kontroli za tydzień, bo musi mi maksymalnie odpocząć organizm, żeby maksymalnie zminimalizować ryzyko kolejnego przedwczesnego porodu.
Swoją drogą sam poród w tym 22 tc nie był jakąś traumą
pozz skurczami. Młoda miała główkę tak małą, że nawet nie poczułam, żebym się rozciągała.
Lady Loka.
Przeczytałem twój temat o stracie dziecka i ogromnie Ci współczuje. Żadna rodzina nigdy nie powinna przez to przechodzić. Poczekaj no opinie lekarza i na wszelki wypadek zaczerpnij jeszcze innej aby miec komfort psychiczny.
Jeżeli mogę coś Ci doradzić ( mimo ze nie mam żadnych kompetencji) to nie wsłuchiwał bym się tak w opinie psychoterapeutów. Oczywiście dobrze ze do nich chodzisz ale (moim zdaniem) wszystko co tam usłyszysz, przeanalizuj sobie zawsze na spokojnie z mężem w domu. Pamiętam gdy moja żona powiedziała mi że nie będzie mogła mi dać dziecka bo przy pierwszym porodzie doszło do komplikacji i usunęli jej macice. Dopiero z czasem i sprawdzeniu chyba z 15 psychologów ( dramat znaleźć takiego co by się nadawał do czegokolwiek) natrafiamy na takiego który pomógł zonie , może nie tyle żonie co mi w tym aby mój głos dotarł do niej. Że pomimo tego ze nasz syn nie jest moim biologicznym dzieckiem to jest moim synem.
23 2022-05-02 17:31:30 Ostatnio edytowany przez blueangel (2022-05-02 17:50:46)
mam podobne zdanie. mezczyzni chca dzieci, pewnie glownie dlatego, ze wiekszosc spada wlasnie na kobiete.
ALE ich tokiem myslenia, jesli nie po to, zeby miec dzieci i rodzine topo co maja sie zenic? np mojej kuzynki facet tak powiedzial, ze albo dziecko albo sie rozstaja.
itu przyznam im racje. przeciez zeby spotykac sie z kobieta, np na seks czy wyjsc d o kina nie musza sie zenic. moga je sobie zmieniac (hipotetycznie, oczywiscie nie ejstem za) co tydzien. po co sie wiazac? ano po to, zeby miec rodzine. inaczej po co mu zobowiazania wobec kobiety tak jak tobie nie pasuja zobowiazania wobec dziecka.
jesli facet chce, a ty nie to normalne, ze se poszuka taka, ktora tez bedzie miala ten sam cel. nie mozna miec do niego pretensji. przynajmniej ja to jak najbardziej rozumiem, bo ma do tego prawo.
natomiast jesli jakis nie chce dzieci to lepiej mu byc wolnym strzelcem, po comu zobowiazania. zwlaszcza w tych czasach?
a jesli ty nie chcesz to nie miej, po co dziecko ma sie meczyc? ty zreszta tez. badz sama. w zyciu trzeba dokonac wyboru. nie mozna miec wszystkiego.
"A faceci są różni, jedno chcą dzieci, inni nie. Ważne, żeby ustalić to na początku i nie liczyć na to, że jemu, bądź Tobie się odmieni"
-tylko ze sporej czesci nich sie kiedys zmienia, a jesli trafi na takiego ona juz pewnie nie bedzie mogla, a on se poszuka mlodszej, taka ktora moze.
ja jestem singielka, m.in. wlasnie dlatego, ze wiem, ze choc mam juz jedno i bardzo je kocham to wiecej miec nie chce (zdecydowalabym sie, gdyby byla mniejsza roznica wieku i kilka innych powodow).a ze jedno mam to i tak juz nie jestem sama xD nie zaluje, bo jak bylo mniejsze czasemdalo w kosc, alejak sie patrzysz jak spi taki aniolek albo sie usmiecha to i tak ci wszystko przechodzi. calkiem nie miec tez sobie nie wyobrazam. poprostu jedno mi starczy.
2. Jestem introwertykiem i osobą wysoko wrażliwą. Lubię ciszę, spokój, płacz dziecka doprowadza mnie do szału
3. Nigdy nie rozczulał mnie widok dzieci, wręcz przeciwnie
Moja diagnoza brzmi, że ty zwyczajnie jesteś przewrażliwioną na swoim punkcie egoistką, a nie osobą wrażliwą. To tak jak w tym popularnym w środowiskach medycznych kawale "pani zdała, a pani się zdawało..".
YellowStar napisał/a:2. Jestem introwertykiem i osobą wysoko wrażliwą. Lubię ciszę, spokój, płacz dziecka doprowadza mnie do szału
3. Nigdy nie rozczulał mnie widok dzieci, wręcz przeciwnieMoja diagnoza brzmi, że ty zwyczajnie jesteś przewrażliwioną na swoim punkcie egoistką, a nie osobą wrażliwą. To tak jak w tym popularnym w środowiskach medycznych kawale "pani zdała, a pani się zdawało..".
Na szczęście nie jesteś lekarzem, snake, żeby tu stawiać diagnozy.
Nie każda kobieta nadaje się do macierzyństwa, nie każda chce być matką i całe szczęście nie każda musi nią być.
Nie musisz tutaj obrażać nikogo z tego powodu. W jaki sposób decyzja o nieposiadaniu dzieci jest egoistyczna?
Wątek nie jest o 'każdej kobiecie' tylko ma konkretną Autorkę, która całkiem wylewnie się przedstawiła. I z jej opisu samej siebie i jej wizji świata jasno widać że ma mega problem ze sobą i postrzeganiem ludzi, zdarzeń i relacji.
Deklarowana niechęć do dzieci jest tylko pretekstem do zamanifestowania iście nastoletniego buntu.
Moja diagnoza brzmi, że ty zwyczajnie jesteś przewrażliwioną na swoim punkcie egoistką, a nie osobą wrażliwą. To tak jak w tym popularnym w środowiskach medycznych kawale "pani zdała, a pani się zdawało..".
Przesada Snake. Egoista oczekuje od innych, że będą spełniać jego zachcianki , dbać o niego i usługiwać mu, i wykorzystuje do tego podobną retorykę.
Dbanie o swoje podstawowe potrzeby dające szczęście jest obowiązkiem. Ludzie powinni żyć tak, żeby cieszyli się życiem, i byli na tyle świadomi, żeby wiedzieli co sprawia im życiową satysfakcję. Życie wbrew sobie na pewno nikomu nie przyniesie szczęścia.
Jak się chce ludzi wykorzystać, to się im narzuca jakieś zasady w imię wyimaginowanego dobra cudzego, i mówi, że tak postępuje dobry człowiek/syn/córka/obywatel/katolik i wstaw co tam jeszcze chcesz. Tresura przez wzbudzanie winy,ładniej nazywana socjalizacją.
Co do potomstwa, to uważam, że ludzie często upatrują w tym sposobu na scementowanie związku. Bo dzieci wiążą bardziej niż ślub, nawet gdy para się rozstanie. Twierdzą też, że życie z dziećmi jest bogatsze, więcej się dzieje, nie grozi nuda itp.
Kierując się tym kryterium, najczęściej pragną dziecka z osobą, którą chcą przy sobie zatrzymać, natomiast bronią się przed dzieckiem z osobą, z którą nie wiążą długiej przyszłości.
Bezspornym faktem jest, że dziecko najbardziej obciąża kobietę, bo społeczeństwo nakłada na nią te obowiązki. Nawet jeśli uważamy, że oboje powinni się dzieckiem w równym stopniu opiekować, to przy tych samych zaniedbaniach ( choroba, złe stopnie w szkole, brudne ubranie czy złe odżywienie) rozliczana jest głównie matka " gdzie była matka!" a ojciec jakoś tak spokojnie jest usprawiedliwiany, no wiadomo, to przecież chłopak, nie musi się znać. Dlatego kobiety coraz częściej nie chcą brać na siebie takiego obciążenia. Korzyści z posiadania potomstwa są znacznie mniejsze niż straty.
Jeśli nie chcesz mieć dzieci jesteś jak najbardziej OK. To Twoje życie i możesz je tak przeżyć, jak dla Ciebie najlepiej.
Ziemia jest przeludniona, a ilość ludzi na globie rośnie w zastraszającym tempie. Można popatrzeć jak szybki mamy przyrost w źródłach:
w 1820 roku żył na ziemi miliard ludzi
w 1930 - dwa miliardy
w 1974 - cztery miliardy
w 2021 - osiem miliardów ( dokładnie 7,9)
więc teorie, że ludzie wyginą można między bajki włożyć.
Co do potomstwa, to uważam, że ludzie często upatrują w tym sposobu na scementowanie związku..
Akurat to związek jest narzędziem do posiadania dzieci a nie odwrotnie, więc mylisz przyczynę ze skutkiem.
Bezspornym faktem jest, że dziecko najbardziej obciąża kobietę, bo społeczeństwo nakłada na nią.
Oj spornym i to mocno. W zdrowo funkcjonującej rodzinie funkcje ojca i matki są równie absorbujące, chociaż inne.
To, że na tym forum zmienienie pieluchy jest sakralizowane, a zarobienie na tę pieluchę nie - to urok forum, a nie emanacja stanu faktycznego.
A tzw. 'społeczeństwo' jako takie, to twór na wskroś abstrakcyjny, który nie ma zdania, niczego od nikogo nie wymaga ani nie oczekuje. I nic nie nakłada.
Wątek nie jest o 'każdej kobiecie' tylko ma konkretną Autorkę, która całkiem wylewnie się przedstawiła. I z jej opisu samej siebie i jej wizji świata jasno widać że ma mega problem ze sobą i postrzeganiem ludzi, zdarzeń i relacji.
Deklarowana niechęć do dzieci jest tylko pretekstem do zamanifestowania iście nastoletniego buntu.
Ja tego tak nie widzę.
Autorka ma niektóre poglądy podobne do moich, ma też swoje indywidualne doświadczenia życiowe, na których opiera dalsze decyzje. Moim zdaniem dobrze, że mysli logicznie, zastanawia się zanim podejmie decyzję, zamiast robić coś bo wszyscy tak robią, bo wypada, bo trzeba, bo kobieta powinna, bo egoizm i diabli wiedzą co jeszcze.
Nie wiem, czy autorka podała swój wiek, ale chyba jest dorosła. Raczej możemy założyć, że nastoletni bunt na za sobą. Nie rozumiem dlaczego osobom które mają odmienne zdanie na jakiś temat odbiera się zdolność do racjonalnego myślenia? Czy skoro ona albo ja nie chcemy dzieci to od razu jesteśmy albo zbuntowane, zwariowane albo egoistki czy potrzebujemy terapii?
30 2022-05-02 21:27:06 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2022-05-02 21:27:37)
noben co Ty wymyślasz do moich cytatów? Po pierwsze ja nie pisałam o żadnym społeczeństwie, po drugie poszukaj sobie definicji społeczeństwa zanim coś na ten temat napiszesz.
Ja piszę o spoiwie, Ty o narzędziach - przecież to dwie zupełnie różne rzeczy.
Nietrudno zrozumieć, że się nie zrozumiałyśmy ![]()
Sama mam 30 lat i dzieci nigdy miec nie będę. Nie odmieni mi się, poglądy mam stałe. Jestem antynatalistką i posiadanie potomstwa w obecnej katastrofie klimatyczne, która wg mnie jest nieuchronna, jest najczystszą formą egoizmu. Świadomosć, ze dziecko może nie mieć wody pitnej i umrzeć z pragnienia jest dla mnie okropną myślą. Ale może ci rozmnażajacy się o tym nie myślą. Marzę o tym, żeby w PL były dostępne legalnie metody trwalego ubezplodnienia dla kobiet.
Myślę, że mężczyznom latwiej jest zdecydować się na dziecko, nie oni co do zasady ponoszą fizyczne i biologiczne następstwa ciązy i porodu, no i też mogą więcej korzyści czerpac z patriarchatu w dogodnej dla siebie sytuacji. Oczywiście ktoś sie może ze mną nie zgadzac ![]()
Snake napisał/a:Moja diagnoza brzmi, że ty zwyczajnie jesteś przewrażliwioną na swoim punkcie egoistką, a nie osobą wrażliwą. To tak jak w tym popularnym w środowiskach medycznych kawale "pani zdała, a pani się zdawało..".
Przesada Snake. Egoista oczekuje od innych, że będą spełniać jego zachcianki , dbać o niego i usługiwać mu, i wykorzystuje do tego podobną retorykę.
Dbanie o swoje podstawowe potrzeby dające szczęście jest obowiązkiem. Ludzie powinni żyć tak, żeby cieszyli się życiem, i byli na tyle świadomi, żeby wiedzieli co sprawia im życiową satysfakcję. Życie wbrew sobie na pewno nikomu nie przyniesie szczęścia.
Jak się chce ludzi wykorzystać, to się im narzuca jakieś zasady w imię wyimaginowanego dobra cudzego, i mówi, że tak postępuje dobry człowiek/syn/córka/obywatel/katolik i wstaw co tam jeszcze chcesz. Tresura przez wzbudzanie winy,ładniej nazywana socjalizacją.Co do potomstwa, to uważam, że ludzie często upatrują w tym sposobu na scementowanie związku. Bo dzieci wiążą bardziej niż ślub, nawet gdy para się rozstanie. Twierdzą też, że życie z dziećmi jest bogatsze, więcej się dzieje, nie grozi nuda itp.
Kierując się tym kryterium, najczęściej pragną dziecka z osobą, którą chcą przy sobie zatrzymać, natomiast bronią się przed dzieckiem z osobą, z którą nie wiążą długiej przyszłości.
Bezspornym faktem jest, że dziecko najbardziej obciąża kobietę, bo społeczeństwo nakłada na nią te obowiązki. Nawet jeśli uważamy, że oboje powinni się dzieckiem w równym stopniu opiekować, to przy tych samych zaniedbaniach ( choroba, złe stopnie w szkole, brudne ubranie czy złe odżywienie) rozliczana jest głównie matka " gdzie była matka!" a ojciec jakoś tak spokojnie jest usprawiedliwiany, no wiadomo, to przecież chłopak, nie musi się znać. Dlatego kobiety coraz częściej nie chcą brać na siebie takiego obciążenia. Korzyści z posiadania potomstwa są znacznie mniejsze niż straty.Jeśli nie chcesz mieć dzieci jesteś jak najbardziej OK. To Twoje życie i możesz je tak przeżyć, jak dla Ciebie najlepiej.
Ziemia jest przeludniona, a ilość ludzi na globie rośnie w zastraszającym tempie. Można popatrzeć jak szybki mamy przyrost w źródłach:
w 1820 roku żył na ziemi miliard ludzi
w 1930 - dwa miliardy
w 1974 - cztery miliardy
w 2021 - osiem miliardów ( dokładnie 7,9)
więc teorie, że ludzie wyginą można między bajki włożyć.
Przeludnienie to jest mit. Nie rozumiesz faktu że nie ma znaczenia ilość ludzi tylko dostęp do surowców, które tez wbrew pozorą nie maja ograniczę. Jedynym ogranicznikiem ludzkości jest nasza wyobraźnia, i nic więcej.
Wyobraź sobie ze jesteś takim Japończykiem. wycięłaś wszystkie drzewa na wyspie,nie ma czym palić w piecu w zimę...az tu nagle pojawia się torf, potem węgiel, potem ropa, i na końcu atom. Gdy kończą się jedne surowce to zawsze opracowujemy technologie która pozwala iść naprzód.
Bardzo polecam poczytać krotki artykuł:
Snake napisał/a:YellowStar napisał/a:2. Jestem introwertykiem i osobą wysoko wrażliwą. Lubię ciszę, spokój, płacz dziecka doprowadza mnie do szału
3. Nigdy nie rozczulał mnie widok dzieci, wręcz przeciwnieMoja diagnoza brzmi, że ty zwyczajnie jesteś przewrażliwioną na swoim punkcie egoistką, a nie osobą wrażliwą. To tak jak w tym popularnym w środowiskach medycznych kawale "pani zdała, a pani się zdawało..".
Na szczęście nie jesteś lekarzem, snake, żeby tu stawiać diagnozy.
Nie każda kobieta nadaje się do macierzyństwa, nie każda chce być matką i całe szczęście nie każda musi nią być.
Nie musisz tutaj obrażać nikogo z tego powodu. W jaki sposób decyzja o nieposiadaniu dzieci jest egoistyczna?
W ogóle nie odniosłem się do jej chęci do posiadania czy nie posiadania dzieci. Jeśli już zaczęłaś wytaczać wielkie armaty, to możesz je zatoczyć z powrotem.
Osoba wrażliwa z definicji jest osobą empatyczną, odczuwającą i reagującą na określone bodźce, w tym społeczne.
Stąd moja diagnoza, że przewrażliwienie na własnym punkcie pomyliła z potocznym znaczeniem słowa wrażliwość.
Konsekwencją tego jest to, że jej problemem nie jest to czy chce mieć dzieci ale ta wspomniana cecha charakterologiczna. No ale mnie to ganz pomada, wrócę tu za trzy tygodnie, trzy miesiące, trzy lata i dalej będziecie wałkować, że to przez niechęć do dzieci.
To tylko tyle w tym temacie, bo czasem coś mnie nachodzi żeby się wam kobitkom wtrącić w te wasze dyskusje z d...., gdzie Księżyc mylicie z jego odbiciem w brudnej kałuży ![]()
34 2022-05-02 21:42:42 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2022-05-02 21:48:02)
Sama mam 30 lat i dzieci nigdy miec nie będę. Nie odmieni mi się, poglądy mam stałe. Jestem antynatalistką i posiadanie potomstwa w obecnej katastrofie klimatyczne, która wg mnie jest nieuchronna, jest najczystszą formą egoizmu. Świadomosć, ze dziecko może nie mieć wody pitnej i umrzeć z pragnienia jest dla mnie okropną myślą. Ale może ci rozmnażajacy się o tym nie myślą. Marzę o tym, żeby w PL były dostępne legalnie metody trwalego ubezplodnienia dla kobiet.
Myślę, że mężczyznom latwiej jest zdecydować się na dziecko, nie oni co do zasady ponoszą fizyczne i biologiczne następstwa ciązy i porodu, no i też mogą więcej korzyści czerpac z patriarchatu w dogodnej dla siebie sytuacji. Oczywiście ktoś sie może ze mną nie zgadzac
Nie ma żadnej katastrofy klimatycznej odsyłam do raportu ONZ. Klęsk żywiołowych jest coraz mniej,są słabsze i lepiej sobie z nimi radzimy.
To że dałaś się tak zastraszyć i uważasz za egoistów ludzi chcących dzieci jest straszne i wiele mówi o tobie. Mam nadzieje że nie masz psa bo on produkuje większy ślad węglowy niż człowiek i wyszła byś na niezła hipokrytkę .
dodatkowo polecam poczytać " Raport Rzymski" : Najwybitniejszy naukowych ówczesnych czasów wieścili katastrofalne zalanie pól europy + brak ropy i gazu już do 2000 roku. Póki co Europa stoi
Tak jak pisałem "kryzys klimatyczny" będzie niczym w porównaniu z kryzysem demograficznym który bardzo zmieni nasze życie.
35 2022-05-02 21:48:25 Ostatnio edytowany przez kao_makao (2022-05-02 21:50:06)
kao_makao napisał/a:Sama mam 30 lat i dzieci nigdy miec nie będę. Nie odmieni mi się, poglądy mam stałe. Jestem antynatalistką i posiadanie potomstwa w obecnej katastrofie klimatyczne, która wg mnie jest nieuchronna, jest najczystszą formą egoizmu. Świadomosć, ze dziecko może nie mieć wody pitnej i umrzeć z pragnienia jest dla mnie okropną myślą. Ale może ci rozmnażajacy się o tym nie myślą. Marzę o tym, żeby w PL były dostępne legalnie metody trwalego ubezplodnienia dla kobiet.
Myślę, że mężczyznom latwiej jest zdecydować się na dziecko, nie oni co do zasady ponoszą fizyczne i biologiczne następstwa ciązy i porodu, no i też mogą więcej korzyści czerpac z patriarchatu w dogodnej dla siebie sytuacji. Oczywiście ktoś sie może ze mną nie zgadzacNie ma żadnej katastrofy klimatycznej odsyłam do raportu ONZ. Klęsk żywiołowych jest coraz mniej,są słabsze i lepiej sobie z nimi radzimy.
To że dałaś się tak zastraszyć i uważasz za egoistów ludzi chcących dzieci jest straszne i wiele mówi o tobie. Mam nadzieje że nie masz psa bo on produkuje większy ślad węglowy niż człowiek i wyszła byś na niezła hipokrytkę .
dodatkowo polecam poczytać " Raport Rzymski" : Najwybitniejszy naukowych ówczesnych czasów wieścili katastrofalne zalanie pól europy + brak ropy i gazu już do 2000 roku. Póki co Europa stoi
Hmmm, mam nadzieję, ze w wyniku trąby powietrznej i powodzi moje mieszkanie nie zostanie zniszczone. Widzę co się dzieje latem, jak latają mi przed oknami drzewa. Bezsnieżne zimy, susze. Ale pewnie "wydaje mi się", mam złe okulary ![]()
Zastanawiam się, czy nie warto zamieszkać np w Warszawie, czy tam nie ma więcej ludzi z takim podejściem jak moje
Nie wiem czy to kwestia tego miasta, ale nigdy nie spotkałam się z problemem z powodu mojej niechęci do dzieci. Wręcz przeciwnie, mężczyźni odbierają to jako plus, bo sami dzieci nie chcą. Może dlatego, że tych o konserwatywnych poglądach z marszu odsyłam na drzewo.
Dzieci są nudne i upierdliwe. Po co mam sobie niszczyć życie dzieckiem
Szeptuch napisał/a:kao_makao napisał/a:Sama mam 30 lat i dzieci nigdy miec nie będę. Nie odmieni mi się, poglądy mam stałe. Jestem antynatalistką i posiadanie potomstwa w obecnej katastrofie klimatyczne, która wg mnie jest nieuchronna, jest najczystszą formą egoizmu. Świadomosć, ze dziecko może nie mieć wody pitnej i umrzeć z pragnienia jest dla mnie okropną myślą. Ale może ci rozmnażajacy się o tym nie myślą. Marzę o tym, żeby w PL były dostępne legalnie metody trwalego ubezplodnienia dla kobiet.
Myślę, że mężczyznom latwiej jest zdecydować się na dziecko, nie oni co do zasady ponoszą fizyczne i biologiczne następstwa ciązy i porodu, no i też mogą więcej korzyści czerpac z patriarchatu w dogodnej dla siebie sytuacji. Oczywiście ktoś sie może ze mną nie zgadzacNie ma żadnej katastrofy klimatycznej odsyłam do raportu ONZ. Klęsk żywiołowych jest coraz mniej,są słabsze i lepiej sobie z nimi radzimy.
To że dałaś się tak zastraszyć i uważasz za egoistów ludzi chcących dzieci jest straszne i wiele mówi o tobie. Mam nadzieje że nie masz psa bo on produkuje większy ślad węglowy niż człowiek i wyszła byś na niezła hipokrytkę .
dodatkowo polecam poczytać " Raport Rzymski" : Najwybitniejszy naukowych ówczesnych czasów wieścili katastrofalne zalanie pól europy + brak ropy i gazu już do 2000 roku. Póki co Europa stoiHmmm, mam nadzieję, ze w wyniku trąby powietrznej i powodzi moje mieszkanie nie zostanie zniszczone. Widzę co się dzieje latem, jak latają mi przed oknami drzewa. Bezsnieżne zimy, susze. Ale pewnie "wydaje mi się", mam złe okulary
Nie,nie wydaje ci się. Po prostu nad interpretujesz sobie fakty. Powodzie były zawsze, wichura też. Tylko tyle ze teraz jest ich mniej. co do suszy to tez nie jest tak do końca.
W Polsce nie pada mniej deszczu,ba nawet więcej, zmieniła się jedynie częstotliwość opadów.
Polecam do analizy stronę instytutu meteorologii i gospodarki wodnej o opadach
https://klimat.imgw.pl/pl/climate-maps/ … 0/1/Winter
Co do "katastrofy klimatycznej" mógłbym zbudować tu wręcz artykuł bazując na raportach ONZ ale nie mam kilkunastu godzin na redakcje tego wiec polecam Ci do obejrzenia jak na "zmiany klimatu" patrzy ekonomista.
Ziemia jest przeludniona, a ilość ludzi na globie rośnie w zastraszającym tempie. Można popatrzeć jak szybki mamy przyrost w źródłach:
w 1820 roku żył na ziemi miliard ludzi
w 1930 - dwa miliardy
w 1974 - cztery miliardy
w 2021 - osiem miliardów ( dokładnie 7,9)
więc teorie, że ludzie wyginą można między bajki włożyć.
Rok 2022 pokazuje, że jednak nie.
Agnes76 napisał/a:Ziemia jest przeludniona, a ilość ludzi na globie rośnie w zastraszającym tempie. Można popatrzeć jak szybki mamy przyrost w źródłach:
w 1820 roku żył na ziemi miliard ludzi
w 1930 - dwa miliardy
w 1974 - cztery miliardy
w 2021 - osiem miliardów ( dokładnie 7,9)
więc teorie, że ludzie wyginą można między bajki włożyć.Rok 2022 pokazuje, że jednak nie.
Myślisz, że nagle umrą miliardy ludzi w 2022? Nie przypuszczam ![]()
Co się tyczy surowców, to ja się bardzo cieszę, że te, powiedzmy 7 miliardów ( nawet jakby nagle miliard ludzi zniknął) będzie miało na czym ugotować zupę. Jest tylko taki mały problem, na który zwracają specjaliści od klimatu, ze skurczą się tereny zdatne do zamieszkania i w ciągu następnych dziesięciu- dwudziestu lat z Afryki ruszy do Europy jakieś 100 milionów, w poszukiwaniu miejsca do życia. Kilka lat temu gdy fala uchodźców z Afryki i Azji przybijałam do europejskich portów Morza Śródziemnego było wielkie halo, a to był tyko ułamek tego co nas czeka. Tak że spokojnie, jeszcze długo nie będziemy szukać śladu ludzkiej stopy, przynajmniej nie z powodu malejącej liczby urodzeń.
Wybaczcie ale argumentacja "Dla dobra planety" jest śmieszna.
Przypomina mi sie wycieczka do Kanady do Toronto gdzie prawie na każdym rogu wisiał plakat z białą kobietą i białym dzieckiem z dopiskiem
"Najlepsze co możesz dać swojemu dziecku to nie dawać mu rodzeństwa" zaznaczyłem 2x bały ponieważ gdyby tam byli ludzi innego koloru skóry to zaraz był by Aj waj waj, ze rasizm,supremacja białych i szatan jeden wie co tam jeszcze by wymienili.
Europa wymiera, takie są fakty. I te niby kryzysy klimatyczne ( polecam raport ONZ do przeczytania, w skrócie: katastrof klimatycznych jest coraz mniej, są słabsze a poprzez podniesienie się średniej temperatur więcej ludzi uratowało życie niż straciło) czyli kompletnie coś innego niż to co słyszymy w mediach. Polecam tez przeczytać " Raport Rzymski" tez bardzo dużo mówi o środowisko naukowym.Powtórzę jeszcze raz: "kryzys" klimatyczny będzie niczym przy kryzysie demograficznym.
Jak będzie trzeba czekać kilka tyg na naprawę sieci energetycznej albo wodnej bo nie będzie ludzie to będzie płacz, że już o opiece na starość i emeryturach nie wspomnę bo tego w ogóle dzisiejsi 20 latkowie nie zobaczą na oczy.
Sytuacja w krajach zachodnich pokazuje ze emigracja z "orientu" nie tylko nie polepszyła sytuacji ale ją pogorszyła bo większość z nich pracować nie chce.
Ten sam problem z zanieczyszczeniem: W Europie i USA nie ma mowy o wyrzucaniu nieczystości czy śmieci do rzek i oceanów ( pominę awarie i debili śmiecących na własna rękę) natomiast w Azji czy Afryce dochodzi do sytuacji że śmieciarki wyrzucają swoją zawartość wprost do rzek. No ale to my Europejczycy mamy płacić za sprzątanie oceanów.
Dla mnie argumentacja "dla dobra planety" też była śmieszna, ale już wiem, czemu jej ludzie używają- bo im dzieciaci zarzucali egoizm i wygodę, więc ci wyciągnęli taki argument (który też nie jest bardzo nieprawdziwy- sprawdź, ile rozkłada się zwykła pielucha)
Owszem, Europa wymiera, Polska wymiera, ale czy nie o to chodzi rządzącym? Gdyby na prawdę chcieli zwiększyć dzietność to by dali kasę na wygodne porodówki, dali cesarki na życzenie, zezwolili by (paradoksalnie) na aborcje. A tak to rodzić naturalnie i to na NFZ to strach. Miałam na studiach zajęcia w szpitalu i czułam dyskomfort przechodząc korytarzem, a jakbym miała tam rodzić i pokonywać fobię to bym wolała się chyba zabić (nie żartuję). Wiem, że psychiatra może wypisać skierowanie na cc, ale co jeśli każdy powie, że to fanaberia i nikt nie będzie chciał? Albo były sytuacje, że psychiatra wypisał, a w państwowym szpitalu kobietę stresowali i musiała walczyć, żeby jej to jeszcze uznali, bo nie chcieli jej tego uznać. Prywatnie cc robią niby na życzenie, ale co jeśli nasze państwo wpadnie na pomysł, żeby ograniczyć liczbę cc i nałoży jakieś kary na szpitale prywatne aby temu zapobiec? Głupie, ale nie niemożliwe w naszym kraju. Do tego są szpitale prywatne, co robią cc na życzenie, wpisują lewe wskazania, ale od kogoś słyszałam, że jeśli zacznie się rodzić przedwcześnie, czy będą jakiekolwiek komplikacje, to wywalają cię na NFZ i martw się sama, a jak nie masz skierowania to rodzisz naturalnie na NFZ i mają gdzieś, że masz fobię, która może zagrozić życiu matki i dziecka. Już nie wspomnę, że cesarka prywatnie (i poród naturalny) to drogie przedsięwzięcia (ale z drugiej strony zdrowie i życie powinno być najważniejsze, a nie kilka tysięcy w tą czy w tamtą). Tak samo aborcje. Czytałam wypowiedzi kobiet, które bardzo dzieci chciały, ale napisały, że będą rezygnować, bo tak panicznie się boją, że coś się będzie działo, a je nie stać na wyjazd do jakiegoś Amsterdamu czy gdzieś. Dlatego rządy naszego państwa dążą do zmniejszenia urodzeń. Oni mają gdzieś to życie, co już powstanie.
A co emerytur to nigdy pewności nie ma. Moi rodzice bardzo dużo kasy przelali państwu. Nie jestem pewna, czy to nie są kwoty rzędu prawie miliona (ale ponad 600 tyś było z 10 lat temu i to tylko z firmy mamy). Moja mama jest kilka lat przed emeryturą, z problemami ze zdrowiem i jakby teraz chciała iść na emeryturę to ma 700zł. Tak więc robienie dzieci dla emerytur to nie żaden argument, bo trzeba i tak mieć odłożone swoje. A łatwiej to odłożyć nie mając dzieci
Szeptuch - u mnie to było tak, że lekarze mi mówili, że nie zajdę w ciążę z powodów zdrowotnych. Generalnie każdy lekarz, który mnie widzi diagnozuje mi PCOS na podstawie tego, że mam mocne i ciemne owłosienie na ciele
parajona, po prostu jestem brunetką, mój tata ma czarne włosy, siłą rzeczy mam więc ciemne włoski np. na rękach. Teraz już wiem, że nic mi nie jest.
No i z uwagi na to co mówili do ślubu się jeszcze zabezpieczaliśmy dla pewności, a po ślubie stwierdziliśmy, że yolo, bo po co mamy się przejmować, skoro i tak nie zajdę w ciążę.
I efekt był taki, że miesiąc po ślubie ciąża się pojawiła.Tyle, że ja nie byłam jakąś mega antyfanką dzieci, po prostu przetrawiłam w sobie to, że ich nie będzie, przeżyłam to, że nie będę matką nigdy i w sumie dlatego ciąża mnie niespecjalnie cieszyła.
Yellow - możesz wpaść do mojego ostatniego tematu
Młoda żyła dwa dni.
Chciałabym zajść w drugą ciążę jeszcze w tym roku, ale zobaczę, co mi lekarz powie na kontroli za tydzień, bo musi mi maksymalnie odpocząć organizm, żeby maksymalnie zminimalizować ryzyko kolejnego przedwczesnego porodu.Swoją drogą sam poród w tym 22 tc nie był jakąś traumą
pozz skurczami. Młoda miała główkę tak małą, że nawet nie poczułam, żebym się rozciągała.
E tam, lekarze często diagnozują zespół policystycznych jajników, gdzie potem kobiety rodzą zdrowe dzieci. Mojej mamie też tak mówił jakiś ogólnopolski specjalista endokrynolog, a ta po kilku tygodniach była w ciąży (ale to planowana ciąża akurat, rodzice się o mnie długo starali). Znajoma opowiadała, jak ginekolog mówił kobiecie, że nigdy mieć dzieci nie będzie, ta się przestała zabezpieczać a po 2 miesiącach zdziwiona trafiła do innego lekarza, w ciąży ![]()
Ale to takie anegdotki, taki odnośnik do pierwszego akapitu ![]()
Ciąża Cię nie cieszyła, bo nie była jakoś specjalnie wyczekana, zaskoczyła Cię
O matko, teraz doszłam do linijki, gdzie piszesz, młoda żyła 2 dni. Jejku, nie wiesz nawet, jak bardzo mi przykro ![]()
Aż mi się smutno zrobiło i o ile nie przepadam za dziećmi, to mam teraz świeczki w oczach, bo najgorszemu wrogowi nie życzę takiej tragedii
Jest mi bardzo przykro i nawet nie wiem, co mogę tu więcej napisać, bo nie ma żadnych słów, które mogłyby człowiekowi chyba pomóc w tej sytuacji ![]()
Czasami rodzą się wcześniaki po 20tc i przeżywają, ale to zależy właśnie od sytuacji
Jejku, bardzo, bardzo mi przykro ![]()
I tak, masz rację. Organizm musi na maksa odpocząć. Jestem pewna, że następnym razem się uda i będziecie mieli silnego i zdrowego dzidziusia <3
A czy jesteś pod opieką psychiatrów i psychoterapeutów? Bo oni mogą dużo pomóc, podciągnąć się na duchu
Lady Loka.
Przeczytałem twój temat o stracie dziecka i ogromnie Ci współczuje. Żadna rodzina nigdy nie powinna przez to przechodzić. Poczekaj no opinie lekarza i na wszelki wypadek zaczerpnij jeszcze innej aby miec komfort psychiczny.
Jeżeli mogę coś Ci doradzić ( mimo ze nie mam żadnych kompetencji) to nie wsłuchiwał bym się tak w opinie psychoterapeutów. Oczywiście dobrze ze do nich chodzisz ale (moim zdaniem) wszystko co tam usłyszysz, przeanalizuj sobie zawsze na spokojnie z mężem w domu. Pamiętam gdy moja żona powiedziała mi że nie będzie mogła mi dać dziecka bo przy pierwszym porodzie doszło do komplikacji i usunęli jej macice. Dopiero z czasem i sprawdzeniu chyba z 15 psychologów ( dramat znaleźć takiego co by się nadawał do czegokolwiek) natrafiamy na takiego który pomógł zonie , może nie tyle żonie co mi w tym aby mój głos dotarł do niej. Że pomimo tego ze nasz syn nie jest moim biologicznym dzieckiem to jest moim synem.
Dokładnie
Przecież dziecko z adopcji to też dziecko, które potrzebuje miłości. Siedziałoby w domu dziecka, pod średnią opieką, a tak to daliście mu dach nad głową i co najważniejsze miłość <3
A nieważne, kto urodził, ważne, kto wychował
mam podobne zdanie. mezczyzni chca dzieci, pewnie glownie dlatego, ze wiekszosc spada wlasnie na kobiete.
ALE ich tokiem myslenia, jesli nie po to, zeby miec dzieci i rodzine topo co maja sie zenic? np mojej kuzynki facet tak powiedzial, ze albo dziecko albo sie rozstaja.
itu przyznam im racje. przeciez zeby spotykac sie z kobieta, np na seks czy wyjsc d o kina nie musza sie zenic. moga je sobie zmieniac (hipotetycznie, oczywiscie nie ejstem za) co tydzien. po co sie wiazac? ano po to, zeby miec rodzine. inaczej po co mu zobowiazania wobec kobiety tak jak tobie nie pasuja zobowiazania wobec dziecka.
jesli facet chce, a ty nie to normalne, ze se poszuka taka, ktora tez bedzie miala ten sam cel. nie mozna miec do niego pretensji. przynajmniej ja to jak najbardziej rozumiem, bo ma do tego prawo.natomiast jesli jakis nie chce dzieci to lepiej mu byc wolnym strzelcem, po comu zobowiazania. zwlaszcza w tych czasach?
a jesli ty nie chcesz to nie miej, po co dziecko ma sie meczyc? ty zreszta tez. badz sama. w zyciu trzeba dokonac wyboru. nie mozna miec wszystkiego.
"A faceci są różni, jedno chcą dzieci, inni nie. Ważne, żeby ustalić to na początku i nie liczyć na to, że jemu, bądź Tobie się odmieni"
-tylko ze sporej czesci nich sie kiedys zmienia, a jesli trafi na takiego ona juz pewnie nie bedzie mogla, a on se poszuka mlodszej, taka ktora moze.ja jestem singielka, m.in. wlasnie dlatego, ze wiem, ze choc mam juz jedno i bardzo je kocham to wiecej miec nie chce (zdecydowalabym sie, gdyby byla mniejsza roznica wieku i kilka innych powodow).a ze jedno mam to i tak juz nie jestem sama xD nie zaluje, bo jak bylo mniejsze czasemdalo w kosc, alejak sie patrzysz jak spi taki aniolek albo sie usmiecha to i tak ci wszystko przechodzi. calkiem nie miec tez sobie nie wyobrazam. poprostu jedno mi starczy.
Tak, ale czy taki facet, co stawia ultimatum:"Albo dziecko albo się rozstajemy" jest kimś godnym do rozpatrzania do roli ojca? Ja bym wtedy zapytała "A będziesz je karmił, mył, sprzątał po nim i się z tym dzieckiem bawił? Bo jeśli myślisz, że ja sama to będę robić to jesteś w błędzie"- i trzeba patrzyć na reakcję. Czytałam wypowiedź kobiety, którą mąż naciskał na dziecko. Ona mówi "Okej, urodzę, ale Ty bierzesz tacierzyński" i padło słowo "Nie". Jak pytała, dlaczego w sumie chce mieć dziecko to odpowiadał "Bo tak", albo "Bo koledzy mają". Pewnie by ją z tym dzieckiem zostawił i tyle. Przecież są bezdzietne małżeństwa. A co, jak kobieta nie może mieć dziecka i wychodzi to dopiero po ślubie? Ma ją olać i zostawić i iść do takiej, która posłuży mu za inkubator? A gdzie miłość? A gdzie uczucia?
Poza tym, jak facet ma mentalność "Jak baba mi nie da powodów, to ja mogę mieć 10 innych" to taki będzie kiepskim materiałem na męża czy ojca. Bo jak ktoś lubi latać po babach (czy kobiety po facetach) to nagle nie przestanie i nie będzie wiernym małżonkiem, który cokolwiek robi przy dzieciach
Ja się dużo nad tym zastanawiam, jak widać, bo nie jestem pewna. Zastanawiam się, czy jak by trafił się na prawdę wartościowy facet, którego bym kochała, to pewnie zdecydowałabym się na to 1 dziecko, ale no ja jakoś zawsze miałam pod górkę z facetami. A ja bym chciała kogoś spokojnego (nie imprezowicza), który będzie myślał o mnie i jak powiem, że chcę cesarkę prywatnie to nie powie "Szkoda kasy, bo tysiące kobiet rodziło przed tobą na NFZ i żyją"- bo wiem, że kobiety słyszą takie teksty, a ja mogłabym tego nie wytrzymać. A ciężko mi na kogoś takiego trafić. Nawet kilka miesięcy temu trafiłam na spotkaniu ze znajomymi na pewnego chłopaka. To dobry kolega mojej przyjaciółki, która go bardzo lubi, która zawsze go wychwalała, a jak go zobaczyłam, to owszem, spodobałam mu się i wydawał się na początku spoko chłopakiem, ale usilnie próbował mnie zaciągnąć o 1 w nocy po imprezie do siebie, a jak odmówiłam, ale potem do niego napisałam to mnie olał. A on był i tak jednym z lepszych, jacy się mną interesowali. Bo cała reszta to osoby totalnie dla mnie aseksualne. I ja się z nimi spotykałam, bo nie chciałam wybrzydzać, mówiłam "a nóż zaiskrzy", ale nie iskrzyło i brzydziło mnie nawet wyobrażenie o całowaniu ich, dlatego kończyłam to. Za to jak mi się ktoś podobał, to albo zajęty albo w jakiś sposób niedostępny np niezainteresowany. I to nie tak, że ja startowałam do facetów pokroju Christiana Greya. To zwykli rówieśnicy. Kiedyś problemu nie rozumiałam. Teraz wiem, że ja przy chłopakach w moim typie robię się ultra nieśmiała i o ile starszy i bardziej doświadczony facet uzna to za coś dobrego, to rówieśnik uzna, że jestem nudna (już raz tak miałam). Częściowo to już wypracowałam, ale teraz na horyzoncie nie ma nikogo, kto by mi się podobał
Kiedyś chciałam mieć rodzinę. W liceum nawet o tym myślałam. O 1 dziecku, nie więcej, ale 1 to zawsze coś. Tak od 2 lat czuję ogromną niechęć do dzieci, ale nie wiem, czy to jest spowodowane faktycznie tym, że dzieci nie chcę, czy ja po prostu jestem tak zawiedziona rynkiem matrymonialnym oraz do tego moja tokofobia. Mi by facet musiał powiedzieć coś w stylu "Kocham Cię, jak będziesz w ciąży to stanę na głowie, żeby załatwić Ci cesarskie cięcie i pieniądze nie grają roli, bo życie oraz zdrowie psychiczne Twoje i dziecka jest dla mnie najważniejsze"- i to jest wtedy zupełnie co innego. A jak dotąd to jestem zawiedziona. Lubię spokojnych facetów (niektórzy ich nazywają samce beta, ale mam to gdzieś), lubię wykształconych (bo sama też jestem), bogaty być nie musi, bo zarobię też sama, ale musi być lojalny i musiałabym wiedzieć, że będzie dbał o nas, a nie, że "nie wymienię pieluchy, bo to niemęskie", a tak, są tacy i to mnie przeraża.
YellowStar napisał/a:2. Jestem introwertykiem i osobą wysoko wrażliwą. Lubię ciszę, spokój, płacz dziecka doprowadza mnie do szału
3. Nigdy nie rozczulał mnie widok dzieci, wręcz przeciwnieMoja diagnoza brzmi, że ty zwyczajnie jesteś przewrażliwioną na swoim punkcie egoistką, a nie osobą wrażliwą. To tak jak w tym popularnym w środowiskach medycznych kawale "pani zdała, a pani się zdawało..".
No tak, wszyscy bezdzietni to źli egoiści, hahah
Nieważne, że robi coś dobrego dla ludzkości, bo i tak jest egoistą, heh
Za to według tego toku rozumowania patologie, które piją, palą, ćpają, ale mają 5 dzieci nie są egoistyczne? Nieważne, że dzieci w 5 gnieżdżą się w 2 pokojowym mieszkaniu, nie mają nowych ciuchów, ważne, że ich rodzice zrobili?
Nie no, gratuluję takiego toku rozumowania i braku empatii
Na szczęście nie jesteś lekarzem, snake, żeby tu stawiać diagnozy.
Nie każda kobieta nadaje się do macierzyństwa, nie każda chce być matką i całe szczęście nie każda musi nią być.
Nie musisz tutaj obrażać nikogo z tego powodu. W jaki sposób decyzja o nieposiadaniu dzieci jest egoistyczna?
Racja, ale masa dzieciatych mówi, że ci bezdzietni są egoistyczni
Wątek nie jest o 'każdej kobiecie' tylko ma konkretną Autorkę, która całkiem wylewnie się przedstawiła. I z jej opisu samej siebie i jej wizji świata jasno widać że ma mega problem ze sobą i postrzeganiem ludzi, zdarzeń i relacji.
Deklarowana niechęć do dzieci jest tylko pretekstem do zamanifestowania iście nastoletniego buntu.
No tak, przecież każdy, kto nie chce dzieci ma ze sobą problemy. Ewa Chodakowska, Ewa Bilan-Stoch, Jennifer Aniston, Miley Cyrus, Tracee Ellis Rose, Renee Zellweger, Lily Tomlin, Oprah Winfrey, Ellen DeGeneres to osoby, które mają problemy ze sobą, bo nie mają i nie chcą mieć dzieci? Biada im! Wstrętne dziewuchy! Hahaha
Snake napisał/a:Moja diagnoza brzmi, że ty zwyczajnie jesteś przewrażliwioną na swoim punkcie egoistką, a nie osobą wrażliwą. To tak jak w tym popularnym w środowiskach medycznych kawale "pani zdała, a pani się zdawało..".
Przesada Snake. Egoista oczekuje od innych, że będą spełniać jego zachcianki , dbać o niego i usługiwać mu, i wykorzystuje do tego podobną retorykę.
Dbanie o swoje podstawowe potrzeby dające szczęście jest obowiązkiem. Ludzie powinni żyć tak, żeby cieszyli się życiem, i byli na tyle świadomi, żeby wiedzieli co sprawia im życiową satysfakcję. Życie wbrew sobie na pewno nikomu nie przyniesie szczęścia.
Jak się chce ludzi wykorzystać, to się im narzuca jakieś zasady w imię wyimaginowanego dobra cudzego, i mówi, że tak postępuje dobry człowiek/syn/córka/obywatel/katolik i wstaw co tam jeszcze chcesz. Tresura przez wzbudzanie winy,ładniej nazywana socjalizacją.Co do potomstwa, to uważam, że ludzie często upatrują w tym sposobu na scementowanie związku. Bo dzieci wiążą bardziej niż ślub, nawet gdy para się rozstanie. Twierdzą też, że życie z dziećmi jest bogatsze, więcej się dzieje, nie grozi nuda itp.
Kierując się tym kryterium, najczęściej pragną dziecka z osobą, którą chcą przy sobie zatrzymać, natomiast bronią się przed dzieckiem z osobą, z którą nie wiążą długiej przyszłości.
Bezspornym faktem jest, że dziecko najbardziej obciąża kobietę, bo społeczeństwo nakłada na nią te obowiązki. Nawet jeśli uważamy, że oboje powinni się dzieckiem w równym stopniu opiekować, to przy tych samych zaniedbaniach ( choroba, złe stopnie w szkole, brudne ubranie czy złe odżywienie) rozliczana jest głównie matka " gdzie była matka!" a ojciec jakoś tak spokojnie jest usprawiedliwiany, no wiadomo, to przecież chłopak, nie musi się znać. Dlatego kobiety coraz częściej nie chcą brać na siebie takiego obciążenia. Korzyści z posiadania potomstwa są znacznie mniejsze niż straty.Jeśli nie chcesz mieć dzieci jesteś jak najbardziej OK. To Twoje życie i możesz je tak przeżyć, jak dla Ciebie najlepiej.
Ziemia jest przeludniona, a ilość ludzi na globie rośnie w zastraszającym tempie. Można popatrzeć jak szybki mamy przyrost w źródłach:
w 1820 roku żył na ziemi miliard ludzi
w 1930 - dwa miliardy
w 1974 - cztery miliardy
w 2021 - osiem miliardów ( dokładnie 7,9)
więc teorie, że ludzie wyginą można między bajki włożyć.
Dokładnie tak. Przez takie głupie gadanie, że jest się egoistą ludzie (w tym ja kiedyś) mają przekonanie, że są nikim, nie zasługują na szczęście, bo mają zaspokajać potrzeby innych. To takie toksyczne wręcz gadanie. Niedługo się okaże, że jestem egoistką, bo śmiem oddychać, gdzie roślin coraz mniej.
Dokładnie. Niektórzy (i to dużo osób) traktuje dzieci jak lek na problemy. Sama znam mężczyznę, który przyznał, że zaczęło mu się psuć w małżeństwie, więc wpadli na pomysł zrobienia sobie dziecka. Teraz jest po rozwodzie. Wyszedł z depresji, ale dużo przeszedł
Ja jestem przeciwnego zdania- musiałabym się czuć bardzo bezpiecznie przy facecie, żeby się zdecydować na dziecko. Musiałabym mu w pełni ufać
I to prawda. Mam w rodzinie przypadek, gdzie to kobieta jest tak leniwa, że nie pracuje, kredyt za dom spłaca mąż, utrzymuje ją i 2 dzieci, ale ona sprzątać nie będzie, gotować gotują na pół. Tylko mam wrażenie, że tacy to jednak mniejszość. Czytam wypowiedzi dziewczyn, to zdecydowana większość narzeka, że wszystko spadło na nią. Albo te wypowiedzi z tego bloga, że mąż nalegał, a potem bierze dodatkowe godziny w pracy, żeby nie musieć się dzieckiem zajmować. I co wtedy? Kobieta może zrobić na przekór i też więcej pracować, ale co wtedy z dzieckiem? Niańka?
Wiem, że są pracowici mężczyźni, ale jednak rzadko się o tym słyszy. Ja mam koleżanki na studiach, które mieszkają z chłopakami. One gotują, one sprzątają. Facet czasem wstawi naczynia do zmywarki, ale i z tym ma problem, a jak ma coś ręcznie zmyć to nie naprosisz. Niektórym już faceci powiedzieli wprost, że oni do dzieci wstawać nie będą, zajmować się nie będą, bo praca. A ja mówię: "Ale wy też jesteście wykształcone i będziecie tyle samo pracować i tyle samo zarabiać" i one przytakują, ale dalej z nimi są. Więc facet chce mieć dziecko, ale jak przyjdzie co do czego to powie, że zajmowanie się dzieckiem jest "niemęskie". A kobieta? Ciąża, która jest olbrzymim obciążeniem dla organizmu. Poród, który wiele kobiet wspomina z traumą. Połóg, który potrafi być bardzo nieprzyjemny. Do tego karmienie piersią. A to tylko aspekty fizjologiczne, ale prawda jest taka, że choćby na początku większa część opieki spada na kobietę chcąc nie chcąc. Niektóre mówią, że mają tak dość macierzyńskiego (to ten urlop do pół roku po porodzie, gdzie ZUS wypłaca 100% pensji), że chcą go skrócić i wrócić wcześniej do pracy. I robisz przy tym dziecku, wychowujesz, a facet ma potem tyle samo z tego dziecka co kobieta, dużo mniejszym kosztem. Jakbym się decydowała kiedyś na dziecko, to ja powiem facetowi, że ma się zajmować na równi ze mną tym dzieckiem, bo jak nie, to będzie płacił niańce, bo ja go wyręczać nie będę. Plus tylko taki, że mniej więcej można to wykalkulować przed narodzinami dziecka. Jeśli facet chętnie wykonuje domowe obowiązki, czyli nie prosisz się go od miesiąca, żeby wstawił swoje pranie czy zmył podłogę, tylko sam potrafi to zrobić bez jąknięcia to dzieckiem się też zajmie. Miałam kiedyś współlokatora, który mimo grafiku nic nie sprzątał, a potrafił nabrudzić w świeżo wysprzątanym przez resztę mieszkanie i już wiadomo, że taki będzie tragicznym ojcem
I to prawda. Ludzi na swiecie jest teraz więcej niż kiedykolwiek. Wymarcie nam raczej niegroźne
Agnes76 napisał/a:Co do potomstwa, to uważam, że ludzie często upatrują w tym sposobu na scementowanie związku..
Akurat to związek jest narzędziem do posiadania dzieci a nie odwrotnie, więc mylisz przyczynę ze skutkiem.
Agnes76 napisał/a:Bezspornym faktem jest, że dziecko najbardziej obciąża kobietę, bo społeczeństwo nakłada na nią.
Oj spornym i to mocno. W zdrowo funkcjonującej rodzinie funkcje ojca i matki są równie absorbujące, chociaż inne.
To, że na tym forum zmienienie pieluchy jest sakralizowane, a zarobienie na tę pieluchę nie - to urok forum, a nie emanacja stanu faktycznego.A tzw. 'społeczeństwo' jako takie, to twór na wskroś abstrakcyjny, który nie ma zdania, niczego od nikogo nie wymaga ani nie oczekuje. I nic nie nakłada.
A to jest jakiś przymus rodzenia dzieci w związkach?
Fakt faktem, że to kobieta potrafi mieć ogromne powikłania po ciąży aż do końca życia, nie facet, a nie wszystkich stać na operacje różnego rzędu
noben napisał/a:Wątek nie jest o 'każdej kobiecie' tylko ma konkretną Autorkę, która całkiem wylewnie się przedstawiła. I z jej opisu samej siebie i jej wizji świata jasno widać że ma mega problem ze sobą i postrzeganiem ludzi, zdarzeń i relacji.
Deklarowana niechęć do dzieci jest tylko pretekstem do zamanifestowania iście nastoletniego buntu.Ja tego tak nie widzę.
Autorka ma niektóre poglądy podobne do moich, ma też swoje indywidualne doświadczenia życiowe, na których opiera dalsze decyzje. Moim zdaniem dobrze, że mysli logicznie, zastanawia się zanim podejmie decyzję, zamiast robić coś bo wszyscy tak robią, bo wypada, bo trzeba, bo kobieta powinna, bo egoizm i diabli wiedzą co jeszcze.
Nie wiem, czy autorka podała swój wiek, ale chyba jest dorosła. Raczej możemy założyć, że nastoletni bunt na za sobą. Nie rozumiem dlaczego osobom które mają odmienne zdanie na jakiś temat odbiera się zdolność do racjonalnego myślenia? Czy skoro ona albo ja nie chcemy dzieci to od razu jesteśmy albo zbuntowane, zwariowane albo egoistki czy potrzebujemy terapii?
Mam taki typ osobowości. Czasem mnie wkurza, a czasem jest mega przydatny. Dużo obserwuję, wyciągam wnioski i analizuję. Za dużo, ale przez to widzę trochę szerzej, niż niektórzy moi rówieśnicy, którzy nie myślą, a potem zdziwienie, że coś jest nie tak i to w różnych dziedzinach
Mam 24 lata, za niedługo kończę 25 i nigdy nie przechodziłam super dużego okresu buntu. Rodzice ze mną mieli spokój. Byłam wręcz przez nich zbyt spacyfikowana, bo nie miałam za bardzo prawa głosu
Ale tak, ludzie tak myślą. Wyobraź sobie, że rok temu, kiedy byłam jeszcze na innym forum i zadałam podobne pytanie jedna laska mi napisała to samo "masz problemy ze sobą", no bo jakbym chciała 5 dzieci to by było okej...
Sama mam 30 lat i dzieci nigdy miec nie będę. Nie odmieni mi się, poglądy mam stałe. Jestem antynatalistką i posiadanie potomstwa w obecnej katastrofie klimatyczne, która wg mnie jest nieuchronna, jest najczystszą formą egoizmu. Świadomosć, ze dziecko może nie mieć wody pitnej i umrzeć z pragnienia jest dla mnie okropną myślą. Ale może ci rozmnażajacy się o tym nie myślą. Marzę o tym, żeby w PL były dostępne legalnie metody trwalego ubezplodnienia dla kobiet.
Myślę, że mężczyznom latwiej jest zdecydować się na dziecko, nie oni co do zasady ponoszą fizyczne i biologiczne następstwa ciązy i porodu, no i też mogą więcej korzyści czerpac z patriarchatu w dogodnej dla siebie sytuacji. Oczywiście ktoś sie może ze mną nie zgadzac
Też tak sądzę, ale prócz katastrofy klimatycznej jest jeszcze inny problem- brak miejsc pracy. Kiedyś, jeszcze kilkadziesiąt lat temu było więcej miejsc pracy, bo nie było tyle zautomatyzowanych rzeczy. A teraz? Coraz częściej ludzi zastępują maszyny, którym nie trzeba wypłacać pensji i są tańsze w utrzymaniu. Raz na czas jakiś pracownik ją sprawdzi i tyle, ale zamiast kilku ludzi będzie jedna maszyna. I nie mówię tu tylko o pracownikach stricte fizycznych. W USA są testowane maszyny przeprowadzające operacje, więc teraz są dobrze zarabiający chirurdzy, ale co będzie za kilkadziesiąt (lub nawet nie) lat? Gdzie te nasze dzieci mają pracować? Wszyscy o tej katastrofie klimatycznej, która jest prawdopodobna, ale gdzie te nasze dzieci mają być zatrudnione? Skoro nawet medyków będą chcieli zastępować. A to jest poważny problem, bo nie masz kasy=nie masz co jeść
Przeludnienie to jest mit. Nie rozumiesz faktu że nie ma znaczenia ilość ludzi tylko dostęp do surowców, które tez wbrew pozorą nie maja ograniczę. Jedynym ogranicznikiem ludzkości jest nasza wyobraźnia, i nic więcej.
Wyobraź sobie ze jesteś takim Japończykiem. wycięłaś wszystkie drzewa na wyspie,nie ma czym palić w piecu w zimę...az tu nagle pojawia się torf, potem węgiel, potem ropa, i na końcu atom. Gdy kończą się jedne surowce to zawsze opracowujemy technologie która pozwala iść naprzód.Bardzo polecam poczytać krotki artykuł:
Ej, ale wiesz, że jest masa ludzi na świecie, którzy umierają z głodu?
W ogóle nie odniosłem się do jej chęci do posiadania czy nie posiadania dzieci. Jeśli już zaczęłaś wytaczać wielkie armaty, to możesz je zatoczyć z powrotem.
Osoba wrażliwa z definicji jest osobą empatyczną, odczuwającą i reagującą na określone bodźce, w tym społeczne.
Stąd moja diagnoza, że przewrażliwienie na własnym punkcie pomyliła z potocznym znaczeniem słowa wrażliwość.
Konsekwencją tego jest to, że jej problemem nie jest to czy chce mieć dzieci ale ta wspomniana cecha charakterologiczna. No ale mnie to ganz pomada, wrócę tu za trzy tygodnie, trzy miesiące, trzy lata i dalej będziecie wałkować, że to przez niechęć do dzieci.
To tylko tyle w tym temacie, bo czasem coś mnie nachodzi żeby się wam kobitkom wtrącić w te wasze dyskusje z d...., gdzie Księżyc mylicie z jego odbiciem w brudnej kałuży
Ja jestem osobą empatyczną. I to do tego stopnia, że potrafię tak przejąć czyjeś emocje i tak wczuć się w problem drugiej osoby, że sama potem chodzę zdołowana. Jestem typowym INFJ- poczytaj sobie w internecie, co to jest, ale to właśnie typ osobowości charakteryzujący się wysokim współczynnikiem empatii
I chęć posiadania dzieci nie ma tu nic do rzeczy, bo jedno się z drugim nie wiążę. Znam masę buców, którzy mają gdzieś uczucia innych, ale mają po kilkoro dzieci. I mam ich nawet w rodzinie. Więc swoje bezsensowne teorie mozesz utopić w tej kałuży, gdzie odbija się ten twój księżyc
Nie ma żadnej katastrofy klimatycznej odsyłam do raportu ONZ. Klęsk żywiołowych jest coraz mniej,są słabsze i lepiej sobie z nimi radzimy.
To że dałaś się tak zastraszyć i uważasz za egoistów ludzi chcących dzieci jest straszne i wiele mówi o tobie. Mam nadzieje że nie masz psa bo on produkuje większy ślad węglowy niż człowiek i wyszła byś na niezła hipokrytkę .
dodatkowo polecam poczytać " Raport Rzymski" : Najwybitniejszy naukowych ówczesnych czasów wieścili katastrofalne zalanie pól europy + brak ropy i gazu już do 2000 roku. Póki co Europa stoi
Tak jak pisałem "kryzys klimatyczny" będzie niczym w porównaniu z kryzysem demograficznym który bardzo zmieni nasze życie.
To jak nie klęski żywiołowe to brak miejsc pracy. Ciekawe, co gorsze
Nie wiem czy to kwestia tego miasta, ale nigdy nie spotkałam się z problemem z powodu mojej niechęci do dzieci. Wręcz przeciwnie, mężczyźni odbierają to jako plus, bo sami dzieci nie chcą. Może dlatego, że tych o konserwatywnych poglądach z marszu odsyłam na drzewo.
Dzieci są nudne i upierdliwe. Po co mam sobie niszczyć życie dzieckiem
Jesteś pewna siebie i to pewnie dlatego ![]()
Ja jestem bardzo niepewna siebie, nie wierzę w swoje możliwości i jestem na siebie o to zła
Agnes76 napisał/a:Ziemia jest przeludniona, a ilość ludzi na globie rośnie w zastraszającym tempie. Można popatrzeć jak szybki mamy przyrost w źródłach:
w 1820 roku żył na ziemi miliard ludzi
w 1930 - dwa miliardy
w 1974 - cztery miliardy
w 2021 - osiem miliardów ( dokładnie 7,9)
więc teorie, że ludzie wyginą można między bajki włożyć.Rok 2022 pokazuje, że jednak nie.
Trzeba zaznaczyć, że dużo osób zmarło w wyniku pandemii w ciągu ostatnich 2 lat, ale to w sumie tyle. Tak to coraz więcej ludzi przybywa. Nawet się zastanawiałam, czy to, że coraz więcej ludzi nie chce dzieci, bo tak ich natura zaprogramowała- właśnie po to, żeby nie było tego przeludnienia
Gdzieś czytałam, że aby ekosystem w miarę się ustabilizował trzeba by się pozbyć 3 miliardów ludzi. Co nawet pandemia nie jest w stanie zrobić
O jejku, 2 godziny to pisałam ![]()
Lubię dyskusje w Wami ![]()
YellowStar
Nie było adopcji. To jest biologiczne dziecko żony i jej zmarłego męża.
Przy porodzie były komplikacje, dziecko udało się uratować, jest zupełnie zdrowe ale macice trzeba było usunąć.
A ojciec dziecka zginął w wypadku 2 miesiące po urodzeniu syna.
Spotkałem żonę gdy chłopczyk miał 5 lat.
Od razu wiedziałem że to ta jedyna, miło ze nie wierzyłem wcześniej w miłość od pierwszego wejrzenia. A jednak ona istnieje.
Po 5 miesiącach zamieszkaliśmy razem po kolejnych 5 oświadczyłem się jej i 2 miesiące później wzięliśmy ślub. Ja nie utrzymuje żadnego kontaktu z rodziną, rodzina żony i jej poprzedniego męża tez nie jest liczna wiec po prostu wynajęliśmy restauracje. Wiec te 2 miesiące wystarczyły na przygotowanie, choć obydwie teściowe latały jak w amoku, dwojąc się i trojąc żeby wszystko było "idealnie".
Niestety mogliśmy wziąć tylko cywilny bo ja jestem apostatą, a widziałem że żona bardzo chciała kościelny bo jest wierząca, ale stwierdziła że wszystkiego w życiu mieć nie można i pogodziła się z tym.
Syna przysposobiłem.
Jesteśmy już po ślubie 5 lat i to najlepszy okres w moim życiu.
Tak w skrócie.
42 2022-05-03 16:59:21 Ostatnio edytowany przez Snake (2022-05-03 17:00:23)
Snake napisał/a:YellowStar napisał/a:2. Jestem introwertykiem i osobą wysoko wrażliwą. Lubię ciszę, spokój, płacz dziecka doprowadza mnie do szału
3. Nigdy nie rozczulał mnie widok dzieci, wręcz przeciwnieMoja diagnoza brzmi, że ty zwyczajnie jesteś przewrażliwioną na swoim punkcie egoistką, a nie osobą wrażliwą. To tak jak w tym popularnym w środowiskach medycznych kawale "pani zdała, a pani się zdawało..".
No tak, wszyscy bezdzietni to źli egoiści, hahah
Nieważne, że robi coś dobrego dla ludzkości, bo i tak jest egoistą, heh
Za to według tego toku rozumowania patologie, które piją, palą, ćpają, ale mają 5 dzieci nie są egoistyczne? Nieważne, że dzieci w 5 gnieżdżą się w 2 pokojowym mieszkaniu, nie mają nowych ciuchów, ważne, że ich rodzice zrobili?
Nie no, gratuluję takiego toku rozumowania i braku empatii
Nic nie pisałem o twojej niechęci do posiadania dzieci i w ogóle mnie ona nie interesuje. Wypowiedziałem się na temat tego co napisałaś o sobie i wewnętrznej w tym sprzeczności. Zresztą mogę rozszerzyć moją analizę o spostrzeżenie, że nie masz też pojęcia o empatii. Masz ewidentnie spore zaburzenia znaczenia podstawowych pojęć, ktoś albo sama powywracałaś to sobie na opak.
Sugeruję mniej skupiać się na niedoskonałościach świata preferującego ponoć kobiety chętne do rodzenia, a zacząć porządną pracę nad sobą. Plus jakiś fachowiec od terapii, może nie pomoże ale wskaże właściwe definicje pojęć co plus własna praca pozwoli wyjść na ludzi. No i męża może znaleźć ![]()
YellowStar
Nie było adopcji. To jest biologiczne dziecko żony i jej zmarłego męża.
Przy porodzie były komplikacje, dziecko udało się uratować, jest zupełnie zdrowe ale macice trzeba było usunąć.
A ojciec dziecka zginął w wypadku 2 miesiące po urodzeniu syna.
Spotkałem żonę gdy chłopczyk miał 5 lat.
Od razu wiedziałem że to ta jedyna, miło ze nie wierzyłem wcześniej w miłość od pierwszego wejrzenia. A jednak ona istnieje.
Po 5 miesiącach zamieszkaliśmy razem po kolejnych 5 oświadczyłem się jej i 2 miesiące później wzięliśmy ślub. Ja nie utrzymuje żadnego kontaktu z rodziną, rodzina żony i jej poprzedniego męża tez nie jest liczna wiec po prostu wynajęliśmy restauracje. Wiec te 2 miesiące wystarczyły na przygotowanie, choć obydwie teściowe latały jak w amoku, dwojąc się i trojąc żeby wszystko było "idealnie".
Niestety mogliśmy wziąć tylko cywilny bo ja jestem apostatą, a widziałem że żona bardzo chciała kościelny bo jest wierząca, ale stwierdziła że wszystkiego w życiu mieć nie można i pogodziła się z tym.
Syna przysposobiłem.
Jesteśmy już po ślubie 5 lat i to najlepszy okres w moim życiu.
Tak w skrócie.
No tak, ale nawet jak nie adoptowany to i tak miałam podobną myśl- liczy się, kto wychowa a nie kto urodził. Życzę Wam dużo szczęścia i miłości <3
YellowStar napisał/a:
Snake napisał/a:Moja diagnoza brzmi, że ty zwyczajnie jesteś przewrażliwioną na swoim punkcie egoistką, a nie osobą wrażliwą. To tak jak w tym popularnym w środowiskach medycznych kawale "pani zdała, a pani się zdawało..".
No tak, wszyscy bezdzietni to źli egoiści, hahah
Nieważne, że robi coś dobrego dla ludzkości, bo i tak jest egoistą, heh
Za to według tego toku rozumowania patologie, które piją, palą, ćpają, ale mają 5 dzieci nie są egoistyczne? Nieważne, że dzieci w 5 gnieżdżą się w 2 pokojowym mieszkaniu, nie mają nowych ciuchów, ważne, że ich rodzice zrobili?
Nie no, gratuluję takiego toku rozumowania i braku empatiiNic nie pisałem o twojej niechęci do posiadania dzieci i w ogóle mnie ona nie interesuje. Wypowiedziałem się na temat tego co napisałaś o sobie i wewnętrznej w tym sprzeczności. Zresztą mogę rozszerzyć moją analizę o spostrzeżenie, że nie masz też pojęcia o empatii. Masz ewidentnie spore zaburzenia znaczenia podstawowych pojęć, ktoś albo sama powywracałaś to sobie na opak.
Sugeruję mniej skupiać się na niedoskonałościach świata preferującego ponoć kobiety chętne do rodzenia, a zacząć porządną pracę nad sobą. Plus jakiś fachowiec od terapii, może nie pomoże ale wskaże właściwe definicje pojęć co plus własna praca pozwoli wyjść na ludzi. No i męża może znaleźć
Eee tam, chłopie. Guzik wiesz o empatii. Skąd to wiem? Po twoim tonie wypowiedzi. Jakbyś wiedział, co to empatia to byś próbował postawić się na moim miejscu i spróbował myśleć jak ja (a niektórzy tutaj tak właśnie robią i nie mają z tym problemu)- to jest charakterystyczna cecha empatii. Osoba bardzo empatyczna potrafi przejmować emocję rozmówcy, co- zaręczam Ci- jest niesamowicie uciążliwe, bo jeśli ktoś w moim otoczeniu źle się czuje to ja automatem mam to samo. To jest właśnie empatia. Stawianie siebie na miejscu drugiej osoby i staranie wczuć się w jej odczucia. Dla ciebie to takie trudne? Gdybyś miał w sobie jej chociaż troszkę, to byś wiedział, że
I mówię Ci to jako osoba z najbardziej empatycznym typem osobowości, jaki na świecie istnieje (mówiłam, poczytaj o INFJ a nie pisz głupot). Na YouYube jest dziewczyna- Angelika Grabowska. Ona też jest INFJ i też nie chce dzieci.
Psycholog mi nie pomoże. Już próbowałam, ale widzisz, ludzie o typie osobowości INFJ mają wyjątkowo dobry zmysł obserwacji. Wiesz jak działa psycholog? Pomaga ci nakreślić pewne mechanizmy psychologiczne i to dobre dla osób, które tego nie ogarniają. Ja potrafię te mechanizmy dostrzegać bez żadnych psychologów, bo często mechanizmy, o których czytam w różnych artykułach psychologicznych ja widzę je od x lat, tylko nie wiedziałam, że tak się nazywają. To tak jakby 6 zmysł, który często bywa pomocny. Dlatego mi żaden psycholog nie pomoże i uświadomił mi to znajomy, który ma ten sam typ osobowości, co ja.
I co mnie obchodzą preferencje świata do rodzenia dzieci? Po co mi facet, który nie doceni mojego charakteru, moich osiągnięć, tylko będzie we mnie widział chodzący inkubator. A jeśli się okaże, że nie mogę mieć dzieci to co? Na stos z taką żoną? Patriarchalne, przedatowane myślenie i niedoścignione marzenie facetów określanych mianem INCEL
Wartościowy facet patrzy na żonę jak na partnerkę, z którą mógłby świat przemierzyć pieszo, a dziecko to ewentualnie miły dodatek, a nie, że kobieta ma robić za maszynkę do rodzenia dzieci. To tak nie działa
Poza tym zastanawiam się, czy mnie będzie stać na dzieci. Bo życie jest coraz droższe. Przypuśćmy, że dostanę 5 tysięcy pensji po studiach. Do tego dostanę duży wkład na mieszkanie od rodziców. Niech facet zarabia podobnie, ale tak. Chcielibyśmy się pobrać. Fajnie by było zrobić chociaż skromniejszą imprezę weselną dla najbliższych, ale to dalej duży koszt. No dobra, ale to tylko wesele, to można ominąć, można zrobić obiad za kilka tyś i tyle. Ale dzisiaj w większym mieście byle klitka kosztuje z 400 tyś. Ja bym nie chciała dziecka wychowywać w klatce. Wolałabym nawet mniejszy domek, bliźniak czy coś, żeby dziecko miało trochę przestrzeni, ale to duży koszt. Do tego wychowanie tego dziecka. Nawet mając wkład od rodziców i nienajgorszą pensję wszystko to jest tak drogie, że nie wiem, czy byłoby mnie na to wszystko stać. Bo jeszcze prócz podstaw fajnie by było wysłać dziecko na chociaż jedne zajęcia dodatkowe albo na jakieś wakacje. A w Polsce o to bardzo ciężko. Ja mówię o jednym dziecku, a co dopiero większej liczbie. Jak widzę wielodzietne rodziny, to one zazwyczaj wegetują, a nie żyją. Dlatego ja nie wiem, czy mnie będzie na to nawet stać ![]()
Eee tam, chłopie. Guzik wiesz o empatii. Skąd to wiem? Po twoim tonie wypowiedzi. Jakbyś wiedział, co to empatia to byś próbował postawić się na moim miejscu i spróbował myśleć jak ja (a niektórzy tutaj tak właśnie robią i nie mają z tym problemu)- to jest charakterystyczna cecha empatii. Osoba bardzo empatyczna potrafi przejmować emocję rozmówcy, co- zaręczam Ci- jest niesamowicie uciążliwe, bo jeśli ktoś w moim otoczeniu źle się czuje to ja automatem mam to samo. To jest właśnie empatia. Stawianie siebie na miejscu drugiej osoby i staranie wczuć się w jej odczucia. Dla ciebie to takie trudne? Gdybyś miał w sobie jej chociaż troszkę, to byś wiedział, że
I mówię Ci to jako osoba z najbardziej empatycznym typem osobowości, jaki na świecie istnieje (mówiłam, poczytaj o INFJ a nie pisz głupot).
2. Jestem introwertykiem i osobą wysoko wrażliwą. Lubię ciszę, spokój, płacz dziecka doprowadza mnie do szału
3. Nigdy nie rozczulał mnie widok dzieci, wręcz przeciwnie
Nawijaj dalej o tej wrażliwości i empatii jako to wczuwasz się w odczucia płaczącego dziecka, jak stawiasz się w jego miejscu, że jest mu źle, bo może ma mokro albo jest głodne, albo się boi nieznanego i tak dalej... Nawijaj o tej wrażliwości, bo już się prawie wzruszyłem.
45 2022-05-03 18:47:47 Ostatnio edytowany przez madoja (2022-05-03 18:48:39)
Masz racje. Trudno o faceta który nie chce dzieci. Ale na miejscu faceta tez łatwo byłoby mówić dumnie: "chciałbym dziecko! chciałabym potomka z mojej własnej krwi!", bo przecież nie on rodzi.
U mnie podobnie: nie mamy dzieci bo ja nie chcę, ale mąż chce (zmienił zdanie w trakcie małżeństwa z "niechcenia" na "chcenie") i widzę że mu smutno gdy jest temat dzieci. Niestety w tej kwestii nie ma kompromisów.
Wg mnie również dzieci to same wady i nieliczne zalety. Mam koleżankę która wciąż i wciąż mnie "gwałci" że muszę mieć dziecko. Jej zdaniem to sens życia kobiety, a małżeństwo to nie rodzina, tylko dzieci to pieczętują. Mówi że ona żyje wywiadówkami, kolegami z klasy swoich dzieci i opowiada jakie to cudowne, ale ja właśnie tego chcę uniknąć!
Mimo wszystko uważam że popęd rozrodczy jest naturalny. Żyjemy - z punktu ewolucyjnego i biologicznego - tak naprawdę tylko po to, by utrzymać gatunek. Skoro więc tego nie czujemy, to jest z nami coś nie tak. Wiem to, no ale... trudno.
chciałabym potomka z mojej własnej krwi!", bo przecież nie on rodzi.
Jeszcze za naszego życia
doczekamy się procedur rodem z SF, czegoś w stylu transplantacji zarodka z kobiety do sztucznej macicy. W końcu kozę już tak wyhodowali i, zupełnie inni badacze, myszy. Człowiek to już tylko mały krok. ![]()
Ilu facetów ma parcie na dziecko? Może internet coś podpowie.
Ja bym się, na miejscu kobiety
, obawiał, że tacy z parciem na dziecko to trochę jak feedersi.
Wszystko po to, żeby ich nie zostawiła.
YellowStar napisał/a:Eee tam, chłopie. Guzik wiesz o empatii. Skąd to wiem? Po twoim tonie wypowiedzi. Jakbyś wiedział, co to empatia to byś próbował postawić się na moim miejscu i spróbował myśleć jak ja (a niektórzy tutaj tak właśnie robią i nie mają z tym problemu)- to jest charakterystyczna cecha empatii. Osoba bardzo empatyczna potrafi przejmować emocję rozmówcy, co- zaręczam Ci- jest niesamowicie uciążliwe, bo jeśli ktoś w moim otoczeniu źle się czuje to ja automatem mam to samo. To jest właśnie empatia. Stawianie siebie na miejscu drugiej osoby i staranie wczuć się w jej odczucia. Dla ciebie to takie trudne? Gdybyś miał w sobie jej chociaż troszkę, to byś wiedział, że
I mówię Ci to jako osoba z najbardziej empatycznym typem osobowości, jaki na świecie istnieje (mówiłam, poczytaj o INFJ a nie pisz głupot).YellowStar napisał/a:2. Jestem introwertykiem i osobą wysoko wrażliwą. Lubię ciszę, spokój, płacz dziecka doprowadza mnie do szału
3. Nigdy nie rozczulał mnie widok dzieci, wręcz przeciwnieNawijaj dalej o tej wrażliwości i empatii jako to wczuwasz się w odczucia płaczącego dziecka, jak stawiasz się w jego miejscu, że jest mu źle, bo może ma mokro albo jest głodne, albo się boi nieznanego i tak dalej... Nawijaj o tej wrażliwości, bo już się prawie wzruszyłem.
Matko, chłopie, jak ty się nie znasz na tym, to aż przykre
Przecież napisałam, że nie rozczulają mnie dzieci. Czyli nie stoję nad nimi i "oooo jaki słodki puci puci". Jestem twardo stąpająca po ziemi. Ale jakby się dziecku działa krzywda to pierwsza mu polecę na pomoc. To jest empatia. Mało tego.
A WWO cechuje to, że odpoczywają w osamotnieniu i ciszy, gdzie przy dziecku to często nie jest możliwe. No chyba że dziecko wyjątkowo dużo śpi
Nigdzie nie napisałam, że gardzę dziećmi w potrzebie. Pracowałam z nimi i wiesz, jaki był mój problem? Byłam dla nich za miękka, za dobra. A do niektórych trzeba twardej ręki, gdzie mi wchodziły na głowę, bo żal mi było je karcić. Nie pomyślałeś o tym, że to może być powód mojej niechęci do dzieci? Nie, bo trzeba by było myśleć, żeby do takiego wniosku dojść...
Jak jest jakieś grzeczne i inteligentne dziecko to jestem przez nie bardzo lubiana i sama takie dzieci lubię, ale jednak większość dzieci, jakie spotykam jest rozwrzeszczana i niegrzeczna i z takimi sobie po prostu nie radzę, dlatego ich nie lubię (ale nie znam osoby, która by takie dzieci lubiła, nawet ich rodzice mają ich dość).
Rozumiesz już czy mam tłumaczyć dalej?
A wiesz, co powiedział pewien psycholog? (facet, żeby nie było)
"To nie tak, że Polki nie chcą mieć dzieci. Polki nie mają z kim mieć tych dzieci" i czytając takie wypowiedzi jak Twoje to utwierdzam się w tym, że to prawda. Ciężko trafić na mężczyznę, który sprawi, że kobieta poczuje się przy nim bezpiecznie
Masz racje. Trudno o faceta który nie chce dzieci. Ale na miejscu faceta tez łatwo byłoby mówić dumnie: "chciałbym dziecko! chciałabym potomka z mojej własnej krwi!", bo przecież nie on rodzi.
U mnie podobnie: nie mamy dzieci bo ja nie chcę, ale mąż chce (zmienił zdanie w trakcie małżeństwa z "niechcenia" na "chcenie") i widzę że mu smutno gdy jest temat dzieci. Niestety w tej kwestii nie ma kompromisów.
Wg mnie również dzieci to same wady i nieliczne zalety. Mam koleżankę która wciąż i wciąż mnie "gwałci" że muszę mieć dziecko. Jej zdaniem to sens życia kobiety, a małżeństwo to nie rodzina, tylko dzieci to pieczętują. Mówi że ona żyje wywiadówkami, kolegami z klasy swoich dzieci i opowiada jakie to cudowne, ale ja właśnie tego chcę uniknąć!
Mimo wszystko uważam że popęd rozrodczy jest naturalny. Żyjemy - z punktu ewolucyjnego i biologicznego - tak naprawdę tylko po to, by utrzymać gatunek. Skoro więc tego nie czujemy, to jest z nami coś nie tak. Wiem to, no ale... trudno.
Mi chyba ten popęd zanikł przez facetów, których spotkałam na mojej drodze. Mówię serio. Raz mi się przyśnił realistyczny sen, że wychodzę za mąż za faceta w moim typie i jestem w ciąży i wiesz co? Nawet się cieszyłam. Potem się obudziłam i dopadła mnie szara rzeczywistość
Może u mnie to faktycznie kwestia tego, że nie spotkałam nikogo wartościowego na swojej drodze?
Niestety często trafiam na takich, jak tutaj ten pan co się wypowiada o nicku Snake- próbuje mi wmówić, że nie mam empatii, bo nie chcę dzieci, ale sam nie ma jej na tyle, żeby postawić się w mojej sytuacji, przeczytać z rozumieniem to, co piszę i chociaż spróbować wczuć się w moją sytuację. Dla takich facetów kobieta to jednostka do rodzenia dzieci, która pewnie też nie powinna mieć najlepiej swojego zdania, a jak dzieci nie chce, to pewnie samolubna. A ja lubię inteligentnych facetów, którzy spojrzą na świat szerzej i zatroszczą się też o mnie jako kobietę, a nie "albo urodzisz dzieci albo spadaj"- nie mam szacunku do takich jednostek. A tacy właśnie często udzielają się w internetach i to przez nich czuję taką niechęć i obrzydzenie do związków, bo mi się z takimi facetami kojarzy. Niestety być mężczyzną też trzeba potrafić, a nie tylko wymagac od kobiet...
madoja napisał/a:chciałabym potomka z mojej własnej krwi!", bo przecież nie on rodzi.
Jeszcze za naszego życia
doczekamy się procedur rodem z SF, czegoś w stylu transplantacji zarodka z kobiety do sztucznej macicy. W końcu kozę już tak wyhodowali i, zupełnie inni badacze, myszy. Człowiek to już tylko mały krok.
Ilu facetów ma parcie na dziecko? Może internet coś podpowie.
Ja bym się, na miejscu kobiety, obawiał, że tacy z parciem na dziecko to trochę jak feedersi.
Wszystko po to, żeby ich nie zostawiła.
Myślisz?
Sama nie wiem
Z tymi chłopakami, którym ja się podobałam w życiu nie chciałabym mieć dzieci. Nawet mi to przez myśl nie przeszło. Musiałoby mi na kimś mega zależeć i musiałabym się czuć przy kimś bezpiecznie tzn. musiałabym wiedzieć, że facet mnie nie zostawi samą z problemami tylko mi pomoże, bo to dla mnie definicja prawdziwego związku
W internecie masę wyczytałam komentarzy różnych facetów, że "jak baba nie chce dzieci to powinna być całe życie sama" i co najlepsze pisali to ci, co nie są zbyt dobrym materiałem na ojca, hah
Jednak niesmak pozostał
Ja pisząc tutaj to wszystko stwierdziłam, że to nie tak, że ja dzieci nie chcę, tylko nie mam z kim ich mieć
Jestem też w takim wieku, że coraz więcej wartościowych facetów jest wyjadanych z rynku matrymonialnego, a ja przez to, że obracam się w kobiecym gronie nie mam nawet za bardzo okazji, do poznawania nowych facetów, więc nie mam nawet jak wyhaczyć tych ciekawszych. I to już jest problem.
Pytałam znajomych (a nawet bez pytania mi to ludzie mówią):"Jesteś taka ładna, przesympatyczna i bardzo mądra. Dlaczego ty jesteś sama? Jak to jest możliwe?"- i słyszę to zarówno od dziewczyn jak i chłopaków i to w różnym wieku. Bo niektórych pytam, czy powinnam coś w sobie zmienić a niektórzy mówią to sami z siebie, gdy mówią, że nikogo nie mam. A jak słyszą, na kogo trafiam, to się przestają dziwić, że wolę być sama
Musiałoby mi na kimś mega zależeć i musiałabym się czuć przy kimś bezpiecznie tzn. musiałabym wiedzieć, że facet mnie nie zostawi samą z problemami tylko mi pomoże, bo to dla mnie definicja prawdziwego związku
To jest istotą chęci posiadania dzieci - z kim to dziecko masz mieć.
Kilka lat temu na innym forum był wątek o przeciwnym poglądzie - dlaczego kobiety zmuszają mężczyzn do dzieci jak oni ich nie chcą. I wtedy jeden rozsądny facet napisał, że oni chcą mieć dzieci, tylko nie z każdą kobietą.
Żyj i szukaj odpowiedniego mężczyzny dla siebie, przy którym będziesz czuła się bezpieczna i kochana, z dziećmi i bez dzieci. A potem może się zdarzyć, iż sama dojdziesz do wniosku, że z nim na dziecko się zdecydujesz. Nigdy nie mów nigdy.
Tylko zawsze dobrze mieć zabezpieczone tyły, żebyś nawet z dzieckiem była niezależna i mogła o sobie decydować.
Ale jakby się dziecku działa krzywda to pierwsza mu polecę na pomoc. To jest empatia.
Spoko, to potrafią nawet psychopaci. Oni też takie rzeczy ogarniają, że społecznie dobrze jest odbierana reakcja w takiej sytuacji. Nawet ja to potrafię ![]()
A WWO cechuje to, że odpoczywają w osamotnieniu i ciszy, gdzie przy dziecku to często nie jest możliwe. No chyba że dziecko wyjątkowo dużo śpi
Mniej ekscytuj się skrótowcami.
Nigdzie nie napisałam, że gardzę dziećmi w potrzebie. Pracowałam z nimi i wiesz, jaki był mój problem? Byłam dla nich za miękka, za dobra. A do niektórych trzeba twardej ręki, gdzie mi wchodziły na głowę, bo żal mi było je karcić. Nie pomyślałeś o tym, że to może być powód mojej niechęci do dzieci? Nie, bo trzeba by było myśleć, żeby do takiego wniosku dojść...
Eee tam, to akurat babski brak perspektywy. Kobitki myślą tu i teraz, a faceci perspektywicznie dlatego potrafią wyznaczyć linię łączącą pozorną krzywdę teraźniejszą z późniejszą korzyścią. Tym się akurat nie przejmuj jeśli nie planujesz być pedagogiem, a nawet jeśli zdarzy ci się w przyszłości dziecko, to też się nie przejmuj, bo ojciec dziecka się tym zajmie.
Jak jest jakieś grzeczne i inteligentne dziecko to jestem przez nie bardzo lubiana i sama takie dzieci lubię, ale jednak większość dzieci, jakie spotykam jest rozwrzeszczana i niegrzeczna i z takimi sobie po prostu nie radzę, dlatego ich nie lubię (ale nie znam osoby, która by takie dzieci lubiła, nawet ich rodzice mają ich dość).
Rozumiesz już czy mam tłumaczyć dalej?
Acha, czyli twoja empatyczna wrażliwość ogranicza się tylko do grzecznych dzieci, a uczuć, myśli tych niegrzecznych już nie potrafisz przeniknąć? W sumie słusznie, dzieci przeważnie to okropne i złośliwe bachory. Nie przejmuj się.
A wiesz, co powiedział pewien psycholog? (facet, żeby nie było)
"To nie tak, że Polki nie chcą mieć dzieci. Polki nie mają z kim mieć tych dzieci" i czytając takie wypowiedzi jak Twoje to utwierdzam się w tym, że to prawda. Ciężko trafić na mężczyznę, który sprawi, że kobieta poczuje się przy nim bezpiecznie
Na to już nic nie poradzę, za stary jestem dla ciebie, a z pewnością jestem facetem przy, którym kobieta czuje się bezpiecznie. No chyba, że chodzi ci o to żebym czasem wrzucił sam swoje pranie do pralki? No tu już nie poradzę, żona nie pozwala mi się zbliżać do pralki, a kupiła jakąś taką, że i sam się boję do niej zbliżać ![]()
YellowStar napisał/a:Musiałoby mi na kimś mega zależeć i musiałabym się czuć przy kimś bezpiecznie tzn. musiałabym wiedzieć, że facet mnie nie zostawi samą z problemami tylko mi pomoże, bo to dla mnie definicja prawdziwego związku
To jest istotą chęci posiadania dzieci - z kim to dziecko masz mieć.
Kilka lat temu na innym forum był wątek o przeciwnym poglądzie - dlaczego kobiety zmuszają mężczyzn do dzieci jak oni ich nie chcą. I wtedy jeden rozsądny facet napisał, że oni chcą mieć dzieci, tylko nie z każdą kobietą.Żyj i szukaj odpowiedniego mężczyzny dla siebie, przy którym będziesz czuła się bezpieczna i kochana, z dziećmi i bez dzieci. A potem może się zdarzyć, iż sama dojdziesz do wniosku, że z nim na dziecko się zdecydujesz. Nigdy nie mów nigdy.
Tylko zawsze dobrze mieć zabezpieczone tyły, żebyś nawet z dzieckiem była niezależna i mogła o sobie decydować.
No właśnie. Tak też może być, jak powiedział ten facet. Bo ten sen też coś znaczył. Był bardzo realistyczny i śniło mi się, że wyszłam za mąż, za mój typ faceta- nie chcę mówić, że ideał, żeby nie brzmieć próżno, ale przyśnił mi się typ faceta, który mnie pociąga, nie znałam go, to nie był nikt konkretny, ale we śnie znałam jego cechy, podświadomie, wiedziałam kim jest. Byłam w ciąży potem w tym śnie i nawet się cieszyłam. Obudziłam się zadowolona. Na prawdę. Tylko potem do mnie dotarło, że muszę się zbierać na uczelnię, zbliża się stresujący egzamin, a ja nie mam nawet cienia szansy na poznanie faceta. Dopadła mnie szara rzeczywistość i zdołowała, ale sam sen mnie ucieszył, czyli ja sobie tak wmawiam, ale podświadomie chcę czego innego. A wiem, że jest taki mechanizm zaprzeczenia- czyli jak nie dostaliśmy czegoś, czego bardzo chcemy to sobie wmawiamy, że ta rzecz wcale nie jest taka dobra, ze to ma same minusy i wymieniamy sobie te minusy, żeby potwierdzić naszą tezę. I ja to właśnie robię. Dlatego, że marzyłam o przyzwoitym facecie, którego nie mogę spotkać i to mój taki mechanizm obronny. Sądzę, że jakbym była w poważnym, długim związku to bym inaczej na to wszystko patrzyła. A ja nie ukrywam, że jestem zrezygnowana jeśli chodzi o facetów. Jak widzę jakąś parę albo słyszę o związku to jestem zmęczona samym myśleniem o tym. Mi się to bardzo źle kojarzy, bo sama nigdy w szczęśliwym związku nie byłam. Albo się spotykałam z kimś, kto mi się nie podobał (i nie trwało to długo, bo nie chciałam nikogo oszukiwać nawet, bo każdy zasługuje na miłość, chociaż wielu z tych moich niedoszłych chłopaków nadal jest sama) albo mi się nie udawało. Jak był ktoś zajęty to nawet nie próbowałam, ale jak mi się ktoś podobał, a bym wolny, to próbowałam jakoś zagadywać. Tak delikatnie, ale jednak. Nie miałam zbyt wielu chłopaków wokół, więc też nie miałam na kim ćwiczyć. Potem na studiach zakochałam się w koledze z roku. On mnie lubił, nie powiem, ale tylko jako koleżankę. A pamiętam, że prawie stawałam na głowie. Starałam się pokazać z jak najlepszej strony, zarówno z charakteru jak i wyglądu, albo zapraszałam do siebie na obiad, na kawę na mieście. A i tak dostałam kosza. Rok się po tym zbierałam. Dlatego czuję taką niechęć do mężczyzn. Bo co mi się ktoś spodoba trochę lub trochę bardziej to kojarzy mi się to z takim stresem, napięciem, niepewnością, zaczynam analizować gesty i słowa takiego faceta, włącza mi się myślenie życzeniowe, wszystko, byle wyłapać znaki zainteresowania, którego nie było. Nawet znajomy mi mówił, że jak trafię na odpowiedniego to nie będę musiała się zastanawiać czy mieć wątpliwości. W każdym razie dlatego tak zaznaczam to poczucie bezpieczeństwa, bo kobieta powinna ufać mężczyźnie, czuć się kochana. Ktoś mi w innym wątku tu na forum nawet napisał, że to dziwne, bo to faceci zawsze mają tą rolę i tą trudność, żeby stworzyć atmosferę, żeby zainteresować dziewczynę, a w moim przypadku to tak jakbym ja przejęła tą rolę. Nigdy nie byłam zimna i niedostępna, nie stosowałam gierek, chciałam, żeby mnie ktoś polubił taką, jaką jestem. Nie oczekiwałam płacenia w knajpach, zdejmowania kurtek w przypadku zimnego popołudnia (gdzie dla moich koleżanek to jest oczywistość). Chciałam mieć zdrowy związek. I przez to, że tego nie osiągnęłam to czuję się jak się czuję. Traktuję to jako swego rodzaju porażkę, ale co mogę zrobić? Wiem, ze jestem jeszcze młoda, ale już jestem w takim wieku, gdzie ludzie powoli się zaczynają stabilizować, określają swoje cele i priorytety, a nie wchodzą w pierwsze poważne związki. Ten 25 rok życia to jest pewnego rodzaju przełom. Nawet nie mam szansy na ślub przed 30stką (a nie chcę wychodzić za kogoś nie znając tej osoby dobrze).
I ja chyba swoje rozczarowania facetami przenoszę na niechęć do dzieci. No bo nie wyobrażam sobie np. teraz być w ciąży. No bo nie mam faceta. Nie czułam nigdy tego bezpieczeństwa. Do tego jest jeszcze inny problem. Jestem jedną z kobiet, które "kochają za bardzo" i jak mi się ktoś podoba to staję na głowię, żeby na tą osobę "zasłużyć". To efekt wychowania przez rodziców, bo za dzieciaka fakt, że wydali dużo pieniędzy na mój samorozwój, ale byli zimni emocjonalnie. Byłam zawsze pozostawiona sama ze sobą. Nie mogłam z nimi pogadać o uczuciach itp. Mój tata niby mnie kochał, woził na zajęcia dodatkowe, ale nigdy nie przytulał, nie spędzał ze mną czasu, jak to robią niektórzy tatusiowie. Często, gdy coś mi się nie udawało rodzice byli na mnie źli i się nauczyłam, że żeby byli ze mnie dumni musi mi się coś udać (bo jak mi się nie udawało, to zamiast mnie pocieszyć to był ochrzan). I ludzie, którzy mieli w dzieciństwie podobnie robią potem to samo, co ja- czyli podświadomie starają się nieba przychylić partnerowi, bo myślą, że muszą zrobić coś dobrego, żeby sobie zasłużyć, że nikt ich nie może kochać "ot tak". A fakt, że mam takie problemy ze znalezieniem faceta podświadomie mnie w tym utwierdza. Niestety to bardzo toksyczne podejście, bo jak się trafi na toksyka to może nas nieźle wykorzystać. Mnie chroni jedynie dość złośliwy charakter, który włącza mi się w momencie, gdy ktoś jest wobec mnie nie fair, ale gdyby nie to to bym pewnie była do dzisiaj w toksycznej relacji z moim eks.
Ale mam dość delikatny charakter, łatwo mnie urazić, jestem wrażliwa na otoczenie i dlatego brak odpowiedniego partnera traktuję jako swego rodzaju porażkę, bo nie ukrywajmy- wybór osoby do życia jest jednym z najważniejszych wyborów w życiu, bo to może nas albo wzmocnić albo zniszczyć, jeśli nieodpowiednio wybierzemy
Sorry, że się tyle rozpisałam, ale już mi lepiej
Na to już nic nie poradzę, za stary jestem dla ciebie, a z pewnością jestem facetem przy, którym kobieta czuje się bezpiecznie. No chyba, że chodzi ci o to żebym czasem wrzucił sam swoje pranie do pralki? No tu już nie poradzę, żona nie pozwala mi się zbliżać do pralki, a kupiła jakąś taką, że i sam się boję do niej zbliżać
Jeśli stwarzasz kobiecie takie warunki, że czuje się bezpiecznie- szacun dla ciebie
Hah, nowoczesna technologia potrafi być straszna, więc się nie dziwię ![]()
Tak jest wielu facetów, którzy chcą mieć potomstwo. Też zauważyłem trend że współczesne dziewczyny 20+ zaskakująco często nie chcą dzieci. Dla mnie jako facetowi wydaje się to naturalne, że jak chcę mieć dziecko to wchodzę w związek małżeński. W takich związkach dzieci po prostu mają lepiej w znaczeniu stabilniej i lepszy start w życiu przez co ich życie powinno być po prostu lepsze. Oczywiście są od tego wyjątki. Po co komuś introwertycznemu ta cała szopka ze ślubem jeśli nie idzie za tym coś większego?
Mam wrażenie że autorka tematu żyje za dużo w swojej głowie. Głowie pełnej strachu. Nie ma odpowiedniego kandydata na faceta, ale już się martwi czy jej przyszłe dziecko będzie miało pracę albo czy starczy jej pieniędzy na dodatkowe zajęcia dla potomka. Nie lepiej skupić się na tym co tu i teraz i na tym co możesz zrobić aby poprawić jakość swego życia? Boisz się ciąży to może zwyczajnie nie czytaj o złych doświadczeniach na ten temat innych ludzi tylko o tych dobrych.
Te myśli plany, szczegółowe scenariusze. To dla mnie brzmi jak byś się chciała za wszelką cenę uchronić. To chyba pokłosie tego nieudanego związku. A z drugiej strony te marzenia pragnienia, że aż śnisz o tym dziecku.
52 2022-05-04 07:33:31 Ostatnio edytowany przez Be. (2022-05-04 07:33:53)
Dla mnie ogólnie niedorzeczne jest to, że dzisiejsze kobiety:
1) Nie mają pojęcia o mężczyznach i nie interesują się nimi jako ludźmi
2) Nie chcą stałego związku, za to zaliczają na ilość
A jednocześnie robią sobie dzieci, zmuszają je do życia w rozbitych rodzinach i hodują potem doroslych z problemami, grunt że ona mogła się "spełnić". A jak się syn urodzi to już w ogóle zagadka co z nim...
Be. napisałeś wszystko dobrze, tylko drobne poprawki trzeba wprowadzić:
Dla mnie ogólnie niedorzeczne jest to, że dzisiejsi mężczyźni:
1) Nie mają pojęcia o kobietach i nie interesują się nimi jako ludźmi
2) Nie chcą stałego związku, za to zaliczają na ilośćA jednocześnie robią sobie dzieci, zmuszają je do życia w rozbitych rodzinach i hodują potem doroslych z problemami, grunt że on mogł się " wyszaleć". A jak się syn urodzi to już w ogóle zagadka co z nim...
54 2022-05-04 09:12:04 Ostatnio edytowany przez Be. (2022-05-04 09:15:43)
To akurat łatwo ominąć, bo wśród facetów tylko te kilka % takich jest. Żaden normalny kolo nie będzie robił sobie dzieci z losowymi kobietami, bo na niego potem spada odpowiedzialność finansową, a instynktu macierzyńskiego nie mamy, by poczuć chęć na dziecko tak jak kobieta. Widzisz wy opieracie swoje poglądy na podstawie badboyow czy jakichś super bogatych gości, którzy właśnie traktują kobiety nieco "wyczynowo", a potem płaczecie. Dodajmy, że kobiety pociaga właśnie nieprzewidywalność i toksyczna męskość na pokaz (badanial). Wy świadomie wybieracie jak wybieracie.To co ja opisałem robią nie jakieś karyny z klubu w Wawce, a całkiem normalne, zwykle dziewczyny. W końcu to dla kobiet jeden partner nadaje się na wychowywanie dziecka, a drugi na płodzenie go (bardziej męski);)). Najlepsze, że na samym forum masz masę facetów, którzy nie robią kuku drugiej osobie, natomiast wszelkie obrończynie kobiet zwykle same mają za uszami, ale bronią do upadłego;))).
Rozumiem że obecny partner Ci robi takie przykrości?
Edit: Tak btw to było badanie i wyszło, że faceci o wiele więcej wiedzą o kobietach niż kobiety o facetach.
To co ja opisałem robią nie jakieś karyny z klubu w Wawce, a całkiem normalne, zwykle dziewczyny.
Jak wokół Ciebie taka norma to tylko współczuć
Edit: Tak btw to było badanie i wyszło, że faceci o wiele więcej wiedzą o kobietach niż kobiety o facetach.
Czy to było w tym samym kraju nad Wisłą w którym mężczyźni uznają stosunek przerywany za antykoncepcję? xD
by poczuć chęć na dziecko tak jak kobieta.
Nie wiem czy zauważyłeś
ale jesteś w wątku gdzie to kobiety narzekają, że mężczyźni namawiają (a wręcz żądają) dzieci
56 2022-05-04 09:59:10 Ostatnio edytowany przez Be. (2022-05-04 10:07:29)
Wątek jest taki, ale on nie wynika z faktu, a lęku zapewne przed ciążą, to normalne.
Nie wiem w jakim celu krytykujesz Polskę, ale widzę już narrację, że USA złe bo coś, Polska zła bo coś tam. Nie, nie było to badanie polskie.
Wokół nas wszystkich jest taka norma i owszem mężczyznom należy współczuć współczesnych kobiet.
A i ten, pamiętam jak do liceum chodziłem i przyszła pani i edukowala nas, że jedyne dobre metody to stosunek przerywany własnie i kalendarzyk ![]()
A co Wy o tym sądzicie?
Znacie facetów, co nie chcą dzieci?
I nie mówię o rozwodnikach, którzy mają już dzieci i nie chcą więcej tylko o młodych facetach, rówieśnikach
Bo mam wrażenie, że w domach się ludziom wmawia, że dzieci to cud i dar Boży i faceci w to wierzą
Zastanawiam się, czy nie warto zamieszkać np w Warszawie, czy tam nie ma więcej ludzi z takim podejściem jak moje
Z mojej perspektywy więcej facetów niż kobiet jest zainteresowanych posiadaniem dzieci. Czym kobiety są bardziej świadome kosztów i odpowiedzialności, związanych z posiadaniem dziecka, tym więcej ich oporów wobec rozmnażania się. Bo jakby dzisiejszy świat nie poszedł do przodu i faceci nie byli zaangażowani w rodzicielstwo, to i tak kobiety ponoszą trudy ciąży, porodu i połogu. Potem zazwyczaj więcej czasu poświęcają dziecku. Macierzyństwo wiąże się też często z większymi kosztami emocjonalnymi dla nich, bo jak są świadome, to wiedzą, jak bardzo więź i najmłodsze lata życia dziecka przekładają się na jego późniejsze życie. Już nie mówiąc o presji społecznej i oczekiwaniach co do roli matki i poświęceń z tym związanych :-/
Cały ten obraz jest po prostu zniechęcający przez brzemię odpowiedzialności. Chyba lepiej w tym przypadku być nieświadomym niczego człowiekiem kierującym się instynktem ;-)
Wiesz, tak jak widzę też Twoje inne posty, to straaasznie wszystko analizujesz, rozważasz, itp. Ok nie jest to złe, ale mam wrażenie u Ciebie to trochę przesadne, roztrząsasz milion dwieście różnych wariantów, zdarzeń, wersji itp. Sama mam podobnie, ale może nie do takiego stopnia, i wiem że to mocno utrudnia życie, bo ciągle coś rozbijasz na setki scenariuszy. A zycie, cóż, samo przynosi nie raz rozwiązania, albo zmiany i nasze analizy są o kant tyłka rozbić. Jedyne co to jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości co do posiadania dziecka, to lepiej się na nie nie decyduj. Konsekwencje na całe życie, i za bardzo nie do naprawienia.
Chyba lepiej w tym przypadku być nieświadomym niczego człowiekiem kierującym się instynktem ;-)
Tak - taki niby świadomy przesadnie wyrachowany "rozsądek" niszczy odwagę pewien jej rodzaj i tłumi intuicję,równowagę ,nie pozwala na wydobycie tego co naturalne i co każdy ma lub może mieć w sobie jeżeli chodzi o predyspozycje i zdolności .
A to prawda akurat. Gorzej, że patrząc na same instynkty wchodzilibysmy w związku z tym, kto najlepiej uwodzi. Chociaż w sumie kobiety tak robią.
Czy jest wielu facetów, którzy mają parcie na dziecko?
Równie dobrze można zapytać, czy wiele istot można nazywać ludźmi, czy tylko kreaturami w ludzkiej skórze?
Mowa o najbardziej naturalnej roli jaką Matka Natura przydzieliła każdemu zwierzęciu. Przekazać swoje geny dalej, wychowywać własną krew.
Czy jest wielu? Odpowiem - nie wiem, ale niech będzie ich, jak najwięcej.
MagdaLena1111 napisał/a:Chyba lepiej w tym przypadku być nieświadomym niczego człowiekiem kierującym się instynktem ;-)
Tak - taki niby świadomy przesadnie wyrachowany "rozsądek" niszczy odwagę pewien jej rodzaj i tłumi intuicję,równowagę ,nie pozwala na wydobycie tego co naturalne i co każdy ma lub może mieć w sobie jeżeli chodzi o predyspozycje i zdolności .
Odwagi ludziom nie brakuje, dlatego przez ostatnie 200 lat populacja ludzi na świecie zwiększyła się z 1 miliarda do niemal 8 miliardów. Nieźle co?
Ale co tam, Ahoj przygodo :-D
63 2022-05-04 14:31:47 Ostatnio edytowany przez paslawek (2022-05-04 14:36:34)
paslawek napisał/a:MagdaLena1111 napisał/a:Chyba lepiej w tym przypadku być nieświadomym niczego człowiekiem kierującym się instynktem ;-)
Tak - taki niby świadomy przesadnie wyrachowany "rozsądek" niszczy odwagę pewien jej rodzaj i tłumi intuicję,równowagę ,nie pozwala na wydobycie tego co naturalne i co każdy ma lub może mieć w sobie jeżeli chodzi o predyspozycje i zdolności .
Odwagi ludziom nie brakuje, dlatego przez ostatnie 200 lat populacja ludzi na świecie zwiększyła się z 1 miliarda do niemal 8 miliardów. Nieźle co?
Ale co tam, Ahoj przygodo :-D
To taka "technologiczna" odwaga jej konsekwencje,też wytwór umysłów ludzi
zniesienie(albo zamiana jak kto woli ) w ciągu 600lat "klasycznego" niewolnictwa i matematyka też się przyczyniły do wzrostu populacji
To jeszcze nie koniec przygody ![]()
Dzieci? Parcie na potomstwo?
Oj, to chyba ostatnia kwestia, którą bym chciał zrealizować w życiu ![]()
65 2022-05-05 13:52:17 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2022-05-05 13:52:52)
Dzieci? Parcie na potomstwo?
Oj, to chyba ostatnia kwestia, którą bym chciał zrealizować w życiu
Też tak mówiłem.
Ale nie żałowałem nawet przez sec że życie chciało inaczej