Cześć wam, mam problem, niby nic strasznego, ale ja nie potrafię tego zaakceptować. Mój chłopak pali papierosy, jestem z nim od 3 lat, a od 2 tak walczę z nim żeby rzucił palenie, ale on wciąż mnie oszukuje, ze nie pali, ale kłamstwa wychodzą, bo spotykamy się codziennie i czuć. Ja robie mu awanture, a on co robi? wciąż obiecuje ze rzuci, i na tym się końćzy. Nie wiem ja jestem na pukncie fajek "chora" i nie zniose tego dłużej. Co byście mi doradziły? próbowałam juz wielu rzeczy, ale teraz postanowiłam, ze jak znowu mnie okłamie, to zerwe z nim na tak długo dopuki nie zrezygnuje z fajek. Myślicie, że to dobry pomysł? bo ja już innego rozwiązania nie widzę.
Podobne tematy
witaj. Miałam ten sam problem.. ale po poważnej rozmowie na ten temat mój chłopak przestał od razu. też nie znoszę fajek. ![]()
No widzisz twój rzucił, a moj chyba w ogóle nie zamierza ;/
A rozmawiałaś z nim o tym?
Tak cały czas z nim o tym rozmawiam, a teraz to raczej cały czas sie znim o to kłoce, i powiedziałam mu wyrażnie, że dopuki nie rzuci, to będą wojny, ale on ma to gdzieś! Dlatego myślałam nad tym chwilowym rozstaniem.
Ja mojemu powiedziałam coś w stylu, że nie akceptuję tego i czy mógłby to dla mnie zrobić, że to dla mnie bardzo ważne, że go kocham ale nie chce być z kimś kto pali. a planujesz z nim przyszłość?
Ja też mu mówie o tym, ze tego nie akceptujei, i gdyby rzucił, to nie było by tych kłotni w ogóle, to on mi odpowiada, ze nie pozwoli zrobić z siebie pantofla!
Tak niestety już mysle o przyszłości z nim, aczykolwiek nie wiem czy jestem na 100% pewna, nie do końca nam się układa, a ja jestem zagubiona, bo jesteśmy ponad 3 lata, i nie wiem czy potrafiłabym z nim zerwać ![]()
Przywiązanie i miłość robi swoje...
Może postaraj się mu jeszcze przetłumaczyć, że to nie chodzi o to czy będzie pantoflem czy nie, ale niech zrobi to dla ciebie bo w końcu chcecie być już zawsze razem. Zapytaj się go co jest dla niego ważniejsze fajki czy ty. Postaw ultimatum, że nie chcesz być kimś kto pali.
Już mu nawet nie mówie żeby rzucił dla mnie tlyko, dla siebie, wiesz jego ojciec ostatnio miał operacje, a papierochy miały bardzo duzo z tego wspolnego, dlatego mówie mu, żeby rzucil to dla siebie, i dla swojego zdrowia, bo mnie to boli jak się zatrówa, A jak myślisz, czy taki chwilowe zerwanie by pomogło ? Moze wtedy spostrzegnie się ze mnie traci?
A co on na to, że jego tata miał przez to problemy?wiesz co nie znam go i ciężko mi powiedzieć czy by podziałało. Myślisz że to by była dla niego dobra terapia? a jak często się widzicie? może po prostu unikaj spotkań przez jakiś czas albo ogranicz.
Mój facet też palił, w sumie wiedział o tym, że nie odpowiada mi nawet zapach fajek ale jakoś nigdy nie robiłam mu o to żadnych "awantur"
czasem tylko wspominałam, że za dużo moim zdaniem pali
, aż w końcu niespodzianka: rzucił, jak sam mówił głównie z tego powodu, że ja nie palę. Nie powiem, bo bardzo mnie to ucieszyło.
Może spróbuj wytłumaczyć mu, że rzucając palenie, w cale nie oznacza, że zrobi z siebie pantofla. Może nie naciskaj go tak drastycznie, małymi kroczkami bo pewnie trudno jest rzucić, najpierw niech ograniczy i równocześnie nie ukrywa tego przed Tobą, bo to najgorsze co może zrobić.
12 2010-03-11 09:35:57 Ostatnio edytowany przez Desire1987 (2010-03-11 10:42:24)
ojj nie radziłabym takich radykalnych rozwiązan jak zerwanie "na chwilkę" facet moze uniesc się honorem i powrotu nie bezie więc jesli go kochasz i chcesz z nim byc nie rób takich akcji... słuchaj teraz jest tyle możliwych rozwiązań! sa poradnie dla palaczy.... są specjalne seanse chyba z hipnoza po których ludzie nie palą.....
13 2010-03-11 10:15:05 Ostatnio edytowany przez Paweł-1979 (2010-03-11 13:36:06)
Pozwolicie że wtące bo mnie tkneło...
Jak kobiecie powiedzieć "Nie opychaj się czekoladą bo ci to szkodzi,jak nie przestaniesz to cię rzucę" zaraz by była tragedia i kontra : "jak możesz szarżować naszym uczuciem, związkiem,miłością z tak błachych powodów!" I w sumie racja...
goha0101 jeżeli dym tytoniowy nie jest dla ciebie do przejścia i nie mieści się w twojej kanwie "KOMPROMISU" to dlaczego zaczełaś w ogóle związek??? Aha bo wtedy "motylki" były i nie czułam dymu?
Oby twoja "szokowa" terapia przyniosła zamierzony efekt ponieważ jest to okropny nałóg, (wiem bo sam palę i też wiem jak BARDZO ciężko jest go rzucić)...Tylko nie zdziw się jak przyniesie odwrotny do zamierzonego, ponieważ osobiście uważam że to co chcesz zrobić to istny "młot pneumatyczny" dla fundamentu związku..
ps. Post Pauliii był najtrafniejszy ![]()
Pozdrawiam
14 2010-03-11 10:28:11 Ostatnio edytowany przez Roxana (2010-03-11 10:31:03)
Pozwolicie że wtące bo mnie tkneło...
Jak kobiecie powiedzieć "Nie opychaj się czekoladą bo ci to szkodzi,jak nie przestaniesz to cię rzucę" zaraz by była tragedia i kontra : "jak możesz szarżować naszym uczuciem, związkiem,miłością z tak błachych powodów!" I w sumie racja...
goha0101 jeżeli dym tytoniowy nie jest dla ciebie do przejścia i nie mieści się w twojej kanwie "KOMPROMISU" to dlaczego zaczełaś w ogule związek??? Aha bo wtedy "motylki" były i nie czułam dymu?
Oby twoja "szokowa" terapia przyniosła zamierzony skutek ponieważ jest to okropny nałóg, (wiem bo sam palę i też wiem jak BARDZO ciężko jest go rzucić)...Tylko nie zdziw się jak przyniesie odwrotny do zamierzonego, ponieważ osobiście uważam że to co chcesz zrobić to istny "młot pneumatyczny" dla fundamentu związku..
ps. Post Pauliii był najtrafniejszy
Pozdrawiam
Popieram w 100% !!! Dodam od siebie , że rzucenie kogoś ,kogo sie kocha , tylko z powodu fajek świadczy o tym że jesteś pusta !Musisz pomóc mu rzucić palenie , a nie szantażować , bo w końcu to on cię zostawi.
Brawo Paweł tekst o czekoladzie jest super, i masz zdecydowanie rację. Miłość i szantaż nie idą w parze.
Mój mąż palił jak go poznałam, nie wadziło mi to na tyle bo widywałam go rzadko,ot randki on w delegacjach.
Ale po ślubie to już palenie w małej kuchni gdzie jadłam przestało mi się podobać, nie mówiąc o rudych firankach.
Ale to mój mąż nie mnie na siłe go zmieniać, używam kobiecych sztuczek owszem ale delikatnych i proszę żeby rzucił nie zmuszam. Sam mi powiedział że jak będzie gotów to rzuci. Goha powiem ci tak wole hobby typu fajka,
niż hobby alkohol lub inna pani.
A jak rzucisz go przez fajki to powiedz sama bedąc facetem byś usłyszała " laska mnie rzuciła przez papierosy " to od razu
nasówa sie wniosek nie kochała mnie na tyle żeby znieść taka bzdure.
Ja też uwierz nie cierpię papierosów ale oprucz nich mąż jest ciepły troskliwy kochany, wiec daje jemu szanse wyboru i tylko mówię że byłoby szkoda gdyby nie zestarzał się ze mną przez te fajki.
On o tym mysli ,widzę to.
Faktycznie są osoby, dla których papierosy są przeszkodą nie do przeskoczenia. Ale wtedy nie zaczyna się związku. Skoro od tylu lat jesteś z tym facetem to znaczy, że dla ciebie aż tak wielką przeszkodą nie są. Twoje nalegania, żeby rzucił, a tym bardziej jakieś ultimatum na pewno przyniesie odwrotny skutek. No bo jak on ma myśleć, że ci zależy, skoro chcesz go zostawić z powodu głupstwa, które było już w czasie, kiedy wasz związek się rozpoczynał. Nie można na nikim wymusić zmian - albo ten ktoś sam chce coś zrobić z tym co ci przeszkadza albo nie widzi takiej potrzeby
17 2010-03-11 11:05:09 Ostatnio edytowany przez oliwka (2010-03-11 18:15:50)
Ja chciałabym również dodać coś od siebie. Papierosy to nie jest przyjemny nałóg i wręcz śmierdzący.Zdaję sobie z tego sprawę,bo sama palę.Wiem,że wielu osobom przeszkadza,ale dopóki ja sama nie podejmę decyzji,że chcę rzucić to nikt na mnie tego nie wymusi. Twoje zachowanie Goha mnie śmieszy i wydaje się naprawdę niedojrzałe.Jesteś z facetem trzy lata i tylko z względu,że pali chcesz z nim zerwać ??? A gdzie miłość,kompromisy w związku? Zastanawiałaś się nad tym? Wiesz ja Cię naprawdę rozumiem,że bardzo Ci to przeszkadza i wolałabyś,żeby nie palił,ale ile można naciskać i szantażować.W końcu on sam ucieknie,bo będzie miał dośc Twoich uwag.Może spróbuj zaakceptować to,że pali,ale porozmawiaj z nim,żeby nie robił tego w Twoim towarzystwie,żeby wychodził na zewnątrz. A po wypaleniu papierosa można użyć gumy miętowej, która pomoże usunąć przykry zapachu z jamy ustnej,żebyś nie musiała się całować z popielniczką ![]()
I popieram słowa Pawła ....
Jak kobiecie powiedzieć "Nie opychaj się czekoladą bo ci to szkodzi,jak nie przestaniesz to cię rzucę" zaraz by była tragedia i kontra : "jak możesz szarżować naszym uczuciem, związkiem,miłością z tak błahych powodów!" ![]()
Wiesz, zerwanie "na chwile" ze wzgledu na papierosy raczej nie jest madre. We wczesniejszych wypowiedziach zostało Ci to wytłumaczone.
Ja sama zaczełam palic za małolata, z głupoty, miałam 13 lat. Paliłam 8 lat i rzuciłam, całkiem nie dawno (miesiac temu). I udało mi sie rzucic tylko dlatego, ze sama chciałam to zrobic. Im wiecej osób na mnie naciskało, tym bardziej chcialo mi sie palic.
Bardzo pomogły mi tabletki TABEX, uwazam je za bardzo skuteczny srodek.
Noemi , a czy te tabletki można kupić bezrecepty?, czy musze iść do lekarza i powiedzieć ze chciałabym rzucić palenie. Mam facet który nie pali i nie znosi papierochów. Zalezy mi na swoim zdrowiu i na zdrowiu naszej rodziny...
Na początek chciałam Wam wszystkim podziękować, za wypowiedzenie się, co o tym myślicie, padłodużo odpowiedzi, i dzięki za to, dały mi one do myślenia, może faktycznie zbyt mocno nalegam, tylko czasami mam takie dni, ze naprawde jestem zła bardzo na to, że pali, wiem ze to dziwne, ale taka już jestem. A teraz do Pawła, fajnie ze ty jako facet też się wypowiedziałeś, a teraz odpowiem Ci na pyt "dlaczego zaczełam z nim chodzić skoro papierosy mi przeszkadzały"? otóz odp jest bardzo łatwa, dlatego, ze i ja wtedy paliłam, ale ja już dawno temu rzuciłam, i w sumie mieliśmy razem to rzucić, ale jemu się nie udało, dlatego też jestem odrobine zła, ale nie każdy może to rozumieć. A z tym rzucaniem to nie jest tak, ze pali to zerwe nie nie, myślałam ze jak zrobie mu taka przerwe, to zrozumie, ze naprawde zawadzają mi te pety i się zbierze, i je rzuci, ale nie, postanowiłam, ze z nim jeszcze raz o tym porazmawiam, ostatnim razem mówił, ze chce rzucić,bo szkoda mu kasy! więc chyba jest dobrze. najbardziej wkurza mnie to, ze mnie kłamie, mowi ze nie palil, a ja znajduję papierochy, ale od niedawna nie kryje sie przede mną, wiem, ze pali, i nie będę robic awantur, ale to nie znaczy, że nie będę dąrzyć do tego zeby je rzucił, taka juz jestem
Czy teraz moja postawa jest lepsza od poprzedniej ?:)
21 2010-03-11 17:14:18 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2010-03-11 17:15:52)
Co do Pawla i przykladu z czekolada - ja,jakby mi na kims zalezalo i NAPRAWDE by to w czyms przeszkadzalo (ale nie przeszkadza,bo nie smeirdzi i nie rujnuje zdrowia) to staralabym sie rzucic.mZwlaszcza,ze po jakims czasie organizm sie odzwyczaja. Jakby sie mialo wsparcie, skupilo na czyms innym,to to nie ejst niemozliwe.
Do autorki - podrzuc mu ksiazke Allen Carr - ''jak skutecznie rzucic palenie''. Mozna gdzies nawet znalezc e-book. Przeczytalam 27 stron( z ciekawosc,nigdy nie palilam) i naprawde COS w niej jest. Autor sam wypalal po kilka paczek dziennie a potem rzucil, wiec wie o czym pisze ![]()
Popieram w 100% !!! Dodam od siebie , że rzucenie kogoś ,kogo sie kocha , tylko z powodu fajek świadczy o tym że jesteś pusta !Musisz pomóc mu rzucić palenie , a nie szantażować , bo w końcu to on cię zostawi.
No tak, jest pusta. Wez sie puknij w glowe kobieto. Swietnie oceniasz ludzi (nie dosc,ze z gory,to na podstawie blahostek). Pusta,bo dba o zdrowie i wlasne samopoczucie? To moze jak on zacznie pic, to tez bedzie pusta jak jej to bedzie przeszkadzalo. Ty rozumiesz w ogole znaczenie 'pustoty''? A odrozniasz granice miedzy miloscia do innych a zdrowa miloscia do siebie?
Paulina wg mnie masz w 100% rację. I z 'pustotą' i z czekoladą.
Goha mam nadzieję, że poradzisz sobie z tym problemem. ![]()
Paulina, Natalia - dopóki się krzywdy nikomu nie robi to tolerancyjność nakazuje akceptować. A jeśli się czegoś nie umie zaakceptować to należy poszukać partnera, którego się akceptuje. Palenie papierosów szkodzi palaczowi a nie jego dziewczynie. Bo takie elementy jak zakaz palenia w mieszkaniu czy nawet w towarzystwie osoby niepalącej łatwo wyegzekwować i palacz nie czuje się wtedy do niczego zmuszany.
Vinnga z jednej strony masz rację. Może ja uważam inaczej bo fajek nienawidzę, nie znoszę i nigdy nie będę akceptować... A niestety serce nie sługa zakochałam się w palaczu (obecnie byłym). No i do tego spotkało mnie szczęście, bo mój chłopak rzucił dla mnie całkowicie skoro mi to bardzo przeszkadzało.. Rozumiem gohę dlatego staram się jej pomóc, żeby uzyskała to nad czym jej tak bardzo zależy..
Goha nie uzyska (mam nadzieję, że się mylę), bo za bardzo naciskała. Jak palacz chce to sam będzie walczył z nałogiem jeśli chce sprawić przyjemność bliskiej osobie. Też miałam kiedyś palącego faceta, nie przeszkadzało mi to więc nie naciskałam, ale on się chyba źle z tym czuł, że on pali i śmierdzi a ja nie i rzucił. Obecnie sama palę i osobiście wolę zadawać się z palącymi facetami, chociaż trafiają się też wolni od nałogu. Jeśli któryś zacznie maltretować, że powinnam rzucić, bo to szkodzi itp to natychmiastowa reakcja obronna jest taka, że rzucam faceta, nie fajki... No ale to układy, w które nie są zaangażowane głębsze uczucia - doświadczenie pokazuje, że wraz z zaangażowaniem głębszych uczuć znacznie wzrasta tolerancja ![]()
No tak... Ale w moim przypadku było tak no i nadal jest, że się bardzo kochamy i jeśli jednej stronie coś mocno nie pasuje to ta druga stara się podporządkować. I żyjemy tak sobie szczęśliwie.
sprzeczki są i będą zawsze ale jesteśmy w stanie dla siebie z wielu rzeczy zrezygnować jeśli to konieczne. I do końca będę miała nadzieję, że goha da radę. ![]()
Pualina, Natalia, dzięki za obrone, niektórzy źle oceniają mój problem, zrozumią tylko Ci, którzy mieli taka samą sytuacje jak ja, nie uważam się za "pustą" jak to napisała Roxi ;/ chce dla swojego chłopaka jak najlepiej, dbam o jego zdrowie, bo to wkońcu on będzie przy mnie, przez całe życie, a nie chciałabym zostać wdową w wieku 40lat, bo papierochy go wykończą. fakt naciskam go zbyt mocno, ale to tlytko dlatego, ze ostatnio jego tato miał poważna operacje, a do tego przyczyniły się papierochy, i poprostu niechciałabym żeby on tak skończył, dlatego wolę przekonać, go wcześniej zeby rzucił, niż nic z tym nie robić, i potem niech go rak zżera, nie nie! Mam dobrą wiad, dzisiaj nie zapalił papierosa, ani jednego
i przeżył, mówi ze nie było zbyt ciężko. Także laski, 3majcie kciuki ![]()
no to świetnie! oby walka z tym uzależnieniem przepłynęła szybko i bezboleśnie przez Wasze wspólne życie
Twój chłopak na pewno w końcu zrozumie że to głupi nałóg i że źle postąpił nie rzucając tego za Twoją namową od razu
Pozdrawiam i życzę szczęścia! bez fajek ![]()
Dziękuję ![]()
30 2010-03-12 08:26:00 Ostatnio edytowany przez Roxana (2010-03-12 08:39:46)
Co do Pawla i przykladu z czekolada - ja,jakby mi na kims zalezalo i NAPRAWDE by to w czyms przeszkadzalo (ale nie przeszkadza,bo nie smeirdzi i nie rujnuje zdrowia) to staralabym sie rzucic.mZwlaszcza,ze po jakims czasie organizm sie odzwyczaja. Jakby sie mialo wsparcie, skupilo na czyms innym,to to nie ejst niemozliwe.
Do autorki - podrzuc mu ksiazke Allen Carr - ''jak skutecznie rzucic palenie''. Mozna gdzies nawet znalezc e-book. Przeczytalam 27 stron( z ciekawosc,nigdy nie palilam) i naprawde COS w niej jest. Autor sam wypalal po kilka paczek dziennie a potem rzucil, wiec wie o czym piszeRoxana napisał/a:Popieram w 100% !!! Dodam od siebie , że rzucenie kogoś ,kogo sie kocha , tylko z powodu fajek świadczy o tym że jesteś pusta !Musisz pomóc mu rzucić palenie , a nie szantażować , bo w końcu to on cię zostawi.
No tak, jest pusta. Wez sie puknij w glowe kobieto. Swietnie oceniasz ludzi (nie dosc,ze z gory,to na podstawie blahostek). Pusta,bo dba o zdrowie i wlasne samopoczucie? To moze jak on zacznie pic, to tez bedzie pusta jak jej to bedzie przeszkadzalo. Ty rozumiesz w ogole znaczenie 'pustoty''? A odrozniasz granice miedzy miloscia do innych a zdrowa miloscia do siebie?
Paulinko , nie wiem co masz do mnie , w każdym bądź razie ja nazwałam Gohę ,,pustą '' bo wcześniej pisała tylko o sobie , jak jej to przeszkadza i że zostawi bo nie cierpi paierosów. Jak widzisz , moje ostre słowo poskutkowało ! Wcale nie uważam Gohę za pustą , wiem że sama paliła i może nie tyle brzydzi się tego nałogu co boi sę, że znów może do niego wrócić . W końcu palcza zawsze pozaostanie palaczem . Ktoś kto nie palił , nie bardzo to rozumie .
Akoholu do tego nie mieszaj , chłopak Gohy nie pił gdy się poznali . A pustym się jest wtedy , gdy uszcześliwia się kogoś na siłę .Goha sama dobrze wie , że rzucenie palenia nie jest łatwe i myślę że pomoże rzucić palenie swojemu chłopakowi , jeśli on się na ten krok zdecyduje .
,,Pusta, pusty'' - ktos kto mysli tylko o sobie i tylko siebie ceni.
- ktoś kto czuję pustke .
Goha przepraszam że nazwałam cię pustą , ale takie odniosłam pierwsze wrażenie .Twoje następne posty przedstawiły cię w innym świetle.
OK już sie nie kłocmy, przyjmuje przeprosiny Roxana ![]()
Dzięki Goha i Pozdrawiam cieplutko !
Nie ma za co
. Milego dnia życzę;)
Goha, i jak to się skończyło?
Ja zaczęłam palić... po ślubie. Poszłam do pracy i jakoś tak poszło. Mąż nigdy nie palił, na studiach gdzieś na jakiś imprezach mu się zdarzało. Ale nałogowo nigdy. Może wypalił w życiu z paczkę papierosów.
Nie było żadnej kłótni, może dlatego, że jak sobie ot tak zapaliłam wróciłam do domu i mówię do niego, że dziś byłam taka wkurzona i koleżanka dała mi papierosa. Od razu się uspokoiłam. Chyba nie chciałam wtedy nałogowo palić. Zresztą czy ktoś chce? Później od przypadku do przypadku, od kawki do kawki, w pracy, u koleżanki, na imprezie jakiejś. Mąż nie oponował, co więcej mówił, że papieros dodaje mi seksapilu. Zresztą to był tylko taki towarzyski nałóg. Ale nagle się zorientowałam, że gdy nie spotykam się z koleżanką i nie pracuję to też mam ochotę zapalić. Mieszkaliśmy wtedy w jakieś kichowatej kawalerce, o paleniu w domu nie było mowy. Zresztą ciągle nie paliłam dużo, nawet nie codziennie. Ale jak się zdenerwowałam, jak było towarzystwo, jak była okazja...
I jakoś to tak delikatnie szło, nie wiedział kiedy zaprotestować. Zresztą ja byłam wcześniej większą przeciwniczką palenia niż on. I zaakceptował. W zasadzie nigdy nie paliłam dużo, krótko prawie paczkę dziennie a średnio to paczkę na 3, czasem 4 dni.
W ciąży rzucałam, gdy karmiłam też nie paliłam. Potrafię nie palić jakiś czas, dzień, może dwa, dla ciąży, dla dziecka, ale dla siebie nie potrafię.
Teraz mam domu swój gabinecik i w zasadzie to jedyne miejsce w domu gdzie wolno palić. No chyba, że nikogo nie ma, ale o tym nikt nie musi wiedzieć ![]()
35 2010-09-02 16:43:56 Ostatnio edytowany przez Lena (2010-09-07 22:57:33)
Zbliża się dzień chłopaka więc można zafundować swojemu kochanemu prezent w postaci e-papierosa, który skutecznie pomoże w walce z nałogiem. Nie jest to super duży wydatek, na .... kosztuje elektroniczny papieros + 10 wkładów ok . 50 złotych. Warto spórbować może akurat się uda załagodzić problem.
zapoznaj się z regulaminem forum
Goha i jak tam?
Zwalczyłaś problem?
37 2010-09-14 20:42:41 Ostatnio edytowany przez yvette (2010-09-14 21:15:47)
To jak masz problem żeby on palił to kup mu ELEKTRONICZNEGO PAPIEROSA. Fakt kosztuje dużo może tyle niezarabiasz ale jak kochasz go to polecam:
-nie smierdzi
-nie uszkadza tak płuc itp
-może zapalić nawet w kościele
Wulgaryzmy na Forum są surowo zabronione! Mod. Yvette
Co do e-papierosa,to niby kosztuje sporo,ale to długofalowa inwestycja,w zależności od modelu który wybierzesz. Ale potem należy tylko uzupełniać wkłady i nic więcej. Koszty takiego palenia są o wiele niższe.
jeśli on sam się nie zdecyduje to ciężko będzie go przekonać. Musisz go bardziej wspierać niż awantury robić. To go jeszcze dodatkowo stresuje a rzucić nie jest łatwo.
40 2012-12-10 11:52:26 Ostatnio edytowany przez Diabeł Stróż (2012-12-10 11:52:47)
zerwe z nim na tak długo dopuki nie zrezygnuje z fajek. Myślicie, że to dobry pomysł? bo ja już innego rozwiązania nie widzę.
Ty pros Boga zebys miala w zwiazku tylko takie problemy.Albo akceptujesz kogos z calym dobrodziejstwem inwentarza albo nie,Twoj wybor.Ogolnie-dziecinada.
może dobrym krokiem będzie namówienie go do elektronicznego papierosa, zawsze to lepsze niż te normalne, to będzie dobry pierwszy krok przed decyzją o całkowitym rzuceniu palenia.
42 2014-06-21 19:15:56 Ostatnio edytowany przez kb (2014-06-21 19:21:38)
A ja nie rozumiem, jak w ogóle można spędzać czas z kimś palącym papierosy. Przecież taka osoba śmierdzi potem pół dnia ![]()
Naprawdę boli czytanie o tym, jak ktoś zaczął palić.
A ja nie rozumiem "kazania" czegoś jednej stronie związku przez drugą. Kazać to mogła matka dziecku lekcje odrobić, a nie dorosła kobieta dorosłemu facetowi. Namawiania, męczenia, ględzenia też bym nie zniosła. Nie odpowiada? To nie bądź z nim. Co to, "będę Cię kochać, jak rzucisz fajki"?
Nie odpowiada mi coś w facecie na tyle, że nie mogę tego znieść? To nie wchodzę z nim w związek. Nie odpowiada, ale jestem w stanie? Raz mogę spytać/poprosić, ale nie chce tego zmienić, to nie. Szantażowanie odejściem...? No litości.
Nie odpowiada mi coś w facecie na tyle, że nie mogę tego znieść? To nie wchodzę z nim w związek. Nie odpowiada, ale jestem w stanie? Raz mogę spytać/poprosić, ale nie chce tego zmienić, to nie. Szantażowanie odejściem...? No litości.
A co, jeśli zacznie robić coś nieakceptowalnego dopiero później?
A ja to nie wiem jak można spędzać czas z kimś kto ogląda namiętnie seriale, albo komedie romantyczne, albo ma za dużo makijażu, albo powoli robi zakupy, albo ma stertę butów i 2 szafy ciuchów, albo podnieca się kolorem różowym itp. itd..
Akceptacja kogoś jakim jest to najważniejsza sprawa, a nie namawianie i ględzenie wieczne.
Eileen napisał/a:Nie odpowiada mi coś w facecie na tyle, że nie mogę tego znieść? To nie wchodzę z nim w związek. Nie odpowiada, ale jestem w stanie? Raz mogę spytać/poprosić, ale nie chce tego zmienić, to nie. Szantażowanie odejściem...? No litości.
A co, jeśli zacznie robić coś nieakceptowalnego dopiero później?
Raz porozmawiać? Przecież nie zmuszać... I zastanowić się, czy chce się być z nim mimo tej rzeczy, czy nie. Jeśli tak - no to być i "nie marudzić". Jeśli nie - odejść. Takie wieczne wiercenie dziury w brzuchu jest bez sensu - kocha TEGO faceta, czy jego idealny obrazek, który sobie stworzyła i on teraz ma się dostosować, bo ona tak sobie życzy?
Mam chłopaka - palącego - i również mi to przeszkadza. Na początku związku obiecał mi, że rzuci nałóg i jak się później okazało - nadal palił. Na dodatek wkręcał mi że przecież nie pali... Obecnie pogodziłam się z tym faktem lecz nadal przeszkadza mi smród papierosów.
Ja akurat jestem z tych ludzi, którzy papierosów nie cierpią obsesyjnie- raz całowałam się z chłopakiem, który palił- i był to niestety mój pierwszy pocałunek, i jednocześnie najgorszy w historii. Wrażenia były takie, że do tej pory czuję ścisk w żołądku.
Ci, którzy nie mają z tym problemu pewnie pomyślą, że wyolbrzymiam, ale papierosy naprawdę śmierdzą dla mnie gorzej od g*wna, za przeproszeniem. Jak żyć z człowiekiem, który w moim odczuciu śmierdzi gorzej od g*wna, i to z własnej woli? Dla mnie- nie da się.
Najlepiej z palaczami się nie umawiać, jeśli komuś to przeszkadza. Na szczęście papierochy są teraz passe, i coraz więcej jest niepalących, także warto szukać dalej.
Mam to samo zdanie. Ciężko pocałować taką popielnice. Zapach jeszcze jakos sie wytrzyma, ale to trzeba posmakować i jest ciut gorzko gorzko.
Ja naciskalam bardzo na meza z rzuceniem palenia.
Nie jest to moze logiczne i fair postepowanie, ale jego trucie siebie , ktorego konsekwencje oboje odczujemy w przyszlosci tez nie bylo fair.
Powiedzialam mu , ze dosc mialam w zyciu choroby i smierci i jesli dalej bedzie palil i zachoruje na raka to zostanie z tym rakiem sam i ja wnosze o rozwod i sie wynosze.
Sprawa wygladala tak, jesli rzuci palenie i zachoruje i tak w przyszlosci (przez to ze palil przez 20 lat zanim mnie poznal) to przynajmniej widac, ze sie staral.
To jego wolny wybor, ale niech nie oczekuje, ze konsekwencje bede z nim ponosila.
Nie pali juz od dluzszego czasu, jestem bardzo z niego dumna,
Ja naciskalam bardzo na meza z rzuceniem palenia.
Nie jest to moze logiczne i fair postepowanie, ale jego trucie siebie , ktorego konsekwencje oboje odczujemy w przyszlosci tez nie bylo fair.
Ja, kiedy jeszcze paliłam, bardzo nie lubiłam wszelkich nacisków na mnie i na dzień dobry wszystkim niepalącym ewentualnym chętnym na związek czy cokolwiek w sumie komunikowałam, że albo mnie biorą palącą, albo mnie nie biorą. Po prostu nie wierzę w skuteczne rzucanie czegokolwiek DLA KOGOŚ. Choćbym nie wiem jak kogoś kochała istotne zmiany w swoim życiu muszę robić dla siebie i tylko dla siebie, a facet, kobieta, mama, przyjaciel to najwyżej przy okazji.
Co innego jakbym w trakcie związku z kimś zaczęła palić - wtedy totalnie rozumiem złość i uważam, że naciski i protesty są w pełni uzasadnione.
Powiedzialam mu , ze dosc mialam w zyciu choroby i smierci i jesli dalej bedzie palil i zachoruje na raka to zostanie z tym rakiem sam i ja wnosze o rozwod i sie wynosze.
To z innego powodu by mi się nie podobało.
Ja się o mało co nie przekręciłam z powodu choroby płuc, zero związków z paleniem - miałam zapalenie płuc, a potem konkretne powikłania po nim. Tylko to też była moja wina, przeforsowałam się, bo praca, bo studia, bo problemy bliskich, bo ja teraz nie mam czasu na chorobę, bo ja dam radę, przecież nie jestem mięczak i wyszła z tego bardzo poważna sprawa. Jakby moja ówczesna dziewczyna mi powiedziała wtedy, że ona ma dosyć chorób i śmierci, że nie chce się o mnie denerwować, nie będzie robić za moją pielęgniarkę, bo się na to nie pisała, a ja to sobie w ogóle na własne życzenie zrobiłam, to... no cóż, nie wiem czy bym chciała ją po wyzdrowieniu. I nawet gdyby chodziło o domniemanego raka płuc to i tak pewnie lampka by mi się zapaliła, czy jesteśmy ze sobą na dobre i złe, czy tylko jak jest fajnie, a jak fajnie przestanie być, to sobie będę musiała radzić sama.
To dla mnie dobre do luźnego związku typu kochankowie, gdzie niby jesteśmy obok siebie bo sobie odpowiadamy, ale Twoje problemy są Twoje, moje są moje i każdy może w każdej chwili spakować bambetle bez wyrzutów sumienia.
Aczkolwiek U CIEBIE (wyjątkowo
) może i bym zrozumiała, bo Ty masz chyba jakąś rakofobię..? Czy coś mylę?
Mój facet palił 8 lat. Znaliśmy się wcześniej ale tylko na 'cześć, co u ciebie?'. Kiedy okazalo się, że na sezonie pracowaliśmy w lokalach sąsiadujących, to on częściej przychodził do mnie w odwiedziny i zapraszał nas (całą ekipę zmiany) do siebie, bo pracował w barze 'do ostatniego klienta'. Kilka razy odmówilam, ale w końcu zebraliśmy się grupą po pracy i poszliśmy do jego baru. Impreza na całego, a on stał za barem i palil fajka za fajką. Wstalam ze stolika i siadlam przed batem. Pierwsze co powiedziałam to było: "Nie pal tyle!" z uśmiechem
Następnego dnia przyszedł do mnie i powiedział, że rzuca palenie. No i rzucił! Nie palił prawie półtora roku. Ale nadszedł bardzo stresujący czas dla nas, wiele zmartwień i problemów w pracy i w życiu osobistym. Któregoś dnia po skończeniu pracy przyszedł do mnie do pracy i poczułam od niego papierosy. Bardzo mnie to zabolało. Nie wiedziałam co bylo powodem tego, że znów palił. Powiedział mi wtedy, że on nie pali, ale c zasami popala w pracy. Ale dalej nie mogłam tego zrozumieć, bo mi nie wytłumaczył. Płakałam, bylam zła, były o to kłótnie. W końcu szczerze porozmawialiśmy. Powiedziałam mu co czuję, zapytałam czy przestało mu na mnie zależeć i dlatego zaczął znowu palić, czy coś się dzieje, i nie radzi sobie ze stresem? Powiedział mi, że bardzo mu na mnie dalej zależy, ale miał tak dużo stresu i zmartwień (też z mojego powodu), że po prostu na uspokojenie musiał sobie zapalić. Powiedział, że nie wrócił do palenia nalogowego, a jedynie czasem 'popala'. Wiem, że popalanie to też palenie i nie usprawiedliwia to niczego. Powiedziałam, że jeśli zapali, to niech się nie chowa i nie ukrywa i nie kłamie mi, że nie palił, bo mnie to tylko bardziej denerwuje. Wolę, że się przyznał i nie kręcił, niż miał się przezde mną ukrywać. Z takich małych problemów, które się ukrywa, potem dochodzi do większych ukrywań czegoś poważniejszego. Kilka razy jeszcze potem popatrzyłam się na niego krzywo jak zapalił, ale zauważylam, że naprawdę się stara. Jak jesteśmy caly dzień razem czy na dworze czy w domu to nie pali, w pracy też nie pali bo mają duży ruch. Widzę, że pali, jak się naprawdę bardzo zdenerwuje. Albo jednego wieczorem przed snem po ciężkim dniu. A na pewno już nie pali 'do piwa' hehe. Powiedział, że kiedyś jak palił nałogowo i pił alkohol to bardzo lubił wlaśnie palić do piwa. A teraz jakby zapalił do piwa to by się po prostu porzygał
Także wychodzę z zalożenie, że lepiej pozwolić na drobne przewinienia, na które ma się wzgląd i nie są ukrywane, niż nagminnie nakłaniać, krzyczeć itp i żeby on wszystko przede mną ukrywał.