Witam, mam 25 lat, moja dziewczyna 22. Jesteśmy razem od roku. Od miesiąca mieszkamy razem, gdyż jej rodzice "podarowali" nam swoje mieszkanie, a sami przenieśli się do nowego domu za miastem. W moim domu rodzinnym mieszkałem z mamą i babcią, gdzie jestem przywiązany szczególnie do tej drugiej. Ma prawie 80 lat i jest schorowana, a mama pracuje na zmiany po 12h (nie raz nocne). Chcę czasem spędzić trochę czasu w rodzinnym domu (w tym samym mieście, ale po drugiej stronie) tj. jeżdzę np. we wtorki kiedy moja dziewczyna udziela korepetycji do 19, a ja pracuję do 18 (w inne dni do 17). Chcę trochę pobyć z babcią, zrobić jakieś zakupy, pomóc coś. Bardzo wiele jej zawdzięczam i nie wyobrażam sobie jej tak zostawić szczególnie, gdy siedzi sama w domu. Do domu oprócz np. wtorku jadę w piątek, kiedy moja dziewczyna jedzie do swoich rodziców i zostaję tam na noc, a w sobotę jadę do "teściów" i mojej dziewczyny za miasto do ich domu. Oczywiście w pozostałe dni, kiedy nie jestem w rodzinnym domu spędzam w mieszkaniu z dziewczyną. Niestety.. mojej dziewczynie ciągle to przeszkadza. Bez przerwy ma pretensje, że jestem "babcisynkiem", że muszę dorosnąć, a jedyne przecież co robię w tym domu to przebywam i rozmawiam z babcią, albo pomogę np. w zakupach. Czy to coś naprawdę złego? Tym bardziej, że nie jesteśmy jeszcze małżeństwem. Wydaję mi się, że nie zaniedbuję swojej dziewczyny. Nigdy kiedy mieliśmy coś zaplanowane jej nie odmówiłem ze względu na rodzinę, a ponadto pomagam też jej rodzicom w domu (który jeszcze nie jest całkiem wykończony), mimo to cały czas ma do mnie o to pretensje i jest mi bardzo przykro z tego powodu, bo bardzo mi na niej zależy. Rozmawiałem z nią o tym kilka razy, ale po chwili problem powraca.. Bardzo proszę o jakieś opinie w tej sprawie, za co z góry dziękuję. Przepraszam, ale musiałem się gdzieś wygadać, bo ta sytuacja mnie nurtuje.
Racja jest po Twojej stronie. Utrzymywanie kontaktu z rodziną to normalna sprawa, nie tylko po roku bycia razem czy mieszkaniu razem, ale nawet po ślubie itp. Szczególnie gdy nie przesadzasz w żaden sposób i nie koliduje to w żaden sposób z waszymi planami.
Musisz trochę pokazać jaja i się postawić, bo Ci dziewczyna na głowę wejdzie (choć prawdopodobnie to już się stało). Powiedz wprost, używając dosadnych słów, bo te najlepiej wyrażają emocje, że masz w dooopie jej teksty o babcisynku, babcia jest dla Ciebie ważna i nie widzisz powodu dla którego miałbyś ograniczać z nią kontakty. Szczególnie że alternatywą jest siedzenie w domu samemu, bo i tak jeździsz tam tylko wtedy jak dziewczyna ma inne zajęcia.
Twardy bądź, nie obrażaj jej, ale powiedz co o tym myślisz.
Witam, mam 25 lat, moja dziewczyna 22. Jesteśmy razem od roku. Od miesiąca mieszkamy razem, gdyż jej rodzice "podarowali" nam swoje mieszkanie, a sami przenieśli się do nowego domu za miastem. W moim domu rodzinnym mieszkałem z mamą i babcią, gdzie jestem przywiązany szczególnie do tej drugiej. Ma prawie 80 lat i jest schorowana, a mama pracuje na zmiany po 12h (nie raz nocne). Chcę czasem spędzić trochę czasu w rodzinnym domu (w tym samym mieście, ale po drugiej stronie) tj. jeżdzę np. we wtorki kiedy moja dziewczyna udziela korepetycji do 19, a ja pracuję do 18 (w inne dni do 17). Chcę trochę pobyć z babcią, zrobić jakieś zakupy, pomóc coś. Bardzo wiele jej zawdzięczam i nie wyobrażam sobie jej tak zostawić szczególnie, gdy siedzi sama w domu. Do domu oprócz np. wtorku jadę w piątek, kiedy moja dziewczyna jedzie do swoich rodziców i zostaję tam na noc, a w sobotę jadę do "teściów" i mojej dziewczyny za miasto do ich domu. Oczywiście w pozostałe dni, kiedy nie jestem w rodzinnym domu spędzam w mieszkaniu z dziewczyną. Niestety.. mojej dziewczynie ciągle to przeszkadza. Bez przerwy ma pretensje, że jestem "babcisynkiem", że muszę dorosnąć, a jedyne przecież co robię w tym domu to przebywam i rozmawiam z babcią, albo pomogę np. w zakupach. Czy to coś naprawdę złego? Tym bardziej, że nie jesteśmy jeszcze małżeństwem. Wydaję mi się, że nie zaniedbuję swojej dziewczyny. Nigdy kiedy mieliśmy coś zaplanowane jej nie odmówiłem ze względu na rodzinę, a ponadto pomagam też jej rodzicom w domu (który jeszcze nie jest całkiem wykończony), mimo to cały czas ma do mnie o to pretensje i jest mi bardzo przykro z tego powodu, bo bardzo mi na niej zależy. Rozmawiałem z nią o tym kilka razy, ale po chwili problem powraca.. Bardzo proszę o jakieś opinie w tej sprawie, za co z góry dziękuję. Przepraszam, ale musiałem się gdzieś wygadać, bo ta sytuacja mnie nurtuje.
Myślę, że dziewczyna czuje się mocno niepewnie w waszym związku, skoro pozwala sobie na opisane wyżej zarzuty i epitety.
Poinformuj dziewczynę (między przekazaniem informacji a rozmową/tłumaczeniem jest wielka różnica) o tym, że wiążąc się z nią nie przestałeś być ani synem, ani wnukiem, że nie przestałeś mieć obowiązków wobec osób bliskich. Zadaj też retoryczne pytanie o to, czy szanowałaby człowieka, który nawiązując nową relację, zrywa rodzinne więzi. I zapytaj (też nie oczekując odpowiedzi) o to, dlaczego jej pretensje nie dotyczą Twej pomocy jej rodzicom/rodzinie.
Czy dobrze rozumiem? Ty jak pomagasz jej rodzicom jest ok a jak Ty swojej to już bee?
No tak mniej więcej to wygląda
Nie robię nie wiadomo czego, ale kiedy tylko coś ode mnie chcą to pomagam, bo w jakiś sposób tam też mieszkam, więc głupio by mi było nie skosić czasem trawy, czy pomóc w jakiś inny sposób w domu. Jednak kiedy ja jadę do domu nie tylko coś pomóc, ale tak po prostu pobyć tam to ciągle są jakieś problemy, pretensje... Ostatnio była straszna awantura, bo dzwonię do babci 2-3 razy dziennie, a zazwyczaj jeszcze tak to robię, żeby nie słyszała, bo dzwonię np. rano, gdy idę do pracy, po pracy i wieczorem, gdy dziewczyna się myje. Wczoraj znowu były jakieś komentarze "idź zadzwoń do babci jeszcze 5 razy", powiedziałem złośliwie, że zadzwonię jeszcze osiem, bo mam do tego pełne prawo i nawet się uspokoiła, ale pewnie znowu na chwilę.. Uważa, że jestem dziecinny, że tak robię i powinienem dorosnąć. A ja po prostu dzwonię, żeby tak pogadać o "głupotach" co robi itp. Martwię się o babcię, bo często siedzi sama w domu, a ona lubi sobie pogadać, jestem wdzięczny za jej obecność zawsze kiedy tego potrzebowałem i pomoc. Czy jest w tym coś złego? Może dziewczyna czuje się zazdrosna, bo ona nigdy nie miała takich kontaktów z dziadkami i w ogóle z rodziną. Ale to wyładowywanie na mnie jest już frustrujące...
Niestety, ale musisz się postawić i twardo zakomunikować, że rodzina jest ważna dla Ciebie i swoich przyzwyczajeń nie zmienisz.
Co ona z tym zrobi, to już się okaże... Ale z doświadczenia wiem, że nie stworzysz szczęśliwego związku z takim bluszczem.
Zszedłeś już do podziemia, by spokojnie pogadać z kim chcesz. Skoro tak, to kiepsko to rokuje.
(...) Wczoraj znowu były jakieś komentarze "idź zadzwoń do babci jeszcze 5 razy", powiedziałem złośliwie, że zadzwonię jeszcze osiem, bo mam do tego pełne prawo i nawet się uspokoiła, ale pewnie znowu na chwilę.. Uważa, że jestem dziecinny, że tak robię i powinienem dorosnąć. (...)
Świetnie
, gra w złośliwości. Jaki jest jej cel? Bo spokoju nikomu nie zapewni, ani Tobie, ani jej.
Zamiast toczyć wojny podjazdowe zapytałeś ją o powody jej zachowania? Pociągnąłeś zaproponowany przez nią temat dorosłości i zapytałeś o to, czy dla niej dorosłość objawia się zerwaniem rodzinnych więzów?
Szczerze mówiąc nigdy nie byłem złośliwy, tylko wczoraj coś musiałem już odpowiedzieć. Zawsze tłumaczę jej, że dzwonię, czy jadę tam, bo mam na to ochotę i nigdy tego nie nadużywam (w sensie, że nie jestem tam codziennie np, tylko o wyznaczonych wcześniej dniach i jest to max 2-3 dni, a z nią spędzam czas 4-5 razy w tygodniu). Ona uważa, że żałosne jest u 25-letniego faceta takie dzwonienie i jeżdżenie do babci i powinienem już wydorośleć... A ja czuję coraz większe poczucie winy. W końcu nie szlajam się po nocach, nie piję, nie palę, a nawet poświęciłem w dużym stopniu kontakt z moim najlepszym kumplem, z którym teraz widuję się np raz na tydzień lub dwa. Chcę mieć kontakt z babcią, bo w tym roku i w poprzednim zmarli pod rząd moi dwaj dziadkowie i właściwie została mi teraz tylko ona z dziadków, a do tego była mi ona z nich wszystkich zawsze najbliższa.
Nie musisz się tłumaczyć z chęci przebywania z rodziną.
To ona ma problem ze sobą, nie Ty.
... Ale z doświadczenia wiem, że nie stworzysz szczęśliwego związku z takim bluszczem.
To samo miałem napisać.
Wiesz jaki będzie następny etap?
Skłóci Ciebie z rodziną lub tak będzie naciskać abyś sam ograniczył kontakt a jej rodzinie będziesz pomagał.
Jesteście ze sobą, wybacz szczerość, niedługo, a już masz poczucie winy za to, że kontaktujesz się z najukochańszą osobą - babcią. Strach pomyśleć, co dziewczyna zafunduje Ci dalej. Jej prośba o wydoroślenie to, zdaje się, projekcja (ona sama dorośle się nie zachowuje).