Witam forumowiczów,
Trudno jest usiąść i napisać o własnych problemach, nie wiem czy oczekuję porady, nie wiem czy tutaj jakąkolwiek poradę można dać. Najlepiej chyba będzie mi opisać swoje uczucia. Czuje się źle gdy partner wyszydza moją rodzinę, czuje się źle gdy wmawia mi że mam określone myśli albo pobudki, których nie mam, czuje się najgorzej gdy słyszę, że się mną brzydzi, że ze mną mógłby być tylko kolegą. Nie mogę znieść komentarzy:
Ktoś tutaj ma coś z głowa
Jak Ci nie pasuje to pakuj Mandżur i wypierdalaj
Moi starzy przynajmniej nie musza w tajemnicy dawać nic dziecku
Wolałabyś zjeść kupę niż przyznać że z twoimi rodzicami jest coś nie tak
Chamka i prostaczka ale po kim masz być nie chamka, Twoja rodzina to prostacy
Nie jestem bez winy, wybucham, pewnie nie powinnam. Jak słyszę ciągle przytyki w stronę mojej rodziny i obrażanie mnie, nie wytrzymuję. Przy ostatniej wymianie zdań jak usłyszałam hasło o tym, że wolałabym zjeść kupę nie wytrzymałam i odpowiedziałam, że ma spierd... Po tym już było coraz gorzej bo to tylko dało pożywkę dalszej nienawiści.
Czuje się ograniczana i pod ciągłą oceną i nadzorem, nie ma dnia żebym nie zrobiła według męża czegoś nie tak, nie ma dnia żeby nie mówił czegoś na moich rodziców. Szczerze powiedziawszy nie widzę już żadnych pozytywów, nawet gdy były lepsze momenty i tak przekreśliło je zdanie: w dupie mam co tam gadasz i tak za dwa dni przyjdziesz się prosić. Czuję się upodlona, mogłabym przytaczać pomyje wylewane na mnie każdego dnia, o byle jaką rzecz. Czasem płaczę, czasem zaciskam zęby i trwam