Rozstanie? Przerwa? Czy mam o co walczyć? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie? Przerwa? Czy mam o co walczyć?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

Temat: Rozstanie? Przerwa? Czy mam o co walczyć?

Witajcie,
nie sądziłem że będę kiedykolwiek potrzebował pomocy ludzi z forum o takiej tematyce ale niestety...
Z wejścia chcę przeprosić, bo nie łapię się w kategorii bycia kobietą, ale mam nadzieję że to nie jest wielki problem.
Mniejsza, mam problem i mam nadzieję że spróbujecie mi pomóc tak bardzo jak tylko możliwe.

Słowem wstępu:
Jestem (byłem?) ze swoją dziewczyną niecałe 2 lata, Ona z innej miejscowości, ja z innej, poznaliśmy się właściwie wpół drogi między jedną a drugą.

Przez pierwsze około 9-10 miesięcy widywaliśmy się tak z 2dni w tygodniu (odległość i koszta związane z podróżą troszkę utrudniały spotkania) było wszystko cud miód, 0 kłótni, szczęśliwi z każdym spotkaniem, po prostu zakochani.
Sytuacja pogorszyła się gdy moja dziewczyna dostała możliwość pracowania w mojej miejscowości, za lepszą pensję i w ogóle.
Zastanawiać można by się "gdzie tu problem, w końcu się częściej będziecie mogli widzieć?".
I faktycznie, niby nie ma, chyba że lenistwo bierze górę i sprawia że tak naprawdę nie czujesz potrzeby widzenia się ze swoją lepszą połówką dzień w dzień.
I tak od Jej przyjazdu właściwie zaczynały się kłótnie w sprawie moich odwiedzin, od pierwszego dnia, gdy pisała mi że czuje się samotna w nowym mieszkaniu, w nowym miejscu i w ogóle, ja nie wyciągnąłem wniosków że dobrze byłoby do Niej przyjechać jak najszybciej i spędzić czas w towarzystwie (a wiecie jak jest, faceci proste konstrukty, jak im się dokładnie nie powie czego potrzebujecie to może mieć problem z domyśleniem się samemu).
Tak to się ciągnęło kilka miesięcy, podobny stan, Ona mnie potrzebowała (wtedy tego nie dostrzegałem) i chciała spędzać ze mną ile czasu się dało, a ja niekoniecznie (nie chodzi o to że nie czułem potrzeby widywania się z Nią, bo oczywiście czułem, ale nie w takiej częstotliwości, przynajmniej wtedy, oswajałem się z tym powoli).

Pewnie wypadałoby też wspomnieć że jest (była?) moją pierwszą dziewczyną, więc moje zerowe doświadczenie i właściwie brak jakiegokolwiek postrzegania jak powinno być w udanym związku nie ułatwiało mi odgadywania Jej potrzeb.
Widywaliśmy się więc nadal dosyć rzadko, Ona w pracy, ja świeżo też zacząłem (miałem okres przerwy w studiach, też nie istotne, teraz je kontynuuję i dorabiam) więc tego czasu stawało się jeszcze mniej.
Gdy się widywaliśmy to raczej Ona musiała planować nasze wyjścia co gdzie i jak bo u mnie z podejmowaniem decyzji/planowaniem było ciężko.

Więc zaczęła się wkradać monotoniczność do naszego związku, ale zacząłem dostrzegać to na tyle za późno, po tak wielu kłótniach że gdy zacząłem to zmieniać było już za późno.
Starałem się widywać z Nią w naprawdę każdym możliwym momencie, chociażby na godzinkę przed snem, planowałem atrakcje (czasami niespodziewane dla Niej), jakieś podróże na miasto żeby coś zjeść, spacery, co mi przyszło do głowy co mogłoby jej sprawić radość.
Dostrzegałem niestety że powoli zatraca Ona zdolność do odwzajemnienia moich uczuć, czułości które jej okazywałem (nie oszukujmy tu nikogo, nie mam prawa jej winić), aż w końcu doszła do ostatecznego wniosku że lepiej będzie dla nas jeśli zrobimy "przerwę" od siebie.
Mówiła że "widzi wszystko co dla Niej robię, że naprawdę dużo się we mnie zmieniło ale po prostu Ona nie potrafi już czuć tego co kiedyś, i że czuje się źle z tym i w ogóle z samą sobą, że nie potrafi mimo wszystko."
Chcąc nie chcąc (oczywiście nie chcąc, inaczej by mnie tu nie było), skoro stwierdziła że tak będzie lepiej zgodziłem się żebyśmy zrobili przerwę (miałem nadzieję że nie w sensie rozstania na zawsze), i że może jak uda jej się uzupełnić tę pustkę w sobie spróbujemy ponownie.
Ja cały czas staram się wierzyć że jej się uda, że po prostu potrzebuje czasu, może zatęskni, odezwie się że już się lepiej czuje i wrócimy do siebie, do tych uczuć, które były na początku naszego poznania.
Gdy pisałem do Niej już w trakcie "przerwy" gdzieś od czasu do czasu wiadomości otrzymałem:
"Andrzej. Na razie daj mi spokój. Piszę z tymi ważnymi informacjami, ale nie chcę rozmawiać. Po prostu.".
Przez ważną informację rozumiemy jej przypadłość, podwyższony poziom prolaktyny której źródło nie do końca nadal zostało ustalone, miała mieć badania i prosiłem żeby informowała mnie o wynikach (jest podejrzenie gruczolaka),
lecz na wyniki nadal czekamy.

A ja staram się praktycznie nie odzywać, żeby uszanować Jej decyzję i nie narzucać się. Skoro nie chce rozmawiać, nie zamierzam jej robić na złość i pisać, i staram usuwać się w cień.
I zadręczam się myśląc czy jest coś, co mogę jeszcze zrobić żeby pomóc załatać tą pustkę i jak tak to co, czy powinienem pozwolić jej całkiem o sobie zapomnieć...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozstanie? Przerwa? Czy mam o co walczyć?

Nie istnieje coś takiego jak przerwa w związku. To tylko wstęp do rozstania.

3

Odp: Rozstanie? Przerwa? Czy mam o co walczyć?

Czyli krótko mówiąc poddać się i zrobić wszystko żeby wymazać ją ze swojego życia?...

4

Odp: Rozstanie? Przerwa? Czy mam o co walczyć?

Dokładnie tak.

5

Odp: Rozstanie? Przerwa? Czy mam o co walczyć?

Napiszę coś, co może ukierunkuje odpowiednio Twoje nastawienie.
Jeśli partnerzy ze sobą nie mieszkają, to spotykanie się codziennie w każdej wolnej chwili nie jest normalne.
Znasz takie powiedzenie "kisić się we własnym sosie?". Zdrowa relacja potrzebuje oddzielnej przestrzeni partnerów, jak powietrza.

6

Odp: Rozstanie? Przerwa? Czy mam o co walczyć?
Misiastasty napisał/a:

Witajcie,
nie sądziłem że będę kiedykolwiek potrzebował pomocy ludzi z forum o takiej tematyce ale niestety...
Z wejścia chcę przeprosić, bo nie łapię się w kategorii bycia kobietą, ale mam nadzieję że to nie jest wielki problem.
Mniejsza, mam problem i mam nadzieję że spróbujecie mi pomóc tak bardzo jak tylko możliwe.

Słowem wstępu:
Jestem (byłem?) ze swoją dziewczyną niecałe 2 lata, Ona z innej miejscowości, ja z innej, poznaliśmy się właściwie wpół drogi między jedną a drugą.

Przez pierwsze około 9-10 miesięcy widywaliśmy się tak z 2dni w tygodniu (odległość i koszta związane z podróżą troszkę utrudniały spotkania) było wszystko cud miód, 0 kłótni, szczęśliwi z każdym spotkaniem, po prostu zakochani.
Sytuacja pogorszyła się gdy moja dziewczyna dostała możliwość pracowania w mojej miejscowości, za lepszą pensję i w ogóle.
Zastanawiać można by się "gdzie tu problem, w końcu się częściej będziecie mogli widzieć?".
I faktycznie, niby nie ma, chyba że lenistwo bierze górę i sprawia że tak naprawdę nie czujesz potrzeby widzenia się ze swoją lepszą połówką dzień w dzień.
I tak od Jej przyjazdu właściwie zaczynały się kłótnie w sprawie moich odwiedzin, od pierwszego dnia, gdy pisała mi że czuje się samotna w nowym mieszkaniu, w nowym miejscu i w ogóle, ja nie wyciągnąłem wniosków że dobrze byłoby do Niej przyjechać jak najszybciej i spędzić czas w towarzystwie (a wiecie jak jest, faceci proste konstrukty, jak im się dokładnie nie powie czego potrzebujecie to może mieć problem z domyśleniem się samemu).
Tak to się ciągnęło kilka miesięcy, podobny stan, Ona mnie potrzebowała (wtedy tego nie dostrzegałem) i chciała spędzać ze mną ile czasu się dało, a ja niekoniecznie (nie chodzi o to że nie czułem potrzeby widywania się z Nią, bo oczywiście czułem, ale nie w takiej częstotliwości, przynajmniej wtedy, oswajałem się z tym powoli).

Pewnie wypadałoby też wspomnieć że jest (była?) moją pierwszą dziewczyną, więc moje zerowe doświadczenie i właściwie brak jakiegokolwiek postrzegania jak powinno być w udanym związku nie ułatwiało mi odgadywania Jej potrzeb.
Widywaliśmy się więc nadal dosyć rzadko, Ona w pracy, ja świeżo też zacząłem (miałem okres przerwy w studiach, też nie istotne, teraz je kontynuuję i dorabiam) więc tego czasu stawało się jeszcze mniej.
Gdy się widywaliśmy to raczej Ona musiała planować nasze wyjścia co gdzie i jak bo u mnie z podejmowaniem decyzji/planowaniem było ciężko.

Więc zaczęła się wkradać monotoniczność do naszego związku, ale zacząłem dostrzegać to na tyle za późno, po tak wielu kłótniach że gdy zacząłem to zmieniać było już za późno.
Starałem się widywać z Nią w naprawdę każdym możliwym momencie, chociażby na godzinkę przed snem, planowałem atrakcje (czasami niespodziewane dla Niej), jakieś podróże na miasto żeby coś zjeść, spacery, co mi przyszło do głowy co mogłoby jej sprawić radość.
Dostrzegałem niestety że powoli zatraca Ona zdolność do odwzajemnienia moich uczuć, czułości które jej okazywałem (nie oszukujmy tu nikogo, nie mam prawa jej winić), aż w końcu doszła do ostatecznego wniosku że lepiej będzie dla nas jeśli zrobimy "przerwę" od siebie.
Mówiła że "widzi wszystko co dla Niej robię, że naprawdę dużo się we mnie zmieniło ale po prostu Ona nie potrafi już czuć tego co kiedyś, i że czuje się źle z tym i w ogóle z samą sobą, że nie potrafi mimo wszystko."
Chcąc nie chcąc (oczywiście nie chcąc, inaczej by mnie tu nie było), skoro stwierdziła że tak będzie lepiej zgodziłem się żebyśmy zrobili przerwę (miałem nadzieję że nie w sensie rozstania na zawsze), i że może jak uda jej się uzupełnić tę pustkę w sobie spróbujemy ponownie.
Ja cały czas staram się wierzyć że jej się uda, że po prostu potrzebuje czasu, może zatęskni, odezwie się że już się lepiej czuje i wrócimy do siebie, do tych uczuć, które były na początku naszego poznania.
Gdy pisałem do Niej już w trakcie "przerwy" gdzieś od czasu do czasu wiadomości otrzymałem:
"Andrzej. Na razie daj mi spokój. Piszę z tymi ważnymi informacjami, ale nie chcę rozmawiać. Po prostu.".
Przez ważną informację rozumiemy jej przypadłość, podwyższony poziom prolaktyny której źródło nie do końca nadal zostało ustalone, miała mieć badania i prosiłem żeby informowała mnie o wynikach (jest podejrzenie gruczolaka),
lecz na wyniki nadal czekamy.

A ja staram się praktycznie nie odzywać, żeby uszanować Jej decyzję i nie narzucać się. Skoro nie chce rozmawiać, nie zamierzam jej robić na złość i pisać, i staram usuwać się w cień.
I zadręczam się myśląc czy jest coś, co mogę jeszcze zrobić żeby pomóc załatać tą pustkę i jak tak to co, czy powinienem pozwolić jej całkiem o sobie zapomnieć...

Pomieszanie z poplątaniem.
Ona wymagała codziennego widywania się czy to wyolbrzymienie w tekście?
Ile to jest dosyć rzadko?
Ona w końcu organizowała wasze spotkania czy Ty?

Chociaż jeśli idzie o przerwę tu, to mam podobne zdanie do Lady Loka.

7

Odp: Rozstanie? Przerwa? Czy mam o co walczyć?
beckett napisał/a:

Napiszę coś, co może ukierunkuje odpowiednio Twoje nastawienie.
Jeśli partnerzy ze sobą nie mieszkają, to spotykanie się codziennie w każdej wolnej chwili nie jest normalne.
Znasz takie powiedzenie "kisić się we własnym sosie?". Zdrowa relacja potrzebuje oddzielnej przestrzeni partnerów, jak powietrza.

A to ciekawe smile bo ja ze swoim chłopakiem widzę się codziennie - studiujemy obok siebie. Plus czasem nawet jak się widzimy i spędzamy ze sobą przerwy, albo potem jeszcze robimy coś razem, to czasami do siebie wieczorem dzwonimy i ciągle oboje nie mamy siebie dość tongue

8

Odp: Rozstanie? Przerwa? Czy mam o co walczyć?

Czy przed rozstaniem rozmawiala z Toba na temat tej choroby i jezeli tak to czy sama Ci oznajmila ze chcialaby bys sie o nia bardziej troszczyl ?

9 Ostatnio edytowany przez Misiastasty (2017-12-07 01:04:48)

Odp: Rozstanie? Przerwa? Czy mam o co walczyć?
Klio napisał/a:

Pomieszanie z poplątaniem.
Ona wymagała codziennego widywania się czy to wyolbrzymienie w tekście?
Ile to jest dosyć rzadko?
Ona w końcu organizowała wasze spotkania czy Ty?

Chociaż jeśli idzie o przerwę tu, to mam podobne zdanie do Lady Loka.

Nie wymagała codziennego widywania się, po prostu dużo częstszego niż ja potrzebowałem.
Dosyć rzadko ~2 dni w tygodniu? I to nie że jesteśmy od rana do wieczora, tylko parę godzinek max w ciągu tych 2ch dni.
Ona organizowała nasze spotkania większość czasu, tzn. odkąd przyjechała wyglądało tak jakby tylko Jej zależało na widywaniu się. Role się odwróciły z czasem dopiero. Pewnie też tu tkwił problem, zacząłem się naprawdę starać dopiero gdy dostrzegałem że się ode mnie oddala.

Szary80 napisał/a:

Czy przed rozstaniem rozmawiala z Toba na temat tej choroby i jezeli tak to czy sama Ci oznajmila ze chcialaby bys sie o nia bardziej troszczyl ?

Znaczy się to nie była stricte określona choroba, nadal chyba nie jest. Po prostu gdzieś tam przy badaniach jej wychodziło że ma podwyższony poziom hormonu prolaktyny, przez który prawdopodobnie miała nieregularne miesiączki. Gdzieś tam wcześniej też miała anemię, ale nic poważnego. Nie, nie chciała żebym się o Nią bardziej troszczył, podejrzenie gruczolaka wyszło z miesiąc temu może, rozstaliśmy się lekko ponad tydzień temu. O troszczenie nie prosiła, w każdym razie nie werbalnie, a jeśli były jakieś sygnały to ich nie dostrzegłem.

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie? Przerwa? Czy mam o co walczyć?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024