Cześć! Odzywam się tutaj po sporej kilkuletniej przerwie. Liczę na Waszą pomoc i na spojrzenie na problem z góry.
Aktualnie spotykam się z facetem, już niedługo stuknie pół roku. Widzę, że zależy mu na mnie, często spotykamy się u mnie w domu (ma do mnie 50 km w jedną strone), przywozi coś, ogólnie stara się bardzo. Jednak mam pewne wątpliwości, już tak od 3 tygodni. Zauważyłam, że tak do końca ja jemu nie odpowiadam jako kobieta/partnerka. Przyjeżdza do mnie, siedzimy na kanapie i on wtedy prosto w oczy zarzuca mi, że ja np za dużo mowie, jestem zbyt wygadana. Stwierdził, że kobiety z reguły są ciche i spokojne i to jest aż dziwne. Powiedziałam mu o tych moich "wrażeniach", powiedział, abym patrzyła na fakty a nie na jakies moje odczucia. Czuje, jakby on przyjeżdzał bardziej do przyjaciółki, a nie kobiety którą kocha. Od jakiegos czasu neguje moje pomysły. Np ostatnio zaczęłam rozmowe o takiej pracy, gdzie idzie się na kurs naprawy urządzeń do laboratorium (takich specjalistycznych), jest to dobrze płatna praca, osoba jeżdzi po Polsce, robi sprawozdania. To była luźna, zwykła rozmowa. On oburzył się, że kto to widział, aby atrakcyjna kobieta gdzieś po Polsce jeżdziłą i coś naprawiała. Powiedział, że jestem niepoważna. Też kilka razy sugerował mi abym zamieniła okulary na soczewki. Jeżeli jest jakas sprzeczka i ja podniosę głos, albo powiem coś stanowczo to On mówi, że kto to widział aby kobieta była taka nerwowa, że kobiety to generalnie powinny spokojne być. Ja siebie za osobę nerwową całkowicie nie uważam. Ja widzę, że on mnie chyba nie akceptuje takiej, jaka ja jestem. Może to tylko tymczasowe odczucie. Tak jak pisałam wczesniej, on chce się spotykać, wykazuje chęci i nie jestem mu obojętna.
Co uważacie o tej sytuacji?