konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1

Temat: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem

Proszę o przeczytanie wątku i o udzielenie mi rad w stosunku do mojej relacji z mamą.

Mam27 lat, właśnie piszę pracę mgr. Umówiłam się z rodzicami, że przez te 4miesiące nie będę pracować, będę skupiać się na dyplomie. W sierpniu wróciłam z zzagranicy, czekam na wszystkie zaliczenia z uczelni, z pracy itp. Mojauczelnia jeszcze powinna mi wypłacić pieniądze - dostanę zwrot ok 3-4 tys złotych plus jeszcze jakieś dodatki z kaucji za mieszkanie.

Po rozmowach z rodziną uzgodniłam,że będę mieszkała w naszym domu rodzinnym tyle ile się da. Skupiam się na dyplomie, piszę go codziennie, ale nie oszukujmy się- muszę też gdzieś wychodzić nakawę, na imprezę czasem, na spotkanie ze znajomymi, aby nie zgnuśnieć.

Po dostaniu tego zwrotu z uczelni chcę jak najszybciej zapisać się na prawo jazdy, tak aby szybko je zrobić i aby w nowym 2018 roku nawet w cv wpisać, że mam prawo jazdy i jestem jakby lepszym pracownikiem.
Ale do tej pory po prostu siedzę w domu chodzę do bibliotek, na uczelnię i projektuję, piszę. SKupiam się na sobie.

Niestety strasznie kłócę się z rodzicami, najgorzej z moją Mamą. Mam wrażenie, że ona chce dobrze, ale nie może tego okazać, zawsze nasza jakakolwiek rozmowa końćzy się awanturą.

Na mój pomysł abym się wyprowadziła i stanęła na nogi może po znalezieniu pracy i po miesiącu, po 2 miesiącach i pierwszych wypłatach- rodzice reagują śmiechem, są nadąsani. MÓwią, że jesli chcę to mam się wyprowadzić, ale oni nigdy mnie nic nie dołożą się do niczego.

Mam wrażenie ze występuje jakiś konflikt pokoleń. Zawsze byłam grzeczna, słuchałam się rodziców, byłam asertywna, ale mam wrażenie, że siedziałam pod kloszem.
NIe wiem jak to okreslić, rodzice pozwalali mi na bardzo dużo, dali mi wolną rękę we wszystkim, pomagali mi słowem, ale wyborów dokonywałam sama, nigdy mi nikt w niczym nie doradzał.
Nie mam dobrych wspomnień ze związków z facetami, każdy kończył się porażką.
Mam wrażenie że byłam za miękka, za łagodna.
Że rodzice wychowali mnie pod jakąś pierzynką i do[iero kiedy sama wyrywałam się na wyjazdy roczne za granicę( nei mówię erazmus i imprezy, ale praca i warsztaty) wtedy tak jakby dojrzewałam. Szkoda tylko, że tego procesu dojrzewania nie miałam jakby wswoim mieście, w moim kraju, ale za granicą.

Kiedy chodziłamna uczelnię w POlsce moje życie wyglądało,dom, szkoła dom jak w liceum. Nic z życia studenckiego. DOpiero za granicą mogłam być odpowiedzialna za siebie itp.

Rodzice tego nie rozumieją, mowią, że miałam czas do pracy miałam czas do realizacji swoich planów , ale ja uważam, że zabrakło czasu na relacje międzyludzkie i naukę relacji społecznych.
DOpiero teraz, od 2,5 roku czuję jako taką zmianię. Zaczęłam poznawać ludzi z innego środowiska niż moje akademickie, środowiska dość biznesowo nastawionego do życia, takiego twardego. Zmieniłam się, pracowałam ciężko, wyjechałam za granicę kończyć studia i pracować- tam miałam dużo problemów, o których nie mowiłam też ludziom. Mysleli, że wszystko jest takie kolorowe i cudowne.
Wróciłam inna, dojrzalsza. MInęły 2 miesiące, prawie 3 i znowu czuję, że gnuśnieję. Że ciągle kłócę się z rodzicami, moja mama do tej pory wchodzi mi nieproszona do pokoju, wkurza się, żenp ja jestem zajęta i nie daję jej jakiejśtam atencji. Wiem, że rodzice są rozdrażnieni tym, że nie powiodło się im w życiu, że teraz może nie jesteśmy stricte biedni, ale na pewno moi znajomi po studiach zarabiają więcej niż oni przez całe życie.
Dlatego ja ten semestr wybrałam jako semestr pracy nad sobą i skupienia się na sobie. NIe idę do pracy bo nie skończyłabym dyplomu. Znajomi rezygnowali z pracy ze względu na dyplom. Po prostu siedzę w domu , czuję sie jak 20 latka , nie mam ani faceta, ani wielkich dalekosiężnych planó. Nie mówię, że uderzyła mnie rzeczywistość i dorosłość. Nie.
PO prostu mam wrażeie, że cofam się znowu mentalnie do poziomu dziecka, uległej pannicy z domu rdzinnego, bo tu mam wszystko. Nawet na moje'nie' czy moje jakieś słowo Mama reaguje jakoś bardzo emocjonalnie, dziwnie agresywnie- jakby nie mogła się pogodzić z czymś. Ale nie wiem z czym.
Jestem trochę uwiązana, nie wiem co robić. Straciłam kontakty ze znajomymi, nie potrafię się wybronić w grupie znajomych, jestem jakaś bierna, jestem jakimś flakiem.

Zawsze byłam 'bierną' osobą, zawsze pytałam się mamy o zdanie, dopieor tak jak mówię od 2.5 roku to się zmieniło. Moja mama mnie kocha mówi, ze zawsze chce wszystkiego dobrego dla mnie a z 2 strony czuję się tłamszona. Ona w moim wieku ( tez to mega często podkreśla) byla bardzo samodzielna, byla taka i taka. W czasie kłotni sama mi to zawsze wypomina. A zachowuje sie w stosunku do mnie inaczej, tak jakby chciała mnie uchronic, tak jakby nie dawała mi szansy na poznanie swiata. I przez to mam wrazenie ze traciłam młodośc, jakieś obeznanie nawet z błędami, ze światem, popelnianie bledów itp. Zawsze uchodziłam za tą, której się wszystko udawało.


Mam wrażenie, ze cos jest nie tak, ze wrocilam ok pisże dyplom, jestem skupiona, ale cos jest nie tak. Ze powinnam byc bardziej samodzielna, nawet mentalnie a nie jestem.Dopiero takie rozważania kończą się kłótnią, wrzaskami, jakimiś obelgami, jest kwas, mama wychodzi z domu, ja placzę. Dla mnie jest to trudne i dla niej. Nie wiem co robic.
Jestem dorosla a mam wrazenie, ze cos jest nie tak.
Ciągle mama powtarza ze nie wie gdzie popelnila blad w moim wychowaniu.
Tego juz sie nie zmieni. Ja chce sie zmienic, byc bardziej odpowiedzialna, pewna siebie, ale nie chamska. Duzo ludzi mnie rpzescignelo we wszystkim, na uczelni, w zleceniach, w pracy. Mam wrazenie ze to jest jakby kwestia szybkosci podejmowania decyzji, reakcji, zycia.
Mam wrazenie, ze jestem zbyt powolna.

NIe wiem co robic. smutno mi jest. Nawet faceta nie potrafie zainteresowac swoja osoba, zawsze wszystko sie rozmywa. Nie wiem z czego to wynika.
Jakbym szyukała jakiejs aprobaty i sama nie potrafiła podjac decyzji.

NIe wiem sama jak z tego wyjsc, tzn na ten czas moim planem jest skonczenie dyplomu, zrobienie prawa jazdy, poszukanie pracy, obrona i wyprowadzka. Na wszystko sama muszę zapracować bo nikt mi nic nie da.
Nawet rodzice nie dołożą złotówki na mój hipotetyczny pokój. Moja mama odbiera to jako hanbe, złowrogi pomysl, jako coś co przyczyni się do zerwania relacji, albo osmieszenia rodziny. BO jak to- wyprowadzęsię do kolezanki, albo sama do kawalerki. Powinnam wyprowadzić się do faceta. A ja nawet imprez czy spotkan w domu nie robie, bo wstydze sie zaprosic kolegów, facetow do domu jesli mam tyle lat a rodzice są w domu smile

Albo ja mam paranoję, albo cos jest nie tak.

Prosze okonstruktywna krytyke i komentarze, nie wiem czy ja cos zle robie, moze ja odbieram zle swiat.

Dzięki z góry,
X

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem

Za dużo tu mamy.
Dyplom Ci faktycznie i realnie potrzebny do znalezienia pracy ? Jaki kierunek  ? Prędzej prawo jazdy. Obecnie na dyplomy mało kto zwraca uwagę.

Zacznij żyć samodzielnie. Nie wiem jakie masz aspiracje. O pracy przyszłej nie napisałaś nic. Nic nie napisalas co Cię interesuje, w jakiej branży chciałabyś pracować. Słyszymy tylko o Twojej mamie.

Nie rozumiem  dlaczego praca ma przekreślić obronę dyplomu  ? Tyle ludzi daje jednak rade.


Zdecydowanie za wygodnie Ci w domku i podświadomie nie chcesz to opuszczać.

"Biedronka" -> wynajęcie pokoju -> obrona dyplomu i potem szukanie ewentualnie innej lepszej pracy o ile wieś co jak i gdzie chcesz.

3

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem
ja86 napisał/a:

Za dużo tu mamy.
Dyplom Ci faktycznie i realnie potrzebny do znalezienia pracy ? Jaki kierunek  ? Prędzej prawo jazdy. Obecnie na dyplomy mało kto zwraca uwagę.

Zacznij żyć samodzielnie. Nie wiem jakie masz aspiracje. O pracy przyszłej nie napisałaś nic. Nic nie napisalas co Cię interesuje, w jakiej branży chciałabyś pracować. Słyszymy tylko o Twojej mamie.

Nie rozumiem  dlaczego praca ma przekreślić obronę dyplomu  ? Tyle ludzi daje jednak rade.


Zdecydowanie za wygodnie Ci w domku i podświadomie nie chcesz to opuszczać.

"Biedronka" -> wynajęcie pokoju -> obrona dyplomu i potem szukanie ewentualnie innej lepszej pracy o ile wieś co jak i gdzie chcesz.


nie no musze sie obronic aby miec zawód, juzmam i tak przedluzenie o ponad semestr bo pracowalam za granica w zawodzie-architektura i budownictwo.

spoko, wczesniej tez pracowalam w sklepach, na budowach jako podawacz wiec taka praca tez nie jest mi obca.
po prostu wolebyc bardziej profesjonalna jesli chodzi o zawód.
nie obronilam sie w czerwcu bo pracowalam polroku za granica . wrocilam i pisze ten dyplom.

praca pewnie nie przeszkadzałaby mi w pisaniu dyplomu, ale wiem jak to bylo na 1 stopniu- wtedy racowalam w biurze budowlanym i ledwo wyrabialam sie z zyciem

4

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem

tu nawet nie chodzi mi o pieniądze- bo ja mam swoje zaoszczędzone plus ten zwrot z uczelni. tu chodzi mam wrazenie o jakąs relacje miedzy mna a rodzicami, mama.

ona nie jest toksyczna ale mam wrazenie ze jest jakas pepowina nieprzecieta

5

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem

Jest toksyczna  i pepowina  nieodcieta. Tylko Ty coś możesz zrobić a nie, tak jak cale Zycie, czekać co ona zrobi.

6 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-10-21 16:01:20)

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem

Spokojnie, nie panikuj. Dostrzegłaś problem, chcesz zmian i to bardzo dużo. Z tego co napisałaś to niestety Twoja mama chowała Ciebie pod kloszem i niestety opóźniła Ci rozwój osobisty. Zrozum, że nie ma co "skakać z główki do wodospadu", bo zrobisz sobie krzywdę smile. Polecam Ci robić to małymi kroczkami, jak normalnie powinno to wyglądać. Zrób burzę mózgu na temat własnej przyszłości, wybierz kilka branż, ale pozostań elastyczna na rynku pracy - często prace koło naszego wykształcenia, ale o nie zaczepiające są dla nas najlepsze. Częściej wychodź, podejmuj decyzje... Wychowanie Twojej matki pozbawiło Ciebie nie o tyle samoakceptacji, jak pewności Siebie. Nie pytaj się mamy o zdanie w każdej sytuacji, ale też nie popadaj w skrajność - od czasu do czasu nie zaszkodzi się zaczerpnąć zdania mamy/taty.
Nie panikuj, ile to osób potrafi odmienić swoje życie po 40-stce o 180 stopni wink. Uda Ci się, ale nie stawiaj Sobie nierealnych targetów życiowych w krótkim czasie. Wszystko przyjdzie z czasem, tylko bądź cierpliwa.

7

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem

dzięki za takie rady.
jeszcze chciałam coś dodać.

studiuję z moją siostrą. ja zmieniąłam studia po 2latach,ona zaczela  rocznikowo. wszystko ma pomnie.
ksiązki, notatki, mam wrazenie, zeze mnie sciaga.
mamy tych samych znajomych nawet teraz.
ona tkwi w grupie z gimnazjum/liceum= ja poszlam dalej.
ona tez byla za granicą przez polroku.
gdzies indziej.
wrocila i trzyma sie tylko mnie.

od wielu lat.
moi znajomi widza tylko, ze wychodze znia.
nie mowie, ze zle. ona sama nie podejmuje akcji w zyicu. czeka na mnie.
albo na mame.

nie chce aby hipotetyczny chlopak widzial mnie nakazdej imprezie z nią bo sobie pomysli ze 'blizniacza relacja' i nie podejdzie.
faceci takmają.

teraz nawet moje byłe milosci zamiast tylko mnie- zapraszają mnie z siostrą.
a ona nawet nie ma takich znajomych. siedzi w domu w kokonie

8 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-10-22 12:15:25)

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem
199144 napisał/a:

dzięki za takie rady.
jeszcze chciałam coś dodać.

studiuję z moją siostrą. ja zmieniąłam studia po 2latach,ona zaczela  rocznikowo. wszystko ma pomnie.
ksiązki, notatki, mam wrazenie, zeze mnie sciaga.
mamy tych samych znajomych nawet teraz.
ona tkwi w grupie z gimnazjum/liceum= ja poszlam dalej.
ona tez byla za granicą przez polroku.
gdzies indziej.
wrocila i trzyma sie tylko mnie.

od wielu lat.
moi znajomi widza tylko, ze wychodze znia.
nie mowie, ze zle. ona sama nie podejmuje akcji w zyicu. czeka na mnie.
albo na mame.

Jak tak Ci to przeszkadza to może trochę odwagi i powiedz Jej to? Tylko napisz czy Ty kiedykolwiek zasugerowałaś Jej coś?

199144 napisał/a:

nie chce aby hipotetyczny chlopak widzial mnie nakazdej imprezie z nią bo sobie pomysli ze 'blizniacza relacja' i nie podejdzie.
faceci takmają.

To podobają Ci się dziwni faceci. Jak żyję żaden normalny mężczyzna nie uważa bliskiej relacji rodzeństwa za coś dziwnego. To świadczy źle o kimś takim. Rozumiem jak jest się w poważnym związku, ale jak zdanie jakiś obcych kolesi ma na Ciebie taki wpływ?

199144 napisał/a:

teraz nawet moje byłe milosci zamiast tylko mnie- zapraszają mnie z siostrą.
a ona nawet nie ma takich znajomych. siedzi w domu w kokonie

Zazdrość i zawiść to bardzo brzydkie cechy. Rozumiem, że według Twojego przeświadczenia samodzielność = odcięcie. Wychodzi z Ciebie desperacja bycia samodzielną w Twoim tego słowa znaczeniu. Do tego przejmujesz się co powiedzą inni - kobieto z takim podejściem to zamiast żyć jak chcesz, będziesz żyła pod widzi mi się innych. Nie potrafisz przytupnąć butem i oczywiście to winna innych.

Nie rozumiem co w tym dziwnego? Młodsze rodzeństwo jeśli jest mocno związane ze starszym i/lub uważa je pod jakimś względem za kogoś godnego naśladowania to właśnie tak się dzieje. Ja mam o 4 lata młodszą siostrę i było/jest podobnie. Zamiast wyciągać z takiej relacji plusy to Ty jesteś taką niezdrową pesymistką - szukasz dziury w całym, aby otaczający Ciebie ludzie mieli większe problemy od Ciebie, a jak na razie masz je tylko Ty. Chyba, że Ci to w jakiś sposób przeszkadza i nie jesteś w stanie podnieść takiej odpowiedzialności to Jej to powiedz, a być może za kilka miesięcy/lat sama przestanie zwracać na Ciebie taką uwagę.
Dodam, że znajomych będziesz zmieniała co kilka lat, jak i nie miesięcy (nie wiem dlaczego tak się z nimi zżyłaś; ich zdanie jest istotne), a rodzinę masz na całe życie. Logika sama podpowiada z kim lepiej mieć głębsze relacje. Ty nie chcesz zaakceptować (dokładnie nie potrafisz jej zmienić) swojej roli w rodzinie to uciekasz do obcych ludzi, którym na Tobie zbytnio nie zależy i dzięki temu nie mają na Ciebie bezpośredniego wpływu co dla Ciebie jest istotne.

9

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem

Ten problem jest mi znany, a nawet bardzo. Uważam, że powinnaś wprowadzić się do kawalerki. Zachowanie Twojej mamy świadczy o tym, że nie chce więcej Ciebie trzymać. Jakbyś mieszkała gdzie indziej, Wasze relacje się polepszą. I to jak!

10 Ostatnio edytowany przez vajze (2017-10-22 12:38:47)

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem
199144 napisał/a:

nie chce aby hipotetyczny chlopak widzial mnie nakazdej imprezie z nią bo sobie pomysli ze 'blizniacza relacja' i nie podejdzie.
faceci takmają.

Spoko. Mój ex-partner wychodził wszędzie ze mną i mamusią. I moją, i jego. Faceci mają głębsze relacje z mamami smile Raz on powiedział swojej mamie o naszym rozstaniu i chciała, abym wróciła do niego. Więc w czym jest problem, 199144?
Tak, na imprezie też. Jak nie, to z kuzynami.

11 Ostatnio edytowany przez 199144 (2017-10-22 13:33:38)

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem
Leśny_owoc napisał/a:
199144 napisał/a:

dzięki za takie rady.
jeszcze chciałam coś dodać.

studiuję z moją siostrą. ja zmieniąłam studia po 2latach,ona zaczela  rocznikowo. wszystko ma pomnie.
ksiązki, notatki, mam wrazenie, zeze mnie sciaga.
mamy tych samych znajomych nawet teraz.
ona tkwi w grupie z gimnazjum/liceum= ja poszlam dalej.
ona tez byla za granicą przez polroku.
gdzies indziej.
wrocila i trzyma sie tylko mnie.

od wielu lat.
moi znajomi widza tylko, ze wychodze znia.
nie mowie, ze zle. ona sama nie podejmuje akcji w zyicu. czeka na mnie.
albo na mame.

Jak tak Ci to przeszkadza to może trochę odwagi i powiedz Jej to? Tylko napisz czy Ty kiedykolwiek zasugerowałaś Jej coś?

199144 napisał/a:

nie chce aby hipotetyczny chlopak widzial mnie nakazdej imprezie z nią bo sobie pomysli ze 'blizniacza relacja' i nie podejdzie.
faceci takmają.

To podobają Ci się dziwni faceci. Jak żyję żaden normalny mężczyzna nie uważa bliskiej relacji rodzeństwa za coś dziwnego. To świadczy źle o kimś takim. Rozumiem jak jest się w poważnym związku, ale jak zdanie jakiś obcych kolesi ma na Ciebie taki wpływ?

199144 napisał/a:

teraz nawet moje byłe milosci zamiast tylko mnie- zapraszają mnie z siostrą.
a ona nawet nie ma takich znajomych. siedzi w domu w kokonie

Zazdrość i zawiść to bardzo brzydkie cechy. Rozumiem, że według Twojego przeświadczenia samodzielność = odcięcie. Wychodzi z Ciebie desperacja bycia samodzielną w Twoim tego słowa znaczeniu. Do tego przejmujesz się co powiedzą inni - kobieto z takim podejściem to zamiast żyć jak chcesz, będziesz żyła pod widzi mi się innych. Nie potrafisz przytupnąć butem i oczywiście to winna innych.

Nie rozumiem co w tym dziwnego? Młodsze rodzeństwo jeśli jest mocno związane ze starszym i/lub uważa je pod jakimś względem za kogoś godnego naśladowania to właśnie tak się dzieje. Ja mam o 4 lata młodszą siostrę i było/jest podobnie. Zamiast wyciągać z takiej relacji plusy to Ty jesteś taką niezdrową pesymistką - szukasz dziury w całym, aby otaczający Ciebie ludzie mieli większe problemy od Ciebie, a jak na razie masz je tylko Ty. Chyba, że Ci to w jakiś sposób przeszkadza i nie jesteś w stanie podnieść takiej odpowiedzialności to Jej to powiedz, a być może za kilka miesięcy/lat sama przestanie zwracać na Ciebie taką uwagę.
Dodam, że znajomych będziesz zmieniała co kilka lat, jak i nie miesięcy (nie wiem dlaczego tak się z nimi zżyłaś; ich zdanie jest istotne), a rodzinę masz na całe życie. Logika sama podpowiada z kim lepiej mieć głębsze relacje. Ty nie chcesz zaakceptować (dokładnie nie potrafisz jej zmienić) swojej roli w rodzinie to uciekasz do obcych ludzi, którym na Tobie zbytnio nie zależy i dzięki temu nie mają na Ciebie bezpośredniego wpływu co dla Ciebie jest istotne.


mowisz sama prawde. nie wiem skad to widzisz. i skad to wiesz. czy to widac?
nie chodzi mi o to, ze mam desperacje na bycie samodzielną i juz od tak cos bym chciala.

po prostu mam wrazenie, zeprzez lata trzymana bylam pod bezpiecznym kloszem, kolderka i niemialam takich relacji z ludzmi jakie maja inni znajomi.
nawet w liceum nie chodzilam czesto naimprezy, zawsze sie porownywalam z innymi bo pytalam mamy o zdanie. to jest idiotyczne. i na podstawie jej zdania ocenialam znajomych. np przestawalam sie z kimskolegowac bo np ten ktos byl imprezowiczem ( mamamiala racje).
ale np stracilam wtedy szanse na np jakis zwiazek z takaosoba chociaz kilu miesieczny.

tak jakbym od razu, od gornie byla zbyt ostrozna jesli chodzi o wzystko. jesli chodzi o zycie. bo zawsze rodzice dawali mi razy co jest dobre a co jest zle.
i tak jakbym nie miala 'zadnych problemów' w tym 'zwiazkowych' w zyciu . jakbym tak od 10 lat od liceum przeplywala jako obserwator, nie 'zyjac swoim zyciem'.
bo np nie bylam wypuszczana z domu, nigdy nie rozmawialo sie w domu o seksie- dowiadywalam sie z gazetek i od kolezanek_ pierwzy raz tez mialam najpozniej.

tak jakby cosmnie omijalo i jawiem o tym, zdaje sobie sprawie, i nadganiam w pewien sposob. dlatego mam taka desperacje mozliwe, ze widoczna , w stosunku do zycia. do ludzi. do zwiazkówbo wiem, ze ludzie zyja szybciej, zyja inaczej. maja jakies relacje, a ja mam wrazenie ze tak tylko 'dotykam' tych relacji nie poglebiajac sie, bo zawsze wpajano mi w glowe ze najwazniejsza jest rodzina i aby nie iufac ludziom.
i kiedys bralam sobie to do serca.

od jakispolowy studiów od kiedy wyjechalam sama za granice gdzies na 2 roku zmienilam zdanie. sama robilam sobie relacje. ludzie są okej ludzie sa normalni. bez podejrzliwosci.


moj ojciec zawsze wypytuje/wypytywal mnie o kolegów, z jakiej rodziny, co robia. czy żyd czy iluminati, czy mason ( no juz przesadzam, ale do takiego stopnia to do chodzilo).
jak jestesmy na jakis warsztatach czy wernisażach- wypytuje kto do mnie podszedl, o czym rozmawialismy, po co rozmawialismy, ile rozmawialismy, dlaczego ta pani zgalerii się na mnie patrzyla, dlaczego ze mną chodizla.

tak jakby wzyscy byli zli albo panowal brak zaufania

12

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem
199144 napisał/a:

mowisz sama prawde. nie wiem skad to widzisz. i skad to wiesz. czy to widac?
nie chodzi mi o to, ze mam desperacje na bycie samodzielną i juz od tak cos bym chciala.

Widzisz, bo u Ciebie jest jeden wielki problem - widzisz tylko pozytywy, a nie również negatywy bycia całkowicie samodzielną. Dochodzą nowe pozytywy, ale także nowe obowiązki/zmartwienia. Żaden człowiek na świecie nie jest samodzielny. Bardzo często Ci co wydają się samodzielni żyją w dziwnych układach. Zakładam, że za bardzo koncentrujesz się na znajomych pod tym względem. Nie wiesz jak naprawdę wygląda Ich życie, gdy zejdą Ci z oczu. Być może On w ogóle się tym nie przejmują. Należałoby rozróżnić samodzielność prawdziwą (gdzie za decyzje są konsekwencje), a taką dziecinna która opiera się na złudnym pojęciu "wolności". Np. jedna osoba wraca z imprezy o 20:00, druga o 23:00; jedna osoba nie chodzi na imprezy, inna co najmniej 3 razy w tyg. Czy na tej podstawie możemy ocenić samodzielność? podobnie jest z podejmowaniem decyzji - łatwo jest je podejmować, gdy w całości nie podnosi się ew. konsekwencji. Zatem samodzielność żony/męża/mamy/taty jest kompletnie inna niż "samodzielność" studenta/studentki.

199144 napisał/a:

po prostu mam wrazenie, zeprzez lata trzymana bylam pod bezpiecznym kloszem, kolderka i niemialam takich relacji z ludzmi jakie maja inni znajomi.
nawet w liceum nie chodzilam czesto naimprezy, zawsze sie porownywalam z innymi bo pytalam mamy o zdanie. to jest idiotyczne. i na podstawie jej zdania ocenialam znajomych. np przestawalam sie z kimskolegowac bo np ten ktos byl imprezowiczem ( mamamiala racje).
ale np stracilam wtedy szanse na np jakis zwiazek z takaosoba chociaz kilu miesieczny.

Oczywiście jestem zwolenniczką nauki na własnych błędach, ale czasami dobrze jest przemyśleć sobie pewne spawy. Dlaczego tak usilnie chcesz iść tym owczym pędem? Do tego dziewczyno jesteś tak młoda, wiesz ilu ludzi (łącznie ze mną) dałoby naprawdę dużo, aby wrócić do tych lat smile? Aby nie marnować czasu na przelotne znajomości, nieznaczące imprezy ze znajomymi, którzy poszli w świat? Można było właśnie ten czas poświęcić na lepsze cele. Uwierz mi lepsze jakościowo "imprezki" to będziesz miała po 30-stce wink. Dlatego nie masz powodu do niepokoju, tylko małymi kroczkami i z pozytywnym nastawieniem dąż do celu.

Zgodzę się jesteś obserwatorem życia, ale nie bynajmniej własnego, a innych ludzi. Z tego co tutaj napisałaś nie potrafisz porozumieć się z rodzicami, dlaczego mają taką manię. Sygnalizować problemów.
Widzę z tego, że większość Twoich problemów wynika ze śmiesznego faktu - jesteś introwertyczką, która chce zostać ekstrawertykiem. Wydaje Ci się, że ludzie którzy mieli możliwość obić praktycznie co chcą mają mniej problemów. Zgodnie z zasadą "lepiej tam, gdzie nas nie ma". Jako introwertyk czerpiesz swoją "moc" sprawczą ze swoich stanów i przemyśleń wewnętrznych, natomiast ekstrawertyk napędzany jest do działania oczekiwaniami i potrzebami zewnętrznymi. Masz typowe podejście do spraw introwertyka - z powodów osobistych podnosisz mało istotne rzeczy do wyższej rangi, dłużej w sobie pielęgnujesz krzywdy, próbujesz lepiej zrozumieć świat, bez problemu sądzisz świat.
Możesz sobie poczytać o tym, a dużo kwestii Ci się rozświetli. Naucz się żyć w zgodzie ze sobą. Oczywiście pamiętaj introwertyzm =/= fobia społeczna. Jak widać z całej swojej rodziny własnej siostrze wydajesz się najbardziej bliską i kompetentną osobą, którą warto naśladować - zamiast zachowywać się jak zazdrosna dość samolubna 15 latka, dorośnij i bądź z tego dumna. To dobrze o Tobie świadczy.

13

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem
Leśny_owoc napisał/a:

Widzę z tego, że większość Twoich problemów wynika ze śmiesznego faktu - jesteś introwertyczką, która chce zostać ekstrawertykiem. Wydaje Ci się, że ludzie którzy mieli możliwość obić praktycznie co chcą mają mniej problemów. Zgodnie z zasadą "lepiej tam, gdzie nas nie ma". Jako introwertyk czerpiesz swoją "moc" sprawczą ze swoich stanów i przemyśleń wewnętrznych, natomiast ekstrawertyk napędzany jest do działania oczekiwaniami i potrzebami zewnętrznymi. Masz typowe podejście do spraw introwertyka - z powodów osobistych podnosisz mało istotne rzeczy do wyższej rangi, dłużej w sobie pielęgnujesz krzywdy, próbujesz lepiej zrozumieć świat, bez problemu sądzisz świat.
Możesz sobie poczytać o tym, a dużo kwestii Ci się rozświetli. Naucz się żyć w zgodzie ze sobą. Oczywiście pamiętaj introwertyzm =/= fobia społeczna. Jak widać z całej swojej rodziny własnej siostrze wydajesz się najbardziej bliską i kompetentną osobą, którą warto naśladować - zamiast zachowywać się jak zazdrosna dość samolubna 15 latka, dorośnij i bądź z tego dumna. To dobrze o Tobie świadczy.

dziękuję Ci za ten komentarz. problem w tym,że ja jestemekstrawertyczką. moja siostra to introwertyk. tylko, że mam wrazenie, ze nie realizuję siebie, nie zyję w 80-moze w 90%.
przez to analizuję życie i mogę wydawać się introwertykiem. bo analizuję.
nie pojmuję pewnych zachowań.
np te 2 lata temu kiedy wyszłam z tzw klatki ( studia, dom, jakas nauka jezykow obcych) i weszlam w nowe srodowisko  - osob, które byly artystami, extrawertykami itp - poczulam , ze wtedy sie zmienie. to byl taki impuls, granica, ktora przekroczylam aby sie zmienic, nabyc wiekszych zyciowych kompetencji. dlatego tak wyjezdzam czesto bo mam wrazenie, ze czegos mi brakuje. nie dlatgeo, ze jestem samolubna i ciagle sie chwale wyjazdami, praca za granica- nie.
po prostu jakby musze udowodnic sobie , ze jestem okej w porownaniu do innych.
tylko, ze masz racje. nie wiem nigdy co stoi albo kto stoi za plecami, za sukcesem innych.
inni moga sie wydawac tacy a tacy a okazuje sie ze maja plecy rodzinne albo plecy jakis alfonsów ( nie oszukujmy sie, nie jestesmy dziecmi i duzo jest takich 'pomagaczy').

mam wrazenie, ze caly czas musze porownywac sie ize musze udowadniac SOBIE (NIE INNYM) ze jestem taka a taka. jakies nierealne cele sobie stawiam aby tylko byc lepsza, brac zycie garsciami itp.
z tym mam jakis wielki problem nie wiem skad on wynika.
z tego ze mama tak czesto porowynywala nasz stan majatkowy przez lata z innymi? mowila, ze jestesmy jako rodzina straceni i ze tylko w nas( corkach) jest nadzieja na lepsze jutro.
ze ona juz nic nie zrobi bo najpierw trzeba znalezc to co wlozyc do gara a nie to cochce sie robic i jest marzeniem niespelnionym.

mam spine dyplomowa, moglabym pracowac nad dyplomem codziennie, ale musze przyzwyczaic sie do faktu ze jestem zalezna od promotora od uczelni od urzedów od ktorych biore dokumenty. albo jestem niedojrzala, albo mam spaczony obraz rzeczywistosci albo zle ją pojmuje.


zawsze bylam pracowita, zawsze ogarnialam duzo. 3 lata temu zaczelam znowu kolegowac się z dziewczyną, ktora 'brala' od ludzi i sie od nich uczyla. za duzo dałam jej siebie swoich tajemnic, swoich przemyslen, pomagalam jej bo bylam jej jedyna kolezanka od 10 lat. a ona wykorzystala to przeciwko mnie. utrudniajac mi relacje z innymi. bylam wtedy jeszcze bardziej introwertyczna- podobalam sie jej znajomym. ona utrudniala mi kontakt ze swoimi kolegami. specjalnie, aby ona byla na piedestale grupy. wiem, ze moze wtedy bylam jakby bardziej jałowa, dziecinna, naiwna. ale nawet moi rodzice jej pomagali przy dyplomie mgr. a ani be ani me ani dziekuje nie bylo.

tak jakby wszsytko brala do siebie, musiala wybic sie na innych ludziach( nie tylko namnie) przejsc transformacje z beznadziejnej ale zdolnej laski ze wsi i teraz jest zdolnym najlepiej oplacanym informatykiem w kregu znajomych.
tak jakby musiala byc najlepsza we wszystkim. a facetom kt wypytywali sie o mnie wiedzac ze jestem nowa- robila mi zly pr mowiac ze jestem biedna, ze jeszcze sama nie stanelam na nogi, ze moim rodzicom w zyciu sie nie udalo...
a tacy faceci pozniej chcieli mi 'pomagac' jako kolezance, nie chcieli nawet sie wiazac ze mna bo 'znali ' od niej jakies historie na mój temat. tak samo historie o moich poprzednich zwiazkach i relacjach czasem agresywnych moich poprzednich chlopaków w stosunku domnie. to byly historie kt mowilam tylko 3 osobom, mamie , jej icsiostrze. a ona musiala paplac w towarzystwie...

historie moze prawdziwe, ale nigdy nikomu czegos takiego nie powiedzialam o tej osobie. mam wrazenie, ze zniszczyla mi relacje, z osobami na kt mi zalezalo. bo ja wtedy jeszcze bylam na 1 stopniu studiow, taka naiwna miła a ona juz pracowala w zawodzie. i wiedziala ze ja mam wiecej czasu i byla o to zazdrosna, ze bylam mila. a ona nie.

o to mam wielki zal. bo po 2 latach dowiedzialam sie od mojej milosci, tamtego chlopaka o tych historiach, które ona wypowiadała. tak jakby 'zabila' mi dwa lata. ten chlopak tez wtedy po tych historiach zrezygnowal z kontaktu ze mną specjalnie. dopiero po 2. 3 latach kiedy zauwazyl ze jestem okej i jednak ona nie miala racji, wrocil do mnie. jestesmy na poziomie kolezenstwa ale ja juz nic nie chce.

14 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2017-10-22 17:17:12)

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem
199144 napisał/a:

Ciągle mama powtarza ze nie wie gdzie popelnila blad w moim wychowaniu.

Generalnie część to geny, a reszta to raczej środowisko, w którym się obracałaś. Twoja matka nie miała wiele do powiedzenia. Więc nie musi się przejmować. Zresztą pewnie częściowo też było u niej podobnie. Może czasy inne. A co do Ciebie to pracuj, pracuj nad sobą. Zmiany nastroju to normalna rzecz. Nieraz czegoś brakuje i w każdym wieku może Ciebie to spotkać. Niezależnie jak Ci się poszczęści.
Ludzie ciągle szukają punktu zaczepienia, a nie zawsze jest taki jaki sobie wyobrażają.

15 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-10-22 19:00:23)

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem
199144 napisał/a:

dziękuję Ci za ten komentarz. problem w tym,że ja jestemekstrawertyczką. moja siostra to introwertyk. tylko, że mam wrazenie, ze nie realizuję siebie, nie zyję w 80-moze w 90%.
przez to analizuję życie i mogę wydawać się introwertykiem. bo analizuję.
nie pojmuję pewnych zachowań.

Nie Ty jesteś introwertyczką, która chce być ekstrawertyczką - bo życie tego typu ludzi wydaje Ci się prostsze smile. Nikt nie posiada w 100% cech introwertyzmu, czy ekstrawertyzmu, ale Ty chcąc podchodzić do spraw jak Twoje otoczenie (ekstrawertycy) nigdy nie nauczysz się żyć w zgodzie ze sobą. Oczywiście niczego nie chcę forsować, ale jak na ekstrawertyka za dużo analizujesz i za bardzo się użalasz nad sobą. No i kierunek studiów ścisły? Przypadek nie sądzę.

199144 napisał/a:

mam wrazenie, ze caly czas musze porownywac sie ize musze udowadniac SOBIE (NIE INNYM) ze jestem taka a taka. jakies nierealne cele sobie stawiam aby tylko byc lepsza, brac zycie garsciami itp.
z tym mam jakis wielki problem nie wiem skad on wynika.

Typowa cecha introwertyka... tego nie da się wytłumaczyć to po prostu jest. Chęć samodoskonalenia, tylko Ty zamiast zdrowo stawiać siebie granice dla Siebie stawiasz granice jak inni, aby się z nimi porównywać.

199144 napisał/a:

mam spine dyplomowa, moglabym pracowac nad dyplomem codziennie, ale musze przyzwyczaic sie do faktu ze jestem zalezna od promotora od uczelni od urzedów od ktorych biore dokumenty. albo jestem niedojrzala, albo mam spaczony obraz rzeczywistosci albo zle ją pojmuje.

Kolejna typowa cecha dla introwertyka - lubisz sama organizować sobie pracę i nie lubisz być w tych kwestiach zależna od innych smile. To doskonała cecha dla prac biurowych technicznych/laboratoriach/manager'a.

199144 napisał/a:

zawsze bylam pracowita, zawsze ogarnialam duzo. 3 lata temu zaczelam znowu kolegowac się z dziewczyną, ktora 'brala' od ludzi i sie od nich uczyla. za duzo dałam jej siebie swoich tajemnic, swoich przemyslen, pomagalam jej bo bylam jej jedyna kolezanka od 10 lat. a ona wykorzystala to przeciwko mnie. utrudniajac mi relacje z innymi. bylam wtedy jeszcze bardziej introwertyczna- podobalam sie jej znajomym. ona utrudniala mi kontakt ze swoimi kolegami. specjalnie, aby ona byla na piedestale grupy. wiem, ze moze wtedy bylam jakby bardziej jałowa, dziecinna, naiwna. ale nawet moi rodzice jej pomagali przy dyplomie mgr. a ani be ani me ani dziekuje nie bylo.

Dobrze, że wyciągnęłaś z tego wnioski. Fakt źle zrobiłaś pomagając w ciemno, ale to robiłaś w dobrej wierze. W życiu uwierz mi każdy od kogoś "dostał w dupę", bądź co gorsza się zawiódł. Ważne czy się po tym podniesiesz. Co było to było.

199144 napisał/a:

o to mam wielki zal. bo po 2 latach dowiedzialam sie od mojej milosci, tamtego chlopaka o tych historiach, które ona wypowiadała. tak jakby 'zabila' mi dwa lata. ten chlopak tez wtedy po tych historiach zrezygnowal z kontaktu ze mną specjalnie. dopiero po 2. 3 latach kiedy zauwazyl ze jestem okej i jednak ona nie miala racji, wrocil do mnie. jestesmy na poziomie kolezenstwa ale ja juz nic nie chce.

Rzeczywiście "koleżanka" stała się pijawką, ale nie martw się karma wróci smile. Jednak z męską częścią Twoich znajomych też było coś nie tak - naprawdę słuchali tylko paplania jakieś dziewczyny i nie chcieli sprawdzić co jest prawdą? Moim zdaniem oni byli tyle samo warci co ona. Natomiast ten chłopak takim gadaniem "jednak byłaś fajna" nie chciał po prostu przed Tobą wyjść na dupka, tym samym usprawiedliwiając sumienie. Tak naprawdę miał Ciebie w 4 literach co i kto o Tobie mówi. Po 3 latach zauważył? To co w tym czasie nawet z Tobą nie porozmawiał? W sumie widzisz wyszło szydło z worka - na jakiej podstawie oceniał ludzi. Nie masz co płakać za relacjami z tego typu chłopakami, których nigdy nie było. Na pewno byś się rozczarowała. Co więcej nie byłabyś tak entuzjastycznie nastawiona do mężczyzn.

Zatem nie zazdroszczę Ci byłych (mam nadzieję) znajomych (męskich i damskich), ale to wina tego co Ci wcześniej napisałam - znajomych, którzy traktowali Ciebie jak zwykłą znajomą uważałaś za szczególne osoby. Generalnie masz problem w relacjach - w i poza rodziną.

16

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem
Leśny_owoc napisał/a:

Zatem nie zazdroszczę Ci byłych (mam nadzieję) znajomych (męskich i damskich), ale to wina tego co Ci wcześniej napisałam - znajomych, którzy traktowali Ciebie jak zwykłą znajomą uważałaś za szczególne osoby. Generalnie masz problem w relacjach - w i poza rodziną.

tak to też zauważyłam.

jednak wlasnei od ponadpol roku. jakos od mojego wyjazdu za granice przewartosciowalam te znajomosci. teraz doslownie mam kilku kolegow/ kolezanki takich bliskich. inni są 'tylko' znajomymi/oczywiscie. mam kontakt, jestem aktywna w takich relacjach ale one sa plytkie.
juz nie daje tyle z siebie co kiedys.
zauwazylam ze za duzo kiedys dawalam a za malo bralam.
inni mieli mnie w czterech literach. a ja myslalam, ze mnie lubia na tym samym poziomie.

to tez wynika z tego ze kiedys inaczej odbieralam relacje i to , ze chcialam aby ludzie zostawali w moim zyciu. wiem ze tak nie jest. wink
dopiero kilka lat temu to zrozumialam.

17

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem

Wywal z pierwszego posta wszystkie "powinnam" - to zły doradca. To głos rodzica, a jak widać, głos rodzica jest teraz dla ciebie ograniczający, nadmiernie chroniący, zabierający wolność.

Z tego co piszesz, to wygląda tak, jakbyś drugi bunt nastolatki przechodziła. To wynika z tego, że emocjonalnie jesteś bardzo związana z matką. Ty nie luzujesz tych więzi, ani ona. Jak próbujesz, to ona zaczyna naciskać (na różne, sobie znane sposoby, bo inaczej nie umie) na to, żebyś została w "bezpiecznym, dobrym domu", bo się boi, bo widzi cię tylko jako dziecko. Nie widzi osoby dorosłej. Ty też nie prezentujesz się jako taka, bo piszesz o tym, że musisz u nich mieszkać, pozwalasz matce wchodzić sobie do pokoju bez pytania, pozwalasz jej na takie słowa. Dużo zależy od ciebie i od tego, jak Ty się uniezależnisz. Bo ona dobrowolnie cię nie wypuści z gniazda, to dla  niej za trudne, bo wielu rzeczy się boi (nawet nieświadomie). Zresztą też nie ma powodu do traktowania cię poważnie, skoro pozwalasz jej na wiele rzeczy, uginasz się, ulegasz, to ona nie ma powodu do zmiany zachowania. Czuje, że wasza relacja jest bezpieczna, dopóki reagujesz tak emocjonalnie - dajesz jej sygnał, że to ważne, że cię rusza jej zachowanie, czyli ma na ciebie wielki wpływ.
Moja relacja z matką przechodzi wzloty i upadki. Jeśli kontaktuję się z nią rzadko, to jest dobrze. Natomiast ostatnio coś dla niej załatwiałam, rozmawiałyśmy kilka razy w tygodniu przez telefon, dziś powiedziała coś takiego, że po rozmowie się rozpłakałam. Zobaczyłam, że emocjonalnie się do niej zbliżając, znów zaczęłam się czuć jak dziewczynka, a więc nie postawiłam jasno granicy, więc usłyszałam rzeczy, których nie chciałam słyszeć - sama wystawiłam się na to.
Sama musisz ocenić, jak kontaktować się z matką, by uniezależniać się. To nie znaczy, przestać kochać. Kochać, szanować, nie ulegać, podejmować własne dorosłe decyzje, nie wdając się w zbędne dyskusje i usprawiedliwianie się. Mieć z nią relację, ale nie kosztem siebie.

18 Ostatnio edytowany przez 199144 (2017-10-22 21:33:01)

Odp: konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem

tutaj problememjest to, ze np ja wiem kiedy moglabym - chcialabym sie wyprowadzic.
nie stac rodziców na to. aby mi dokladali.
musze zrobic jeszcze prawo jazdy.
nie doloza mi.nic a nic.
na wszystko albo sama musze zapracować albo pozyczyc od kogos plus miec zwrot z tej nieszczesnej uczelni.
ciagle na niego czekam.
chodzi mi o to, że rodzice nie chca abym wyprowadzila sie sama do np pokoju wynajmowanego lub do kawalerki.

uwazaja to za hanbe.
mowia, ze mieszkamy od 7 pokolen w miescie. ze puszcza mnie dopiero wtedy jak bede miala faceta i z nim zamieszkam...

tak robia moje kolezanki. zamieszukja z facetem. ale sa w zwiazkach 4-5 letnich i chca statecznie usiasc na swoim.
poza tym rodzicom nie podobasie to ze chce komus dawac pieniadze za wynajem.
babcia mieszka prawie za miastem w mieszkaniu ipomysl byl taki abym ja sie tam wyprowadzila a ona wprowadzilaby sie do mojego pokoju.

czyli w domu mieszkaliby wtedy rodzice, siostra i babcia.
siostra jest jeszcze wiekszą niedorajda zyciowa jak ja. zawsze sie na mnie oglada itp. awsze bylam wzorem. poza tym studiujac to samo jestesmy zobligowane ( nie wiem przez kogo?) do jezdzenia na te same warsztaty, wyklady itp.

kiedy ja mowie ze jade - mama sie pyta- a czy zaproponowalas siostre? a ja mowie - nonie, przeciez ona nie wykazala inicjatywy, dlaczego awsze to ja musze trzymac reke napulsie jesli chodzi o wszystko i byc taką dobrą starsza ciotka ktora ogarnia mlode?
zawsze tak bylo a jak ja sienie zgadzam to jest awantura ze przynosze wstyd rodzinie, ze ojciec ze mną porozmawia...

nie wiem o co chodzi.

chce sie wyprowadzic po dyplomie. planuje juz sobie kazdy dzien z góry, zalozylam kalendarz i do tego kalendarza musze bez mojej zgody wpisywac np jakies rodzinne spotkania czy brac siostre bo ona 'jest mlodsza i nie ogarnia'....

zawsze tak bylo,ze  musialam brac pod uwage czyjes dobro, i w zyciu to ja zostawalam wykorzystywana przez ludzi kt mysleli tylko o sobie. rodzice nauczyli mnie empatii, bycia dobrym, milym, poza tym mam siostre mam instynkt opiekunczy. ale zawsze jest cos takiego, ze to ja jestem na straconej pozycji, na 2 pozycji jesli chodzi o zwiazki, pogon za praca bo ja zawsze sie przejmuje. moje znajome, ktore sa jedynaczkami sa tak pewne siebie i egoistyczne ze tylko walcza o swoje i osiagaja to co chca. nie robia wymówek i dopiero jak osiagna to wracaja doludzi, do znajomych.
ja powoli staram sie tego uczyc ale jeszcze te 2-3 lata temu bylam taka jalowa i niedojrzala zyciowo i dawalam sie omamiac ludziom. z powodu tego ze np rodzice nigdy nie nauczyli mnie tego ze zycie to ciagla walka i konkurencja. zawsze wszystko robilam tak powierzchwonie, lizałamjak dziecinka.
o tomi chodzi. mam o to zal.

jak np w podstawowce nie podobaly mi sie zajecia z plastyki czy z biegania to wypisywali mnie zbyt szybko( teraz tak uwazam ) zamiast zacisnac zeby i czekac az sie naucze.... podciagne,schudne czy coś.  zawsze bylo takie wychowanie bezstresowe, tak aby mnie bylo najlepiej, a zycie takie nie jest.
zycie daje w d***pe i teraz w wieku 27 lat okazuje sie ze moje kolezanki  tak samo jak ja wychowane pod kloszem albo juz sa zamezne i bezpieczne w domu z rutyną zycia codziennego, brakiem wyjazdów, pracą 8-16 , nie osiagaja takich wyników np w pracy ( jesli chodzi o płace czy zmiana stanowiska) jak ludzi którzy rekami i nogami trzymaja sie siebie, sa egoistyczni, chciwi, wykorzystuja innych.
nie mowie , ze chce tak robic, ale zycie to nie bajka a ja mam wrazenie ze dopoki sama z niej nie wyjde nawet stopą to bede tkwila w niej najdluzej  i bede taka jałowa nadajaca sie tylko do zakonu... nie ublizajac nikomu

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » konflikt pokoleń? nie wiem jak poradzić sobie z życiem

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024