Czytając o problemach innych, mój post może wdawać się błahy, lecz sama nie wiem co myśleć o swojej sytuacji. Proszę o radę.
Jestem w związku od 5 lat. Oboje jesteśmy młodzi, mamy po 22, za pół roku 23 lata. Zaczęliśmy być ze sobą wcześnie bo w liceum. Teraz studiujemy, jesteśmy po obronie licencjatów.
Mój chłopak był z lekka beznadziejnym przypadkiem - zamknięty w sobie, dołowany przez rodziców.
Kiedy go poznałam zaprzyjaźniliśmy się, a po pewnym czasie dałam mu szansę i tak sobie jesteśmy w związku aż do dziś.
Na początku - wiadomo - randki, małe prezenciki, miłości mnóstwo!
Było całkiem dobrze. Miał moje wsparcie, namawiałam go, żeby się otworzył, wspierałam.
Namawiałam by miał własne zdanie. Zmienił się na plus, ogromny!
Nie bał się odzywać przy rodzicach, złapał z nimi lepszy kontakt, poznał nowych ludzi, widziałam, ze pomogłam mu się otworzyć i odżył.
Byłam z niego bardzo dumna.
Po ponad 3 latach w jednej z rozmów wspomniał, że w sumie mógłby się oświadczyć i że już niedługo.
Ucieszyłam się jak każda młoda dziewczyna.
Ale o oświadczynach ani widu, ani słychu do dziś.
Ostatnio w żartach przypomniałam mu o tym, a on zrobił awanturę o to, ze do szczęścia potrzebny mi jest głupi kawałek metalu.
Zamurowało mnie.
Wspomniałam o tym, bo przyznam szczerze, od jakichś 2 lat NUDZI mi się w naszym związku.
Ja chcę gdzieś jechać, on nie.
Ja chcę coś robić, on najlepiej siedziałby na kanapie...
Nie mieszkamy razem.
Kiedy do mnie przyjeżdża, siada na kanapie i ogląda TV. Kiedy z nim rozmawiam, bo uważam, ze rozmowa to klucz do sukcesu - patrzy w telefon, co chwila odpowiadając mi :"MHM".
Pewnego dnia powiedziałam, ze moze nasz związek powinien po tych 5 latach wejść na wyższy level - zaręczyny, albo wspólne mieszkanie, cokolwiek. Powiedział, że pomyśli. Myślał bardzo długo aż znów doszło do poważnej rozmowy.
Powiedziałam, że w związku mi się nudzi. Że kiedyś potrafiliśmy jeździć na wycieczki nawet te rowerowe, rozmawiać o książkach, czy iść coś zjeść na miasto a teraz on jest tak leniwy, że masakra!
Nie wiem, co mam robić. Wiem, ze jesteśmy młodzi, ale nie chcę marnować młodości na siedzenie na kanapie. Myślałam, że może po zamieszkaniu albo oświadczynach coś by się zmieniło. Ale na oba tematy nie jest chętny.
Poważnie zagroziłam rozstaniem, jeśli nie zacznie się bardziej starać. Popłakał mi się,że mnie bardzo kocha i nie chce tego kończyć. Ale od następnego dnia, przez parę miesięcy znów jest tak samo... Nic się nie zmieniło.
Oboje pracujemy, studiując jednocześnie. Uczymy się dobrze.
Mogłoby być nam naprawdę super!
A on nie chce ruszyć z miejsca, nie chce poznawac świata, ani wchodzić na wyższy poziom.
Ja zdaję sobię sprawę, że on jest młody i ja sama jestem.
Ale perspektywa bycia wieczną dziewczyną siedzącą z nim na kanapie mnie przeraża.
Widzę, ze przytył z 20 kilo... Ja sama przez taki domowy tryb życia, ze nic nie robimy powoli też tyję ...
Kiedyś dużo się u nas działo, a teraz nic. Nawet na imprezy ze znajomymi nie chodzimy.
Myślałam, że zaręczyny albo wspólne mieszkanie coś zmienią, ale o oba tematy są awantury.
Dodam, że ludzie postrzegają nas jako super parę i pytają kiedy będą bawić sie na weselu -.-
Czekać na lepsze jutro ?