wczoraj postanowilam zajsc i podciac wlosy do mojej "stalej" fryzjerki
popatrzyla na moje rozdwojone koncowki i zrobila badanie pod mkroskopem i stwierdzila ze trzeba mocno podciac bo sa strasznie zniszczone
ok
zgodzilam sie
bo jej ufalam (do tej pory) przez kilka lat
nie wiem co mie podkusilo
mam cienkie bardzo cieniutkie wlosy a ona mi je wystopniowala
i teraz wygladam jak po jakiejs chemioterapii czy jakbym sama je sobie tak sciela
mialam dlugosc opadajace do ramion a teraz nawet nie siegaja do brody wystopniowane jak poszarpane nigdy tak jeszcze mnie nie oszpecono byle jak teraz czuje sie fatalnie jestem zdolowana
w pracy nikt nawet nic nie powiedzial w stylu "o bylas u fryzjera?" bo tego wcale nie widac jakbym od fachowca wrocila
tragedia nie wiem zastanawiam sie czy to specjalnie ? o co chodzi?
przeciez fryzjer powinien mi podpowiedziec ze majac cienkie wlosy trzeba cos wykabinowac zeby bylo ich niby wiecej nie wiem
juz tam nie pojde nigdy!! pare dobrych lat zaufania do kosza!
wiem ze to nie kapusta i odrosnal ale to takie upodlenie dla kobiety szczegolnie!!
co myslicie ?