Cześć Kobitki! Znalazłam się trochę w kropce, dlatego postanowiłam zwrócić się do nieocenionych Netkobietek i pomocnych Netfacetów!
Historia wygląda następująco. Mam 24 lata, mój facet 23. Jesteśmy razem od 2 lat, od roku mieszkamy razem. Miłość od pierwszego wejrzenia, i miałam nadzieję, że po grób - bardzo go kocham (myślę, że za bardzo), on też mnie kocha, jestem tego pewna. Na początku nie kłócilismy się wcale, on przedstawił mi się jako facet bardzo dojrzały jak na swój wiek (jest naprawdę inteligentny i ma niespotykane spojrzenie na świat i na życie, które jest dla mnie imponujące), który nie toleruje fochów, który chce znać moje potrzeby, chce rozmawiać. WIele razy mieliśmy na początku związku rozmowy pod tytułem 'o związek trzeba się zawsze starać, nie można spocząć na laurach, trzeba zjeść razem beczke soli zeby stwierdzić czy to na pewno TO'. I bardzo się cieszyłam że znalazłam kogoś kto myśli o tym tak racjonalnie i dojrzale.
Jednak po 2 latach okazało się że prawda troche sie rozminela z tym co bylo na poczatku. Moj facet oskarza mnie o rollercoster emocjonalny (miałam z tym problem, ale pracuje nad tym, chodziłam do psychologa, pomogło, już się tak nie denerwuje, nie krzycze, nie histeryzuje - on z resztą na początku tez miał taki problem), podczas gdy to on stroi fochy, zdarza mu się, że jednego dnia prawie nosi mnie na rekach, całuje, mowi ze mnie kocha i zachwyca sie nad niebiosa - a nastepnego dnia wraca z pracy, zamienia ze mna 3 slowa po czym chce byc sam. Nastepnego dnia to samo - pisze cos do niego, dostaje jakies lakoniczne odpowiedzi jednym słowem, więc pytam się czy coś się stało, czy ma zły humor? na co dostaje odpowiedz - o co ci znowu chodzi, czeppiasz sie mnie, nie wstalem lewa noga, ide stad bo nie chce mi sie z toba gadac'. Mam wrazenie, ze stal sie strasznie rozdrazniony, czasem sprawia ze wydaje mi sie ze wrecz mu sie narzucam, ze ucieka ode mnie w pracę i znajomych (nie mam pretensji ze ma czas dla siebie, ale widze ze cos jest nie tak).
Mielismy moment na rozstaju, gadalismy, z reszta juz mam dosyc tych rozmow bo wyczerpuja mnie emocjonalnie i nie mam na nie siły. Ja jestem bardzo ugodowa, nawet jak sie poklocimy ja po 3 godzinach wracam do normy, chce z nim byc, kocham go, nie chce sprzeczek. Natomiast jemu wystarczy drobne nieporozumienie, żeby na nastepne 3 dni zostać oschłym i nieprzyjemnym - jak pytam co sie dzieje, nie dostaje odpowiedzi, a znam swojego mezczyzne - wiem kiedy cos mu lezy na duszy.
Wszystkie rozmowy o zwiazku kiedys byly bardzo pozytywne, potrafil mowic mi na czym mu zalezy, wyrazac pozytywne uczucia, a teraz milczy, nawet gdy ja chce zaczac temat, nie dostaje zadnej odpowiedzi - ewentualnie taka, ze jest zmeczony i ze wybieram zle momenty. Nie wiem czy przesadzam, ale mam wrazenie ze juz mnie nie potrzebuje, ze jestem czasem natrętem mimo ze w moim zachowaniu nic sie nie zmienilo. On jest strasznie uparty, jak osiol, nie potrafi przyznac nikomu racji, nawet z matką potrafi się tak pożreć że aż przykro patrzec na to jak sie do niej potrafi odezwac.... Wiem ze jeszcze długa droga przed nim, ze jest jeszcze bardzo niedojrzały. Pytanie tylko, czy warto czekać aż dojrzeje?
Dodam, ze on potrzebuje bardzo duzo wlasnej przestrzeni, nie lubi byc uwiazany, jest wolnym ptakiem i w zasadzie egocentrykiem... Nie potrafi mnie wspierac (dla niego wsparcie to powiedzenie - bedzie dobrze, nie przejmuj sie - i powrot do wlasnych problemow), mimo ze wie ze w momentach ciezkich potrzebuje uczucia, milosci i takiej zwyklej ludzkiej obecnosci. Dla niego to oznaka slabosci, ze nie potrafie radzic sobie z problemami sama tylko potrzebuje drugiej osoby... Ja z kolei potrzebuje duuuuuzo ciepla, przytulania, duzo mniej przestrzeni osobistej, wszystkim chce sie dzielic, radosciami i smutkami, przejmuje sie gdy cos jemu nie wychodzi.
Podczas rozmowy tej o tym co z nami bedzie, zasugerowal rozstanie i mialam wrazenie, ze jest tak dumny i tak zaciekly ze jest to dla niego latwa decyzja, bo 'przeciez jest tylu ludzi na swiecie, jak cos nie wychodzi to nie trzeba sie ze soba bezsensownie meczyc'
Nie wiem kobitki - prosze doradzcie - jestem jeszcze mloda i nie do konca wiem co robic... Wiem ze kocham go nad zycie i bardzo nie chce prowadzic zycia bez niego ![]()