Moje pragnienie miłości, bliskości, oddania, pełnego poświęcenia jest tak wielkie i ta potrzeba jest tak niespełniona, że męczę się i zadręczam, płaczę, zrywam, wracam... Z moim partnerem zaczęłam się spotykać trochę ponad rok temu, znamy się troszkę dłużej. Od samego początku było bardzo magicznie, a o samej sytuacji poznania często rozmawiamy i wspominamy z uśmiechem. Od razu wiedziałam, że ma dziecko, żonę i że planują rozwód. Przez jakiś czas pojawiał się w moich myślach jako pierwszy facet, który spodobał mi się od pierwszego wejrzenia, ale na tym się kończyło, bo przez wzgląd na jego sytuację nie dążyłam do spotkania i nawet się z nim nie kontaktowałam, pozostawał znajomym. Aż do kolejnego spotkania (wtedy już był parę miesięcy po wyprowadzce od żony), gdy tak bardzo między nami zaiskrzyło, że nie mogło się to zakończyć niczym innym, jak związkiem (oczywiście po dwóch miesiącach prawie codziennego spotykania się i rozmów). Przez pół roku było fantastycznie – pierwszy partner, który był zaangażowany bardziej ode mnie. Spotykaliśmy się bardzo intensywnie. Wspólne zainteresowania, najlepszy na świecie seks, nieustanna chemia, fajnie spędzany wspólny czas, czułe słówka, wyznania miłości, komplementy. Moi przyjaciele zadowoleni, bo po nieudanych związkach w końcu trafiłam na partnera dla mnie idealnego i co jakiś czas słyszałam, jak bardzo do siebie pasujemy. Mój partner mimo tej cudowności miał (i nadal ma) w swoim życiu sporo zaległości – po pierwsze rozwód, do którego wciąż nie doszło, mimo że oboje są zgodni, a pierwsza sprawa była w grudniu. Tyle że Ona się nie pojawiła. Potem marzec i kolejna rozprawa, a po niej mediacje w sprawie opieki nad dzieckiem. I teraz znowu oczekiwanie na kolejną rozprawę. Przez to, że rozwodu nie ma, to ja nie mogę być zabierana na rodzinne spotkania, bo to „jeszcze nie jest odpowiednia pora „ – ale jego rodzina o mnie wie. Z córką się poznałam i jest to cudowne stworzenie i od razu się polubiłyśmy, ale widziałyśmy się ze dwa-trzy razy, bo przecież jestem tylko koleżanką taty. Dostaję szału i się we mnie gotuje, gdy wiem, że to jeszcze trochę potrwa. Druga sprawa – niedokończone zlecenia. Obiecuje różnym znajomym, że w czymś im pomoże, załatwi, a potem tyle się tego gromadzi, że nie ma czasu na własne sprawy. Ma całkiem dobrą pracę, ale spędza w niej dużo czasu, a po niej jeszcze ma dodatkowe zajęcia. To wszystko jest bardzo frustrujące, bo przez to ma mało czasu dla nas, a z drugiej strony robi to, by wyjść z kilku długów (u mnie też ma dług). Ma 35 lat, a nie ma oszczędności, nie ma własnego mieszkania, ma niepozałatwiane sprawy i pod tym względem strasznie się różnimy i często wyprowadza mnie to z równowagi i unoszę głos, robię się nieprzyjemna, podważam jego męskość… On bardzo często mówi, że mnie kocha, jest dla mnie bardzo czuły, opiekuńczy, czuję, że bardzo mu się podobam. Wystarczy, że na siebie spojrzymy, przytulimy się i jestem taka szczęśliwa, spokojna. Ale tego czasu mamy bardzo mało – bo właśnie albo on pracuje, albo pomaga mamie, albo spędza czas z córką. Spotykamy się najczęściej późnym wieczorem i on już zazwyczaj na nic nie ma siły – oglądamy więc jakiś film, bierzemy prysznic i do łóżka. Mieszkaliśmy przez jakiś czas razem, ale potem nadszedł kryzys, kilka rozstań, powrotów, przerw, więc wyprowadził się. Często czuję się opuszczona, bo chciałabym spędzać z nim więcej czasu, a czasem nawet nie ma okazji do rozmowy i go „zamęczam” w łóżku długimi wywodami, pytaniami, a on się denerwuje, bo kolejnego dnia musi wstać bardzo wcześnie rano. Właśnie – przyjeżdża do mnie, mimo że wie, że spędzimy ze sobą tylko kilka godzin śpiąc, a następnego dnia musi się zerwać szybko. Pewnie powinnam to docenić, bo to ja często go do tego namawiam, gdy mówi, że zostaje u siebie (a właściwie u mamy, bo z nią obecnie mieszka), bo ma dużo pracy i musi się wyspać. Sama nie wiem, czy to ja przesadzam, czy naprawdę to z nim jest problem, bo jednak powinien tego czasu znaleźć dla nas więcej. Od grudnia jestem na ogromnej huśtawce – raz jest super, innym razem jest płacz i smutek. Przedwczoraj byliśmy na krótkiej wycieczce – wyjechaliśmy wieczorem za miasto, pospacerowaliśmy z psem, zjedliśmy kolację, trzymaliśmy się za ręce, on mnie tulił i było naprawdę przemiło. Ale jednocześnie rozmawialiśmy o naszym podejściu do związku i on uważa, że ja zupełnie go nie rozumiem – że on naprawdę chciałby spędzać więcej czasu ze mną, ale swój wolny czas, którego ma tak mało, musi podzielić między dziecko, swoją mamę (którą mąż opuścił i mój partner czuje się za nią odpowiedzialny) a mnie. A mnie to i tak nie wystarcza. Zastanawiam się, czy będziemy potrafili razem ułożyć sobie życie, czy ten związek spełni moje oczekiwania, skoro już teraz tyle mi brakuje…? On też robi czasem dziwne akcje, mam wrażenie, że nieraz zrzuca na mnie winę. Próbowaliśmy się rozstać kilka razy, ale nie udawało się – wystarczyło, że kilka dni byliśmy osobno i rodziła się taka ogromna tęsknota, a gdy spotykaliśmy się, to za każdym razem działała taka chemia, że wracaliśmy do siebie z postanowieniem poprawy. Ale po jakimś czasie wszystko wraca. Ostatnio pani psycholog zwróciła mi uwagę, że nie daję swojemu partnerowi czasu na przemyślenie i wszystko od razu wybaczam… Bo nie chcę być sama? Dziwne, bo nie mam problemu ze spędzaniem czasu sama – mam znajomych, z którymi się spotykam, lubię też sobie po prostu posiedzieć w domu. Jestem atrakcyjna, mam powodzenie u facetów, a mimo wszystko interesuje mnie tylko jeden. I właściwie nieustannie o nim myślę. I to chyba normalne, że chciałabym spędzać z nim czas? O co tutaj chodzi? Czy to jest uzależnienie od miłości? Czy to ze mną jest coś nie w porządku? Czy to my nie jesteśmy do siebie dobrani? Czy ma to wszystko sens?
No właśnie. Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie czy ten związek ma sens musisz zastanowić się czy jesteś w stanie zrozumieć jego sytuację i podejście do niej. To nie jest kawaler bez zobowiązań,który każdą wolną chwilę może poświęcić Tobie. Ma dziecko, ono nie będzie mniej ważne od Ciebie, podobnie jak jego matka. To są bliskie mu osoby,które również potrzebują jego obecności. Zakładam,że ten czas w miarę sprawiedliwie dzieli. Biorąc pod uwagę,że pracuje,spotyka się z dzieckiem i swoją matką to jestem w stanie zrozumieć,że tego czasu dla Was może nie być dużo. Wiesz jak to wygląda i powstaje pytanie - czy jesteś w stanie to zaakceptować? Jeśli nie to może rzeczywiście to nie ma sensu. Bo taki związek będzie krzywdził i Ciebie i jego. Nie o to ma przecież w tym chodzić.
To,że potrafisz spędzać czas sama nie musi oznaczać,że nie obawiasz się samotności. Co innego oznacza samotność w kwestii spędzania czasu a co innego pod względem relacji,posiadania kogoś bliskiego,kto pokocha,wesprze itd. Nie wiem czy kochasz za bardzo. Może kochasz nieodpowiednio tego człowieka,może tak nie możesz go kochać. Przemyśl sprawę,ustal co jesteś w stanie zaakceptować,co możesz próbować zaakceptować a z czym masz największy problem i porozmawiaj z partnerem,spróbujcie wypracować kompromis. Jeśli chcecie być razem to musicie umieć to zrobić.
Rzeczywiście chodzi tu o to, czy to zaakceptuję, czy po prostu nie dam rady... Kilka razy już byłam tak przemęczona tą samotnością, tęsknotą, że próbowałam to zakończyć, bo wydawało mi się, że będzie mi lepiej samej, że w końcu nie będę musiała na niego wyczekiwać... Ale to się za każdym razem kończyło powrotem, bo on mi mówił, że jeszcze tylko trochę i będzie rozwód, że wtedy będziemy spędzać więcej czasu razem, bo będziemy mogli się widywać w trójkę i też nie będzie przeciwwskazań, by zabierać mnie na spotkania rodzinne. Ale tego rozwodu wciąż nie ma, a ja jestem bardzo niecierpliwa. Zastanawiam się też, czy gdziekolwiek na świecie znalazłby się taki mężczyzna, który potrafiłby mi tyle siebie dać, bym była szczęśliwa. A nawet jeśli, to czy będzie posiadał te wszystkie zalety, które posiada mój obecny partner...? Zdaję sobie sprawę, że nie istnieją idealni partnerzy i zawsze jest "coś", ale do jakiego stopnia mamy akceptować wady?
Niezależnie od wszystkich pozostałych wątków, ten wydaje mi się podstawowy:
(...) czy gdziekolwiek na świecie znalazłby się taki mężczyzna, który potrafiłby mi tyle siebie dać, bym była szczęśliwa. (...)
Inna osoba, nie Ty sama, ma być odpowiedzialna za Twe szczęście?
Kpisz albo o drogę pytasz.
Ja tu widzę harlekinowe oczekiwania w zderzeniu z rzeczywistością.
Dlaczego harlekinowe? Co takiego nietypowego jest w tym, że chcę spędzać czas z moim partnerem? Co jest dziwnego w tym, że nie wystarcza mi cały wspólny dzień raz na parę miesięcy?
Moje pragnienie miłości, bliskości, oddania, pełnego poświęcenia jest tak wielkie i ta potrzeba jest tak niespełniona, że męczę się i zadręczam, płaczę, zrywam, wracam...
wybacz, nie czytałam juz dalej,bo wszystko wiem
moge dac jedna sugestie: terapia, terapia i jeszcze raz terapia
Niezależnie od wszystkich pozostałych wątków, ten wydaje mi się podstawowy:
obsesyjna napisał/a:(...) czy gdziekolwiek na świecie znalazłby się taki mężczyzna, który potrafiłby mi tyle siebie dać, bym była szczęśliwa. (...)
Inna osoba, nie Ty sama, ma być odpowiedzialna za Twe szczęście?
Kpisz albo o drogę pytasz.
Nie chodzi mi o szczęście ogólnie - bo uważam się za szczęśliwą osobę niezależnie od tego, czy jestem w związku czy nie. Chodzi mi o szczęście w związku. Chodzi mi o to, żeby związek przynosił radość, spokój, a nie cierpienie i płacz.
obsesyjna napisał/a:Moje pragnienie miłości, bliskości, oddania, pełnego poświęcenia jest tak wielkie i ta potrzeba jest tak niespełniona, że męczę się i zadręczam, płaczę, zrywam, wracam...
wybacz, nie czytałam juz dalej,bo wszystko wiem
moge dac jedna sugestie: terapia, terapia i jeszcze raz terapia
Zaczęłam chodzić do psychologa, bo widzę w sobie ten problem i wiem, że czasami przesadzam. Ale czy w tym przypadku również...?
10 2017-06-17 17:01:43 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-06-17 17:04:39)
Póki co oczekujesz od niego niemożliwego, nie przyjmujesz do wiadomości rzeczywistości.
To, co napisałaś o sobie i swym sposobie myślenia wskazuje na potrzebę, napisała o tym _v_: TERAPII.
Tak, w tym przypadku również.
11 2017-06-17 17:02:06 Ostatnio edytowany przez _v_ (2017-06-17 17:35:04)
_v_ napisał/a:obsesyjna napisał/a:Moje pragnienie miłości, bliskości, oddania, pełnego poświęcenia jest tak wielkie i ta potrzeba jest tak niespełniona, że męczę się i zadręczam, płaczę, zrywam, wracam...
wybacz, nie czytałam juz dalej,bo wszystko wiem
moge dac jedna sugestie: terapia, terapia i jeszcze raz terapiaZaczęłam chodzić do psychologa, bo widzę w sobie ten problem i wiem, że czasami przesadzam. Ale czy w tym przypadku również...?
a widziałaś swój nick?
Nick został jeszcze sprzed kilku lat, gdzie nie potrafiłam odejść od faceta, który mnie zdradzał, a ja obsesyjnie chciałam wszystko naprawiać.
Nie widzisz analogii?
Nie widzisz. ![]()
Nie widzisz analogii?
Nie widzisz.
Dostrzegam podobieństwo - nie jest mi dobrze w związku, a mimo to w nim trwam. I też zastanawiam się, czy to już - czy trzeba odejść? Czy to moje dziwne fantazje, wygórowane oczekiwania, czy przesadzam i powinnam jednak zostać i budować tę relację? Przecież obecny partner nie krzywdzi mnie tak jak tamten.
Nie patrz na partnera i jego zachowanie, weź pod uwagę swoje. To w Twoim sposobie myślenia nie zaszły zmiany.
Nie patrz na partnera i jego zachowanie, weź pod uwagę swoje. To w Twoim sposobie myślenia nie zaszły zmiany.
Chyba faktycznie nie rozumiem. Jak to w moim sposobie myślenia? Co się nie zmieniło?
Co się nie zmieniło? Twój sposób myślenia. Oto dowód:
Moje pragnienie miłości, bliskości, oddania, pełnego poświęcenia jest tak wielkie i ta potrzeba jest tak niespełniona, że męczę się i zadręczam, płaczę, zrywam, wracam... (...)
I kolejny:
(...) Dostaję szału i się we mnie gotuje, gdy wiem, że to jeszcze trochę potrwa. (...)
I kolejny:
(...) Często czuję się opuszczona, bo chciałabym spędzać z nim więcej czasu, a czasem nawet nie ma okazji do rozmowy i go „zamęczam” w łóżku długimi wywodami, pytaniami (...)
I kolejny:
(...) jednak powinien tego czasu znaleźć dla nas więcej. Od grudnia jestem na ogromnej huśtawce – raz jest super, innym razem jest płacz i smutek. (...)
I kolejny:
(...) on uważa, że ja zupełnie go nie rozumiem – że on naprawdę chciałby spędzać więcej czasu ze mną, ale swój wolny czas, którego ma tak mało, musi podzielić między dziecko, swoją mamę (którą mąż opuścił i mój partner czuje się za nią odpowiedzialny) a mnie. A mnie to i tak nie wystarcza. (...)
Dalszych dowodów poszukaj sama.
OK, jest we mnie problem, chodzę do psychologa, chcę się zmienić i wiem, że muszę w to włożyć sporo pracy. Ale co powinnam zrobić w obecnym związku?
Mój partner urządził mi ostatnio taką akcję, że teraz - by nie czuć się zbyt mocno zraniona przy kolejnej ewentualnej takiej akcji - nie okazuję mu miłości tak jak wcześniej... Nie mówię mu, że go kocham, nie dzwonię i nie piszę tak często, a jednocześnie wciąż chcę z nim kontaktu, bliskości... Gdy jesteśmy razem, to go całuję, przytulam, a z drugiej strony próbuję udawać twardzielkę, której aż tak bardzo nie zależy, by potem płakać, że za mało się widujemy
On potrafi nie dać znać, że się spóźni i przyjeżdża po godzinie i kiedy mówię, że wystarczyło zadzwonić i w ogóle mi się to nie podoba, że tak mnie traktuje i nie szanuje czasu, to milczy albo mówi, że wie, że to niefajne, a potem znów robi to samo.
19 2017-06-17 21:57:48 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-06-17 21:58:43)
(...)On potrafi nie dać znać, że się spóźni i przyjeżdża po godzinie i kiedy mówię, że wystarczyło zadzwonić i w ogóle mi się to nie podoba, że tak mnie traktuje i nie szanuje czasu, to milczy albo mówi, że wie, że to niefajne, a potem znów robi to samo.
To ta sama rola: toksycznej matki. Albo zagłaskujesz go niemal na śmierć, albo wymagasz, by jego doba miała co najmniej 40 godzin, albo strofujesz jak nieporadnego dzieciaka.
Co 'powinnaś' zrobić w tym związku? Uświadomić sobie, że masz do czynienia z dorosłym i dojrzałym człowiekiem, osobą mającą swoje obowiązki, podejmującą samodzielne decyzje i oczekującą (chyba) u swego boku na partnerkę, nie zaś na rozkapryszone dziecko i/lub toksyczną matkę/wychowawczynię.
Mieszkaliśmy przez jakiś czas razem, ale potem nadszedł kryzys, kilka rozstań, powrotów, przerw, więc wyprowadził się.
Podczas wspólnego zamieszkania, co takiego wydarzyło się, rozstałaś się z nim?Z czego wynikały kryzysy?
Przez to, że rozwodu nie ma, to ja nie mogę być zabierana na rodzinne spotkania, bo to „jeszcze nie jest odpowiednia pora „ – ale jego rodzina o mnie wie
Przecież, to są sprawy życiowe.Biegu zdarzeń nie przyspieszysz.Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że CHCE tego rozwodu.Czy obwiniasz go, że jest jeszcze żonaty??????????
Ma 35 lat, a nie ma oszczędności, nie ma własnego mieszkania........... strasznie się różnimy i często wyprowadza mnie to z równowagi i unoszę głos, robię się nieprzyjemna
A więc istotne w tym wszystkim.są dla Ciebie sprawy materialne.Które Ci przeszkadzają w dobrej ocenie partnera.Tworzysz mętlik, i gnębisz tym samym faceta...przecież jeśli jest biedny....to go zostaw...jeśli ta rzecz przysłania Ci otwarcie się na niego w sposób życzliwy ...To odejdź od gościa...po co w kółko powracasz do zagadnienia, które rujnuje a nie buduje.....
Jesteś kobietą bluszczem już nie będę cytować Twoich wypowiedzi w których zamęczasz go wywodami nieszczęsliwymi...i jak określiłaś ..podważasz jego męskość.........jako starsza koleżanka powiem Ci ...coś nigdy więcej tego nie rób bo, to nie jest droga do serca mężczyzny...a wręcz przeciwnie możesz skasować wszystko........ to sprawy,bardzo subtelne i delikatne....jeśli coś Ci nie odpowiada w tym temacie, odwróć się i odejdź lub zawalcz sama o lepsze....Ale nie postępuj jak wyzbyta klasy kobieta....
Nie masz spokoju w sobie, jesteś rozchwiana, dużo chcesz i chcesz ....a łamiesz sama podwaliny miłości.Musisz na nowo poukładać się.Zrozumieć siebie i swoje potrzeby.Facet nie wytrzymuje tego ciśnienia .
Nie można kogoś omotać nie dając mu oddechu wolności...i żądać bezgranicznego oddania.Twój związek nie idzie ku lepszemu ...a stacza się w przepaść...Weź odpowiedzialność i Ty za bytowanie razem.Szanuj partnera.Daj swobodę.Co robisz sama dla dobra istnienia tej miłości?????????????????????????
I to chyba normalne, że chciałabym spędzać z nim czas?
Tak, to jest normalne ale, nie gdy jesteś nieprzyjemna dla niego...gość po prostu nie ma ochoty przebywać w takim zaczadziałej atmosferze.Chciał tego wprowadził się, ale ta opcja nie sprawdziła się.Im bardziej będziesz naciskać tym większy opór będzie robił....Nikt nie lubi być tłamszony....
o co tutaj chodzi? Czy to jest uzależnienie od miłości?
Rzuciłaś się w ramiona faceta....Który stracił dla Ciebie głowę...w wyniku późniejszych reakcji...opamiętał się...oddala się a Ty szalejesz, bo czujesz że, to już nie to.....
Czy to my nie jesteśmy do siebie dobrani? Czy ma to wszystko sens?
Raczej spaprana została szansa na partnerstwo...W związku potrzeba jest dwóch osób i w razie problemów omawiać wyciągać wnioski, i dostrzegać pozytywność w wybrańcu...a gdy tak się nie dzieje wszystko umiera....I zostaje już tylko ból.
Moja rada zmień psychologa.Skoro jesteś pod jego skrzydłami.A przyszłaś do nas ludzi obcych po pomoc.....
21 2017-06-17 23:46:46 Ostatnio edytowany przez obsesyjna (2017-06-17 23:53:09)
Podczas wspólnego mieszkania, co takiego wydarzyło się, rozstałaś się z nim?Z czego wynikały kryzysy?
Pierwszy kryzys pojawił się, gdy okazało się, że przez kilka miesięcy mnie okłamywał, mówiąc, że złożył pozew rozwodowy do sądu i nawet podawał mi konkretną datę rozprawy... Podejrzewałam, że nie mówi prawdy i wypytywałam o szczegóły, ale on odwracał kota ogonem i się denerwował, że mu nie ufam. Dzień przed rzekomą rozprawą powiedziałam, że naprawdę mu nie wierzę i wtedy to już podważył sens naszego związku, skoro mu nie ufam... W dzień 'rozprawy' byłam już przekonana, że wcale do niej nie doszło, a on opowiadał mi jak ta rozprawa wyglądała... W końcu się przyznał. To przeogromnie mnie zabolało. Przez kilka miesięcy mnie oszukiwał... Zdecydowałam, że nie chce być z oszustem. Poczułam się wtedy okropnie! Mówił, że naprawdę chciał złożyć ten pozew i że przecież chce tego rozwodu, ale jakoś nie potrafił się do tego zabrać. Poprosiłam go, żeby zabrał swoje rzeczy z mojego mieszkania. Byłam wtedy poza miastem. Kiedy wróciłam, czekały kwiaty, kolacja, przeprosiny... Ale byłam nieugięta. Przez kolejne dni naprawdę wszystko załatwił w błyskawicznym tempie i wysyłał mi potwierdzenia swoich działań. Wróciliśmy do siebie. Tylko że zaufanie do niego wciąż mam nieduże i jeśli chodzi o rozwód, to cały czas mam jakieś podejrzenia
Z tym wiązał się kolejny większy kryzys - jak się dowiedziałam, że sprawa nie zakończyła się po pierwszej rozprawie, to znowu zaczęłam myśleć, czy w ogóle się odbyła...
Przecież, to są sprawy życiowe.Biegu zdarzeń nie przyspieszysz.Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że CHCE tego rozwodu.Czy obwiniasz go, że jest jeszcze żonaty??????????
To jest cały czas drażliwy temat, bo on zamiast działać, to czeka aż wszystko samo się odbędzie. Przez to zamiast zorganizować mediacje zaraz po rozprawie, to umówił się na nie dopiero po dwóch miesiącach. Rozwód sporo by tu w naszej sytuacji zmienił, bo czasem się czuję jak dodatek do jego życia, jak ktoś za granicą, której nie może przekroczyć (=nie mogę poznać jego rodziny, nie mogę spotykać się z jego dzieckiem).
A więc istotne w tym wszystkim.są dla Ciebie sprawy materialne.Które Ci przeszkadzają w dobrej ocenie partnera.
Nie, absolutnie nie chodzi tu o sprawy materialne. Napisałam, że ma dobrą pracę. Ale jest totalnie nieogarnięty, ma długi, nie potrafi zarządzać własnymi finansami. Co znaczy, że gdybyśmy założyli rodzinę, to cała odpowiedzialność za utrzymanie nas spadłaby na mnie, mimo że zarabiamy podobnie.
Jesteś kobietą bluszczem już nie będę cytować Twoich wypowiedzi w których zamęczasz go wywodami nieszczęsliwymi...i jak określiłaś ..podważasz jego męskość........
Hm... no niestety, ale zdarza mi się (raz-dwa na miesiąc może) mu powiedzieć, co z niego za facet, skoro ma 35 lat i mieszka z mamusią... Wiem, że to słabe. Wiem. Ale też często stawiam go na piedestale, mówiąc, że jest cudownym facetem. Seks z nim jest nieziemski i mu to powtarzam, a widzę, że to dla niego ważne. Więc to nie jest tak, że go poniżam nieustannie!
Raczej spaprana została szansa na partnerstwo...
No mam jednak nadzieję, że jeszcze nie wszystko skończone. Wasze posty skłoniły mnie trochę do myślenia. Rzeczywiście zachowuję się jak bluszcz i chciałabym go mieć tylko dla siebie. Choć nie sądzę, że wina jest tylko i wyłącznie moja - co powiecie na taką sytuację, gdy kilka godzin przed ślubem mojej najlepszej przyjaciółki On decyduje, że jednak nie przyjedzie? A to, że przyjechałam do niej dzień wcześniej, żeby pomóc w przygotowaniach, nazwał egoizmem? Bo niby nie pomyślałam o nim?
22 2017-06-18 00:29:20 Ostatnio edytowany przez Summertime (2017-06-18 00:36:40)
tym wiązał się kolejny większy kryzys - jak się dowiedziałam, że sprawa nie zakończyła się po pierwszej rozprawie, to znowu zaczęłam myśleć, czy w ogóle się odbyła
To ustalmy teraz jedno, dlaczego nie odbyła się skoro widziałaś dokumenty?Przecież złożył pozew......Ale wiesz, co z rozwodem ,to nie tak szybko pójdzie.Tu uzbrój się w cierpliwość.
**********
To nie jest dobry facet, gdy na początku znajomości takiego wybuchu miłości.... kłamie.Zresztą nie tylko na początku trzeba być szczerym i lojalnym wobec partnera.To daje wiele do myślenia.Czy wchodzić dalej w tą relację....Jakoś nie przekonuje mnie nawet, to że jest... zakochany.....
**************
Długi, to temat który będzie za Tobą chodził mnóstwo lat jeśli z nim zostaniesz.Odczujesz, to dotkliwe .Dojdą do tego alimenty...i Wyjdzie, że przyniesie ci parę stów na życie.Ryzyko ogromne z Twojej strony....I ta odpowiedzialność, którą bedziesz ponosić za Was oboje.Bo z Twojego opisu widzę, że to taki nieborak życiowy.Dojdź jeszcze prawdy jak i co się stało, że ma długi.Wielokrotnie czytam na forum kobiety, które wzieły gościa z długami i żałują:( Osobiste zdanie moje to, jest człowiek nie do życia szcześliwego...Kłamstwa oznaczą brak szacunku, i olewatorstwo.Tak pojmując facet nie zbuduje z Tobą szczęscia...Po tym wszystkim co mi opisałaś dostrzegam wiele winy jego..i W zasadzie to od niego ruszyła ta cała lawina....potem.się pogubiliście...bo trochę tego nawarstwiło się......Ale wiesz co przyjdzie ten czas, gdy emocje uwielbienia opadną i zostanie wtedy ON z tymi wszystkimi przymiotami i teraz jest pytanie, czy jesteś wstanie go akceptać takiego i kochać i nie mieć wyrzutów, że jest właśnie taki bez tych osiągniec życiowych materialnych..a wręcz na minusie....
*******
O tym ślubie.... to porażka z jego strony!Egoista, to on jest!Facet powinien kobietę wspierać i uczestniczyć w życiu towarzyskim, a nie postępować jak niedojrzały gnojek.Potem może Cię hamować w rozwoju...i być zazdrosnym o błahe, a potrzebne Ci rzeczy w życiu .Np wyjście z koleżanką na zakupy....itp..itd
Pierwsza rozprawa (ta prawdziwa, nie zmyślona) odbyła się w grudniu, tylko że Ona się na niej nie zjawiła. Kolejna odbyła się w marcu i to co do niej miałam wątpliwości, bo oboje mieliśmy nadzieję, że dostanie ten rozwód właśnie wtedy, a okazało się, że sąd potrzebuje bardziej szczegółowego planu opieki nad dzieckiem. Mój partner zamiast załatwić te mediacje jak najszybciej, to czekał, aż dostanie jakieś pismo z sądu. Dlatego dopiero w maju odbyły się mediacje. Ten temat jest dla mnie strasznie wątpliwy i niestety miewam podejrzenia, że coś tu nie gra. Jest połowa czerwca, a nadal nie wiadomo co dalej. Dowiedział się tylko, że kolejna rozprawa może być dopiero we wrześniu ![]()
Jeśli chodzi o długi, nie ma ich jakoś dużo - jakieś niespłacone rachunki za komórkę, coś tam ma komuś do oddania, mi ok 3 tys.
Ze ślubem była porażka rzeczywiście, bo to niby dla naszego dobra się tam nie zjawił, bo nie było między nami najlepiej, a on nie chciał robić dobrej miny do złej gry. Teraz mówi, że już by tak nie postąpił i przeprosił mnie za to, ale z kolei ja zachowuję się po tej akcji dość asekuracyjnie, bo nie chcę być kolejny raz zraniona. Wtedy zerwałam z nim po raz kolejny i miałam postanowienie, że tym razem to naprawdę koniec. No ale nie zakończył się nasz związek.
Dziś rozmawialiśmy bardzo szczerze i on widzi we mnie potrzebę bliskości, a jednocześnie unikanie prawdziwego uczucia i mówi, że jeśli nie uwolnię swoich uczuć, to to zniszczę. Rozmowa wyniknęła z tego, że wczoraj powiedziałam mu, że nie wiem, czym jest miłość i spytałam, czy w ogóle czuje, że go kocham, co go skłoniło do mocnych przemyśleń i stwierdził, że faktycznie nie...
24 2017-06-18 19:58:17 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2017-06-18 20:16:42)
Obsesyjna, a mnie zastanawia dlaczego tak sie uczepilas mezczyzny, ktory zupelnie jest niekompatybilny z Twoimi wlasnymi potrzebami? Oklamuje Cie, nie oddaje dlugow (takze Tobie!), ma chaos w finansach i w dodatku mami rozwodem od miesiecy. Na serio, on jest taki wspanialy? Na co liczysz? Ze nagle sie zmieni w ten ideal, ktorego szukasz?
Zwiazek nie polega na przerabianiu drugiej osoby na taka by nam odpowiadala- to nie jest piesek do tresowania ani dziecko do wychowywania. To jest tak jakbys kupila rower i wkurzala sie kazego dnia, ze nie jest Audi. Szalenstwo! Jezeli mezczyzna nie spelnia Twoich podstawowych wymagan co do tego JAKI powinien byc partner, to mu dziekujesz za wspolprace. Dziwne dla mnie jest wlasnie to, ze Twoja potrzeba kurczowego trzymania sie faceta, przerasta tak oczywisty wniosek.
Dlaczego? Bo ciągle wspominam 9 miesięcy, gdy było nam super, bo spotykaliśmy się częściej, bo mam nadzieję, że to wróci, gdy dojdzie do rozwodu i będziemy mogli się spotykać w trójkę, będę zabierana na rodzinne spotkania i być może będziemy tworzyć normalny związek. Dlaczego jeszcze? Bo jest między nami ogromna chemia, której nigdy z nikim nie miałam, bo potrafi mnie rozweselić, słucha mnie, mogę mu się ze wszystkiego zwierzyć, gdy już się spotkamy, to spędzamy razem fajnie czas. Bo mogę na nim polegać - dla mnie jeździ na pocztę, opiekuje się moim psem, potrafi wstać w nocy, żeby mi podać wodę... Bo akceptuje mnie taką jaka jestem, nie przeszkadza mu moja czasem niedojrzała szaleńczość, infantylność. Bo to pierwszy mężczyzna, który mi się tak bardzo podoba. Bo uwielbiam go... O miłości nie powiem nic, bo tak jak napisałam wcześniej - już sama nie wiem, czym ona jest (choć tytuł posta może coś sugerować...).
Kobieto, bede brutalna, Ty nie zyjesz rzeczywistoscia, tylko mrzonkami. Chemia, motylki w brzuchu i drobne gesty NIE SA wystarczajace do tego by stworzyc szczesliwy zwiazek. Jezeli brakuje Ci uczciwosci, stabilizacji, powaznych planow na przyszlosc, to one sie z powierza nie zmaterializuja. I nie ma co tluc glowa w mur.
Mój partner zamiast załatwić te mediacje jak najszybciej, to czekał, aż dostanie jakieś pismo z sądu Sprawy urzędowe rządzą się swoimi prawami. To pismo było widocznie ważne. Nie da rady niczego przyspieszyć, dokumenty też muszą nabrać mocy urzędowej... Troszkę zalatuje mi tu dziecinadą tupiesz nóżką, jak małe stworzonko...a.... wszystko ma swój bieg... Brak dojrzałości życiowej...... I
Piszesz o wspomnieniach z ukochanym... Ale one są przeszłością tym się nie da zbudować szczęścia. Ciągle skupiasz się nad sprawami, które fundamentalizmu związku nie zbudują walcz o teraźniejszość, bo widzisz co Ci powiedział....nie czuje się kochany...
O miłości nie powiem nic, bo tak jak napisałam wcześniej - już sama nie wiem, czym ona jest (choć tytuł posta może coś sugerować...). To teraz już zgłupiałam.... Bo tak jesteś z facetem który ma w sobie tyle negatywizmu..... Nie potrafi podzwignąć strefy emocjonalnej nie jest wyrozumiały, ani przedsiębiorczy, jest kłamcą.... I do tego jesteś z nim ale go nie kochasz.... Czy to ma sens??????????????????????????? Odpowiedzi nie udzielę, jest ona nazbyt oczywista.
Mój partner zamiast załatwić te mediacje jak najszybciej, to czekał, aż dostanie jakieś pismo z sądu Sprawy urzędowe rządzą się swoimi prawami. To pismo było widocznie ważne. Nie da rady niczego przyspieszyć, dokumenty też muszą nabrać mocy urzędowej... Troszkę zalatuje mi tu dziecinadą tupiesz nóżką, jak małe stworzonko...a.... wszystko ma swój bieg... Brak dojrzałości życiowej......
Ale ona przeciez pisze, ze ja OKLAMAL co do rozprawy i ze ociagal sie z rozwiazaniem problemu opieki nad dzieckiem. To ma byc odpowiedzialny facet??? Jak dodac jeszcze do tego brak myslenia o przyszlosci, nieumiejetnosc oszczedzania i dlugi, to maluje mi sie obraz kogos komu po prostu nie mozna ufac. I co do tego Autorka ma sluszne instynkty.
Zupelnie inna sprawa jest jednak to, ze pomimo zauwazania tych wszystkich znakow, ona brnie w ten zwiazek i ma pretensje, ze facet nie zmienia sie w mezczyzne jakiego ona by chciala.
29 2017-06-18 21:41:05 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-06-18 21:41:47)
Ale ona przeciez pisze, ze ja OKLAMAL co do rozprawy i ze ociagal sie z rozwiazaniem problemu opieki nad dzieckiem. To ma byc odpowiedzialny facet??? Jak dodac jeszcze do tego brak myslenia o przyszlosci, nieumiejetnosc oszczedzania i dlugi, to maluje mi sie obraz kogos komu po prostu nie mozna ufac. I co do tego Autorka ma sluszne instynkty.
Autorka wątku to rozkapryszony bachor, który wrzeszcząc: "Bo ja kcę" i tupiąc nogami domaga się, żeby wszystko było jej podporządkowane - nawet sądy mają się jej podporządkować. Więc wcale się nie dziwię, że zrobił ją w balona, bo po co oglądać kolejny atak histerii dużego dziecka?
Autorka wątku to rozkapryszony bachor, który wrzeszcząc: "Bo ja kcę" i tupiąc nogami domaga się, żeby wszystko było jej podporządkowane - nawet sądy mają się jej podporządkować. Więc wcale się nie dziwię, że zrobił ją w balona, bo po co oglądać kolejny atak histerii dużego dziecka?
Przeciez napisalam, ze idiotycznym jest oczekiwanie, ze facet sie zmieni pod jej dyktando- szkoda nerwow i walenie glowa w mur.
Ten czlowiek jest jaki jest, ma problemy czy zobowiazania jakie ma. Wiec ona albo akceptuje fakty: klamstwa, nieumiejetnosc radzenia sobie z kasa, nieoddawanie dlugow, brak rozwodu, albo zegna sie z panem. Nie przerabia sie doroslych ludzi na wlasna modle, glownie, bo jest to NIEMOZLIWE.
31 2017-06-18 22:05:52 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-06-18 22:08:57)
Przeciez napisalam, ze idiotycznym jest oczekiwanie, ze facet sie zmieni pod jej dyktando- szkoda nerwow i walenie glowa w mur.
Ale zwróć uwagę, że mamy do czynienia z kobietą, która robi afery z przyczyn, na które on nie ma wpływu - np. sprawa umowy o opiekę nad dziećmi. I to wszystko musi być teraz, już, natentychmiast ("Dostaję szału i się we mnie gotuje, gdy wiem, że to jeszcze trochę potrwa"). Taki typ będzie zawsze i każdego na swoją modłę próbował przerobić, a nawet jak przerobi, to i tak znajdzie powód do doczepienia się. Chyba że trafi na prawdziwego czuba - za takim będzie latać z wywieszonym jęzorem, bo wreszcie będzie miała tę upragnioną huśtawkę.
Ten facet powinien od niej wiać i to w podskokach. Z jej postów wnoszę, że już zaczął to wdrażać, ale za wolno ![]()
dwoje emocjonalnych dzieciaków bawi się w związek...
facet który zaczyna od okłamywania partnerki w tak ważnej kwestii będzie także okłamywał w każdej innej sytuacji
kobieta, która desperacko chcę go do siebie przywiązać i kontrolować jest tzw bluszczem - każdy posiadający choć odrobinę rozsądku facet ucieknie gdzie pieprz rośnie
33 2017-06-18 22:16:05 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-06-18 22:19:31)
facet który zaczyna od okłamywania partnerki w tak ważnej kwestii będzie także okłamywał w każdej innej sytuacji
A skąd wiesz, że od tego zaczął, a nie że było to po entej awanturze - a autora potrafi awanturę zrobić naprawdę "fachowo" ("unoszę głos, robię się nieprzyjemna, podważam jego męskość")? Co do jego kłamstwa, to warto przypomnieć jej poprzedni zwiazek, bo chyba nic się w jej postępowaniu nie zmieniło:
Ja nieustannie robiłam awantury, krzyczałam, krytykowałam, płakałam, że nie dostaję od niego miłości. Kilka razy z nim "zrywałam", ale zaraz do siebie wracaliśmy. Kontrolowałam go, sprawdzałam maile, komórkę - ciągle go o coś podejrzewałam. Żebym się nie denerwowała, często mnie oszukiwał, okłamywał
EeeTam, problem polega bardziej na tym, ze Autorka WYBIERA sobie takiego a nie innego faceta (w tym wypadku golodupca z zona i dzieckiem), a potem stara sie go przerobic na wlasna modle grozbami, krzykami, szantazami i fochaniem sie. No sorry, ale to jest kompletnie szalone zachowanie. To tak jakbym kupila kota, a potem zaczela go na smyczy prowadzic i oczekiwac, zeby szczekal.
Cos jest nie halo w osobie, ktora idzie w tango z szemranym charakterem (w tym miejscu moglby byc tez alkoholik czy przemocowiec), a potem sie dziwi, ze jej awantury nie robia z niego swietego i pomimo calego piekla jakim jest jej zwiazek, ciagnie go jakby jej sie plyta zaciela.
Summertime napisał/a:Mój partner zamiast załatwić te mediacje jak najszybciej, to czekał, aż dostanie jakieś pismo z sądu Sprawy urzędowe rządzą się swoimi prawami. To pismo było widocznie ważne. Nie da rady niczego przyspieszyć, dokumenty też muszą nabrać mocy urzędowej... Troszkę zalatuje mi tu dziecinadą tupiesz nóżką, jak małe stworzonko...a.... wszystko ma swój bieg... Brak dojrzałości życiowej......
Ale ona przeciez pisze, ze ja OKLAMAL co do rozprawy i ze ociagal sie z rozwiazaniem problemu opieki nad dzieckiem. To ma byc odpowiedzialny facet??? Jak dodac jeszcze do tego brak myslenia o przyszlosci, nieumiejetnosc oszczedzania i dlugi, to maluje mi sie obraz kogos komu po prostu nie mozna ufac. I co do tego Autorka ma sluszne instynkty.
Zupelnie inna sprawa jest jednak to, ze pomimo zauwazania tych wszystkich znakow, ona brnie w ten zwiazek i ma pretensje, ze facet nie zmienia sie w mezczyzne jakiego ona by chciala.
A koleżanko zapoznaj się dobrze z tematem.Czytaj ze zrozumieniem.Bo wyrwałaś się jak filip z konopii.Ja przedstawiam autorki reakcje na rzeczy oczywiste.Na, które potrzeba najnormalniej w świecie poczekać ...a nie lamentować...i próbować przyspieszać coś na co nie ma się wpływu...
Beyondblackie napisał/a:Summertime napisał/a:Mój partner zamiast załatwić te mediacje jak najszybciej, to czekał, aż dostanie jakieś pismo z sądu Sprawy urzędowe rządzą się swoimi prawami. To pismo było widocznie ważne. Nie da rady niczego przyspieszyć, dokumenty też muszą nabrać mocy urzędowej... Troszkę zalatuje mi tu dziecinadą tupiesz nóżką, jak małe stworzonko...a.... wszystko ma swój bieg... Brak dojrzałości życiowej......
Ale ona przeciez pisze, ze ja OKLAMAL co do rozprawy i ze ociagal sie z rozwiazaniem problemu opieki nad dzieckiem. To ma byc odpowiedzialny facet??? Jak dodac jeszcze do tego brak myslenia o przyszlosci, nieumiejetnosc oszczedzania i dlugi, to maluje mi sie obraz kogos komu po prostu nie mozna ufac. I co do tego Autorka ma sluszne instynkty.
Zupelnie inna sprawa jest jednak to, ze pomimo zauwazania tych wszystkich znakow, ona brnie w ten zwiazek i ma pretensje, ze facet nie zmienia sie w mezczyzne jakiego ona by chciala.
A koleżanko zapoznaj się dobrze z tematem.Czytaj ze zrozumieniem.Bo wyrwałaś się jak filip z konopii.Ja przedstawiam autorki reakcje na rzeczy oczywiste.Na, które potrzeba najnormalniej w świecie poczekać ...a nie lamentować...i próbować przyspieszać coś na co nie ma się wpływu...
Co do rozwodu, to rozumiem dobrze, ze czasem nie konczy sie na jednej rozprawie. Tu bardziej chodzi o to, ze on ja juz na wstepie oklamal. Co marnie wrozy.
Autorka najpierw w innym watku na sile starala sie kontrolowac zdradzacza, teraz zas stara sie kontrolowac kretacza (i golodupca, zonatego i dzieciatego plus z jakims maminsynskim problemem). Mnie zastanawia PO CO ona wchodzi w relacje z takimi facetami? Po co zawszelka cene w nich trwa?
37 2017-06-19 00:54:01 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-06-19 00:55:51)
Cos jest nie halo w osobie, ktora idzie w tango z szemranym charakterem (w tym miejscu moglby byc tez alkoholik czy przemocowiec), a potem sie dziwi, ze jej awantury nie robia z niego swietego
Ja to widzę inaczej - ona może sobie i wybiera normalnych facetów, tylko jej zachowanie sprawia, że po jakimś czasie zachowują się jak nienormalni. Każdy ma jakiś poziom wytrzymałości, a to co poczytałem w postach Obsesyjnej skłania mnie do twierdzenia, że ma wyjątkowy dar bardzo szybkiego przekraczania tego poziomu. Jest po prostu wyjątkowo toksycznym człowiekiem. I dlatego nie ma znaczenia z kim wchodzi w związek, bo każdy będzie tak wyglądał.
Beyondblackie
Tu bardziej chodzi o to, ze on ja juz na wstepie oklamal A to już zostało powiedziane...może tak pora na własną myśl?
39 2017-06-19 01:01:08 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2017-06-19 01:29:53)
Tu bardziej chodzi o to, ze on ja juz na wstepie oklamal
Już o tym raz pisałem - skąd wiadomo, że "na wstępie"? Jeszcze raz przypomnę, że także jej poprzedni facet ją okłamywał, żeby uniknąć awantur. A że awanturę Obsesyjna potrafi zrobić i z niczego, to chyba widać gołym okiem. Skąd zatem wiadomo, że obecny okłamał ją "na wstępie", a nie po entej awanturze?
Summertime napisał/a:Tu bardziej chodzi o to, ze on ja juz na wstepie oklamal
Już o tym raz pisałem - skąd wiadomo, że "na wstępie"? Jeszcze raz przypomnę, że także jej poprzedni facet ją okłamywał, żeby uniknąć awantur. A że awanturę Obsesyjna potrafi zrobić i z niczego, to chyba widać gołym okiem. Skąd zatem wiadomo, że obecny okłamał ją "na wstępie", a nie po entej awanturze?
Popraw błąd, gdyż wypowiedź nie należy do mnie.
Summertime
Mówisz i masz ![]()
Hmm ok może zatem wyjaśnię jak było. Po tym jak między nami tak mocno zaiskrzyło, mój partner (wtedy jeszcze nie) powiedział mi, że jak tylko wróci z delegacji to zajmie się pozwem, bo niezależnie od tego, czy będziemy razem czy nie, to on nie chce być na 100% z żoną, zresztą wtedy był parę miesięcy po wyprowadzce z ich mieszkania. Nie wypytywałam o to, czy to zrobił, bo dlaczego miałabym nie wierzyć? Dopiero jak już zaczęliśmy być razem, to pytałam kiedy jest rozprawa i wtedy mi mówił że jakoś w lipcu-sierpniu, musi sprawdzić itp. Przez te jego dziwne kręcenie zaczęłam podejrzewać, że nie mówi prawdy, a co było dalej, to już opisałam. Potem okazało się, że głupio mu było przyznać się, że tego nie zrobił, a cały czas miał to w planach, tylko że ciągle brakowało czasu, samozaparcia. Później już za daleko zabrnął w tym kłamstwie i nie potrafił się wycofać.
Jeśli chodzi o wcześniejszy związek, o którym pisze EeeTam, to jednak sporo się zmieniło. Owszem, wciąż mam problem z nadmierną potrzebą bliskości, ale nie robię takich akcji jak wcześniej - jestem zdecydowanie bardziej spokojna. Wiele pracy jeszcze muszę włożyć, by poprawić swoje zachowanie, ale naprawdę widzę problem i staram się, by było lepiej - po to właśnie zaczęłam chodzić do psychologa.
Jak widać, problem tkwi po obu stronach - ja jestem za bardzo wymagająca, a jemu też do ideału sporo brakuje. To znaczy, że nie warto próbować?
Jak widać, problem tkwi po obu stronach - ja jestem za bardzo wymagająca, a jemu też do ideału sporo brakuje. To znaczy, że nie warto próbować?
Nie , problem jest zupelnie inny.
Ty masz jakas dziwna potrzebe "ratowania"/ zmieniania partnerow, ktorych sama sobie wybralas i trwania z nimi, pomimo tego, ze to ciagle niezadowolenie, awantury i prawdziwy bajzel. Cos musi Ci dawac taka kwocza, oplatajaca postawa, poniewaz wychodzi na to, ze wiazesz sie wylacznie z facetami, ktorzy od poczatku sa problematyczni.
A z facetem moze i nie jest strasznie cos nie tak (choc nie podoba mi sie jego klamanie w sprawie rozwodu), ale ewidentnie nie pasuje on do Ciebie, bo kiedy Ty chcesz stabilizacji, jakiejs przyszlosci finansowej, odpowiedzialnosci, to on jest takim blekitnym ptakiem bez kasy, bez dotrzymywania obietnic i generalnie myslacego "Jakos to bedzie".
Tu nie ma co probowac. No chyba, ze masz czarodziejska rozdzke.
Ty masz jakas dziwna potrzebe "ratowania"/ zmieniania partnerow, ktorych sama sobie wybralas i trwania z nimi, pomimo tego, ze to ciagle niezadowolenie, awantury i prawdziwy bajzel. Cos musi Ci dawac taka kwocza, oplatajaca postawa, poniewaz wychodzi na to, ze wiazesz sie wylacznie z facetami, ktorzy od poczatku sa problematyczni.
To prawda, trwam przy nich i to chyba dlatego, że boję się, że lepszego nie będzie, bo ideałów przecież nie ma. Pewnie jest jakiś problem z poczuciem własnej wartości, tak jakbym nie wierzyła, że ktoś mnie pokocha tak, jak mój obecny partner, że ktoś mnie zaakceptuje i będzie uwielbiać tak, jak on.
Czy robię awantury - tak bym tego nie nazwała. Ja po prostu bardziej męczę rozmowami, drążę temat i oczekuję jakiejś odpowiedzi tu i teraz. I choć postanawiam, że nie będę tego robić, to niestety zdarza mi się...Na pewno daleko mi do eks mojego partnera, która potrafiła rzucić w niego obiadem, bo spóźnił się o 15 minut..
Szczerze mówiąc, naprawdę nie wiem, jak powinien wyglądać taki prawdziwy, normalny związek i czego mogę oczekiwać od partnera.
Na przykład wczorajsza sytuacja - do popołudnia wymieniliśmy parę zdań online, to ja powiedziałam ostatnie słowo, po którym nie było już żadnej odpowiedzi. Wieczór spędziłam z koleżankami, poszłam spać koło północy, a telefon wciąż milczał, mimo że liczyłam na jakiś kontakt. Sama też milczałam, bo stwierdziłam, że za często kontakt jest z mojej strony. Rano przywitał mnie "dzień dobry" i spytał, czemu nie dałam znać, że wróciłam do domu. Na co odparłam, że nie pytał i sam się nie odezwał. A on na to, że nie chciał przeszkadzać. Napisałam mu, że raczej by nie przeszkodził, gdyby cokolwiek napisał między 17 a 24 :) Tylko się uśmiechnął, a potem napisał, że jest mega dziś zapracowany. I teraz tak - pewnie za dużo kminię, analizuję - może to nic strasznego, może schował się do swojej "jaskini", może potrzebuje czasu, może non stop pracuje? Dać mu spokój? Dziś spędzam czas sama, relaksuję się, nie potrzebuję go tu i teraz, choć byłoby oczywiście miło, ale... jak się zachować, gdy za jakiś czas się odezwie i zaproponuje, że przyjedzie? Bo boję się, że za dużo kombinuję i albo będę zgrywać obojętną albo powiem coś na temat tego jego milczenia. Serio czasem za bardzo analizuję... To jego milczenie jest w porządku?
Przesadzasz. Pogadaliscie online, on sie wylaczyl i nie wyslal smsa przez kilka godzin. No tragedia!
Kobieto, kontrolujesz bardziej niz matka kwoka, a nie zauwazasz podstawowego problemu o ktorym Ci napisalam: ten facet do Ciebie nie pasuje, ma inne kompletnie cele zyciowe i zadne gonienie za nim i strofowanie tego nie zmieni.
Tak, przesadzam, ok. Zanim się obejrzałam, już do mnie napisał z pytaniem, czemu się nie odzywam cały dzień. A ponieważ właśnie wychodziłam na rower, to tylko zdążyłam przeczytać i wyszłam. Jadąc chciałam zacząć odpisywać, ale on już zadzwonił. I co? I super! Bo byłam na rowerze, świetnie się czułam, opowiadałam jaki fajny miałam dzień! On akurat jechał do małej. A ja się poczułam naprawdę dobrze, bo zamiast czekać niewiadomo ile na jego znak, ruszyłam z domu i miło spędziłam czas ![]()
Beyondblackie, nie zakończę tego związku ot tak, raz ciach ciach, bo nie jestem co do tego, że ta relacja nie ma sensu, przekonana, więc zerwanie wyrządziłoby mi tylko więcej krzywdy. Dlatego staram się, naprawdę staram się to wszystko zrozumieć i zachowywać w rozsądny sposób. Kto wie, może za jakiś czas rzeczywiście uznam, że to facet nie dla mnie, ale chcę być wówczas tej decyzji być pewna w 100% i nie wracać po tygodniu. Na razie pozwolę temu płynąć, zobaczymy, co się wydarzy i jak to będzie wyglądać, gdy będę trzymać na wodzy swoją 'kwoczą kontrolę" ![]()
Co do celów życiowych - tutaj chyba nigdzie nie napisałam, że mamy inne? Oboje chcemy założyć rodzinę, chcemy mieć dzieci i więcej czasu dla siebie. To raczej sposób, w jaki do tego dążymy, jest odmienny.
Przepraszam, ale sie to kupy nie trzyma. Chcesz zalozyc rodzine i miec dzieci z kims kto nie potrafi oszczedzac, nie potrafi kupic mieszkania, ignoruje zlecenia i dlugi?
Rece mi opadly ![]()
Oczywiście, że nie... Piszę tylko, że cele mamy w życiu podobne, a czy razem będziemy do nich dążyć - tego nie wiem. I nie, on nie ignoruje zleceń - on po prostu nie potrafi odmówić (ostatnio akurat popracował nad tym i mówi 'nie'), przez to tej pracy jest za dużo i nie nadąża z terminami. Nie potrafi oszczędzać... hmm... trochę też nie ma z czego, bo jego comiesięczne stałe zobowiązania są dość wysokie, ale jest coraz lepiej. Z pewnością nie zadłuża się teraz i myślę, że tuż przed kolejną wypłatą nie ma pustych kieszeni. On naprawdę CHCE, a to że od razu nie osiąga szczytu, można mu wybaczyć. No nie wiem, jakoś tak ciepło o nim myślę, to jest dobry człowiek, bardzo fajny ojciec...
49 2017-06-20 23:07:24 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2017-06-20 23:13:19)
Wiesz CHCIEC, to nie znaczy moc czy umiec. Gada sie o wszystkim fajnie, ale tak naprawde licza sie czyny. Mnie ten gosciu wyglada wlasnie na takiego zlotoustego, co wiele obiecuje, a malo faktycznie robi.
Powtarzam znowu: zdajesz sie wybierac kompletnie nieodpowiedniego partnera po to tylko by go strofowac, pouczac, przerabiac, a potem plakac bo Twoja nadzieja, ze stanie sie inny, sie nie spelnia. To jest schemat. Zastanow sie nad nim.