Piszę tutaj bo jestem zażenowana sama sobą. Historia zaczęła się jakieś 3 miesiące temu. Zalogowałam się na jednym z portali randkowych. Znam kilka par, które poznały się w ten sposób więc pomyślałam sobie „dlaczego nie”. Zaczęłam rozmowę z jednym z pierwszych Panów, który do mnie napisał. Ponieważ nie jestem pisarzem, umówiliśmy się na drugi dzień na kawę. Wszystko było miło i fajnie. Po spotkaniu nasze rozmowy, tzn. sporadyczne wiadomości (Pan ma w zwyczaju odpisywać po kilku godzinach) opierały się na tematach łóżkowych oraz o tym jaki Pan jest zmęczony i ma ciężko. Dodam, że to typ: „cwaniak w necie d..a w świecie”. Pan zaczął zapraszać mnie do siebie. I to był moment, w którym powinnam była zrobić „w tył zwrot”. No aaale przecież na pewno jestem na tyle wyjątkowa, że musi mnie traktować poważnie. No bo przecież mówił, że chciałby mieć dziewczynę, że bardzo mu na tym zależy. W ramach kompromisu (hehe) spotkaliśmy się drugi raz u mnie. I tu coś, lub ktoś zabrało mi mózg. Seksu nie uprawialiśmy bo jeszcze naprawdę ostatnie resztki rozsądku przypominały o możliwości zajścia w ciążę. Prezerwatywy nie wchodziły w grę ale nie zastanawiałam się nad tym szczególnie. Samokontrola i rozsądek obniżyły się do poziomu -10. Szybka wizyta u lekarza. Pigułki. Można działać. Nie miałam wyrzutów sumienia bo przecież czuję, że to TEN. Przecież intuicja mnie nie zawiedzie. No i tak nasze spotkania stały się monotematyczne, coraz później, w środku nocy, tylko u mnie. Czasami Pan nawet nie dojeżdżał bo coś tam się waliło i paliło. Oczywiście przepraszał mnie dopiero na drugi dzień. Biedny, tyle ma na głowie. Podczas tych naszych spotkań, napotkałam małe „problemy techniczne”.. Nawet przez moment pomyślałam, że to ze mną coś nie tak. A podobno jestem dość atrakcyjna. Zawsze ktoś tam się wokół kręci. W tak zwanym między czasie zrobiłam mały „research” i okazało się, że Pan jest 10 lat starszy niż mówił. Czyli między nami jest 20 lat różnicy a to by trochę tłumaczyło. Już ja mu powiem co o tym myślę. Podczas spotkania Pan tłumaczył się, że przecież nie spotkałabym się z nim. No tak, prawda, a on taki biedny przecież i tak ma ciężko a ja przecież zauroczyłam się w człowieku – wiek nie gra roli. Ale nadal, o spotkaniu na kawie, w środku dnia nie było mowy. Pan wiadomo, bardzo by tego chciał ale (tutaj można wpisać 1000 wymówek). A najgorsze jest to, że ja w to wszystko wierzyłam. Przekonywałam sama siebie, że wszystko co on mówi i robi ma sens (SERIO?). Podczas naszego spotkania, kiedy Pan się ubierał (bo przecież nie zostawał na noc), zauważyłam wiadomość od jakiejś dziewczyny: „co zamierzasz, przyjedziesz?”. Oddałam grzecznie telefon, dałam buziaka na pożegnanie i postanowiłam zakończyć znajomość. Po kilku dniach mojego milczenia Pan sobie o mnie przypomniał, ot, zwykły sms: co słychać, ja zmęczony itd. Odpisałam grzecznie, że nie chcę być jedną z jego pocieszycielek. Na co Pan stwierdził, że go oskarżam i jest mu przykro bo spotyka się tylko ze mną. W skrócie poprosiłam aby dał mi o sobie zapomnieć. I tak ta historia się kończy. Mam nadzieję bo za tydzień idę wykonać swoje pierwsze w życiu testy. Trzymajcie kciuki. Naprawdę nie wiem skąd to zaćmienie. Skąd taki brak szacunku do samej siebie? Tak silne emocje oparte na niczym? Zwłaszcza, że nie mam problemów z pewnością siebie, nie ciągnie się za mną żadna smutna historia z dzieciństwa. Dlaczego z pełną świadomością popełniamy takie głupoty i pozwalamy na takie traktowanie? Cóż, ja postaram się wyciągnąć konkretną lekcję z tej historii. A, i bliżej mi do 30-stki niż dalej ![]()
Podobne tematy
Durnababo
wcale nie taka durna, umiałaś to zakończyć i to jest najważniejsze.
Najważniejsze są wnioski.Jesteś mądrą, a nie durną babą:)
Dałaś mu kopa w dupę, niejest z tobą źle. Trzymam kciuki za testy! !!
Madra kobieta z Ciebie!!:) Najważniesze wiedzieć kiedy zakończyć a nie czekać w nieskończonośc;)