Witam, liczę na odpowiedzi osób postronnych, bo ja już nie wiem co mam począć...
Jestem z facetem 8 lat. Dwa lata temu zaczęło nam się sypać, bo przez chorobę i różne inne dolegliwości przytyłam 30 kg. Walczę z tym, dieta, siłownia od 1,5 roku ale efekty marne. Nie ma już między nami chemii, namiętności. Koniec po prostu. On od dwóch lat zmienił miejsce pracy. Mieszka daleko, uczy języków. Widujemy się tylko na weekendy więc nie mam pojęcia co robi w tygodniu. Od jakiegoś roku dosłownie nasz związek się sypie. Jak nigdy zaczęły do niego wydzwaniać telefony. Nie chciał nigdy ich przy mnie odbierać. Potem nazwał kilka numerów 'nie odbierać' i tak do niego tarabanią non stop. Raz się wściekłam i pozapisywałam te numery sobie. Za każdym razem gdy na nie dzwonię, odzywa się młody kobiecy głosik. Wytłumaczył mi się, że to numer faceta, któremu sprzedał coś zepsutego, a gościu maniakalnie domaga się teraz zwrotu kasy. A to, że odzywa się kobieta, to dlatego, że to partnerka tego gościa. On się wściekł, założył pin (ale pin po to, by dzieci na zajęciach nie grzebały mu w telefonie -to już dla mnie głupia wymówka) i zwyzywał mnie od chorych zazdrosnych maniaczek. Poczułam się winna. Przeprosiłam. I sytuacje tak się powtarzają. Raz kiedy mieliśmy wyjeżdżać na weekend, w samochodzie zadzwonił ten 'nie odbierać'. Wyrwałam mu telefon, postawiłam w sytuacji bez wyjścia. Miał odebrać przy mnie na głośnomówiącym. Odebrał, ale tak zakręcił rozmowę, że dziewczynie nie dał prawie dojść do słowa, powiedział że nie życzy sobie wydzwaniania i się rozłączył. Dowiedziałam się tylko że ma na imię Oliwia, więcej nie zdążyła powiedzieć. Z tym numerem rozmawia prawie codziennie, bo kazałam mu pokazać rejestr połączeń. To on mi na to, że to matka tej Oliwki, która się u niego uczy się w nim zakochała i wydzwania. Spytałam więc, czemu wydzwania z telefonu córki a nie ze swojego, to powiedział że w domu jest bieda, patola i jest jeden telefon na wszystkich. Tylko dziwne, że jeszcze nigdy nie usłyszałam przez telefon ani faceta-maniaka, ani matki tylko wiecznie tę gówniarę. I tak trwam w tym związku od awantury do awantury. W jego łazience pełno jest takich średnio długich, ciemnych włosów. Nie są to moje włosy. Wypiera się że u niego dużo osób w domu się przewija i to pewnie któregoś z kolegi (ta, na pewno). Potem tez mi mówił, że na te wszystkie numery 'nie odbierać' nie dzwoni i ich faktycznie nie odbiera. Złamałam pin i spojrzałam w skrzynkę sms. Wszystko czyste, wykasował wiadomości. Ale rejestru już nie. Połączenia z tymi numerami trwają od 4 do 10 minut. O różnych porach dnia. Powiedziałam mu, że kłamie mi w żywe oczy i rozmawia z tymi numerami. A on mi na to, że on specjalnie odbiera, odkłada telefon i zajmuje się czymś innym. I czeka aż gościowi, który chce pieniądze, albo tej matce się znudzi i sami się rozłączają (abstrakcja co nie?). Znowu zrzucił na mnie, że powinnam iść na leczenie i rozwalam nasz związek chorą zazdrością. Kolejna sytuacja: byłam u niego na weekend, weszłam na komputer i weszłam do kosza by odnaleźć mój fragment magisterki, który jednak uznałam, że jeszcze użyję. Patrzę a tam prezentacja power point na lekcję biologii. Plik utworzony w tygodniu koło 23.00. Wchodzę, patrze piękna prezentacja a na dole podpis Oliwia Nowak (zmyślone nazwisko) klasa III E. Wściekłam się jak cholera, zrobiłam mu awanturę, że ma z tą małolatą romans, że śpi u niego a potem on ją wozi do szkoły a sam jedzie na zajęcia do szkoły językowej. Wpierał mi ze nikt u niego nie śpi, że nie wie skąd się wzieła ta prezentacja na komputerze, że ktoś mu się włamał i wrzucił to (tak, jasne). Awanturę zrobił przednią, tak się darł i był tak agresywny, że ja ze strachu zbastowałam.Na następny dzień przepraszał mnie za swoje uniesienie, ale miał już dość moich oskarżeń. Że wykańczam go psychicznie. I nagle mi powiedział że to on zrobił tę prezentację dla tej dziewczyny bo go bardzo prosiła. Bo w domu bieda, patola, a ona potrzebowała. Zrobił jej prezentację, ale nigdy u niego nie była na chacie. Nie uwierzyłam w to, bo wiem że on nie potrafi posługiwać się power pointem i prezentacja była za ładna, by mógł ją zrobić. Znowu odpuściłam. Dalej z nim byłam, chociaż nie ufałam, nie potrafiłam mu powiedzieć czułych słów. Zwalał na mnie że przez moje kompleksy na temat tuszy i wymyślonej kochanki ja go wykańczam psychicznie. Z poczucia winy chyba i chorego przywiązania trwam dalej w tej relacji.
W ten weekend miałam z nim jechać do znajomych na imprezę. On poszedł się kąpać. Złamałam znowu pin jego komórki. A tu znowu pusta prawie skrzynka sms i puste rejestry (tak, nauczył się pilnowac i wymazywać - kosz w komputerze też zawsze już pusty, przeglądarki też). W telefonie znalazłam tylko jeden sms od 'nie odbierać' a tam: przyjedziesz po mnie po szkole w poniedziałek? . Zrobiłam screena by zachować numer. Potem po jego wyjściu z łazienki znowu awantura. Wpierał mi że to ten gość co chce kasę znowu do niego zaczął wydzwaniać. Dzisiaj mnie coś naszło i wpisałam sobie ten numer w google. Wyświetliło mi się ogłoszenie na lokalnym portalu i dane kogo? Oliwii Nowak. Dziś już nie wytrzymałam, napisałam do małolaty i chciałam się dowiedziec czy coś ich łączy, ale ta mnie tylko postraszyła policją, bym jej nie nękała i to chyba pomyłka. Pożarłam się dziś z 'moim' facetem. On znowu wszystko obrócił w taki sposób, że teraz przez durnego smsa którego wysłałam tej dziewczynie on może stracić pracę. Wystarczy że wychwycą to jej rodzice, przyjdą do szkoły językowej i będzie jazda. Poczułam sie znowu winna. Ale znalazłam instagram tej dziewczyny. Dziwne bo długość i kolor jej włosów odpowiadają tym kłakom, które wiecznie walają się po jego łazience. Poza tym na jednym ze zdjęć małolata o 5:30 rano pije sobie kawusię z mojego kubka, a na stoliku w mieszkaniu 'mojego' faceta są rozłożone notatki z historii. Dla mnie już tego jest za wiele. Mam dość jego wypierania się. Podejrzewam że nawet gdybym go zastała na gorącym uczynku, to by się wypierał że się potknął i jakoś upadł na tę dziewczynę. On dalej się wypiera, mówi że psychika i zdrowie mu już siada, bo ja go wykańczam swoimi kompleksami i bezpodstawną zazdrością.
Tutaj zwracam się do forumowiczów. Czy mam podstawy uważać, że on nie jest wobec mnie uczciwy? Ja już mu przestałam ufać.... jestem w tym związku, bo jestem. Coś tam dalej czuję, to moja pierwsza miłość, przywiązałam się. Ale jestem bardzo nieszczęśliwa i jest ze mną coraz gorzej. On nie chce słyszeć o rozstaniu. Jest bardzo uparty i trzyma mnie przy sobie na siłę, a ja się daje. Nie wiem już, czy to ze mną jest problem (mam syndrom DDA), czy to on wykorzystuje moje dziury związane z psychiką przez syndrom DDA i tak się bawi bo wie, że ja nigdy od niego nie odejdę.
Myślałam nad założeniem podsłuchu u niego w domu, by mieć twardy dowód. By mi dał spokój. Bo jak mówi, nie mam na niego nic, i nie pozwoli mi odejść. Nie wiem już co robić, a jest mi ciężko. Liczę na odpowiedzi.
Witki mi opadły z każdym akapitem.
Masz twarde dowody kłamstw i zdrad. A facet jest na tyle głupi, że nawet początkowo ich w żaden sposób nie maskował. Ewentualnie Ciebie miał za zbyt głupią byś mogła te dowody zdobyć. Nie wiem czy on z tą małolatą sypia w zamian za pomoc w szkole i prezenty. Ale jest to bardzo prawdopodobne. Ostatecznie skoro ona chodzi do szkoły i w domyśle jest sporo młodsza to skąd mógł ją poznać i po co miałby to robić jeśli nie w celu - nazwijmy to - erotycznym? Otwórz oczy dziewczyno. Twoje podejrzenia są słuszne.
Po drugie. Grzebanie w czyimś telefonie, koszu na kompie, przeglądarce to obrzydliwość. Może nie tak straszna jak zdrada, ale jest to również nie fair. I nie, cel nie uświęca środków. Pomijając względy etyczne to jest błędne koło, a efektem jest jedynie brak zaufania.
Na koniec - nie wiem do końca w jakim celu szpiegujesz dalej i chcesz zakładać podsłuch?? Gdybyście byli małżeństwem to zbieranie dowodów miałoby sens, żeby przed sądem przeforsować taką winę. Ale skoro jesteście związkiem nieformalnym? Aż tak Ci zależy, żeby udowodnić mu, że jest tym kim jest? Nie rozumiem tego.
Jak dla mnie ten związek jest skończony. On jest z Tobą tylko dlatego, że z małolatą wie że nie będzie, a tu ma ciepły dom do którego może wrócić na weekend. Pewnie ma Cię za niezłą frajerkę, że się dajesz tak robić. Ale jak go za bardzo cisnąć to któregoś dnia coś w nim pęknie i Cię zostawi.
blablablabla blblablabla rozumiem ze jesteś zdesperowaną dupa k†ora oczekuje desperacko ślubu. Kup se młotek i sama pierdyknij w główkę, ze 3 razy z całej siły. Kobieto, hańbę przynosisz kobietom. Albo żyjesz, albo jesteś szmatą 4ewver.
idę stąd w piz... jestem po operacji, nie na moje nerwy kolesie i dupy którzy szmacą się za darmo
Dziwne bo długość i kolor jej włosów odpowiadają tym kłakom, które wiecznie walają się po jego łazience. Poza tym na jednym ze zdjęć małolata o 5:30 rano pije sobie kawusię z mojego kubka, a na stoliku w mieszkaniu 'mojego' faceta są rozłożone notatki z historii. Dla mnie już tego jest za wiele.
Chyba jednak ciągle Ci mało, żeby nadal się oszukiwać.
Tak, on Cię zdradza, oszukuje, ma romans z małolatą, ile jeszcze trzeba Ci na to dowodów?
On nie chce słyszeć o rozstaniu. Jest bardzo uparty i trzyma mnie przy sobie na siłę, a ja się daje.
Akurat, "trzyma Cię na siłę", przykuł Cię do kaloryfera? A Ty sama o czymś decydujesz, dlaczego nie podejmiesz konkretnej decyzji, wiedząc jak sprawy się mają?
Przestań się oszukiwać, śledzić, kontrolować i szukać kolejnych dowodów jego zdrady. Już wiesz, co się dzieje, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i podjąć decyzję.
Twoje zachowanie jest żenujące. Rozumiem pierwszy szok, gdy wykryłaś zdradę, próbę walki o związek, wiele osób w tym czasie popełnia błędy, ale ile można?
Po Ci kolejne dowody, czy to jej zdjęcie z Twoim kubkiem, w jego mieszkaniu, nad ranem nie jest wystarczającym, powiedziałabym, ostatecznym dowodem?
ale po co Ty chcesz mu cokolwiek udowadniać? Jakieś podsłuchy? Może detektywa jeszcze?
Musisz pytać się go o pozwolenie odejscia? On ma dać Ci spokój? Ja nie jarzę zupełnie waszego układu. Co chcesz osiągnąć? Rzucić mu z satysfakcją dowody w twarz? Zdjęcia, taśmy, świadków...? To Ci odpowie, że to fatamorgana
Przecież każda jego odpowiedź jest w podobnym idiotycznym stylu. On nawet nie stara się żeby to wyglądało sensownie. Mnie by chyba bardziej wkurzyło od takich romansów traktowanie mnie jak idiotki.
Na Twoim miejscu kopnęłabym faceta w 4 litery i tyle by mnie widział.
Mnie by chyba bardziej wkurzyło od takich romansów traktowanie mnie jak idiotki.
Niestety, autorka traktowana jest tak, jak się zachowuje, przykre, ale prawdziwe.
Jej dążenie do udowodnienia prawdy stało się jakąś obsesją i nie dostrzega bezsensu swojego postępowania.
Być może ten już nie jej facet, utrzymuje pozory ich zwiąku, w celu ukrycia romansu z uczennicą, a ona trzyma się go niczym tonący brzytwy?
8 2017-05-23 00:56:29 Ostatnio edytowany przez adiafora (2017-05-23 00:59:02)
no, ale po co się tak go trzyma, jakby byl ostatnim facetem na ziemi? Ona dobrze wie, jaka jest prawda. Ja rozumiem, ze 8 lat to kawałek czasu, że przyzwyczajenie itd. ale sama pisze, że nie ma chemii ani namiętności i w ogóle niewiele jest, po co więc trwać w tym układzie, gdzie od 2 lat widują się tylko w weekendy? To jakiś masochizm. Czy syndrom DDA jest usprawiedliwieniem? Jeśli autorka ma świadomość swoich ograniczeń z tego powodu, tym bardziej powinna coś z tym fantem zrobić, zamiast być ofiarą, której on "nie pozwala odejść". W ten sposób to nigdy nie będzie mieć kontroli nad swoim życiem. Zawsze będą decydować inni.
Macie wszyscy rację... Doskonale zdaję sobie sprawę, że prowadzę chorą relację. Nie wiem, dlaczego jestem tak durna, że w tym trwam. Przynajmniej dostałam po łbie od użytkowników, którzy są zupełnie obcymi mi ludźmi. Dziś naprawdę ostro dałam mu do zrozumienia, że nie chcę go znać. Boję się tylko, że on będzie próbował się mścić. Ma trochę znajomości i wiem, że stać go na wiele. Trochę się tego obawiam... ale ja już nie zamierzam w tym tkwić i dalej samą siebie oszukiwać. Bardzo Wam dziękuję, za ostateczne otrzeźwienie.
Oszukiwałam samą siebie, bo on był moją pierwszą miłością. Złapał mnie na to, że byłam niepewną siebie zagubioną małolatą. Kiedy się poznaliśmy ja miałam 16 lat, on 28. Poświęciłam mu najlepsze lata życia. Liceum... poszłam na studia, które on mi wybrał. Męczyłam się na nich niemiłosiernie. Wszystko sobie spieprzyłam dla faceta, któremu ufałam. Jest to mega dla mnie dołujące, bo powtórzyłam błąd mojej mamy. Zrąbałam sobie życie dla gnoja. Boli bardzo. Jestem głupia... wiem o tym. Naiwna i trochę ciepłe kluchy ze mnie. Ale mam dosyć. Zachciało mu się licealistki, niech się bawi. Tylko mam nadzieję że laska się ogarnie szybciej ode mnie i pizdnie go w cholerę szybciej.
mścić się? Serio? Skoro tak twierdzisz, musisz go dobrze znać. Tym bardziej nie rozumiem, co Ty z takim typem robisz tyle lat.
Adiaphora - sama nie wiem, dlaczego tak w tym trwałam... Znam go na wylot, wiem jaki jest. Trzymały mnie chyba tylko momenty, w których było wspaniale. W sumie nie wiem tak naprawdę, co więcej mnie przy nim trzymało... może to, że mi bardzo, ale to bardzo szybko jest zawsze wszystko jedno, albo przyjmuję postawę 'jakoś to będzie'.
jeśli nie jest to chwilowa złość, tylko masz naprawdę szczerze dosyć, to widzę światełko w tunelu. Dasz radę.
Jesteś młodą dziewczyną, życie przed Tobą. Tylko musisz popracować nad tym, aby w zwiazek wchodzić z rownorzędnej pozycji a nie sierotki Marysi. Milość milością, ale Ty tez stawiaj warunki i miej wymagania. Uwierz mi, stać Cię na dużo więcej, na bardzo dużo. Po prostu uwierz.
To nie jest chwilowa złość. Jestem wściekła. Nie na to, że tak byłam zakochana, a on mnie zranił. Żal mi straconego na tego debila czasu. Żal mi, że przegapiłam wiele szans w życiu tylko i wyłącznie przez jego widzimisię. Żal mi, że jestem taka głupia i naiwna. Myślę o pójściu na jakąś terapię, tylko nie wiem w co celować...
On dzisiaj cały wieczór zachowywał się jak święty. W dodatku znowu próbował ze mnie zrobić psychiczną zazdrośnicę. Idzie w zaparte. On wie, że jestem słaba i myśli że znowu odpuszczę na jakiś czas. Ale teraz się zdziwi. Teraz chyba spróbuję zasnąć - wypłakałam tyle łez i wypiłam tyle wina, że jestem padnięta. Napiszę może jutro, jak sprawy wyglądają. Ból jest ogromny... muszę wierzyć, że jeszcze się ułoży. Dziękuję Adiaphora.
Oszukiwałam samą siebie, bo on był moją pierwszą miłością. Złapał mnie na to, że byłam niepewną siebie zagubioną małolatą. Kiedy się poznaliśmy ja miałam 16 lat, on 28. Poświęciłam mu najlepsze lata życia. Liceum... poszłam na studia, które on mi wybrał. Męczyłam się na nich niemiłosiernie. Wszystko sobie spieprzyłam dla faceta, któremu ufałam. Jest to mega dla mnie dołujące, bo powtórzyłam błąd mojej mamy. Zrąbałam sobie życie dla gnoja. Boli bardzo. Jestem głupia... wiem o tym. Naiwna i trochę ciepłe kluchy ze mnie. Ale mam dosyć. Zachciało mu się licealistki, niech się bawi. Tylko mam nadzieję że laska się ogarnie szybciej ode mnie i pizdnie go w cholerę szybciej.
nostic334, masz 24 lata, piękny wiek. Nie "zrąbałaś sobie życia", ponieważ wszystko przed Tobą. Może zmarnowałaś ostatnie 2 lata na ten związek z miłości do niego, z przyzwyczajenia, nie Ty pierwsza, nie ostatnia. Potraktuj to jako doświadczenie i wyciągnij wnioski.
Spław tego pana krótko i z godnością, podaruj sobie jałowe dyskusje z nim, rozdrapywanie ran i zawracanie Wisły kijem.
Nie jest tego wart, a Tobie niepotrzebny dodatkowy stres. Masz przed sobą całe życie, możesz wszystko.
Sprawa prosta,facet ma "jazdę" na tzw.małolaty,jak Ciebie poznał,to przecież taką byłaś.Niestety "czas Cię posunął",w dodatku przytyłaś.Znalazł sobie inną.Nie odchodzi od Ciebie z przyczyn "formalnych",bo nie może z Nią być,a Ty mu dajesz komfort związku.Zerwij to.
Facet poszedł w tango i zdradza na całego - pewnie te 30 kg skutecznie zabiły w nim chęć do współpracy. Niestety, zamiast to po prostu skończyć i pożegnać się, trzyma Cię jako koło zapasowe dla wygody, a sam ostro kombinuje z małolatami.
Uprzedź fakty i pozbądź się dziada.
Oszukiwałam samą siebie, bo on był moją pierwszą miłością. Złapał mnie na to, że byłam niepewną siebie zagubioną małolatą. Kiedy się poznaliśmy ja miałam 16 lat, on 28. Poświęciłam mu najlepsze lata życia. Liceum... poszłam na studia, które on mi wybrał. Męczyłam się na nich niemiłosiernie. Wszystko sobie spieprzyłam dla faceta, któremu ufałam. Jest to mega dla mnie dołujące, bo powtórzyłam błąd mojej mamy. Zrąbałam sobie życie dla gnoja. Boli bardzo. Jestem głupia... wiem o tym. Naiwna i trochę ciepłe kluchy ze mnie. Ale mam dosyć. Zachciało mu się licealistki, niech się bawi. Tylko mam nadzieję że laska się ogarnie szybciej ode mnie i pizdnie go w cholerę szybciej.
Kobieto, to jest pedofil.
28 letni facet, który zadaje się z 16-to letnią licealistka a po 8 latach jak się zestarzałaś, zamienia Cię na następna nastolatkę, z którą odrabia historię, powinien się leczyć..
Tu nie ma co rozpaczać, tu trzeba spierniczać od gościa jak najdalej..
Nostic, nie jesteś słaba, tylko myślisz, ze jestes slaba a to różnica. Zmien myślenie. To działa, serio. Nie na wszystko mamy wpływ, są okoliczności od nas niezależne, ale w dużej mierze sami generujemy swoja rzeczywistość poprzez przekonania o niej a głównie o swojej roli jaką w niej odgrywany. Wiem, ze to brzmi jak bajania jakiegos szamana po grzybkach halucynogennych
ale tak jest, wielokrotnie wypraktykowalam na sobie. Ludzie wkładają tyle wysiłku w zmienianie świata i innych aby zmienic rzeczywistosc wokół siebie a wystarczy zmienić myslenie. To nie jest łatwe, wyjsc poza utarte schematy i przekonania, które są w naszej glowie niczym dogmaty, których się nie podważa, tylko przyjmuje za fakt. Ale możliwe. Zmienianie innych jest syzyfową pracą. Szkoda czasu, energii, życia.
Na terapie możesz iść jak najbardziej, jeśli masz pozytywne nastawienie do niej, aczkolwiek od powodzenia 'misji' zależy w duzej mierze na kogo trafisz. Bo niestety tam tez są ludzie i parapety. Dobrze byłoby, abyś wsparła się dobrymi ksiazkami. Może zajrzy Marajka, to cos sensownego w temacie poleci.
Póki co, nie płakaj i nie smutaj za dużo
Jak napisała josz,, potraktuj to jako doświadczenie. Smutac się możesz po 60 tce, ze zmarnowalas tyle szans, ale nie w wieku 24 lat, kiedy życie przed Toba. Rozdrapywanie ran prowadzi na manowce. Czasem dobrze jest pouzalac sie nad sobą i popiescic jak z malym dzieckiem, ale tylko troszkę, potem trzeba wstać, otrzepac się, wybaczyc sobie i iść dalej.
Reasumując, jeśli - juz abstrahujac od jego romansiku - czujesz się w tym związku autentycznie źle, znaczy, ze jesteś w nieodpowiednim miejscu przy boku nieodpowiedniego człowieka. To nie znaczy, ze on jest zły. Nie ma co wieszac na nim psów. W końcu sama zdecydowalas sie z nim byc z jakichs powodow na tamta chwile. Podobnie jak on z Toba. Ale wczoraj minęło, jest dzisiaj. Dzisiaj mam wrazenie, jestescie ze soba bardziej siłą rozpędu niz z powodu głębokiej uczuciowej wiezi. Moze wiec ten romansik jest tylko konsekwencja tego. I takim dzwoneczkiem, budzikiem - wake up! wake up! - dla obojga. Chyba oboje nie czujecie się szczęśliwi ze sobą, ale boicie się/nie lubicie zmian, stąd on "nie pozwala" Ci odejść a Ty masz wymowke, ze on Ci nie pozwala, dlatego ciągnięcie ten wózek. Jak zreszta masa ludzi, która woli niekomfortowe, ale znane i oswojone 'tu i teraz' niz niepewne 'jutro'.
Jestem ciekawa jak to się potoczy dalej wasza historia. Skrobnij czasem.
On bedzie wypierał sie do końca. Taki facet. Nawet jak mu pokazesz zdjecia jak sa razem w lozku. Moj ex maz wypieral sie do konca, mimo swiadkow i zdjec. Nie marnuj sobie zycia. Nie ma zaufania- nie ma zwiazku.
To nie jest chwilowa złość. Jestem wściekła. Nie na to, że tak byłam zakochana, a on mnie zranił. Żal mi straconego na tego debila czasu. Żal mi, że przegapiłam wiele szans w życiu tylko i wyłącznie przez jego widzimisię. Żal mi, że jestem taka głupia i naiwna. Myślę o pójściu na jakąś terapię, tylko nie wiem w co celować...
On dzisiaj cały wieczór zachowywał się jak święty. W dodatku znowu próbował ze mnie zrobić psychiczną zazdrośnicę. Idzie w zaparte. On wie, że jestem słaba i myśli że znowu odpuszczę na jakiś czas. Ale teraz się zdziwi. Teraz chyba spróbuję zasnąć - wypłakałam tyle łez i wypiłam tyle wina, że jestem padnięta. Napiszę może jutro, jak sprawy wyglądają. Ból jest ogromny... muszę wierzyć, że jeszcze się ułoży. Dziękuję Adiaphora.
Nic nie zrabalas. Dostałaś niezla lekcje życia i wydaje mi się ze wyciagniesz z niej wnioski. Tak zdobywa się doświadczenie życiowe. Młoda jesteś będziesz miała okazję je wykorzystać jeszcze nie raz. I nie jesteś głupia ani naiwna. Nie ma co robić z siebie ofiary. Niedawno przeczytałam właśnie: ze jeśli udało Ci się kogoś oszukać to nie dla tego że ten człowiek był głupi tylko ze otrzymałeś wiecejczaufania niż Jesteś wart. To on jest głupi bo zdaje się spalił most który mógł to prowadzić D szczęścia. Kochana czas otrzepac z ciała popiół związku i rozwinąć skrzydła
To nie jest żaden pedofil tylko po prostu podniecają go nastolatki. To nie jest żadne zboczenie. Taki po prostu jest i pewnie tego nigdy nie zmieni. Ale jego winą jest to, że jest nieuczciwy, oszukuje partnerkę wiedząc że nic z tego nie będzie. Jak dla mnie to jest najwyższy poziom zdrady co robi. To nie przespanie się z kimś po pijaku albo romans rozwijający się z niewinnego flirtu z koleżanką z pracy. Żeby znaleźć sobie taką małolatę musiał pewnie nieźle się naszukać, a więc była to pełna premedytacja z jego strony. To do dyskwalifikuje.
To nie jest żaden pedofil tylko po prostu podniecają go nastolatki. To nie jest żadne zboczenie.
Nie to nie jest normalne, bo każdy zdrowy mężczyzna i kobieta wie, że nastolatka/nastolatek ma mentalność tzw. dorosłego-dziecka - niby jest za siebie odpowiedzialny, ale najczęściej podejmuje nieodpowiedzialne decyzje (coś o tym wiem
). Nie lubię jak ktoś w pewnych aspektach jak marksista przepycha granicę w sprawach, gdzie wszystko jest wiadome. Ogólnie w naszym społeczeństwie coraz więcej przyjmujemy dziwactw i dewiacji.
Bardzo Wam wszystkim dziękuję za odpowiedzi, to mnie podbudowało. Jeśli chodzi o jego upodobania wiekowe, uwierzcie mi - nie ma to znaczenia. Jak zauważy, że kobieta się nim interesuje to się zachowuje jak szczyl. Podnieca się, popisuje, skacze wokół takiej, chwali czego on nie ma, co on w życiu nie osiągnął. Interesuje go bardzo szeroki przedział wiekowy. Denerwujące, ale wiedziałam, że jego narcystyczny charakter potrzebował takiej dodatkowej adoracji (chociaż ode mnie zawsze miał jej pełno). Przyzwalałam na to, bo to się działo od wielkiego dzwonu, nie miało to głębszego dla niego znaczenia niż takie, że chciał dopieścić swoje ego (a ja miałam ubaw, bo częściej wychodził na tym na pajaca, niż na jakiegoś alvaro). Teraz ponownie zaczął z małolatą, chociaż dziewczyna ma 18 lat więc 2 lata więcej niż ja, kiedy się wpakowałam w związek z nim. Na mnie nauczył się, że może łatwo manipulować taką niewykształconą jeszcze istotą. I imponuje mu w cholerę jak taka młoda naiwniaczka lata za nim i uważa za ósmy cud świata. Dociera do mnie coraz mocniej, że ma w sobie bardzo dużo z takiego wiecznego Piotrusia Pana i wiem, że to się nie zmieni.
W związku mieliśmy wzloty i upadki, ale szczerze z ręką na sercu pierwsze 5 lat to był dobry okres. W szóstym zaczęło się sypać, a te dwa ostatnie, to szkoda gadać.
Trudno, jak Eiko napisała - nie ma zaufania, to nie ma związku. Ja nie mogę tego dłużej ciągnąć. Zaskakuje mnie tylko, jak bardzo faceci potrafią iść w zaparte, kiedy wszystko i tak jest jasne. Dziś pisze do mnie, jakby nigdy nic się nie stało! Odpisałam mu raz, a dosadnie, że już mnie nie interesuje i zamknęłam ten etap. Jeszcze pewnie sądzi, że na dniach wróci wszystko do normy... ale nie tym razem. Dam jeszcze znać na dniach, odnośnie jego poczynań.
Jeśli ktoś zna dobrego psychologa/terapeutę na Dolnym Śląsku - prosiłabym o namiary.
Adiaphora wspominała o książkach - też chętnie po nie sięgnę.
Muszę się teraz skupić na zbudowaniu własnej psychiki, żeby kiedyś znowu nie przyciągnąć do siebie jakiegoś śmiecia. Bez tego nie ruszę w nowe życie.
O ile on nie pracuje jako nauczyciel, czy ogólnie z młodzieżą, to raczej nie jest tak jak mówisz. Szukając romansu na boku mógł zdecydować kogo chce poznać. Nie wybrał kobiety w Twoim wieku, która dawałaby mu nadzieję na związek. Wybrał małolatę chodzącą do szkoły. To przypadek? Tak naprawdę to tylko gorzej o nim świadczy, bo wikłając się w taką relację wiedział że nie ma ona żadnej przyszłości i chodziło tylko o seks. A więc nie jest tak, że nie układało się wam to zaczął szukać alternatywy. Nie. On po prostu chciał pobzykać nastolatkę bo go to kręci.
Kobieto, to jest pedofil.
Pedofilia nie polega na tym, że podobają się szesnastki.
nostic334 - Kochana ja Ciebie nie rozumiem, skąd te rozterki? To chyba jest oczywiste, że zasługujesz na kogoś lepszego niż ten cham.
Popatrz sama do jakich sztuczek musiałaś się zniżyć przez niego. Mówię tu o kontrolowaniu telefonu, sprawdzaniu komputera, czy też przeglądaniu konta jakiejś nastolatki na profilu społecznościowym... Słabe to jest ![]()
Zaufanie to podstawa związku, inni też Ci to podkreślają. Jeśli nie masz do niego zaufania, czujesz się okłamywana, poniżana to kulturalnie zakończ ten związek. Niech on sobie żyje i robi tak dalej a kiedyś znajdzie się ktoś, kto wymierzy mu sprawiedliwość. Takie nastolatki potrafią być perfidne i wystarczy poczekać, jak któraś zrobi mu koło d#py.
Jak podejmiesz decyzję o rozstaniu to skup się na sobie. Pisałaś, że chcesz zadbać o swój wygląd - będziesz więc miała na to więcej czasu. Zobaczysz, że poznasz jeszcze cudownego faceta, masz dopiero 24 lata! U Ciebie wszystko się jeszcze ułoży. Odetnij się od niepotrzebnego stresu, nerwów z nim związanych. Nie potrzeba Ci takich dramatów w życiu. Pogoń tego kłamcę i zdrajcę, zajmij się sobą i nie oglądaj się na to co było. Zero żalu, bo w tym przypadku nie ma czego żałować. Związek się sypał od dwóch lat, podejrzewam, że on już sobie dawno odpuścił. Ja wiem, zawsze szkoda tego czasu spędzonego razem, tych dobrych chwil, które minęły, ale niektórych rzeczy się nie wybacza...
Nie mogę uwierzyć w to co tu czytam, ciężko mi sobie wyobrazić że sa na świecie tak obłudni ludzie...jak można zafundować osobie z która się jest coś podobnego......ten człowiek kłamie równie lekko jak oddycha, bez żadnych wyrzutów sumienia...nie ma w nim krzty empatii, to degenerat...........gdybyś usłyszała tą historię od przyjaciółki pewnie doradziłabyś jej aby wiała gdzie pieprz rośnie i Tobie radze to samo, nie oglądaj się za siebie bo to co zostawiasz w tyle nie jest tego warte, życie z kimś takim jest gorsze od chwilowej samotności, minie trochę czasu i zdystansujesz siędo tego.... pewnie poznasz kogoś komu nie będziesz musiała szperać w tel czy kompie, bo zwyczajnie nie będzie ku temu powodów, tego Ci życzę i za to trzymam kciuki......jestes młoda i dzięki bogu że uświadomiłaś sobie jakim jest człowiekiem teraz, a nie za 10 czy 15 lat....a strategia którą sobie obrał"na robienie z Ciebie wariatki"-jest typowa, najlepiej osadzić kogoś że jest stuknięty niż przyznać sie do tego że znalazł właściwy trop i jest bliski odkrycia prawdy, która jest dla taka niewygodna..........
Kręciłaś go do tych 21 urodzin bo byłaś praktycznie nastolatką. Potem zaczęło się psuć, ale ciężko wstać z wygodnego starego fotela - nawet jemu. Dlatego ty byłaś pro forma do związku a małolata dla sexu i romantycznych uniesień.
Ot i cała historia.
Przyjechał do mnie, chciał mnie przytulać, całować. Klękał przede mną. Kupił mi jakieś soki witaminowe i słodycze.
Był tak żałosny, tak leciał w zaparte. 'To zdjęcie to zbieg okoliczności!' (tak, bo na pewno Oliwia ma ten sam kubek, stolik i kanapę co on) - małolata w ogóle zablokowała magicznym cudem instagrama. Ten czubek zmienił hasło dostępu do billingów. Między rozpaczą i przysięganiem że nigdy w życiu nawet nie pomyślał by mnie skrzywdzić, wplatał stwierdzenia, że napisałam smsa do tej dziewczyny i będzie miał w środę na zajęciach nie lada wyzwanie, by się z tego smsa wytłumaczyć przed matką tej dziewczyny
(bzruda totalna, bo po billingu widziałam, że kiedy ja zbombardowałam go dowodami jego zdrady, to wydzwaniał jednocześnie na numer gówniary - pewnie konsultowali tok działania).
Wiecie czego nie rozumiem? Że ta małolata jest tak ślepo zapatrzona, że wie doskonale o mnie, a i tak wierzy mu w 100%, udaje głupa jakby nigdy nic... (no chyba, że on jej wcisnął kit, że jestem szaloną ex, albo wariatką, która się w nim zakochała i chce zniszczyć ich miłość).
Nie mogłam na niego patrzeć, wzbudzał we mnie dzikie obrzydzenie. Przez chwilę myślałam, że normalnie strzelę mu w ten zakłamany pysk.
Jak bezczelnie dążył do kontaktu fizycznego, to zaczęłam krzyczeć na klatce by wypie*dalał, bo zadzwonię po policję. Ostatecznie wyszedł, po moim setnym WYJDŹ. A na odchodne sprzedał mi hit: 'możesz mnie poniżać, wyzywać jak psa - ja i tak Cię kocham, zniosę każde bezpodstawne obelgi i będę czekał aż się uspokoisz' - myślałam, że sie przewrócę.
To sobie poczeka do usranej śmierci. Jego wizyta strasznie mnie nabuzowała. Jestem tak pobudzona, wściekła, że na przemian krzyczę i płaczę. Boże, z kim ja byłam!?
Brawo. Słusznie zrobiłaś. Wybaczać można błędy, ale nie rozmyślne działania przeciwko związkowi.
Natomiast kompletnie nie rozumiem tego akapitu o tej małolacie. Ty tak serio wierzysz, że ona z nim jest bo - nie wiem - kocha go? Nastolatka + prawie 40 letni facet? No ja nie jestem kobietą, natomiast jest to tak nielogiczne, że szkoda gadać. Ja obstawiam bardziej, że ta jej "miłość" wynika z tego, że on ją utrzymuje. Da kasę na buty, ciuchy, kupi telefon, zrobi pracę do szkoły. Dla przeciętnej dziewczyny w wieku szkolnym kwota 300 czy 500 zł to majątek, a dla pracującego faceta już nie. Tak więc nie ma znaczenia co ona o Tobie myśli.
Mam nadzieję, że wytrwasz ![]()
Uważaj, bardzo Cię proszę. On wie, jaki wpływ miał na C. i zrobi wszystko, byś do niego wróciła. Długa droga jeszcze przed Tobą, by się uwolnić od takiego typa. Zaufaj sobie, nie jemu i jego słowom, czynom, gestom. Teraz on będzie płakał, przekonywał, kłamał. Zaufaj sobie i swojej intuicji, mądrości. Widać, że fajna i poukładana z C. dziewczyna, mimo doświadczeń nie najlepszych.
zmartwiony86 - już przestałam gdybać, po to ta małolata się pcha. Dziś wróciłam do jako-takiej równowagi. Zajęłam się pracą, sobą. Jest lepiej, bo ostatnie dwa dni byłam w amoku wściekłości i płaczu. Dzisiaj się podniosłam.
spełnienie - bardzo dziękuję, że tak o mnie myślisz. Zdaję sobie sprawę, że tysiące razy on mi mydlił oczy. A ja zawsze dawałam się przekabacić, bo nigdy go nie szpiegowałam, nie miałam powodów. Przez te telefony wszystko się zaczęło, bo ja nie cierpię jak ktoś mnie okłamuje. Mimo drobnych, częstych faktów o jego zdradzie, odpuszczałam mu. Przez chore przywiązanie, naiwność, zakochanie, spychanie problemu na dno... - dużo we mnie wad, które sprawiały, że był górą.
Teraz miarka naprawdę się przebrała, ja otrzeźwiałam na dobre. Nie poddam się. Przede mną ciężki okres jego prób ponownej manipulacji. Mam tylko nadzieję, że szybko mu się znudzi. A jeśli jego prośby zmienią się w groźby... co z tego? Ja wiem o nim wszystko. Mnie może tylko postraszyć, bo jako człowiek nie zrobiłam nigdy niczego złego (no oprócz związku z nim). A on? Ma trochę za skórą... A sam fakt tego, że kręci z tą licealistką - wystarczy, że zaalarmuję rodzinę i on będzie miał już problem. Nie, nie mam zamiaru się mścić - nie jestem taka. Ale wiem, że nie jestem bezbronna.
Dziękuję za każdy wpis, który pojawił się w moim wątku. Potrzebowałam by ktoś obcy uświadomił mnie ostatecznie. Teraz nie mam cienia wątpliwości, że zrobiłam dobrze.
Gratuluje stanowczości i życze wytrwałości w decyzji:)lepszej nie mogłas podjąć:):)
Wiecie jak to się rozwiązało? Mój eks ciągle do mnie od tego czasu wydzwaniał, próbował zrobić z siebie ofiarę, że jak ja go mogłam zostawić, jak on taki wierny jak piesi i takie brednie. Ta dziewczyna parę dni temu uznała, że coś jest na rzeczy i skontaktowała się ze mną. Rozmawiałyśmy dużo... bolało najbardziej to, że po prostu się mijałyśmy w jego domu. Kiedy ja wracałam do siebie, ona przyjeżdżała do niego. Robił po prostu wymiankę. No nic - wczoraj razem z tą dziewczyną pojechałam do niego do domu i pozabierałyśmy z niego swoje rzeczy. Następnie pojechałyśmy do niego do pracy i doprowadziłyśmy do konfrontacji. Myślałam że już kiedy zobaczy nas obie, przestanie kłamać. Wiecie co zrobił? Zaczął rżnąć takiego głupa, omijał temat jak mógł. Powtarzał do nas tylko: co, zadowolone jesteście z siebie? dopięłyście swego? może na pizze pójdziecie teraz?
Nie przeprosił, nie przyznał się, co więcej po 5-7 minutach jego bezsensownego bełkotu i naszych poleceń, by przestał się zachowywać jak umysłowy psychicznie powiedział, że nie ma teraz czasu, musi do domu wracać bo matka mu umiera. Odjechał. Byłyśmy w szoku odnośnie jego obłudy.
Potem w ciągu dnia dzwonił do mnie, próbując mi zarzucić, że to wszytko moja wina, bo nie dawałam mu czego chciał. A on tak mnie kochał i co ja teraz wyprawiam. A poza tym mówił mi, że go wrobiono i wykorzystano jego słabość (hahaha), i żebym nie kontaktowała się z tą dziewczyną więcej, w ogóle dziwił się, jak ja mogłam jej tak zaufać i wszystko opowiedzieć? Zarzucał, że jestem naiwna i głupia - no bełkot 1000%. Ale w końcu usłyszałam przynajmniej 3 razy przepraszam, coś też wspomniał, że zbłądził, ale oczywiście przy każdej takiej refleksji dodawał coś w stylu, że każdemu należy się druga szansa i że każdy popełnia błędy (on liczy, że mu wybaczę dwa lata zdradzania, kiedy poświęciłam swoje plany i marzenia dla niego). Potem bredził że jestem wspaniałą kobietą, ale nikt tutaj nie jest bez winy i mam się zastanowić nad sobą (haha!). Na koniec oczywiście pełne żalu, że zawsze będzie mnie kochał bo jestem kobietą jego życia. W jego mniemaniu dalej jesteśmy razem, bo jak to określił 'dwie strony muszą chcieć rozstania, by to było rozstaniem'.
Z kolei kiedy dzwonił to tej małolaty, również zaczynał oskarżeniami. A potem sprzedał jej hit po prostu. Nagrywałyśmy od paru dni każde rozmowy z nim. Kiedy odsłuchałam tę rozmowę z nią po naszej konfrontacji padłam ze śmiechu. Uwaga: 'no dobrze... przypomnij sobie - czy ja kiedykolwiek powiedziałem że cię kocham? ile razy ci mówiłem byś mnie zostawiła? znalazła sobie kogoś w swoim wieku? kto nalegał byś do mnie przyjeżdżała? no pomyśl....' - rozumiecie to ku*wa, próbuje jej wcisnąć swoją winę, bo on przecież ani jej niczego nie wyznawał, a nawet zwracał uwagę by lepiej się z nim rozstała, a ona tego nie zrobiła, no jej wina! hahahahha. I tekst hit: 'bo wy nie znacie życia, które jest okrutne... nie rozumiecie tego? czasami naprawdę warto przemilczeć pewne sprawy, mimo tego, że się dzieją'.
Kurde no, nie wiedziałam, że zdradę, kłamstwa, oszustwa należy zamieść pod dywan i udawać że wszystko fajnie, byleby tylko jego ku*as znalazł ukojenie.
Co za frajer!
Ludzie, byłam taka głupia. Ale zaczynam żyć od nowa!
Nostic muszę Ci powiedzieć, że niezły kabaret
choć z nutą dramatu. Powodzenia na dalszej drodze życia, a tego narcyza zostaw daleko w tyle bo na dłuższą refleksję nie zasługuje. Dałaś radę razem z tą dziewczyną i szukałaś winy tam gdzie ona rzeczywiście leżała. Brawo dla was ![]()
37 2017-06-09 13:44:28 Ostatnio edytowany przez Marvano (2017-06-09 13:49:39)
I to jest DDA.... szmacą Ciebie, zdradzają...a Ty kochasz. Po co? Kogo?
I brawa za rzucenie tego gnoja;-)