Jestem w związku już pół roku, ale... nie jestem z tego powodu szczesliwa. Wręcz odwrotnie. Od samego początku niezbyt chciałam się angażować, ale on nalegal... jest to mój drugi związek (poprzedni też był "nieszczesliwy"), przeżyłam z nim swój pierwszy raz, poznaliśmy rodzicow (on na to nalegal od początku), mamy 21 I 23 lata. Ja od samego początku nie czuje "pociągu" do niego, nie podoba mi się, jestem z nim z litości i próżności. Mam wrażenie, że coś takiego nie ma sensu, zupełnie nie odpowiada mi jego charakter (taka ciapa, udająca niewiadomo kogo), brak zdecydowania i zwalanie wszystkiego na mnie. Chciałabym to zakończyć, ale boję się, że będę żałować. I do końca życia zostanę sama
boję się też jego reakcji. Boję się po prostu zdecydować o tym, co nieuchronne, ale jak słyszę jego plany na przyszłość, że będziemy zawsze razem, co będziemy robić za kilka miesięcy to obawiam się ziszczenia tego. Nie wyobrażam sobie dalszego życia z nim.
Podobne tematy
Obawiam się jeszcze reakcji znajomych (studiujemy razem).... nie chce wyjść na suke, czy jakaś wredna bestie...
Właściwie w każdym zdaniu sama sobie odpowiadasz- przeczytaj to co napisałaś.
Taka młoda i już myśli - już zawsze będę sama... Skąd Ci sie to bierze????
W wieku 20 lat kochałam jak szalona , to były wulkany w brzuchu (motylki się nie umywają
) , wielka namiętność , każdy dzień osobno był udręką... To przywilej młodości - kochać jakby świat miał sie zaraz skończyć , kochać bez zahamowań .
To co Ty opisujesz to jakaś udręka kobiety ,która została zmuszona do zaaranżowanego związku , która nie ma wyjścia i musi związać sie z facetem ,który jej pod żadnym względem nie odpowiada i co najgorsze - robi to ponieważ boi sie opinii ludzi ,którzy za kilka lat się rozjadą po świecie i tyle ich będziesz widziała. A Ty zostaniesz w tym swoim pseudozwiązku - nieszczęśliwa i zamotana jeszcze bardziej.
4 2017-05-09 07:59:31 Ostatnio edytowany przez Realista (2017-05-09 07:59:48)
Dziewczyno to w Tobie tkwi problem. Brak asertywności z Twojej strony teraz doprowadził do takiej sytuacji.
@wrobelkarolina, czy naprawdę nie widzisz tego, że sama jest sobie winna? Biedna dziewczynka nie? Co Ty piszesz została zmuszona? Z tego co wiem jesteśmy wolnymi ludźmi przynajmniej w Europie.
Jak będzie ją poklepywać po plecach to wzmocnicie jej osobowość ofiary i tym bardziej z tego nie wyjdzie.
Dziewczyno to w Tobie tkwi problem. Brak asertywności z Twojej strony teraz doprowadził do takiej sytuacji.
@wrobelkarolina, czy naprawdę nie widzisz tego, że sama jest sobie winna? Biedna dziewczynka nie? Co Ty piszesz została zmuszona? Z tego co wiem jesteśmy wolnymi ludźmi przynajmniej w Europie.
Jak będzie ją poklepywać po plecach to wzmocnicie jej osobowość ofiary i tym bardziej z tego nie wyjdzie.
Realisto - albo ja nie potrafię się wypowiedzieć albo Ty zrozumiałeś wszystko opacznie. Toż przecież napisalam ,że zachowuje sie jakby ktoś jej na siłę zaaranżował związek
Że sama sobie odpowiedziała na własne pytania... Gdzie tu poklepywanie i twierdzenie ,że ona biedną dziewczynką jest??
Jak wgl można być z kimś pół roku jak nie ma chemii, nie podoba się partner i nie widzisz w nim nic dobrego?
Same zaprzeczenia zwiazku.
byłam w takim związku i radzę Ci dobrze - ODEJDŹ.
tak pokrótce bo moja historia ciągnęła sie 7 lat znajomości a 6 związku i zakończyła kilka miesiecy temu.
poznałam go gdy miałam 18 lat on był 5 lat starszy, totalnie inny facet pod względem wyglądu i charateru w jakich ja gustowałam. Nie czułam do niego pociągu, namietności, wręcz zmuszałam sie do seksu z nim ... ale był DOBRY, kochał mnie szalenie, pierwszy raz widziałam że komuś tak może na mnie zależeć, mogłam mu wylać wiadro pomyi na głowę a on mi wybaczał i wracał ... ja przeciągałam granicę upokorzenia tak jakbym testowała ile jeszcze zniesie, jak bardzo mnie kocha że da radę wyrzymać? aż go zdradziłam po 2 latach związku. On to podejrzewał od dłuższego czasu mnie śledził, sprawdzał, nawet podszywał sie pod jakieś konta na fb ...
i wtedy pęknął - zostawił mnie, a ja jako 20 latka oczywiscie nagle zrozumiałam jakiego cudownego faceta miałam obok i jak NIBY bardzo go kocham ...
jak to leci ... strać a docenisz?
błagałam go aby wrocił, zgodził się - ale stał sie zupełnie innym facetem, wszystko się odwróciło teraz on rozkładał karty na stół. Usunełam fb, zmieniłam nr telefonu, staałam sie oddana i pełna miłości - o ile na początku cieszył się z tej przemiay o tyle później zaczał być dla mnie coraz bardziej zimny, zaczęły wychodzić jakieś jego kłamstwa i flirty ... i to tak trwało kolejne 4 lata ... na koniec oboje byliśmy tak wyniszczeni, umęczeni a z drugiej strony zżyci ze sobą że podjęliśmy decyzję że to nie ma sensu i rozeszliśmy się.
Strasznie mnie ten związek wyniszczył ... wmówiłam sobie w pewnym momencie że go kocham ... bo jest taki dobry i kocha mnie wiec ja też powinnam mu to dać ...
nie pchaj się w to ... będziesz żałować.
Powiem tak. Gdyby była chemia, podobanie się sobie, to ten związek by przetrwał.
Ale tylko, dlatego, że był DOBRY to tyle lat siedziec? Szkoda czasu ![]()
Doskonale rozumiem wypowiedzi ludzi, którzy odpowiedzieli na ten post. Choć i ja również inaczej patrzę na to, wydaje mi się, że nie jesteś chwilowo sobą i potrzebujesz odpoczynku. Mówisz, że masz 20 latek, to co do joty masz prawo tak czuć się i odejść. Przynajmniej teraz, a nie po x latach.
Jeżeli często (albo aż za) spotykasz się z nim, to istnieje taka możliwość właśnie. Spróbuj odpocząć tak mniej więcej 3-10 dni, by pozbierać myśli i w tym czasie będziesz mogła czuć tęsknotę czy nie. Po czasie odpoczynku będziesz już pewna swojej decyzji.
Pamiętaj natomiast jedną rzecz! NIGDY nie będziesz sama do końca życia. Znajdziesz tego księcia na białym koniu ![]()
Miałam podobną sytuację, co Twoja. Wydawało mi się, że nic nie czuję do faceta, więc postanowiłam odpocząć kilka dzionek i później już zrozumiałam, jak bardzo go kocham. Przyczyną było to, że za dużo spotykaliśmy się. Każdy człowiek potrzebuje dosłownie samotności. Myślę, że to jest jednak najlepsze rozwiązanie.
byłam w takim związku i radzę Ci dobrze - ODEJDŹ.
tak pokrótce bo moja historia ciągnęła sie 7 lat znajomości a 6 związku i zakończyła kilka miesiecy temu.
poznałam go gdy miałam 18 lat on był 5 lat starszy, totalnie inny facet pod względem wyglądu i charateru w jakich ja gustowałam. Nie czułam do niego pociągu, namietności, wręcz zmuszałam sie do seksu z nim ... ale był DOBRY, kochał mnie szalenie, pierwszy raz widziałam że komuś tak może na mnie zależeć, mogłam mu wylać wiadro pomyi na głowę a on mi wybaczał i wracał ... ja przeciągałam granicę upokorzenia tak jakbym testowała ile jeszcze zniesie, jak bardzo mnie kocha że da radę wyrzymać?
nagle zrozumiałam jakiego cudownego faceta miałam obok i jak NIBY bardzo go kocham ...
jak to leci ... strać a docenisz?
wmówiłam sobie w pewnym momencie że go kocham ... bo jest taki dobry i kocha mnie wiec ja też powinnam mu to dać ...
Właśnie u mnie jest taka sytuacja...
Gloria, ja nawet spotykam się z nim, bo on nalega. Gdybym sama miała wyjśc z inicjatywą to by umarło. Widzimy się 3 razy w tygodniu- nie chcę częściej, bo mnie męczy. Po 7 dniach przerwy nie byłam wgl stęskniona... Im dłużej się z nim nie widzę, tym jeszcze mniej mi zależy...
Blackwhite napisał/a:byłam w takim związku i radzę Ci dobrze - ODEJDŹ.
tak pokrótce bo moja historia ciągnęła sie 7 lat znajomości a 6 związku i zakończyła kilka miesiecy temu.
poznałam go gdy miałam 18 lat on był 5 lat starszy, totalnie inny facet pod względem wyglądu i charateru w jakich ja gustowałam. Nie czułam do niego pociągu, namietności, wręcz zmuszałam sie do seksu z nim ... ale był DOBRY, kochał mnie szalenie, pierwszy raz widziałam że komuś tak może na mnie zależeć, mogłam mu wylać wiadro pomyi na głowę a on mi wybaczał i wracał ... ja przeciągałam granicę upokorzenia tak jakbym testowała ile jeszcze zniesie, jak bardzo mnie kocha że da radę wyrzymać?
nagle zrozumiałam jakiego cudownego faceta miałam obok i jak NIBY bardzo go kocham ...
jak to leci ... strać a docenisz?
wmówiłam sobie w pewnym momencie że go kocham ... bo jest taki dobry i kocha mnie wiec ja też powinnam mu to dać ...Właśnie u mnie jest taka sytuacja...
Gloria, ja nawet spotykam się z nim, bo on nalega. Gdybym sama miała wyjśc z inicjatywą to by umarło. Widzimy się 3 razy w tygodniu- nie chcę częściej, bo mnie męczy. Po 7 dniach przerwy nie byłam wgl stęskniona... Im dłużej się z nim nie widzę, tym jeszcze mniej mi zależy...
To możemy jednak stwierdzić, że uczucie w stosunku do niego już wygasły. Droga jest wolna
Życzę mimo wszystko szczęścia i oby singielstwo było udane.
Znajdziesz na bank młodego, życie jeszcze przed Tobą