Cześć..pytanie raczej kieruję do mężczyzn. Czy oświadczylibyście się kobiecie, której grozi utrata wzroku i słuchu? Czy bylibyście w stanie iść przez życie z nią wiedząc, że nigdy nie da wam potomstwa.
Nie wiem co robić. Utknęłam w martwym punkcie. Chodzę do psychologa, ale ona mi wmawia, że na razie widzę i nie mam się tym przejmować. Plan B obmyślać mam dopiero wtedy kiedy będzie on potrzebny. Dzisiaj widzę, ale jutro już mogę nie widzieć. RP to ciężka choroba i nie chcę się z tym pogodzić, że mnie to spotkało.
Hurtowo kupuję książki, żeby móc je przeczytać póki jest jeszcze czas na ich przeczytanie.
Jeśli chodzi o randkowanie, to mam ciężki orzech do zgryzienia. Do tej pory każda randka skończyła się tym, że więcej kandydat się do mnie nie odezwał. Może uznali, że ich ignoruję a ja mam zawężone widzenie obwodowe. Nie widzę towarzysza, który idzie obok mnie. Nie widzę też własnych stóp ani brzegu łóżka. Zawsze się o nie potykam i zazwyczaj mam pełno siniaków w okolicach kolan.
Nie wiem czy mam im o tym mówić czy nie. Nie chcę żeby użalali się nade mną ani myśleli, że ja marudzę. Czy może mam sobie odpuścić w przyszłości zamążpójście i skupić się na książkach, bo i tak w miłości mi nigdy nic nie wyjdzie? Wiele już w życiu wycierpiałam i naprawdę mam już dosyć kiedy widzę, że tylko mi się nie udaje ułożyć sobie życia i zawsze odchodzę z kwitkiem.