No mam problem - mam Męża z tzw "odzysku". Zamieszkał ze mną po naszym ślubie wiele lat temu, zostawiając mieszkanie byłej zonie i dzieciom. Problem w tym, że była żona siedzi sobie na rencie; wiadomo, niewielkiej. Jego dzieci, już absolutie dorosle, świetnie wykształcone, tłumacząc się trudnym rynkiem pracy pracują, lub nie, z reguły to drugie. To są zupelnie dorosle dzieci w wieku 32 i 28 lat. Co zarobią, to wydają na kaprysy, poprawianie urody, kosztowne hobby. Zatem utrzymanie tego mieszkania spoczywa na barkach męża, a więc de facto i na moich. W tej chwili, z uwagi na nasze (małżeńskie) problemy finansowe i zdrowotne postawiłam tezę, że czas, aby dzieci wydoroślały i same zaczęły płacic rachunki za swoje media i czynsz. Podnioół się wrzask i atak niechęci we mnie skierowany. Ze strony "dzieci". Mąż zachowuje się ok. Czy rzeczywiście jestem wredną babą? Czy jest jakieś wyjście, żebyśmy mogli wreszcie wydawać swoje pieniądze na siebie? Czy rodzice muszą utrzymywać dzieci, jeśli te tak uważają do końca swoich dni?.... Ja to załatwić bez "darcia pierza".... Pozdrawiam:)
Podobne tematy
dzieci juz od dawna sa dorosłe i wydaje mi sie że rozmowa z nimi powinna pomóc jesli nie to kategorycznie powiedzieć że nie darcie juz rady utrzymacie w sumie dwóch mieszkań.. pracuja i jesli maja swoje dochody niech zaczną prawdziwe życie, proponuje na początku rozmoe z nimi by wyjaśnić dlaczego i uswaidomic że kiedys was zabraknie i nie będa zawsze na czyimś utrzymaniu
No mam problem - mam Męża z tzw "odzysku". Zamieszkał ze mną po naszym ślubie wiele lat temu, zostawiając mieszkanie byłej zonie i dzieciom. Problem w tym, że była żona siedzi sobie na rencie; wiadomo, niewielkiej. Jego dzieci, już absolutie dorosle, świetnie wykształcone, tłumacząc się trudnym rynkiem pracy pracują, lub nie, z reguły to drugie. To są zupelnie dorosle dzieci w wieku 32 i 28 lat. (...)Czy rodzice muszą utrzymywać dzieci, jeśli te tak uważają do końca swoich dni?.... Ja to załatwić bez "darcia pierza".... Pozdrawiam:)
Zadziwiające, że to się jeszcze zdarza ![]()
Nie wiem jaki jest status mieszkania (własnościowe, spółdzielcze czy kwaterunkowe) ale to się nie zdarza
Dorośli ludzie, już dawno powinni być samodzielni i czas by sami nauczyli się żyć na własny rachunek - (potem będzie płacz i zgrzytanie zębów, bo nie wiedzieli, że można eksmitować za niepłacenie czynszu i takie tam inne dorosłe sprawy).
Przy własnościowym mieszkaniu można zrobić podział majątku dorobkowego, w innych przepisać lokal na progeniturę i niech się sama martwi ![]()
To wielki szacunek dla Twojego męża. Sądzę jednak,że masz całkowitą rację! Są dorośli i niech sami zarabiają na własne utrzymanie czy zachcianki!
No mam problem - mam Męża z tzw "odzysku". Zamieszkał ze mną po naszym ślubie wiele lat temu, zostawiając mieszkanie byłej zonie i dzieciom. Problem w tym, że była żona siedzi sobie na rencie; wiadomo, niewielkiej. Jego dzieci, już absolutie dorosle, świetnie wykształcone, tłumacząc się trudnym rynkiem pracy pracują, lub nie, z reguły to drugie. To są zupelnie dorosle dzieci w wieku 32 i 28 lat. Co zarobią, to wydają na kaprysy, poprawianie urody, kosztowne hobby. Zatem utrzymanie tego mieszkania spoczywa na barkach męża, a więc de facto i na moich. W tej chwili, z uwagi na nasze (małżeńskie) problemy finansowe i zdrowotne postawiłam tezę, że czas, aby dzieci wydoroślały i same zaczęły płacic rachunki za swoje media i czynsz. Podnioół się wrzask i atak niechęci we mnie skierowany. Ze strony "dzieci". Mąż zachowuje się ok. Czy rzeczywiście jestem wredną babą? Czy jest jakieś wyjście, żebyśmy mogli wreszcie wydawać swoje pieniądze na siebie? Czy rodzice muszą utrzymywać dzieci, jeśli te tak uważają do końca swoich dni?.... Ja to załatwić bez "darcia pierza".... Pozdrawiam:)
Czy w wyroku rozwodowym była wzmianka o "kosztach utrzymania" bądź o alimentach dla żony? Czy to inicjatywa Twojego męża?
---------------------------------
Co do dzieci.
Ojciec nie ma żadnego obowiązku utrzymywania
KRiO art 133/3
Rodzice mogą uchylić się od świadczeń alimentacyjnych względem dziecka pełnoletniego, jeżeli są one połączone z nadmiernym dla nich uszczerbkiem lub jeżeli dziecko nie dokłada starań w celu uzyskania możności samodzielnego utrzymania się.
Dziękuję Wam za wsparcie. Wyrok był bez orzekania o winie, a ja nie bylam powodem rozwodu, gdyż nawet wtedy nie znaliśmy się. Ot, miał dosyć. Miał jednak pewnie jakies wyrzuty sumienia, że nie stworzył dzieciom idealnej rodziny, stąd ta nadopiekuńczość.
Wydaje mi się, że zrobił im przez to krzywdę.
Brał wszystko na siebie i nie nauczył odpowiedzialności. Jeszcze do niedawna dzwonili, żeby przyjechał, bo trzeba zrobić zakupy (dwa sklepy spozywcze maja przy bramie, a od nas do nich jest kilkanaście kilometrów). Jak córeczka wyjeżdżała, to tatuś dźwigał jej walizkę, a ona szła przed nim z miną damy. Ja staram się oszczędzać męża i nie chcę obslugi (on jest delikatnej postury).
Dzieci przypominają mi tego faceta z reklamy banku i umęczona matkę "no i zawsze coś.." Mąż obiecał, że porozmawia z nimi, ale teraz nie ma odporności, bo własnie dowiedzieliśmy się, że mogę być bardzo chora (złe wyniki badań). To za dużo na raz. Pozdrawiam ciepło:)