witam wszystkich, pisze bo tak naprawdę to mam problem, który zaczyna mnie przerastać, może wydać się to śmieszne ale dotyczy tego, że nie potarfi.ę dorosnąć, dojrzeć...mam 25lat a zatrzymałam się chyba na etapie studiów, które skończyłam w czerwcu. Wcześniej wszystko było proste, łatwiejsze, studiowałam i pracowałam jednoczesnie, miałam mnósto planów, celów a teraz niestety jestem już po studiach a bez pracy i widze ze dzieje się ze mną coś niedobrego...caly okres studiów mieszkałam z rodzicami, teraz czas wziąć swoje życie w swoje ręce a nie potarfię tego:( chcę założyć rodzinę a boję się, ze sobie nie poradze, chcę znaleźć pracę a czuję strach przed podejmowaniem prób jej szukania(dotychczas wszystkie kończyły się porażką), gdy pomyśl e o przyszlości czuję ogromny lęk, strach, niemalże wpadam w panikę, czuję, że dotychczas byłam otoczona jakimś niewidzialnym pancerzem, wiem że czas go przebić ale strasznie się boję, boję się już chyba ŚWIATA, czasami zastabnawiam się nad tym co stało się z tą przebojową, pewną siebie dzieczyną? jestem zalękniona, budze się w nocy i zastanawiam się co będzie dalej z moim życiem , odpowiedź nasuwa sie sama-NIC NIE BĘDZIE dopóki nie przebudzę się z tego snu zimowego i nie zacznę działać. Nawet teraz kiedy to piszę mysląc równocześnie o swoich lekach czuję przerażenie. naczytałam się już mnóstwo książek, poradników-ale bez rezultatu. Jak uważacie czy to początki jakiejś choroby? nerwicy?dziękuje z góry za odpowiedzi
Czesc Honey
Czy to poczatek jakies choroby? Trudno powiedziec,nie jestem specjalistka...ale uwazam tak.>>>>
Do tej pory czulas sie bezpiecznie i wszystko bylo latwiejsze,bo bylas blisko rodzicow,pewnie nie musialas sie martwic o wiele spraw dnia codziennego? A teraz czujesz ze powinnas swoje zycie wziac w swoje rece...po wygodnym zyciu,to normalne ze obawiasz sie jak to bedzie.
Ale na pewno sobie poradzisz,kiedy znajdziesz prace wszystko zacznie sie ukladac,zobaczysz
A masz chlopaka,swoje mieszkanie??
Ja sie wyprowadzilam od rodzicow,kiedy mialam 18 lat,nie moglam juz wytrzymac z nimi...uczylam sie z zawodowce,nie mam zadnych studiow...i jakos sobie poradzilam
Poczatki sa najgorsze,ale potem juz jest lepiej
I zaczyna byc calkiem fajnie
Trzeba tylko podjac decyzje i hop...
U ciebie pierwszym krokiem bedzie znalezienie pracy....nie boj sie jej szukac,to tylko taki maly straszek przed tym co nie znane...Otworz sie na ludzi i dzialaj ![]()
Droga Honey26 jestem pewna, że to co odczówasz to nie żadna choroba.Każdy kto kończy studia zastanawia się nad swoją przyszłością, mysli co będzie dalej, zamartwia się, że sobie nie poradzi. Wierz mi znam mnóstwo takich osób, sama niedługo będę jedną z nich
.Co do pracy, cuż widzę co się dzieje teraz na rynku pracy, być może nie napawa to zbytnim optymizmem, ale sama praca do Ciebie nie przyjdzie.Pomyśl sobie, wielu ludzi nie skończyło żadnych studiów a pracę jakoś mają i to czasami wcale nie byle jaką.Bardzo często sukcesy na polu zawodowym zależą od naszej motywacji i zaangażowania.Zaszycie się w kącie razem z własnymi lękami nie pomoże znaleść Ci pracy.Mówisz, że całe studia mieszkałaś z rodzicami - jeśli masz z nimi na tyle dobry kontakt to poradź się ich, oni znają Cię najlepiej - z pewnością Ci doradzą, pomogą.Znam wiele osób, które po studiach mieszkają nadal z rodzicami i nie uważam, zeby to było jakieś naganne.To wszystko zależy jak ty się z tym czujesz.Wspomniałaś o tym, że na studiach miałaś mnóstwo celów, marzeń.I co się z nimi stało?Wyparowały po studiach?Nonsens.Przypomnij sobie o nich,może któreś z nich da się zrealizować w realu.A tak na koniec - wyrzuć w kąt wszystkie poradniki i podręczniki.One tylko utwierdzają Cię w tym, że być może jesteś chora.A jak w to uwierzysz to zniknie cała twoja motywacja,optymizm i chęć do działania.Życzę powodzenia w szukaniu pracy i ufam, że samopoczucie niedługo się poprawi.:)
Myślę że to bardzo trudny moment, nie tylko dla Ciebie, dla każdego kto kończy studia, chce założyć rodzinę, tyle spraw będzie na głowie, i musisz sama sobie z tym radzić... Strach jest zawsze, ale prawda jest taka że skoro poradziłaś sobie na studiach, a t jakby wstęp do dorosłości, bo sama musisz dbać o sprawy związane z uczelnią nauką, to dalej też sobie poradzisz. Nie musisz odrazu być idealną żoną, panią domu matką, to wszystko kwestia czasu, nauki. ale jestem pewna że sobie poradzisz:) musisz zwalczyć strach, bo jeśli nie spróbujesz nawet nie będziesz wiedziała, czy warto było się bać ![]()
Ema-tak mam chłopaka ale z nim nie mieszkam tzn on ma taką pracę ze wiecznie nie ma go w domu więc jak wraca to pomieszkuję u niego a gdy go nie ma znowu jestem u rodziców:( chyba boję się definitywnie wyprowadzić z domu..Boże czy ja jestem jakaś dziwna? swojego mieszkania nie mamy, on wynajmuje ale mamy wspólne plany założenia rodziny, budowy wlasnego domu .Migo-masz rację musze wyrzucić w kąt te wszystkie poradniki, bo zauważyłam ze jeszcze bardziej mnie dołują Mylenne-wiem,że nie ma się czego bać ale te uczucie, które mnie ogarnęło dosłownie mnie BLOKUJE:( jest to dla mnie jakas przeszkoda , której nie potarfię dosłownie przeskoczyć.....stąd moja frustracja ehhh powiem wam, ze w głębi duszy mam pretensję do rodziców o to co w tejh chwili sie ze mną dzieje...nigdy mi na nic nie pozwalali, ciągle musiałam ich słuchać tak mnie uzależnili od siebie, ze teraz nie potarfię wyfunąc o wlasnych siłach z tego "gniazdka", nie uważam zeby mieszkanie z rodzicami po studiach bylo czymś złym alemójc chlopak oczekuje, ze wreszcie dorosnę i przeprowadzę sie do niego -tak na poważnie.
Miałam bardzo podobny problem z moim partnerem, tylko to ja byłam tą stroną która oczekiwała przeprowadzki i pewnej dojrzałości.Od pół roku mieszkamy ze sobą i powiem Ci że to była jedna z najlepszych decyzji jakie podjelismy. Bardzo długo mu to zajęło, bo ma baardzo konserwatywnych rodziców, bał się że nie będą chcieli z nim rozmawiać, że się od niego odwrócą.Nic takiego się nie stało - przeciwnie!Mają teraz lepszy kontakt niż kiedykolwiek przedtem.A i nam się lepiej układa.Z całego serca doradzam przeprowadzkę, jest to poniekąd egzamin dla was dwojga, czy jesteście dobraną parą.Co do rodziców, masz szansę im udowodnić i sobie przede wszystkim, ze umiesz sama o siebie zadbać, że nie musza Ci dyktować co masz robić.Jesteś na tyle dorosła,że powinnaś wiedziec co jest dla Ciebie dobre a co nie.Co do chłopaka, cuż oczekuje deklaracji, ale jesli nie czujesz się na siłach , za bardzo się boisz, to powiedz mu o tym.Zastanów się czy to jest facet z którym rzeczywiście chciałabyś zamieszkać, czy daje Ci poczucie bezpieczeństwa, jest dobry dla Ciebie, czy Cię wspiera w trudnych momentach.Jeśli czujesz się niepewnie nie musisz podejmować takich decyzji.Nic na siłę!
Honey, nie jesteś dziwna, zapewne wiele osób jest w podobnej sytuacji i podobnie to odczuwa. Musisz po prostu zrobić pierwszy krok. Reszta pójdzie łatwiej. Musisz zrozumieć, że pewien etap się skończył i czas zacząć nowy. Zupełnie inny, może fajniejszy?
Z tego co mówisz sprawę masz ułatwioną - skoro Twój chłopak tego chce - przeprowadź się do niego. Będziesz musiała zacząć martwić się o siebie, zacząć żyć samodzielnie.
A może pomyśl o jakiejś wizycie u psychologa? Nie warto marnować czasu na gnuśnienie i rozmyślanie "chciałabym, ale się boję".
Ja wyprowadziłam się od rodziców zaraz po maturze. Pamiętam walkę o przetrwanie, studia w dzień, praca w nocy - ciągle coś robiłam, wiecznie nowe pomysły, aktywność, SAMODZIELNOŚĆ. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej, ale mam znajomych, którzy zbyt długo byli pod skrzydłami rodziców i teraz też mają problem z życiem na własny rachunek...
Więc odwagi, kobieto i zrób ten pierwszy krok!
Migo-wiele myślałam nad tym, czy mój facet jest odpowiednim kandydatem na męża;) doszlam do wniosku, że i owszem, fakt-mamy swoje wzloty i upadki, swoje kryzysy i małe radości, dobrzę się z nim czuję, dba o mnie i wiem, że zawsze mogę na nim plegać, rodzice też akceptują ten związek i wiem, że oczekują tego, że już wkrótce założe własną rodzinę.Może mój stan wynika z tego, że za bardzo się zasiedziałam w domu? za dużo dziwnych książek wpadło mi w rece, moze za dużo czasu miałam i mam na myślenie i sama stwarzam sobie problemy?
vinnaga-może faktycznie masz rację-chciałabym a boję się i ten strach nie pozwala mi działać
druga sprawa związana jest chyba z moim niskim poczuciem własnej wartości, moje rozczarowania związane z szukaniem pracy niestety znacznie osłabiły wiarę w to, że wszystko się jakoś ułoży, spowodowały też, że czuję się nic nie warta.
Moja droga zamieszkać ze sobą,a wyjść za mąż to duuuuuża róznica
Ale dobrze, że doszłaś do wniosku, że dobrze Ci z tym facetem.W takim razie nie widzę przeszkód dla których miałabyś się nie przeprowadzic.Nie musisz odrazu po studiach zakładać własnej rodziny, nigdzie w kodeksie nie jest powiedziane że ludzie po studiach zaraz powinni masowo się żenić/wychodzić za mąż.Ani tym bardziej zachodzić w ciąże
.Ciesz się tym co masz teraz, naucz się doceniać to co los Ci dał.Masz fajnego chłopaka, skończyłaś pozytywnie studia, masz perspektywy normalnego życia.Sama wiem jak trudno teraz znaleść pracę, też byłam wściekła gdy siedziałam w domu, również za dużo myślałam.To jest normalne,masz dużo czasu wolnego to ci się nudzi.A jak Ci się nudzi to wymyślasz rózne rzeczy.Żebyśmy się źle nie zrozumiały - nie bagatelizuję twojego problemu.Chodzi mi o to, że jak się czymś zajmiesz, chociaż na chwilę, to mniej czasu będziesz miała na zamartwianie się.Na początek spróbuj zmienić trochę swoje życie - choćby tą przeprowadzką ![]()
Właśnie to jest dla mnie najgorsze-siedzenie w domu i zamartwianie sie tym czy oddzwonią czy nie
(mam na myśli potencjalnych pracodawców) WIEM I CZUJĘ że musze coś ze soba zrobić, coś zmienić, i muszę przestać się BAĆ przyszlości, jestem z natury pesymistką ale to co dzieje się ze mną w tej chwili to nawet nie czarnowidztwo...:( chcialabym nauczyć sie doceniać to co mam-bo tylko narzekam, wciąż marudzę i użalam się nad sobą;) dziekuję xa te cenne rady i slowa pocieszenia, bo pozwoliły mi one spojrzeć na moją sytuację z zupełnie innej perspektywy ![]()
Napewno za jakiś czas napiszesz Nam, że jest ok
potrzeba Ci CZASU aby przyzwyczaić się do nowej, zupełnie innej sytuacji - jest to wieeeeeeeelki krok w dorosłe życie. Każdy chyba przeżywa to podobnie. Jedni wcześniej, inni później. Jedni bardziej, drudzy mniej. To tylko kwestia przyzwyczajenia i odnalezienia się w nowej sytuacji. Powodzenia ! ![]()